PiS jest akuszerem faszyzmu

Kiedy dziewięć lat temu przyszedł na świat mój syn, byłem przekonany, że będzie żył w rzeczywistości dużo lepszej od tej, w której ja przeżyłem swoje dzieciństwo i lepszej od tej, w której przeżywam swoją dorosłość. Jednego byłem pewien. Byłem przekonany, że mój syn nie będzie żył w kraju, w którym państwo będzie sankcjonowało przemoc, dogmaty jednej religii i jednego wyznania będą miały wpływ na działania legislacyjne państwa, a telewizja publiczna będzie różniła się od tej z wczesnych lat osiemdziesiątych wyłącznie tym, że spikerzy nie będą umundurowani.

Kiedy w 2016 roku, urodziła się moja córka, nie byłem już tak optymistycznie nastawiony, wydawało mi się jednak, że ten bogobojny ludek, „swój rozum ma” i że istnieje jeszcze jakaś granica, jakaś miara, która sprawi, że ci, którzy próbują zrobić z tego kraju połączenie bananowej republiki, w której katolicka wersja faszyzmu łączy się z putinowską kpiną z demokracji, zostaną w jakiś sposób zweryfikowani, że ten bogobojny ludek nosi w sobie jakiś rodzaj „umiłowania wolności”, o którym tyle napisano na tej ziemi wierszy, którą na stronicach tylu ksiąg opiewa się i hołubi. Głupi ja.

Więc, kiedy wraz z kolejnymi kompromitacjami tej władzy, przy których „ośmiorniczki” to tylko niepoważny numer kilku buców, którym się wydawało, że nikt się nie dowie, kiedy po tym, jak ta władza jawnie i wprost pokazuje, że za nic ma zasady, którymi kierują się zachodnie demokracje, po tym, jak ta władza bije w każdą instytucję, która tę władzę miałaby kontrolować w jej faszystowskich dążeniach, po tym, jak prominentni funkcjonariusze tej władzy przyłapywani są na kłamstwach, oszustwach i szczeniackich numerach z jakimś trollingiem w sieci, po tym, jak ta władza skazuje tych, którzy przeciwko zapędom tej władzy protestują i umarza postępowania przeciwko tym, którzy tych protestujących biją i lżą, kiedy wobec tego, tej władzy wciąż rośnie społeczne poparcie, kiedy im rosną sondażowe słupki, kiedy ten bogobojny ludek wciąż jest tą władzą zachwycony i tę władzę nieustannie, z coraz większą mocą popiera, w imię swojego poczucia sprawiedliwości, w swojej istocie „ludowego” więc ze sprawiedliwością mającą, mniej więcej, tyle wspólnego co „ludność” ma wspólnego z tym, co nazywamy „społeczeństwem”, wobec tego wszystkiego, kiedy przyglądam się moim dzieciom, z ogromną obawą patrzę w przyszłość. Ich przyszłość.

Zastanawiam się, czy mój syn nie zostanie kiedyś „wezwany do służby ojczyźnie z bronią w ręku” i z „głową na karabinie” nie zalegnie w jakimś okopie, kiedy już na wszystkich się obrazimy i zostanie mam wyłącznie „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Święta Trójca. Wieczny pretekst i wieczne usprawiedliwienie. Czy moja córka nie zostanie pozbawiona prawa decydowania o własnym ciele i własnej płodności, ponieważ grupa mężczyzn uzna, że to się spodoba jakiemuś Bogu, który dla nich akurat wydaje się, z jakiegoś powodu, punktem odniesienia, ponieważ jakiś bezdzietny, schorowany, starzejący się kawaler uznał, że nie ma moralności poza Kościołem, tak jak kiedyś miało nie być poza nim zbawienia.

Ja tutaj uprawiam taki patos, którego sam się brzydzę, i który mnie samego trochę śmieszy, a trochę przeraża, ale to dlatego, że do niedawna myślałem, że przebudzenie tego bogobojnego ludu nastąpi, kiedy wstrząśnie nim małość tej władzy, jej pokraczność i nieudolność. Myliłem się, ponieważ pokraczność i nieudolność tej władzy jest szyta na miarę, dlatego świetnie się w tym fasonie czuje ów bogobojny ludek.

Dlatego współczuję moim dzieciom, że przyszło im żyć w ojczyźnie „wielkiego papieża Polaka”, ponieważ żadne przebudzenie nie nastąpi. Nie nastąpi dlatego, że po tych wszystkich latach, przez które ten ludek żywił w sobie przekonanie o swojej wyjątkowości, o swoim powołaniu do rzeczy wielkich, po tym wszystkim, co się na tej ziemi wydarzyło i wciąż się wydarza, przebudzenie wiązałoby się z bolesną świadomością, że oto jesteśmy tak głęboko w dupie, że ostatni promyk światła zgasł już lata temu, a nikt nie lubi dnia zaczynać od przykrych prawd na swój temat. Otyły woli wierzyć w to, że ma lekką nadwagę, mniej urodziwy, powtarza sobie, że uroda jest rzeczą gustu, głupiec jest przekonany o swojej wyjątkowości i powołaniu go do rzeczy wielkich. Tak że, jak na razie, śpimy.

A ja patrzę na moje dzieci i myślę, że nie po to siostra mojej babki „dała głowę” w Auschwitz, żeby mi teraz rodacy „na prawicy” urządzali faszystowską Polskę. Będę o tym pamiętał w październiku, przy urnie. Państwo też pamiętajcie. Bo faszyzm nie przychodzi „gotowy”. On się robi. Powoli. Robi się przez zaniedbanie i przez krótką pamięć. Grubo? Być może. Ale w Polsce albo chudo, albo grubo. Nic pośrodku. A ja chciałem, żeby tym razem, było po polsku.

Zawsze fascynowała mnie ta fiksacja prawicy na Stany Zjednoczone. Na Amerykę w ogólności. Natomiast, kiedy mowa o amerykańskiej armii, dochodzi wtedy „na prawicy” do pobudzenia o charakterze niemal erotycznym. Wydawać by się mogło, że amerykański żołnierz to jest obiekt westchnień i uniesień prawicowych polityków. To jest jakiś archetyp męskości i ta męskość ich najwyraźniej stymuluje. Tym bardziej że jest w ten archetyp wpisana jakaś przemoc. A ta, z kolei, na prawicy, zawsze cieszy się uznaniem.

Więc, kiedy poseł Sasin odnosi się do wizyty Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych i mówi o tej wizycie, że jest to „absolutny przełom” w relacjach Polski ze Stanami Zjednoczonymi, nie jestem tym entuzjazmem specjalnie zaskoczony. Przeciwnie. Entuzjazm posła Sasina wydaje mi się „absolutnie” naturalny.

Jest tak dlatego, że wizyta dotyczy „obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce”, a mówiąc ściśle „deklaracji bardzo silnej obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce, z konkretami, ze wskazaniem konkretnych miejsc, gdzie będą ulokowane siły amerykańskie”.

Czyli znowu to, co „Tygryski lubią najbardziej”, mianowicie, amerykańskie wojsko. „Absolutnie”. Amerykańskie „siły”. Siła i moc naszego sojusznika. Cóż bardziej pobudzającego dla posła Sasina.
„Absolutnie” nic.

Czy nie czujecie Państwo mrowienia na dnie żołądków? Czy nie wędrują wam po plecach przejmujące dreszcze? Wyobraźcie to sobie: Umundurowani, amerykańscy chłopcy, uzbrojeni po zęby w nowoczesne, śmiercionośne urządzenia i w futurystyczny sprzęt bojowy. I co? Dalej nic? Zero przyjemnego napięcia? No właśnie. Tymczasem chłopcy „na prawicy”, na samą myśl o tym, dostają gęsiej skórki.

Odnoszę wrażenie, że sytuacją modelową dla prawicy byłaby amerykańska okupacja. Wtedy poseł Sasin mógłby poczuć się bezpiecznie. Mógłby z jeszcze czystszym sumieniem powiedzieć, że doszło do „absolutnego przełomu”. Cóż to byłby za przełom, gdyby nagle okazało się, że tutaj też jest Ameryka. Wtedy, poseł Sasin, mógłby używać swojej paraerotycznej retoryki stwierdzając z jeszcze większą (Państwo wybaczą) satysfakcją, że amerykańcy żołnierze „zakorzenią się” w Polsce na stałe. Zakorzenią się „absolutnie”.

Naturalnie wizy dla Polaków jak były tak są. Ale, ostatecznie, jakie to ma znaczenie w obliczu faktu, że nam sojusznik, na terenie kraju, gotów jest zapuścić swój „korzeń”. Żadnego to nie ma znaczenia. Żadnego. „Absolutnie”.

Obserwując polską scenę polityczną po stronie opozycji zauważalna jest rosnąca z każdym miesiącem frustracja. Politycy nie lubią o tym mówić, gdyż zawsze w walce należy głosić pewność zwycięstwa, ale zarówno w kuluarach jak i w samym elektoracie rośnie poczucie bezsilności. Uczucie to wynika w znacznej mierze z tego, że nie ma dłużej znaczenia, jakie argumenty zostaną wysunięte, czy fakty przytoczone. Premier jak i cały obóz rządzący udowadniają dziś bowiem, że prawda nie ma w polityce znaczenia, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w ciągu ostatnich 30 lat. Kiedyś bowiem politycy również manipulowali, ale złapani na gorącym uczynku ponosili bowiem konsekwencje i kajali się przed mediami. Nie było również tak, że publicznie powtarzano stwierdzenia sprzeczne z faktami, które można sprawdzić w 3 sekundy za pomocą Googla. Mateusz Morawiecki już dziś jest pierwszym urzędującym premierem z wyrokiem za kłamstwo, ale polityk nic sobie z tego nie robi i brnie dalej w kolejne oszustwa, wprawiając bezczelnością w szok. Szef rządu w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” odpierał zarzuty o populistyczne i destrukcyjne dla gospodarki podwyższanie płacy minimalnej powołując się na argument w postaci korelacji zamożności krajów i wysokości najniższego wynagrodzenia:

“Nie bez powodu najwyżej rozwinięte dziś państwa Zachodu, Szwecja, Holandia, Niemcy, Dania, mają najwyższe płace minimalne”.

Był to element podważania wiarygodności całego przekazu oponentów:  “Narracja KO kompletnie się nie klei. Mamy w okresie rządów czterech lat PiS najwyższy przyrost średniego wynagrodzenia w porównaniu z poprzednimi kadencjami wszystkich poprzednich rządów. Generalnie całość wzrostu płac jest spójna z tempem podnoszenia płacy minimalnej”.

Problem jednak w tym, że Mateusz Morawiecki powołał się na przykłady krajów, które nie dość, że nie mają wysokiej płacy minimalnej, to na dodatek… nie mają jej w ogóle zapisanej w prawie. Będące wzorem państw dobrobytu Szwecja i Dania nie posiadają tego typu regulacji, a jednak mimo to nie są strefami głodowych wynagrodzeń. Jest wręcz przeciwnie, te dwa kraje są w czołówce państw jeśli chodzi o udział płac w PKB i niewielkie rozwarstwienie dochodów populacji. Wszystko to udało się bez płacy minimalnej. Jednak warunkiem sukcesów opiekuńczych krajów nordyckich było postawienie na wolność gospodarczą. Uchodzące za oazę socjalizmu kraje północy Europy są bowiem równocześnie swoistymi liderami indeksów wolności gospodarczej i innowacyjności gospodarek. Są to zatem kraje kapitalistyczne, które wtórnie użyły zasoby do prowadzenia szerokich programów socjalnych.

W przypadku Niemiec premier także był daleki od prawdy. Ten kraj uchodzi od dawien dawna w narracji PiS za symbol sfinansowania dobrobytu, jednak za Odrą płaca minimalna pojawiła się dopiero w 2015 roku. Nasz zachodni sąsiad nie zawdzięcza zatem swojej pozycji takiemu rozwiązaniu, ale raczej bogactwo pozwoliło Niemcom sfinansować taką politykę.

Tworzenie tak elementarnych fake newsów przez szefa rządu powinno skończyć się w cywilizowanym kraju dymisją, jednak PiS doprowadził do takiej radykalizacji sceny politycznej, że obywatele są już na wszystko znieczuleni. Premier kłamczuszek, szef Najwyższej Izby Kontroli zamieszany w nielegalny sexbizes czy szef KNF grożący szefowi prywatnego banku. Od upadku standardów oczekiwanych od polityków jest jednak tylko krok do upadku samego państwa.

Ciemnogród PiS wcale nie jest taki sobie zbaraniały, jest właśnie poprzez głupotę niebezpieczny, będą wszystko robić, aby nie oddać władzy, oszukiwać, manipulować, a nawet przelewać naszą krew.

Kmicic z chesterfieldem

Nielogiczne? Nie martwcie się. Jeżeli PiS wygra wybory, to takie informacje nie będą Was więcej niepokoić. Po prostu nie będzie miał kto o tym informować. #wolneMedia

Jachira: Zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra

– Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra. Muszę [być pewna siebie], bo gdybym w to nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wszystko co robię, to robię to, w co wierzę – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Prowadzę bardzo aktywną kampanię. Codziennie jestem na ulicy. Cały czas rozmawiam z ludźmi i naprawdę wierzę w to, że my jesteśmy w stanie wygrać i uważam że tylko mocny przekaz, który pokazuje całą obłudę obecnej władzy… Po prostu marzę o wolności, o tym, żeby każdy w moim, naszym kraju mógł żyć tak, jak chce – dodała.

Jachira: Gombrowicz też byłby hejtowany tak…

View original post 2 010 słów więcej

 

Reklamy

Gnojki pisowskie

Zbigniew Hołdys o na polityce historycznej polityków PiS w kontekście obchodów rocznicy Porozumień Sierpniowych.

– Morawiecki w sierpniu 1980 roku miał 12 lat. Duda miał 8. Brudziński miał 12 (jeszcze nie napadał na pociągi). Błaszczak miał 11. Gnojki mogły nie wiedzieć, że jest jakiś strajk i że na jego czele stoi Lech Wałęsa, lat 37. Ps. Drugi Duda służył wtedy w komunistycznym Ludowym Wojsku Polskim – za to Maleńczuk siedział w więzieniu za odmowę służby w czymś takim – napisał na Facebooku muzyk Zbigniew Hołdys.

Łupienie PiS

Władza piknikuje, dlatego nie miała czasu przeprowadzić akcji informacyjnej. Takie „drobne cwaniactwo” rządu wobec setek tys. Polaków – nieinformowanie i liczenie, że na skutek niewiedzy jak najmniej wniosków będzie złożonych” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. W poniedziałek 29 lipca (ustawowo 27 lipca, ale to sobota) mija termin składania wniosków, dzięki którym najmniejsze przedsiębiorstwa zachować mogą niższe opłaty za prąd.

Przedsiębiorcy, którzy nie złożą wniosków do poniedziałku, zapłacą rachunki wyższe o 30-40%. Jak się okazuje, oświadczenia złożyła mniej niż połowa uprawnionych, ale trudno się dziwić, bo rząd PiS na składanie wniosków dał im zaledwie 28 dni. – „Otrzymaliśmy dopiero ok. 20 tys. takich oświadczeń, przy czym 10 tys. z tego wpłynęło do nas wczoraj. Jednak liczbę uprawnionych szacujemy na jakieś 350-400 tys., więc to wciąż mało. Wiele pism trafi do nas pewnie w ostatniej chwili, ale prawdopodobnie dojdziemy do jakichś 30 proc. wszystkich uprawnionych” – przyznał w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl przedstawiciel jednej ze spółek energetycznych. Sytuacja podobnie wygląda u innych dostawców prądu. „U nas także do tej pory wpłynęły oświadczenia od zaledwie kilku procent klientów, głównie instytucji publicznych” – stwierdził pracownik innej firmy.

Winę za dezorientację i chaos ponosi przede wszystkim rząd, który zbagatelizował problem i nie zadbał o sprawny system informowania przedsiębiorców. Niedoinformowanie dotyczy nawet samorządowców i włodarzy miast. – „Prezydent jednego z miast o potrzebie złożenia oświadczenia dowiedział się dopiero na spotkaniu z nami. Był tak przejęty, że chciał wysłać do naszej firmy pracownika, który pobrałby formularz, chociaż można go znaleźć w ustawie i wydrukować sobie samemu. W innym, gdzie my obsługujemy jedną część sprzedaży energii elektrycznej, a nasi koledzy drugą, do kolegów wpłynęło prawidłowe oświadczenie, a do nas jakiś papier nie tylko nie na ustawowym formularzu, ale nawet bez podpisu. Na szczęście samorządów nie ma aż tak wiele, więc jesteśmy w stanie w takich sytuacjach wyjaśniać, jak należy złożyć prawidłowe oświadczenie, ale w przypadku małych firm to jest niemożliwe” – opowiedział jeden z rozmówców portalu WysokieNapiecie.pl.

Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że spółki – na prośbę Ministerstwa Energii – zdecydowały się na przyjmowanie częściowo błędnie wypełnionych wniosków. Złożenie oświadczenia to ostatnia deska ratunku, aby zachować zeszłoroczną taryfę – od 1 stycznia 2020 r. wszystkie przedsiębiorstwa będą płaciły już wyższe stawki.

Przepełnione działaczami partii władzy spółki energetyczne pakują setki milionów złotych do partyjnych mediów, czy też PFN. Wykupują bezsensowne reklamy w nieczytanych periodykach, albo płacą za billboardy w polu atakujące sędziów. Ważnej informacji dla przedsiębiorców zabrakło” – stwierdził Krzysztof Brejza. A jeden z internautów skomentował dosadnie: -„Kolejny przykład łupienia przedsiębiorców przez PiS”.

Wzór oświadczenia można znaleźć w tekście ustawy.

Kaczyńskiego czeka los przynajmniej Janukowycza.

Kmicic z chesterfieldem

„Mija pół roku od złożenia przez G. Birgfellnera zawiadomienia w spr. oszustwa. Do dziś nie wszczęto śledztwa, ani nie przesłuchano nikogo poza pokrzywdzonym. Nie zabezpieczono też żadnych dowodów. Ta sprawa na zawsze będzie stanowić plamę na honorze polskiej prokuratury” – przypomniał na Twitterze Roman Giertych, pełnomocnik austriackiego biznesmena.

Birgfellner twierdzi, że został oszukany przez prezesa PiS, bo nie otrzymał wynagrodzenia za pracę przy projekcie budowy dwóch wieżowców na działce zajmowanej przez związaną z PiS spółkę Srebrna.

Zawiadomienie Birgfellnera zostało złożone w prokuraturze pod koniec stycznia tego roku, więc wszelkie przewidziane prawem terminy, dotyczące rozpoczęcia przez prokuraturę postępowania lub umorzenia sprawy, już dawno zostały przekroczone. Cóż, Jarosław Kaczyński jeszcze w marcu podczas wywiadu dla RMF FM zadekretował: – „Śledztwo w moim przekonaniu sensu nie ma”.

„Jak można wszczynać śledztwo w sprawie naczelnika państwa, chodzącego kryształu, lekko tylko przysypanego łupieżem, krynicy mądrości i uczciwości? Nie po to przejął wymiar sprawiedliwości i…

View original post 1 536 słów więcej

 

Kaczyński jak Gomułka

Hanna Lis na temat polityki PiS skierowanej przeciwko mniejszości LGBT.

Kaczyński to tylko reinkarnacja Gomułki. Tradycja PiS.

Kmicic z chesterfieldem

Skromność, pokora, praca.

Setki osób – mimo padającego deszczu – pojawiło się we wtorkowy wieczór na Długim Targu w Gdańsku, aby zaprotestować przeciw temu, co wydarzyło się podczas Marszu Równości w Białymstoku. Kibole i chuligani zaatakowali tam uczestników tego przemarszu. – „Ci ludzie, którzy bili, którzy nienawidzili też są ważni. Dlaczego? Bo oni bardzo się boją, bo nienawiść i agresja bierze się ze strachu” – mówił do zgromadzonych w Gdański Paweł Lęcki, nauczyciel z Sopotu, który wymyślił hasło „Strefa wolna od stref” w odpowiedzi na naklejki prawicowego tygodnika „Strefa wolna od LGBT”.

Demonstracja w Gdańsku odbywała się pod hasłem „Strefa wolna od stref – pokażmy, że miłość wygrywa”. – „Solidarność z osobami dyskryminowanymi to nasz obowiązek. Bierność prowadzi do strasznych rzeczy” – mówili organizatorzy protestu z Młodej Zarazy, która powstała z połączenia grup: Młodzi ponad Podziałami, Strajk Uczniowski oraz Trójmiejski Strajk Klimatyczny.

„Nas, młodych ludzi, oburza, że w kraju, gdzie…

View original post 532 słowa więcej

 

Westerplatte jest polskie, a nie pisowskie

Wczoraj byliśmy świadkami kolejnego etapu procesu legislacyjnego, który ma doprowadzić, by to miejsce [Westerplatte] zostało przejęte przez państwo polskie. Nie byłoby w tym pewnie nic złego, gdybyśmy wszyscy wspólnie, przy jednym stole ustalili, jak ma wyglądać pamięć tego miejsca. Za naszymi plecami napis „Nigdy więcej wojny”. Nie wiem, czy on tu zostanie nie wiemy, podobnie jak nie wiemy, czy zostanie pomnik, ale wiemy jedno, że metodami siłowymi, bo za takie należy uznać specustawę, państwo, które mieni się państwem polskim, ale jest de facto państwem jednej siły politycznej, chce wykorzystywać pamięć historyczną do bardzo konkretnego interesu politycznego. To boli. To bardzo smutne” – mówiła na konferencji prasowej na Westerplatte prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. 

Dulkiewicz: Czemu ma służyć dzielenie Polaków, jątrzenie, takie mówienie o Gdańsku? Mam nadzieję, że sejmowa większość, minister kultury i premier wezmą odpowiedzialność za to, jak niszczą polską wspólnotę

Mogę zadać publicznie pytanie, czemu ma służyć takie dzielenie Polaków, jątrzenie, takie mówienie o Gdańsku? Mam nadzieję, że ci, którzy biorą odpowiedzialność za swoje decyzje, dzisiaj większość sejmowa, ale także minister kultury, wezmą odpowiedzialność za to, jak dzielą polskie społeczeństwo i jak niszczą polską wspólnotę” – mówiła na Westerplatte Dulkiewicz.

Dulkiewicz zapowiada pozew przeciwko tygodnikowi „Sieci Prawdy” za okładkę i artykuł „Czy Gdańsk chce do Niemiec?”

Jeden z tygodników, który opublikował kłamliwy materiał nt. gdańszczanek i gdańszczan, który mija się wielokrotnie z prawdą, który podważa nasze przywiązanie do polskości, a który czerpie najwięcej korzyści ze spółek skarbu państwa, w ostatnich 5 latach to jest kilkadziesiąt milionów złotych. Dzisiaj miasto Gdańsk występuje na drogę prawną. W pierwszy etapie będziemy żądać sprostowania oczywistych nieprawd” – mówiła Dulkiewicz. 

Schetyna: Naszym pierwszym wyborem jest PSL, ale koalicja istnieje i jesteśmy gotowi do tego, żeby wejść z nią intensywnie w kampanię wyborczą, licząc na to, że PSL dołączy

– Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć. Naszym pierwszym wyborem jest Polskie Stronnictwo Ludowe. Ale też bardzo wyraźnie chcę powiedzieć, że koalicja istnieje i będzie istniała i jesteśmy gotowi do tego, żeby wejść z nią intensywnie w kampanię wyborczą, licząc na to, że dołączy, podejmie współpracę z nami Polskie Stronnictwo Ludowe – mówił Grzegorz Schetyna podczas konferencji prasowej.

Biedroń: Apeluję do prezesa PSL-u, żeby jak najszybciej zakończył rozdzieranie szat i usiadł do stołu, szczególnie, że to jest rozsądny facet

Dziwię się, że Władysław Kosiniak-Kamysz boi się Wiosny, SLD czy Zielonych. On był w koalicji z SLD, gdzie była Joanna Senyszyn, Izabela Jaruga-Nowacka, które walczyły o równouprawnienie kobiet i mężczyzn, o prawa LGBT, o prawo do przerywania ciąży i wtedy to nie przeszkadzało. Apeluję do prezesa PSL-u, żeby jak najszybciej zakończył rozdzieranie szat i usiadł do stołu, żebyśmy byli w stanie ze sobą rozmawiać, szczególnie, że to jest rozsądny facet” – mówił w rozmowie z Jackiem Żakowskim w Poranku Radia TOK FM lider Wiosny, europoseł Robert Biedroń.

Więcej >>>

Inflacja, drozyzna, spadek dobrostanu. Wyczyny Morawieckiego

Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych oceniło, że dobrobyt Polaków po latach dynamicznego wzrostu zaczął spadać. Za niekorzystnymi zmianami mają stać z jednej strony rosnące koszty życia, a z drugiej trudności na rynku pracy.  Ujmujący w kategorie liczbowe standard życia społeczeństwa Wskaźnik Dobrobytu spadł bowiem w czerwcu w stosunku do swej wartości z maja. To trzeci miesiąc z rzędu, gdy statystyki się pogarszają. Najlepszy okres w tym obszarze mamy zaś dawno za nami, ponieważ wskaźnik dobrobytu osiągnął rekordową wartość w styczniu 2017 roku.

Standard życia naszego społeczeństwa spada przede wszystkim z powodu inflacji. Ta pochłania bowiem część wzrostów wynagrodzeń i uderza po kieszeni najuboższych. Według GUS inflacja sięga obecnie 2,4 proc., najgorzej jest zaś w kategorii żywności, gdzie ceny rosną o aż  5 proc. rok do roku. Wielu Polaków z niepokojem obserwuje etykiety na sklepowych półkach, gdzie w przypadku niektórych produktów ceny potrafią osiągać wzrosty wręcz spektakularne. Klęski żywiołowe w rolnictwie doprowadziły choćby do tego, że ceny warzyw wzrosły o aż 22,6%. w tym samym czasie pieczywo zdrożało o 10%, wieprzowina o 12,1% a cukier 20%. Inflacja jest obecnie najwyższa od 2017 roku.

Jednak galopujące ceny nie są jedynym zmartwieniem rządzących, którzy mogą zaniepokoić się spadającymi wskaźnikami społecznymi.

Ostatnie lata charakteryzował szybki spadek bezrobocia związany z dynamicznym wzrostem zatrudnienia, który potrafił wchłonąć nawet całą falę imigracji z Ukrainy. Jednak trend w tym obszarze się załamał, kiedy zatrudnienie zarówno w maju jak i w kwietniu zmniejszyło się o ponad 13 tysięcy etatów. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 6 lat temu, kiedy gospodarka musiała mierzyć się z ostatnimi efektami wielkiego kryzysu finansowego.

Opisane zjawiska mogą budzić uzasadniony niepokój premiera i jego otoczenia. Dobra koniunktura gospodarcza była potężną tarczą na każdy atak oponentów. Pogorszenie nastrojów społecznych może szybko zaś przerodzić się w szukanie winnych, za których rządzący mogą łatwo zostać uznani. W obliczu spodziewanego spowolnienia gospodarczego jest to wizja, z którą Nowogrodzka musi się poważnie liczyć.

PiS nie odda władzy po przegranych wyborach. Wytoczą krew Polaków.

Kmicic z chesterfieldem

„Mam nadzieję, że za takie okładki Karnowscy doczekają się wreszcie kary. To już przechodzi ludzkie pojęcie, do jakiego stopnia można się upodlić, żeby przypodobać się PiSowi. Prezydent Gdańska wybrało 84% mieszkańców. Zestawiać nas ze swastyką?” – tak jedna z internautek podsumowała okładkę najnowszego wydania prawicowego tygodnia „Sieci”. Redaktorem naczelnym pisma jest Jacek Karnowski, a jego brat Michał (poza publikowaniem w nim tekstów) zasiada we władzach spółki Fratria, która pismo wydaje.

Na okładce najnowszego numeru tygodnika widnieją fotografie prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, jej poprzednika, zamordowanego w styczniu tego roku Pawła Adamowicza oraz Donalda Tuska. Otoczeni są m.in. flagami ze swastykami, a tytuł głosi: „Czy Gdańsk chce do Niemiec?”.

„To z bezsilności. Gdańsk ich uwiera! To wolne Miasto wolnych Ludzi i nie mogą nic z tym zrobić. Wiedzą, że jak spróbują na siłę – będzie jak z poprzednią komuną. Potkną się, połamią sobie te spróchniałe kły i skończą na śmietniku. Prawdziwi Polacy…

View original post 2 566 słów więcej