PiS w miejsce policjanta wstawił złodzieja

Od 4 lat wiemy, że PiS to partia, której celem jest uwłaszczyć się na majątku publicznym, rozdać spółki skarbu państwa, synekury, brać nagrody i przymykać oczy na korupcyjne działania; pamiętamy aferę w KNF, w PCK, w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, w Maskpolu, Polskiej Fundacji Narodowej, dwie wieże itd. Ale nie myśleliśmy, że PiS sam stworzy mafię VAT-owską i wprowadzi ją do Ministerstwa Finansów i do skarbówki! – mówi Izabela Leszczyna, wiceminister finansów za czasów rządów PO-PSL. – Jeżeli w czasie 3 lat rządów PiS-u mamy lukę VAT-owską szacowaną na ok. 90 mld zł, a 250 mld zł przez 8 lat było dla PiS-u batem, którym okładali PO, to chyba ktoś nie umie liczyć – dodaje. Rozmawiamy nie tylko o doniesieniach medialnych o mafii VAT-owskiej, Marianie Banasiu i rządach PiS, pytamy też o przyszłość opozycji i Platformy Obywatelskiej.

JUSTYNA KOĆ: W Ministerstwie Finansów działała mafia VAT-owska, która mogła wyłudzić nawet 5 mln zł – donosi “Rzeczpospolita”. Wcześniej w MS działa grupa hejterska, a szefEm NIK-u zostaje osoba, która z półświatkiem krakowskim prowadzi hotel na godziny. Czy może być gorzej? 

IZABELA LESZCZYNA: Rzeczywiście trudno to komentować, bo brzmi raczej jak fabuła filmu kryminalnego, niż opis działań rządu i partii politycznej.  Największe niebezpieczeństwo upatruję jednak w roli, jaką odgrywają służby specjalne. ABW musiała wydać poświadczenie bezpieczeństwa Marianowi Banasiowi – choć wszyscy jesteśmy zgodni, że nie powinien go otrzymać, skoro miał związki ze światem przestępczym. ABW musiała o tych związkach wiedzieć. Dwóch panów, o których pisze “Rzeczpospolita” – Arkadiusz B. i Krzysztof B., bliscy współpracownicy Banasia – zajmowali tak wysokie stanowiska w Ministerstwie Finansów, że również musieli otrzymać poświadczenia bezpieczeństwa. Jak to możliwe, że je dostali, skoro pełniąc swoje funkcje, byli bossami mafii VAT-owskiej i niebawem wylądowali w areszcie? Dla mnie jest oczywiste, że

ALBO SŁUŻBY RZĄDZĄ POLSKĄ I TAKIE INFORMACJE UKRYWAJĄ PRZED PREMIEREM, CO JEST ZAGROŻENIEM DLA BEZPIECZEŃSTWA PAŃSTWA, BO TWORZY SIĘ PAŃSTWO POLICYJNO-MAFIJNE, GDZIE JAK W PIOSENCE MŁYNARSKIEGO NIE WIADOMO, KTO JEST SZERYFEM, A KTO BANDYTĄ, ALBO – I TRUDNO POWIEDZIEĆ, CO JEST GORSZE – PREMIER POSIADAŁ INFORMACJE OD ABW, ALE CI LUDZIE NADAL POZOSTAWALI NA SWOICH STANOWISKACH.

Gdyby ta teza się potwierdziła, to znaczy, że jest gorzej niż myślałam. Od 4 lat wiemy bowiem, że PiS to partia, której celem jest uwłaszczyć się na majątku publicznym, rozdać spółki skarbu państwa, synekury, brać nagrody i przymykać oczy na  korupcyjne działania; pamiętamy aferę w KNF, w PCK, w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, w Maskpolu, Polskiej Fundacji Narodowej, dwie wieże itd. Ale nie myśleliśmy, że PiS sam stworzy mafię VAT-owską i wprowadzi ją do Ministerstwa Finansów i do skarbówki!

Kto ściągnął tych panów do MF?
Jeden z nich zaczął pracować z początkiem rządów PiS, od listopada 2015 roku, więc musiał ściągnąć go M. Banaś. Obaj panowie pełnili swoje funkcje i prowadzili mafijny proceder wyłudzania VAT-u pod rządami kolejnych ministrów finansów od Szałamachy, przez Morawieckiego, Czerwińską, aż do Banasia. Czyli albo był całkowity brak nadzoru i brak działania służb, albo całe państwo PiS funkcjonuje jak państwo mafijne, gdzie „ręka rękę myje” i jeden drugiemu pozwala na popełnianie czynów niezgodnych z prawem i działania korupcyjne.

MF wydało oświadczenie, w którym pisze, że „jednostkowe zachowania niezgodne z prawem zdarzają się w każdej instytucji”.
Jestem oburzona tym oświadczeniem ministerstwa, bo to jest obraźliwe dla 60 tys. urzędników, kontrolerów, pracowników skarbówki. Znam wielu z nich, wiem jakimi są państwowcami, jak bardzo zależy im na tym, aby podatki były płacone uczciwie.

ONI MUSIELI POCZUĆ SIĘ URAŻENI, TYM BARDZIEJ, ŻE TA DWÓJKA TO NIE SĄ „JEDNI Z 60 TYSIĘCY”. TO WYSOCY URZĘDNICY MF SPROWADZENI PRZEZ PIS DO MINISTERSTWA. SPROWADZIŁ ICH TAM MARIAN BANAŚ!

Dlatego komisja śledcza ds. VAT nie zajmowała się latami 2016-17?
To bardzo dobre pytanie. Jeżeli w czasie 3 lat rządów PiS-u mamy lukę VAT-owską szacowaną na ok. 90 mld zł, a 250 mld zł przez 8 lat było dla PiS-u batem, którym okładali PO, to chyba ktoś nie umie liczyć.

Tym bardziej, że trzeba pamiętać o trzech rzeczach: po pierwsze, że to my rozpoczęliśmy proces uszczelniania, a największy efekt przyniósł jednolity plik kontrolny; po drugie, że w czasie dobrej koniunktury gospodarczej skłonność do płacenia podatków jest dużo wyższa; i po trzecie, co częściowo związane z punktem drugim, że luka VAT jest procykliczna, tzn. dużo większa w trudnych dla gospodarki czasach. Zatem tylko z tych powodów, bez kiwnięcia palcem przez PiS, luka VAT-owska powinna się zmniejszyć. Tymczasem ona nie zmniejszyła się tak jak powinna, ponieważ PiS wyprowadził z komisariatu policjanta, a wsadził tam złodzieja. Jeśli na czele skarbówki stoi człowiek, który sam w telewizji publicznej przyznaje, że popełnił przestępstwo skarbowe, skoro jego dyrektorami są szefowie mafii VAT-owskiej, to jak tacy ludzie mają ścigać przestępców?

SAMI MAJĄ „GĘBĘ PEŁNĄ FRAZESÓW” O SWOJEJ UCZCIWOŚCI, MÓWIĄ O MAFIACH, KTÓRE PODOBNO HULAŁY, ALE NAZWISKA MAFIOZÓW POZNALIŚMY DOPIERO TERAZ I PÓKI CO, WSZYSTKIE ZACZYNAJĄ SIĘ NA B.

Od 4 lat PiS-owi nie udało się wprowadzić Centralnego Rejestru Faktur, chociaż jeszcze w kampanii PiS przekonywał, że to flagowy pomysł. Czy możliwe, że w MF ktoś wstrzymywał prace?
Pomysł Centralnego Rejestru Faktur był nasz – to pomysł PO. Ta koncepcja była przygotowywana, kiedy rządziła PO, a ja pracowałam w MF. Co więcej, PiS twierdził, że to dobry pomysł, oczywiście nie mówiąc, że jest nasz. Twierdził, że potrzeba wprowadzenia CRF jest tak pilna, że trzeba powołać Spółkę Celową Aplikacje Krytyczne, bo budżet traci 3 mld zł miesięcznie. Powołali tę spółkę, kapitał założycielski, czyli pieniądze z budżetu państwa dało MF – 15 mln, potem 20 mln. Spółka przez 3 lata swojej działalności wygenerowała milionowe straty, 3 razy zmieniła zarząd, bo Szałamacha powołał swój, potem Morawiecki swój, a minister Czerwińska kolejny. Panowie brali odprawy, CRF nie powstał, a PiS dosypywał pieniądze podatnika, aby wypłacać horrendalne wynagrodzenia swoim ludziom. To był zresztą powód wyprowadzenia spółki z MF – w ministerstwie urzędnicy nie zarabiają takich pieniędzy.

Słyszeliśmy tłumaczenia, że wystarczy jednolity plik kontrolny, co jest bzdurą, bo JPK przesyła informacje z miesięcznym opóźnieniem. Przez ten czas karuzela VAT-owska jest już dawno w innym miejscu, a słupa nie ma. CRF to możliwość śledzenia przepływów finansowych w czasie rzeczywistym. Mam nadzieję, że po przegranych przez PiS wyborach tą sprawą zajmie się komisja śledcza i odpowie na pytanie, komu zależało na tym, aby nie powstał Centralny Rejestr Faktur.

TO, CO ROBI PIS, PRZYPOMINA RACZEJ KLEPTOKRACJĘ NIŻ DEMOKRACJĘ.

Zostanie pani szefem klubu? Według doniesień medialnych na spotkaniu w jednej z restauracji podzielone zostały stanowiska i przypieczętowany został los Grzegorza Schetyny.
O tym spotkaniu mówię niechętnie i śmieszy mnie nadawanie mu waloru knucia czy spisku. Jeżeli ktoś spiskuje, to raczej nie w 60 osób, tylko we 2 czy 3 osoby, przynajmniej tak spiski wyglądają w filmach i w literaturze. Spotkaliśmy się z ludźmi PO po to, żeby powiedzieć sobie, jak bardzo ważna jest dla nas Platforma Obywatelska i że chcemy, aby tak samo ważna była dla naszych wyborców, bo chcemy wygrywać dla nich i dla Polski. Byliśmy w restauracji za własne pieniądze, nikt nie mówił, że „ludzie są głupi i powinni pracować za miskę ryżu”. Nic złego tam się nie wydarzyło.

A jeśli chodzi o moje kandydowanie na szefa klubu, to wiele koleżanek i kolegów namawia mnie do tego, ale myślę, że musimy to przedyskutować w szerokim gronie. Osoba, która stanie na czele naszego klubu, musi mieć ogromny autorytet, nie formalny, ale rzeczywisty, bo wśród nas jest wiele indywidualności, ekspertów, społeczników, pasjonatów, ludzi o różnych poglądach, których łączy miłość do ojczyzny i szacunek dla praworządności. Bycie przewodniczącym takiego klubu to wielkie wyzwanie.

JA NIE UNIKAM PRACY, ANI ODPOWIEDZIALNOŚCI, CHCĘ PRACOWAĆ W KLUBIE, WIEM, JAK ZORGANIZOWAĆ JEGO PRACĘ, ŻEBYŚMY BYLI MERYTORYCZNĄ I KREATYWNĄ OPOZYCJĄ. BORYS BUDKA ZADEKLAROWAŁ, ŻE CHCE BYĆ PRZEWODNICZĄCYM I MYŚLĘ, ŻE JEST DOBRYM KANDYDATEM. JEŻELI BORYS BĘDZIE SZEFEM KLUBU, TO BĘDĘ GO W TEJ MISJI WSPIERAĆ.

A Grzegorz Schetyna zostanie wicemarszałkiem Sejmu “na otarcie łez”?
Bardzo szanuję i lubię Grzegorza Schetynę i wszyscy o tym wiedzą. Szanuję go za to, co zrobił dla Platformy Obywatelskiej, bo dokładnie pamiętam, w jakim byliśmy miejscu po przegranych wyborach w 2015 roku i co zrobił Grzegorz, aby odbudować PO i tworzyć Koalicję. Miał też świadomość, że może zapłacić za to wysoką cenę, bo budowanie koalicji wiąże się z tym, że swoim ludziom trzeba czasem powiedzieć, że „jedynką” zostanie ktoś z Nowoczesnej, z Inicjatywy Barbary Nowackiej czy z Zielonych. Szanuję go za to, że miał odwagę to zrobić, bo uważam, że koalicja była potrzebna, ale w polityce nie ma miejsca na sentymenty. Schetyna nie musi nic dostawać na otarcie łez, bo zrobił dla Platformy i Polski bardzo dużo, jestem przekonana, że historia to zapamięta.

Chodzi o Arkadiusza B. – wysokiego urzędnika w Ministerstwie Finansów i bliskiego współpracownika Mariana Banasia, w czasach, kiedy obecny szef NIK był wiceszefem, a potem szefem tego resortu. Arkadiusz B. miał kierować zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzającą podatek VAT.

Banaś nie jest jedynym bliskim znajomym Arkadiusza B. Według portalu wp.pl, zna się on też dobrze z Piotrem Pogonowskim, obecnym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która ma pod kontrolą właśnie… Ministerstwo Finansów. Kilka lat temu Pogonowski zasiadał w radzie nadzorczej spółki „Agencja Monitoringu Wywłaszczeń”, której prezesem jest Arkadiusz B.

Wp.pl twierdzi, że w 2015 r. razem z Pogonowskim do rady nadzorczej tej spółki wszedł także Konrad Raczkowski, który kilka miesięcy później został…   wiceministrem finansów. W 2016 r. z kolei przeniósł się na stanowisko wiceprezesa do Banku Ochrony Środowiska, kontrolowanego przez Skarb Państwa. Jak przypomina portal, to właśnie ten Bank udzielił kredytu synowi  obecnego prezesa NIK Jakubowi Banasiowi.

Arkadiusz B. od stycznia tego roku siedzi w areszcie. Jest podejrzany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzającą VAT oraz o oszustwa podatkowe. Grupa miała wyłudzić ok. 5 mln zł.

A o błyskawiczną karierę Pogonowskiego w ABW premiera Mateusza Morawieckiego pytał ówczesny poseł PO Krzysztof Brejza. Pogonowski bowiem w półtora roku miał awansować od kaprala do pułkownika, czyli o czternaście stopni. – „Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie posiada wnioskowanych informacji” – odpisano Brejzie. Pogonowski przed dojściem PiS do władzy był pełnomocnikiem spółki Srebrna.

Od Chile po Liban – młodzi protestują na całym świecie

Z pozoru drobne zmiany doprowadziły do wybuchu protestów w wielu krajach. W Chile punktem zapalnym okazała się podwyżka cen biletów na przejazdy metrem, w Libanie był to niewielki podatek nałożony na komunikację przy wykorzystaniu aplikacji WhatsApp, w Arabii Saudyjskiej obywatelom nie spodobały się opłaty nałożone na fajki wodne, a w Indiach rolnicy sprzeciwili się wzrostowi cen cebuli. Ku zaskoczeniu rządzących elit na ulice miast wylały się tłumy rozwścieczonych mieszkańców. To część rosnącego trendu, w ostatnich miesiącach demonstracje miały miejsce również w Hongkongu, Boliwii, Hiszpanii, Algierii, Sudanie i Kazachstanie.

Jeszcze tydzień temu prezydent Chile Sebastián Piñera chwalił się, że jego kraj jest oazą spokoju i stabilności w całej Ameryce Południowej – “Zrobimy wszystko, aby nie popaść w populizm i demagogię”. Następnego dnia protestujący zaatakowali fabryki, podpalali stacje metra i rabowali sklepy w największym wybuchu społecznego niepokoju od dekad. Militarna odpowiedź rządu doprowadziła do śmierci ponad 15 mieszkańców Santiago.

Obserwatorzy zidentyfikowali wspólny mianownik protestów – młodzi ludzie są rozczarowani upadkiem demokracji i rosnącą nierównością społeczną. Kapitalizm w jego neoliberalnym wydaniu doprowadził do korozji zaufania społecznego poprzez politykę oszczędnościową rządów promowaną przez ideologicznie zacietrzewionych ekonomistów jako właściwa odpowiedź na stagnację globalnej gospodarki. Ponadto system pozwolił wąskiej grupie najbardziej uprzywilejowanych obywateli dramatycznie się wzbogacić, zarazem zostawiając większość młodzieży bez perspektyw na poprawienie swojej sytuacji.

Więcej w „New York Timesie”.

Zamieszki w Iraku najkrwawszym wydarzeniem od czasu walk z ISIS

Wśród rosnących niepokojów na całym świecie największe żniwo zebrały demonstracje w Iraku. Przez ostatnich kilka miesięcy zginęło tam 149 osób, a ponad 3 tys. zostało rannych z rąk służb bezpieczeństwa. Protestujący są rozczarowani rzekomym konsensusem wprowadzonym przez Amerykanów w roku 2003. Ich zdaniem konsensus ten stał się przyczyną podziałów na podłożu religijnym, które zdestabilizowały rząd. Wszechobecna korupcja, wysokie bezrobocie oraz brak dostępu do podstawowych usług jak dostawa wody i prądu to według nich konsekwencje sztucznie wprowadzonego ładu. Domagają się odwołania rządu i całkowitej reorganizacji systemu politycznego, włączając w to ustanowienie nowej konstytucji.

O sprawie pisze „Al Jazeera”.

Ekonomiści biją się w pierś…

W krajach, w których obywatele pokładają więcej wiary w proces demokratyczny, ludzie dali wyraz swojemu niezadowoleniu nie poprzez protesty, ale przekazanie władzy populistom takim jak Trump. Przyczyny rozczarowania są jednak takie same – kolosalne różnice w zarobkach, słabnąca pozycja klasy robotniczej, utrata setek tysięcy miejsc pracy w przemyśle i brak nadziei na lepsze jutro. Co poszło nie tak?

Najwięksi proponenci wolnego rynku przekonywali polityków od lat 60. ubiegłego wieku, że najkrótszą drogą do trwałego wzrostu gospodarczego jest deregulacja, otwarcie przepływów kapitałowych i globalizacja. Wśród nich znalazł się noblista Paul Krugman, który w latach 90. agresywnie atakował przeciwników wolnego handlu, nie zostawiając miejsca na merytoryczną dyskusję.

Dzisiaj słynny ekonomista przyznał się do błędu – ślepa wiara w modele ekonomiczne i zgrabne równania matematyczne okazała się zgubna. Wzrost produktywności w USA nie stanowił wystarczającej przeciwwagi dla ucieczki amerykańskiego kapitału i pracy do Chin. Niezwykle skomplikowane łańcuchy dostaw w globalnej produkcji pozwoliły korporacjom osiągnąć niebotyczne zyski, podczas gdy masy społeczeństwa straciły źródła dochodu i możliwość podjęcia godnej pracy.

Krugman i inni zwolennicy wolnego handlu, którzy zdefiniowali sposób zarządzania gospodarką w ostatnich dekadach, muszą teraz odpowiedzieć na pytanie, czy brak elastyczności w ich poglądach i agresywna propaganda oparta na oderwanych od rzeczywistości modelach nie przyczyniły się do globalnej fali populizmu.

Szczegóły można przeczytać w „Foreign Policy”.

…czy zbyt późno? Nadciąga finansowy armagedon

Na błędy ekonomistów i ich zacietrzewienie zwraca uwagę również Mervyn King, były prezes Bank of England, który przeprowadził Wielką Brytanię przez kryzys finansowy 2008 roku. Zauważa, że warunki ekonomiczno-polityczne na świecie rzadko bywają tak trudne jak dzisiaj. Wspomina o wojnie handlowej między Chinami i USA, protestach w Hongkongu, problemach w krajach rozwijających się takich jak Argentyna i Turcja, napięciach między Francją i Niemcami w kwestii przyszłości waluty Euro oraz o wewnętrznym konflikcie na scenie politycznej Stanów Zjednoczonych zbiegającym się ze słabnącą pozycją mocarstwa na świecie.

Silna gospodarka pomaga przetrwać zawirowania polityczne, jednak według bankiera warunki gospodarcze nie poprawiły się od ostatniego kryzysu, a co gorsza – nie nastąpiła konieczna rewaluacja całego systemu ekonomicznego. Poprzednie kryzysy stanowiły motywację do wprowadzania radykalnych zmian, jednak dzisiaj nadal próbujemy używać tych samych narzędzi do wydobycia się ze wszechobecnej stagnacji. King uważa, że musimy zerwać ze wspieraniem strony podażowej i raczej pogodzić się z myślą, że brak wzrostu gospodarczego wynika ze strukturalnych problemów z popytem, których ekonomiści nie chcieli zauważyć.

Aby temu zaradzić, musimy zainwestować w wielkoskalowe projekty infrastrukturalne. Przed urzędnikami banków centralnych stoi teraz trudne zadanie – muszą uświadomić polityków o nadciągającym kryzysie oraz przekonać ich do prowadzenia polityki, która umożliwi wymagane inwestycje. Drukowanie pieniędzy i pompowanie ich w gospodarkę było relatywnie łatwym rozwiązaniem, jednak o ile do pewnego stopnia wyciągnęło nas z poprzedniego kryzysu, o tyle nie uchroni nas przed kolejnym.

Więcej w „The Guardian”.

Najlepsza i najtańsza służba zdrowia? Wkrótce w Chinach

Jeszcze pięć lat temu służba zdrowia w Chinach świadczyła usługi tak niskiej jakości, że zamożniejsi wybierali się za granicę w celu zakupu leków i opieki zdrowotnej, a dla większości obywateli każda poważniejsza diagnoza oznaczała wyrok. Rosnąca klasa średnia wywarła jednak presję na rząd, który w odpowiedzi na jej wymagania zwiększył wydatki na publiczne szpitale do 38 miliardów dolarów. Do 2030 roku wartość całego sektora opieki zdrowotnej ma się podwoić do 2,3 biliona dolarów, a prywatne inwestycje w chińskie firmy biotechnologiczne wzrosły czterokrotnie w latach 2015018 do niemal 18 miliardów dolarów. Efekty tych działań są namacalne – średnia długość życia przeciętnego obywatela państwa środka wyrównała się w ostatnich latach ze średnią długością życia obywatela USA.

Pekin zamierza nie tylko poprawić jakość i dostępność usług, ale również obniżyć ich koszty. W tym celu wywiera presję na korporacje farmaceutyczne i oferuje dostęp do ogromnej puli pacjentów w zamian za znacznie obniżenie cen leków. Producenci, tacy jak Pfizer czy Roche, zrozumieli potencjał i sprostali wymaganiom oferując zniżki sięgające 70%. Państwowy monopson w sektorze zdrowotnym to niespełnione marzenie socjaldemokratów w USA, gdzie koszty opieki medycznej całkowicie wyrwały się spod kontroli.

Szczegóły można znaleźć w „Bloomberg”.

Plastikowe siatki miały uratować środowisko

Świat produkuje bilion plastikowych siatek rocznie. Można je dzisiaj znaleźć nie tylko w sklepach i na wysypiskach śmieci, ale również wewnątrz zwierząt morskich. Co bardziej empatyczni z nas z trudem patrzą na zdjęcia żółwi o zdeformowanych skorupach zaklinowanych w plastikowych opakowaniach. Jednak wszystkich mogą dotknąć negatywne skutki zdrowotne konsumpcji rosnących ilości wszechobecnych mikroskopijnych cząsteczek tworzywa. W związku z tym kolejne kraje, poczynając od Bangladeszu w 2002 roku, wprowadzają zakaz obrotu plastikowych siatek.

Trudno sobie wyobrazić, że w zamyśle te poręczne produkty miały stanowić ekologiczną alternatywę dla siatek papierowych ze względu na ich wytrzymałość. Szwedzki wynalazca Sten Gustaf Thulin nie przewidział jednak, że nastąpi eksplozja popularności jednorazówek, kiedy prezentował swój produkt w 1959 roku. Jak wspomina jego syn, “ojciec zawsze miał przy sobie złożoną siatkę w kieszeni”.

O sprawie pisze „The Independent”.

Komputer Google’a osiągnął supremację kwantową

Gigant Doliny Krzemowej pochwalił się na łamach czasopisma naukowego „Nature: supremacją kwantową. Używając komputera kwantowego, wykonano w 3 minuty i 20 sekund obliczenia, które zajęłyby ponad 10 000 lat nawet najpotężniejszym klasycznym komputerom. Tak jak pierwsza latająca maszyna braci Wright nie była pełnoprawnym samolotem, tak komputer Google’a trudno nazwać uniwersalną maszyną obliczeniową – sukces dotyczy bowiem jednego konkretnego zadania. Mimo to, jak przekonują naukowcy odpowiedzialni za przeprowadzenie eksperymentu, oba wynalazki udowodniły, że nasze najśmielsze marzenia mogą się okazać rzeczywistością.

W przyszłości komputery kwantowe przysłużą się do rozwoju sztucznej inteligencji, projektowania nowych materiałów, zarządzania logistyką czy też łamania najbardziej skomplikowanych szyfrów. To właśnie to ostatnie zastosowanie technologii przykuwa uwagę agencji bezpieczeństwa wewnętrznego na całym świecie. Chiny oraz Stany Zjednoczone ustanowiły informatykę kwantową za jeden z priorytetów bezpieczeństwa narodowego, inwestując w powiązane inicjatywy miliardy dolarów.

Sprawą zajmuje się m. in. „Die Welt”.

Powiedzmy, że MI6 byłby w stanie ujawnić prawdziwe intencje Trumpa, jego zmowę z Putinem, to któremu rządowi by to przedstawił? Komu konkretnie w Stanach Zjednoczonych?

embed

W swojej poprzedniej powieści, „Szpiegowskie dziedzictwo”, le Carré wskrzesił kultową postać ze swoich dawnych, najlepszych powieści – George’a Smileya. I myślał, że to będzie jego ostatnia książka. Jednak w wieku 88 lat ten żywy klasyk brytyjskiej literatury, a przy tym dla wielu wzór do naśladowania przez wzgląd na swój upór i szczerość, z jaką bronił własnego poczucia etyki i bardziej sprawiedliwego modelu społecznego, powraca z nową książką – „Agent Running in the Field”. Jest to historia szpiegowska, bliska w duchu legendarnej powieści „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg”; nowość polega na tym, że unosi się nad nią widmo brexitu. Le Carré jest człowiekiem, którego łatwo rozśmieszyć, i jest niezwykle uprzejmy, lecz nie ukrywa gniewu, kiedy mowa o brexicie i rządach Borisa Johnsona. Nawet trudno mu opowiadać o swojej książce, nie wspominając o tym, co dzieje się w jego kraju.

Ten wywiad odbył się na Majorce w sierpniu, podczas wakacji pisarza na Balearach, ale został zaktualizowany kilka dni temu. Le Carré był świeżo po udziale w kolejnej demonstracji przeciwko brexitowi w Londynie, ale nadzieja, którą podtrzymywał jeszcze latem – że jego kraj pozostanie w UE – już, jak mówi, zgasła.

***

Guillermo Altares: Kiedyś powiedział pan, że jako 30-latek widział, jak budowano mur berliński i jak go burzono, gdy miał pan lat 60. Czy wyobrażał sobie pan wtedy Europę, w której obecnie żyjemy, i kryzys spowodowany brexitem?

JOHN LE CARRÉ: – Skąd, do dziś wydaje mi się to nie do pomyślenia. Jest to bez wątpienia największy idiotyzm, jakiego dopuściła się Wielka Brytania od czasu zajęcia Kanału Sueskiego w 1956 r. Dla mnie jest to w dodatku katastrofa z naszej własnej winy, za którą nie możemy winić nikogo – ani Irlandczyków, ani Europejczyków z kontynentu…

Jesteśmy narodem, który zawsze był zintegrowany z sercem Europy. Być może mieliśmy konflikty z tym i owym, ale przecież jesteśmy Europejczykami. Pomysł, że możemy zastąpić dostęp do największej na świecie wspólnoty handlowej dostępem do rynku amerykańskiego, jest przerażający. Ta niestabilność, którą powoduje Donald Trump jako prezydent USA, jego egotyzm i megalomańskie decyzje… Czy naprawdę zamierzamy zdać się na jego łaskę, zamiast pozostać aktywnymi członkami UE? To szalone, przerażające i niebezpieczne. Nie podoba mi się to z politycznego punktu widzenia, a z ekonomicznego ani w to nie wierzę, ani tego nie rozumiem.

Nie rozumiem, jak doszliśmy do sytuacji, w której mamy rząd Myszki Miki złożony z polityków drugiej kategorii. Taki na przykład obecny szef naszej dyplomacji, niejaki Dominic Raab, należy do typu ludzi, którymi naprawdę wręcz gardzę, gdy zabierają się do polityki; nigdy nie poznałem tych brexiterów, ale wiem, że akurat on ma na swoim koncie wyłącznie podrzędne raporty o skutkach brexitu i jest wyjątkowo kiepskim negocjatorem. To właśnie myślę o tej sytuacji.

„Kiedy wielcy szpiedzy się starzeją, zaczynają szukać wielkich prawd” – mówi pana bohater, George Smiley, pod koniec „Szpiegowskiego dziedzictwa”, powieści sprzed dwóch lat. Czy to dotyczy również pisarzy?

– Dla mnie przynajmniej jest to prawdą.

Z biegiem lat stałem się bardziej radykalny, bardziej przeciwny wojnie, rozpaczliwie martwię się ekologią i zmianami klimatu.Mam 14 wnuków i trzech prawnuków, a ich przyszłe życie i w ogóle egzystencja całej ludzkości jest w poważnym niebezpieczeństwie. Planeta oczywiście przetrwa, ale nie jestem pewien, czy wszystkim ludziom też się to uda.

Wspomniał pan o Smileyu. Z perspektywy czasu jest to dla mnie teraz interesujące, ponieważ Smiley, o ile wiemy, kończy swoje życie w Niemczech. To tam znajdujemy go pod koniec tamtej powieści, a moja nowa książka opowiada o kimś, kogo należy wyciągnąć z Wielkiej Brytanii.

W tej chwili bardzo trudno być Brytyjczykiem i Europejczykiem. Demonizacja Europy przez dzisiejszą brytyjską prasę wydaje się nie do powstrzymania. Należy pamiętać, że 80 proc. brytyjskich mediów jest w rękach miliarderów żyjących w rajach podatkowych. Kto skorzysta na brexicie? Może oni.

To coś, czego nie potrafię zrozumieć. Jeśli jesteś zainstalowany w raju podatkowym i możesz stawiać przeciwko funtowi, jeśli zarządzasz funduszami inwestycyjnymi i wiesz, co w trawie piszczy, możesz zarobić dużo pieniędzy. Czy właśnie to sprawia, że te szychy z prasy stawiają na brexit?

Musimy pamiętać, że mamy do czynienia z ludźmi o wątpliwej etyce, zaczynając od Borisa Johnsona. Uważam, że bardzo ważne jest, aby Europejczycy to zrozumieli. To nie jest nasz pierwszy skład, to nasze głębokie, trzecioligowe rezerwy.

Co pan sądzi o nowym porozumieniu w sprawie wystąpienia z Unii, które wynegocjował Johnson?

– To zdrada Irlandii Północnej, kolejny gwóźdź do trumny Zjednoczonego Królestwa. Ciekawe, co teraz zrobi pan premier Johnson, ponieważ zachował się jak kompletny sztubak, nie chcąc podpisywać listu z prośbą o kolejne odroczenie brexitu, który musiał wysłać do Brukseli zobowiązany uchwałą parlamentu. To chłopiec udający premiera. Najważniejsze jest, aby zapobiec wystąpieniu bez porozumienia i w tej sprawie popieram środki podjęte przez parlament w celu wymuszania na tym rządzie kolejnych przedłużeń.

Latem jeszcze pan myślał, że istnieje niewielka szansa na to, iż wyjście będzie niemożliwe i że odbędzie się nowe referendum. Już stracił pan tę nadzieję?

– Obawiam się, że rzeczywistość jest taka, jaka jest. Brexit już bardzo wszystkich męczy, szybko spada w związku z tym zaufanie dla instytucji państwa. I chociaż kolejne ruchy Johnsona są uznawane nawet przez nasz sąd najwyższy za nielegalne – jak wrześniowe zawieszenie prac Izby Gmin – premier w pewnym stopniu staje się silniejszy. Zamkną mu drzwi do wyjścia bez porozumienia, ale obawiam się, że w końcu wygra: doprowadzi do przyspieszonych wyborów, przepchnie twardy brexit i pozostanie u władzy przez dwie kadencje.

Mamy na ulicach do czynienia ze wzrostem neofaszyzmu: największe zagrożenie terrorystyczne w Wielkiej Brytanii obecnie pochodzi od skrajnej prawicy, tak twierdzi policja. I to brexitowi politycy zatruli atmosferę w tym kraju. Najpierw były stare śpiewki o eurofobii, potem tabloidy wywołały w ludziach poczucie odrzucenia, a teraz cyniczni gracze to wykorzystują.

Gdzieś w naszym kraju wciąż kryje się stabilność i zdrowy rozsądek, ale już tego nie ma w sferze politycznej.

Jakie niebezpieczeństwa grożą teraz Wielkiej Brytanii?

– Istnieje realne ryzyko rozpadu Królestwa. Nawet Irlandii Północnej mówimy teraz otwarcie, aby się waliła. A wszystko to przybliża bardziej niż kiedykolwiek możliwość zjednoczenia Irlandii, zaś Szkocja może skorzystać z tej sytuacji. Moim zdaniem z dnia na dzień rośnie możliwość, że Wielka Brytania się rozpadnie. W przyszłości może być też tak, że problem Madrytu z Katalonią stanie się znacznie poważniejszy właśnie w wyniku tego, co się tutaj dzieje. Johnson jest osobą, która nie ma nic wspólnego z prawdą, głosował przeciwko wielu rzeczom, które sam teraz oferuje. Wynegocjował znacznie gorsze porozumienie od poprzedniego. Boże, jak mnie to wkurza i przygnębia…

Czy uważa pan, że Trump, a nawet Johnson mogą być rosyjskimi agentami?

– Nie widzę powodu, dla którego Johnson miałby nim być, z wyjątkiem tego, że zawsze wiódł bardzo rozwiązłe życie, jest niedyskretny i ma bardzo nieprzyjemny charakter. Trump to jest zupełnie inna sprawa. Ma ogromne interesy finansowe w Rosji, istnieją wyraźne przesłanki, by sądzić, że jego ludzie próbowali spekulować na rynku nieruchomości w Moskwie, a życie samego Trumpa jest bardzo nieuporządkowane. Gdyby Władimir Putin miał dowody na przykład na szwindle podatkowe Trump Organization i był gotów je opublikować, być może mógłby go znokautować.

Tylko dlaczego miałby to zrobić? O wiele lepiej jest po cichutku Trumpa dominować. Ilekroć na horyzoncie pojawia się kwestia agresywnej polityki Rosji, Trump okazuje irracjonalną sympatię dla Putina.

Czasem ponosi mnie fantazja i zastanawiam się, co by się stało, gdyby brytyjski wywiad, który ma bardzo dobre źródła w Rosji, uzyskał niezbite dowody na to, że Trump jest kontrolowany przez Putina. Kto by go wysłuchał? Jak by sobie z tym poradzili?

Pana dwie ostatnie książki przywróciły atmosferę starej zimnej wojny, a w tej najnowszej – nawet między Niemcami a Wielką Brytanią. Sądzi pan, że dotychczasowi sprzymierzeńcy już nie ufają Londynowi?

– Mamy w tym kraju dość wstrętny system propagandy. Większość gazet popiera brexit, demonizuje liberalnego premiera Irlandii i całą Europę, a już ich największym wrogiem są Niemcy. Nie przestają wypisywać perfidnych bzdur o „duchu Dunkierki”, o tym, jak Europa opuściła Anglię…

Jesteśmy w rękach manipulatorów, i to Rosja maczała ręce w tej manipulacji. Wymiar udziału Rosji w referendum brexitowym nie został w pełni przyjęty przez opinię publiczną. A jest na to coraz więcej dowodów.

W ogóle przeprowadzanie referendum w Wielkiej Brytanii, gdzie istnieje demokracja parlamentarna, jest czymś absurdalnym. Może przeprowadzimy referendum odnośnie do kary śmierci i zaczniemy wieszać ludzi na ulicach, kiedy 50,5 proc. głosujących będzie za? Kluczem do demokracji parlamentarnej jest to, że wybiera się kompetentnych ludzi do reprezentowania swojej społeczności. Co się z nami stało, co stało się z umiarkowanymi, porządnymi ludźmi, z pragmatykami? W kraju o takich tradycjach trzeźwego parlamentaryzmu?

Już czuć zapach pełzającej autokracji. Jestem wściekły na to wszystko, bo wiem, że my, ogół Anglików, jednak tacy nie jesteśmy.

Napisał pan kiedyś, że skuteczność tajnych służb odzwierciedla możliwości danego kraju. Z nowej powieści trudno wysnuć wniosek, że brytyjskie służby są najskuteczniejsze na świecie…

– Brakuje nam obrania kierunku. Po zimnej wojnie zostaliśmy bez konkretnych poglądów. W tej chwili nie jestem w stanie znaleźć w nas cienia idealizmu – no, chyba że za idealizm uznamy ślepą wiarę w dobrodziejstwa brexitu. Nie ma żadnego lidera z wystarczającą siłą i charyzmą, aby pokazać nam, co się rzeczywiście dzieje. Ja chciałem opisać ten absolutny brak kierunku.

Powtarzam, nawet gdyby MI6 był w stanie ujawnić prawdziwe intencje Trumpa, jego zmowę z Putinem, to któremu rządowi by to przedstawił? Komu konkretnie w Stanach Zjednoczonych? Komuś w obecnym Białym Domu? Przerażającą rzeczą po obu stronach Atlantyku jest zanik odwagi moralnej.

Właśnie jednym z najważniejszych lejtmotywów w pana twórczości jest zdolność ludzi do pozostania moralnymi w niemoralnym świecie. Czy to także jeden z tematów nowej książki?

– Bez wątpienia. Chociaż konsekwentnie moralne postępowanie w prawdziwym świecie może być niezwykle niebezpieczne… W okresie od zakończenia zimnej wojny do chwili obecnej chcieliśmy czuć, że mamy moralny cel, światłych przywódców i jakiś kolejny plan Marshalla. Chcieliśmy, aby ktoś wykorzystał kapitalną okazję do odbudowania świata. To było możliwe. Był świetny moment, wystarczyło wyłonić świetnego lidera. Nikt się nie pojawił.

W „Agent Running in the Field” jest bardzo ekscytujący fragment, a jednocześnie czuję, że jest on dla pana bardzo osobisty – mianowicie gdy bohater wyznaje swojej córce, że jest szpiegiem. Pan miał podobną rozmowę?

– W tajnych służbach to zawsze był problem, ponieważ w pewnym momencie trzeba było porozmawiać z dziećmi i zwykle się czekało, aż przynajmniej przejdą przez okres dojrzewania… I wtedy odbywała się ta rozmowa. Akurat mnie się to nie przydarzyło, ponieważ wtedy już dawno opuściłem służbę. Ale wiele osób musiało przez to przejść i zwykle reakcja dzieci była bardzo gwałtowna: „Okłamywałeś mnie przez całe lata!”.

W szerszym sensie robiłem rzeczy, których teraz się wstydzę, rzeczy wprawdzie całkowicie uzasadnione etyką służby, ale teraz patrzę na nie inaczej. Do pewnego stopnia Nat, bohater nowej powieści, jest także trochę zawstydzony, a jego ostatnie słowa do młodszego przyjaciela to: „Chciałem mu powiedzieć, że jestem przyzwoitym człowiekiem, ale było już za późno”. Tylko co właściwie oznacza przyzwoitość?

We wspomnieniach zatytułowanych „Tunel z gołębiami” dużo pisał pan o karierze literackiej, a bardzo mało o latach pracy wywiadowczej, szczególnie w Niemczech podczas zimnej wojny. Powtarza pan, że są rzeczy, o których nigdy nie będzie mógł powiedzieć.

– Jednym z moich pierwszych zadań było przeprowadzanie wywiadów z osobami, które uciekały z bloku sowieckiego przez Węgry – przez tę samą granicę, od której obecnie odbijają się uchodźcy. Nawiasem mówiąc, jestem głęboko rozczarowany ścieżką, jaką podążyło kilka krajów byłego bloku sowieckiego: Polska czy Węgry…

Moje życie nie było niekończącym się poszukiwaniem moralności. Te przesłuchania, choć nazywaliśmy je wywiadami, były fascynujące. Robiliśmy to, co później robi pisarz: przypatrywaliśmy się wszystkim punktom widzenia na daną sytuację, a następnie w głowie ustalaliśmy wersję najbardziej zbliżoną do prawdy.

W kontrwywiadzie przesłuchiwałem także brytyjskich urzędników. Niech sobie pan wyobrazi kogoś, kto ma awansować na wysokie stanowisko w ministerstwie obrony, ale z akt wynika, że w młodości był członkiem partii komunistycznej. Trzeba było udać się do szefa sztabu i powiedzieć, że szanujemy tę osobę, ale mamy problem z jej przeszłością i że musimy ją przesłuchać. I wtedy ta osoba musiała zaakceptować przesłuchania lub odesłać nas do diabła. Większość się zgadzała i była przesłuchiwana, trwało to tydzień, dwa tygodnie, w tempie trzech lub czterech godzin dziennie. Cały czas odwoływaliśmy się do innych źródeł, np. przechwytywanych listów lub informacji agenta. I w końcu wydawaliśmy zalecenie. Proces ten był bardzo nieprzyjemny, ale przeprowadzany mądrze i z dużą uprzejmością.

Jest jeszcze fragment nowej książki rozgrywający się w Czechach, który sugeruje, że Rosjanie przegrali zimną wojnę, ale odtąd już wyłącznie wygrywają…

– Rosja, dzięki masowym akcjom z zakresu public relations, robi wrażenie, że ma wszystko pod kontrolą, a w rzeczywistości jest bankrutem, a sytuacja jej gospodarki jest tragiczna. Ale Kreml prowadzi politykę ekspansji terytorialnej, choćby na Ukrainie, która może zresztą niebawem zniknąć jako niezależne państwo, nie wykluczam tego. Zaś z zewnątrz Rosja wydaje się przedstawiać jako wyjątkowo jednolita, zdecydowana, mająca jasne cele siła konfrontująca się z rosnącą niejednorodnością i niezdecydowaniem Zachodu – Wielkiej Brytanii, Europy, Stanów Zjednoczonych… A pamiętajmy, że Putin nie ma skrupułów i myśli o świecie tylko w kategoriach spisku.

***

Nowa powieść Le Carré

O czym jest „Agent Running in the Field”, 25. i – jak twierdzi pisarz – na pewno ostatnia jego powieść? „Jak w przypadku każdej z jego najlepszych książek, czytając, trzeba być należycie skoncentrowanym, bo wszystko, co najważniejsze, jest poukrywane w dwuznacznościach błyskotliwych dialogów” – piszą krytycy na Wyspach. Nat ma 47 lat, szkocko-rosyjskie pochodzenie i został niedawno odwołany przez MI6 z pracy operacyjnej (prowadził siatkę w Estonii). Dostał przydział do podrzędnej sekcji kontrolującej z gabinetowego dystansu poczyniania Rosjan. Nic dziwnego, że więcej uwagi poświęca grze w badmintona w klubie w Battersea, gdzie jego sparingpartnerem jest pewien młody człowiek, wściekły na brexit. Ale wtedy dzieje się coś jeszcze: Nat wpada na trop operacji „Jericho”, w ramach której rząd w Londynie zamierza wyrządzić wiele przykrości Europie w zamian za przychylność nowej generacji polityków w Białym Domu. Jedzie do Czech, by spotkać się ze swoim dawno temu zwerbowanym, a teraz uśpionym agentem. Wszystko to dzieje się w świecie, w którym technologia umożliwia już permanentną inwigilację każdego. Chyba że jest się wysokiej klasy szpiegiem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s