Zaraza PiS w czasie zarazy koronawirusa

Najlepszy komentarz do obchodów rocznicy.

Policja wlepia mandaty za bieganie i spacer, ale politycy PiS łamią własne rozporządzenie na obchodach rocznicy smoleńskiej. Przerażająca wiadomość dnia: do 30 proc. zakażeń dochodzi w szpitalu lub przychodni. Trzy kraje w Europie szczyt zachorowań mają już za sobą. Ale we Francji i Wlk. Brytanii,umarło po tysiąc osób, w USA – dwa, a zakażonych jest 500 tys.

W sumie od początku epidemii mamy w Polsce 5955 osób zakażonych, z tego:

  • 318 osób wyzdrowiało,
  • 181 umarło (3 proc. wykrytych zakażeń),
  • 5 456 choruje, z tego 160 jest w stanie ciężkim.

Z powodu koronawirusa:

  • 2 409 osób przebywa w szpitalu;
  • 158 663 jest objętych kwarantanną,
  • 33 879 jest objętych nadzorem epidemiologicznym.

Więcej o stanie koronawirusa na 10. kwietnia 2020 >>>

Kmicic z chesterfieldem

Zaraza koronawirusa pozwala władzy PiS w dalszym dewastowaniu Polski.

Postanowienie TSUE o zawieszeniu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego nie zostanie przyjęte przez polskie władze do wiadomości.

Morawiecki skierował postanowienie TSUE do Trybunału Konstytucyjnego, który nie jest żadnym Trybunałem, a przybudówką partyjną.

Tak samo zadziałała inkryminowana Izba Dyscyplinarna, skierowała w swojej sprawie wniosek do TK. Jest to jawne podważanie Traktatu unijnego.

Myślenie PiS jest takie, iż Bruksela zajęta koronawirusem, nie zauważy bezprawia w Polsce. A jak zauważy, machnie rękę.

Prędzej czy później Unia nas wykopie, władzy PiS będzie to wygodne, bo pozwoli zaprowadzić swój zamordyzm.

Czy Polacy pogodzą się z antypolską władzą PiS. Wątpię. Prorokuję, że dojdzie – jak w czasach PRL – do buntu społecznego, znowu zostaniemy jako państwo zmarginalizowani dla wygody miejscowych satrapów.

Prezes Izby Dyscyplinarnej Tomasz Przesławski (na zdjęciu) sprzeciwia się wezwaniu I Prezes SN Małgorzaty Gersdorf do zaprzestania pracy przez sędziów tej izby. Sędzia Małgorzata Bednarek z Izby…

View original post 653 słowa więcej

 

Fundamentalizmy: katolicki, narodowy i populistyczny

Facet w sukience twierdzi, że kobieta w spodniach jest obrzydliwościa….

Grozi nam wielkie rozczarowanie demokracją. To, że wróci język, który znamy: kiedy sanacja mówiła o sejmokracji, komuniści – o kretynizmie parlamentarnym, a faszyści – o zgniłym demoliberalizmie.

Abp Marek Jędraszewski w marcu 2016 r. objawił światu nicość mojego ducha i nikczemność zamiarów. Mówił o mnie ciepło: „ten człowiek” lub „jeden z uczestników zasiadających przy obradach Okrągłego Stołu”. Przytaczał mój esej z lata 1991 r. umieszczony w kwartalniku politycznym „Krytyka”.

Powiadał arcybiskup: „Ten człowiek obawia się fundamentu moralnego, jakim jest 10 przykazań, opowiadając się tym samym za relatywizmem moralnym, za tym, że każdy może mieć swoją prawdę i według niej żyć oraz narzucać ją innym. (…) Bojąc się nacjonalizmu, uderzył ten człowiek w to, co jest najbardziej istotne dla całej naszej wielkiej tradycji – w patriotyzm. Ten człowiek nie chciał, by nasze życie po ’89 r. kształtowało się według tych trzech słów tworzących jeden wielki program dla Polski – Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Później wracały u różnych ludzi w różnych formach wątki arcybiskupa. I tak niedawno przeczytałem, że w swoim artykule porównałem „uczenie Polaków demokracji do sadzania buszmena przed komputerem”.

Dowiedziałem się też, że mój tekst to „jeden z najbardziej szkodliwych wykwitów polskiej myśli politycznej po 1989 r.”, gdyż odbiera „prawomocność wszystkim głównym orientacjom ideowym, z których wychodząc, można było krytykować” mój obóz. „To wtedy – dowiaduję się – zaczęło się błędne koło wykluczania i gettoizacji oponentów”.

Nigdy nie przypuszczałem, że mój niewielki artykuł z elitarnego kwartalnika będzie miał taką niebywałą moc sprawczą…

Nie sądzę, by te demaskatorskie uwagi zasługiwały na polemikę, ale może zasługują na przypomnienie. Oto ono.
Adam Michnik

Trzy fundamentalizmy, 1991

Nasza refleksja polityczna ma przed sobą pilny problem: świadomość historyczną Polaków. Nie trzeba tłumaczyć, jak wielkie znaczenie w kształtowaniu się postaw i zaangażowań politycznych miały polskie wyobrażenia o historii. Wydaje się, że dziś nastał czas, kiedy owe polskie stereotypy na temat przeszłości, w szczególności zaś na temat dziejów II Rzeczypospolitej, winny zostać poddane spokojnej autorefleksji.

Dotychczas cała historia II Rzeczypospolitej padała w znacznej mierze ofiarą mitów i stereotypów – czy to czarnej legendy w oficjalnej komunistycznej propagandzie, czy to białej legendy tych, którzy przed komunistycznym fałszowaniem historycznych zdarzeń próbowali się obronić. Wydaje się, że naszej przeszłości winniśmy postawić pytania nowe.

Przede wszystkim winniśmy się chyba zastanowić, co stało się w 1922 r., kiedy zamordowano Gabriela Narutowicza. Jakiego typu proces został wtedy uruchomiony, w jakiej atmosferze dokonał się zamach, jakie skutki historyczne przyniósł i dlaczego ta data nie stała się granicznym faktem w polskiej świadomości historycznej, dlaczego tak chętnie spychano ten fakt w niepamięć.

Wydaje się również, że musimy na nowo spojrzeć na cały dorobek ówczesnych obozów politycznych, na nowo przyjrzeć się ówczesnej scenie politycznej jako arenie sporu o kształt państwa i o kształt demokracji – i odpowiedzieć sobie na pytanie, jakimi meandrami podążała ewolucja antydemokratyczna obecna w myśli obozu belwederskiego, obozu endeckiego i obozu PPS-u. Na nowo trzeba także przeanalizować historię Kościoła katolickiego w okresie międzywojennym.

Bez takiej refleksji skazani będziemy na idealizację własnej przeszłości, na świadomość historyczną obarczoną mitologią, a nie trzeźwym osądem, i na pewną bezbronność wobec tego, co można nazwać rewanżem pamięci – pamięci przez lata całe zepchniętej w podświadomość.

Gdybym miał określić zjawiska nowe, mniej lub bardziej akcentowane, występujące jawnie lub skrycie, ale obecne w naszej dzisiejszej debacie politycznej, to mówiłbym o powrocie zagrożenia fundamentalizmem. Fundamentalizm to nic innego jak przekonanie, że posiada się pomysł na urządzenie świata dobrego, przy tym zaś świata wolnego od innych konfliktów niż konflikt między dobrem a złem – a więc na przykład konfliktów interesów czy konfliktów punktów widzenia, które są nieusuwalnym składnikiem ładu demokratycznego.

Mówić można – wedle mego przekonania – o trzech zagrożeniach fundamentalistycznych.

Po pierwsze – fundamentalizm narodowy.

Istnieje pokusa przyporządkowania wszystkich sfer życia publicznego temu, co określić można mianem interesu narodowego. Interes ów jest każdorazowo definiowany przez pryzmat dosyć szczególnej politycznej perspektywy.

W myśl owego interesu obowiązkiem dobrego Polaka miałaby być na przykład solidarność z polską mniejszością na Litwie, niezależnie od tego, jak ona postępuje – mądrze czy niemądrze, prosowiecko czy prolitewsko. Należy się z nią solidaryzować dlatego, że jest polska – to wystarczy. Każda próba krytyki postępowania liderów mniejszości polskiej na Litwie bywa wówczas kwalifikowana jako antypolonizm.

Myślenie tego rodzaju przedstawia sobie i bliźnim obraz Polski jako kraju wolnego od innych konfliktów niż konflikt pomiędzy „dobrze, po katolicku” pojmowanym interesem narodowym a tendencjami nihilistyczno-kosmopolityczno-lewicowymi.

W ramach tak zdefiniowanego interesu narodowego za działalność na szkodę narodu polskiego uznaje się stwierdzenie, że w polskich debatach politycznych dają o sobie znać fobie antysemickie, czy też stwierdzenie, że w Polsce nie powinno być miejsca na milczenie o pogromie Cyganów.

Mówię tu o fundamentalizmie charakterystycznym dla pewnej formacji nacjonalistycznych ruchów i doktryn, który – jak się wydaje – odgrywa dziś istotną rolę nie tylko w Polsce i w innych krajach postkomunistycznych. We współczesnym świecie ten typ fundamentalizmu odżywa na przykład w krajach arabskich, pojawia się w Izraelu, a także – na prawicy – w krajach Europy Zachodniej. W dyskusjach toczonych we Francji wokół fenomenu Le Pena czy w niemieckiej debacie historycznej o nazizmie zauważalna jest obawa przed powrotem tego typu fundamentalizmu. Dlatego warto się mu przyjrzeć jako fenomenowi nie tylko polskiemu, ale i międzynarodowemu.

Istnieje – po wtóre – fundamentalizm religijny.

Zjawisko to związane jest z nową sytuacją, w jakiej znalazł się w Polsce Kościół [katolicki], zaś w całym świecie – sacrum. Nie jest niczym odkrywczym stwierdzenie, że jedną z chorób współczesnego świata jest zanik sacrum, a więc zanik takiego obszaru wartości, które są wspólne całej społeczności, do którego cała społeczność może się odwołać. Można go porównać do Kamiennych Tablic, których strzaskanie oznaczać może zanik fundamentu, w jakim zakorzenione są wszystkie nasze wartości pospólne.

Odpowiedź na tę tendencję wciąż nie została w sposób definitywny udzielona przez Kościoły i religie. Można zresztą wątpić, czy w ogóle może ona zostać ostatecznie sformułowana. Próby udzielenia takiej odpowiedzi były jednak czynione: jedną z nich był Sobór Watykański II, otwarcie na świat, zgoda na to, że pewne autentyczne wartości mogą powstawać poza kręgiem mojego Kościoła czy nawet poza kręgiem mojego wyznania lub kręgu kulturowego.

Inną natomiast odpowiedź przynosi właśnie fundamentalizm, czyli – w tym przypadku – próba ponownego zatarcia granicy między sacrum a profanum, między prawem naturalnym a prawem karnym, między zasadą moralną a normą prawnopaństwową. W tych sprawach czeka nas debata najbardziej zasadnicza – nie mniej istotna niż, powiedzmy, debata wokół hasła powrotu do Europy. Rozmaici ludzie, mówiąc o powrocie do Europy, mają bowiem na myśli całkowicie odmienne zjawiska i zdarzenia; wydaje się na przykład, że gdy o powrocie do Europy mówią niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego, to chodzi im o Europę sprzed rewolucji francuskiej, Europę, która już nie istnieje.

Istnieje wreszcie w dzisiejszej Polsce trzecia pułapka fundamentalizmu,

na którą, jak się wydaje, mogą być najbardziej podatni ludzie przedsierpniowej i solidarnościowej demokratycznej opozycji, w tym autor poniższych refleksji. Mam tu na myśli zatarcie różnicy pomiędzy normą moralną a regułą walki politycznej. Z działalności podziemnej wyniesiona została pewna skala, na której ta granica niemal nie istnieje, na której każde zachowanie polityczne było przetłumaczalne na język i wartości moralne. W ładzie demokratycznym jest inaczej i owa fundamentalistyczna mentalność – nazwijmy ją „moralistyczną” – może stać się przyczyną sporego pomieszania.

Nie znaczy to, bym uważał, że w polityce i w normalnym politycznym dyskursie nie ma miejsca na moralność. Nie uważam również, skoro mówimy o fundamentalizmie religijnym, że w polityce nie ma miejsca dla Kościoła. Miejsce takie oczywiście istnieje, ale ma specyficzny charakter. Tak jak Kościół nie może być partią polityczną, tak jak norma religii nie może być normą prawną, tak norma moralna ukształtowana w polityce podziemia antykomunistycznego – która była normą manichejską – nie może być dziś mechanicznie przeniesiona do gry demokratycznej. Może bowiem dla tej gry i dla siebie samej okazać się zabójcza. Wtedy moralność bardzo łatwo stać się może fanatyzmem i może być instrumentalizowana dla celów zgoła nieszlachetnych.

Inne zagrożenie, które powinno być poddane refleksji, to populizm. Populizm nie jest zjawiskiem nowym, wszakże na nowo warto mu się przyjrzeć. Na nowo warto chyba na przykład przestudiować całą lekcję peronizmu: czym był peronizm, jakim językiem się posługiwał, jakiego typu procedury preferował, jakie mechanizmy wyniosły go do władzy, jakie go od niej odsunęły, jakie wreszcie zapewniły mu żywotność.

Populizm był w Polsce językiem buntu robotniczego przeciwko państwu totalitarnemu – to powiedzieć trzeba jasno. Był to oczywiście bunt o wolność i o godność, ale obie te wartości wyrażał w języku populizmu. Słynne sformułowanie „oni” było typowym sformułowaniem z populistycznego dyskursu, a nie z analizy politycznej czy społecznej gry interesów.

I otóż można twierdzić, że u źródeł tego populizmu zbuntowanego leżała świadomość egalitarna, która przez dziesiątki lat legitymizowała komunistyczną władzę. W tym sensie można powiedzieć, że był to bunt przeciwko komunizmowi w imię głoszonych przezeń wartości egalitarnych. Był to zatem bunt w imię zasad niezupełnie konsekwentnych, wszelako pojęcie sprawiedliwości społecznej było jednym z jego pojęć kluczowych.

Otóż rynek, który jest dziś w Polsce budowany, nie jest ładem, w którym jest miejsce dla sprawiedliwości społecznej jako pojęcia kluczowego. Rynek nie jest od pilnowania sprawiedliwości – rynek jest od wymuszania efektywności i kreatywności. Sprawiedliwości może służyć wtórna dystrybucja dóbr, ale nie mechanizm rynku. Niemniej jednak ów egalitaryzm – zakodowany przez komunizm i przez rewoltę antykomunistyczną „Solidarności” – dziś żyje życiem autonomicznym i jest na równi obecny w dyskursie populistycznym każdego ze związków zawodowych: czy to jest OPZZ, czy „Solidarność”. Jest rzeczą pasjonującą porównywanie dzisiaj języka, którym w ciągu ostatniego roku mówiły OPZZ i „Solidarność”. To jest zjawisko nowe i w sposób nowy musimy się doń odnosić.

Należy też sobie wreszcie powiedzieć: bunt przeciwko komunizmowi w Polsce, bunt jakże skuteczny – to był bunt tłumu.

Dopóki komuniści mieli do czynienia z elitami, nie liczyli się z ich głosem. Dopóki chodziło o demokratyczno-prawne procedury, komuniści nie liczyli się z nimi. Komuniści zaczęli się liczyć z opozycją, gdy za nią stanął tłum – i z tłumem komuniści byli zmuszeni rozmawiać. Ta sytuacja wytworzyła poczucie, że w tłumie jesteśmy skuteczni. Czy raczej: skuteczni jesteśmy wtedy, gdy mówimy językiem tłumu.

Otóż język tłumu jest językiem populistycznego dyskursu. I, jak się wydaje, dziś obserwujemy nawrót do owego języka tłumu, czyli do zachowań wyuczonych w okresie antykomunistycznego oporu; do zachowań, które wtedy były racjonalne w ramach nieracjonalnego systemu, bowiem stanowiły jedyny sposób delegitymizacji systemu politycznego.

Dziś te same zachowania delegitymizują ład parlamentarny i otwierają drogę do autorytaryzmu. Weszliśmy bowiem w ład demokratyczny bez kultury politycznej właściwej ładowi demokratycznemu. To jest trochę tak, jakby barbarzyńcę z buszu posadzić przy komputerze. Nie znaczy to, że barbarzyńca jest kimś mniej wartościowym – w buszu radzi sobie tysiąc razy lepiej niż cywilizowany Amerykanin. Otóż komputer z kolei w buszu jest mało przydatny.

***

Istnieje groźba wielkiego rozczarowania demokracją, jak to już niejednokrotnie w historii Europy bywało. Istnieje groźba, że powróci język, który znamy: kiedy się mówiło o sejmokracji – to jest język sanacji; kiedy się mówiło o kretynizmie parlamentarnym – to jest język partii komunistycznej; kiedy się mówiło o zgniłym demoliberalizmie – to jest język ruchów faszystowskich.

Istnieje niebezpieczeństwo skojarzenia procedur demokratycznych z kryzysem, z anarchizacją życia publicznego, z obniżeniem się jakości życia i poziomu poczucia bezpieczeństwa. Istnieje możliwość, iż będziemy coraz częściej słyszeć okrzyki, że czas skończyć z tym bałaganem, z korupcją, że potrzeba silnej ręki gospodarza, która zaprowadzi ład.

Przekonania takie mogą być „sprzedawane” jako idea rządów prezydenckich lub jako idea demokracji stabilnej; mogą temu towarzyszyć historiozoficzne analizy, że Polska upadla w XVIII wieku przez anarchię, warcholstwo i liberum veto, zatem teraz należy ten stan ukrócić.

Innymi słowy, istnieje ryzyko – które też znamy z historii – że w momencie głębokiego kryzysu pojawiają się ludzie, którzy są niejako odpowiedzią na ten kryzys. Kiedy załamują się tradycyjne wzory kulturowe i procedury, kiedy źródła i mechanizmy komunikacji społecznej przestają być wiarygodne, wtedy pojawia się mąż opatrznościowy, który staje się nadzieją na opanowanie bezładu i na zbawienie.

I znów: to nie jest zjawisko ani specyficznie polskie, ani zjawisko nowe. Trzeba mu się wszelako na nowo przyjrzeć; zastanowić się, jakie są mechanizmy tworzenia się tego typu autorytarnych pokus, jakie są ich skutki; zastanowić się, co – by tak rzec – reżimy autorytarne są w stanie rozwiązać, a czego na pewno nie.

Od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko kondycja duchowa inteligencji polskiej – która wydaje się dziś zagubiona jak za najgorszych czasów, jakby gdzieś zagubiła swój etos, obraz samej siebie i swojego miejsca w społeczeństwie. Od rozszerzenia się procesu refleksji, o którym tu mówimy, może zależeć coś więcej: szansa przeciwstawienia fundamentalizmowi myśli demokratycznej, zgodnie z którą nie ma miejsca na fundamentalizm żaden – ani nacjonalistyczny, ani religijny, ani moralistyczny. Wedle której nie ma ludzi uprzywilejowanych z natury.

W ramach demokratycznego dyskursu jest miejsce dla autorytetów, jeżeli jednak ktoś mówi, że ma być tak a tak, bo to wynika z prawa naturalnego lub z interesu narodowego, a zatem nie może być na przykład przedmiotem referendum – to łamie fundamentalną zasadę owego dyskursu. Ład demokratyczny polega bowiem na tym, że wszystko, co dotyczy wszystkich, może być przedmiotem referendum.

I od tego może zależeć, czy populizmowi, który jest językiem rewolty, przeciwstawiony zostanie język sporu właściwy demokracji parlamentarnej i państwu prawa. Od tego także może zależeć, czy pokusie autorytarnej, czyli kultowi silnej ręki, przeciwstawiony zostanie ład racjonalnej demokracji, czyli kult silnej głowy.

17 lipca 1991

Euromit. Czy komisarz UE ds. rolnictwa to „najważniejsza funkcja, jaką dotychczas uzyskaliśmy w UE”?

Jeśli „my” oznacza Polskę (a nie tylko PiS), to powyższa niedawna deklaracja Jarosława Kaczyńskiego jest fałszywa.

1. Oczywiście, dotychczas najważniejszą funkcją pełnioną przez Polaka w UE jest już blisko pięcioletnie przewodniczenie Radzie Europejskiej przez Donalda Tuska. Wedle protokołu dyplomatycznego szef Rady Europejskiej nawet poprzedza Jeana-Claude’a Junckera, choć jednak traktatowe uprawnienia Tuska czynią go w unijnej Brukseli drugą osobą po szefie Komisji Europejskiej. Ponadto Jerzy Buzek był przewodniczącym Parlamentu Europejskiego (2009-12) i choć więcej z tego prestiżu niż realnego znaczenia, to jednak trudno byłoby bronić tezy, że to rola mniej znacząca od komisarza Wojciechowskiego.

2. Ale co z samą Komisją Europejską? Teka rolna to działka całkiem dobra – choć na pewno nie jedna z „kluczowych” czy „najważniejszych” (dziedziczona po Irlandczyku, a wcześniej Rumunie) i oznacza zarządzanie bardzo dużymi pieniędzmi. Z tym że grubość tej koperty – w tym tempo zrównywania poziomu dopłat rolnych w UE – będzie zależeć nie od komisarza, lecz głównie od międzyrządowych negocjacji unijnego budżetu na lata 2021-27.

3. Dotąd Polacy byli już komisarzami UE ds. polityki regionalnej (Danuta Hübner) oraz budżetu (Janusz Lewandowski) – to teki o randze podobnej do rolnictwa. Natomiast za smakowitszy kąsek uchodzi posada komisarza ds. wspólnego rynku, polityki przemysłowej łącznie z przemysłem obronnym (obecnie Elżbieta Bieńkowska), czego najlepszym dowodem są usilne zabiegi Paryża, by przejął ją ktoś z Francji.

„Nie było zamachu”, „Może jednak był zamach, bo jest wiele niejasności” , a na koniec znów: „Nie było zamachu”. Czy to kręta droga Jarosława Gowina do smoleńskiej prawdy, czy może mądrość kolejnych etapów?

Wicepremier i minister szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin kilka dni temu w „Kropce nad i” tak mówił o katastrofie smoleńskiej: „To jest kwestia wiary, a nie racjonalnych argumentów. Ja wiem na temat katastrofy smoleńskiej ciut więcej niż ogół obywateli i mogę powiedzieć z ręką na sercu, że nie znajduje żadnych racjonalnych argumentów, żeby mówić, że to było cokolwiek innego niż tragiczna katastrofa”.

Dokonała się więc w wicepremierze cudowna przemiana w ciągu ostatnich czterech lat.

Wiosną 2015 roku, już po odejściu z Platformy Obywatelskiej, Jarosław Gowin ogłosił w Radiu ZET, że Jürgen Roth, autor książki o katastrofie smoleńskiej, jest dobrym dziennikarzem i nie należy wykluczać jego teorii o tym, że na pokładzie prezydenckiego samolotu był zdalnie sterowany ładunek trotylu. Zamachu – wedle niemieckiego dziennikarza – dokonały siły rosyjskie, a rozkaz przyszedł z Polski (!).

„Ja mam poczucie, że wiem coraz mniej, jestem coraz bardziej dezinformowany. Dezinformowany przez moje państwo. Rosjanie nie oddają nam czarnej skrzynki. Jedna trzecia wraku zniknęła, polityka zagraniczna Rosji nabrała charakteru ewidentnie neoimperialnego” – komentował książkę Rotha. Dokładnie wtedy Gowin zabiegał o względy Jarosława Kaczyńskiego i dobre miejsca dla swojej formacji na listach Zjednoczonej Prawicy

W 2016 roku trochę zmienił ton, bo po wyborach polityczna układanka była gotowa i nie trzeba było już się tak starać. Mówił więc w TVP Info: „Nie widzę podstaw, żeby stwierdzić, że to był zamach, ale czy go wykluczam? Nie, nie wykluczam”.

Gowin był za tym, aby powołać międzynarodową komisję, która zbada katastrofę. „Mam coraz więcej wątpliwości wokół tej katastrofy, one gromadziły się przez ostatnie lata. Zbyt dużo było niezweryfikowanych informacji po wszystkich stronach” – stwierdził. Komisja międzynarodowa, mimo że domagał się jej cały PiS, nigdy nie powstała. Może nie powstała dlatego, że teoria zamachu była od początku bzdurą i obawiano się, że zagraniczni eksperci to ogłoszą?

A teraz cofnijmy się jeszcze dalej. Listopad 2012 roku. „Gazeta Wyborcza”: „Zamachu nie było i dla wszystkich racjonalnie myślących ludzi jest to oczywiste. Strona rządowa zorganizowała bardzo wiarygodne badania komisji Jerzego Millera, przedstawiciele rządu udzielili chyba 200 tys. wypowiedzi dementujących pogłoski o zamachu. Sam pewnie parę tysięcy razy na ten temat mówiłem, to co jeszcze mamy zrobić?” – pytał.

Nastąpiło więc zakrzywienie czasoprzestrzeni i wiedza Jarosława Gowina o katastrofie smoleńskiej powróciła do 2012 roku. W końcu jesteśmy już po wyborach. Porozumienie Gowina się wzmocniło, ma kilkanaście szabel i Jarosław Kaczyński musi się z nim liczyć przy tak kruchej większości PiS w Sejmie. Tym bardziej że Zbigniew Ziobro ze swoją grupą zaczął się Kaczyńskiemu stawiać. Jarosław Gowin może więc mówić swobodniej, ale jednak wciąż jest ostrożny. W TVN 24 pytany o to, dlaczego Kaczyński mówił o zamachu, skoro jest oczywiste, iż w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z katastrofą, mówił tak:
„Jarosław Kaczyński w katastrofie smoleńskiej doznał ogromnych strat osobistych. Staram się o tym pamiętać wtedy, kiedy słucham jego słów. Tylko w kategoriach ogromnego cierpienia osobistego można tłumaczyć takie słowa. Bardzo źle się dzieje, że ta sprawa, tak bolesna dla milionów Polaków, niezależnie od ich sympatii politycznych, jest przedmiotem walki partyjnej” – dodał.

To przypomnijmy, co Gowin mówił o teorii zamachu w 2012 roku jeszcze jako polityk PO: „Rzeczywiście łatwiej jest nam polemizować i walczyć politycznie z Jarosławem Kaczyńskim snującym takie jeżeli nie insynuacje, to co najmniej dziwne aluzje – właściwie czytelne aluzje – niż z Jarosławem Kaczyńskim, który punktuje nas od strony gospodarczej, ale proszę mi wierzyć, my nie wpuszczamy Jarosława Kaczyńskiego w taki kanał. On sam z ogromną determinacją w ten kanał wchodzi i ciągnie za sobą swoją partię”.

A teraz odpowiedzmy na pytanie: „Kto gra katastrofą smoleńską w zależności od sytuacji politycznej i partyjnych interesów?”.

Duda lepszy niż Monty Python w Ministerstwie Głupich Kroków.

Czy Ziobro przyniesie głowę Kaczyńskiego?

Wydaje się, że po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych prezes Kaczyński będzie w pełni usatysfakcjonowany. Jednak chodzą słuchy, że nie jest to takie pewne. Ponoć sen z oczu prezesa spędza Zbigniew Ziobro.

Fakt, ugrupowanie ministra sprawiedliwości zdobyło 17 mandatów, a to oznacza, że tylko dzięki temu PiS ma większość w Parlamencie. Ziobro wyczuł więc sytuację idealnie i ponoć zażądał dla siebie stanowisko wicepremiera oraz jakąś tekę ministerialną dla posła ze swojej partii. Nie ukrywa też, że chętnie zamieniłby premiera Morawieckiego na kogoś innego, bardziej mu odpowiadającego.

Koledzy partyjni Ziobry zgadzają się z nim, że zmiany w rządzie są konieczne. Jak to podkreślił Patryk Jaki w rozmowie z TVN24, „Wygraliśmy wybory zdecydowanie, ale mimo wszystko potrzebna jest refleksja i na pewno potrzebne są zmiany”.

Jarosław Gowin nie ma nic przeciwko przyznaniu Ziobrze teki wiceministra, bo przecież „Skoro ja jako lider jednej z trzech partii, z dwóch mniejszych partii obozu rządowego, jestem wicepremierem, nie byłoby rzeczą w żaden sposób zaskakującą, że wicepremierem zostanie także minister Ziobro”, jednak nie zamierza się wtrącać, uznając, że to sprawa miedzy PiS a Solidarną Polską.

Zdecydowanie jednak opowiada się za pozostawieniem Morawieckiego na stanowisku premiera. Takie były wcześniejsze ustalenia i „trzeba trzymać się dawnych reguł solidarnej współpracy”. Wydaje się, że Jarosław Gowin jest bardziej wierny wcześniejszym ustaleniom, czego nie można powiedzieć o Zbigniewie Ziobrze. Jest on zdecydowanie trudniejszym koalicjantem, z wielkimi ambicjami i zapewne nie odpuści, by piąć się coraz wyżej w polityce. W końcu mając tych 17 posłów ma prawo stawiać warunki, a może i w którymś momencie wygryźć samego prezesa?

Mateusz Morawiecki powinien dalej być premierem? – Potrzebna jest rozmowa na ten temat, ale najpierw w gronie koalicyjnym – powiedział europoseł Patryk Jaki w rozmowie z TVN24. Wypowiedź polityka ponownie wznieciła spekulacje o oczekiwanej zmianie szefa rządu ze strony Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

  • „Fakty” TVN podają nieoficjalnie, że Ziobro zażądał stanowiska wicepremiera i dodatkowego resortu dla przedstawiciela swojej partii w nowym rządzie
  • Minister sprawiedliwości był dziś widziany w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej
  • Ziobrę na stanowisku wicepremiera widzi Jarosław Gowin, jednak nie wyobraża sobie, aby Morawiecki nie pozostał szefem rządu

Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanie wygrało wybory paramentarne, zdobywając 43,59 proc. głosów, jednak rezultat ten przełożył się jedynie na 235 mandatów. Oznacza to, że dysponuje przewagą jedynie pięciu posłów potrzebną do samodzielnego rządzenia. Co ważne, w grupie tej znajduje się liczne grono polityków należących do dwóch innych ugrupowań wchodzących w skład Zjednoczonej Prawicy: Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i Porozumienia Jarosława Gowina. Partie te mają w nowym Sejmie odpowiednio 19 i 18 przedstawicieli. Może to komplikować plany lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego, także co do składu przyszłego rządu.

Według nieoficjalnych informacji „Faktów” TVN Zbigniew Ziobro zażądał stanowiska wicepremiera oraz dodatkowego resortu dla polityka Solidarnej Polski. Ma to być warunkiem poparcia rządu.

– Wygraliśmy wybory zdecydowanie, ale mimo wszystko potrzebna jest refleksja i na pewno potrzebne są zmiany – powiedział w rozmowie z TVN24 europoseł Patryk Jaki, odnosząc się do wyniku wyborów. Bliski współpracownik Zbigniewa Ziobry nie wykluczył też zmiany na stanowisku szefa rządu. – Potrzebna jest rozmowa na ten temat, ale najpierw w gronie koalicyjnym – zaznaczył.

Minister sprawiedliwości był dzisiaj widziany w warszawskiej siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej. W budynku spędził kilkadziesiąt minut. Nie wydano żadnego oficjalnego komunikatu, czego mogły dotyczyć rozmowy.

Ziobro wicepremierem? Gowin: nie będziemy temu przeciwni

W „Faktach po Faktach” TVN24 o zmiany w rządzie pytany był wicepremier Jarosław Gowin. Polityk stwierdził, że nie będzie przeciwny przyznaniu Ziobrze stanowiska wicepremiera.

– Skoro ja jako lider jednej z trzech partii, z dwóch mniejszych partii obozu rządowego, jestem wicepremierem, nie byłoby rzeczą w żaden sposób zaskakującą, że wicepremierem zostanie także minister Ziobro – tłumaczył. Jednocześnie zaznaczył, że to kwestia negocjacji między PiS a Solidarną Polską. – Nie będę się w to wtrącał – dodał.

Pytany o zmianę na stanowisku premiera powiedział, że nie wyobraża sobie, aby Mateusz Morawiecki nie był szefem rządu. – Sprawa jest poza dyskusją. Tego kandydata wskazała główna partia naszego obozu, czyli PiS. Porozumienie formalnie poparło kandydaturę Morawieckiego – oznajmił. – Trzeba trzymać się dawnych reguł solidarnej współpracy – zaznaczył.

W jego ocenie „nie ma żadnego pośpiechu w powoływaniu nowego rządu”, a on sam nie był jeszcze w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej.

Ziobro jeszcze może, a Kaczyński impotent.

Kmicic z chesterfieldem

W normalnym państwie można by taki pomysł obśmiać. Ale PiS ze środowisk postulujących taką edukację zrobił wroga publicznego, niszczycieli polskiej rodziny, deprawatorów dzieci i nihilistów.

To do nich wołał prezes Kaczyński: „Ręce precz od naszych dzieci”. To także ich miał na myśli abp Jędraszewski, głosząc o „tęczowej zarazie”. W takiej sytuacji można się spodziewać, że obywatelska inicjatywa mająca błogosławieństwo Kościoła zostanie przez parlament uchwalona. Będziemy wtedy chyba jedynym krajem w Europie i ewenementem na skalę światową, gdzie edukacja seksualna nie tylko nie jest w szkołach wykładana, ale jest zakazana i karana więzieniem.

Nauczanie seksualne jako przestępstwo

Na wznowionym po wyborach posiedzeniu Sejmu jednym z punktów było pierwsze czytanie projektu obywatelskiej inicjatywy Stop Pedofilii, który wprowadza do kodeksu karnego nowe przestępstwo: nauczania seksualnego. Przepis ma brzmieć tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi…

View original post 5 130 słów więcej

 

Banaś symbolem upadku Polski pisowskiej

W przeciwieństwie do polityków PiS, którzy dukają wyuczone formułki o nieskazitelności prezesa NIK i zemście na nim za walkę z mafiami VAT-owskimi, posłowie opozycji, w tym przede wszystkim z PO ruszyli do ofensywy, kując polityczne żelazo póki gorące.

– W sobotę przewodniczący Grzegorz Schetyna żądał bardzo szybkiej reakcji i rezygnacji ze stanowiska przez Mariana Banasia. Dzisiaj ponawiamy to żądanie i dzisiaj to jest ten dzień, w którym ta rezygnacja musi zostać jak najszybciej opinii publicznej pokazana. W takiej sytuacji, po tego typu rezygnacji marszałek Witek musi w trybie pilnym zwołać nadzwyczajne posiedzenie Sejmu, żeby ta rezygnacja została przyjęta i musi zostać na stanowisko prezesa NIK-u zostać wybrana jak najszybciej nowa osoba – mówił Mariusz Witczak podczas konferencji prasowej przed Sejmem.

Pod innym adresem zameldowała się była wiceminister finansów z PO Izabela Leszczyna, która postanowiła zbadać wątek tajemniczego kredytu, jaki został udzielony przez państwowy Bank Ochrony Środowiska firmie, której prezesem był syn Mariana Banasia, a którego zabezpieczeniem była właśnie ta kamienica, gdzie mieścił się pensjonat z pokojami na godziny. Posłanka PO zwróciła uwagę na fakt, że to właśnie w tej instytucji pracuje przyjaciółka prezesa PiS Janina Goss.

BOŚ jest w ponad 70% własnością państwa polskiego. Jak przystało na państwowy bank, w radzie nadzorczej zasiada bliska przyjaciółka Jarosława Kaczyńskiego pani Janina Goss. Zasiada także doradca prezydenta Dudy i cały szereg innych osób związanych od dawna z PiS. Przyszliśmy, żeby dowiedzieć się, jak to było z kredytem pana Mariana Banasia, a właściwie kredytem zaciągniętym przez spółkę jego syna, dla którego zabezpieczeniem była kamienica, której właścicielem był wtedy Marian Banaś. Chcielibyśmy spytać, czy ten kredyt nie był udzielany w procedurze na telefon jak kredyt w Pekao SA dla spółki Srebrna pod budowę dwóch wież” – mówiła na konferencji prasowej Izabela Leszczyna.

Chcemy się dowiedzieć, czy ten kredyt udzielony był tak jak każdemu z przechodniów, który by poprosił o kredyt. Czy jeszcze inne osoby z rodzin członków rządu PiS także tutaj w trybie specjalnym miały udzielane kredyty? Czy spółka syna pana Banasia miała udzielane kredyty w innych instytucjach państwowych, np. w NFOŚ albo WFOŚ. To jest bank, w którym są publiczne pieniądze” – dodawał Jarosław Urbaniak z PO.

Sprawa może się zatem okazać dla partii rządzącej dużo większym problemem, niż się początkowo zdawało. Zwłaszcza w tak gorącym, przedwyborczym okresie.

Prof. Tadeusz Bartoś dołączył do akcji zachęcającej do udziału w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

Myślę, jakiego kalibru musiałaby być afera PiS, żeby zmieść rząd Morawieckiego ze sceny politycznej ? Przecież przez 4 lata rządów PiS było już tyle afer, że powoli gubię się, która dotyczy czego. Czy tak łatwo kupić przyzwoitość suwerena – za 500 zł ? Czy Polak dalej głupi po szkodzie?

Kmicic z chesterfieldem

>>>

Powołany przez posłów PiS prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś jutro wystąpi z wnioskiem do marszałek Sejmu o bezpłatny urlop do czasu dogłębnego wyjaśnienia sprawy przez CBA. O tej decyzji poinformował w TVP Info.

Sprawa ma związek z wyemitowanym w TVN 24 reportażem, z którego wynika, że były minister finansów i nowy szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś pominął w oświadczeniu majątkowym istotne informacje. A w kamienicy, której do niedawna był właścicielem, wynajmowano pokoje na godziny.

Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że od kwietnia kontroluje oświadczenia majątkowe obecnego prezesa NIK Mariana Banasia. Dziwnym trafem ta kontrola ma się zakończyć w drugiej połowie października, czyli już po wyborach.

W Internecie pojawiły się pierwsze komentarze, dotyczące decyzji szefa NIK. – „Pan Banaś mówi, że jutro wystąpi do Pani marszałek o urlop bezpłatny, dopóki CBA nie zakończy kontroli, bo takie są standardy w PiS. Pan Banaś mówi, że ta kontrola CBA to potrwa…

View original post 1 140 słów więcej

 

Pisowski rozpiździaj Polski

Wybitny kompozytor Zbigniew Preisner był gościem Katarzyny Janowskiej w programie rezerwacja (Onet). Artysta wypowiedział się m.in. na temat sytuacji politycznej w Polsce.

Dziennikarka Paulina Młynarska o wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na temat rodziny.

Politycy PiS nie pozwolili Rzecznikowi Praw Obywatelskich Adamowi Bodnarowi podsumować swojej pracy w czasie sejmowej komisji sprawiedliwości.

Komentarz Jurka Owsiaka

Wybitna pisarka Manuela Gretkowska w felietonie na temat PiS i stanu demokracji w Polsce.

Politycy PiS skomentowali decyzję prezesa Jarosława Kaczyńskiego o przerwaniu trwającego posiedzenia Sejmu w celu wznowienia go po wyborach.

Pomnik Kaczyńskiego zanurzony w szambie. To się prezesowi należy, jeszcze za życia

Emilia S. zaangażowana była w ataki na sędziów, którzy mówili w Brukseli o sytuacji w Polsce. To niejedyne przewinienie hejterki i jej sojuszników.

W ubiegłym roku do Brukseli udało się 26 prawników związanych ze stowarzyszeniem Iustitia. Prawnicy planowali spotkać się z Fransem Timmermansem, którego chcieli ostrzec przed skutkami PiS-owskiej „reformy sądownictwa”. Komisarz UE miał zostać poinformowany o niszczeniu niezależności polskich sądów.

Krótko przed ich wyjazdem instytucje rządowe rozpoczęły kampanię skierowaną przeciwko nim. Jako pierwsze zainterweniowało przedstawicielstwo Polski przy Komisji Europejskiej, które przesłało do Ministerstwa Spraw Zagranicznych listę z nazwiskami i numerami dowodów członków delegacji.

Informacje o sędziach zostały przekazane dalej. Wśród osób, które zdobyły materiały na ich temat była… Emilia S.

Zdaniem dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w akcję przeciwko grupie prawników, zaangażowani byli więc nie tylko internetowi trolle i prorządowi sędziowie. W akcji pomagały również służby specjalne, instytucje państwowe oraz media publiczne i ich przystawki.

To niejedyny przewinienia PiS-owskich hejterów. „Fakt” podaje, że grupa sędziów „dobrej zmiany” bezczelnie oskarżyła swojego kolegę o to, że nakłonił partnerkę do dokonania aborcji.

Osobą oskarżoną o ten czyn był prof. Krystian Markiewicz, przewodniczący stowarzyszenia Iustitita. Donos rozesłała niezawodna Emilia S., co zostało zatwierdzone przez Jakuba Iwańca, ówczesnego pracownika Ministerstwa Sprawiedliwości. Jak się okazuje, Iwaniec nie był zadowolony z przebiegu hejterskiej akcji; wolał, żeby donosy rozesłać już w trakcie kampanii wyborczej.

Kaczyński będzie miał antypomnik. Figura prezesa do góry nogami zanurzona w szambie.

Kmicic z chesterfieldem

Obserwując okładki prorządowych tygodników, można było już zobaczyć tak wielką kreatywność twórców, że rzadko kiedy w rachubę wchodzi zaskoczenie. Teraz jednak Tygodnik “Sieci” braci Karnowskich, w swoim najnowszym wydaniu przesuwa granicę kreowania wizerunku Jarosława Kaczyńskiego na wydaje się najwyższy możliwy poziom.

Lider PiS zostaje bowiem porównany do Donalda Trumpa, kiedy to obaj przywódcy niczym równi sobie liderzy świata są zestawieni ze wspólnym potężnym obozem wrogich sił, które chcą ich zniszczyć. W wiele mówiącym wydaniu “Mężowie stanu pod ostrzałem!” tygodnik stara się przekonać, że obu liderów “łączy więcej niż myślicie”, ponieważ m.in. “wygrali wbrew mediom i kastom. Rozkręcili gospodarki i wzmocnili państwa”. Karnowscy postawili tutaj na radykalny patetyzm, co oddaje zapowiedź nowego wydania tygodnika:

Tygodnik prezentuje podobieństwa drogi dojścia…

View original post 1 962 słowa więcej

 

Kuchciński – Rywin PiS. Ten mamrot okazuje się być lwem

 

Jak trafnie sugeruje Fakt, który dotarł do strzeżonych dokumentów, marszałek Sejmu Marek Kuchciński zorganizował prawdziwe biuro podróży. Specjalnością biura były luksusowe przejazdy na trasie Warszawa–Rzeszów–Warszawa, a środkami lokomocji, luksusowy odrzutowiec Gulfstream, śmigłowiec W-3 Sokół i samolot CASA.

Z usług biura korzystali krewni, bliscy i znajomi królika.

A lista pasażerów „biura” jest imponująca: Stanisław Piotrowicz i Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski i Anna Krasnodębska, Wojciech Jasiński, Maciej Łopiński i szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Na liście są również: Christian Młynarek, doradca marszałka i radny PiS w stołecznej dzielnicy Włochy, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, posłowie PiS z Podkarpacia: Krystyna Wróblewska, Bogdan Rzońca, Jerzy Paul i Wojciech Buczak.

Latały też posłanki PiS: Józefa Hrynkiewicz i Anna Schmidt-Rodziewicz oraz Andrzej Klarkowski, doradca szefa Kancelarii Sejmu, a w przeszłości doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Pasażerami byli też: marszałek województwa podkarpackiego, były senator PiS Władysław Ortyl oraz Janusz Niedziela obecny przewodniczący rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej, a także Grzegorz Nieradka, asystent marszałka i były radny PiS w Iwoniczu-Zdroju i Bogdan Romaniuk, radny podkarpackiego sejmiku.

Co ważne z „biura podróży” korzystał też Zbigniew Ziobro.

Nie wiadomo, jakie to ważne misje mieli do wypełnienia pasażerowie marszałka. Wiadomo za to, skąd ta zmowa milczenia. Nikt nic nie mówił, nikt nic nie wiedział, bo wszyscy brali w tym udział. Jak się okazuje „wszyscy po jednych pieniądzach”. A nawet gorzej. Słusznie więc zauważają internauci:

„Ziobro wyda polecenie by prokuratura zbadała czy latał z Kuchcinskim? Serio? Jesteście tak naiwni?”, czy inny wpis: „Jak prokuratura ma zbadać oszustwa Kuchcińskiego, skoro latał z nim sam prokurator generalny Ziobro? Patologia”.

Ciekawe co z tym zrobi Kaczyński? Zobaczymy.

Kuchciński może wyrosnąć na bohatera PiS, utopi Titanic Kaczyńskiego. Twardy jak góra lodowa, która się topi po każdym kolejnym kłamstwie.

Kmicic z chesterfieldem

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie…

View original post 2 568 słów więcej

 

Ćwierćinteligent Kaczyński

Manuela Gretkowska – wybitna pisarka – na temat polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy nie chcą opublikować list poparcia sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa

Gretkowska o KRS

Ziobro nie chce ujawnić, kto popierał nowy KRS. Co tam wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego żądającego zgodnie z prawem ich nazwisk. Oprócz zawsze wspierającego PiS Trybika Konstytucyjnego, bo już nie Trybunału, jest jeszcze Urząd Ochrony Danych Osobowych. I on teraz będzie ustalał, czy można podać nazwiska szubrawców łamiących prawo. Być może dla KRS-upodpisali się trzema krzyżykami albo w ogóle nie istnieją. Tym lepiej, ukryją się pod RODO.

Ten sam urząd powinien zakazać podawania nazwisk na listach wyborczych. Tylko nazwy partii i gramy w szczęśliwy numerek. Albo i lepiej bez nazw. Czysta cyfryzacja kolejnym sukcesem PiS-u. Dzięki temu nie będzie trzeba gdzieś upychać Macierewicza. Zamiast skompromitowanych nazwisk, niewinne cyferki.
Politycy niech też chronią swoje dane. Dudę zastąpić Jedynką, jako pierwszego w państwie. Kaczyńskiemu przypadnie zaszczytne i słuszne, wielkie ZERO. Ćwierćinteligent z Żoliborza. Żaden prawdziwy inteligent nie szczułby na LGTB ani na „pasożyty” emigrantów.

Rosja i Chiny uprawiają kapitalizm, tak jak chciałby Morawiecki – konkrety, kasa są najważniejsze. Tym jest współczesne niewolnictwo – róbcie pieniądze, ale bez obywatelskich praw. Chińczykom w pacyfikowaniu buntującego się Hongkongu, pomagają gangsterskie triady. Pałują i biją protestujących na ulicach. Wolność? Kasa gangsterom ma się zgadzać. U nas triady zastępują kibole. A na wyższym poziomie dealerzy życia wiecznego – Kościół. Trójca święta, czy triada, jeden czort. Najważniejsze, wejść w układ z władzą i utrzymać przywileje. Organizacje przestępcze wspierają się, gdy mają wspólny interes. Dla PiS-u i Kościoła jest nim cyckanie Polaczków, z ducha i materii.

Panie Morawiecki, co tam eksperymenty Europy pomnażające wolności obywatelskie, co tam postęp społeczny. My tu sami, po swojemu. Problem, że Polska nie kończy się na Polsce, Polska kończy się Polską. Taką, jaką była od stuleci, zapyziałą, zapadłą w sobie i zniewoloną. Wyciągacie skądś Marksa, odwiecznych wrogów, czyli przeciwników Wiary i Kościoła. Bo to ciągle ta sama walka sarmackiego zidiocenia, zwanego przez was tradycją. Tradycyjnie wyzyskujecie lud, czyli „suwerena”. Hodujecie na stadionach, w zniszczonych szkołach patriopolaków. Pańszczyźniany lud do ograbienia z wolności.

Polska pierwszy raz kończy się nie rozbiorami, okupantami, Polska kończy się Polską. I to powinno być na jej grobowcu, gdy obejmiecie całą władzę. Polska skończyła się Polską.

Kaczyński to tylko niziołek. Ćwierćinteligent? Tak! Przede wszystkim jego ćwirć jest wiedza o historii i, tradycji i literaturze.

Kmicic z chesterfieldem

Katarzyna założyła profil na Facebooku i opisuje jak krzywdził ją Roman B. Do niedawna był jeszcze księdzem. Wystąpił ze stanu kapłańskiego po tym jak sprawa została nagłośniona przez media. Jako pierwsza historię ujawniła Justyna Kopińska w Dużym Formacie.

„Jest tu sama prawda, nawet jeśli przytłaczająca i męcząca, ale tak wygląda ta prawda. Tak wygląda moje życie. Przykro mi” – pisze Katarzyna. W kolejnych postach opowiada o tym jak przez dwa lata była więziona przez księdza Romana B.

Był bardzo agresywny. Ciagle zły. Nie podobało mu się wszystko, to jak siedzę, stoję, gdzie patrze. Wiecznie uważał, że go nie słucham. Kiedy przebywał w mieszkaniu ze mną na Rugiańskiej, nie wiedziałam, jak mam siedzieć, gdzie mam siedzieć, co mam ze sobą robić, żeby tylko nie był zły. Denerwowałam go sobą. Potrafił siedzieć na fotelu i czytać jakiś modlitewnik, po czym nagle potrafił podnieść głowę do góry i zaczynał na mnie krzyczeć, że…

View original post 2 843 słowa więcej

 

Pisowska wyspa nienawiści, nietolerancji i podłości

Tomasz Lis skomentował wydarzenia z Marszu Równości w Białymstoku.

Faszystowskie bojówki w Białymstoku wykorzystywane przez PiS.

Kmicic z chesterfieldem

Po co PiS właściwie wprowadził przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej i dlaczego istnieje niewielka szansa, by się z nich wycofał? Jest to instrument politycznego wpływania na sędziów, co już widać, ale być może sprawa jest poważniejsza i PiS potrzebuje izby dyscyplinarnej, by przykładowo ograniczyć do niej tylko kompetencje Sądu Najwyższego do uznawania wyborów w kraju za legalne i ważne. To bardzo niebezpieczny instrument i dlatego działania Komisji Europejskiej uważam za w pełni uzasadnione – mówi europeistka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych UW. – KE dała 2 miesiące na wycofanie się z przepisów dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Niezastosowanie się do tego zalecenia KE prawdopodobnie będzie wiązało się ze skierowaniem sprawy do TSUE – dodaje

JUSTYNA KOĆ: KE rozpoczęła drugi etap postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Co to oznacza, z czym się wiąże i kiedy możemy odczuć konsekwencje?

PROF. RENATA MIENKOWSKA-NORKIENE: Komisja Europejska jest strażniczką europejskiego prawa, m.in. w tym…

View original post 3 114 słów więcej