Śmiech z PiS

„Ciągle wytyka się nam, że Polska to robi źle, że Polska tamto robi źle. Mam wrażenie, że to jest nagonka na Polskę” – Elżbieta Rafalska (PiS). A my ciągle wytykamy władzy błędy, ale czasem brak nam słów. Dlatego z najbardziej kuriozalnych wypowiedzi robimy memy. Nie chodzi jednak o nagonkę – śmiech pomaga nam przetrwać nonsensy produkowane przez polityków

W 2019 roku opublikowaliśmy prawie 120 memów* i infografik. Część z nich powstała, aby szybko poinformować Czytelniczki i Czytelników o ważnych wydarzeniach, lub by zachęcić do lektury konkretnego tekstu. Zdecydowana większość to jednak fragmenty wypowiedzi polityków opatrzone naszym krótkim komentarzem. Wypowiedzi tak kuriozalnych, że zmemowanie ich i wrzucenie na nasz profil na facebooku wydało nam się najodpowiedniejszą reakcją.

Styczeń:

Prezydent Duda wyraził niepewność, my byliśmy zdumieni:

Prezydent Andrzej Duda, wybitny klimatolog.

702
634
1.210

My również bardzo byśmy tego chcieli, mamy jednak wątpliwości czy w tym kierunku zmierzają władze:

“Szef rządzącej partii politycznej uczestniczy w negocjacjach biznesowych w imieniu spółki, której formalnie nie jest szefem. (…) Odmawia w imieniu spółki, której nie jest szefem, zapłaty za wykonane usługi na rzecz tej spółki, polegające m.in. na tworzeniu podmiotów gospodarczych ukrywających prawdziwego inwestora – czyli spółkę, w imieniu której występuje polityk rządzący Polską”. (Michał Danielewski, “Gazeta Wyborcza”)

301
110
488

Luty:

Nowy Miron Białoszewski? Nie, Jarosław Kaczyński bawi się słowotwórstwem:

Jednak nie dinozaur

153
53
75

To byłby najszybszy fact-checking Oka, ale mieliśmy kilka innych do zrobienia.

To byłby najszybszy fact-checking Oka

293
332
679

Marzec:

Joachima Brudzińskiego przepis na sukces finansowy:

Prawdziwe poświęcenie

848
260
1.037

Kwiecień:

Czytelniczkom i Czytelnikom złożyliśmy w tym roku zaangażowane życzenia.

Życzymy:
👉 nauczycielom – determinacji;
👉 strajkowi szkolnemu – zwycięstwa;
👉 społecznościom szkolnym – by szanować nawzajem swoje wybory;
👉 uczniom – by edukacja stała się sensowniejsza;

Mehr anzeigen

1.603
44
746

Wielokrotnie pisaliśmy o tym, że w Polsce prawo do strajku jest fikcją. Patryk Jaki chętnie wprowadziłby do tej fikcji wątki fantastyczne.

335
470
455

Maj:

Film braci Sekielskich wielu osobom zepsuł humor.

Prymas Wojciech Polak dziękuje za film, tymczasem kościelny jastrząb rozbraja szczerością…

1.084
1.532
4.431

Zastanawialiśmy się, kogo dotyczy wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego. Nadal nie mamy pewności.

Jak sądzicie, o kim mówi prezes Kaczyński?

1.228
553
559

Czerwiec:

Elżbieta Witek ujęła nas szczerością.

Policja, straż pożarna, straż graniczna, Służba Ochrony Państwa z pewnością również wiele się nauczą.

409
739
1.005

Jak ustaliło OKO.press, w latach 2015-2018 Fundacja Niezależne Media Tomasza Sakiewicza otrzymała z odpisu podatkowego w sumie 496.414 zł. Gdzie trafiają te pieniądze? Bianka Mikołajewska przeprowadziła dziennikarskie śledztwo.

1% podatku miał trafiać do organizacji pożytku publicznego. Ale już od 5 lat pieniądze z odpisu dostaje fundacja założona przez Tomasza Sakiewicza, która nie jest OPP. Przeznaczane są głównie na obsługę prawną mediów Sakiewicza.

Jak ustaliło OKO.press, w latach 2015-2018 Fundacja Niezależne Media Tomasza Sakiewicza otrzymała z odpisu podatkowego w sumie 496.414 zł. Gdzie trafiają te pieniądze?

https://oko.press/samopomoc-sakiewicza/

143
30
179

Od lata członkiniami redakcji są także dwa psiaki: Lola i Elfi.

OKO.press – redakcja przyjazna psiakom. Na zdjęciu dział OKO.pies: Lola i Elfi.
(edycja: psiaki proszą o przekazanie, żeby w taki upał wystawiać w miejscach publicznych miski z wodą dla czworonożnych przyjaciół)

186
10
16

Wyraziliśmy wolę stworzenia tego mema, podjęliśmy działania wstępne i… udało się!

Jest sukces.

668
419
929

Lipiec:

Obserwujemy pilnie budowanie sojuszy w Parlamencie Europejskim. Ten wydał nam się dość śmiały.

Networking

758
285
590

Reforma edukacji. Sukces tak potężny, że najlepiej widać go z lotu ptaka.

To wypowiedź dyrektorki szkoły jest elementem propagandy MEN, zgodnie z którą w szkołach są miejsca dla wszystkich chętnych. Problem w tym, że te kalkulacje nie uwzględniają miejsca zamieszkania uczennic i uczniów oraz ich preferencji dotyczących rodzaju szkoły.

311
256
631

Sierpień:

Jak wiadomo, prezydent uczy się cały czas – mógłby jednak czasem odświeżyć materiał z podstawówki…

Ważne daty:
– Powstanie Warszawskie: 1 sierpnia – 2 października 1944;
– konferencja w Jałcie: 4 – 11 lutego 1945;
– konferencja w Teheranie: 28 listopada – 1 grudnia 1943 (zauważone przez czytelniczkę OKO.press Marię Czerską, prawniczkę z Wrocławia)

1.189
629
4.561

W którą stronę płynie Wisła? UJAWNIAMY! Więcej w artykule.

Pomagamy rządowemu sztabowi kryzysowemu ustalić, w którą stronę płynie Wisła.

[więcej w artykule: https://oko.press/kryzys-sciekowy-przebieg-informacje-skut…/]

1.045
429
1.446

Wrzesień:

Jak wiemy, w żłobkach dzieci uczą się śpiewać „Międzynarodówkę”, a co ambitniejsze sylabizują „Das Kapital”.

Jako powód opóźniania lub rezygnacji z potomstwa, zgodne z raportem prof. Kotowskiej, 61% respondentek i respondentów wskazuje: brak miejsc lub zbyt wysokie opłaty w żłobkach i przedszkolach.

284
405
843

Październik:

Ważna data.

Dziś ważna data. Idziemy głosować

2.525
60
978

Listopad:

Poseł Kanthak otrzymał podstawy wychowania do życia w rodzinie.

Krew Kanthaka zalała, gdy pomyślał o zepsuciu współczesnej rodziny.

7.108
557
4.914

Wzruszyła nas ta wzajemna sympatia.

Jarosław Jakimowicz („Młode Wilki”) publicznie dziękuje Antoniemu Macierewiczowi (Prawo i Sprawiedliwość) i kilka dni później zostaje gospodarzem programu TVP.
Pamiętajcie, gdzieś na świecie jest na pewno taki ktoś, kto dostrzeże w Tobie coś, czego nie widzi nikt inny.

647
846
631

Policzyliśmy ile posłanek i posłów ślubowało „bez boskiej pomocy”. Więcej o ślubowaniu w tekście.

Posłanki ślubujące „bez boskiej pomocy” stanowiły 36 proc. wszystkich głosujących 130 posłanek (jedna posłanka była nieobecna), wśród 329 posłów ten odsetek wyniósł tylko 15 proc. Więcej o ślubowaniu w tekście: https://oko.press/tak-im-dopomoz-bog-79-proc-poslow-popros…/

1.845
290
579

Grudzień:

Podejście rządu do krytyki jego polityki jest specyficzne. Moglibyśmy napisać tekst o tym, dlaczego każda odbierana jest jak atak, ale mem tym razem chyba wystarczy.

A my myśleliśmy, że „polski sukces budzi zazdrość w Europie” (Wiadomości TVP, 02.07.2018)

757
1.200
519

Mem tworzony nocą, podobnie jak ustawa dyscyplinująca sędziów.

CZEGO ZIOBRO ZAKAZUJE SĘDZIOM?
OKO.press czyta projekt ustawy „poselskiej”, który przed chwilą pojawił się na stronie Sejmu. Mimo czterech lat systematycznej obserwacji rządów PiS, nie możemy uwierzyć w to, co tam czytamy. Pierwszy z brzegu przykład:

416
403
1.980

Przed nami 2020 rok. Dla jakości życia politycznego byłoby z pewnością lepiej, gdyby zabrakło nam wypowiedzi do memowania: gdyby politycy i osoby publiczne wypowiadały się rozsądnie, merytorycznie, nie budząc zażenowania. Jesteśmy jednak umiarkowanymi pesymistami i trzymamy Photoshopa w pogotowiu.

*) Słowo „mem” – zgodnie z definicją przedstawioną przez Richarda Dawkinsa – miało oznaczać najmniejszą porcję informacji kulturowej. Internetowe grafiki z cytatem słabo spełniają te definicję, ale cóż, język ewoluuje i nie zważa na sztywne definicje, a my nie znaleźliśmy lepszego terminu.

Jarząbek Mateusz Morawiecki powinien kupić szafę dla prezesa, w której ten mógłby pisać listy, a on lizać mu tyłek: łubu dubu

Jarosław Kaczyński w czwartek napisał dwa listy: do wyborców i parlamentarzystów. W tym drugim stwierdził, że „piękne zwycięstwo nad siłami Polski Minus trzeba przypieczętować” sukcesem Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Jego reelekcja ma być „gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej”.

W liście do parlamentarzystów Jarosław Kaczyński podziękował za zaangażowanie i wysiłek podczas kampanii wyborczej. Wyraził również wdzięczność rodzinom kandydatów za wsparcie i wyrozumiałość. „Szczególne brawa i podziękowania należą się tym z Państwa, którzy bardzo ciężko pracowali nie bacząc na to, że Ich szanse wyborcze – z różnych powodów – nie były największe” – napisał.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński: Trzeba przypieczętować zwycięstwo

Kaczyński stwierdził również, że zwycięstwo PiS w wyborach jest „nie tylko ogromnym sukcesem, ale nie mniejszym zobowiązaniem wobec Polski”, a dzięki niemu dalej będzie możliwe budowanie „Polski Plus”. Jednak należy to przypieczętować zwycięstwem Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Reelekcja Pana Prezydenta Andrzeja Dudy, który jest naturalnym kandydatem na najwyższy urząd w państwie dla pragnących lepszego życia oraz wyznających tradycyjne wartości Polek i Polaków, będzie gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej

– napisał prezes PiS.

W liście skierowanym do wyborców Kaczyński podziękował za zaufanie, dzięki któremu „Zjednoczona Prawica ponownie uzyskała w Sejmie większość bezwzględną”. Napisał również, że opowiedzieli się oni za „Polską Plus” i „wielkimi programami wsparcia, na które polskie rodziny czekały od 30 lat”. Stwierdził, że wyborcy PiS zagłosowali za „Polską godnego życia – solidarną i sprawiedliwą, dbającą o dobro ogółu obywateli”.

Szafa prezesa Ochódzkiego z kultowego filmu „Miś” zostanie zlicytowana. Cena wywoławcza mebla, do którego peany na część prezesa śpiewał trener Jarząbek, to prawie 19 tys. zł.

„Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu” – śpiewał w jednej ze scen „Misia” Wacław Jarząbek, trener drugiej klasy, stojąc przed szafą w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Tęcza” Ryszarda Ochódzkiego. W szafie ukryty był magnetofon szpulowy rejestrujący przemowy pracowników. Ochódzki wytłumaczył, po co to robią: „Jeśli ktokolwiek chce przekazać jakąś krytyczną uwagę o mnie, o mojej pracy, jakąś skargę, a mnie akurat nie ma, może w każdej chwili wejść i nagrać, co mu leży na wątrobie”.

Cena wyższa z powodu sentymentu

Te sceny Stanisław Bareja, reżyser filmu „Miś”, kręcił w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Orzeł” na Kamionku. Do dziś stoi w nim nie tylko słynna szafa, ale i pozostałe meble, które zagrały w komedii z 1980 r. Ale niedługo mogą znaleźć nowego właściciela, bo trafiły właśnie na licytację komorniczą.

Prezesem klubu przez lata był Andrzej Szyszko, brat zmarłego w październiku byłego ministra środowiska, Jana Szyszki. Za jego kadencji miasto przyznawało klubowi sowite dotacje, w sumie 11 mln zł. Mimo to klub popadł w długi. Ratusz zwrócił się więc do sądu o egzekucję komorniczą. Na podstawie wyroku sądu w październiku zeszłego roku klub sportowy przejął komornik.

To dlatego meble z gabinetu prezesa zostaną wystawione na licytację. Ogłosił ją Krzysztof Kokoszko, komornik prowadzący sprawę. Pod młotek pójdzie szafa gdańska czterodrzwiowa z szufladą, drewniany stół, komplet czterech krzeseł obitych skórą, drewniany fotel oraz ozdobne gabinetowe biurko. – Ze względu na rolę, jaką te meble odegrały w filmie, ich wartość kolekcjonerska jest o wiele większa niż rynkowa – twierdzi Kokoszko.

W opinii biegłego, który na polecenie Kokoszki dokonał wyceny mebli, czytamy: „Jak zawsze przy przedmiotach powiązanych ze znanymi osobami, wydarzeniami czy dziełami kultury ostateczna wycena rynkowa nie jest w zasadzie możliwa, ponieważ wartość dla ostatecznego klienta opiera się na sentymencie i emocjach”. Zaznacza, że najważniejsza jest szafa, na której wciąż widnieje ślad po naklejeniu guzika uruchamiającego magnetofon.

Szafa prezesa jednak do muzeum?

Słynna szafa została wykonana w Niemczech na początku XX w., jest wysoka na 185 cm i szeroka na 228 cm. Jej wartość rynkowa to 5 tys. zł., ale po uwzględnieniu historii mebla biegły wycenił ją na pięć razy tyle. Jak informuje Kokoszko, cena wywoławcza ruchomości w takich postępowaniach stanowi 3/4 wartości szacunkowej obiektu. Dlatego licytacja szafy rozpocznie się od 18 750 zł.

Drewniane biurko, na którym filmowy kierownik produkcji Jan Hochwander wyjmował z walizki „prawdziwe parówki w baraniej kiszce z cielęciny”, zostanie wystawione za 9 tys. zł.

Licytacja jest zaplanowana na 7 listopada w jednym z obiektów KS „Orzeł” na Kamionku. Ale jest ryzyko, że zostanie odwołana. – Klub i miasto, czyli wierzyciel i dłużnik, prowadzą rozmowy na temat mebli. Jest szansa, że trafią one do jakiegoś muzeum. Obydwie strony wolałyby, żeby nie służyły tylko jednej osobie, ale były ogólnodostępne – wyjaśnia Kokoszko.

A Kaczyński listy pisze, papier wszystko łyknie.

Kmicic z chesterfieldem

Państwowa Komisja Wyborcza przeanalizowała jeden z sześciu – bliźniaczo do siebie podobnych – protestów wyborczych PiS i uznała, że nie zasługuje na uwzględnienie. – Wnosimy o pozostawienie go bez dalszego biegu – wystąpiła do Sądu Najwyższego.

Protesty wyborcze komitetu PiS ujawniło Oko.press. Serwis wydobył skargi z Sądu Najwyższego. W sześciu podobnych pismach komitet PiS kwestionuje wyniki wyborów do Senatu w sześciu okręgach wyborczych. We wszystkich wygrali kandydaci opozycji lub niezależni. Przewaga nad kandydatami PiS wyniosła od 320 głosów do 3 tys.

Rządząca partia liczy, że uwzględnienie protestów pozwoli jej na odbicie izby wyższej, w której większość będzie mieć opozycja i senatorowie niezależni.

„Wyniki wyborów niemal po połowie dzielą Senat pomiędzy partię sprawującą władzę a opozycję. W tym stanie rzeczy w interesie społecznym jest podjęcie dodatkowych działań weryfikujących” – napisał w uzasadnieniu protestów pełnomocnik komitetu PiS Krzysztof Sobolewski.

PiS myli artykuł kodeksu

„Zgłaszam protest wyborczy przeciwko ważności wyborów do Senatu RP”…

View original post 3 471 słów więcej

 

PiS obiecuje 13 emeryturę, ale postarają się, aby seniorzy za długo tej emerytury nie pobierali

Aktor Przemysław Sadowski odniósł się do najnowszych decyzji polityków PiS.

Negatywna opinia Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (podległej pod Ministerstwo Zdrowia) ws. badań seniorów: Mogą wręcz skutkować nad wykrywalnością poszczególnych jednostek chorobowych, co może przyczyniać się do pogłębienia trudności w dostępie do świadczeń NFZ (zwiększenie kolejek do specjalistów) oraz negatywnie wpływać na pacjenta, powodując niepokój i dyskomfort związany z fałszywie pozytywnym wynikiem badań”.

– Władza jest nie tylko głupia, ale też niebezpieczna – wypowiada się o decyzji PiS publicysta Piotr Szumlewicz.

Tomasz Lis (Newsweek): Rząd PiS – jak wynika z dokumentu rządowego, nie chce powszechnych badań przesiewowych i powszechnego, wczesnego wykrywania raka u seniorów. Jest tylko jeden wniosek, PiS-owi nie zależy, by chorzy na raka mogli się leczyć, bo kosztu będą za duże. Horror. Podłość. Degeneracja . Plan PIS dla służby zdrowia; dla Kaczyńskiego kule przynoszone do domu przez dyrektora szpitala, dla Polaków godziny w kolejkach na SOR- ach i niemal wyrok, gdy zachorują na raka.

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

Janina Ochojska (europosłanka, Koalicja Obywatelska): Musimy mieć świadomość tego, że co roku wykrywa się raka piersi u 19 tysięcy kobiet. Pacjent leczący się na raka potrzebuje nie tylko onkologa. Potrzebuje wizyt u chirurga czy w poradni bólu. Do każdego z tych lekarzy trzeba zapisać się osobno. Mówimy, że leki są refundowane. Nie wszystkiego. I leki to nie wszystko – są też m.in. środki opatrunkowe. Proszę sobie wyobrazić, że ludzie muszą do miasta ze szpitalem onkologicznym przyjeżdżać po 4-5 razy w tygodniu. Jeśli chodzi o stan zdrowia Polski – Polska jest krajem chorym – uniesienie ogromu prac nad służbą zdrowia będzie wymagało od nas ogromnego wysiłku. I przede wszystkim ideowości. Czasem brakuje nawet prześcieradła. Nasza służba zdrowia nie może zatrzymać się na prześcieradle. W Polsce co roku wykrywa się 1400 nowotworów u dzieci i młodzieży. Ta liczba do 2025 roku może wzrosnąć o 10 proc. Bardzo ważne jest to, żeby wykrywalność raka odbywała się na jak najniższym poziomie. Musimy szkolić lekarzy pierwszego kontaktu, ale także edukować społeczeństwo.

Ja swojej walki z chorobą jeszcze nie wygrałam, ale zapewniam państwa, że doprowadzę ją do końca. Wygram także walkę o program walki z rakiem. Mam nadzieję, że wygramy te wybory i zmienimy służbę zdrowia. Tak samo jak Małgorzata Kidawa Błońska wierzę, że to jest możliwe!

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio – więcej tutaj >>>

Donald Tusk – tutaj >>>

Banasiowa republika z don Corleone Kaczyńskim.

Kmicic z chesterfieldem

Premier wykazuje totalny brak wiedzy o Katowicach, a więc mieście, z którego startuje w najbliższych wyborach do Sejmu. PiS-owski polityk wymyślił teraz nazwę nowej dzielnicy.

Na sobotniej konwencji PiS w Opolu Morawiecki mówił o tym, że górników postrzelonych w kopalni Wujek, przewożono do szpitala w „Ligacicach”. Problemem jest to, że takiej dzielnicy nawet nie ma.

Wpadkę premiera zauważył poseł Borys Budka, który podzielił się informacją z internautami. „Panie Premierze, w #Katowice nie ma takiej dzielnicy jak „Ligacice”. Może chodziło o Ligotę? A może o Bogucice? PS Jeśli mogę w czymś jeszcze pomóc w naszym okręgu, proszę pisać 😉” – napisał na Twitterze działacz Koalicji Obywatelskiej.

View original post 1 123 słowa więcej

 

Jan Kobuszewski nie żyje

Nazywany najzabawniejszym człowiekiem w Polsce. Agnieszka Osiecka stwierdziła, że był zmarnowanym Chaplinem polskiego kina. „Kabaret Dudek”, „Wielokropek”, „Rozmowy przy wycinaniu lasu” – jego komediowy talent znają wszyscy. Niechętnie udzielał wywiadów, radio i telewizję określał „terra-incognita”. Mówił, że jesteśmy narodem skażonym pesymizmem i zamiast śmiać się z siebie, wolimy wyśmiewać innych. Do szczęścia, jak mówił, potrzebna jest tolerancja. Jan Kobuszewski, król polskiej rozrywki, zmarł dziś o godz. 9. Miał 85 lat.

  • Gdy po raz pierwszy wystąpił w „Kabarecie Dudek”, trząsł się ze strachu, podejrzewając, że zostanie wygwizdany
  • Na mały ekran trafił niedługo po tym, jak powstała TVP. Na „Wielokropku”, który prowadził z Janem Kociniakiem, testowano działanie pierwszego magnetowidu
  • Zagrał 400 ról, 100 sztuk teatralnych, 50 filmów i 2 tys. programów. Wystąpił w słynnych „Dziadach” Kazimierza Dejmka, pracował z Zygmuntem Hubnerem i Adamem Hanuszkiewiczem. Po 55 latach pracy ZUS miał wyliczyć mu 1,2 tys. zł emerytury
  • Pomimo wielkiego dorobku telewizyjnego i teatralnego, nigdy nie zagrał głównej roli w filmie. Plotkowano, że lubi nocne biesiady i ma problemy z porannym wstawaniem
  • Stanisław Bareja powierzał mu epizody w swoich najsłynniejszych filmach. Dostał propozycję zagrania Pana Kleksa. Musiał zrezygnować, zastąpił go Piotr Fronczewski

Jan Kobuszewski: dusza człowiek

Elegancki dżentelmen z papierosem. Palił, od kiedy pamiętał, „i to te najgorsze”. Ale za namową lekarzy starał się ograniczać. Elegancki, postawny, charakterystyczny. Z niskim, głębokim, męskim głosem. Na chamstwo odpowiadał milczeniem. Uczulony był na brak poczucia humoru, zwłaszcza na swój temat.

W 2011 roku 55-lecie pracy artystycznej świętował spektaklem „Dusza Kobusza”, wystawianym w stołecznym Teatrze Kwadrat. Tytuł doskonale odzwierciedlał to, co jednogłośnie podkreślają jego koledzy: Kobuszewski? Dusza człowiek. „Wielka osobowość, wielka postać. On, Irena Kwiatkowska… – to ludzie, którzy dawali radość i nadzieje” – mówiła Olga Lipińska, z którą przez lata tworzyli wspólnie „Kabaret…”.

Na jego widok ludzie zawsze się uśmiechali. W końcu był „najzabawniejszym człowiekiem w Polsce”. Jak dodają jego znajomi, również najskromniejszym. Zaczepiony, nie odmawiał zdjęć i autografów. Tłumaczył, że to część jego pracy, w dodatku przyjemna. „To jest chyba jedno z milszych aspektów naszego zawodu”. Daleko mu było do radykała. Nie szukał konfliktów. Niełatwo było namówić go na wywiad. Wolał wytchnienie na działce z żoną, pracę w ogródku i majsterkowanie, niż walkę o czyjąś uwagę. Radio i telewizję określał jako „terra-incognita”, czyli niezbadany obszar. Tak samo jak internet, którego, jak twierdził, nie rozumiał.

Od kilku lat był na emeryturze, nie pracował i bardzo mu było z tym dobrze. „Moment starości jest dla mnie błogosławieństwem” – mówił, dodając, że przyszedł wreszcie czas na zasłużony odpoczynek. Na temat wysokości jego emerytury rozpisywały się media. Po 55 latach pracy ZUS miał wyliczyć Kobuszewskiemu 1,2 tys. zł należnego świadczenia.

11-letni staruszek

Rodowity Warszawianin. Przyszedł na świat 19 kwietnia 1934 roku w domu przy ulicy Nadwiślańskiej, choć wcześniej nie wiadomo było, czy w ogóle się urodzi. Matkę z powodu kiepskiego stanu zdrowia nakłaniano do aborcji. Wbrew namowom, zdecydowała się urodzić. Mały Jasio był najmłodszy z całej rodziny. W domu były już dwie starsze siostry. Jedna z nich, Hanna, jest matką aktora Wiktora Zborowskiego.

Jako dziecko poważnie zachorował. Rokowania były kiepskie, lekarze nie dawali mu dużych szans. Kilkadziesiąt lat później żartował, że zdecydowała Opatrzność Boża. Miał 5 lat, gdy wybuchła wojna. Pamięta wszystko, łącznie z tym, jak każdego dnia całą rodziną stawali przy podwórkowej kapliczce, żeby się pomodlić. „Byłem 11-letnim staruszkiem z bagażem pamięci dramatycznych przeżyć, pogrzebów, widoku trupów, pożarów, zniszczeń” – wspominał zakończenie wojny.

Poważny aktor

W 1951 roku nie przyjęto go do warszawskiej PWST (obecnie Akademia Teatralna). Gdy rok później udało mu się zdać egzaminy, był już absolwentem Szkoły Dramatycznej Teatru Lalek. Jego studenckim debiutem była „Panna Maliczewska” według Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Janiny Romanównej.

Od razu zaczął pracę w zawodzie. Na ekranie zadebiutował w 1955 roku niewielką rolą Francuza w „Godzinach nadziei” Jana Rybkowskiego. Studia ukończył w 1956. Poszczęściło mu się w teatrze. Najpierw zaczął współpracę z Teatrem Młodej Warszawy (obecnie TR), później przeniósł się do Teatru Klasycznego (obecnie Teatr Studio). Wbrew powszechnej opinii, Kobuszewski nie zaczynał od ról komediowych, był aktorem dramatycznym. I świetnie sobie radził. Nie narzekał na brak propozycji.

Grał na deskach Polskiego, Narodowego i Nowego w Łodzi. W Teatrze Narodowym zagrał w kilku przedstawieniach Kazimierza Dejmka, ówczesnego dyrektora narodowej sceny, w tym w słynnych „Dziadach” z 1967 z Gustawem Holoubkiem w roli Gustawa-Konrada. „Graliśmy te »Dziady« przez jakiś czas bez wielkiego zainteresowania. Aż poszła plotka, że spektakl jest antypaństwowy” – wspominał.

„Bohaterem spektaklu jest Jan Kobuszewski, znakomity w typie, ruchu, słowie. Łączył bezbłędnie realizm z groteską, był prawie Witosem, wierzchosławickim chłopem, który zostaje prezydentem, ale jednocześnie był czymś więcej, zagrał całą problematykę filozoficzną ‚Jana Macieja Karola Wścieklicy'” – zachwycał się Kobuszewskim Roman Szydłowski po jego tytułowej roli w dramacie Witkacego w Narodowym.

W końcu trafił do zespołu komediowego Teatru Kwadrat. To tu, przy Marszałkowskiej w Warszawie, można go było oglądać najdłużej, bo prawie 40 lat. Nie tylko grał, ale i reżyserował. Współpracę postanowił zakończyć w 2013, po decyzji o przejściu na emeryturę i wyłączeniu się z zawodu. Choć w rozśmieszaniu Polaków Jan Kobuszewski nie miał sobie równych, podkreślał, że do zawodu aktora, a już zwłaszcza komedianta, trzeba podchodzić serio.

Sami z siebie się nie śmiejecie

Twierdził, że Polacy to naród skażony pesymizmem, który nie potrafi się z siebie śmiać, a zamiast tego woli obśmiewać innych. „Na wszystko narzekają, nic im się nie podoba. Nie dostrzegają wokół siebie dobrego”. Pytany o poczucie humoru, mówił, że trzeba się z nim urodzić. I mieć dużo szczęścia, żeby móc z sukcesem prezentować je publiczności. „Szczęście, talent i ciężka praca” – powtarzał. Przyznawał, że debiut w „Kabarecie Dudek”, do którego zaprosił go Edward Dziewoński, nie należał do najłatwiejszych. Trząsł się ze strachu, podejrzewając, że zostanie wygwizdany. Nic podobnego.

On, Irena Kwiatkowska, Wiesław Michnikowski, Wiesław Gołas i oczywiście Edward Dudek Dziewoński byli gwiazdami „Dudka”. Około 1 tys. przedstawień, blisko 200 skeczy, monologi i piosenki – wykonania, które weszły do polskiego kanonu. Do dziś nie brakuje chętnych, żeby je oglądać. „Dudek” bawił i wzruszał całą Polskę, stał się symbolem rozrywki „na poziomie”.

Jak mówił Kobuszewski, jego samego bardzo łatwo było rozśmieszyć. Zawsze udawało się to jego mistrzom w opowiadaniu dowcipów – Michnikowskiemu, Tadeuszowi Bąkowi, Tadeuszowi Fijewskiemu. W środowisku krąży anegdota, że na egzaminie eksternistycznym dla aktorów, padło zadanie „proszę rozśmieszyć Jana Kobuszewskiego”. Sam zainteresowany nazywa to pestką, skoro rozbawić go może nawet odbicie w lustrze. „Długie toto, jak Don Kichot przynajmniej, chude toto, gęba pociągła i mizerna, nos orli niestety, uszy odstające, a do tego od dołu takie długie nogi, a od góry takie długie ręce. Czerwony Kapturek mógłby omdleć” – opisywał Kobuszewski.

Zapracowany leń

Nie polubił się z kinem. Zawsze mówił o sobie jako o wielkim kinomanie, któremu najwygodniej jest przed ekranem. „Z powodu lenistwa…” – tłumaczył brak głównych ról w filmie. „Nie lubię reżimu filmowego” – dodawał. Poza teatrem i kabaretem publiczność zna go przede wszystkim z kultowych epizodów. U Stanisława Barei zagrał w „Nie ma róży bez ognia”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”, „Poszukiwany, poszukiwana”, „Brunet wieczorową porą” czy „Alternatywy 4”. Bareja miał go ponoć nawet obsadzić na pierwszym planie. Nie wiadomo, dlaczego się nie udało. Krążyły plotki, że lubiący nocne biesiadowanie Kobuszewski ma problemy z porannym wstawaniem. Aktor tłumaczył z kolei, że chodziło tylko o zajętości w teatrze. Mieli z Bareją umawiać się na nie więcej niż trzy dni zdjęciowe. Taki postawił warunek.

„Zdarzały się dni, że wychodziłem z domu o godzinie 9, a wracałem o drugiej w nocy. Zaczynałem od prób w teatrze. Potem była próba w telewizji, spektakl w teatrze i na koniec dnia nagranie kabaretu w telewizji” – wyliczał. Zagrał 400 ról, na które składa się 100 sztuk teatralnych, 50 filmów i 2 tys. programów. W prawie 60-letniej karierze średnio co 10 dni miał premierę. Sporo, jak na „lenia”.

Zmarnowany Chaplin

„Powinien być prowadzony w szkole teatralnej i filmowej specjalny kurs pt. Fenomen aktorstwa Jana Kobuszewskiego, ponieważ to jest aktorstwo, które zaprzecza wszelkim banalnym kanonom. Kanony powiadają, że nie powinno się przerysowywać, robić małpy, wyginać we wszystkie strony i śmiać się z własnych dowcipów, a Janek K. przegrywa, wygina i robi, a mimo to jest cudowny. Powinien, krótko mówiąc, narodzić się reżyser filmowy, który by życie poświęcił kręceniu komedii z Kobuszewskim, ponieważ warto. Tak się jednak nie stało, i Janek Kobuszewski jest zmarnowanym Chaplinem polskiego kina” – pisała o Janie Kobuszewskim Agnieszka Osiecka w „Fotonostalgii”.

Melonik Kobuszewski założył w 1981 roku, pracując na planie filmu Janusza Rzeszewskiego „Miłość ci wszystko wybaczy” z Dorotą Stalińską w roli Hanki Ordonówny. Brawurowo zagrał wówczas komika Tadeusza.

Czy tak jak pisała Osiecka, prawdą jest, że się na nim nie poznali? Patrząc na niekończącą się listę widowisk, na czele z najbardziej kultowymi – „Kabaretem Olgi Lipińskiej”, „Kabaretem Dudek”, „Rozmowami przy wycinaniu lasu” czy „Wielokropkiem” – nie. Spoglądając na spektakle z niemal 60-letniej kariery – „Wariatkę z Chaillot” Bohdana Korzeniewskiego, „Beatrix Cenci” Jana Kreczmara, „Dziady” Kazimierza Dejmka, „Nieboską komedię” Adama Hanuszkiewicza, „Kogut zawinił” Zygmunta Hubnera, „Księżniczkę na opak wywróconą” Krystyny Meissner, „Świętoszka” Helmuta Kajzara, „Sen nocy letniej” Wandy Laskowskiej czy „Czekając na Godota” Antoniego Libery – również nie. Zaglądając do telewizyjnej ramówki, w której zawsze na którymś kanale znajdziemy „Alternatywy 4”, „Poszukiwany, poszukiwana”, „Nie ma róży bez ognia”, „Brunet wieczorową porą” czy „Lata dwudzieste… lata trzydzieste” – także nie. Ale już przypominając sobie, jak niewiele czasu ekranowego miał na ogół w filmach i serialach Kobuszewski, można przyznać Osieckiej rację.

Karta miała szansę pomyślnie się odwrócić w latach 80., gdy Janowi Kobuszewskiemu zaproponowano główną rolę w „Akademii Pana Kleksa” Krzysztofa Gradowskiego. Ze względów zdrowotnych musiał jednak odmówić, a jego miejsce zajął Piotr Fronczewski.

Kilka lat przed odejściem na emeryturę też nie trafiła mu się żadna większa rola przed kamerą. Kobuszewski pojawił się w „Złocie dezerterów”, „Rysiu” i „Małej maturze 1947”. Znowu na krótko. Choć, jak zwykle nie tak, by przemknąć niezauważonym. To nie udawało mu się nigdy.

Jan Kobuszewski: bóg, małżeństwo, rodzina

Z żoną Hanną Zembrzuską-Kobuszewską poznali się na szkolnym korytarzu, podczas egzaminów wstępnych na wydział aktorski, a pobrali w 1956, zaraz po skończeniu nauki w PWST. Ponad 60 lat stałego związku. Wychowali razem córkę Mariannę. Życie wystawiło ich związek na próbę, gdy oboje poważnie zachorowali. W latach 80. Kobuszewski zmagał się z rakiem jelita. „Miłość czyni cuda! Gdyby nie Hania, nie pokonałbym choroby. Była przy mnie w najcięższych chwilach” – podkreślał w wywiadach.

Dyskusje na temat spraw prywatnych ucinał. Konsekwentnie powtarzał, że „dom to twierdza”. Opisywał, że nawet gdy nie było jeszcze plotkarskich gazet i paparazzi, bronił swojej prywatności i nigdy nie walczył o popularność. W domu wpojono mu wartości, którym starał się być wierny. Jak mówił, najważniejsze są Bóg, małżeństwo i rodzina. 80. urodziny świętował na Jasnej Górze. Wiara w Boga zawsze była dla niego ważna. Niewiele brakowało, a zostałby księdzem. Żartował, że zabrakło mu pobożności, więc ostatecznie zachował się odwrotnie do polskiego papieża (Jan Paweł II przed zostaniem księdzem był aktorem – przyp. red.). „Nie jestem dewotem” – przekonywał.

W czasach politycznego wykorzystywania religii Kobuszewski nie wchodził w spory. Wyznawał zasadę, że podstawą szczęścia jest tolerancja. I oczywiście uśmiech, bo, jak twierdził, po to zostaliśmy stworzeni przez Boga, żeby cieszyć się z życia. „Chrystus bardzo rzadko się złościł. Dlatego też mam trochę pretensje do tych kaznodziejów, którzy przedstawiają Chrystusa karzącego. Ja widzę Go uśmiechniętego. Taki był!”.

Z telewizją, jak z kobietą

Kobiety uwielbiał. W jego najbliższym otoczeniu najpierw były siostry i matka, później żona i córka. Do telewizji zawsze wracał z sentymentem, jak do rodzinnego domu. „Kiedy zaczynałem, telewizja była bardzo małą dziewczynką. Załóżmy, że jestem gentlemanem, więc będę się o niej wyrażał jak najlepiej”. Na mały ekran trafił niedługo po tym, jak powstała TVP. W grudniu 1955 po raz pierwszy pojawił się w satyrycznym „Wielokropku” w duecie z Janem Kociniakiem. Na „Wielokropku”, jak relacjonował po latach Kobuszewski, testowano działanie pierwszego magnetowidu.

Do historii telewizji Jan Kobuszewski przeszedł także dzięki pierwszemu polskiemu serialowi „Barbara i Jan”. Janinę Traczykównę i Jana Kobuszewskiego w komediowym kryminale o początkującej dziennikarce i doświadczonym fotoreporterze gazety „Echo” widzowie poznali 5 stycznia 1965 roku.

Ale relacja z telewizją miała też dużo gorsze momenty. Na przykład po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy Kobuszewski postanowił, jak wielu jego kolegów, dołączyć do bojkotu. Jako etatowy aktor Teatru Telewizji musiał liczyć się z konsekwencjami. Dziewoński, jako dyrektor Teatru Kwadrat, został pozbawiony stanowiska, a Kobuszewski pracy. W 1982 teatr na trzy lata przestał działać i stał się drugą sceną Teatru Na Woli.

Wężykiem, wężykiem…

Dystansował się od polityki. Gdy kiedyś w jednym z wywiadów zapytano go o transmisję obrad sejmu, przyznał, że śledzi, ale na rozmowę o refleksjach namówić się nie da. Komentując otaczającą go rzeczywistość, mówił o rozrywce, która straciła swój dawny urok, inteligencję, dwuznaczność. Przyznawał, że drażnią go dzisiejsze kabarety, żarty, szydzące ze wszystkiego i wszystkich. Uważał, że dziś, gdy nie ma cenzury, przyzwyczailiśmy się do tego, że wszyscy mówią wprost, próbując rozbawić, obrażając „prawie z nazwiska”. Przestrzegał przed robieniem z komedii szmiry, a z komediowego grania tandetnej szarży.

„Wężykiem, wężykiem” ze skeczu „Ucz się Jasiu” zapisało się w polskiej popkulturze, podobnie jak teksty dziadka Jacka Marii Poszepszyńskiego z słuchowiska „Rodzina Poszepszyńskich” – „trzask, prask i po wszystkim”, „psia mać”. Jan Kobuszewski nie słyszał, jak kolejne pokolenia je powtarzają, bo „chodził ze zbyt nisko zwieszonym łbem”. Zupełnie nie po królewsku.

***

Jan Kobuszewski nie żyje

Kobuszewski zmarł w sobotę, 28 września, o godz. 9. Informację potwierdziła rodzina zmarłego – podało Polskie Radio RDC. O śmierci aktora poinformowała PAP z kolei dyrekcja Teatru Kwadrat. 19 kwietnia aktor świętował 85. urodziny.

Gliński jak komuch walczy z artystami

Agnieszka Holland nie po raz pierwszy krytykuje władzę Prawa i Sprawiedliwości. – „Najpierw skutecznie podzieliła społeczeństwo, a teraz poszerza stan posiadania środkami, które są trywialne, bo to pieniądze, ale skuteczne” – powiedziała reżyserka w wywiadzie udzielonym „Wysokim Obcasom”. – „Jednocześnie wprowadza ideologiczny zamęt. I doprowadza do sytuacji bliskich faszyzmowi. Odradzają to, co było pomysłem ONR-u czy części endecji przed wojną: katolickie państwo narodu polskiego. Przyznał to zresztą Kaczyński oficjalnie” – dodaje reżyserka.

Holland mówi także o propagandzie, stosowanej przez obecnie rządzących. – „Choć toporna i chamska, jest skuteczna! Mnie się wydawało, że ludzie nie dadzą się nabrać, że przecież już to widzieli” – przyznała reżyserka.

Jej zdaniem, ta propaganda odpowiada na autentyczne lub rozpalone lęki. Jako przykład podaje relokację migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. – „Zakłamując rzeczywistość, manipulując faktami, władza doprowadziła do tego, że w ciągu paru miesięcy stosunek Polaków do uchodźców zmienił się z obojętnego i raczej współczującego we wrogość, w przekonanie, że uchodźców należy tępić jak robactwo. Jarosław Kaczyński i jego ludzie zupełnie się nie powstrzymują od tego, by używać języka otwarcie nazistowskiego. I to się okazuje skuteczne. Populiści odświeżają idee już zużyte i – jak się zdawało – skompromitowane, a jednak okazuje się, że one się łatwo odradzają” – stwierdziła Holland.

Reżyserka mówiła o roli artystów i znaczeniu ich twórczości. – „Tamta władza [PRL] bardziej bała się sztuki, bo ją szanowała. Dzisiejsza boi się mniej. Zresztą Lech Kaczyński również szanował artystów, spotykałam się z nim kilkakrotnie, rozmawialiśmy, zabiegał, bym go zrozumiała, i chciał zrozumieć mnie” – mówiła Holland.

Według niej, „nowe pokolenie polityków ma w dupie wszystkich artystów”. – „Myślę, że nie boją się sztuki, że ją lekceważą. Gliński oczywiście z artystami walczy, ale jego młodsi pomagierzy traktują nas z buta” – podsumowała Agnieszka Holland.

Pisowskie komuchy znajdą miejsce tam, gdzie ich poprzednicy – komuchy.

Kmicic z chesterfieldem

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24…

View original post 1 798 słów więcej