Władza PiS karze za demokrację

Prof. Wojciech Sadurski @WojSadurski składa przed sądem wyjaśnienia. PiS pozwał profesora za to, że na TT użył wobec tej partii określenia „zorganizowana grupa przestępcza”. Warto wysłuchać do końca. Polecam. Materiał @KOD_VIDEO, autor Mariusz Malinowski.

„Sprawa sędziego Juszczyszyna pokazuje jak w soczewce funkcjonowanie układu politycznego stworzonego przez obecną władzę. Od czterech lat mamy w Polsce wojnę władzy politycznej z władzą sądowniczą. Ale po ostatnich wyborach nastąpiła eskalacja represji wobec sędziów. Widać już, jak bardzo władza jest zdeterminowana, aby zniszczyć każdego, kto ośmieli się orzec inaczej, niż oczekuje władza” – powiedział w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” prof. Krystian Markiewicz, prezes stowarzyszenia sędziów Iustitia. Chodzi oczywiście o „Szykan wobec sędziego Juszczyszyna ciąg dalszy – został na miesiąc zawieszony w orzekaniu”.

Przypomnijmy, że sędzia Markiewicz za krytykę pisowskiej „reformy” sądownictwa znalazł się na celowniku partii rządzącej: „Ziobro: „…To on (Markiewicz) jest obrońcą systemowej patologii polskiego sądownictwa”.

„Władza otwarcie karze sędziów za treść ich orzeczeń.  Sędzia Juszczyszyn jest niszczony przez układ zamknięty, który stworzono w ciągu ostatnich czterech lat. Jest niszczony przez resort sprawiedliwości, bo minister odwołuje go w trybie natychmiastowym z delegacji w sądzie okręgowym. Jest niszczony przez rzecznika dyscyplinarnego także namaszczonego przez Zbigniewa Ziobrę, który postawił mu zarzuty bez wysłuchania jego wyjaśnień” – podkreślił prof. Markiewicz.

Szef Iustitii zwrócił uwagę, że sędziego Juszczyszyna zawiesił na miesiąc prezes sądu nominowany przez Zbigniewa Ziobrę Maciej Nawacki. – „I który jest członkiem KRS najbardziej zainteresowanym rozstrzygnięciem, bo to jego dotyczą wątpliwości, czy miał odpowiednią liczbę podpisów pod swą kandydaturą do nowej, w mojej ocenie niekonstytucyjnej, Rady” – stwierdził Markiewicz.

Dodajmy, że w najbliższą niedzielę w wielu miastach Polski odbędą się manifestacje poparcia dla sędziów. – „Okażemy solidarność z nękanymi i zaprotestujemy przeciwko brutalnym atakom na sędziów” – namawia szef Iustitii.

Ależ ten Morawiecki służalec, szambelan Kaczyńskiego.

Kmicic z chesterfieldem

Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla PAP udowadnia, że albo nie rozumie, czym są pytania prejudycjalne, albo udaje, że nie rozumie. Przedstawia triumfalną narrację o rzekomo korzystnym dla PiS wyroku TSUE z 19 listopada. Zaciekle broni nowej KRS i znów atakuje sędziów

Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z PAP przedstawił zdumiewającą interpretację wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada. Oczerniał też sędziów, którym zarzucał politykierstwo i bronienie swoich przywilejów.

Morawiecki to kolejny obok prezydenta Andrzeja Dudy, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety polityk najwyższego szczebla, który nastawia opinię publiczną przeciwko sędziom stosującym się do wyroku luksemburskiego Trybunału.


Politycy i media wspierające „reformę” sądownictwa nasiliły ataki na sedziów po wyroku TSUE. W takiej sytuacji obywatelskim obowiązkiem jest okazanie solidarności z sędziami, którzy są dziś w Polsce poddawani naciskom i represjonowani za orzekanie zgodnie z literą prawa oraz stosowanie się do orzeczeń najważniejszego sądu UE.

W niedzielę 1 grudnia…

View original post 2 475 słów więcej

Sędzia Juszczyszyn z zarzutami od pachołków Ziobry

Paweł Juszczyszyn, sędzia z Olsztyna, który nakazał Kancelarii Sejmu udostępnienie tajnych list poparcia KRS, dostał zarzuty dyscyplinarne. Rzecznik Dyscyplinarny Michał Lasota zarzuca mu m.in. przekroczenie uprawnień w związku z tym postanowieniem, a także nieprzepisowe podanie do wiadomości publicznej zażaleń w związku z pełnionym urzędem

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych sędzia Michał Lasota wszczął 28 listopada 2019 postępowanie dyscyplinarne przeciwko Pawłowi Juszczyszynowi, sędziemu z Sądu Rejonowego w Olsztynie. Juszczyszyn jako pierwszy zastosował się do wyroku TSUE i 20 listopada wydał postanowienie, w którym nakazał Kancelarii Sejmu ujawnienie list poparcia dla sędziów-kandydatów do KRS.

W związku z tym działaniem Rzecznik Dyscyplinarny zarzuca Juszczyszynowi przekroczenie uprawnień.

Kolejny zarzut dotyczy oświadczenia, jakie sędzia opublikował oraz wygłosił 26 listopada. Zdaniem Rzecznika „przedstawił przedstawicielom mediów twierdzenia i oceny związane z pełnionym urzędem, a dotyczące delegowania do pełnienia obowiązków sędziego w Sądzie Okręgowym w Olsztynie i odwołania z delegowania, które zostały następnie opublikowane, wbrew normie z art. 89 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku. Prawo o ustroju sądów powszechnych”.

Przepis ten reguluje, że „żądania, wystąpienia i zażalenia w sprawach związanych z pełnionym urzędem sędzia może wnosić tylko w drodze służbowej. W takich sprawach sędzia nie może zwracać się do instytucji i osób postronnych ani podawać tych spraw do wiadomości publicznej”.

Dodatkowo Rzecznik przedstawił mu dwa inne zarzuty „dotyczące podania nieprawdy co do okoliczności faktycznych złożonych wniosków o wyłączenie go od udziału w dwóch postępowaniach karnych”.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę 1 grudnia. OKO.press będzie relacjonowało przebieg manifestacji w Warszawie pod budynkiem ministerstwa sprawiedliwości o 16.00.


Sądy stosują się do wyroku TSUE

OKO.press jako pierwsze medium poinformowało, że Sąd Okręgowy w Olsztynie nakazał Kancelarii Sejmu udostępnienie list poparcia sędziów-kandydatów na stanowiska w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa. Bezpośrednią przyczyną zarządzenia był wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który 19 listopada 2019 orzekł, że Sąd Najwyższy musi ocenić m.in. czy Izba Dyscyplinarna SN jest sądem niezawisłym i niezależnym w rozumieniu prawa europejskiego. Kluczową kwestią przy badaniu tej sprawy jest także status KRS. TSUE wymienił, że Sąd Najwyższy będzie musiał ocenić m.in. takie czynniki, jak skrócenie kadencji poprzedniego składu Rady, wybór większości obecnego składu przez władzę ustawodawczą oraz utajnienie list poparcia dla kandydatów do KRS.

Zobacz: TSUE daje Sądowi Najwyższemu kryteria oceny, czy Izba Dyscyplinarna SN jest niezawisłym sądem

Ale sprawdzenie niezawisłości i niezależności wymaganej prawem europejskim leży także w gestii sądów powszechnych i administracyjnych.

Aż 13 organizacji prawniczych (m.in. Archiwum Osiatyńskiego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka) wystosowało apel do sądów o odmowę stosowania przepisów polskiego prawa, których skutkiem byłaby możliwość rozpoznania spraw sądowych przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Sąd Okręgowy w Olsztynie jako pierwszy zastosował się do tego apelu. Rozpatrując apelację w sprawie, w której w pierwszej instancji orzekała osoba powołana właśnie przez neo-KRS, postanowił zastosować się do orzeczenia TSUE i wystąpić do Kancelarii Sejmu o dokumenty potrzebne do zbadania sprawy.

„Sędzia nie może bać się polityków”

Ministerstwo Sprawiedliwości cofnęło delegację Pawła Juszczyszyna już 25 listopada. „Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – argumentowano w oświadczeniu.

Zobacz: Resort Ziobry manipuluje interpretacją prawa, żeby zdyskredytować sędziego z Olsztyna

Następnego dnia sędzia zorganizował krótką konferencję prasową, podczas której ogłosił:

„Nazywam się Paweł Juszczyszyn, jestem sędzią Sądu Rejonowego w Olsztynie, do wczoraj delegowanym do orzekania w Sądzie Okręgowym w Olsztynie. W związku z odwołaniem mnie z delegacji do Sądu Okręgowego chcę podkreślić, że

prawo stron do rzetelnego procesu jest dla mnie ważniejsze od mojej sytuacji zawodowej. Sędzia nie może bać się polityków, nawet jeśli mają wpływ na jego karierę. Apeluję do koleżanek i kolegów sędziów, aby zawsze pamiętali o rocie ślubowania sędziowskiego, orzekali niezawiśle i odważnie”.

Swoje oświadczenie opublikował również w mediach społecznościowych. Nie chciał odpowiadać na pytania.

„To było właściwe, stonowane, godne zachowanie” – komentowała dla OKO.press prof. Ewa Łętowska.

Zgromadzenia sędziów sądów w całej Polsce wydają uchwały, w których wstrzymują się od opiniowania do neo-KRS kandydatów na stanowiska sędziowskie, powołując się na wyrok TSUE. Część z nich, podobnie jak sędzia z Olsztyna, zwraca się do Kancelarii Sejmu z żądaniem upublicznienia tajnych list poparcia. Na razie takie uchwały podjęto w Poznaniu, Białymstoku, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku.

Prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, sędzia Dariusz Zawistowski wydał oświadczenie, w którym informuje, że nie będzie wyznaczał składów sędziowskich z sędziami powołanymi na stanowiska przez obecną KRS do czasu wydania przez Sąd Najwyższy orzeczeń w ich sprawie.

W związku z tym w ostatnich dniach intensyfikują się działania represyjne władz. Zarzuty dyscyplinarne usłyszał nie tylko sędzia z Olsztyna, ale także m.in. trzech sędziów z Krakowa, którzy chcieli badać legalność KRS jeszcze przed wyrokiem TSUE.

Recydywa Ziobry i Kaczyńskiego winna wtrącić ich w kazamaty do samej śmierci. Niech tam dumają nad swoja hańbą!

Kmicic z chesterfieldem

„Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – tak resort Ziobry tłumaczy odwołanie z delegacji sędziego Juszczyszyna, który zastosował się do wyroku TSUE. „To propaganda. Sędzia musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony” – mówi prof. Marcin Matczak

„Minister Sprawiedliwości, korzystając z przysługujących mu uprawnień, odwołał z delegacji do Sądu Okręgowego w Olsztynie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pana Pawła Juszczyszyna” – czytamy w komunikacie na stronie resortu we wtorek 26 listopada 2019.

Jako pierwsi napisaliśmy, że odważny sędzia, który zastosował się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada, będzie musiał wrócić na niższe stanowisko w Sądzie Rejonowym. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o tym w poniedziałek 25 listopada, faksem. Nie podało powodu, a jedynie podstawę prawną.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę, 1…

View original post 2 237 słów więcej

 

Gliński włazi w dupę rządowi. Daniel Olbrychski o tym ancymonku

Olbrychski: Dzielić, żeby rządzić. Tak robili w Polsce tylko okupanci

Obecna władza to podłość, głupota i niekompetencja. I tak też historia ich osądzi i oceni – powiedział Daniel Olbrychski w rozmowie z Moniką Jaruzelską w jej kolejnym programie z cyklu „Towarzyszka Panienka”.

Jak podkreślił Daniel Olbrychski, rację miał profesor Samsonowicz, który pod koniec lat 90-tych powiedział, że żyjemy w najpiękniejszym okresie w historii Polski. Rozkwit Polski jest niezaprzeczalny.

Jeden z najwybitniejszych polskich aktorów nie ukrywał w dalszej części rozmowy swojego stosunku do obecnej władzy. Oskarżył rządzących o spowodowanie podziału Polaków.

Wywołanie podziału społeczeństwa oszustwem o zamachu w Smoleńsku jest zbrodnią. Dzielić, żeby rządzić. Tak robili w Polsce tylko okupanci – mówił Olbrychski i dodał, że  z żądzy władzy środowisko Kaczyńskiego uczyniło naczelną dewizę własnego losu. Z tego co się dzieje w Polsce, mogą się cieszyć tylko władcy Kremla – dodał.

Nie na wszystkich ministerstwach się znam, ale na kulturze się znam – powiedział Daniel Olbrychski. Tak ocenił obecnego ministra kultury Piotra Glińskiego: „Mamy najgorszego ministra kultury w ciągu 60 lat mojej pracy zawodowej. Nawet za czasów komuny ministrowie stawali po stronie artystów, a nie włazili w dupę własnemu rządowi, jak to się dzieje w tej chwili. Nie było tak niekompetentnego ministra kultury i lizusowskiego wobec aktualnego mini-dyktatorka jakim jest Kaczyński.”

Dostało się także telewizji publicznej, która w ocenie Olbrychskiego jest „podła informacyjnie”.

Jacek Kurski jest przestępcą wobec narodu polskiego, tak okłamując Polaków – powiedział Olbrychski. To jest podłość dla kariery. To jest kłamstwo wyłącznie dla kariery. Mam nadzieję, że spotka go za życia zasłużona kara – dodał.

Prokuratura umorzyła śledztwo ws. opinii prof. Jana Tomasza Grossa, który napisał, że “podczas wojny Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców”. Jednym z biegłych był dr Piotr Gontarczyk, dotychczas znany głównie z kwestionowania dorobku naukowców badających Zagładę Żydów

O wybitnym naukowcu prof. Janie Tomaszu Grossie z Princeton i pytaniu, ilu Żydów zabili Polacy – czytaj tutaj >>>

Ależ świat już nazywa to, co się dzieje w Polsce: mafia rządzi nad Wisłą.

Kmicic z chesterfieldem

– Prezydent Andrzej Duda od początku umywa ręce od decyzji wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że wykonał „decyzję polityczną”. Tyle że prezydent stoi na straży Konstytucji i miał w ręku narzędzia, które mogłyby zweryfikować legalność decyzji ws. nowych sędziów – pisze prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i analizuje rozmowę, w której prezydent – jak uważa autor – przyznał się do złamania Konstytucji.

Cały wywód prof. Bernata o złamasie Dudzie tutaj >>>

Lotna Brygada Opozycji pojawiła się przez Ministerstwem Sprawiedliwości z nietypowym bałwanem – nie z kul śniegowych, a z główek kapusty. Po decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie powieszenia zdjęć europosłów na szubienicach, członkowie Brygady przyszli zapytać Zbigniewa Ziobrę, jaka jest „jedynie słuszna wykładnia” happeningu.

Przynieśli rekwizyty, które okazywali ministrowi – a to zdjęcia prominentnych polityków PiS, a to taczki, a to drabinkę… – „Panie prokuratorze, panie ministrze. Nie wiem, jak się zwracać do tego…

View original post 2 239 słów więcej

 

Duda łamie konstytucję i manipuluje w sprawie Trybunału Konstytucyjnego

Cała analiza krętactwa Dudy tutaj >>>

PiS nie ogląda się na instytucje unijne, które wymagają trzymania się standardów demokratycznych. PiS się spieszy z zamordyzmem, aby twierdzić, że Polacy tak chcą. A co nam zrobicie? Oczywiście, zrobią Polexit.

(komentarz wpisu na kmicic z chesterfieldem >>>)

 

Sędziowie nie dają się zastraszyć czerezwyczajce od Ziobry

W odpowiedzi na wyrok TSUE sędziowie z czterech miast: Białegostoku, Gdańska, Poznania i Wrocławia przyjęli uchwały, informujące o wstrzymaniu opiniowania awansów sędziowskich, oczekując na decyzję Sądu Najwyższego.

Zgodnie z orzeczeniem Trybunału to Sąd Najwyższy ma zbadać niezależność Izby Dyscyplinarnej i ustalić czy może ona decydować w sporach na temat przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku.

„Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów Apelacji Wrocławskiej wstrzymuje się z opiniowaniem kandydatów na stanowiska sędziowskie do chwili rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy, czy organ funkcjonujący obecnie jako Krajowa Rada Sądownictwa, spełnia warunki niezależności od władzy politycznej określone w ww. wyroku” – napisali sędziowie z Wrocławia cytowani przez TVN24.

Ponadto stwierdzili, że jeśli SN uzna, iż KRS nie jest „wystarczająco niezależny od władzy ustawodawczej i wykonawczej, może to oznaczać chaos prawny, gdyż przy udziale ww. organu powołano nie tylko sędziów Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, ale również ponad 300 sędziów sądów powszechnych, którzy wydali już około 70.000 orzeczeń. Mogą być one wadliwe”.

Sędziowie z Gdańska zwrócili uwagę, że KRS w nowym składzie nie wypełnia rzetelnie swojego zadania stania na straży niezawisłości sędziowskiej, publicznie poddając krytyce działania sędziów w obronie niezależności sądów.

Sędziowie z Poznania zauważyli, że „powołanie na stanowisko sędziego za rekomendacją tego organu może tworzyć uzasadnioną wątpliwość co do niezawisłości sędziego”. Sędziowie z Białegostoku oczekują „wyjaśnienia wątpliwości związanych z procesem wyłaniania sędziów obecnej KRS”.

Na konsekwencje odważnej i rzeczowej postawy sędziów nie trzeba było długo czekać. W poniedziałek obiegła media informacja, że Zbigniew Ziobro odwołał z delegacji sędziego z Olsztyna, za to że zastosowawszy się do wyroku TSUE z 19 listopada nakazał Kancelarii Sejmu ujawnienie list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa.

Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości dopuścił nawet możliwość dyscyplinarki dla olsztyńskiego sędziego. Jak podaje TVN24 mimo pogróżek sądy w całej Polsce wydały UW poniedziałek uchwały związane z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Można tylko się zastanawiać, jak szybko zniknie złoto w przepastnych kieszeniach pisowców.

Kmicic z chesterfieldem

„Dlaczego akurat ta władza i teraz ściąga do Polski nasze rezerwy złota bezpiecznie przechowywane w Londynie? To mi pachnie jakimś przekrętem” – zastanawiał się na Twitterze przedsiębiorca Ryszard Wojtkowski.

Sprowadzeniem do Polski 100 ton złota chwalił się prezes NBP Adam Glapiński. Wartość kruszcu to 18,3 mld zł.

Na zdjęciach, które umieszczono w sieci w związku ze sprowadzeniem złota, widać Glapińskiego z dumą prezentującego sztabki na tle skarbca. Obok prezesa stoją dawni ministrowie rządu PiS, których partia przeniosła do NBP – Teresa Czerwińska i Paweł Szałamacha.

Równie podejrzliwi jak Wojtkowski byli inni internauci: – „PiS dobrał się do rezerw złota. Roztrwonią cały majątek, który należy do wszystkich…

View original post 823 słowa więcej

 

Cień Polexitu. W tej znajdujemy się fazie wyjścia z Unii Europejskiej

Paradoksalnie ignorowanie wyroku TSUE przez KRS oraz Izbę Dyscyplinarną SN ułatwi wydanie wyroku Sądowi Najwyższemu. Zwłaszcza że dostał szczegółowe wskazówki, jakimi kryteriami ma się kierować. Operacja rybołówcza została zainicjowana zarówno w TSUE, jak i w Polsce – zobacz, na czym polega. I dlaczego zdaniem prof. Łętowskiej wkraczamy w cień Polexitu

Ryba czy wędka? Tak najbardziej lapidarnie można określić oczekiwania i oceny wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada 2019 roku w odpowiedzi na pytania prejudycjalne Sądu Najwyższego (C-585/18, C-624/18 i C-625/18).

Apetyt na rybę – lub strach przed tym daniem, w zależności od tego, kto dokonywał oceny – wzbudziła  ujawniona w czerwcu 2019 opinia Rzecznika Generalnego TSUE prof. Jewgienija Tanczewa, iż Izbie Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym brak cech niezawisłego sądu, a nowa KRS nie ma przymiotów niezależności, wymaganych dla organów biorących udział w procedurze powoływania sędziów.

„Trybunał dostarcza sądom krajowym elementów wykładni prawa Unii”

Oczekiwania uzyskania od Wielkiej Izby gotowego dania były jednak nierealne, skoro luksemburski Trybunał odpowiadał na pytanie prejudycjalne, czyli w procedurze, o której mowa w art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Pytającemu sądowi udziela się  bowiem odpowiedzi, a nie rozstrzyga za niego sprawę, którą pytający ma rozstrzygnąć, gdy już odpowiedź uzyska.

Przecież nawet, gdyby TSUE podzielił w tekście uzasadnienia wyroku pogląd Rzecznika Generalnego Tanczewa, to i tak Sąd Najwyższy musiałby sam orzec w sprawie, w której zadał pytania. Europejski sąd napisał wyraźnie, że „Trybunał dostarcza sądom krajowym elementów wykładni prawa Unii, które są im niezbędne do rozstrzygnięcia zawisłych przed nimi sporów”.

Przedwczesna radość lekceważących wyrok TSUE. Operacja rybołówcza trwa

Gdyby zaś sam TSUE dokonał oceny KRS i Izby Dyscyplinarnej, to narażałby się na zarzut naciągania trybu postępowania.

I to zupełnie niepotrzebnie, w sytuacji, gdy przed luksemburskim Trybunałem dopiero co zawisła sprawa z wniosku Komisji Europejskiej o naruszenie przez Polskę obowiązków traktatowych, z uwagi na model odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Wyrok w tej sprawie poznamy w połowie 2020 roku.

Właściwy tu tryb określa art. 258 Traktatu o Funkcjonowaniu UE.

Ta sprawa czeka na swoją kolej. Dlatego radość uważających, że obecny wyrok TSUE niczego nie oznacza – jest przedwczesna.

Obecny wyrok najwyraźniej oznacza kolejny krok w wypracowywaniu standardu unijnego wymiaru sprawiedliwości.

Szkoda oczywiście, że akurat Polsce przypadła rola zwierzęcia laboratoryjnego. Obecny wyrok daje wędkę, a nie danie gotowe. Operacja rybołówcza została jednak zainicjowana, i to zarówno w Polsce (poprzez powinność wykonania obecnego wyroku), w TSUE – gdzie najwyraźniej gromadzi się niezbędne oprzyrządowanie.

Wędka od TSUE dla polskich sądów

W orzeczeniu z 19 listopada 2019 roku Trybunał Sprawiedliwości UE niezwykle szczegółowo i starannie wyłożył kryteria niezależności organu biorącego udział w procedurze powoływania sędziów (co ważne dla statusu KRS, pkt 133- 144) i niezawisłości sędziów (co istotne z punktu widzenia statusu sędziów Izby Dyscyplinarnej SN – pkt 145 -153), budując w ten sposób standard ocenny.

Ocena, „czy KRS daje wystarczające gwarancje niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej” powinna uwzględnić „zbieg czynników w połączeniu z okolicznościami, w jakich wyborów KRS dokonano”, TSUE wymienia te „czynniki”:

  • KRS w nowym składzie została utworzona w drodze skrócenia trwającej cztery lata kadencji członków wcześniej wchodzących w skład tego organu;
  • chociaż 15 członków KRS wybieranych spośród sędziów było wcześniej wyłanianych przez środowisko sędziowskie, to obecnie są oni desygnowani przez organ władzy ustawodawczej spośród kandydatów, którzy mogą być zgłaszani przez grupę 2000 obywateli lub 25 sędziów, co sprawia, że taka reforma prowadzi do zwiększenia liczby członków KRS z nadania sił politycznych lub przez nie wybranych do 23 z 25 członków
  • występowanie ewentualnych nieprawidłowości, jakimi mógł zostać dotknięty proces powoływania niektórych członków KRS.

TSUE zwraca też uwagę na wątpliwości wobec uprawnień Izby Dyscyplinarnej, roli jaką odegrała ona w obniżaniu wieku spoczynku urzędujących sędziów SN (co zgodnie z wyrokiem TSUE z czerwca 2019 stanowiło naruszenie nieusuwalności i niezawisłości sędziów i uchybienie Traktatowi o UE), a także zasady, że powoływani do Izby mogą być wyłącznie nowi sędziowie, dotychczasowi sędziowie SN są wykluczeni.

Wykorzystanie tych kryteriów leży w rękach organów krajowych. TSUE bowiem nie wyręcza organów krajowych – dostarcza im narzędzi.

Adresatem tych uwag nie jest tylko sąd zadający pytania prejudycjalne (czyli Sąd Najwyższy), ale każdy organ krajowy w zakresie swych kompetencji. Mówi o tym zasada lojalności z art. 4 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej.

Czy Sąd Najwyższy, bezpośredni adresat odpowiedzi na pytania prejudycjalne, powinien dokonać oceny, czy KRS i Izba Dyscyplinarna SN odpowiadają bądź nie nie kryteriom wskazanym w wyroku TSUE? Czy powinien użyć checklist : porównując sytuację rzeczywistą i konkretną z abstrakcyjnym i potencjalnym modelem przedstawionym w wyroku?

Prezes Gersdorf zapowiedziała rychłe podjęcie sprawy przez SN (wyroków w trzech sprawach rozpatrywanych przez SN można się spodziewać jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia – przyp. red.).

Paradoksalnie – w sukurs SN przychodzą i KRS, i Izba Dyscyplinarna – dwa organy, których status wymaga oceny. Jak to możliwe?

KRS i Izba Dyscyplinarna… ułatwiają zadanie SN

Wyrok TSUE mocno podkreśla konieczność kompleksowej oceny statusu organu niezależnego i oddziaływań na niezawisłość sędziego.

Ocenie podlega mechanizm obejmujący nie tylko brzmienie przepisu, ale i standard stosowania, praktyka. I to w jej dynamicznym rozwoju – gromadzenie sekwencyjnie ujawniających się cech i zachowań.

To wymaga oceny także faktycznych okoliczności (takich jak m.in. występowanie efektu mrożącego) czy kształtowanie społecznego odbioru praktyki KRS (pkt 144, 152 i 153 wyroku – cytowane wyżej – red.).

Takie holistyczne podejście jest sporym wyzwaniem dla polskich sądów, nie przyzwyczajonych do finitystycznego i dynamicznego spojrzenia na własne cechy i praktykę.

Tymczasem już po wydaniu wyroku TSUE oba organy, KRS i Izba Dyscyplinarna SN dostarczają dowodów, które będą z pewnością pomocne przy ocenie dokonywanej przez SN.

Oficjalnie wedle samej KRS, wyrok TSUE jest dla niej bez znaczenia, reakcji nie wymaga. Podobnie twierdzenie zawiera oświadczenie Prezesa Izby Dyscyplinarnej SN.

Dlatego też KRS kontynuowała proces awansowania sędziów (opiniowanie kandydatur do SN), zaś Izba Dyscyplinarna obradując 21 listopada  w sprawie sędzi Aliny Czubieniak (sygnatura sprawy II DSS 2/18,)  nie uwzględniła wniosku o odroczenie postępowania do czasu, gdy SN ustosunkuje się do wyroku TSUE i wydała wyrok.

Te działania  dostarczają wymaganego przez wyrok TSUE materiału faktycznego do dokonania oceny przez Sąd Najwyższy. SN ma wszak ocenić niezależność KRS i ochronę niezawisłości sędziów (wobec działania Izby Dyscyplinarnej SN), w sposób konkretny i rzeczywisty, a nie tylko abstrakcyjny i potencjalny. Bieżąca działalność zarówno KRS, jak i Izby Dyscyplinarnej SN są więc tutaj – paradoksalnie – pomocne.

Wyrok TSUE i prawo krajowe. Wkraczamy w cień Polexitu

Wyroki TSUE w odpowiedzi na pytanie prejudycjalne z natury rzeczy dotyczą wykładni prawa unijnego.

Jednak podanie szczegółowych kryteriów znaczenia niezależności organu i niezawisłości sędziów nie pozostaje bez wpływu na znaczenie prawa krajowego – zwłaszcza, że art. 173, 178 ust 1 i  186 Konstytucji odwołują się do pojęć niezależności i niezawisłości.

Ich interpretacja, nawiązująca do kryteriów wskazanych w wyroku TSUE – a powołuje on także bogato orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – spina zatem dwa systemy prawne: unijny i krajowy. I to też decyduje o znaczeniu wyroku TSUE z 19 listopada.

Oczywiście, do swej pełnej implementacji wyrok TSUE wymagałby także działań legislacyjnych, zmieniających reżim prawny KRS, ustawę o SN i system dyscyplinarny wobec sędziów. Ani to jednak realne, ani przewidywalne. O podjęcie stosownych działań apeluje do władz trzynaście organizacji społecznych (całe, piętnastostronicowe Stanowisko jest dostępne w Archiwum Osiatyńskiego, wraz z Załącznikiem zawierającym dodatkową argumentację).

Oddzielnym problemem jest reakcja sądów. Jeżeli SN działając po orzeczeniu TSUE skorzysta z możliwości negatywnego wypowiedzenia się co do statusu KRS, zapewne pojawią się także inicjatywy innych sądów – szukających wyjaśnienia wątpliwości co do statusu orzeczeń z udziałem sędziów nominowanych z udziałem KRS.

Już jeden z sądów okręgowych – w Olsztynie- zażądał od Kancelarii Sejmu ujawnienia list poparcia nominacji do KRS, motywując to konsekwencjami orzeczenia TSUE.

Odnotować należy też inicjatywę z Izby Cywilnej SN, gdzie na tle jednej ze spraw (sygn. II CO 108/19) skierowano szereg pytań do Trybunału Konstytucyjnego, dotyczących ustalania składów orzekających z udziałem sędziów powołanych w procedurze neo-KRS.C

Czego dotyczą te pytania? Jak je ocenić biorąc pod uwagę rozbieżność ich treści i rzeczywistego znaczenia, a także ich legitymizacyjna i ceremonialna funkcja w obecnej sytuacji – to wymagałaby oddzielnej analizy.

I niestety, wszystko to oznacza nieuchronne pogłębienie chaosu w obrębie wymiaru sprawiedliwości, zarówno w osobowym, jak i w funkcjonalnym wymiarze.

Takie są skutki wydrążania z treści zasad konstytucyjnych i traktatowych. W sferze faktycznej oznacza to zaś, że wkraczamy w cień Polexitu.

Zmierzch władzy PiS, czy cień Polexitu?

Kmicic z chesterfieldem

Art. 190 Kpk § 1. Przed rozpoczęciem przesłuchania należy uprzedzić świadka o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy. No chyba, że słuchamy J.Kaczyńskiego. W trosce o to, by nikt jemu nigdy nie postawił zarzutów z 233 kk.

Dosłownie dwa dni przed wyborami prokurator Renata Śpiewak odmówiła dalszego prowadzenia śledztwa w głośnej sprawie „afery Dwóch Wież”. Ujawniona dziesięć dni później decyzja sprawiła, że nie trzeba było przesłuchiwać żadnych świadków, – w tym Jarosława Kaczyńskiego – na których powoływał się Gerald Birgfellner.

A jednak, jak udało się ustalić „Gazecie Wyborczej” w aktach znajduje się zapis przesłuchania prezesa PiS. Z tych zeznań wynika, że Jarosław Kaczyński padł ofiarą manipulacji austriackiego przedsiębiorcy, który wykorzystał jego „powiązania rodzinne” i wprowadził prezesa w błąd.

W trakcie przesłuchania Kaczyński stwierdził, że „może prowadzić rozmowy z przedstawicielami spółki, jednak nie posiada podstaw formalnych do wydawania im poleceń”. Słowa te są całkowitym zaprzeczeniem tego co zastało…

View original post 2 267 słów więcej

 

Czerezwyczajka: pisowska policja polityczna

Do akcji rzucono tysiące policjantów, w tym setki tajniaków, ścigających najgroźniejszych przestępców. Raportowali o każdym kroku manifestujących przeciw pisowskim ustawom o sądach. Dotarliśmy do dokumentów z policyjnej akcji „Rekonesans”. Bianka Mikołajewska: To jeden z moich tekstów w OKO.press, z których jestem najbardziej dumna

Policja polityczna. Operacja „Rekonesans” – setki tajniaków śledziły manifestujących

OKO.press dotarło do dokumentów z policyjnej akcji zabezpieczenia ubiegłorocznych protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach. Do akcji rzucono tysiące policjantów, w tym setki tajniaków, ścigających najgroźniejszych przestępców. Raportowali o każdym kroku manifestujących. Zwłaszcza opozycji pozaparlamentarnej i parlamentarnej oraz młodzieży


Z dokumentów, do których dotarliśmy, wyłania się dość ponury obraz policji i państwa, któremu służy. Latem 2017 roku, podczas pokojowych (początkowo wręcz piknikowych) protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach, bez wyraźnego powodu, odciągnięto od codziennych zadań tysiące funkcjonariuszy z całej Polski i kazano pilnować parlamentu, Pałacu Prezydenckiego i TVP.

Do rzekomo wyłącznie prewencyjnej akcji rzucono setki tajniaków, m.in. z pionów kryminalnych – na co dzień ścigających morderców, handlarzy narkotyków i złodziei. I kazano im „objąć nadzorem” uczestników manifestacji, ale także osoby nieuczestniczące w protestach. W niektórych przypadkach była to klasyczna policyjna obserwacja – jaką wolno stosować tylko wobec przestępców. Policjanci raportowali o każdym kroku „nadzorowanych” i „obserwowanych”, na siłę szukając zagrożeń, które uzasadniałyby ich zaangażowanie w tę przedziwną akcję. Czasami przybierało to formy komiczne, wręcz groteskowe (patrz meldunki na ilustracjach). Nie zmienia to jednak ponurego obrazu całej akcji.

Dziś ujawniamy, jak wyglądały policyjna operacja „Sejm” i podoperacja „Rekonesans”. Już wkrótce:

  • jak zlecono obserwację młodzieży sprzeciwiającej się dewastacji polskiego systemu prawnego i
  •  jak śledzono pozaparlamentarną opozycję.   

Operacja kryptonim „Sejm”

Dokumenty z operacji zabezpieczenia ubiegłorocznych protestów znaleźliśmy w aktach sprawy sądowej, którą wytoczyli policji Ryszard Petru, były szef Nowoczesnej, i jego następczyni – Katarzyna Lubnauer. Politycy chcą, by sąd zakazał policji inwigilowania ich. Pozew złożyli latem 2017 roku – wkrótce po tym, jak „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł „Policja inwigiluje Obywateli RP i posła Ryszarda Petru” i nagrania rozmów funkcjonariuszy, którzy śledzili ich 21 lipca 2017 roku.

Jak potwierdziła później Komenda Stołeczna Policji, były to skompilowane fragmenty rozmów funkcjonariuszy uczestniczących w operacji kryptonim „Sejm”. Jej celem miało być zabezpieczenie zgromadzeń, które odbywały się w centrum Warszawy od 16 do 21 lipca 2017 roku.

Na wniosek Petru i Lubnauer, reprezentująca w procesie policję Prokuratoria Generalna RP przesłała do sądu setki stron policyjnych planów działania, raportów z operacji, meldunków, notatek służbowych, itd.

Z dokumentów wynika, że operację „Sejm” zarządził komendant stołeczny policji Rafał Kubicki i on też był jej dowódcą. Trzy miesiące później Kubicki pożegnał się z funkcją komendanta (po pół roku jej sprawowania). Jak podawało radio RMF, „zgubiły go zbyt wybujałe ambicje”. Według „Super Expressu”, był pewny, że zostanie szefem całej policji i „chwalił się, że ma za sobą polityczne poparcie”.

16 lipca 2017 roku, w zatwierdzonym przez Kubickiego „Planie działania dowódcy operacji pod krypt. »Sejm«”, napisano, że „brak jest jednoznacznych, potwierdzonych informacji na temat zagrożeń mogących wystąpić podczas planowanego zabezpieczenia”. Jednak „biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie w zabezpieczaniu podobnych przedsięwzięć, należy się liczyć z możliwością zakłócenia bezpieczeństwa i porządku publicznego (…)”.

To wystarczyło, by zarządzić gigantyczną operację, z udziałem tysięcy policjantów, w tym setek tajniaków.

Tysiące policjantów, setki tajniaków

Do udziału w operacji kryptonim „Sejm” zaangażowano etatowy i nieetatowy oddział prewencji, policjantów z większości wydziałów KSP i z warszawskich komend rejonowych, a także – codziennie – setki funkcjonariuszy z wielu innych miast z całej Polski. Z raportu podsumowującego tę operację wynika, że

  • 16 lipca 2017 roku brało w niej łącznie udział 1300 policjantów,
  • 17 lipca – 611 policjantów,
  • 18 lipca – 2194,
  • 19 lipca – 2218,
  • 20 lipca – 2341
  • i 21 lipca – 2337.

Operację podzielono na kilka podoperacji.

Policjanci uczestniczący w podoperacji kryptonim „Śródmieście” odpowiadali za zabezpieczenie okolic parlamentu, Pałacu Prezydenckiego, Sądu Najwyższego i budynku TVP przy Pl. Powstańców Warszawy oraz za „niedopuszczenie do [ich] zablokowania lub okupacji”;

  • „Mokotów” – za zabezpieczenie gmachu TVP przy ul. Woronicza;
  • „Proces” – za gromadzenie dokumentacji procesowej i koordynację osadzania osób zatrzymanych,
  •  „Droga” – za zapewnienie bezpieczeństwa ruchu w rejonach protestów,
  • „Odwód” – za wsparcie w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń,
  • „Rekonesans” – za „zabezpieczenie operacyjne prowadzonych działań”.

W co najmniej dwóch z tych podoperacji – „Śródmieściu” i „Rekonesansie” – uczestniczyli funkcjonariusze po cywilnemu, czyli po prostu tajniacy.

To w ramach podoperacji „Śródmieście” działali policjanci, którzy 21 lipca 2017 roku śledzili w centrum Warszawy Obywateli RP i Ryszarda Petru. Według wyjaśnień przesłanych w tej sprawie do sądu przez Prokuratorię Generalną, w akcji tej uczestniczyli głównie funkcjonariusze Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego KSP (na nagraniach ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą” zarejestrowano głosy dziewięciorga). Komórka ta powstała, by zwalczać „najbardziej uciążliwe społecznie przestępstwa pospolite” (kradzieże aut, rozboje, napady, pobicia, kradzieże kieszonkowe) i zatrzymywać ich sprawców na gorącym uczynku.

Z dokumentów dotyczących operacji „Sejm” wynika, że samego tylko 21 lipca na ulice stolicy wysłano 48 nieoznakowanych radiowozów, których załogi stanowili nieumundurowani funkcjonariusze właśnie z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego oraz Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KSP, Zespołu Antykonfliktowego Policji i Oddziału Prewencji Policji w Warszawie (co najmniej po dwóch w radiowozie).

W pozostałych dniach operacji liczba funkcjonariuszy po cywilnemu była podobna.

„Rekonesans” wśród protestujących

Ale to nie koniec. Do udziału w operacji „Sejm”, w ramach podoperacji „Rekonesans” skierowano bowiem również policjantów kryminalnych, na co dzień ścigających najgroźniejszych przestępców. I oczywiście także pracujących po cywilnemu.

Według dokumentów, do których dotarliśmy, w „Rekonesansie” uczestniczyli funkcjonariusze z wydziałów:

  • do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw,
  • do walki z Przestępczością Gospodarczą,
  • do walki z Przestępczością Narkotykową,
  • do walki z Cyberprzestępczością,
  • ds. Odzyskiwania Mienia,
  • do walki z Przestępczością Samochodową,
  • do walki z Korupcją,
  • Wywiadu Kryminalnego,
  • i z Wydziału Kryminalnego.

To policyjna elita, specjaliści w swoich dziedzinach, często z wieloletnim stażem i ogromnym doświadczeniem.

W „Rekonesansie” od 16 do 21 lipca 2017 roku pracowali na okrągło całą dobę, na trzy zmiany – od kilku do kilkudziesięciu osób w jednej zmianie. Największą mobilizację zarządzono w pierwszym i ostatnim dniu podoperacji. 16 lipca brało w niej udział 48 policjantów z pionów kryminalnych i dodatkowo, jako wsparcie, 20 z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego, a 21 lipca – 54 policjantów kryminalnych.

W meldunkach do sztabu policjanci z „Rekonesansu” raportowali, gdzie gromadzą się manifestujący przeciwko pisowskim ustawom o sądach i ilu ich jest. Meldowali, jakie hasła wznoszą protestujący, a także jakie mają flagi i transparenty. Informowali dowództwo, kto przemawia ze sceny i co mówi. Na przykład:

  • 16 lipca o 23:23 „Rekonesans zgłasza, że osoby w pochodzie krzyczą »Solidarność naszą bronią«”.
  • 19 lipca o 23:29 „Rekonesans: ze sceny padło hasło palenia światełek zarówno przed Sejmem jak i przed Pałacem Prezydenckim. Zachęca się do udziału w proteście”.
  • 18 lipca o 23:51 sztab dostaje meldunek: „Rekonesans – pan Borusewicz – hasło – siedziałem i będę siedział (ze sceny)”.

To do funkcjonariuszy z „Rekonesansu” kierowano rozkazy ze sztabu, by nasłuchiwali ze sceny lub podsłuchiwali w tłumie, jakie plany mają protestujący.

  • 16 lipca o 22:16 „35701 prosi Rekonesans o podsłuchiwanie, czy padną hasła na temat rozwoju dalszego sytuacji”.
  • 20 lipca o 18:46 „35701 [zaleca] zadaniować Rekonesans celem ustalenia czy pojawią się głosy wśród zgromadzenia żeby przemieszczać się pod Pałac Prezydencki”.
  • 20 lipca o 21:45 „87001 [zgłasza] Piękna ok. 100 wystawione siły na razie spokój, Rekonesans – podejść pod squot [grupę młodzieży ze squatu Syrena – przyp. red.] aby słyszeć ich zamiary”.

„Część tych działań – jak np. odnotowywanie haseł z transparentów czy osób przemawiających ze sceny – w ogóle nie jest zadaniem policji. Część mogła z powodzeniem realizować prewencja, w znacznie mniejszej liczbie. Z praktycznego punktu widzenia, wykorzystanie policjantów operacyjnych do tej akcji miało sens tylko, gdy protestujący chcieli zablokować Sejm. I rzeczywiście bardzo sprawnie zbierali informacje o posunięciach osób blokujących” – mówi emerytowany od niedawna policjant z KSP.

Kasprzak pod obserwacją. Inni Obywatele RP, OSA, squattersi i Frasyniuk pod nadzorem

Ale policjanci „Rekonesansu” i inni tajniacy uczestniczący w operacji kryptonim „Sejm” mieli także inne zadanie do wykonania – obserwować/nadzorować/monitorować wybranych uczestników protestów.

Zagadką jest natura i podstawa prawna tych działań.

W meldunkach pojawiają się informacje o „zabezpieczeniu operacyjnym” i „informacji operacyjnej”. A także o „poleceniu objęcia obserwacją”.

  • 18 lipca o godzinie 8:39 „35 801 zgłasza ok. 10 osób przy KODZIE, 20-25 osób przy namiotach Obywateli RP, przekazano do zabezpieczenia operacyjnego do Rekonesansu”.
  • 20 lipca o godzinie 19:15 „Rekonesans zgłasza telefonicznie, że z informacji operacyjnej wynika, że ze squatu Syrena ma być najście na Sejm, przekazano 35 704”.
  • 17 lipca, o godzinie 10:20 „Z polecenia Dowódcy Podoperacji REKONESANS załoga 102 otrzymała polecenie objęcia obserwacją jednego z liderów KOD [w rzeczywistości Obywateli RP – przyp. red.] Pawła Kasprzaka i jego otoczenia w okolicy Sejmu z uwagi na mogące wystąpić potencjalne zagrożenia z ich strony”.

Zleceń obserwacji było więcej – napiszemy o tym na OKO.press już wkrótce.

Zgodnie z ustawą o Policji, czynności operacyjno-rozpoznawcze (należy do nich m.in. obserwacja) można prowadzić tylko „w celu rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw i wykroczeń, poszukiwania osób ukrywających się przed organami ścigania lub wymiarem sprawiedliwości, poszukiwania osób, które na skutek wystąpienia zdarzenia uniemożliwiającego ustalenie miejsca ich pobytu należy znaleźć w celu ochrony ich życia, zdrowia lub wolności”. Żadna z tych przesłanek nie odnosiła się do sytuacji opisanych w cytowanych wyżej meldunkach.

W meldunkach z operacji „Sejm” jest też wielokrotnie mowa o objęciu różnych osób „nadzorem” lub „monitorowaniu” ich. Prośby o „objęcie nadzorem” kierowane są zwykle do policjantów z „Rekonesansu”, ale też i „Rekonesans” z własnej inicjatywy zgłasza, że ma kogoś „pod nadzorem”.

Kim najbardziej interesowali się tajniacy? W meldunkach dotyczących „nadzorowania”, ale także w ogóle w meldunkach z operacji „Sejm”, najczęściej wymieniani są Obywatele RP – jako grupa (łącznie co najmniej 57 razy) i poszczególni działacze ruchu m.in. Paweł Kasprzak nazywany czasem Kacprzakiem (59 razy), Wojciech Kinasiewicz (49), Tadeusz Jakrzewski nazywany również Jakszewskim (16). Często pada również nazwa OSA (Obywatele Solidarnie w Akcji) oraz nazwiska jej aktywistów Arkadiusza Szczurka (12) i Macieja Bajkowskiego (15).

Przykłady?

  • 18 lipca o 10:17 sztab odnotowuje meldunek: „35 801 pan Szczurek i Bajkowski odjeżdżają, pod nadzorem”.
  • 20 lipca o 15:31: „35 704 pan Kinasiewicz idzie w kierunku Placu Trzech Krzyży wzdłuż wypłotowania, przekazano do Rekonesansu w celu objęcia nadzorem”.
  • 21 lipca o 13:56 „Sztab przekazał, że do kawiarni przy ul. Wiejska 12a wszedł Wojciech Kiniasiewicz i zlecił objęcie go nadzorem. Zlecono załodze nr 102. Załoga przekazała, że na miejscu jest załoga WWP KSP, która już objęła nadzorem przedmiotowy adres”.

Z dokumentów operacji „Sejm” wynika, że przez kilka dni śledzono właściwie każdy krok liderów opozycji pozaparlamentarnej – i to nie tylko w rejonie zgromadzeń, które miała zabezpieczać policja. O tym, jak to wyglądało, także napiszemy na OKO.press w najbliższych dniach.

Policjanci meldowali również o pojawieniu się różnych polityków partii opozycyjnych i byłych działaczy opozycji. Ale „nadzorować” polecili tylko Władysława Frasyniuka.

  • 21 lipca o 1:14 w nocy policjanci meldują: „Info, ze sztabu 208 że na ul. Frascati 1 pan Frasyniuk zebrał się wraz ze swoim sztabem – objąć nadzorem – przekazano do załogi”.

Zbiorowym bohaterem meldunków są też mieszkańcy warszawskiego squatu Syrena i inni młodzi lewicowcy, którzy brali udział w protestach przeciwko niszczeniu sądownictwa przez PiS, grupowo nazywani przez policję „squatterami”.

  • 20 lipca o 22:31 policjanci biorący udział w operacji zabezpieczania Sejmu dostają „Info ze sztabu 208, że grupa squattersów ma być objęta bezpośrednim nadzorem”.
  • 21 lipca o 21:11 meldują: „Rekonesans grupa squat w całości w parku pod nadzorem Rekonesansu”.
  • A tego samego dnia o 22:45 – „35704 wśród zgromadzonych 6 czarnych flag czyli squat pod nadzorem Rekonesansu”.

Obserwacja, czyli nadzór, nadzór, czyli zapewnienie bezpieczeństwa

Komenda Stołeczna Policji, w o odpowiedzi na szereg szczegółowych pytań OKO.press dotyczących obserwacji i nadzoru podczas operacji „Sejm”, przesłała tylko krótkie stanowisko. Rzecznik KSP, kom. Sylwester Marczak napisał, że „z uwagi na trwające w powyższej sprawie czynności, do ich zakończenia [KSP] nie będzie udzielać komentarza”.

Zapewnił jednak, że „przy działaniach związanych z zabezpieczeniem zgromadzeń nie ma mowy o działaniach o charakterze operacyjnym” i że tak też było podczas operacji „Sejm”.

W dokumentów, do których dotarliśmy wynika, że w ubiegłym roku, gdy wybuchła afera z nagraniami ujawnionymi przez „Gazetę Wyborczą”, a Ryszard Petru i Obywatele RP zarzucili policji, że stosowała wobec nich obserwację, dowódca podoperacji „Rekonesans”, nadkom. Hubert Pełka napisał szybko kilka notatek służbowych. Wyjaśniał w nich, że:

  • jego ludzie nie prowadzili czynności operacyjnych,
  • „zabezpieczenie operacyjne” polega tylko na tym że „funkcjonariusze biorący udział w zabezpieczeniu są funkcjonariuszami pionów kryminalnych i występują w ubraniu cywilnym jak do codziennej służby”,
  • słowo „obserwacja” zostało użyte w meldunkach i rozkazach omyłkowo. Obserwacja, którą prowadzono nie oznaczała czynności opisanej w „Zarządzeniu nr PF-634 Komendanta Głównego policji z dnia 30 czerwca 2006 roku w sprawie metod i form wykonywania przez Policję czynności operacyjno-rozpoznawczych”. Faktycznie chodziło po prostu o nadzór nad wymienianymi w meldunkach osobami,
  • nadzór zaś miał na celu „zapewnienie bezpieczeństwa” osobom wymienianym w meldunkach i „identyfikowanie zagrożeń” dla tych osób oraz zagrożeń z ich strony.

Pełka zapewnił też, że podczas przeprowadzanych odpraw załóg „Rekonesansu” „nie były wydawane żadne polecenia dotyczące objęcia nadzorem konkretnych osób”. Policjantom kazano po prostu ogólnie zwracać uwagę na osoby publiczne. Nie wyjaśnił, skąd wśród policjantów tak świetna znajomość i umiejętność rozpoznawania polityków, byłych działaczy podziemnej opozycji i aktywistów obecnej opozycji pozaparlamentarnej, np. takich jak działacze OSY – Arkadiusz Szczurek i Maciej Bajkowski, którzy prawie nie występują w mediach.

Informacja z FB: Wałęsa jedzie do Warszawy. Polecono nadzorować

Policjanci z „Rekonesansu” nadzorowali jednak nie tylko tych, którzy uczestniczyli z protestach przeciwko niszczeniu sądownictwa, ale także tych którzy dopiero mogli do nich dołączyć.

Jak wspomnieliśmy wcześniej, do udziału w podoperacji oddelegowano m.in. kilku funkcjonariuszy z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością KSP. To komórka, która ściga m.in. sprawców ataków hakerskich, ataków przy pomocy złośliwego oprogramowania, szantaży ransomware (blokowanie dysków do czasu wpłacenia „wykupnego”), sieciowych złodziei tożsamości itp.

Podczas protestów w lipcu 2017 roku policjanci z WCB śledzili w internecie, gdzie i kiedy odbywać się będą zgromadzenia oraz kto będzie brał w nich udział. Zlecano im również „pogłębianie” informacji dotyczących planów manifestujących – poprzez przeglądanie internetowych forów i profili, m.in. organizacji z opozycji pozaparlamentarnej. Na przykład

  • 18 lipca o godzinie 11:00 „208 00 przekazuje informację o nawoływaniu przez przedstawicieli KOD pod sejmem do blokady sejmu o g. 17.00 w dniu dzisiejszym, jak to było 16 grudnia. Informacja potwierdzona przez załogę 102. W związku z powyższym stosowne zadania w tym zakresie zlecono WCB KSP” [pisownia oryginalna].

Najwięcej popłochu wywołała znaleziona przez funkcjonariuszy z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością informacja o tym, że do Warszawy jedzie niegdysiejszy lider podziemnej Solidarności, były prezydent RP Lech Wałęsa.

18 lipca o 19:45 w „Dzienniku działań dowódcy podoperacji kryptonim Rekonesans” odnotowano:

  • „Z WCB uzyskano informację, że na portalu społecznościowym Facebook profil Obywatele RP pojawił się wpis cyt. ” Prawdopodobnie Wałęsa jedzie do Warszawy” co przekazano do 208 00″.

Później policjanci meldują:

  • 19:46 „Rekonesans na FB info że Wałęsa jedzie do Warszawy, polecono nadzorować
  • 19:54 „Wykonano telefon do dyżurnego operacyjnego BOR, który nie potwierdził, żeby Lech Wałęsa udawał się do Warszawy”,
  • 20:07 „35704 informuje, że przez megafony pada informacja, że Lech Wałęsa jedzie do Warszawy”.

Ostatecznie Wałęsa do Warszawy nie dojechał. Dzięki temu uniknął kolejnego, po kilkudziesięcioletniej przerwie, „nadzorowania” przez tajniaków – tym razem z policji.

***

Komenda Stołeczna Policji nie odpowiedziała nam, jakie siły zmobilizowano w tym roku do zabezpieczenia protestów przeciwko nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym i czy w operacji brali znów udział tajniacy.

W pierwszym dniu protestów – 17 lipca 2018 roku – nadzorujący policję minister Joachim Brudziński napisał na Twitterze: „Nadmiernie pobudzonych zapowiedzią kolejnej awantury przez „demokratów”, którzy od trzech lat nie mogą pogodzić się z demokratycznym wyborem Polaków, uspokajam. KSP jak zawsze zadba o porządek i bezpieczeństwo wszystkich. Obywatela Kasprzaka też”.

Tekst prof. Koncewicza czytaj tutaj >>>