Biznes Morawieckiego: Condor

LOT przejął linie lotnicze Condor. Kontrolowana przez PiS państwowa spółka nie zauważyła jednak, że niemiecka firma jest partnerem prowadzonego przez Lufthansę programu lojalnościowego Miles&More, a jego połączenia dalekiego zasięgu na lotnisku we Frankfurcie nad Menem są odpowiednio skomunikowane z lotami regionalnymi Lufthansy.

Po przejęciu Condora przez PiS okazało się, że narodowy niemiecki przewoźnik nie zamierza nawet pośrednio wspierać działalności LOT. Po zerwaniu współpracy Lufthansy z Condorem LOT został z długami i gigantycznym rachunkiem.

Cena zakupu Condora pozostaje tajemnicą, jest to jednak kwota od 380 do 600 mln euro.

Kmicic z chesterfieldem

Czy Polacy pozbywają się złudzeń i odkrywają, że rządzi w kraju mafia?

Że już niedługo ten kraj będzie dysfunkcjonalny z pokraką rządzącym zza kordonu ochroniarzy za pomocą ancymonków typu Mateusz Morawiecki?

Materiał TVN o agencie Tomku świadczy, iż staliśmy się republiką bananową i Unia Europejska taki twór musi wydalić, bo jest zbiorem państw demokratycznych.

Czy jest dla nas nadzieja? Wydaje się, że tak. I jedyna formacja, która może wykopać PiS od koryta to Platforma Obywatelska, która właśnie mieniła szefa. Nielubiany Grzegorz Schetyna został zastąpiony przez Borysa Budkę.

Kaczyński nauczył się, jak opozycję szczuć samą na siebie. I tutaj może być problem, iż zaraz przy nogawce Budki znajdzie się zaraz szczekający piesek pieprzący od rzeczy, w czym ostatnio specjalizuje się Zandberg.

Polska nie jest skazana na klęskę, lecz historia pokazuje, że nie potrafimy się bronić przed wrogami wewnętrznymi. Kiedyś była to Targowica, formacja toczka w toczkę podobna do dzisiejszego PiS, wówczas…

View original post 864 słowa więcej

 

Satyra o Krystynie Pawłowicz

Taką oto zabawną narrację o Krystynie Pawłowicz znalazłem na Twitterze.

Sędzia pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego to postać z groteski. Może jakiś dramaturg wziąłby jej osobę za inspirację do mrożkowskiej sztuki. Szkoda, aby taka zapyziałość przeminęła wraz z jej prochami.

Kmicic z chesterfieldem

Janina Goss, przyjaciółka matki Kaczyńskich, nie posiada żadnych umiejętności, za to przy Kaczyńskich nakradła się ze skarbu państwa.

Goss to nowotwór autorstwa Kaczyńskich, degeneruje pastwo polskie, zresztą jak obydwaj bracia (jeden wykopyrtnął pod Smoleńskiem i ponosi odpowiedzialność za śmierć 95 innych)

Janina #Goss wynajmuje powierzchnię reklamową spółce Skarbu Państwa #PGE, w której członkiem rady nadzorczej jest Janina #Goss

Podkomisja smoleńska funkcjonuje „w oparciu o roczny budżet”, a wyniki jej prac mogą być udostępnione tylko na potrzeby postępowań przygotowawczych lub sądowych – taką odpowiedź z MON uzyskał poseł klubu KO Krzysztof Truskolaski. Resort poinformował przy tym, że przewodniczący podkomisji Antoni Macierewicz nie pobiera z tytułu pełnienia tej funkcji żadnego wynagrodzenia.

Więcej >>>

Na konflikcie ewidentnie spowodowanym przez Putina także Kaczyński i Morawiecki usiłują zbić polityczny kapitał. Jednak to ich wcześniejsze błędy doprowadziły do izolacji Polski, co zawsze w naszej historii oznaczało dla nas ogromne ryzyko

Tekst Cezarego Michalskiego tutaj >>>

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku…

View original post 238 słów więcej

 

Pisowiec Kaleta zaorany przez angielskiego profesora Laurentego Pecha

PiS-owska nowelizacja ustawy o sądach to „skopiowanie przepisów przepisów obowiązujących we Francji” – przekonywał Sebastian Kaleta z PiS. Na jego słowa zareagował profesor Laurent Pech, wykładający prawo na Uniwersytecie Middlesex w Londynie. „Masz szczęście. Tak się składa, że specjalizuję się w tej kwestii” – napisał, dodając, że Kaleta nie wie, o czym mówi.

Poseł PiS i wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta był jednym z trzech przedstawicieli swojego klubu, którzy w piątek poinformowali o złożeniu w Sejmie projektu nowelizacji ustawy dotyczącej sądów powszechnych i Sądu Najwyższego. Zakłada ona dyscyplinowanie „nieposłusznych” sędziów. Tym, którzy będą podważali legalność nowej Krajowej Rady Sądownictwa i innych sędziów, groziły będą kary finansowe i wydalenie z zawodu. Na nowelizację ustawy przedstawioną przez PiS spadła fala krytyki, a opozycja i przedstawiciele środowiska sędziowskiego zgodnie wskazywali, że to „kneblowanie ust sędziom” i „próba wprowadzenia stanu wojennego w sądach”.

Kaleta stwierdził, że nowelizacja PiS to kalka z prawa francuskiego

Broniąc zmian wprowadzanych przez PiS Sebastian Kaleta stwierdził, że dyscyplinująca sędziów nowelizacja to nic innego, jak „skopiowanie przepisów obowiązujących we Francji”. Zasugerował też, że z tego powodu jej krytykowanie jest nie na miejscu.

„O ile mi wiadomo Francja jest UE, w UE są również Niemcy, w których sędziów powołują bezpośrednio politycy. Kwalifikowanie naszych partnerów z UE jako państw autorytarnych jest nie na miejscu!” – napisał na Twitterze. W podobnych słowach nowelizację komentowali wcześniej także inni posłowie PiS – m.in. Marek Ast i Ryszard Terlecki.

Na słowa Kalety odpowiedział specjalizujący się w prawie międzynarodowym profesor prawa Laurent Pech z Uniwersytetu Middlesex w Londynie, który postanowił dać politykowi PiS mały wykład.

Drogi Sebastianie Kaleto, masz szczęście! Jestem ekspertem od niezawisłości sędziowskiej w prawie francuskim, europejskim i EKPC (Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – red.). Pozwól, że wyjaśnię ci, dlaczego nie wiesz, o czym mówisz (zakładając, że nie chcesz nikogo celowo wprowadzić w błąd)

– napisał. W kolejnych wpisach wypunktował Kalecie, dlaczego jego stwierdzenie, że nowelizacja to „skopiowane przepisy z prawa francuskiego”, jest jego zdaniem nieprawdziwe.

Prawo francuskie NIE dopuszcza żadnych sankcji wobec jakiegokolwiek sędziego, który stara się stosować prawo UE zgodnie z interpretacją orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, tym bardziej, gdy mówimy o niezawisłości sądów, również ściśle chronionych na mocy francuskiej konstytucji (ponownie – jest to oczywiste dla wszystkich, oprócz kłamców i ignorantów)

– wskazał Perch, powołując się na kolejne zapisy francuskiego prawa. Jak dodał, francuskie prawo broni niezawisłości sędziowskiej i stawia ją na pierwszym miejscu.

Jak to działa we Francji, tłumaczył również korespondent „Wyborczej” z Paryża Piotr Moszyński: zgodnie z art. 10 par. 2 dekretu z 1958 roku sędziowie nie mogą wprawdzie okazywać niechęci rządowi podczas orzekania, ale nie zabrania się im uczestniczenia w zgromadzeniach politycznych czy uczestniczenia w stowarzyszeniach po pracy. Po zdjęciu togi mogą wygłaszać poglądy polityczne, a nawet należeć do partii, jeśli nie narusza to ich niezawisłości sędziowskiej – czytamy w tekście Moszyńskiego.

Brytyjski profesor na Twitterze ocenił, że politycy PiS, powołując się na zagraniczne przepisy, celowo chcą wprowadzić opinię publiczną w błąd. Skwitował:

błąd ludzi, ukrywając się za fałszywie przedstawionymi przepisami obcego prawa, w celu uzasadnienia oczywistych naruszeń zasady niezawisłości sądów z oczywistym naruszeniem zarówno polskiej konstytucji, jak i prawa UE.

Sebastian Kaleta zdecydował się odpowiedzieć na zarzuty profesora. „Żaden z twoich tweetów nie odnosi się do przepisów, które obowiązują lub są w ostatnio przedstawionej ustawie. Niestety ktoś wprowadził cię w błąd i nadużył twojego stanowiska eksperta. Niemniej jednak doceniam twój wysiłek przedstawienia wartości i przepisów, które są również obecne w polskim prawie” – napisał po angielsku.

Profesor zdecydował się ponownie odpowiedzieć politykowi PiS. „Przypominam tylko grzecznie, że to ty odwoływałeś się do prawa francuskiego, aby uzasadnić najnowszy projekt, który zasadniczo narusza wymogi praworządności UE / Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, więc poprzyj swoje stwierdzenia lub postępuj zgodnie z moją radą: „gdy jesteś w dziurze, przestań kopać” – napisał.

Kmicic z chesterfieldem

Tusk: Kidawa-Błońska jest najlepszą kandydatką do konkurowania z Dudą

W trakcie konferencji Tusk odniósł się również do wyboru Kidawy-Błońskiej na kandydatkę PO w wyścigu o prezydenturę w Polsce. – Trzymałem kciuki za obu kandydatów (Jaśkowiaka i Kidawę Błońską – red.), ale serce mi bije mocniej, że jest to Małgorzata Kidawa-Błońska – stwierdził Tusk. W jego ocenie to kandydatka „najlepsza z możliwych” do konfrontacji z Andrzejem Dudą.

– Nie zgadzam się fundamentalnie z argumentami, że jest za mało bojowa lub mało charyzmatyczna – dodał. – Kidawa-Błońska prezentuje ciepło, a nie chłód. Synonimem charyzmy nie jest bycie twardzielem. Polska polityka potrzebuje ludzi gotowych do robienia dobra i działania nie przeciwko ludziom – ocenił Tusk.

O konwencji Platformy Obywatelskiej tutaj czytaj >>>

Napisać, że ten wywiad przeprowadzono – nomen omen – na kolanach, to mało. To właściwie monolog Jarosława Kaczyńskiego, z włożonymi w niektórych miejscach pytaniami, które pasują prezesowi PiS.

Wywiad, którego udzielił…

View original post 2 858 słów więcej

 

Do Kaczyńskiego: Brunner, nie z nami takie numery. Zastraszanie sędziów

PiSowscy parlamentarzyści mają pomysł, jak dyscyplinować sędziów – alarmuje Dziennik Gazeta Prawna i podaje, że jak wynika z nieoficjalnych informacji, jego realizacja uniemożliwi sędziom podważanie decyzji przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, wskazanych przez nową KRS.

PiS przestraszył się konsekwencji orzeczenia TSUE, które było bezpośrednim powodem orzeczenia wydanego przez sędziego Pawła Juszczyszyna w Olsztynie, nakazującego ujawnienie listy sędziów podpisanych pod kandydaturami do KRS„- czytamy w Gazecie Prawnej.

Z dalszych informacji dowiadujemy się, że projekt wzorowany jest na przepisach niemieckich i francuskich oraz przewiduje możliwości karania m.in. sędziów, którzy sprzeniewierzają się zasadom wymiaru sprawiedliwości oraz szkodzą interesom stron. Sędziowie mają być apolityczni i mają mieć całkowity zakaz „rozważań politycznych”.

„Jeżeli taki projekt naprawdę pojawi się w Sejmie to na pewno nie pozostawiamy tego bez stanowczej reakcji” – mówi Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Zdaniem sędziego wprowadzenie tego typu rozwiązań jest spowodowane tym, że rządzącym nie udało się, mimo wszystkich przeprowadzonych do tej pory zmian w prawie, zastraszyć sędziów. „Choć wyobrażam sobie, że teraz będzie się nas wsadzać do więzień za orzecznictwo, to jednak wydaje się, że chodzi przede wszystkim o wywołanie efektu mrożącego. Przecież ostatecznie wszystko i tak będzie zależeć od sądów – zauważa prezes Markiewicz.

Poselski projekt ustawy ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu. Według DGP w prace nad nim, zaangażowany jest resort sprawiedliwości i otoczenie premiera. Podobno wie o nim też prezydent.

PiS jak ten wróg Klossa, więc mówmy im: Brunner, nie z nami takie numery.

Kmicic z chesterfieldem

Mówiąc cynicznie, opozycja dziś powinna po cichu wspierać Banasia i trzymać za niego kciuki i mówić „Marian, nie poddawaj się”, bo to jest sytuacja niszcząca dla PiS-u – mówi prof. Marek Migalski. – Jesteśmy państwem rozchwianym, rozmontowywanym, wewnętrznie niespójnym. Nie mam poczucia powagi polskiego państwa w tej sytuacji, bo jeżeli to państwo dopuściło kogoś takiego jak pan Banaś na jeden z najwyższych urzędów państwowych, a teraz nie potrafi sobie z nim poradzić, to to nie buduje powagi Rzeczpospolitej – dodaje

JUSTYNA KOĆ: O co chodzi w tej grze Mariana Banasia z PiS-em? Dwa dni temu wyglądało na to, że mamy układ – Banaś oddaje NIK pod kontrolę PiS-u mianując polityków tej partii na wiceprezesów NIK-u, a PiS zostawia Banasia w spokoju.

MAREK MIGALSKI: Też miałem wrażenie, że został zawarty jakiś pakt między Banasiem a PiS-em, dlatego że nominacje na wiceprezesów musiały być konsultowane z Nowogrodzką, a po drugie politycy tej partii robili wszystko na komisji pod przewodnictwem posła Szaramy, żeby to zostało szybko i sprawnie przeprowadzone. Wyglądało, że został zawarty jakiś układ, który ma pozwolić obu…

View original post 3 724 słowa więcej

 

Z Dudą można wygrać i trzeba. Prawdopodobnie dokona tego Małgorzata Kidawa-Błońska

Jarosław Kaczyński buduje IX RP, czyli III RP do kwadratu – wszystko będzie tak samo jak do tej pory, tylko bardziej: większe kombinatorstwo i kombinacje z instytucjami, większe obietnice i kto wie, może i szybsze zwroty akcji. Widać, że od wiosny, kiedy PiS uzyskał świetny wynik, partii rządzącej nie idzie coraz lepiej – mówi prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozmawiamy o rządzie, o roli Senatu, nowym marszałku i o wyborach prezydenckich. – Na dziś wygląda to tak, że kandydat PO zdobędzie najwięcej głosów, bo to partia, która istnieje 18 lat, zawsze była pierwsza albo druga. Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę nieprawdopodobnego, np. PO musiałaby wystawić Magdalenę Ogórek, żeby nie wejść do II tury. Chociaż oczywiście w polskiej polityce wszystko się może zdarzyć – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: W piątek prezydent zaprzysiągł nowy stary rząd Mateusza Morawieckiego. Co ciekawe, premier pełni też funkcję tymczasowego ministra sportu. Dziwne?

JAROSŁAW FLIS: Nie ma rzeczywiście żadnego zaskoczenia, przetasowania są chyba nawet mniejsze, niż przy powoływaniu drugiego rządu Donalda Tuska. Sprawa ministra sportu jest dość kuriozalna. Powszechnie wiadomo, jeżeli wierzyć, że minister Paruch jest osobą dobrze poinformowaną, a trudno to podważać, że

FUNKCJA MINISTRA SPORTU BYŁA ELEMENTEM ROZGRYWEK O SENAT I TO NIEUDANYCH. JUŻ SAMO PODEJMOWANIE TAKICH ROZGRYWEK NIE JEST POWODEM DO CHWAŁY, A JEŻELI JESZCZE NIE WYCHODZĄ, TO JUŻ W OGÓLE JAKIEŚ KURIOZUM. TO OCZYWIŚCIE NIE WYWRÓCI RZĄDU, ALE JEST NA PEWNO DODATKOWYM OBCIĄŻENIEM DO OGÓLNEGO BILANSU OSTATNICH WYDARZEŃ.

Widać też, że entuzjazm, gdy po raz pierwszy zdobędzie się władzę, jest dużo większy, niż gdy robi się to po raz drugi. Teoretycznie jest to trudniejsze, także patrząc na ostatnie ćwierćwiecze, gdzie przypadków oddawania władzy było znacznie więcej, niż jej zachowania. Chociażby z tego względu premier powinien bardziej się cieszyć, a przynajmniej to pokazywać.

Może rząd ma zbyt dużo zmartwień? Jeszcze kilka dni temu premier mówił w Sejmie: „Skarbiec jest pełny, ludzie mają pracę, granicę są bezpieczne”. Tak długo się chwalił, że aż marszałek Witek musiała mu przerywać. Teraz okazuje się, że skarbiec nie jest wcale pełen. Pomysł zniesienia limitu składek, podniesienie akcyzy do 10 proc. na alkohol i papierosy, 13. emerytura z funduszu niepełnosprawnych. Te ruchy pokazują prawdziwe kłopoty władzy?
Mamy pierwsze kłopoty rządzących i to też nie jest nowość. Znamy to z przeszłości. PO podwyższała wiek emerytalny, choć w kampanii zastrzegała się, że tego nie zrobi. Potem tłumaczyła, że to konieczne, ale koniec końców za to zapłaciła.

Teraz też PiS w kampanii opowiadał, że na wszystko jest, a jednak po wyborach okazało się, że niekoniecznie. Widać, że kampanię prowadzi się dużo łatwiej, niż później zarządza się państwem. Kampania wszystko przyjmie, a teraz trzeba się z tym naprawdę mierzyć.

JAK PATRZYMY NA DOŚWIADCZENIA PO, TO WŁAŚNIE TUŻ PO DRUGIM ZWYCIĘSTWIE TEFLON ZACZĄŁ SIĘ RYSOWAĆ. PIS POWINIEN WYCIĄGNĄĆ Z TEGO WNIOSKI. LECZ – JAK WIDAĆ – SŁODKI JEST TEN MIÓD I TA MUCHOŁAPKA DZIAŁA NA WSZYSTKICH. TRUDNO SIĘ OPRZEĆ POKUSIE, ŻEBY JESZCZE TROCHĘ OBIECAĆ, A POTEM SIĘ ZOBACZY. TYLKO ŻE POTEM TO JUŻ TAK ŁATWO NIE WYGLĄDA.

Mam jednak wrażenie, że w takiej skali takiej bezczelności jeszcze nie było. Ledwo co nowy Sejm się zebrał, a już mamy poselski projekt dotyczący zniesienia limitu składek. Pęka teflon?
Tu wszystko dzieje się bardziej. Jakiś czas temu sformułowałem tezę, że Jarosław Kaczyński buduje IX RP, czyli III RP do kwadratu, czyli wszystko będzie tak samo jak do tej pory, tylko bardziej, oczywiście po za tym, że teraz to „my” będziemy u władzy, a „wy” na aucie. To też jest jeden z elementów: większe kombinatorstwo i kombinacje z instytucjami, większe obietnice i kto wie, może i szybsze zwroty akcji. Widać, że od wiosny, kiedy PiS uzyskał świetny wynik, partii rządzącej nie idzie coraz lepiej.

Czy sprzeciw Jarosława Gowina może zachwiać rządem Morawieckiego?
Do tego jeszcze daleka droga, chociaż widać, że łatwo to już było. Teraz będzie już tylko trudniej.

Na ile istotny stał się teraz Senat?
To rzeczywiście nowość w polskiej polityce. Do tej pory Senat był na trzecim, jeżeli nie dalszym miejscu, bo chyba nawet samorządy wzbudzały większe zainteresowanie, niż wydarzenia w Senacie. Oczywiście te emocje, które wywoływały spekulacje, czy ktoś przejdzie na drugą stronę, też wzmogły to zainteresowanie. Ciekawe, że sondowany był sam senator Grodzki, aby przeszedł na stronę PiS za posadę ministra zdrowia. Spekulacje w sprawie podkupywania senatorów trafiły na istotną barierę i to najlepiej widać właśnie na przykładzie nowego marszałka.

PRZEJŚCIE NA DRUGĄ STRONĘ OZNACZAŁOBY, ŻE W PRZYSZŁOŚCI MUSIAŁBY SIĘ ON POŻEGNAĆ Z MANDATEM SENATORSKIM, BO PRAWDOPODOBIEŃSTWO, ŻE KANDYDAT PIS ZDOBĘDZIE MANDAT W SZCZECINIE SĄ TAKIE, JAK SZANSE, ŻE KANDYDAT KO ZDOBĘDZIE MANDAT NA PODHALU CZY PODKARPACIU.

Oczywiście jest to teoretycznie możliwe, ale raczej nikt na takim założeniu nie będzie budować swojej kariery politycznej. Tym bardziej, że lepiej być senatorem, który nagle zyskuje wielką wagę, bo Senat staje się ważny, niż kimś, kto powtarza przekazy dnia i klepie ustawy w środku nocy.

Jak bardzo Senat napsuje krwi PS-owi? Nie pytam tylko o spowolnienie procesu legislacyjnego, ale też np. o wezwanie szefa NIK-u Mariana Banasia przed komisję.
Tu wiele zależy od pomysłowości. Sam Banaś dostarcza powodów do tego, ale ważne jest jeszcze, jak zareagują na to media. I to nie media jednoznacznie opowiadające się po jednej czy drugiej stronie, ale te próbujące zachować dystans. Na przykładzie telewizji możemy powiedzieć, że nie to, jak zareaguje TVP Info czy TVN24, ale to, jak to będzie przedstawiał Polsat.

Potrzeba pomysłów, aby pozycję instytucji budować. Wiemy, że to takie proste nie jest, wystarczy spojrzeć na samorządy, które są jeszcze ważniejszą instytucją, niż Senat – tam są realne pieniądze i władza. Ale od czasu zeszłorocznych wyborów do mediów przebiło się niewiele spraw, a tak naprawdę to tylko awaria Czajki w Warszawie.

PROF. JAN ZIELONKA PRZYPOMNIAŁ OSTATNIO PORZEKADŁO TENISISTÓW: NIE MA TAKIEJ PIŁKI, KTÓREJ SIĘ NIE DA ZEPSUĆ. SENAT TO JEST BARDZO WYGODNA I DOBRA PIŁKA, KTÓRĄ OPOZYCJA DOSTAŁA, ALE TO NIE OZNACZA, ŻE NIE MOŻE JEJ ZEPSUĆ.

Jak ocenia pan pomysł, aby Tomasz Grodzki był kandydatem na prezydenta?
Wydaje mi się, że to nie jest realny pomysł, choć dobrze pokazuje przy okazji posuchę po stronie opozycji, więc i taki wariant można rozważyć. Jednak marszałek Grodzki to nie jest jakieś wunderwaffe, choć z drugiej strony innego nie widać. To jest ciężki temat dla PO i na pewno musi się tam rozstrzygnąć i to w najbliższym czasie.

Czyli pana zdaniem Małgorzata Kidawa-Błońska nie jest wunderwaffe?
Jej wynik w Warszawie, którym wszyscy się zachwycają, nie jest wcale taki spektakularny. W procentach głosów – nie jest to oczywiście najlepszy wskaźnik – zdobyła 71 proc. w obrębie listy PO. To jest mniej, niż Ewa Kopacz zdobyła 4 lata temu – 76 proc. Zatem jest porównywalną wunderwaffe do Ewy Kopacz, ale zobaczymy, co się zdarzy. Andrzej Duda też nie był zwalającym z nóg kandydatem, a jednak Bronisława Komorowskiego pokonał. Gdy teraz spojrzymy na wpadki prezydenta, chociażby z referendum, to wiadomo, że nie trzeba być jakimś super geniuszem, aby go pokonać, bo ma rozliczne słabości.

A Szymon Hołownia na prezydenta?
Jak wystartowałby w prawyborach i je wygrał, to byłoby to duże zaskoczenie.  To jest jednak mało prawdopodobne. Oczywiście takie rzeczy się zdarzały – na przykład na Słowacji z prezydentem Andrejem Kiską. Jednak przyczyną było to, że tam scena polityczna poszła w kompletne drzazgi. Nasza scena polityczna akurat się pięknie poukładała.

Na dziś wygląda to tak, że kandydat PO zdobędzie najwięcej głosów, bo to partia, która istnieje 18 lat, zawsze była pierwsza albo druga. Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę nieprawdopodobnego, np.

PO MUSIAŁABY WYSTAWIĆ MAGDALENĘ OGÓREK, ŻEBY NIE WEJŚĆ DO II TURY.

Chociaż oczywiście w polskiej polityce wszystko się może zdarzyć. Leszek Miller forsując nikomu nieznaną kandydatkę też zrobił coś, co wszystkich zaskoczyło. Nie sądzę jednak, by ktoś chciał spróbować zrobić coś podobnego raz jeszcze.

Trzaskowski: Nie będę startował na kandydata opozycji w wyborach prezydenckich. Myślę, że największe szanse ma Kidawa-Błońska

– Ja się koncentruję na Warszawie od wielu, wielu miesięcy. O tym mówiłem. W związku z tym ja nie będę startował na kandydata opozycji w tych wyborach [prezydenckich] – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

– My musimy te wybory wygrać. Rzeczywiście jest parę osób po stronie opozycyjnej, które mają na to szansę. Myślę, że największe szanse ma Kidawa-Błońska – dodał prezydent Warszawy.

Więcej >>>

Pisowska smuta ma już wyznaczony koniec, ale czeka nas najgorsza przeprawa do normalności – droga przez mękę, w której Kaczyński może zechcieć przelać polską krew.

Kmicic z chesterfieldem

Wiele wskazuje na to, że miejscem pochówku będzie archikatedra. I trzeba powiedzieć jasno, że jeśli tak będzie to będzie to decyzja skandaliczna i haniebna. Skandaliczna, bo nie licząca się z ofiarami, a haniebna, bo dowodząca, że wina w takiej sytuacji nie ma znaczenia, i że solidarność hierarchii jest ważniejsza niż sprawiedliwość” – taki wpisem na Facebooku Tomasz Terlikowski ocenił decyzję dotyczącą miejsca pochówku abp. Paetza.

Zmarły w piątek duchowny miał zakaz głoszenia kazań ze względu na oskarżenia o seksualne molestowanie młodych księży i kleryków.

Kuria archidiecezjalna w oficjalnym komunikacie poinformowała, że pogrzeb hierarchy kościelnego będzie miał charakter prywatny, a na miejsce pochówku została wybrana poznańska katedra.

Miejsce pochówku oraz forma pogrzebu są zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego i zostały ustalone ze Stolicą Apostolską, Nuncjaturą Apostolską w Polsce oraz rodziną duchownego” – taką informację przekazała kuria.

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego ta decyzja jest nieprzemyślana. „Trudno sobie wyobrazić, by te…

View original post 1 530 słów więcej

 

Opozycja nie lubi siebie jako opozycji, dlatego zwalcza siebie nawzajem

Dlaczego obalenie Schetyny i zniszczenie Platformy Obywatelskiej stało się dla wielu ludzi z szeroko rozumianej metapolitycznej opozycji priorytetem nawet w stosunku do obalenia Kaczyńskiego i zniszczenia PiS-u? Powody są różne – pisze o nich Cezary Michalski. Przeciw trendowi

Z punktu widzenia normalnej polityki ostatnie posiedzenie Zarządu Krajowego PO zakończyło się optymalnie, bowiem nie obaliło Schetyny i nie zniszczyło Platformy. Z punktu widzenia interesów politycznych PiS-u, a także pewnej mody mówienia o polskiej polityce reprezentowanej przez ludzi od PiS-u nieraz bardzo odległych, u których jednak entuzjazm nie zawsze idzie w parze z politycznym rozsądkiem, piątkowe posiedzenia Zarządu Krajowego PO zakończyło się fatalnie, bo nie obaliło Schetyny i nie zniszczyło Platformy.

Zacznijmy jednak od pierwszego kryterium – kryterium normalnej polityki, w której instytucje i liderzy własnego obozu są wartością, a nie czymś, co rozjusza, prowokuje do szydery, sarkazmu, mobilizuje do zniszczenie jedynego politycznego narzędzia, jedynej politycznej broni, jaką mamy dziś przeciwko Kaczyńskiemu. Otóż

SCHETYNA NIE ZOSTAŁ OBALONY ANI NAWET ZDESTABILIZOWANY.

Co w sytuacji, kiedy jest szefem najsilniejszej struktury opozycji i jedynej politycznej reprezentacji mieszczańskiego centrum, a w dodatku kiedy nie ma dla niego żadnego mocnego kontrkandydata – jest wyłącznie wartością. Zarząd PO, czyli reprezentacja partyjnej większości, zgodził się też na proponowane przez Schetynę „skrócone” prawybory, które w najbardziej uporządkowany sposób, przy jak najmniejszym politycznym ryzyku wyłonienia idioty albo agenta, wskażą prezydenckiego kandydata lub kandydatkę PO, a można mieć nadzieję, że także KO, a może nawet prezydenckiego kandydata lub kandydatkę całej opozycji w drugiej turze. Takie rozwiązanie oznacza wzmocnienie, a nie osłabienie pozycji Schetyny, który to rozwiązanie zaproponował, co znowu – kiedy nie ma dla niego ani wyraźnie lepszego, ani w ogóle żadnego wyrazistego kontrkandydata – oznacza stabilizację najsilniejszej partii opozycji.

Druga dobra wiadomość to wskazanie Borysa Budki jako kandydata na przewodniczącego klubu parlamentarnego PO, w dodatku popartego (a chyba nawet zgłoszonego) przez Schetynę, co znów oznacza konsolidację Platformy zamiast jej rozbicia. Jest to w istocie powrót do sytuacji sprzed jakichś dwóch tygodni, kiedy szefem klubu też miał być Budka i też miał go wskazać Schetyna. Później

ZACZĘŁO SIĘ JEDNAK POMPOWANIE BUDKI NA BRUTUSA, KTÓRY JUŻ PRZYGOTOWUJE ZAMACH NA SCHETYNĘ, A NAWET JUŻ TEN ZAMACH PRZECIWKO SCHETYNIE ROZPOCZĄŁ, A MOŻE NAWET JUŻ GO PRZEPROWADZIŁ (TYM GORZEJ DLA FAKTÓW).

A ja – wiedząc, jak potężną siłą są media, choćby te najgłupsze – już zacząłem się bać, że Cezar i Brutus podziabią się widelcami.

Nie dziwił ten fejkowy zamach robiony przez „Wprost”, bo to pismo należy do tego samego właściciela, co „Do Rzeczy”. I podobnie jak „Do Rzeczy” żyje z pieniędzy PiS-owskich, czyli naszych, tyle że pompowanych przez PiS do obu pism za pośrednictwem spółek Skarbu Państwa. Kaczyńskiemu naprawdę zależy na zniszczeniu Platformy, bo wie, że ta partia jest dla niego jedyną przeszkodą na drodze do zbudowania w Polsce Węgier, a może i Turcji.

Bardziej było smutne, że Budkę na Brutusa Platformy (choćby po trupie Platformy) pompowali pożyteczni idioci z mediów niezwiązanych z PiS-em, a nawet zdecydowanie w swoim własnym mniemaniu opozycyjnych. Tym bardziej cieszy, że sam Borys Budka okazał się najmniej entuzjastyczny, jeśli chodzi o przyjęcie roli Brutusa w momencie, kiedy największym problemem Rzymu nie jest Cezar z Platformy, ale biegający po Kapitolu barbarzyńcy z PiS i Konfederacji.

FAKT, ŻE SCHETYNA I BUDKA, ZAMIAST NISZCZYĆ SWOJĄ PARTIĘ I SIEBIE NAWZAJEM, WYSTĄPILI RAZEM, ZNÓW JEST DOBRĄ WIADOMOŚCIĄ, BO ZAPOWIADA, ŻE PLATFORMA POTRAFI ROZEGRAĆ WEWNĘTRZNĄ WALKĘ O WŁADZĘ W SPOSÓB UPORZĄDKOWANY I W RYTMIE KADENCYJNYM, KTÓRY WYZNACZA STYCZEŃ 2020.

Trzecia dobra wiadomość to… (kiedy tak piszę, zaczynam się czuć jak mój ulubiony redaktor Michał Nogaś z “Gazety Wyborczej” rozsyłający regularnie swoje „Newslettery optymisty” pełne „dobrych wiadomości”, z których faktycznie większość jest dobra)… kolejna zatem dobra wiadomość to wyznaczenie – nie tylko przez PO, ale także dogadanie się w tej sprawie przez PO z PSL-em i SLD – kandydata na opozycyjnego marszałka Senatu, a także ustalenie przez opozycję podziału miejsc w senackim prezydium.

Zarówno wskazanie jako potencjalnego marszałka Senatu z PO i KO (podkreślam słowo „potencjalny”, gdyż dopiero w momencie głosowania zobaczymy, jak groźny jest PiS-owski bat i jak wielka PiS-owska marchewka) Tomasza Grodzkiego (świetny lekarz i kompetentny autor wielu punktów w programie opozycji dotyczącym służby zdrowia), jak też porozumienie w sprawie potencjalnych wicemarszałków Senatu z PO, SLD i PSL sugeruje (choć to tylko nadzieja, nie pewność), że opozycja jeszcze nie zwariowała i w przypadku faktycznego zdobycia Senatu (a w przyszłości faktycznego odzyskania od PiS-u państwa) będzie wiedziała, co z tym Senatem (i z tym państwem) zrobić.

TE WSZYSTKIE DOBRE DLA MNIE WIADOMOŚCI WYDAJĄ SIĘ WIADOMOŚCIAMI KATASTROFALNYMI DLA WIELU INNYCH KOMENTATORÓW I KOMENTATOREK Z MEDIÓW NIE TYLKO PIS-OWSKICH. DLA NICH WSZYSTKICH IDEA, ŻE SCHETYNA UTRZYMA SIĘ NA NOGACH JESZCZE JEDEN DZIEŃ, JEST KATASTROFĄ. BUDKA NIE BYŁ DLA NICH ATRAKCYJNY W OGÓLE, KIEDY WSPÓŁPRACOWAŁ ZE SCHETYNĄ. STAŁ SIĘ ATRAKCYJNY NA CHWILĘ, KIEDY MOŻNA GO BYŁO PRZEDSTAWIĆ JAKO WROGA SCHETYNY.

Po ostatnim Zarządzie PO Budka znów odejdzie w cień, bo z ich punktu widzenia nie sprawdził się jako Brutus.

Wcześniej, jak pamiętam, atrakcyjna była dla nich Barbara Nowacka, dopóki nie zaczęła współpracować ze Schetyną, żeby budować sensowną centrową formację. Wtedy stała się „nieinteresująca”, wręcz – jak powiedział mi pewien entuzjasta – „straciła twarz”. Nawet Kosiniak-Kamysz zaczął być ostatnio idolem paru publicystów i publicystek liberalnej prasy, którzy (i które) wcześniej przez długie miesiące skarżyli się (i skarżyły) na „nadmierny konserwatyzm” i „polityczną nieskuteczność” Schetyny. Kosiniak-Kamysz jest bardziej konserwatywny od Schetyny i mniej od niego skuteczny (pod jego władzą PSL straciło w wyborach samorządowych swoje bastiony na Wschodzie, mimo że mogło je zachować, gdyby poszło razem z KO, bo w Lubelskiem czy Świętokrzyskiem na KO, PSL i SLD głosowało więcej ludzi, niż na PiS, resztę dla Kaczyńskiego zrobiła większościowa ordynacja wyborcza).

Po wyborach europejskich Kosiniak-Kamysz rozwalił koalicję, w dodatku nie dlatego, że chciał, ale dlatego, że okazał się za słaby, aby przeciwstawić się Pawlakowi, Sawickiemu i innym ludziom własnego aparatu z dołu i z góry, którzy już zostali przejęci przez PiS. Zatem Kosiniak-Kamysz ani nie jest specjalnie progresywny, ani nie jest politycznie skuteczny, a nagła miłość do niego części publicystów (i publicystek) liberalnej prasy wynika wyłącznie z faktu, że nie jest Schetyną i można go używać do walenia w Schetynę.

BYĆ MOŻE ZRESZTĄ TERAZ KOSINIAK-KAMYSZ ZNÓW STANIE SIĘ DLA TYCH SAMYCH LUDZI „NIEINTERESUJĄCY”, BO JEDNAK ZAWARŁ ZE SCHETYNĄ POROZUMIENIE DOTYCZĄCE WSPÓŁPRACY W SENACIE. JA JEDNAK WŁAŚNIE Z TEGO POWODU CHCIAŁBYM KOSINIAKA-KAMYSZA POCHWALIĆ I W ZASADZIE – JEŚLI PAŃSTWO ZDOŁAJĄ – PROSZĘ O ZAPOMNIENIE TYCH PARU NIEPRZYJEMNYCH UWAG NA JEGO TEMAT, KTÓRE SFORMUŁOWAŁEM DOSŁOWNIE PRZED CHWILĄ.

Dlaczego jest tak jak jest, że obalenie Schetyny i zniszczenie Platformy Obywatelskiej stało się dla wielu ludzi z szeroko rozumianej metapolitycznej opozycji priorytetem nawet w stosunku do obalenia Kaczyńskiego i zniszczenia PiS-u? Otóż powody są różne. Jedni przyłączają się do tego trendu, bo Schetyna i Platforma blokują drogę rozwoju Biedroniowi. Moim zdaniem w prawicowej Polsce Biedroń nie rozwinie się nigdy, jest na to zwyczajnie za słaby (o wiele od niego silniejszemu Palikotowi przeżycie w prawicowej Polsce też się nie udało). Z tego zresztą punktu widzenia wybór przez Biedronia Brukseli zamiast Warszawy był bardzo logiczny.

Inni Schetyny nie lubią, bo uważają, że 20 lat temu zniszczył im Unię Wolności (w dużo większym stopniu odpowiedzialny jest za to Donald Tusk i jemu też swego czasu nie chciano tej zbrodni darować). Jeszcze inni po prostu przyłączają się do trendu, bo są może celebrytami (czyli ludźmi kompetentnymi, ale w innych dziedzinach), lecz z samodzielnym politycznym myśleniem jest u nich dość kiepsko.

CZY DA SIĘ OCALIĆ PLATFORMĘ OBYWATELSKĄ PRZECIWKO TRENDOWI? NIE MAM PEWNOŚCI, ALE WARTO PRÓBOWAĆ. JEST TO BOWIEM OSTATNIA ZORGANIZOWANA SIŁA, KTÓRA BUDOWAŁA III RP I NADAL SIĘ DO NIEJ PRZYZNAJE. JAKIE TO WYTCHNIENIE, KIEDY WOKÓŁ WIDZI SIĘ CORAZ WIĘCEJ OPORTUNISTÓW, KTÓRZY ZAPOMNIELI, KIM BYLI I POD KIM CHODZILI JESZCZE PARĘ LAT TEMU.

Dawni bezwarunkowi wielbiciele (i wielbicielki) Leszka Balcerowicza czy Adama Michnika (z perspektywy czasu, patrząc na dzisiejszych idoli, coraz bardziej się przekonuję, że może nie był to aż tak kiepski wybór) stali się bezwarunkowymi wielbicielami (i wielbicielkami) Kaczyńskiego i Ziobry albo Zandberga i Biedronia. A wszystko po to, żeby – jak mówi poeta – móc w nowy życia strumień wstąpić.

Zbyt stadne wędrówki mamutów doprowadziły do ich wyginięcia. Nie chciałbym, aby podobny los spotkał Polaków.

Kaczyńskiego pokraczna Polska z blachy z klechą szwargocącym zdrowaśki

Pokraczna, zbita z blachy budka, osadzona na ledwo trzymającym się kupy styropianie, a w środku ksiądz… Tuż obok „naczelnik państwa” Jarosław Kaczyński, płacący księdzu na wypominki za zmarłych… Słowem cała nędza IV RP na jednym obrazku…

Wszystko to zarejestrowały kamery w dniu Święta Zmarłych, na Cmentarzu Powązkowskim, w stolicy Polski – w centrum Europy 21 wieku.

Jak podaje naTemat Kaczyński miał zamówić u duchownego modlitwę za zmarłych. Fotka stała się szybko obiektem kpin i szyderstwa. „To karykatura, a nie prawdziwy obraz”; „30 proc. Polski!! Ale wizualizacja genialna! To nasza „przyszłość” jak na razie!” – piszą internauci w komentarzach pod publikowanym w mediach społecznościowych zdjęciem.

Bystrzy obserwatorzy zauważyli przy okazji jak prawdziwym „respektem” dla litery prawa popisał się kierowca „naczelnika”, przyłapując go na zawracaniu w niedozwolonym miejscu. Grozi za to mandat od 200 do 400 zł, ale przecież nie Kaczyńskiemu, ani jego szoferowi.

Pokraczna Polska Kaczyńskiego i klechów.

Kmicic z chesterfieldem

„Jako wierni Kościoła Gdańskiego, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła katolickiego, nie możemy dłużej milczeć. Od długiego czasu jesteśmy głęboko przekonani, że Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański, stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia” – tak zaczyna się list, który gdańszczanie wystosowali do Franciszka, w którym domagają się odwołania Głódzia. Tylko papież może to zrobić.

„Apelujemy do Księdza Arcybiskupa, aby złożył rezygnację z urzędu, a Ojca Świętego Franciszka prosimy o jej rozpatrzenie i przyjęcie. Taką możliwość daje Kanon 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdzający, że „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu”, by przedłożył rezygnację z urzędu” – czytamy w liście. Wierni z archidiecezji gdańskiej nie wykluczają, że pojadą do Watykanu, aby spotkać się z Franciszkiem.

Sygnatariusze listu podają powody, które powinny skłonić papieża do odwołania…

View original post 1 156 słów więcej