Kononowicz, nowy autorytet PiS

„Youtuber Kononowicz, nie będzie niczego” i zarzut wobec SSN Iwulskiego, że składał przysięgę Związkowi Radzieckiemu. Nieprawdopodobne ustne uzasadnienie sędziego zakwestionowanej Izby Dyscyplinarnej SN R. Witkowskiego. Izba, która orzeka mimo uchwały 3 izb SN” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM, który obserwował rozprawę w tej Izbie. Do wpisu dołączył nagranie z tą wątpliwej jakości przemową.

Ryszard Witkowski ewidentnie ma problem z pogodzeniem się z uchwałą trzech Izb SN, które – powołując się na wyrok TSUE – orzekły, że Izba Dyscyplinarna, w której on zasiada nie jest sądem. Tokował więc, że nie rozumie, na jakiej podstawie podjęto tę uchwałę. Atakował prezesa Izby Pracy SN Józefa Iwulskiego – tego samego, którego Andrzej Duda wskazał na p.o. obowiązki I Prezesa SN, kiedy PiS forsował ustawę o wcześniejszym przenoszeniu sędziów w stan spoczynku, chcąc pozbyć się Małgorzaty Gersdorf.

Witkowski atakował też rzecznika SN, który – jego zdaniem – „podważa decyzje pana prezydenta, mówi, które orzeczenia są ważne i że nie ma Trybunału Konstytucyjnego”. – „W tym momencie nasunął mi się youtuber. Nazywa się Kononowicz. I on swego czasu rzucił chyba takie hasło, żeby niczego nie było” – stwierdził Witkowski.

A o Krzysztofie Kononowiczu zrobiło się głośno w 2006 roku, kiedy postanowił kandydować w wyborach na prezydenta Białegostoku. Jego spot wyborczy – ze słynnym stwierdzeniem: „Nie będzie niczego” – był przedmiotem kpin. Kononowicz w 2010 r. chciał zostać prezydentem Polski, ale nie udało mu się zebrać koniecznej liczby podpisów pod swoją kandydaturą.

Wielu internautów nie mogło uwierzyć, że tak może się zachowywać sędzia. – „Skoro to jest pisowska elita wśród sędziów to strach pomyśleć jak wyglądają sędziowie, którzy do takiej elity aspirują… „PiS ma nowy autorytet?”; – „Sąd Najwyższy przez lata przyzwyczaił nas do innych standardów orzekania. Sędzia Izby Dyscyplinarnej wyróżnia się na tym tle – ale chyba nie tak, jakby chciał. Uchwała połączonych izb SN to nie był przypadek”; – „Pan sędzia Witkowski chyba również będzie YouTouberem po tym wystąpieniu. „Każdy ma swój umysł i może ocenić”; – „Poraża liczba merytorycznych argumentów prawnych (zero)”.

Kmicic z chesterfieldem

Bezprawie pisowskie w kraju jest zaprowadzane z konsekwencją, ale nie logiką, bo nie można nazwać logicznymi partyjne interesy.

Polska jest psuta od podstaw prawnych, a to zemści się na każdym z nas i na naszej ojczyźnie. PiS trzeba będzie postawić przed prawem, polityków (raczej pachołków) Kaczyńskiego zobaczymy w przyszłości przed Trybunałami Stanu, zwykłymi sądami (bo np. „zasługi” korupcyjne ma każdy z polityków tej partii za paznokciami). Nie tylko Banaś, ale Morawiecki (jeden z największych krętaczy) et consortes.

Co z Kaczyńskim? Opozycja powinna dobrze rozegrać jego kwestię. Najpierw dopuścić do głosu jak największe spektrum obywateli, niech dyskutują, zainscenizować coś w rodzaju sądu historii, bądź sądu obywatelskiego.

Sformułowane zostaną zarzuty i po pewnym czasie prawnicy winni przekuć to na paragrafy.

Kaczyński powinien zgnić w więzieniu, dać mu tam szansę, aby walczył z wszami. Do tego nadaje się ten intelektualny średniak, a moralnie antyczłowiek.

Sondaże PiS-oi zaczynają niedomagać. Będą zjeżdżać w dół, bo…

View original post 1 360 słów więcej

 

Ks. Lemański obnaża Dudę

W punkt ksiądz Lemański.

Kmicic z chesterfieldem

Polska nie jest pępkiem świata, a PiS uczynił z kraju Zadupie europejskie.

Nasz kraj ma u władzy najgorszy sort polityków, których narzędziem rządzenia jest kłamstwo, rozdawnictwo i złodziejstwo.

Nikt tak w historii nie dymał narodu jak politycy PiS (Duda, Kaczyński, Morawiecki i pozostałe ancymonki), a zatem nietrudno zgadnąć, czym to może się skończyć.

Utratą niepodległości. Zasadne jest pytanie: na czyją korzyść pracują. Wszak nie na naszą.

JEDYNYM POMYSŁEM ANDRZEJA DUDY JEST REELEKCJA, A JEDYNYM CELEM PSYCHOLOGICZNYM JEST AUTOTERAPIA. MY NIE MAMY PREZYDENTA, ZATEM JEGO OBECNOŚĆ LUB JEJ BRAK NIE WPŁYWA NA “DZIANIE SIĘ” POLITYCZNE. ON MOŻE DOPEŁNIAĆ DZIAŁANIA POLITYCZNE.

Więcej Migalskiego >>>

Szczuli na Pawła Adamowicza, Krzysztofa Brejzę z rodziną. Szczuli na każdą grupę, która protestowała i której nie chcieli ustąpić, bo „ani kroku w tył”. Teraz szczują na Tomasza Grodzkiego, bo przegrali Senat. Co za ludzie.

„Świat zrobił się bardzo wielobiegunowy, i zmiana władzy w niewielkim nawet czy odległym kraju często będzie miała…

View original post 471 słów więcej

 

Tusk do PiS o sądownictwie, które jest im potrzebne, aby bezkarnie kraść

Donald Tusk ewidentnie nawiązuje do zmian proponowanych przez rząd PiS w sądownictwie.

Sąd Najwyższy wydał dzisiaj oświadczenie, w którym komentuje ustawę wniesioną do Sejmu przez PiS:

„Co znamienne, opiniowany projekt został ogłoszony na stronach Sejmu w nocy z 12 na 13 grudnia 2019 r. Nie tylko jednak data jego zgłoszenia nawiązuje do najbardziej niechlubnych kart polskiej historii. Filozofia opiniowanego przedłożenia wpisuje się bowiem w logikę, jaką kierowano się przy wprowadzaniu stanu wojennego. Ówczesny ustawodawca mimo oczywistej sprzeczności dekretu Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym z Konstytucją PRL, również oczekiwał od polskich sędziów ślepego posłuszeństwa treści przepisów zrównanych mocą z ustawą”.

„Ewidentnym celem projektu jest także doprowadzenie do obsadzenia urzędu I prezesa SN przez urzędującego Prezydenta RP, na wypadek, gdyby przegrał on wybory prezydenckie w 2020 r. Obsadzenie odpowiednią osobą funkcji I prezesa pozwoliłby na przejęcie, przynajmniej wizerunkowej kontroli nad Sądem Najwyższym oraz, co ważniejsze, realnej kontroli nad Trybunałem Stanu”. 

„Nie żyjemy i nie chcemy żyć, jako wolni obywatele dumnej Rzeczypospolitej, w państwie autorytarnym; proszę, aby ostatecznie zaniechać nienawiści do sędziów i sądów jako broni w walce o władzę”.

– Opinia Sądu Najwyższego jest miażdżąca dla przygotowanego przez PiS projektu. Pada w niej wiele ostrych, ale i trafnych opinii. Ja ocenię tę ustawę jeszcze dosadniej: po uchwaleniu tej ustawy sędziowie zostaną sprowadzeni do roli chłopów pańszczyźnianych w PiS-owskim folwarku – wypowiada się posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Aneta Mościcka (dziennikarka): Według Sądu Najwyższego projekt PiS ma wymusić na sędziach niestosowanie prawa UE i doprowadzenie do obsadzenia przez Dudę funkcji I prezesa SN, który jest jednocześnie przewodniczącym Trybunału Stanu. To prawda, Duda chce sobie zapewnić bezkarność na wypadek, gdyby przegrał”.

Prof. Marcin Matczak (Uniwersytet Warszawski): Polska zawiera umowę – z Unią Europejską – i zgadza się, że w razie sporu będzie tę umowę interpretował niezależny sąd – TSUE. Jak jest spór, PiS mówi, że ta interpretacja mu nie odpowiada, że on się tak nie bawi i że będzie sobie tę umowę interpretował sam – przez kontrolowany politycznie TK. Nie ma konfliktu między prawem UE a polską Konstytucją. Nasz TK, kiedy był jeszcze niezależny, stwierdził zgodność traktatów UE z Konstytucją, w tym zgodność z Nią przepisów o kompetencjach TSUE. Te wyroki wiążą PiS, niech więc nie prowadzi propagandy, że musi bronić Konstytucji”.

Kmicic z chesterfieldem

Prezes NIK nie zasypia gruszek w popiele… Jak donosi RMF FM, Marian Banaś właśnie znowelizował zarządzenie dotyczące kompetencji nowych wiceprezesów NIK podczas zastępowania go w obowiązkach.

A tymi nowymi zastępcami Banasia są – przypomnijmy – byli posłowie PiS Tadeusz Dziuba i Marek Opioła. Nazwisko Dziuby pojawiło się na dymisji Banasia, której prezes NIK nie chciał podpisać. A więcej na ten temat w naszym artykule „Znikająca dymisja! Czy Witek odesłała pismo Banasia?”

Wracając do zarządzenia wydanego przez Banasia, jego obecni zastępcy nie będą mogli wiele zrobić podczas ewentualnej nieobecności prezesa NIK.  Nie mogą np. modyfikować upoważnień udzielonych przez prezesa NIK ani zmieniać struktury instytucji.

Poza tym wiceprezesi NIK nie mają też niemal żadnych uprawnień w kwestiach personalnych. Jak to określił w rozporządzeniu Banaś, nie mogą samodzielnie decydować w sprawach „nawiązywania, zmiany lub rozwiązywania stosunku pracy z pracownikami NIK”. Nie wprowadzą więc swoich ludzi do urzędu.

A przecież nie dalej jak w…

View original post 1 122 słowa więcej

 

Morawiecki, jak złodziej złapany na gorącym uczynku, krzyczy: Łapać złodzieja!

Do kilkuset tysięcy złotych wypłacał urzędnik z kont spółek wyłudzających VAT.

Krzysztof B., wicedyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier w Ministerstwie Finansów, pobierał nie tylko resortową pensję. Na podstawie upoważnienia do rachunków bankowych polskich spółek uczestniczących w VAT-owskiej karuzeli, z ich kont wypłacał sobie gotówkę. Środki przelewami miały iść także do szefa szkoły skarbowej – Arkadiusza B. – ustaliła „Rzeczpospolita”. Grupa w zaledwie trzy lata wyłudziła aż 5 mln zł.

SOWITE WYPŁATY

Sprawę dotyczącą wysokich urzędników Ministerstwa Finansów, którzy przyszli do resortu, by ścigać oszustwa podatkowe, a tymczasem sami mieli się ich dopuszczać, okradając państwo z podatku, „Rzeczpospolita” ujawniła pod koniec października. Zarzut zorganizowania i kierowania mafią VAT oraz oszustw podatkowych ma nie tylko Krzysztof B., ale również Arkadiusz B. – który był szefem Krajowej Szkoły Skarbowości przy MF. Obaj – jak twierdzi prokuratura – wyłudzali VAT, pracując w resorcie. Zostali zwolnieni w normalnym trybie – Arkadiusz B. niespełna dwa miesiące przed zatrzymaniem.

W śledztwie prowadzonym od blisko dwóch lat przez Zachodniopomorski Wydział Prokuratury Krajowej w Szczecinie i Centralne Biuro Śledcze Policji, zarzuty usłyszało dotąd 15 osób – nie tylko podwładni Mariana Banasia z czasów kiedy był w ministerstwie, ale także szef jednego z największych w kraju urzędów skarbowych – Andrzej S.

„Rzeczpospolita” ustaliła, w jaki sposób pieniądze ze zwrotu VAT trafiały do urzędników. Krzysztof B. wypłacał sobie gotówkę z kont polskich spółek uczestniczących w VAT-owskiej karuzeli. – Były to kwoty od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. A także jedna większa wypłata rzędu kilkuset tysięcy złotych – mówią nasze źródła. Jako tytuł B. podawał m.in. że jest to wypłata wynagrodzenia, zaliczka na wynagrodzenie czy na zakup nieruchomości. Dziś już wiadomo, że w spółkach, które wykazywały fikcyjny obrót biżuterią i tarcicą, a powiązanych ze sobą osobowo, brała udział m.in. matka Krzysztofa B. i pracownica z jego kancelarii prawnej. Sprawdziliśmy rejestry spółek – co najmniej jedną z nich B. założył w Czechach na krótko przed objęciem dyrektorskiej posady w ministerstwie.

Właśnie o zwrot VAT występowano do urzędu skarbowego w Warszawie – a ten, kierowany przez ówczesnego naczelnika Andrzeja S., zatwierdzał kolejne wypłaty (za to ma zarzuty w śledztwie). W ten sposób w ponad trzy lata (od 2015 do 2018 r.) grupa wyłudziła 5 mln zł i usiłowała naciągnąć budżet na kolejne 860 tys. zł.

„Rzeczpospolita” przeanalizowała rejestry sześciu spółek uczestniczących w karuzeli VAT. Wynika z nich, że zastosowano typowy model przestępstwa VAT – tzw. mechanizm znikającego podatnika. Krzysztof B. i inne osoby, po kilku miesiącach prowadzenia działalności (jedna ze spółek zamknęła ją po zaledwie 1,5 miesiąca!) składały wniosek o likwidację. Kiedy skarbówka orientowała się, że są to firmy słupy – dawno nie było ich ani dokumentów.

Wypłaty, których dokonywał Krzysztof B., znacznych środków z kont spółek miały miejsce w okresie od września 2016 r. do stycznia 2017 r. – czyli również w czasie, kiedy B. zajmował eksponowane stanowisko wicedyrektora „od kontroli podatków”. Być może dlatego mógł czuć się tak pewnie – wspomniany departament miał nadzór nad kontrolami podatników.

Czy te pieniądze były wynagrodzeniem jeszcze dla kogoś innego? – to bada prokuratura. Ze względu na dobro postępowania odmawia udzielenia bliższych informacji. Nieoficjalnie wiemy, że niektóre przelewy, tytułem wynagrodzenia trafiały do Arkadiusza B.

JAKIE KOMPETENCJE?

Bezpośrednim przełożonym Krzysztofa B. w resorcie był Piotr Dziedzic (dziś wiceszef KAS) – wówczas dyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier, który ściągnął go do ministerstwa z rynku. Krzysztof B. był radcą prawnym, miał m.in. kancelarię prawną założoną w Bratysławie. Obsługiwał m.in. spółki z rynku hazardowego.

Dziś wiceminister finansów Piotr Dziedzic pytany przez „Rzeczpospolitą”, co zadecydowało o tym, że B. został jego zastępcą, przywołuje notkę z jednej z uczelni opisującą szerokie kompetencje zawodowe Krzysztofa B. m.in. o tym, że Sejmie był doradcą do spraw reformy administracji publicznej i finansów publicznych, a w latach prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz pełnił funkcję naczelnika wydziału prawnego i zamówień publicznych w stołecznym ratuszu.

„Prowadzone procedury weryfikacyjne zastosowane wobec Krzysztofa B. doprowadziły 5 stycznia 2017 r. do odwołania z jednoczesnym rozwiązaniem stosunku pracy za wypowiedzeniem dokonanym przez pracodawcę oraz zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa” – informuje nas pisemnie Piotr Dziedzic, wiceszef Krajowej Administracji Skarbowej. Chodzi jednak o nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych Krzysztofa B., a nie wykrycia przestępstw VAT.

Krzysztof B. siedzi w areszcie od września 2018 r., Arkadiusz B. – od stycznia tego roku. Jak przyznaje w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej” biuro prasowe Prokuratury Krajowej „prokurator dokonał zabezpieczenia mienia podejrzanych w postaci nieruchomości, samochodów i pieniędzy o łącznej wartości 3 milionów złotych na poczet obowiązku naprawienia szkody i innych kar majątkowych”: ponad 1,1 miliona złotych na mieniu Krzysztofa B., w wysokości 505 tysięcy złotych na mieniu Arkadiusza B. oraz prawie 600 tysięcy złotych w majątku Andrzeja S.”.

Urzędnicy nie przyznają się do winy.

Morawiecki, jak złodziej złapany na gorącym uczynku, krzyczy: Łapać złodzieja!

Kmicic z chesterfieldem

– „Po obejrzeniu „Faktów” TVN, w których zaatakowano Premier Beatę Szydło, zastanawiam się, w którą stronę idzie dziennikarstwo. Czy można w tak podły sposób zestawiać ludzi o nieposzlakowanej opinii z przestępcami? Szczyt manipulacji. Może zajmie się tym Rada Etyki Mediów” – napisał na Twitterze Mateusz Morawiecki.

W głównym programie informacyjnym TVN pokazano skrót reportażu, o którym pisaliśmy w artykule „Burza po „Superwizjerze”: Szydło witająca się z gangsterami straszy sądem. Eksperci pytają o jakość służb”. Złośliwie można by zapytać, dlaczego Morawiecki nie stanął w obronie Antoniego Macierewicza, który też pojawił się w reportażu…

– „MatołUsz przestań z PiS robić ofiarę. Zapytaj się Brudzińskiego jak pokazywał zdjęcia prezydenta Komorowskiego. Albo jak PiS grał zdjęciem Tuska” – napisał internauta Tomasz Wolff. Dołączył też zdjęcia opisywanych przez siebie sytuacji. A Paweł Wroński z „GW” dodał: – „Czy to nie wPolityce publikowało zdjęcia prezydenta B. Komorowskiego z członkami zarządu SKOK Wołomin jako jednoznaczny dowód podejrzanych…

View original post 1 449 słów więcej

 

Paranoja PiS

Robert Jastrzębski, Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz – to kandydaci PiS na sędziów TK poinformował PAP dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu. Obecna trójka nieco różni się od składu, który PiS zgłosiło pod koniec kadencji poprzedniego Sejmu. Wśród obecnych kandydatów brakuje Elżbiety Chojny-Duch, którą zastąpił Robert Jastrzębski. Chojna-Duch od Onetu dowiedziała się, że PiS wycofało jej kandydaturę.

  • – Odpowiedź mieli mi dać w poniedziałek. Czemu zmienili zdanie na temat mojej kandydatury? Nie mam pojęcia. Nie tłumaczyli tego – powiedziała Elżbieta Chojna-Duch dla Onetu
  • – Teraz wnioski trafią do Komisji Sprawiedliwości w celu zaopiniowania – zaznaczył dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka
  • 3 grudnia kończy się kadencja trzech sędziów TK wybranych w czasach rządów PO-PSL: Marka Zubika, Piotra Tulei i Stanisława Rymara

O zgłoszeniach na kandydatów sędziów TK poinformował dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka. To jedyne zgłoszone kandydatury na sędziów TK. – Teraz wnioski trafią do Komisji Sprawiedliwości w celu zaopiniowania – zaznaczył dyrektor CIS.

Elżbieta Chojny-Duch od dziennikarza Onetu dowiedziała się, że PiS wycofało jej kandydaturę. – Były wcześniej rozmowy, że rozważają taką możliwość. Ale odpowiedź mieli mi dać w poniedziałek. Czemu zmienili zdanie na temat mojej kandydatury? Nie mam pojęcia. Nie tłumaczyli tego – mówi Onetowi Chojna-Duch.

Kim jest Elżbieta Chojna-Duch?

Chojna-Duch była wiceministrem finansów w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Już za rządów PiS zeznając przed komisją śledczą ds. VAT Chojna-Duch oskarżała polityków PO o przymykanie oczu na przestępstwa podatkowe. Wymieniała m.in. zlikwidowanie sankcji VAT, czyli 30-proc. kary za niezapłacony podatek. Potem okazało się, że to ona sama podpisała się w 2008 r. pod projektem, który likwidował tę karę.

Jednocześnie, gdy PiS zgłosiło ją do TK, wicemarszałek Ryszard Terlecki przyznał, że przez kilka lat Chojna-Duch zabiegała o publiczne stanowiska z nadania PiS. Zdaniem opozycji podważa to jej wiarygodność jako „świadka koronnego” komisji ds. VAT.

Robert Jastrzębski – kim jest?

Jak napisano w uzasadnieniu wniosku z jego kandydaturą, Jastrzębski jest absolwentem studiów na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 2012-2016 zatrudniony był na stanowisku profesora nadzwyczajnego na Wydziale Prawa UW, a od 2017 r. jako adiunkt w Katedrze Europejskiej Tradycji Prawnej na WPiA UW, a od 1 listopada 2019 r. profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2015 r. jest on Kierownikiem Pracowni Prawa Polskiego XX wieku, w tym od 2019 r. kierownikiem Zakładu Historii Administracji na Wydziale Prawa. Od 2016 r. jest on zatrudniony w Biurze Analiz Sejmowych na stanowisku eksperta ds. legislacji. Autor, współautor, redaktor oraz współredaktor około 100 publikacji naukowych, w tym książek.

PiS zgłasza kandydatów na TK po raz pierwszy

Klub PiS jeszcze w październiku zgłosił na miejsce odchodzących z TK sędziów kandydatury Elżbiety Chojny-Duch, Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Termin na zgłoszenie tych kandydatur zbiegł się ze zmianą kadencji Sejmu, co wywołało dodatkowe komplikacje, np. takie, że pod kandydaturami byli podpisani posłowie minionej kadencji, którzy nie zyskali reelekcji, a to obecny Sejm będzie dokonywał wyboru. Aby przeciąć spekulacje, w zeszłym tygodniu szef Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka oświadczył, że procedurę zgłaszania kandydatur trzeba będzie powtórzyć. Dodał zagadkowo, że kandydatury „mogą się powtórzyć, ale nie muszą”.

Zgłoszone przez PiS w końcu października kandydatury krytykowała opozycja zarzucając im upolitycznienie. Poseł Koalicji Obywatelskiej Marcin Kierwiński powiedział po przedstawieniu kandydatów PiS, że „mamy postępujący proces upolityczniania Trybunału Konstytucyjnego, mają do niego trafić osoby skompromitowane, które nie dostały się do Sejmu”. Szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski stwierdził, że PiS „mebluje Trybunał Konstytucyjny najgorszym sortem działaczy partyjnych”.

Przedstawiciele opozycji zapowiedzieli, że ich formacje nie będą zgłaszać swoich kandydatur również w powtórzonej procedurze wskazywania kandydatów do TK.

Wygasająca kadencja trzech sędziów

3 grudnia kończy się kadencja trzech sędziów TK wybranych w czasach rządów PO-PSL: Marka Zubika, Piotra Tulei i Stanisława Rymara. Zgodnie z regulaminem Sejmu, wnioski w sprawie kandydatów do TK składa się marszałkowi w terminie 30 dni przed upływem kadencji.

Paranoja.

Kmicic z chesterfieldem

Szanowni państwo, trzymajcie się za kieszenie i portfele, bo PiS zaczyna realizować swoje obietnice wyborcze – mówi Izabela Leszczyna o projekcie likwidacji limitu 30-krotności przy składkach ZUS. Koalicja Obywatelska chce w tej sprawie zwołania komisji finansów.

Pierwszy projekt nowej kadencji

PiS wprowadza pierwszy projekt poselski – co oznacza krótszą ścieżkę legislacji – dotyczący likwidacji limitu 30-krotności przy składkach ZUS.

– Około 400 tys. pracowników zatrudnionych na umowę o pracę, ludzi dobrze wykształconych, innowacyjnych, czyli takich, którzy mają szanse sprawić, że polska gospodarka stanie się konkurencyjna i innowacyjna. Oni będą zarabiać mniej – tłumaczyła Izabela Leszczyna z KO.

– Mimo że w kampanii wielokrotnie słyszeliśmy, że tej ustawy nie będzie, pierwsza jest właśnie ta. Dlaczego PiS to robi? Powód jest tylko jeden – do budżetu musi wpłynąć ponad 5 mld zł więcej ze składek, bo budżet nigdy nie był zrównoważony – mówiła Leszczyna.

Szukanie pieniędzy w portfelach Polaków

Projekt zakłada likwidację od 2020 roku górny limit przychodu, do którego płaci się składki na ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne. Ten zabieg ma przynieść dodatkowe 7,1 mld zł więcej. PiS potrzebuje…

View original post 1 584 słowa więcej

Banaś to kupa PiS, tak sfajdał się Kaczyński. I jak, ludu polski, waniajet kraj?

Dziennik „Rzeczpospolita” informuje – Mariana Banasia można usunąć ze stanowiska w Najwyższej Izbie Kontroli. Prezes – jak podaje gazeta – mógł zostać wybrany przez to, że wprowadził posłów w błąd.

Przywołani przez „Rzeczpospolitą” prawnicy twierdzą, że informacje, które Banaś zataił, mogą stanowić podstawę do jego dymisji. Co właściwie zrobił prezes NIK?

Marian Banaś wprowadził w błąd posłów, którzy poparli jego nominację. Polityk zataił informacje mające znaczący wpływ na jego wybór – chodzi m.in. o zaniżenie czynszu za najem kamienicy. Banaś sam przyznał się do tej praktyki w rozmowie z dziennikarzami Telewizji Polskiej. Można przypuszczać, że zabieg ten miał na celu obniżenie podatków, które płacił.

Niektórzy prawnicy twierdzą, że takie działanie można uznać za przestępstwo. „Wystarczy, że Senat lub Sejm podejmie uchwałę odnoszącą się nie do wyboru na prezesa, ale do procedury zgłoszenia kandydata, który nie podał ważnych informacji mających znaczenie dla jego wyboru przez parlamentarzystów” – przyznał jeden z przepytanych przez dziennik prawników. Jeżeli takowa uchwała zostanie podjęta przez Senat, to również Sejm będzie zmuszony do przyjęcia analogicznego dokumentu.

Banaś był wspólnym kandydatem 35 posłów Zjednoczonej Prawicy. Kontrkandydatem Banasia na to stanowisko był Borys Budka z Koalicji Obywatelskiej. Reprezentant prawicy – w sejmowym głosowaniu – otrzymał 243 głosów, jego rywal 135.

Obecnie część z posłów PiS przyznaje, że nie zagłosowałoby na Banasia, gdyby znało prawdę o jego kontrowersyjnych poczynaniach. „Zażądałbym wyjaśnienia tej sytuacji. Dziś wiemy, że CBA bada sprawę jego oświadczeń majątkowych. Dopóki byśmy takiej informacji nie otrzymali, nie sądzę, żeby było możliwe poddanie pod głosowanie tej kandydatury. Tu ewidentnie zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez pana Banasia” – przyznał Janusz Śniadek (PiS), przedstawiciel Komisji do spraw Kontroli Państwowej.

Zjednoczona Prawica zdaje się być przytłoczona kolejnymi aferami z udziałem Mariana Banasia. Niedawno okazało się, że polityk współpracował z członkiem grupy przestępczej odpowiedzialnej za wyłudzenia podatku VAT. Szefem NIK interesuje się ponadto Centralne Biuro Antykorupcyjne – instytucja sprawdza wszystkie zastrzeżenia związane z jego oświadczeniem majątkowym. Politykowi, ze względu na liczne kontrowersje i problemy wizerunkowe, grozi utrata certyfikatu bezpieczeństwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który uprawnia go do dostępu do ściśle tajnych materiałów.

PiS musiałby usunąć nie tylko Banasia, ale swoich przestępców, którzy są ministrami, takich jak Kamiński i Wąsik.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy w 2015 r. Marian Banaś został wiceministrem finansów, złożył oświadczenie, że nie ma mieszkania w Warszawie. Przydzielono mu więc 35-metrowy służbowy lokal, składający się z pokoju, kuchni i łazienki. Banaś nie płacił za wynajęcie tego mieszkania, pokrył jedynie koszty takie jak czynsz czy opłaty za media.

Z lokalu służbowego Banaś korzystał do końca października tego roku, choć – jak ustalił RMF FM – w marcu 2017 roku kupił sobie mieszkanie w Warszawie. W oświadczeniu majątkowym podał, że ma 40-metrowe mieszkanie.  Jak podaje stacja, znajduje się ono „w atrakcyjnej lokalizacji na strzeżonym osiedlu na Pradze”.

Nie wiadomo dlaczego obecny szef NIK nie opuścił służbowego lokalu po zakupie własnego mieszkania. Banaś nie chciał rozmawiać na ten temat.

– „To kolejna gruba rysa na kryształowym wizerunku szefa Najwyższej Izby Kontroli” – skomentowała te doniesienia Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego w rozmowie z RMF FM. Zaznacza, że brakuje przepisów regulujących sytuację, gdy podczas…

View original post 1 372 słowa więcej

 

Goebbelsizm Kaczyńskiego. Dyktatura ciemniaków liczy na ciemnotę ludu. Freud, durniu

Ewidentnie idą wybory, bo Jarosław Kaczyński nagle zmienia retorykę i nawołuje… do zgody.

„My nie chcemy kłótni, chcemy, byśmy się porozumieli. Ci, którzy mówią o jakichś o śmietnikach, ciągle stosują ten agresywny język, naprawdę Polsce nie służą. Kończmy z tym. Potrzebne jest porozumienie. Wiemy, że jesteśmy oblewani pomyjami, że krzyczą o jakiejś dyktaturze. To są po prostu bzdury. Gdyby była dyktatura, nie byłoby żadnej opozycji. Jesteśmy dzisiaj wyspą wolności w Europie i chcemy być dalej tą wyspą” – mówił prezes PiS podczas pikniku zorganizowanym pod hasłem: „Dobry czas dla Polski” w miejscowości Kuczki-Kolonia na Mazowszu.

„Kaczyński zapowiada koniec z agresywnym językiem. Słyszycie mordy zdradzieckie i kanalie, elemencie animalny, drugi sorcie, komuniści i złodzieje, ludzie mający gen zdrady, ubeckie wdowy, resortowe dzieci, którym polska tradycja jest obca? No!” – skomentował na Twitterze Tomasz Lis z „Newsweeka”.

Odpowiedział mu Joachim Brudziński, dziś europoseł PiS i szef sztabu wyborczego partii, ale także wieloletni bardzo bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego: – „Konsternacja. Jak to wszystko zracjonalizować? Jak przekonać Polaków, że PiS to agresja, nienawiść, zło. Jak wmówić Polakom, że chłopaki od Schetyny, np. Nitras, Arłukowicz, Grabiec, Kierwiński, Brejza to miłość, tolerancja, elokwencja, europejskość i dobroć”. – „Żadna konsternacja. Jak przekonać Polaków, że Kaczyński to agresja, tupet, arogancja j pogarda dla oponentów? W ogóle Polaków nie trzeba do tego przekonywać. Tylko ślepi tego nie widzą” – odparł na to Lis.

Internauci nie kryli oburzenia wpisem Brudzińskiego: – „Nie trzeba przekonywać, Polacy widzą i słyszą wasz nieparlamentarny język. I nie tylko mówię o prezesie. Nie wystarczy wkleić fotki z mszy czy pielgrzymki. Polacy pamiętają tę twarz” [a na zdjęciu Jarosław Kaczyńskiego podczas wystąpienia w Sejmie „bez żadnego trybu”]; – „Lis tylko zacytował pana i pana kolegów. Nie trzeba przekonywać. Tak bardzo przyczyniliście się do przesunięcia granicy, że już różnicy nie zauważacie, że wasz język jest agresywny, chamski, arogancki?”; –

„Nie trzeba przekonywać, wystarczy tylko Was posłuchać poza kampanią wyborczą…”; – „Konsternacja. Jak to wszystko zracjonalizować? Jak przekonać Polaków, że Schetyna to agresja, nienawiść, zło. Jak wmówić Polakom, że „chłopaki” od Kaczyńskiego, np. Jojo, Mazurek, Szydło, Ziobro, Morawiecki to miłość, tolerancja, elokwencja, europejskość i dobroć”.

Młyny Goebbelsowskie toczą pianę kłamstwa. W kraju mamy do czynienia z Orwellem. Polacy nie czytają, czy dadzą się jeszcze raz nabrać?

Kmicic z chesterfieldem

W ten weekend Koalicja Obywatelska przedstawiła zręby swojego programu gospodarczego. Wart 30 mld zł projekt obniżki podatków, szczególnie dla najmniej zarabiających (zysk dla zarabiających najniższą krajową w granicach 600 zł netto miesięcznie) stanowi pierwszy krok, aby rzucić wyzwanie wizji państwa zaproponowanej przez PiS.

Jak się można było spodziewać, rządzący postanowili zrobić co w ich mocy, aby uniemożliwić wyjście opozycji z ofensywą. O ile jednak sam merytoryczny zrąb propozycji konkurentów okazał się dla PiS medialnie nie do ruszenia, to ci postanowili użyć innej starej sztuczki, czyli oddalić argument poprzez pozbawienie wiarygodności jego autora. Stąd rząd ruszył ze specjalną stroną internetową prezentującą alternatywny “program” opozycji z wyborem cytatów polityków PO z przestrzeni ostatnich lat. Na Twitterze uaktywnili się politycy obozu władzy zarzucając KO brak wiarygodności i odpowiedzialności. Te próby uderzenia były mniej lub bardziej trafne, jednak zdarzały się przypadki niesamowicie niefortunne, jak atak w wykonaniu byłej rzeczniki PiS, dziś europoseł, Beaty…

View original post 2 599 słów więcej