Kler i seks

 

Kler przeciwko edukacji seksualnej. Rzecznik biskupa: „Jakieś sankcje muszą być”

Anita Dmitruczuk, 

Protest pod kurią na ul. Franciszkańskiej 'Jesień średniowiecza'.

Protest pod kurią na ul. Franciszkańskiej ‚Jesień średniowiecza’. (fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

Rzecznik polskiego episkopatu mówi, że Kościół nie ma nic przeciwko odpowiedzialnej edukacji seksualnej. Tymczasem życzliwe spojrzenie kleru pomogło zebrać podpisy pod projektem ustawy wprowadzającej karę więzienia za seksedukację

Opole, końcówka czerwca. Na podwórku jednej z parafii w centrum miasta rozkładają swój namiot działacze pro life. Ci sami ludzie będą potem organizować kontrmanifestację dla II Marszu Równości i stawiać w jednym rzędzie homoseksualizm z pedofilią. Teraz zbierają podpisy pod inicjatywą „Stop Pedofilii”, hasło jest bardzo widoczne i część parafian odbiera inicjatywę jako wymierzoną w Kościół. Dochodzi do pyskówek.

Działacze Fundacji „Pro – Prawo do Życia” namawiają do poparcia trzyletniej kary więzienia za „propagowanie i pochwalanie podejmowania przez małoletniego obcowania płciowego”. Zachęcają też do samodzielnego zbierania podpisów: „Szczególnie polecamy organizację zbiórek po niedzielnych mszach świętych w państwa parafii” – głosi instrukcja dla wolontariuszy. Proboszcza z centrum Opola zaskakuje namiot na podwórku. Interweniuje, ale słyszy, że działacze pro-life mają zgodę biskupa.

Edukacja seksualna. Kościół za, a nawet przeciw

Oficjalnie Kościół nie ma nic z inicjatywą wspólnego. – To autonomiczna inicjatywa Fundacji „Pro – Prawo do Życia” – pisze biuro prasowe Konferencji Episkopatu Polski.

Rzecznik KEP ks. Paweł Rytel-Andrianik, podkreśla: – Kościół katolicki nie jest przeciwny odpowiedzialnej edukacji seksualnej. W ramach kursów dla przyszłych małżonków prowadzone są zajęcia podejmujące temat życia seksualnego i odpowiedzialnego rodzicielstwa.

Zaznacza jednak przy tym, że seksualność jest rozumiana przez Kościół jako część małżeństwa, a edukacja seksualna jest sferą kompetencji rodziców. Przypomina także, że „wielką wartość ma taka edukacja seksualna, która pielęgnuje zdrową skromność”.

– Ksiądz Biskup rzeczywiście udzielił poparcia inicjatywie ustawodawczej „Stop pedofilii”, co nie jest równoznaczne z poparciem całokształtu działalności fundacji, która zbiera podpisy pod tą inicjatywą – pisze rzecznik biskupa opolskiego, ks. Joachim Kobienia. Jego zdaniem to naturalne, że biskupowi zależy na walce z pedofilią. I że tak naprawdę nie ma nic przeciwko edukacji seksualnej. – Ksiądz biskup nie jest za jakąkolwiek formą penalizacji w tej dziedzinie, raczej skłonny byłby odwoływać się do zdrowego rozsądku i sumienia nauczających, natomiast siłą rzeczy ustawy są tak konstruowane, że muszą zawierać jakąś sankcję za ich nieprzestrzeganie – pisze Kobienia.

Episkopat z „Pro” ramię w ramię

Działacze fundacji „Pro” rzeczywiście utrzymują, że ich inicjatywa ma dać narzędzie do walki z pedofilią. Ale już na pierwszej stronie treści poradnika rozdawanego przy okazji zbiórki podpisów czytamy: „celem edukacji seksualnej jest rozbudzenie seksualne dzieci”, zwolennicy wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej „chcą zmusić dzieci do zaakceptowania i praktykowania wszelkich możliwych zaburzeń seksualnych”.

I dalej: „te same środowiska, które domagają się wprowadzenia edukacji seksualnej w polskich szkołach i przedszkolach, promują patologie seksualne na ulicach polskich miast”, „Wszystko po to, aby homoseksualiści mieli łatwy dostęp do rozbudzonych seksualnie dzieci”.

Książeczka zawiera też wzór oświadczenia, które mogą podpisać rodzice, by sprzeciwić się udziałowi ich dziecka we wszelkich zajęciach, gdzie pojawiają się elementy edukacji seksualnej. Podobne, choć łagodniejsze w wymowie oświadczenie, można znaleźć też na stronie internetowej polskiego episkopatu.

Bp Andrzej Czaja wydał zgodę na zbiórkę podpisów pod projektem umożliwiającym karanie za edukację seksualnąBp Andrzej Czaja wydał zgodę na zbiórkę podpisów pod projektem umożliwiającym karanie za edukację seksualną ROMAN ROGALSKI

Za edukację seksualną karać nauczycieli, lekarzy i media

W myśl projektu pod szczególnym nadzorem proponowanych przepisów znajdą nauczyciele, lekarze, opiekunowie dzieci i młodzieży, seksedukatorzy. Do trzech lat więzienia ma grozić według również dziennikarzom i ich rozmówcom, bo autorzy nowelizacji przewidzieli więzienie za propagowanie i pochwalanie seksu nastolatków w środkach masowego przekazu. Na cenzurowanym znalazłyby się zawartość internetu, czasopisma dla nastolatków, wiele publikacji naukowych, niektóre popularne seriale.

– Inicjatywę obywatelską oceniam absolutnie negatywnie, ponieważ tworzy ona nowe przestępstwa i definiuje je w nieostry sposób. Po ludzku wszyscy doskonale wiemy, że coś, co dla jednych będzie najzwyklejszą edukacją seksualną, dla innych będzie „publicznym propagowaniem lub pochwalaniem podejmowania przez małoletniego obcowania płciowego”. Wszyscy też doskonale wiemy, że małoletni, czyli np. 17-latkowie, współżyją. Nie zmieni tego ani prawo karne, ani nawet ich rodzice. Mało tego, że „seksualnie obcują”, to jeszcze się tym sobie nawzajem „publicznie” chwalą. Chcemy ich zamykać? – mówi Jacek Różycki, adwokat zaangażowany w obronę praw człowieka.

– To, co właśnie powiedziałem, może zostać przez kogoś uznane za przestępstwo zagrożone karą więzienia. W dodatku do lat trzech, bo udzielam wywiadu. Według mnie chodzi wyłącznie o to, żeby wciąż ograniczać nasze wolności i prawa. Prawo, szczególnie to karne, nie może służyć żadnej ideologii, bo wówczas dzieją się straszne rzeczy.

wyborcza.pl

 

25.10.2019

Drżyj młodzieży, bo PiS z Kościołem tak was wyedukują seksualnie, że… klękajcie narody.

W dzisiejszej Polsce nie można się nudzić. Afera goni aferę. Prezes PiS nie będzie rozliczony za kopertę z łapówką, współpracownicy Banasia zamieszani w VAT-owską mafię, „rozlatany” Kuchciński, KNF pod lupą, zadłużenie, deficyt, ale… to wszystko nic.

Tematem numer jeden jest seks, a konkretnie to, co z tym seksem wyprawia partia rządząca i wspomagający ją Kościół. W ramach walki z pedofilią rządzący wraz z panami w sukienkach chcą przejąć całkowicie pieczę nad edukacją seksualną dzieci i młodzieży, by chronić niewinne dusze i wbić im do głowy, że seks nie ma być przyjemnością, ale służyć tylko prokreacji i być podwaliną rodziny, w której tatuś to władca, a mamusia ma zasuwać, by tatusiowi dogodzić.

Warto więc przyjrzeć się, jak za kilka lat młodzi ludzie będą wyedukowani seksualnie, z jaką wiedzą wkroczą w dorosłe życie.

Po pierwsze – seks. Uczeń ma wiedzieć, że „seks jest zły, bo nie rozwija człowieka, nie przynosi dobra, nie daje bliskości z drugą osobą. Seks powinien dotyczyć małżeństw. Łączyć się z miłością”. Mało tego, jeśli człowiek za bardzo skupia się na swojej cielesności to łatwo nim manipulować. Należy więc walczyć z tą nieszczęsną seksualnością, bo tu chodzi o przyszłość naszej cywilizacji (konia z rzędem temu, kto wyjaśni, co miał na myśli prezes Kaczyński, wrzucając taki tekst). Ten, kto myśli o seksie i obraca się w „brudach erotycznych” to idiota i matołek. Każdy, komu zamarzy się odrobina seksu musi wiedzieć, że „rozkosz erotyczna trwa krótko, lecz wprowadza nerwy w stan wysokiego napięcia, wskutek czego organizm wyczerpuje się szybko, a gruntownie. Przede wszystkim zużywa się rdzeń pacierzowy, najbardziej zainteresowany w przeżyciach erotycznych, wiotczeją mięśnie, umysł traci swą świeżość”. No i najważniejsze. Dziecko ma się uczyć ku chwale wodza i partii, a nie demoralizować się jakimś seksem. Fujjjj…

Po drugie – swoboda seksualna. Absolutnie nie wolno rozpoczynać współżycia zbyt wcześnie, to znaczy przed ślubem. To nic innego jak narażanie się na „negatywne skutki psychiczne i fizyczne, od rozczarowania, zawodu przez uzależniania, antykoncepcję (!) i aborcję po załamanie psychiczne, korzystanie z pomocy społecznej, niemożność stworzenia rodziny i zaburzone odróżnianie dobra od zła”. Jak twierdzi Władysław B. Skrzydlewski, u mężczyzny, który ulega żądzom, rozwija się niezaspokojenie, zanika ofiarność i drastycznie wzrasta egoizm, a rozwiązłe kobiety doznają wstrząsu i tracą zdolność oddania się całkowicie ukochanemu mężczyźnie, rozumienia innych oraz chęci pełnienia roli opiekuńczych, do których z racji płci są zobowiązane. W jednym z podręczników religii do klasy VII („Błogosławieni, którzy szukają Jezusa”) znajduje się niezwykle sugestywny przekaz, co się dzieje z młodym człowiekiem, gdy seks mu w głowie zakręci. Trzynastolatkowie dowiadują się z biblijnego cytatu, że „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe oko twe jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła”. Nie ma co, aż strach się bać.

Po trzecie – antykoncepcja, która jest złem sama w sobie. Prowadzi ona do depresji, chorób wątroby, nadmiernego owłosienia, nowotworów złośliwych, wylewów krwi, choroby wieńcowej, zawałów serca i nawet zgonów. Prezerwatywy nic nie dają, bo mają tzw. mikropory, przez które plemniki z łatwością się przedostają, podobnie jak i choroby zakaźne. Dziateczki muszą zapamiętać, że antykoncepcja prowadzi do aborcji, a to nic innego jak zwykłe morderstwo milionów wręcz tycich maluszków. Uczniowie muszą też wiedzieć, że jedynym dobrym i skutecznym środkiem antykoncepcyjnym jest metoda naturalna – objawowo-termiczna Rötzera.

Po czwarte – zapamiętanie, jaka jest rola dziewczynek, a jaka chłopców w dorosłym życiu. Od najmłodszych lat trzeba wbić dzieciaczkom do głów, że różnica miedzy kobietą i mężczyzną polega na tym, iż faceci umieją oddzielić myślenie od emocji, a kobiety nie. Tak więc dziewczynki nie muszą być mądre. Wystarczy, że są ładne. Jeśli wydarzy się coś, co można nazwać molestowaniem, a nawet gwałtem, to jest to wina właśnie dziewczynek, bo prowokują ubiorem i zachowaniem chłopców, którym czasami jest trudno zapanować nad pożądaniem bliźniej swojej i… nieszczęście gotowe. Dziewczynki muszą pamiętać, że ich rolą jest przede wszystkim rodzić. Jak tłumaczył ksiądz Marcin Różański w audycji w Radiu Maryja pt. „Jak być dobrą żoną w sypialni”, mają rodzić z uśmiechem, bo każde dziecko to dar boży. Mają też podporządkować się mężowi, a gdy ten dopuści się na niej gwałtu, to trzeba to zaakceptować, bo przecież „nie może on być przez żonę traktowany jak oprawca, gdyż powinnością kobiety jest udostępnianie swojego ciała mężczyźnie”. Oczywiście, kobieta może powiedzieć mężowi, że dzisiaj nie ma ochoty na seks, ale to będzie oznaczać, że „jest egoistką i myśli o własnym dyskomforcie, zamiast o potrzebach małżonka”.

Tak drodzy Państwo. To nie konfabulacja z mojej strony, ale fakty. Tak prezes ze swoimi kumplami z partii i Kościoła widzi edukację seksualną w szkołach. Edukację, która ma cofnąć dzieciaki w mroczne czasy średniowiecza, stojącą w całkowitej sprzeczności nie tylko z nauką XXI wieku, ale i z zupełnie inną rolą kobiet we współczesnym świecie. Kobiet, które kształcą się, pracują zawodowo, są coraz bardziej aktywną częścią życia publicznego. Jak widać, marzeniem sfrustrowanych facetów, niezaspokojonych seksualnie, jest sprowadzenie ich do roli darmowych gospodyń domowych, biegnących na każde skinienie swego pana i władcy.

Mało tego, ci szaleni panowie, wspierani przez nieliczne grono pań, mających wielki problem z oceną rzeczywistości, zapragnęli, by polska młodzież rosła w duchu czystości, takiej w ich rozumieniu, by ze wstrętem odwracała się od własnego ciała, była znerwicowana, depresyjna i pełna poczucia winy, jeśli tylko nieopatrznie uległaby tej strasznej „żądzy”, jaką jest seks. Młodzież bojąca się dotyku, odrzucająca wszelkie przejawy zbytniego zbliżenia. Młodzież rodząca gdzieś w krzakach niechciane dzieci, wyśmiewana i szykanowana z powodu przypadkowej ciąży. Młodzież popełniająca samobójstwa, przerażona tym, co się zadziało, próbująca na własną rękę usunąć owoc miłości fizycznej. Młodzież okaleczoną emocjonalnie przez te wbijane jej do głowy bzdury.

Jestem ciekawa, dlaczego prezes i całą reszta są głusi na słowa papieża Franciszka, który tak pięknie mówi, że „seks jest darem od Boga, nie potworem, miłość jest darem od Boga. Inną kwestią jest to, że niektórzy używają go, by zarabiać pieniądze i wykorzystywać innych. Ale musimy zapewnić rzeczową, nienacechowaną ideologicznie edukację seksualną. (…) Trzeba nauczać o seksie jako o darze od Boga. Wychowywać to nauczać tak, by wyciągać z ludzi to, co w nich najlepsze i po drodze im pomagać” i jednocześnie zwraca uwagę na dobór odpowiednich podręczników do edukacji seksualnej, bo przecież „są rzeczy, które pomagają dojrzeć, ale też takie, które szkodzą”?

koduj24.pl

 

Parlament Europejski o edukacji seksualnej w Polsce

Tomasz Bielecki, Deutsche Welle, 

Protest 'Nie dla zakazu edukacji seksualnej w Lublinie', 16.10.2019

Protest ‚Nie dla zakazu edukacji seksualnej w Lublinie’, 16.10.2019 (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Europosłowie PiS przekonywali w poniedziałek, że władze nie pracują nad żadnym prawem o karach za edukację seksualną. Ale główne frakcje wzywały Polskę do porzucenia projektu skazującego dzieci „na brak rzetelnej wiedzy”.

W zeszłym tygodniu Sejm głosami PiS zdecydował, by skierować do dalszych prac obywatelski projekt złożony przez inicjatywę „Stop pedofilii”, który zakłada nie tylko kary za „publicznie propagowanie lub pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim”, lecz również  – i to budzi kontrowersje – wprowadza karę do trzech lat za kratkami za „propagowanie lub pochwalanie podejmowania przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej” m.in. w ramach edukacji, leczenia, opieki nad dziećmi. „Małoletni” to w polskim prawie człowiek do 18. roku życia (a wiek przyzwolenia na legalny seks to 15 lat), „propagowanie” jest pojęciem niesprecyzowanym, a ponadto autorzy projektu w jego uzasadnieniu wskazują, że jego celem jest walka z – pisaną w cudzysłowie – edukacją seksualną wedle wytycznych m.in. Światowej Organizacji Zdrowia.

O debatę Parlamentu Europejskiego nad tak pojętą penalizacją edukacji seksualnej wniósł poniedziałek w trybie pilnym Robert Biedroń (Wiosna) wspólnie ze swą frakcją centrolewicy, a europosłowie w głosowaniu zdecydowali, by zająć się tym już tego samego dnia, a w listopadzie głosować nad rezolucją w tej kwestii. – Można odnieść wrażenie, że to projekt pisany pod dyktando lobby pedofilskiego – tak Biedroń (przemawiając w imieniu klubu centrolewicy) przekonywał, że pozbawienie młodych właściwej edukacji tylko zwiększa ryzyko, że zostaną skrzywdzone. Powiedział, że planowana ustawa mogłaby nawet doprowadzić do karania lekarzy, którzy przykładowo nakręciliby film edukacyjny o antykoncepcji. – W XXI wieku deprawacją nie jest edukowanie o seksie, lecz odmawianie rzetelnej edukacji o seksualności – powiedziała Elżbieta Łukacijewska (PO) w imieniu centroprawicowej frakcji Europejskiej Partii Ludowej.

Słowak Michal Szimeczka, przemawiając w imieniu liberalnego klubu „Odnowić Europę”, ostrzegał, że „choć autorzy projektu ustawy chcą chronić dzieci przed złem, to skutek będzie odwrotny”, bo dzieci bez właściwej wiedzy będą bardziej narażone na nadużycia seksualne. – Teoretycznie można by mieć nadzieję, że ta ustawa nie będzie wykorzystywana do walki z edukacją seksualną. Ale nie można tak zakładać, jeśli tylko spojrzy się na politykę obecnych władz Polski, na nagonkę na osoby LGBT – powiedział Szimeczka. Wzywał do zaprzestania prac nad tym prawem.

PiS: To kłamstwo albo nieporozumienie

Natomiast europosłowie PiS przekonywali, że kontrowersyjny projekt nie penalizuje wszelkiej edukacji seksualnej, a ponadto podkreślali, że jest inicjatywą obywatelską, a nie rządową. – Ta debata jest oparta na kłamstwie. Rząd polski nie pracuje nad ustawą zakazującą edukacji seksualnej – przekonywała Anna Zalewska (PiS) w imieniu klubu konserwatystów. Zdzisław Krasnodębski zarzucał debatującym europosłom spoza Polski niewiedzę, bo dyskutowany projekt – jak powiedział – nie został nawet przetłumaczony na żaden język obcy. – To projekt kar za propagowanie i pochwalanie zachowań pedofilskich. Kto się z tym nie zgadza, niech podniesie rękę. Biedroń tylko! – powiedziała Jolanta Wiśniewska (PiS).

Podczas niespełna godzinnej debaty w Parlamencie Europejskim stanowiska PiS broniła Christine Anderson (AfD) w imieniu mocno eurosceptycznego klubu „Tożsamość i Demokracja”.  – To dobrze, że polscy obywatele mają rząd, który może ich chronić przed perwersyjną polityką lewicową – przekonywała Anderson.

Uderzanie w LGBT

Autorzy projektu ustawy (a dokładnie – nowelizacji polskiego Kodeksu karnego), której dotyczyła dyskusja w Parlamencie Europejskim, piszą w jego uzasadnieniu, że celem jest „ochrona dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją, które dotyka tysięcy najmłodszych Polaków za pośrednictwem tzw. edukacji seksualnej”. Ostrzegają, że odpowiedzialne za „edukację” seksualną środowiska „wchodzą do kolejnych placówek” w Polsce, rozbudzając dzieci seksualnie oraz „promując wśród uczniów homoseksualizm, masturbację i inne czynności seksualne”. Przekonują, że „edukacja” seksualna, w trakcie której „oswaja się z homoseksualizmem, jest wykorzystywana jako narzędzie przez lobby LGBT do realizacje radykalnych celów politycznych, m.in. do legalizacji w Polsce adopcji dzieci przez homoseksualistów”. Dodają, że „środowiskiem najbardziej zaangażowanym” w promocję „edukacji” seksualnej w Polsce jest lobby LGBT. A „na zachodzie członkowie tych środowisk”, zaangażowani we wdrażanie „edukacji” seksualnej w szkołach, „byli skazywani za pedofilię”.

W debacie Parlamentu Europejskiego reprezentantem Komisji Europejskiej był Brytyjczyk Julien King, komisarz UE ds. bezpieczeństwa. King przypominał, że w Unii sprawy programów nauczania leżą w kompetencjach krajów członkowskich.

wyborcza.pl