Trzaskowski nokautuje

Wygląda na to, że wystarczył jeden dzień Rafałowi Trzaskowskiemu, aby zebrać wymagane 100 tys. podpisów poparcia na prezydenta Polski.

Marszałek Sejmu oświadczyła, że wybory prezydenckie odbędą się 28 czerwca. Kandydat Koalicji Obywatelskiej dostał tylko 5 (!!) dni od rządzących na zebranie podpisów.

– To jest właśnie to oddalenie się obecnej władzy od obywateli. Oni dzisiaj koncentrują się jedynie na tym, jak utrudnić działanie konkurentom. Skupcie się, choć na tym, aby dobrze przeprowadzić wybory – komentował Trzaskowski.

Na temat pięciu dni jakie otrzymał prezydent Warszawy od władzy na zebranie podpisów wypowiada się Sławomir Sierakowski.

– PiS zrobił Rafałowi Trzaskowskiemu kolejny prezent, dając mu niesprawiedliwie krótki termin na zbieranie podpisów. Sami się proszą o propagandowy sukces Trzaskowskiego, którym będzie na przykład 200.000 zebranych podpisów – ocenia publicysta.

Aktywiści wspierający kandydata KO wyruszyli dzisiaj na ulice miast w całej Polsce. Informacje docierające z obozu Trzaskowskiemu dają niemal pewność, że prezydentowi Warszawy wystarczył jeden dzień (!!) na zebranie potrzebnych podpisów.

JESTEŚCIE WIELCY. BRAKUJE TYLKO KILKA PODPISÓW MAMY TO 100.000W 7 godzin sama Warszawa 60.000 podpisów – czytamy na profilu Dariusza Woszczyńskiego zaangażowanego w zbieranie podpisów pod kandydaturą Trzaskowskiego.

Więcej o wyborach 28 czerwca >>>

Kmicic z chesterfieldem

Witaj, grotesko! Andrzej Duda wymyślił oczka wodne przed domami. Dopłaci z naszej kieszeni, czyli budżetu państwa, 5 tys. zł – byle głosowano na niego.

Chore, aż w oczy szczypie.

– Chciałbym, żeby przy każdym domu takie oczko [wodne] było. Nie tylko domu jednorodzinnym, ale także domach wielorodzinnych, żeby jak najwięcej tych małych zbiorników wodnych powstawało. Ten program „Moja woda” to jest program dofinansowania tego typu inwestycji. W tym programie będzie dofinansowanie do 85% kosztów, ale nie więcej niż 5 tys. zł – mówił Duda w Sulejówku.

Ale…

Po 2015 roku rząd PIS zmniejszył wydatki na gospodarkę wodną o 40% (z 3,2 mld zł do 2 mld zł). A wydatki na ochronę gleb, wód powierzchniowych i podziemnych aż o 70% (z 3 mld do 0,9 mld zł). Źródło danych: Rocznik Statystyczny GUS 2018 strona 115.

Więcej o oczkach wodnych Dudy >>>

PiS wyprodukował sobie elektorat, który jest odporny na krytykę władzy…

View original post 499 słów więcej

 

Małgorzata Kidawa-Błońska dla dobra Polski powinna zostać prezydentem

Kmicic z chesterfieldem

Donald Trump nie radzi sobie w polityce zagranicznej. Już kilka razy zaprezentował się, jako niestabilny sojusznik (Kurdystan, Syria), a konflikt z Iranem pokazuje jak na dłoni, iż prezydent USA może wywołać konflikt światowy, wręcz gorącą wojnę.

Do tego USA tracą znaczenie na świecie, a tym samym straty odczuje cały Zachód demokratyczny. W miejsce USA wchodzą Chiny, które nawet bardziej pasują krajom muzułmańskim ze względu na podobny autorytaryzm partyjno-religijny.

Więcej >>>

W nocy z 7 na 8 stycznia czasu irackiego Irańczycy wystrzelili 15 rakiet w stronę dwóch baz, w których znajdują się żołnierze Amerykańscy. To odpowiedź na zabicie przez Amerykanów irańskiego generała Sulejmaniego. Otwarta wojna? Deeskalacja jest jeszcze możliwa. Wszystko zależy od decyzji Donalda Trumpa

Iran zapowiadał zemstę i właśnie jej dokonał. W nocy wysłał rakiety w stronę dwóch amerykańskich baz w Iraku: al-Asad i Erbil.

Wszyscy komentatorzy zgodnie zapowiadali, że odpowiedź nadejdzie. Irańczycy postanowili uderzyć już dzień po pogrzebie generała…

View original post 574 słowa więcej

 

Satyra o Krystynie Pawłowicz

Taką oto zabawną narrację o Krystynie Pawłowicz znalazłem na Twitterze.

Sędzia pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego to postać z groteski. Może jakiś dramaturg wziąłby jej osobę za inspirację do mrożkowskiej sztuki. Szkoda, aby taka zapyziałość przeminęła wraz z jej prochami.

Kmicic z chesterfieldem

Janina Goss, przyjaciółka matki Kaczyńskich, nie posiada żadnych umiejętności, za to przy Kaczyńskich nakradła się ze skarbu państwa.

Goss to nowotwór autorstwa Kaczyńskich, degeneruje pastwo polskie, zresztą jak obydwaj bracia (jeden wykopyrtnął pod Smoleńskiem i ponosi odpowiedzialność za śmierć 95 innych)

Janina #Goss wynajmuje powierzchnię reklamową spółce Skarbu Państwa #PGE, w której członkiem rady nadzorczej jest Janina #Goss

Podkomisja smoleńska funkcjonuje „w oparciu o roczny budżet”, a wyniki jej prac mogą być udostępnione tylko na potrzeby postępowań przygotowawczych lub sądowych – taką odpowiedź z MON uzyskał poseł klubu KO Krzysztof Truskolaski. Resort poinformował przy tym, że przewodniczący podkomisji Antoni Macierewicz nie pobiera z tytułu pełnienia tej funkcji żadnego wynagrodzenia.

Więcej >>>

Na konflikcie ewidentnie spowodowanym przez Putina także Kaczyński i Morawiecki usiłują zbić polityczny kapitał. Jednak to ich wcześniejsze błędy doprowadziły do izolacji Polski, co zawsze w naszej historii oznaczało dla nas ogromne ryzyko

Tekst Cezarego Michalskiego tutaj >>>

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku…

View original post 238 słów więcej

 

Duda ma się czego bać, Trybunał Stanu ma jak w banku, dlatego walczy z Sądem Najwyższym

Ustawa dyscyplinująca ma zmusić sędziów, by nie stosowali prawa Unii Europejskiej. Jej celem jest obsadzenie Pierwszego Prezesa SN przez prezydenta, a w konsekwencji kontrola Trybunału Stanu, któremu Pierwszy Prezes przewodniczy. „To może uniemożliwić skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed tym organem” – ostrzega SN w swojej opinii

Sąd Najwyższy opublikował kilkudziesięciostronicową opinię dotyczącą projektu ustawy dyscyplinującej sędziów i prokuratorów znanej jako druk nr 69. Jej opracowanie politycy PiS zapowiadali, odkąd sądy w całej Polsce zaczęły się stosować do wyroku TSUE z 19 listopada i wstrzymywać od opiniowania kandydatów na sędziów w procedurze z udziałem neo-KRS.

SN podkreśla, że głównym celem projektu jest „wymuszenie na sędziach niestosowania prawa Unii Europejskiej w zakresie, w jakim m.in. wynika to z wyroku TSUE z dnia 19 listopada 2019 r.”.

Zobacz opinię SN

Przypomnijmy – PiS chce, by do katalogu przewinień sędziów sądów powszechnych (czyli rejonowych, okręgowych i apelacyjnych), za które odpowiadają dyscyplinarnie, dopisać między innymi odmowę stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z Konstytucją lub umową międzynarodową nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny.

PiS pod groźbą sankcji chce zmusić sędziów, by na własną rękę lub poprzez pytania prawne do SN lub TSUE, nie oceniali zgodności z Konstytucją lub z prawem europejskim przepisów uchwalonych przez obecną władzę. A taki obowiązek, w kontekście badania umocowania neo-KRS i powoływanych przez nią sędziów, nakładał wyrok TSUE z 19 listopada.

Zasada, którą chce wprowadzić rząd PiS, kłóci się również z zasadą pierwszeństwa prawa UE nad prawem krajowym, co jest fundamentem porządku prawnego Unii.

Sąd Najwyższy zwraca uwagę, że „sprzeczność pomiędzy prawem polskim, a unijnym, jaką Projektodawca zamierza wywołać, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić będzie do wszczęcia przez instytucje Unii Europejskiej procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów,

a w dłuższej perspektywie – do konieczności opuszczenia Unii Europejskiej”.

By wyjaśnić efekt nowego rozwiązania SN w opinii porównuje tę sytuację do stanu wojennego:

„Podkreślenia wymaga, że formułowane obecnie w przestrzeni publicznej przez najwyższych przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej zarzuty dotyczące sędziów stanu wojennego, sprowadzają się do tego, że stosowali oni dekret o stanie wojennym, bez uwzględnienia jego sprzeczności z normami wyższego rzędu.

W istocie do tego samego dąży Projektodawca, proponując surowe kary dyscyplinarne za odmowę stosowania przepisów sprzecznych z prawem europejskim i stosowanie wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”.

Żeby nikt nie podważał

W przepisach, które zabraniają sędziom zabierania głosu w sprawach „związanych z polityką – ogółem spraw i działań dotyczących zarządzania państwem” SN widzi z jednej strony próbę naruszenia wolności słowa gwarantowaną przez art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ale również atak na samorząd zawodowy.

„Literalne rozumienie powyższego unormowania prowadziłoby do absurdu. Przyjąć bowiem należałoby, że sędziowie pozbawieni byliby jakiejkolwiek możliwości odniesienia się do bieżących spraw dotyczących funkcjonowania sądownictwa, np. w zakresie wyrażenia opinii w przedmiocie unormowań regulujących funkcjonowanie sądownictwa czy określających ich warunki pracy”.

Nie bez znaczenia jest również marginalizacja roli samorządu zawodowego sędziów, który powinien zostać pozbawiony dotychczasowych funkcji opiniodawczych, jak i kontrolnych wobec nominowanych przez Ministra Sprawiedliwości prezesów sądów powszechnych.

Dużo krytyki SN poświęca projektowanemu zakazowi „kwestionowania istnienia stosunku służbowego sędziego lub skuteczności jego powołania”.

SN przypomina, że orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jednoznacznie uważa, że naruszenia wymogów prawa krajowego przy powołaniu danej osoby na stanowisko sędziego, stanowi naruszenie prawa skarżącego do „sądu stanowionego ustawą” (art. 6 ustęp 1 EKPC).

Tymczasem polski ustawodawca chce wprowadzić ustawową definicję sędziego jako „osoby powołana na to stanowisko przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, która złożyła ślubowanie wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Przepis ten przede wszystkim jest niezgodny z Konstytucją, której art. 179 przesądzą, że sędziego powołuje prezydent na wniosek KRS.

Jak argumentuje dalej SN – takie zrozumienie prowadziłoby do absurdów takich jak na przykład powołanie przez Prezydenta na stanowisko sędziego kogokolwiek, nawet osoby niespełniającej podstawowych wymogów.

Próba implementacji w systemie prawnym takiej definicji ma być oczywiście szczepionką przeciwko podważaniu umocowania neo-KRS.

SN przypomina:

„Aktualnie sposób ukształtowania Krajowej Rady Sądownictwa należy uznać za niezgodny z Konstytucją, co szerzej uzasadniano już w licznych opiniach, w tym także opiniach SN”.

I przywołuje szereg argumentów za odrzucenie neo-KRS w obecnej formie, które pojawiały się i w wyroku TSUE z 19 listopada i w orzeczeniu SN z 5 grudnia.

Z kolei delikt polegający na „utrudnianiu pracy wymiaru sprawiedliwości” uznano za wysoce nieostry i niespełniający wymogu ustawowej określoności deliktu dyscyplinarnego.

SN podsumowuje następująco:

„Wprowadzone zmiany mają charakter całkowicie arbitralny i stanowią przejaw instrumentalizacji postępowania dyscyplinarnego umożliwiającej wywołanie efektu mrożącego wśród sędziów, a także usunięcie ze stanu sędziowskiego osób, których poglądy nie odpowiadają rządzącej większości”.

I przewiduje nieuchronne konsekwencje wobec Polski:

„Karanie dyscyplinarne sędziów za prawidłowe stosowanie prawa UE, w tym realizację zasady pierwszeństwa prawa UE zgodnie
z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE, będzie oznaczało naruszenie zobowiązań Polski wynikających z członkostwa w UE i będzie godzić w podstawy członkostwa Polski w UE.

To zaś w zakresie minimalnym będzie stanowić podstawę do wszczęcia postępowania przeciwko Polsce na podstawie art. 258 TFU, ale także rodzić wspomnianą już odpowiedzialność odszkodowawczą państwa polskiego, a także dawać argumenty do kontynuowania wszczętej już procedury z art. 7 TUE”.

W ostatniej części opinii SN zbija argumenty rządu PiS, jakoby przepisy były wzorowane na rozwiązaniach prawa francuskiego, hiszpańskiego i niemieckiego.

Prezydent ubezpiecza się na wypadek przegranej

Ale SN dużo uwagi poświęca także na analizę przepisów dotyczących wyboru Pierwszego Prezesa SN, które w debacie wokół druku nr 69 zdawały się być drugoplanowe wobec przepisów dyscyplinujących sędziów.

SN odważnie interpretuje ich polityczne znaczenie:

„Ewidentnym celem projektu jest także doprowadzenie do obsadzenia urzędu Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przez urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, na wypadek, gdyby przegrał On wybory prezydenckie w 2020 r.

Obsadzenie odpowiednią osobą funkcji Pierwszego Prezesa pozwoliłby na przejęcie, przynajmniej wizerunkowej kontroli nad Sądem Najwyższym oraz, co ważniejsze, realnej kontroli nad Trybunałem Stanu. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego jest bowiem przewodniczącym tego Trybunału z mocy prawa i ma realny wpływ na kształtowanie składów orzekających.

To z kolei może uniemożliwić skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed tym organem”.

Przypomnijmy – w projekcie znajduje się szereg przepisów, które radykalnie zmniejszają liczbę sędziów SN wymaganych do przedstawienia kandydatów na Pierwszego Prezesa, a także dają prezydentowi szczególne uprawnienia takie jak arbitralne anulowanie procedury wyboru, czy powołanie osoby pełniącej obowiązki PP.

SN podkreśla, że zgodnie z art. 183 ust. 3 Konstytucji organem uprawnionym do przedstawiania kandydatów jest Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. „Zgromadzenie jest organem kolegialnym, który podejmuje uchwały, wymagający dla swej ważności większości głosujący sędziów SN.

Za niedopuszczalne należy uznać zatem wszelkie regulacje ustawowe umożliwiające przedstawienie kandydatów, w których wyborze nie brała udziału co najmniej połowa + 1 sędziów SN, a do takiej sytuacji prowadzi obniżenie kworum do 32 członków Zgromadzenia Ogólnego.

Trudno uznać, że funkcję Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego wykonywać może niewiele ponad 25% ogólnej liczby sędziów Sądu Najwyższego, określonej w regulaminie Sądu Najwyższego.

Podkreślenia wymaga, że mandat piastuna stanowiska Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wybranego spośród kandydatów wyłonionych przez takie gremium będzie mógł być kontestowany”.

Tego, co się wydarzyło 23 września 2019 w siedzibie ONZ w Nowym Jorku nikt do tej pory nie opisał. OKO.press zwrócił na to uwagę przedstawiciel ONZ, który prosił o anonimowość. „Zachowanie pana prezydenta Dudy zostało przez dyplomatów i urzędników uznane za dziwaczne i niewłaściwe”. Podczas lunchu pani premier Nowej Zelandii „wyraźnie nabijała się z Polski”

23 września 2019 w wielkiej sali plenarnej ONZ odbywał się „Climate Action Summit”.  W przygotowaniu spotkania uczestniczył informator OKO.press. Opowiada:

„Formalnie był to tzw. szczyt sekretarza generalnego ONZ. António Guterres wykorzystał fakt, że przywódcy świata przyjechali na Zgromadzenie Ogólne (23-26 września 2019), by lepiej przygotować grudniowy szczyt klimatyczny COP25. Przywódcy wysłuchali sekretarza generalnego, a potem trwała dyskusja nad tym, co miało zostać uzgodnione w Madrycie.

Ku swemu zaskoczeniu zauważyłem, że na sali nie ma pana prezydenta Dudy i ministra spraw zagranicznych pana Czaputowicza”.

Co tym bardziej dziwne, że obaj byli w tym samym gmachu, na tym samym piętrze.

Polska była wtedy prezydentem COP

Na Climate Action Summit oczy świata zwrócone były na Polskę, ponieważ formalnie pełniliśmy wtedy prezydencję COP, najważniejszej instytucji ONZ do walki z katastrofą klimatyczną.

„Polska miała przypisaną funkcję prezydenta COP z racji organizacji szczytu w 2018 roku w Katowicach. Przekazanie tej funkcji Chile nastąpiło dopiero 2 grudnia w Madrycie na kolejnym COP-25.

To ważne, by zrozumieć, dlaczego zachowanie prezydenta Dudy zostało przez dyplomatów, z którymi rozmawiałem, i urzędników ONZ uznane za dziwaczne (słychać było słowo bizarre), a także głęboko niewłaściwe” – mówi informator OKO.press.

Gdy o 10.00 sekretarz generalny otworzył obrady, słuchali go najważniejsi przywódcy świata. Ale bez prezydenta Dudy.

Trump robi ONZ konkurencję, czyli religia zamiast klimatu

Duda oczekiwał bowiem na zainicjowane przez Donalda Trumpa wydarzenie poświęcone Wolności Religijnej (Event on Religious Freedom). „Można je śmiało nazwać konkurencją dla narady klimatycznej ONZ, czego zresztą dyplomacja amerykańska nie ukrywała. Odbywało się dosłownie tuż obok, tego samego dnia, o tej samej godzinie – mówi nasz informator.

Na spotkanie Trumpa z europejskich przywódców przybył tylko prezydent Andrzej Duda, w dodatku w towarzystwie ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza (obaj na głównym zdjęciu), co też nie umknęło uwadze dyplomatów. Każdy to odnotował”.

Duda czeka zajęty smartfonem

Polski prezydent został posadzony w pierwszym rzędzie, bo był jedyną głową państwa tej rangi, tego wymagał protokół dyplomatyczny, ale wszystko to było bardzo niezręczne”.

Lunch. Premier Nowej Zelandii nabija się z Polski

W przerwie obrad Climate Action Summit o 13.45 odbył się lunch z udziałem sekretarza generalnego ONZ, kilkudziesięciu przywódców świata, a także Ala Gore’a, wiceprezydenta USA za Billa Clintona (1993-2001) i laureata Pokojowego Nobla w 2007 za działalność na rzecz klimatu Ziemi.

„Głos zabrała pani premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. Pochwaliła organizację COP 24 w Katowicach i powiedziała, że trzeba serdecznie za to podziękować Polsce i polskiemu prezydentowi.

Jestem przekonany, że zrobiła to specjalnie, bo prezydenta Dudy nie było na sali. Wszyscy zaczęli się rozglądać, zrobiło się małe zamieszanie.

Wizyta pana prezydenta Dudy w ONZ była całkowicie skupiona na Trumpie. Polska dyplomacja wykazała się nieumiejętnością rozegrania tej sytuacji tak, by nie okazać lekceważenia tematyce ratowaniu klimatu. Utwierdziła też opinię o Polsce, że ma czołobitny stosunek do USA” – mówi informator OKO.press.

23 września 2019 Duda miał zaplanowane spotkanie z prezydentem Trumpem, ale nie był jedyną głową państwa w takiej sytuacji. Z Trumpem spotkać się mieli także przywódcy pięciu innych krajów. Nie przeszkodziło im to wziąć udziału w naradzie klimatycznej:

  • premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern miała wystąpienie o 10:40;
  • premier Pakistanu Imran Khan – o 11:45;
  • premier Singapuru Lee Hsien Loong – 12.25;
  • prezydent Korei Płd. Mun Dze In – 15:50;
  • prezydent Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim o 16:00.

Duda nie załapał się na mówcę

Na debacie Climate Action Summit do 18:00 głos zabrało ponad 60 przywódców, m.in. Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Indii, a także wysocy przedstawiciele Chin i Rosji oraz przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Przemawiała też słowacka prezydentka Zuzana Čaputova i prezydent Węgier János Áder. Według  informacji „Wyborczej” Duda też chciał zabrać głos, ale polskie plany redukcji emisji zostały uznane za nie dość ambitne, by pozwolić mu przemówić.

Wbrew własnym zapowiedziom na szczycie przed 11:00 pojawił się także prezydent Donald Trump. Wysłuchał wystąpienia premiera Indii Narendry Modiego, kanclerz Angeli Merkel, ale – jak pisze Guardian –  przy następnym na liście prezydencie Chile wyszedł.

Ukradliście moje marzenia, moje dzieciństwo swoimi pustymi słowami,

a jednak jestem jedną z tych, która miała szczęście. Ludzie cierpią. Ludzie umierają. Nasze ekosystemy są coraz bardziej zrujnowane. Jesteśmy na początku masowego wymierania, a wszystko, o czym możecie mówić, to pieniądze i bajki o wiecznym wzroście gospodarczym. Jak śmiecie?”.

Spotkanie o Wolności Religii. Trump: Nie ma siły, która dorównuje wierze

Impreza zwołana przez Trumpa była poświęconą prześladowaniom na tle religijnym, przede wszystkim chrześcijan. Uznano ją za ostentacyjny gest, a nawet afront wobec ekologicznego szczytu ze strony prezydenta USA, który wypowiedział Porozumienie Paryskie (COP-21 z 2015 roku). W oddalonej o 100 metrów sali prezydent USA przemawiał od 11:47 wzywając do obrony wolności religijnych i przywołując przypadki napaści na duchownych katolickich, islamskich i żydowskich.

Był gorąco oklaskiwany przez salę, gdzie zgromadzili się przede wszystkim przedstawiciele amerykańskich organizacji religijnych, których głos jest dla niego kluczowy w wyborach 2020.

Trump dziękował aktywistom za odwagę i wytrwałość w obronie religii.

„Jesteście inspiracją dla świata. Przypominacie nam, że nie ma na świecie siły, która mogłaby dorównać wierze ludzi religijnych”.

Trump zapowiedział wsparcie aktywistów religijnych przez biznes i apelował do „wszystkich narodów, by dołączyły do tej moralnej powinności” . Na koniec „Wezwał wszystkie rządy, by szanowały odwieczne prawo każdego człowieka do postępowania zgodnego ze swoim sumieniem, życia według swej wiary, i oddawania czci Bogu”.

Duda wzorowym sojusznikiem

Postępowanie Andrzeja Dudy wskazuje na priorytety polityki obecnej władzy. Cierpliwe oczekiwanie na Trumpa – razem z aktywistami religijnymi  – kosztem ważnej narady o ratowaniu klimatu Ziemi robiło wrażenie,

jakby polski prezydent chciał potwierdzić, że – jak nazywa go Trump – jest  wzorowym sojusznikiem USA.

Zdaniem „The Washington Post” strona amerykańska wykorzystuje relacje z Dudą do prowadzenia swej polityki wobec Europy. Podobnie pisała w OKO.press Katarzyna Pałczyńska-Nałęcz: „antyeuropejskie” oczekiwania USA wobec Polski będą narastały, a sytuacja uzależnienia będzie przez Amerykanów bezpardonowo wykorzystywana. Symbolicznym wyrazem relacji Duda – Trump było podpisywanie umowy polsko-amerykańskiej we wrześniu 2018, gdy Duda stał, a Trump siedział. Zorganizowana w Warszawie z inicjatywy Waszyngtonu konferencja bliskowschodnia oznaczała – zdaniem Konstantego Geberta – że grając rolę „ważnego [dla USA] państwa Warszawa w polityce zagranicznej już jest de facto poza Unią”.

Andrzej Duda, jak cały PiS, odwołuje się często do wartości religijnych. Podkreśla, że historia Polski to historia chrześcijaństwa. Stwierdza też,  że zgodnie z wolą Jana Pawła II, „my, Polacy, powinniśmy iść do Unii Europejskiej, niosąc nasze wielkie katolickie i chrześcijańskie dziedzictwo” i dodaje, że „sam stara się to czynić”. W dniu święta narodowego 2018 stawiał znak równości między patriotyzmem i katolicyzmem.

Ostentacyjna religijność Dudy mogła być dodatkowym powodem, że prezydent był jedynym przywódcą europejskim, który wybrał spotkanie o wolnościach religijnych zamiast szczytu klimatycznego.

23-24 września, Trump i Duda razem

23 września 2019 popołudniu prezydenci Duda i Trump podpisali umowę o współpracy obronnej:

24 września 2019 Duda przemawiał w debacie generalnej 74. Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Jako pierwszy zabiera głos prezydent Trump.

Marta Kaczyńska i Terlecki na Halloween

Prof. Magdalena Środa na temat moralności środowiska PiS oraz różnicy między wielkimi słowami wypowiadanymi z ust polityków formacji – a rzeczywistością.

Środa swój wpis na Facebooku i wyliczanie nazwisk zaczęła od Marty Kaczyńskiej, która jest obecnie w trzecim związku małżeńskim. Socjolożka nie zapomniała o obecnej aferze związanej z szefem NIK Marianem Banasiem czy o kierującym TVP – Jacku Kurskim.

Uwielbiam te pisowskie wzory osobowe!! Prawdziwa hagiografia. Marta Kaczyńska – przykład świętej rodziny, arcybiskup Głódź – przykład chrześcijańskiej pokory, Banaś – przykład heroicznej uczciwości, Misiewicz – przykład militarnych kompetencji, Jacek Kurski – przykład rzetelności dziennikarskiej, Morawiecki – przykład suwerenności politycznej i prawdomówności, Kaczyński – przykład niezwyciężonego demokraty.. No wszędzie te ideały! Właściwie całą partię można od razu beatyfikować i posłać do raju – podsumowała Środa polityków i osoby związane z PiS.

Reakcje internautów:

Tych wzorów” ciągle przybywa. Budzę się rano, robię kawę i zanim włączę tv, to już się zastanawiam – kto dziś następny!.

Tam jest wszystko na odwrót, czyli symbolem uczciwości jest ktoś do cna nieuczciwy, symbolem prawdomówności jest kłamca, kompetencji nieuk i dyletant, pokory zarozumiały megaloman. Odwrócenie pojęć o 180 stopni. To musi być metoda”.

Smutne co stało się w ludzkich głowach. Ja muszę pogodzić się z etykietą człowieka II sortu”.

Kreować to się można… ale przeraźliwie smutne jest to, że ludzie aprobują te paranoiczne zjawiska…”.

Szyszko santo subito prawdopodobnie. Kaczyńskiego to będziemy chyba mieć kopiec, a na nim gipsowy monument większy od tego ze Świebodzina. Podświetlony. Wprawdzie przez dwa tygodnie nie będzie nikt w Polsce miał usztywnionego złamania, ale będzie warto. Minister spraw zagranicznych w swojej pierwszej wizycie będzie nazywał go *Proud of Poland *. Oczyma wyobraźni widzę ten piękny obraz”.

Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu w specjalnym oświadczeniu skierowało się do wiernych w związku z Halloween.

Przestrzegamy przed Halloween, jest to niebezpieczny festiwal brzydoty dla ludzkiej duszy. To mroczne okultystyczne święto. Nie należy ulegać modzie Halloween, to szczególny apel dla chrześcijańskich rodziców, by byli czujni. Diabeł nie żartuje. Pielęgnujmy u dzieci katolickie wychowanie – czytamy w piśmie duchownych.

Ks. Robert Skrzypczak: „Świętowanie Halloween i promowanie tego zwyczaju jest grzechem. (…) To tak jakby iść na oddział chorób zakaźnych bez maseczki. Tu naprawdę nie ma żartów. A posyłanie dziecka na tego typu imprezy to głupota i narażanie go na niebezpieczeństwo”.

Komentarz Wojciecha Cejrowskiego (podróżnik, prawicowy publicysta)

Lubię różne amerykańskie zjawiska kultury – bluesa, country, hollywoodzkie filmy, no i nie rozumiałem, czemu zabawa z dyniami komuś przeszkadza. Potem się dowiedziałem. Pogadałem z egzorcystami, poczytałem i zorientowałem się, czym jest to święto oraz jakie niesie zagrożenia.

Dziś wiele osób jest podobnie niezorientowanych jak ja wtedy i drażni je czepianie się zabawy w duchy i dynie”. Wtedy byłem głupszy, teraz jestem mądrzejszy. Wtedy nieświadomy, teraz uświadomiony. Nie widzę w tym nic złego, że się douczyłem.
To dość powszechne zjawisko, że w młodości uważamy, iż coś jest dla nas niegroźne, a z wiekiem dochodzimy do przekonania, że jednak jest groźne, czasami śmiertelnie. Palacze zaczynają od małego dymka, a po latach kończą w umieralni na raka ze słowami jaki ja głupi byłem”.

Stany Zjednoczone 

Prezydent USA Donald Trump i pierwsza dama Melania Trump rozdawali cukierki wystrojonym dzieciom podczas zorganizowanego w poniedziałek w Białym Domu święta Halloween.

Reakcje internautów:

To nie amerykanów wyszło tylko z Irlandii, bo to właśnie w Irlandii się zaczęło i jest podobne do Dziadów, które jeszcze jest w niektórych rejonach Polski”.

Ciekawe, kiedy ePiSkopat z PiS potępią sojusznika, który celebruje mroczne święto”.

Co za ciemnota. Aż żal to czytać. Kościół promuje mszę zamiast zbierania cukierków. Wiara jak wódka w nadmiarze odbiera rozum. Najlepsze jest to, że ci, co nie wiedzą nic o życiu mówią nam jak mamy żyć. Nie tylko w tej dziedzinie”.

Strasząc diabłem w Halloween świetnie odstrasza się dzieci i młodzież od kościoła. Bo szuka się diabelskich sił tam, gdzie ich nie ma . Proponuję poszukać gdzie indziej…”.

Gosiewska, Kempa czy Mazurek też nie muszą”.

W gruncie rzeczy, mógłby się przebrać za człowieka bez twarzy…

Czy to Dracula, bo bez okularów niezbyt dobrze widzę?”.

Moja mama myślała, że on to ze sto lat ma, biadoliła, że: gdzie oni mają sumienie jeszcze takiego staruszka wykorzystywać”.

 

PiS zajeżdża sowieckimi onucami

Jeśli się nie zmobilizujemy, jeśli nie pójdziemy na wybory, bo przygniecie nas PiS-owska depresja, musimy się liczyć z utrzymaniem przez PiS samodzielnej większości. Dlatego naprawdę liczy się każdy głos. W najgorszym razie po to, aby walczyć o jaśniejsze odcienie szarości i mroku. W najlepszym razie po to, by zwyciężyć – pisze Cezary Michalski. “Jako totalny polityczny nihilista Kaczyński proponował już konstytucję prezydencką, kiedy walczył o prezydenturę, i konstytucję kanclerską, kiedy starał się o pozycję premiera. Jemu formalny ustrój Rzeczypospolitej jest naprawdę kompletnie obojętny, byleby w tym ustroju rządził on sam, z drobną pomocą legionu wykreowanych przez siebie kreatur” – podkreśla także


Sondaże są kiepskie, choć nie do końca wiadomo, co naprawdę sondują. W wyborach samorządowych i europejskich faktyczny wynik Koalicji (Obywatelskiej, Europejskiej) był wyższy, niż sondażowe prognozy większości zwykłych ośrodków badania opinii. A już na pewno znacznie wyższy, niż sondaże CBOS, które na wielu frontach pełni dzisiaj rolę propagandowej przybudówki władzy.

Te kiepskie sondaże są konsekwencją paru następujących po sobie wydarzeń. Po zupełnie niezłym i dobrze rokującym wyniku Koalicji Obywatelskiej w wyborach samorządowych (wszędzie tam, gdzie PSL, SLD i lokalni samorządowcy popierali tych samych kandydatów, co KO, opozycja wygrywała z PiS-em; wszędzie tam, gdzie PSL, SLD i samorządowcy poszli osobno, wygrywało PiS, nawet jeśli nie zebrało głosów większości) w wyborach do Parlamentu Europejskiego pojawił się Robert Biedroń.

BIEDROŃ ODEGRAŁ ROLĘ TOTALNEGO PSUJA I DESTRUKTORA. NIE POZYSKAŁ ŻADNEGO NOWEGO ELEKTORATU, NIE DOTARŁ DO ELEKTORATU SOCJALNEGO CZY WYBORCÓW Z PROWINCJI (W CAŁEJ NAJNOWSZEJ POLITYCZNEJ HISTORII III RP TYLKO JANUSZ PALIKOT ZMOBILIZOWAŁ W 2011 ROKU NAPRAWDĘ NOWY NIEPRAWICOWY ELEKTORAT).

Biedroń kanibalizował jedynie młodszych wielkomiejskich wyborców KO z wyborów samorządowych. 6,6 procenta oddane na Wiosnę pozwoliło jej szefowi przenieść się do Brukseli, jednak w Polsce przesądziło o nieco wyraźniejszym zwycięstwie PiS-u nad Koalicją Europejską. To nieco wyraźniejsze zwycięstwo zamiast remisu albo „remisu ze wskazaniem” stało się tak potrzebnym Kaczyńskiemu argumentem do wyciągnięcia z koalicji PSL-u. Po odejściu ludowców Schetyna zdołał zebrać wszystkich politycznych reprezentantów dawnego, szerokiego elektoratu PO z czasów, kiedy Platforma rządziła i wygrywała wybory.

Jednak w koalicji nie znalazło się SLD, przez co lewicowi populiści i antyliberałowie w rodzaju Adriana Zandberga, nawalający III RP z lewej strony z taką samą determinacją, z jaką z prawej nawalali w nią PiS-owcy i narodowcy, zamiast w spokoju obumrzeć dostali w prezencie lewar starego SLD-owskiego aparatu, który może ich wprowadzić do Sejmu. W ten sposób

ZARÓWNO NA LISTACH LEWICY, JAK TEŻ NA LISTACH PSL/KUKIZ ZNALEŹLI SIĘ OBOK SIEBIE KANDYDACI, KTÓRZY CHCĄ BRONIĆ LIBERALNEJ DEMOKRACJI PRZED PIS-EM, JAK TEŻ TACY, KTÓRZY BĘDĄ LIBERALNĄ DEMOKRACJĘ RAZEM Z PIS-EM FAKTYCZNIE DOBIJAĆ.

Odcienie bieli i odcienie czerni

Po tych wszystkich smuteczkach i smutkach warto powiedzieć jedno. W tych wyborach naprawdę jest o co walczyć i naprawdę liczy się każdy głos. Wydłużająca się lista afer obozu władzy z pierwszej kadencji rządów PiS zakończyła się mocnym akordem, jakim było namaszczenie przez Kaczyńskiego na szefa NIK człowieka, któremu pieniądze za wynajem nieruchomości w Krakowie płacą tamtejsi znani gangsterzy-sutenerzy.

Wcześniej była afera SKOK-ów, afera “te pieniądze po prostu im się należały”, afera KNF, afera Srebrnej, afera Kuchcińskiego i wiele innych afer, których wspólnym mianownikiem jest traktowania polskiego państwa jako osobistego folwarku Kaczyńskiego i partyjnego folwarku PiS. Standardy kadrowe i standardy rządzenia, które zanurkowały w czasie pierwszej kadencji rządów PiS, w przypadku drugiej kadencji mogą przebić dno.

W TEJ SYTUACJI JEST O CO WALCZYĆ, A SCENARIUSZE WYBORCZE SIĘGAJĄ OD JASNEJ BIELI PO ŻAŁOBNĄ CZERŃ, PRZECHODZĄC PRZEZ WSZYSTKIE MOŻLIWE ODCIENIE.

Rozpoczynając od zwycięstwa KO nad PiS-em (mało prawdopodobne w sondażach, zawsze możliwe w realu). Możliwa jest też przegrana KO z PiS-em, ale w takiej proporcji, która pozwoli KO utworzyć rząd z poparciem jakiejś grupy posłów. Kolejny stopniem zejścia w szarość, ale jeszcze nie w pełen mrok, jest strata przez Kaczyńskiego samodzielnej większości.

Oczywiście będzie wówczas mógł korumpować albo szantażować pojedynczych posłów (jak to kiedyś robił z posłami Samoobrony i LPR) z Konfederacji, jeśli ta wejdzie do Sejmu, albo z PSL/Kukiza, jeśli oni wejdą. Będzie też mógł liczyć na to, że ludzie o radykalnie antyliberalnych poglądach z Lewicy, w rodzaju Zandberga, będą wstrzymywać się w głosowaniach, które mogłyby uratować lub zniszczyć ostatnie instytucje liberalnej Polski.

CO CIEKAWE, KACZYŃSKI – W PRZECIWIEŃSTWIE DO WIELU OFICJALNIE WYPOWIADAJĄCYCH SIĘ PROPAGANDYSTÓW PIS ALBO “SYMETRYSTÓW-OPORTUNISTÓW” Z NIEPISOWSKICH MEDIÓW – WIE, ŻE PIS MOŻE TE WYBORY PRZEGRAĆ.

Dlatego były mu potrzebne różne bezpieczniki. Takie jak kuriozalna druga część posiedzenia starego Sejmu po nowych wyborach, gdzie PiS będzie mógł rzutem na taśmę przegłosować wszystko, co może uniemożliwić lub utrudnić odebranie mu realnej władzy. Widzieliśmy też nominowanie nowego szefa NIK, a wobec jego totalnej kompromitacji wykorzystanie bezkrólewia przynajmniej do przeprowadzenia czystki w kierownictwie Najwyższej Izby Kontroli.

Jest też nowa fala nominacji sędziowskich, które marionetki i hejterów Ziobry i Kaczyńskiego mają uczynić arbitrami w procesach (szczególnie tych odbywających się w sądach warszawskich), w których będzie się rozstrzygała obrona praw jednostek i mniejszości, wolność obrotu gospodarczego w Polsce czy niezależność dziennikarzy i mediów.

OCZYWIŚCIE JEŚLI SIĘ NIE ZMOBILIZUJEMY, JEŚLI NIE PÓJDZIEMY NA WYBORY, BO PRZYGNIECIE NAS PIS-OWSKA DEPRESJA, MUSIMY SIĘ LICZYĆ Z UTRZYMANIEM PRZEZ PIS SAMODZIELNEJ WIĘKSZOŚCI.

Także jednak wówczas może to być zwykła większość i może to być większość pozwalająca odrzucić weto prezydenckie (co uczyni zwycięstwo lub przegraną Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich kwestią nieco mniej istotną). Wreszcie może to być w najgorszym razie, jeśli zmarnujemy i rozproszymy nasze głosy, większość konstytucyjna.

A jest to najgorszy scenariusz wcale nie dlatego, żeby Kaczyńskiemu spieszyło się do uchwalenia konstytucji. Będąc totalnym politycznym nihilistą woli on łamać konstytucję uchwaloną przez “wroga”, niż przestrzegać konstytucji uchwalonej przez siebie, za którą (i jej łamanie) musiałby wziąć odpowiedzialność. Jako totalny polityczny nihilista Kaczyński proponował już konstytucję prezydencką, kiedy walczył o prezydenturę, i konstytucję kanclerską, kiedy starał się o pozycję premiera.

JEMU FORMALNY USTRÓJ RZECZYPOSPOLITEJ JEST NAPRAWDĘ KOMPLETNIE OBOJĘTNY, BYLEBY W TYM USTROJU RZĄDZIŁ ON SAM, Z DROBNĄ POMOCĄ LEGIONU WYKREOWANYCH PRZEZ SIEBIE KREATUR.

Jednak większość konstytucyjna dla PiS oznaczałaby legitymizację władzy, która Polskę konsekwentnie niszczy. Zaowocowałaby jeszcze większą brutalnością i pychą tej władzy.

Dlatego naprawdę liczy się każdy głos. W najgorszym razie po to, aby walczyć o jaśniejsze odcienie szarości i mroku. W najlepszym razie po to, by zwyciężyć.

PiS zajeżdża sowieckimi onucami.

Kmicic z chesterfieldem

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować…

View original post 1 463 słowa więcej

 

Gliński jak komuch walczy z artystami

Agnieszka Holland nie po raz pierwszy krytykuje władzę Prawa i Sprawiedliwości. – „Najpierw skutecznie podzieliła społeczeństwo, a teraz poszerza stan posiadania środkami, które są trywialne, bo to pieniądze, ale skuteczne” – powiedziała reżyserka w wywiadzie udzielonym „Wysokim Obcasom”. – „Jednocześnie wprowadza ideologiczny zamęt. I doprowadza do sytuacji bliskich faszyzmowi. Odradzają to, co było pomysłem ONR-u czy części endecji przed wojną: katolickie państwo narodu polskiego. Przyznał to zresztą Kaczyński oficjalnie” – dodaje reżyserka.

Holland mówi także o propagandzie, stosowanej przez obecnie rządzących. – „Choć toporna i chamska, jest skuteczna! Mnie się wydawało, że ludzie nie dadzą się nabrać, że przecież już to widzieli” – przyznała reżyserka.

Jej zdaniem, ta propaganda odpowiada na autentyczne lub rozpalone lęki. Jako przykład podaje relokację migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. – „Zakłamując rzeczywistość, manipulując faktami, władza doprowadziła do tego, że w ciągu paru miesięcy stosunek Polaków do uchodźców zmienił się z obojętnego i raczej współczującego we wrogość, w przekonanie, że uchodźców należy tępić jak robactwo. Jarosław Kaczyński i jego ludzie zupełnie się nie powstrzymują od tego, by używać języka otwarcie nazistowskiego. I to się okazuje skuteczne. Populiści odświeżają idee już zużyte i – jak się zdawało – skompromitowane, a jednak okazuje się, że one się łatwo odradzają” – stwierdziła Holland.

Reżyserka mówiła o roli artystów i znaczeniu ich twórczości. – „Tamta władza [PRL] bardziej bała się sztuki, bo ją szanowała. Dzisiejsza boi się mniej. Zresztą Lech Kaczyński również szanował artystów, spotykałam się z nim kilkakrotnie, rozmawialiśmy, zabiegał, bym go zrozumiała, i chciał zrozumieć mnie” – mówiła Holland.

Według niej, „nowe pokolenie polityków ma w dupie wszystkich artystów”. – „Myślę, że nie boją się sztuki, że ją lekceważą. Gliński oczywiście z artystami walczy, ale jego młodsi pomagierzy traktują nas z buta” – podsumowała Agnieszka Holland.

Pisowskie komuchy znajdą miejsce tam, gdzie ich poprzednicy – komuchy.

Kmicic z chesterfieldem

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24…

View original post 1 798 słów więcej

Duda zrobiony na szaro przez Trumpa

Andrzej Duda udzielił wywiadu Telewizji Polskiej. Rozmowa dotyczyła m.in. kwestii amerykańskich baz w Polsce.

Polityk najpierw został zapytany o Donalda Trumpa. „Nie mamy właściwie takich tematów, w których nie mielibyśmy wspólnego stanowiska. Ja bardzo lubię słuchać też opinii pana prezydenta Donalda Trumpa na różne kwestie związane z wielką polityką światową” – mówił Duda.

Ton, w jakim wypowiadał się prezydent, zadziwił nawet dziennikarza TVP. Redaktor zapytał go o to, czy słowa Trumpa nie są zwykłą kurtuazją. „Trump jest rzeczywiście człowiekiem sympatycznym, ja go osobiście bardzo lubię, bo to jest taki człowiek ciepły. No miło mi było, że tak powiedział, oczywiście że jest w tym wiele takiej grzeczności sympatycznej, ale no… miło jest usłyszeć dobre słowo” – odpowiedział Duda.

Entuzjasta Trumpa nie chciał poruszyć tematów trudnych, które mogłyby uderzyć w dobry PR amerykańskiego przywódcy. Duda nie chciał skomentować sprawy impeachmentu. „To są wewnątrzamerykańskie sprawy, więc trudno mi je komentować. Na pewno sprawa zostanie w szczegółach zbadana, proszę też pamiętać moment, który mamy, w Stanach zaraz się rozpocznie kampania prezydencka” – urwał.

W dalszej części rozmowy dziennikarz przeszedł do wypytywania o obecność amerykańskich wojsk w Polsce. Redaktor zasugerował, że tworzenie baz w Europie służy po prostu amerykańskim interesom (Polska będzie je budować za swoje pieniądze…). „Panie redaktorze, proszę pamiętać, że każde państwo chce dbać o swoje interesy. W związku z tym jest dla mnie, że pan prezydent Trump dba o interesy Amerykanów. (…) To, żeby być w Polsce, jest w interesie Stanów Zjednoczonych, ale jest też w naszym interesie. I tu mamy szczęście, że te dwa interesy stykają się ze sobą” – rzekł na to Duda.

Ostatnią ważną kwestią, jaka została poruszona, była ostatnia wypowiedź prezydenta Emmanuela Macrona o Polsce. „Uważam, że była to wypowiedź co najmniej nieelegancka. My przeprowadziliśmy konferencję COP24 w zeszłym roku w grudniu w Katowicach. Ta wielka, światowa konferencja klimatyczna zakończyła się sukcesem. (…) To był i jest nasz wielki sukces właśnie na drodze ochrony klimatu. (…) Uważam, że powinniśmy realizować cele rozwojowe i ochrony klimatu, ale w taki sposób, żeby to nie zaszkodziło obywatelom”.

Wywiad doskonale pokazał… kondycję pana prezydenta. Internauci go po prostu zmasakrowali. „Ten facet nadawałby się na proboszcza jakiejś parafii, niekoniecznie w Warszawie… Trump to taki ciepły człowiek, którego ambicja życia jest budowa czegoś na wzór muru berlińskiego, tylko setki km dłuższego, który olewa swojego „najwierniejszego” sojusznika w Europie bo 300 km od jego chałupy ma przejść huragan, który traktuje kobiety jak przedmioty, który nie ma zielonego pojęcia gdzie leży 90% krajów na świecie a bajdurzy o polityce międzynarodowej, którego europejskim idolem jest Putin…. no to taki ciepły człowiek…” – to jeden z komentarzy, które cieszą się największą liczbą „polubień” w serwisie Gazeta.pl. Autor wpisu doskonale podsumował w nim polityczne osiągnięcia republikańskiego polityka.

Pomorze to region niepokorny. Region, który „warczy”. Jest więc w niełasce rządzących. Wystarczy spojrzeć na Energę i Lotos – firmy strategiczne dla Pomorza. Energa ma już ósmego prezesa i wszyscy oni zapracowali na utratę trzech czwartych wartości firmy. Karalna gospodarność to mało powiedziane! Co gorsza, Energa straciła swój atut, jakim był brak związków z węglem, czyli mocną pozycję na rynku energii odnawialnej. Rafineria Gdańska przekształciła się za sprawą prezesa Olechnowicza w silną Grupę Lotos, ale autor sukcesu nie przetrwał „dobrej zmiany”. Jest to największy na Pomorzu mecenas kultury i sportu. Zasila budżet Gdańska i województwa pomorskiego podatkami rzędu 50-60 mln złotych. Losy tej firmy po roku 2015 dobrze ilustrują mentalność rządzących, żywcem wziętą z PRL-u. Etatyzm i centralizacja służą politycznej kontroli nad gospodarką i lokowaniu tam miernych, ale wiernych. Energa i Lotos stanowią wymarzone lądowisko działaczy PiS i ich rodzin.

Bez złudzeń. Fuzja Orlenu z Lotosem nie urodzi żadnego europejskiego championa. Stworzy krajowy monopol, który dzięki dominującej pozycji na rynku będzie dyktował warunki swoim klientom. Nie tylko na rynku hurtowym, detalicznym i petrochemicznym, gdzie obecny duopol daje namiastkę konkurencji. Także na rynku asfaltu, dostaw paliwa lotniczego oraz kolejowych przewozów towarowych. W skali europejskiej będzie to mało znaczący średniak, pięciokrotnie mniejszy od norweskiego koncernu Statoil – najmniejszego wśród tych, którzy aspirują do europejskiej ekstraklasy. Im bardziej rząd zapewnia o zachowaniu odrębności Lotosu, tym bardziej maleje efekt synergii, czyli sens całej operacji. Za to realny wydaje się motyw fiskalny, czyli miliardy ze sprzedaży akcji Lotosu, jakże potrzebne na prezenty wyborcze. Ewentualna fuzja zamraża sektor paliwowo-energetyczny, gdzie nasza luka produktywności jest największa, co przeczy obietnicom ścigania Zachodu. Powstanie za to bardziej wydajne narzędzie sponsorowania inicjatyw politycznych PiS, w tym tak poronionych, jak Polska Fundacja Narodowa.

Jest w tym ideologicznym zamyśle fuzji, szkodliwej dla Pomorza, europejski aspekt, który mnie niepokoi. Silny lobbing, uprawiany w Brukseli, na rzecz połączenia Orlenu z Lotosem, czyli narodowego championa, bardzo służy Niemcom i Francuzom, którzy nie mogą się pogodzić z zablokowaniem przez Komisję Europejską fuzji Siemensa z Alstomem. Zablokowanej, dlatego, że fuzja dwóch kolejowych gigantów mogłaby doprowadzić do zmonopolizowania rynku europejskiego. Lobbing na rzecz naszego, krajowego monopolu, który chciałby udawać europejskiego championa, de facto dostarcza argumentów Berlinowi i Paryżowi, które to stolice forsowały projekt faktycznego, kontynentalnego championa, niewygodnego z punktu widzenia polskich interesów.

Kaczyński realizuje swoje marzenia a jego otoczenie realizuje swoje interesy. Są też pożyteczni idioci.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS zaatakowali profil społecznościowy – SOK Z BURAKA krytykujący ich rządy. Jest to reakcja na pisowskie afery związane z hejtem w ich obozie.

Rządzący zareagowali na artykuł Sieci w którym czytamy, że zarządzający Sokiem z Buraka pracuje w warszawskim ratuszu.

– Powszechnie uważa się za stronę z memami, żartami związanymi z polityką. Ale do śmiechu jest tam tylko tym, którzy nienawidzą PiS, uwielbiają PO, nie przeszkadza im knajacki język publicznej debaty i nie silą się na weryfikowanie prawdziwości tego, co czytają. Bo Sok z Buraka to mieszanka drwin, manipulacji i kłamstw – opisuje propisowska gazeta.

Patryk Jaki postanowił zawiadomić prokuraturę. – Warszawski ratusz wycofał się z obietnic wyborczych. Nie było pieniędzy na żłobki, czy niepełnosprawnych, ale znalazły się pieniądze dla osoby, która organizuje Sok z Buraka, największe fekalia, ściek, fabrykę fejków w internecie, finansowaną z pieniędzy warszawiaków. To jest coś nieprawdopodobnego. Jutro skieruję…

View original post 1 648 słów więcej

 

PiS jest akuszerem faszyzmu

Kiedy dziewięć lat temu przyszedł na świat mój syn, byłem przekonany, że będzie żył w rzeczywistości dużo lepszej od tej, w której ja przeżyłem swoje dzieciństwo i lepszej od tej, w której przeżywam swoją dorosłość. Jednego byłem pewien. Byłem przekonany, że mój syn nie będzie żył w kraju, w którym państwo będzie sankcjonowało przemoc, dogmaty jednej religii i jednego wyznania będą miały wpływ na działania legislacyjne państwa, a telewizja publiczna będzie różniła się od tej z wczesnych lat osiemdziesiątych wyłącznie tym, że spikerzy nie będą umundurowani.

Kiedy w 2016 roku, urodziła się moja córka, nie byłem już tak optymistycznie nastawiony, wydawało mi się jednak, że ten bogobojny ludek, „swój rozum ma” i że istnieje jeszcze jakaś granica, jakaś miara, która sprawi, że ci, którzy próbują zrobić z tego kraju połączenie bananowej republiki, w której katolicka wersja faszyzmu łączy się z putinowską kpiną z demokracji, zostaną w jakiś sposób zweryfikowani, że ten bogobojny ludek nosi w sobie jakiś rodzaj „umiłowania wolności”, o którym tyle napisano na tej ziemi wierszy, którą na stronicach tylu ksiąg opiewa się i hołubi. Głupi ja.

Więc, kiedy wraz z kolejnymi kompromitacjami tej władzy, przy których „ośmiorniczki” to tylko niepoważny numer kilku buców, którym się wydawało, że nikt się nie dowie, kiedy po tym, jak ta władza jawnie i wprost pokazuje, że za nic ma zasady, którymi kierują się zachodnie demokracje, po tym, jak ta władza bije w każdą instytucję, która tę władzę miałaby kontrolować w jej faszystowskich dążeniach, po tym, jak prominentni funkcjonariusze tej władzy przyłapywani są na kłamstwach, oszustwach i szczeniackich numerach z jakimś trollingiem w sieci, po tym, jak ta władza skazuje tych, którzy przeciwko zapędom tej władzy protestują i umarza postępowania przeciwko tym, którzy tych protestujących biją i lżą, kiedy wobec tego, tej władzy wciąż rośnie społeczne poparcie, kiedy im rosną sondażowe słupki, kiedy ten bogobojny ludek wciąż jest tą władzą zachwycony i tę władzę nieustannie, z coraz większą mocą popiera, w imię swojego poczucia sprawiedliwości, w swojej istocie „ludowego” więc ze sprawiedliwością mającą, mniej więcej, tyle wspólnego co „ludność” ma wspólnego z tym, co nazywamy „społeczeństwem”, wobec tego wszystkiego, kiedy przyglądam się moim dzieciom, z ogromną obawą patrzę w przyszłość. Ich przyszłość.

Zastanawiam się, czy mój syn nie zostanie kiedyś „wezwany do służby ojczyźnie z bronią w ręku” i z „głową na karabinie” nie zalegnie w jakimś okopie, kiedy już na wszystkich się obrazimy i zostanie mam wyłącznie „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Święta Trójca. Wieczny pretekst i wieczne usprawiedliwienie. Czy moja córka nie zostanie pozbawiona prawa decydowania o własnym ciele i własnej płodności, ponieważ grupa mężczyzn uzna, że to się spodoba jakiemuś Bogu, który dla nich akurat wydaje się, z jakiegoś powodu, punktem odniesienia, ponieważ jakiś bezdzietny, schorowany, starzejący się kawaler uznał, że nie ma moralności poza Kościołem, tak jak kiedyś miało nie być poza nim zbawienia.

Ja tutaj uprawiam taki patos, którego sam się brzydzę, i który mnie samego trochę śmieszy, a trochę przeraża, ale to dlatego, że do niedawna myślałem, że przebudzenie tego bogobojnego ludu nastąpi, kiedy wstrząśnie nim małość tej władzy, jej pokraczność i nieudolność. Myliłem się, ponieważ pokraczność i nieudolność tej władzy jest szyta na miarę, dlatego świetnie się w tym fasonie czuje ów bogobojny ludek.

Dlatego współczuję moim dzieciom, że przyszło im żyć w ojczyźnie „wielkiego papieża Polaka”, ponieważ żadne przebudzenie nie nastąpi. Nie nastąpi dlatego, że po tych wszystkich latach, przez które ten ludek żywił w sobie przekonanie o swojej wyjątkowości, o swoim powołaniu do rzeczy wielkich, po tym wszystkim, co się na tej ziemi wydarzyło i wciąż się wydarza, przebudzenie wiązałoby się z bolesną świadomością, że oto jesteśmy tak głęboko w dupie, że ostatni promyk światła zgasł już lata temu, a nikt nie lubi dnia zaczynać od przykrych prawd na swój temat. Otyły woli wierzyć w to, że ma lekką nadwagę, mniej urodziwy, powtarza sobie, że uroda jest rzeczą gustu, głupiec jest przekonany o swojej wyjątkowości i powołaniu go do rzeczy wielkich. Tak że, jak na razie, śpimy.

A ja patrzę na moje dzieci i myślę, że nie po to siostra mojej babki „dała głowę” w Auschwitz, żeby mi teraz rodacy „na prawicy” urządzali faszystowską Polskę. Będę o tym pamiętał w październiku, przy urnie. Państwo też pamiętajcie. Bo faszyzm nie przychodzi „gotowy”. On się robi. Powoli. Robi się przez zaniedbanie i przez krótką pamięć. Grubo? Być może. Ale w Polsce albo chudo, albo grubo. Nic pośrodku. A ja chciałem, żeby tym razem, było po polsku.

Zawsze fascynowała mnie ta fiksacja prawicy na Stany Zjednoczone. Na Amerykę w ogólności. Natomiast, kiedy mowa o amerykańskiej armii, dochodzi wtedy „na prawicy” do pobudzenia o charakterze niemal erotycznym. Wydawać by się mogło, że amerykański żołnierz to jest obiekt westchnień i uniesień prawicowych polityków. To jest jakiś archetyp męskości i ta męskość ich najwyraźniej stymuluje. Tym bardziej że jest w ten archetyp wpisana jakaś przemoc. A ta, z kolei, na prawicy, zawsze cieszy się uznaniem.

Więc, kiedy poseł Sasin odnosi się do wizyty Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych i mówi o tej wizycie, że jest to „absolutny przełom” w relacjach Polski ze Stanami Zjednoczonymi, nie jestem tym entuzjazmem specjalnie zaskoczony. Przeciwnie. Entuzjazm posła Sasina wydaje mi się „absolutnie” naturalny.

Jest tak dlatego, że wizyta dotyczy „obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce”, a mówiąc ściśle „deklaracji bardzo silnej obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce, z konkretami, ze wskazaniem konkretnych miejsc, gdzie będą ulokowane siły amerykańskie”.

Czyli znowu to, co „Tygryski lubią najbardziej”, mianowicie, amerykańskie wojsko. „Absolutnie”. Amerykańskie „siły”. Siła i moc naszego sojusznika. Cóż bardziej pobudzającego dla posła Sasina.
„Absolutnie” nic.

Czy nie czujecie Państwo mrowienia na dnie żołądków? Czy nie wędrują wam po plecach przejmujące dreszcze? Wyobraźcie to sobie: Umundurowani, amerykańscy chłopcy, uzbrojeni po zęby w nowoczesne, śmiercionośne urządzenia i w futurystyczny sprzęt bojowy. I co? Dalej nic? Zero przyjemnego napięcia? No właśnie. Tymczasem chłopcy „na prawicy”, na samą myśl o tym, dostają gęsiej skórki.

Odnoszę wrażenie, że sytuacją modelową dla prawicy byłaby amerykańska okupacja. Wtedy poseł Sasin mógłby poczuć się bezpiecznie. Mógłby z jeszcze czystszym sumieniem powiedzieć, że doszło do „absolutnego przełomu”. Cóż to byłby za przełom, gdyby nagle okazało się, że tutaj też jest Ameryka. Wtedy, poseł Sasin, mógłby używać swojej paraerotycznej retoryki stwierdzając z jeszcze większą (Państwo wybaczą) satysfakcją, że amerykańcy żołnierze „zakorzenią się” w Polsce na stałe. Zakorzenią się „absolutnie”.

Naturalnie wizy dla Polaków jak były tak są. Ale, ostatecznie, jakie to ma znaczenie w obliczu faktu, że nam sojusznik, na terenie kraju, gotów jest zapuścić swój „korzeń”. Żadnego to nie ma znaczenia. Żadnego. „Absolutnie”.

Obserwując polską scenę polityczną po stronie opozycji zauważalna jest rosnąca z każdym miesiącem frustracja. Politycy nie lubią o tym mówić, gdyż zawsze w walce należy głosić pewność zwycięstwa, ale zarówno w kuluarach jak i w samym elektoracie rośnie poczucie bezsilności. Uczucie to wynika w znacznej mierze z tego, że nie ma dłużej znaczenia, jakie argumenty zostaną wysunięte, czy fakty przytoczone. Premier jak i cały obóz rządzący udowadniają dziś bowiem, że prawda nie ma w polityce znaczenia, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w ciągu ostatnich 30 lat. Kiedyś bowiem politycy również manipulowali, ale złapani na gorącym uczynku ponosili bowiem konsekwencje i kajali się przed mediami. Nie było również tak, że publicznie powtarzano stwierdzenia sprzeczne z faktami, które można sprawdzić w 3 sekundy za pomocą Googla. Mateusz Morawiecki już dziś jest pierwszym urzędującym premierem z wyrokiem za kłamstwo, ale polityk nic sobie z tego nie robi i brnie dalej w kolejne oszustwa, wprawiając bezczelnością w szok. Szef rządu w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” odpierał zarzuty o populistyczne i destrukcyjne dla gospodarki podwyższanie płacy minimalnej powołując się na argument w postaci korelacji zamożności krajów i wysokości najniższego wynagrodzenia:

“Nie bez powodu najwyżej rozwinięte dziś państwa Zachodu, Szwecja, Holandia, Niemcy, Dania, mają najwyższe płace minimalne”.

Był to element podważania wiarygodności całego przekazu oponentów:  “Narracja KO kompletnie się nie klei. Mamy w okresie rządów czterech lat PiS najwyższy przyrost średniego wynagrodzenia w porównaniu z poprzednimi kadencjami wszystkich poprzednich rządów. Generalnie całość wzrostu płac jest spójna z tempem podnoszenia płacy minimalnej”.

Problem jednak w tym, że Mateusz Morawiecki powołał się na przykłady krajów, które nie dość, że nie mają wysokiej płacy minimalnej, to na dodatek… nie mają jej w ogóle zapisanej w prawie. Będące wzorem państw dobrobytu Szwecja i Dania nie posiadają tego typu regulacji, a jednak mimo to nie są strefami głodowych wynagrodzeń. Jest wręcz przeciwnie, te dwa kraje są w czołówce państw jeśli chodzi o udział płac w PKB i niewielkie rozwarstwienie dochodów populacji. Wszystko to udało się bez płacy minimalnej. Jednak warunkiem sukcesów opiekuńczych krajów nordyckich było postawienie na wolność gospodarczą. Uchodzące za oazę socjalizmu kraje północy Europy są bowiem równocześnie swoistymi liderami indeksów wolności gospodarczej i innowacyjności gospodarek. Są to zatem kraje kapitalistyczne, które wtórnie użyły zasoby do prowadzenia szerokich programów socjalnych.

W przypadku Niemiec premier także był daleki od prawdy. Ten kraj uchodzi od dawien dawna w narracji PiS za symbol sfinansowania dobrobytu, jednak za Odrą płaca minimalna pojawiła się dopiero w 2015 roku. Nasz zachodni sąsiad nie zawdzięcza zatem swojej pozycji takiemu rozwiązaniu, ale raczej bogactwo pozwoliło Niemcom sfinansować taką politykę.

Tworzenie tak elementarnych fake newsów przez szefa rządu powinno skończyć się w cywilizowanym kraju dymisją, jednak PiS doprowadził do takiej radykalizacji sceny politycznej, że obywatele są już na wszystko znieczuleni. Premier kłamczuszek, szef Najwyższej Izby Kontroli zamieszany w nielegalny sexbizes czy szef KNF grożący szefowi prywatnego banku. Od upadku standardów oczekiwanych od polityków jest jednak tylko krok do upadku samego państwa.

Ciemnogród PiS wcale nie jest taki sobie zbaraniały, jest właśnie poprzez głupotę niebezpieczny, będą wszystko robić, aby nie oddać władzy, oszukiwać, manipulować, a nawet przelewać naszą krew.

Kmicic z chesterfieldem

Nielogiczne? Nie martwcie się. Jeżeli PiS wygra wybory, to takie informacje nie będą Was więcej niepokoić. Po prostu nie będzie miał kto o tym informować. #wolneMedia

Jachira: Zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra

– Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra. Muszę [być pewna siebie], bo gdybym w to nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wszystko co robię, to robię to, w co wierzę – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Prowadzę bardzo aktywną kampanię. Codziennie jestem na ulicy. Cały czas rozmawiam z ludźmi i naprawdę wierzę w to, że my jesteśmy w stanie wygrać i uważam że tylko mocny przekaz, który pokazuje całą obłudę obecnej władzy… Po prostu marzę o wolności, o tym, żeby każdy w moim, naszym kraju mógł żyć tak, jak chce – dodała.

Jachira: Gombrowicz też byłby hejtowany tak…

View original post 2 010 słów więcej

 

Krystyna Pawłowicz zapowiada zamordyzm Kaczyńskiego

„Odchodząca” na polityczną emeryturę posłanka Krystyna Pawłowicz z pełnym zaangażowaniem wspiera swoich partyjnych kolegów w walce o głosy w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

W ostatnią sobotę pojawiła się w Bydgoszczy by wspomóc w kampanii Bartosza Kownackiego. Przemawiając do zebranych w oratorium przy kościele Jezuitów Pawłowicz mówiła przede wszystkim o dobrodziejstwie, jakie spłynęło na obywateli za rządów jej partii. Zdaniem posłanki od 1945 roku tylko PiS spełnił wszystkie obietnice wyborcze, pomagając wszystkim potrzebującym.

Pawłowicz uważa, że za prowadzenie skutecznej „polityki godnościowej” przeciwnicy PiS-u gotowi są „podrzynać gardła” politykom jedynie słusznej partii. „Prawo i Sprawiedliwość dokładnie przestrzega konstytucji. A opozycja, sędziowie, którzy skarżą, kłamią i donoszą na Polskę, palą świeczki, to oni ją łamali. Nie rozumiem ludzi, którzy karmieni tym TVN-em wychodzą na ulicę i są gotowi nam gardło podrzynać” – przekonywała z mównicy posłanka, podkreślając przy tym, że PiS potrzebuje konstytucyjnej większości, aby zmienić konstytucję i ukrócić działalność lewych mediów.

Jeśli chcemy umocnić Polskę i w przyszłości uniemożliwić różnego rodzaju lewackim inicjatywom, które ich sędziowie dowolnie interpretują lub wprost nie stosują konstytucji, trzeba ją doprecyzować, napisać dla wolnej Polski. Musi być doprecyzowana rola samorządu terytorialnego, który opozycja opanowała, czyli enklawy ataku antypolskiego: Warszawa, Gdańsk, Bydgoszcz, Poznań, Łódź i tak dalej. To trzeba skończyć. Trzeba im pokazać ich miejsce” – grzmiała Pawłowicz.

W swoim przemówieniu nie zapomniała wspomnieć o zagrożeniach dla wartości chrześcijańskich, jakie niosą ze sobą środowiska LGBT czy feministki. „Obywatele wybiorą albo wolną Polskę, albo Holandię, w której już zabijają ludzi wbrew ich woli” – powiedziała na zakończenie przemówienia Pawłowicz.

Krystyna Pawłowicz zapowiada zamordyzm Kaczyńskiego.

Kmicic z chesterfieldem

Podczas wrześniowej konwencji w Lublinie Jarosław Kaczyński stwierdził, że poza Kościołem chrześcijańskim jest tylko wszystko niszczący nihilizm.

O komentarz do słów prezesa został poproszony prymas Polski abp Wojciech Polak, który był gościem konferencji „TworzyMy pokój. Wiara w demokracji – czas wyzwań”, jaka odbyła się w Muzeum Historii Żydów Polski Polin.

Nie jest to absolutnie stanowisko Kościoła katolickiego w Polsce ani w ogóle stanowisko Kościoła katolickiego. Gdyby tak było, to moja obecność tutaj byłaby co najmniej dziwna. Uważam, że to jest wypowiedź, która nie ma nic wspólnego z nauczaniem Kościoła. To może być pogląd, wizja kogoś, kto ją wypowiada” – powiedział prymas Polak.

Śmierć Dawida Kosteckiego >>>

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

Oczywiście przy pomocy kartki wyborczej bronimy Polskę przed rządami pisowców. Na razie jeszcze przy pomocy kartki wyborczej, obawiam się, że jeśli oni wygrają to następna obrona będzie możliwa już tylko na ulicach i w masowych protestach. Bronimy…

View original post 1 973 słowa więcej