Rzeźnik Kaczyński i przekręty Morawieckich

Rzeźnik demokracji

Po to Jarosław Kaczyński ze swoim sztabem lizusów partyjno-kościelnych zmienił Kodeks Wyborczy i cały zestaw przepisów oraz decydentów w tych sprawach, aby z niego korzystać. Wobec oczekiwań prezesa PiS, że musi mieć większość w Senacie, można teraz zrobić prawie wszystko.

Zgodnie z prawem, ponowne liczenie głosów może się odbyć tylko z przyczyn przestępczych lub naruszenia Kodeksu Wyborczego. Czy więc przegrana PiS-u jest takim powodem? Z pewnością nie, ale, od czego są ludzie Ziobry, którzy zarządzą takie liczenie i stworzą pozory udowodnienia wygranej PiS-u we wszystkich zaskarżonych przypadkach. A to dlatego, że dokumentacja poszczególnych komisji wyborczych jest w rękach komisarzy wyborczych, których powołał PiS. Dostęp do pieczęci i czystych kart do głosowania mają komisarze wyborczy z PiS. Mieli już dostatecznie wiele czasu, aby zrobić z tą dokumentacją wyborczą wszystko, podmienić karty, dopisać na kartach opozycyjnych dodatkowe skreślenia, zagubić część kart itp. Zestaw możliwości komisarzy jest nieskończenie duży. Ponadto, w razie wątpliwości zawsze jest dyżurne ciało PiS-bezprawia w krajowej izbie dyscyplinarnej SN, aby nie było wątpliwości co do tego, kto ma rację.

W tej sytuacji liczenie głosu jest profanacją wyborczą i nie może niczego wyjaśnić oprócz tego, że PiS w swoim zamordyzmie jest gotowy do wszystkiego. Stworzy pozory swojego zwycięstwa wyborczego, poprzez ponowne przeliczenie tego, co już dawno nie jest wyborem wyborców.

Czas rzeźni prawnej dopiero się zaczyna. Wstęp mamy przy odmowach prokuratury wszczęcia postępowania karnego przy oczywistym łamaniu prawa PiS-nadludzi: Kaczyńskiego, Banasia, Ziobry, Glapińskiego i całej plejady Kamińskich oraz Głódziów.

Niezależnie od tego teatru pozorów, wybory pokazały, że dopóki parafianie wsi i małych miasteczek nie będą mieli dostępu do informacji, a jedynie do propagandy Rydzyka i Kurskiego, otępienie narodu dla swobodnego sprawowania władzy przez partie faszyzmu i bezprawia nie będzie zagrożone. Ich dominacyjnej pozycji z pewnością nie wzruszą też leniwi pozoranci partyjnej opozycyjności.

Tymczasem rzeźnik sprawnym ruchem tasaka ćwiartuje Polskę i oddziela wartościowe kęski od sadła. Dla zatrzymania tego procesu potrzebna jest, już teraz silna opozycja i to na ulicach, ale ją rozbili już liderzy partyjni. Zdradzili opozycję uliczną, zakpili z ich protestów i z ich liderów. Teraz podczepiają się pod ich dokonania i pozostawiają samych w ich licznych procesach sądowych za stawianie pokojowego oporu władzy w łamaniu demokracji i wylęgu faszyzmu.

Czy więc wyjdzie ktoś jeszcze na ulice, zdeterminowany i zaangażowany?
Jednak o tym, już następnym razem.

Więcej o przekrętach Morawieckich >>>

Jarząbek Mateusz Morawiecki powinien kupić szafę dla prezesa, w której ten mógłby pisać listy, a on lizać mu tyłek: łubu dubu

Jarosław Kaczyński w czwartek napisał dwa listy: do wyborców i parlamentarzystów. W tym drugim stwierdził, że „piękne zwycięstwo nad siłami Polski Minus trzeba przypieczętować” sukcesem Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Jego reelekcja ma być „gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej”.

W liście do parlamentarzystów Jarosław Kaczyński podziękował za zaangażowanie i wysiłek podczas kampanii wyborczej. Wyraził również wdzięczność rodzinom kandydatów za wsparcie i wyrozumiałość. „Szczególne brawa i podziękowania należą się tym z Państwa, którzy bardzo ciężko pracowali nie bacząc na to, że Ich szanse wyborcze – z różnych powodów – nie były największe” – napisał.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński: Trzeba przypieczętować zwycięstwo

Kaczyński stwierdził również, że zwycięstwo PiS w wyborach jest „nie tylko ogromnym sukcesem, ale nie mniejszym zobowiązaniem wobec Polski”, a dzięki niemu dalej będzie możliwe budowanie „Polski Plus”. Jednak należy to przypieczętować zwycięstwem Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Reelekcja Pana Prezydenta Andrzeja Dudy, który jest naturalnym kandydatem na najwyższy urząd w państwie dla pragnących lepszego życia oraz wyznających tradycyjne wartości Polek i Polaków, będzie gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej

– napisał prezes PiS.

W liście skierowanym do wyborców Kaczyński podziękował za zaufanie, dzięki któremu „Zjednoczona Prawica ponownie uzyskała w Sejmie większość bezwzględną”. Napisał również, że opowiedzieli się oni za „Polską Plus” i „wielkimi programami wsparcia, na które polskie rodziny czekały od 30 lat”. Stwierdził, że wyborcy PiS zagłosowali za „Polską godnego życia – solidarną i sprawiedliwą, dbającą o dobro ogółu obywateli”.

Szafa prezesa Ochódzkiego z kultowego filmu „Miś” zostanie zlicytowana. Cena wywoławcza mebla, do którego peany na część prezesa śpiewał trener Jarząbek, to prawie 19 tys. zł.

„Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu” – śpiewał w jednej ze scen „Misia” Wacław Jarząbek, trener drugiej klasy, stojąc przed szafą w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Tęcza” Ryszarda Ochódzkiego. W szafie ukryty był magnetofon szpulowy rejestrujący przemowy pracowników. Ochódzki wytłumaczył, po co to robią: „Jeśli ktokolwiek chce przekazać jakąś krytyczną uwagę o mnie, o mojej pracy, jakąś skargę, a mnie akurat nie ma, może w każdej chwili wejść i nagrać, co mu leży na wątrobie”.

Cena wyższa z powodu sentymentu

Te sceny Stanisław Bareja, reżyser filmu „Miś”, kręcił w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Orzeł” na Kamionku. Do dziś stoi w nim nie tylko słynna szafa, ale i pozostałe meble, które zagrały w komedii z 1980 r. Ale niedługo mogą znaleźć nowego właściciela, bo trafiły właśnie na licytację komorniczą.

Prezesem klubu przez lata był Andrzej Szyszko, brat zmarłego w październiku byłego ministra środowiska, Jana Szyszki. Za jego kadencji miasto przyznawało klubowi sowite dotacje, w sumie 11 mln zł. Mimo to klub popadł w długi. Ratusz zwrócił się więc do sądu o egzekucję komorniczą. Na podstawie wyroku sądu w październiku zeszłego roku klub sportowy przejął komornik.

To dlatego meble z gabinetu prezesa zostaną wystawione na licytację. Ogłosił ją Krzysztof Kokoszko, komornik prowadzący sprawę. Pod młotek pójdzie szafa gdańska czterodrzwiowa z szufladą, drewniany stół, komplet czterech krzeseł obitych skórą, drewniany fotel oraz ozdobne gabinetowe biurko. – Ze względu na rolę, jaką te meble odegrały w filmie, ich wartość kolekcjonerska jest o wiele większa niż rynkowa – twierdzi Kokoszko.

W opinii biegłego, który na polecenie Kokoszki dokonał wyceny mebli, czytamy: „Jak zawsze przy przedmiotach powiązanych ze znanymi osobami, wydarzeniami czy dziełami kultury ostateczna wycena rynkowa nie jest w zasadzie możliwa, ponieważ wartość dla ostatecznego klienta opiera się na sentymencie i emocjach”. Zaznacza, że najważniejsza jest szafa, na której wciąż widnieje ślad po naklejeniu guzika uruchamiającego magnetofon.

Szafa prezesa jednak do muzeum?

Słynna szafa została wykonana w Niemczech na początku XX w., jest wysoka na 185 cm i szeroka na 228 cm. Jej wartość rynkowa to 5 tys. zł., ale po uwzględnieniu historii mebla biegły wycenił ją na pięć razy tyle. Jak informuje Kokoszko, cena wywoławcza ruchomości w takich postępowaniach stanowi 3/4 wartości szacunkowej obiektu. Dlatego licytacja szafy rozpocznie się od 18 750 zł.

Drewniane biurko, na którym filmowy kierownik produkcji Jan Hochwander wyjmował z walizki „prawdziwe parówki w baraniej kiszce z cielęciny”, zostanie wystawione za 9 tys. zł.

Licytacja jest zaplanowana na 7 listopada w jednym z obiektów KS „Orzeł” na Kamionku. Ale jest ryzyko, że zostanie odwołana. – Klub i miasto, czyli wierzyciel i dłużnik, prowadzą rozmowy na temat mebli. Jest szansa, że trafią one do jakiegoś muzeum. Obydwie strony wolałyby, żeby nie służyły tylko jednej osobie, ale były ogólnodostępne – wyjaśnia Kokoszko.

A Kaczyński listy pisze, papier wszystko łyknie.

Kmicic z chesterfieldem

Państwowa Komisja Wyborcza przeanalizowała jeden z sześciu – bliźniaczo do siebie podobnych – protestów wyborczych PiS i uznała, że nie zasługuje na uwzględnienie. – Wnosimy o pozostawienie go bez dalszego biegu – wystąpiła do Sądu Najwyższego.

Protesty wyborcze komitetu PiS ujawniło Oko.press. Serwis wydobył skargi z Sądu Najwyższego. W sześciu podobnych pismach komitet PiS kwestionuje wyniki wyborów do Senatu w sześciu okręgach wyborczych. We wszystkich wygrali kandydaci opozycji lub niezależni. Przewaga nad kandydatami PiS wyniosła od 320 głosów do 3 tys.

Rządząca partia liczy, że uwzględnienie protestów pozwoli jej na odbicie izby wyższej, w której większość będzie mieć opozycja i senatorowie niezależni.

„Wyniki wyborów niemal po połowie dzielą Senat pomiędzy partię sprawującą władzę a opozycję. W tym stanie rzeczy w interesie społecznym jest podjęcie dodatkowych działań weryfikujących” – napisał w uzasadnieniu protestów pełnomocnik komitetu PiS Krzysztof Sobolewski.

PiS myli artykuł kodeksu

„Zgłaszam protest wyborczy przeciwko ważności wyborów do Senatu RP”…

View original post 3 471 słów więcej

 

Kaczyński, nie idź tą drogą!

Kaczyński igra z ogniem, bo zamach na wybory przeciętny Polak łatwo zrozumie.

W Senacie PiS nie ma większości. Nie ma też żadnych dowodów na fałszerstwa wyborcze. Nie ma żadnych przesłanek do protestu. Prezesowi Kaczyńskiemu nie podoba się wynik – i to jest jedyna przesłanka.

PiS wymyśla więc księżycowe teorie, że gdyby głosy nieważne uznać za głosy na kandydata partii rządzącej, to on by wygrał. Ale dlaczego głosy nieważne zaliczać na rzecz PiS, a nie opozycji? PiS nie umie na to odpowiedzieć.

Dopóki suweren dawał partii rządzącej większość – suweren był dobry, a fraza „wola suwerena” nie schodziła z ust polityków PiS. Teraz suweren wierzgnął, więc wolę suwerena PiS usiłuje zmienić metodami niedemokratycznymi.

To moment kluczowy w marszu Kaczyńskiego do autorytaryzmu. Były zamachy na demokrację parlamentarną, na konstytucję, Trybunał Konstytucyjny, na niezależne sądy i niezawisłych sędziów – ale nie było zamachu władzy na wynik wyborów. Kaczyński igra z ogniem, bo zamach na wybory przeciętny Polak łatwo zrozumie. Historia uczy, że fałszerstwa wyborcze były początkiem końca niejednej dyktatury.

Senat z przewagą opozycji to rysa na monolicie władzy. Po maksymalnym wychyleniu wahadło nieuchronnie wędruje w przeciwną stronę. Stąd panika. Nie znalazł się wśród opozycji żaden „senator Kałuża”. PiS uruchamia więc plan awaryjny, bo władzy raz zdobytej… itd.

Nie bez powodu dziesiątki tysięcy ludzi protestowały w lipcu 2017 r. przed sądami w całej Polsce. To wówczas Ziobro, Kaczyński i ich bezwolny prezydent przepchnęli utworzenie nowej izby Sądu Najwyższego – Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Obsadziła ją od zera upartyjniona Krajowa Rada Sądownictwa. Izba ta, przez PiS wymyślona i kontrolowana, rozpatrzy teraz protesty PiS.

W odróżnieniu od trzech protestów wyborczych opozycji – nie ma żadnych podstaw dla sześciu protestów PiS. Nawet chodzący na postronku władzy sąd musi w świetle prawa je odrzucić. Tylko czy w państwie PiS „prawo jeszcze prawo znaczy, a sprawiedliwość sprawiedliwość”?

Przekonamy się, czy sędziowie od Ziobry zmienili togi na pisowskie liberie. Nie mieści nam się to w głowie? Ale od czterech lat dzieją się w Polsce rzeczy, które nie mieszczą się w głowie.

Wielu polityków PiS w latach 80. działało w opozycji demokratycznej. Dziś widać, że można było w niej działać, ale nie być demokratą.

Mam do was naiwny apel – choć wiem, że nie posłuchacie: Nie wchodźcie na ścieżkę wyborczych fałszerstw, bo nie zejdziecie z niej nigdy. Fanatyczne przekonanie o wyłączności waszych racji nie uprawnia was do sprawowania wyłącznej władzy.

Śmieliśmy się razem w czasach PRL z radzieckich dowcipów: „Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy…”.

Śmiesznie było – ale dziś to wy liczycie głosy.

Tu przeczytasz o klerze i seksie >>>

Kaczyński, nie idź tą drogą, bo czeka cię w najlepszym razie los Janukowycza, w najgorszym Ceaușescu.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie oszustwa, jakiego miał się dopuścić Kaczyński wobec Birgfellnera. Czekała 259 dni, choć przepisowo powinno być 30, w kółko przesłuchując biznesmena i wlepiając mu grzywny. Dlaczego tak długo? Bo 5 października zmieniły się przepisy dające szanse na dochodzenie sprawiedliwości, a 13 października były wybory

Gerald Birgfellner przy pomocy dwóch swoich adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia 2019 roku „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” opisanego w art. 286 par. 1 kodeksu karnego. Przewiduje on karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

21 października opinia publiczna dowiedziała się, że śledztwa nie będzie.

Dowodów na to, jak Kaczyński wprowadzał Birgfellnera w błąd dostarczyły zapisy rozmów, które biznesmen zaczął rejestrować widząc, że…

View original post 6 915 słów więcej