Twarz Kaczyńskiego – logo koronawirusa

„Takie tam… Podczas przerwy w obradach Sejmu…” – napisał Patryk Wachowiec i udostępnił nagranie z wczorajszego posiedzenia izby.

Na filmiku widać Jarosława Kaczyńskiego, a w tle słychać posła KO Sławomira Nitrasa, marszałek Sejmu Elżbietę Witek oraz posła KO Adama Szłapkę.

Nitras poinformował Kaczyńskiego, że żona przemawiającego chwilę wcześniej z mównicy sejmowej posła PiS Krzysztofa Sobolewskiego zasiada w trzech radach nadzorczych. – „I to strategicznych, chyba PZU, Orlen, w Szczecinie na lotnisku. A Brudziński zrobił kolegę z roku prezesem polskiej hotelowej spółki. Hotele ma na lotnisku. A Szefernakera żona jest tam dyrektorem” – mówił Nitras.

Kaczyński próbował się „odgryźć”: – „A mój kolega z roku był prezesem Trybunału Konstytucyjnego”. Wspomniał też o Małgorzacie Gersdorf. Pewnie miał to być według niego dobry żart, ale mina mu wyraźnie zrzedła, kiedy Nitras dodał: – „Ale pana najlepszy kolega był też prezesem Orlenu”.

„Mimika twarzy „zbawcy narodu” warta zobaczenia”; – „O Matko, pierwszy raz widzę, jak go zatkało”; – „Niezłe Bizancjum powstało za plecami Kaczyńskiego. A on jeszcze opowiada, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy”; – „A tyle można znaleźć wypowiedzi prezesa krytykującego nepotyzm….” – komentowali internauci.

Kmicic z chesterfieldem

O władzy PiS można tylko źle. Takich pokraków przy korycie nie mieliśmy nigdy w historii (ani w czasie Targowicy, ani w Sanacji tuż przed 39. rokiem).

Symbolem tego jest Jarosław Kaczyński. Czy można wyobrazić sobie lidera bardziej zdeformowanego – fizycznie i intelektualnie?

Albo inaczej: czym różni się Kaczyński od Kononowicza? Kononowicz przynajmniej nie pluł na Polki i Polaków „mordami zdradzieckimi”, tylko chciał, żeby „niczego nie było”.

Katastrofa smoleńska jest dziełem jego brata Lecha. W czas zarazy virusa corona Jarosław pilotuje nas do ogólnopolskiej katastrofy smoleńskiej.

Dane na temat zakażeń koronawirusem są nieprawdziwe, bo nie przeprowadza się za dużo testów, a także nie ma badań post mortem na okoliczność virusa corona.

Przebywający w kwarantannie nie są zaliczani do zakażonych i ofiar. O tym opowiadają lekarze.

Wojewódzcy konsultanci medyczni mają zakaz wypowiadania się na temat koronawirusa wydany przez ministra Szumowskiego, to ten gość, który przysięgał na tablice Mojżesza.

Rozumiecie? Wierzący w niebyt…

View original post 592 słowa więcej

 

Rzeźnik Kaczyński i przekręty Morawieckich

Rzeźnik demokracji

Po to Jarosław Kaczyński ze swoim sztabem lizusów partyjno-kościelnych zmienił Kodeks Wyborczy i cały zestaw przepisów oraz decydentów w tych sprawach, aby z niego korzystać. Wobec oczekiwań prezesa PiS, że musi mieć większość w Senacie, można teraz zrobić prawie wszystko.

Zgodnie z prawem, ponowne liczenie głosów może się odbyć tylko z przyczyn przestępczych lub naruszenia Kodeksu Wyborczego. Czy więc przegrana PiS-u jest takim powodem? Z pewnością nie, ale, od czego są ludzie Ziobry, którzy zarządzą takie liczenie i stworzą pozory udowodnienia wygranej PiS-u we wszystkich zaskarżonych przypadkach. A to dlatego, że dokumentacja poszczególnych komisji wyborczych jest w rękach komisarzy wyborczych, których powołał PiS. Dostęp do pieczęci i czystych kart do głosowania mają komisarze wyborczy z PiS. Mieli już dostatecznie wiele czasu, aby zrobić z tą dokumentacją wyborczą wszystko, podmienić karty, dopisać na kartach opozycyjnych dodatkowe skreślenia, zagubić część kart itp. Zestaw możliwości komisarzy jest nieskończenie duży. Ponadto, w razie wątpliwości zawsze jest dyżurne ciało PiS-bezprawia w krajowej izbie dyscyplinarnej SN, aby nie było wątpliwości co do tego, kto ma rację.

W tej sytuacji liczenie głosu jest profanacją wyborczą i nie może niczego wyjaśnić oprócz tego, że PiS w swoim zamordyzmie jest gotowy do wszystkiego. Stworzy pozory swojego zwycięstwa wyborczego, poprzez ponowne przeliczenie tego, co już dawno nie jest wyborem wyborców.

Czas rzeźni prawnej dopiero się zaczyna. Wstęp mamy przy odmowach prokuratury wszczęcia postępowania karnego przy oczywistym łamaniu prawa PiS-nadludzi: Kaczyńskiego, Banasia, Ziobry, Glapińskiego i całej plejady Kamińskich oraz Głódziów.

Niezależnie od tego teatru pozorów, wybory pokazały, że dopóki parafianie wsi i małych miasteczek nie będą mieli dostępu do informacji, a jedynie do propagandy Rydzyka i Kurskiego, otępienie narodu dla swobodnego sprawowania władzy przez partie faszyzmu i bezprawia nie będzie zagrożone. Ich dominacyjnej pozycji z pewnością nie wzruszą też leniwi pozoranci partyjnej opozycyjności.

Tymczasem rzeźnik sprawnym ruchem tasaka ćwiartuje Polskę i oddziela wartościowe kęski od sadła. Dla zatrzymania tego procesu potrzebna jest, już teraz silna opozycja i to na ulicach, ale ją rozbili już liderzy partyjni. Zdradzili opozycję uliczną, zakpili z ich protestów i z ich liderów. Teraz podczepiają się pod ich dokonania i pozostawiają samych w ich licznych procesach sądowych za stawianie pokojowego oporu władzy w łamaniu demokracji i wylęgu faszyzmu.

Czy więc wyjdzie ktoś jeszcze na ulice, zdeterminowany i zaangażowany?
Jednak o tym, już następnym razem.

Więcej o przekrętach Morawieckich >>>

Jarząbek Mateusz Morawiecki powinien kupić szafę dla prezesa, w której ten mógłby pisać listy, a on lizać mu tyłek: łubu dubu

Jarosław Kaczyński w czwartek napisał dwa listy: do wyborców i parlamentarzystów. W tym drugim stwierdził, że „piękne zwycięstwo nad siłami Polski Minus trzeba przypieczętować” sukcesem Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Jego reelekcja ma być „gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej”.

W liście do parlamentarzystów Jarosław Kaczyński podziękował za zaangażowanie i wysiłek podczas kampanii wyborczej. Wyraził również wdzięczność rodzinom kandydatów za wsparcie i wyrozumiałość. „Szczególne brawa i podziękowania należą się tym z Państwa, którzy bardzo ciężko pracowali nie bacząc na to, że Ich szanse wyborcze – z różnych powodów – nie były największe” – napisał.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński: Trzeba przypieczętować zwycięstwo

Kaczyński stwierdził również, że zwycięstwo PiS w wyborach jest „nie tylko ogromnym sukcesem, ale nie mniejszym zobowiązaniem wobec Polski”, a dzięki niemu dalej będzie możliwe budowanie „Polski Plus”. Jednak należy to przypieczętować zwycięstwem Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Reelekcja Pana Prezydenta Andrzeja Dudy, który jest naturalnym kandydatem na najwyższy urząd w państwie dla pragnących lepszego życia oraz wyznających tradycyjne wartości Polek i Polaków, będzie gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej

– napisał prezes PiS.

W liście skierowanym do wyborców Kaczyński podziękował za zaufanie, dzięki któremu „Zjednoczona Prawica ponownie uzyskała w Sejmie większość bezwzględną”. Napisał również, że opowiedzieli się oni za „Polską Plus” i „wielkimi programami wsparcia, na które polskie rodziny czekały od 30 lat”. Stwierdził, że wyborcy PiS zagłosowali za „Polską godnego życia – solidarną i sprawiedliwą, dbającą o dobro ogółu obywateli”.

Szafa prezesa Ochódzkiego z kultowego filmu „Miś” zostanie zlicytowana. Cena wywoławcza mebla, do którego peany na część prezesa śpiewał trener Jarząbek, to prawie 19 tys. zł.

„Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu” – śpiewał w jednej ze scen „Misia” Wacław Jarząbek, trener drugiej klasy, stojąc przed szafą w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Tęcza” Ryszarda Ochódzkiego. W szafie ukryty był magnetofon szpulowy rejestrujący przemowy pracowników. Ochódzki wytłumaczył, po co to robią: „Jeśli ktokolwiek chce przekazać jakąś krytyczną uwagę o mnie, o mojej pracy, jakąś skargę, a mnie akurat nie ma, może w każdej chwili wejść i nagrać, co mu leży na wątrobie”.

Cena wyższa z powodu sentymentu

Te sceny Stanisław Bareja, reżyser filmu „Miś”, kręcił w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Orzeł” na Kamionku. Do dziś stoi w nim nie tylko słynna szafa, ale i pozostałe meble, które zagrały w komedii z 1980 r. Ale niedługo mogą znaleźć nowego właściciela, bo trafiły właśnie na licytację komorniczą.

Prezesem klubu przez lata był Andrzej Szyszko, brat zmarłego w październiku byłego ministra środowiska, Jana Szyszki. Za jego kadencji miasto przyznawało klubowi sowite dotacje, w sumie 11 mln zł. Mimo to klub popadł w długi. Ratusz zwrócił się więc do sądu o egzekucję komorniczą. Na podstawie wyroku sądu w październiku zeszłego roku klub sportowy przejął komornik.

To dlatego meble z gabinetu prezesa zostaną wystawione na licytację. Ogłosił ją Krzysztof Kokoszko, komornik prowadzący sprawę. Pod młotek pójdzie szafa gdańska czterodrzwiowa z szufladą, drewniany stół, komplet czterech krzeseł obitych skórą, drewniany fotel oraz ozdobne gabinetowe biurko. – Ze względu na rolę, jaką te meble odegrały w filmie, ich wartość kolekcjonerska jest o wiele większa niż rynkowa – twierdzi Kokoszko.

W opinii biegłego, który na polecenie Kokoszki dokonał wyceny mebli, czytamy: „Jak zawsze przy przedmiotach powiązanych ze znanymi osobami, wydarzeniami czy dziełami kultury ostateczna wycena rynkowa nie jest w zasadzie możliwa, ponieważ wartość dla ostatecznego klienta opiera się na sentymencie i emocjach”. Zaznacza, że najważniejsza jest szafa, na której wciąż widnieje ślad po naklejeniu guzika uruchamiającego magnetofon.

Szafa prezesa jednak do muzeum?

Słynna szafa została wykonana w Niemczech na początku XX w., jest wysoka na 185 cm i szeroka na 228 cm. Jej wartość rynkowa to 5 tys. zł., ale po uwzględnieniu historii mebla biegły wycenił ją na pięć razy tyle. Jak informuje Kokoszko, cena wywoławcza ruchomości w takich postępowaniach stanowi 3/4 wartości szacunkowej obiektu. Dlatego licytacja szafy rozpocznie się od 18 750 zł.

Drewniane biurko, na którym filmowy kierownik produkcji Jan Hochwander wyjmował z walizki „prawdziwe parówki w baraniej kiszce z cielęciny”, zostanie wystawione za 9 tys. zł.

Licytacja jest zaplanowana na 7 listopada w jednym z obiektów KS „Orzeł” na Kamionku. Ale jest ryzyko, że zostanie odwołana. – Klub i miasto, czyli wierzyciel i dłużnik, prowadzą rozmowy na temat mebli. Jest szansa, że trafią one do jakiegoś muzeum. Obydwie strony wolałyby, żeby nie służyły tylko jednej osobie, ale były ogólnodostępne – wyjaśnia Kokoszko.

A Kaczyński listy pisze, papier wszystko łyknie.

Kmicic z chesterfieldem

Państwowa Komisja Wyborcza przeanalizowała jeden z sześciu – bliźniaczo do siebie podobnych – protestów wyborczych PiS i uznała, że nie zasługuje na uwzględnienie. – Wnosimy o pozostawienie go bez dalszego biegu – wystąpiła do Sądu Najwyższego.

Protesty wyborcze komitetu PiS ujawniło Oko.press. Serwis wydobył skargi z Sądu Najwyższego. W sześciu podobnych pismach komitet PiS kwestionuje wyniki wyborów do Senatu w sześciu okręgach wyborczych. We wszystkich wygrali kandydaci opozycji lub niezależni. Przewaga nad kandydatami PiS wyniosła od 320 głosów do 3 tys.

Rządząca partia liczy, że uwzględnienie protestów pozwoli jej na odbicie izby wyższej, w której większość będzie mieć opozycja i senatorowie niezależni.

„Wyniki wyborów niemal po połowie dzielą Senat pomiędzy partię sprawującą władzę a opozycję. W tym stanie rzeczy w interesie społecznym jest podjęcie dodatkowych działań weryfikujących” – napisał w uzasadnieniu protestów pełnomocnik komitetu PiS Krzysztof Sobolewski.

PiS myli artykuł kodeksu

„Zgłaszam protest wyborczy przeciwko ważności wyborów do Senatu RP”…

View original post 3 471 słów więcej

 

Jak skończy Kaczyński?

Czy PiS planuje jakiekolwiek działania wobec Zbigniewa Ziobry w związku z aferą Piebiaka? Nie, a to dlatego, że „zweryfikują” go wyborcy. Brzmi znajomo? Identyczną narrację Prawo i Sprawiedliwość prezentowało w sprawie lotów marszałka Kuchcińskiego. Wtedy też można było usłyszeć, że to wyborcy go ocenią.

Podczas konferencji prasowej w Sejmie rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Anita Czerwińska była pytana o to, czy partia planuje jakieś działania wobec ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Wszystko za sprawą afery Piebiaka, nagłośnionej przez Onet.

Czerwińska odpowiedziała krótko na takie spekulacje:

Nie ma żadnych planów w tej kwestii (odwołania Ziobry), natomiast wyborcy w najbliższych wyborach zweryfikują pozycję i wydadzą opinię na temat ministra Zbigniewa Ziobry.

Wcześniej m.in. premier Mateusz Morawiecki mówił, że po dymisji Łukasza Piebiaka, uważa, że „to kończy sprawę”.

Tak PiS „rozlicza” problematycznych polityków. Narracja o „wyborczej weryfikacji”

Praktycznie identyczną narrację można było usłyszeć z ust polityków PiS nie tak dawno, bo po dymisji Marka Kuchcińskiego z funkcji marszałka Sejmu. Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapewniał, że były marszałek nie złamał prawa, mówiąc też:

Marszałek Marek Kuchciński będzie startował w jesiennych wyborach parlamentarnych; to najbardziej demokratyczna metoda oceny jego osoby.

Później na konferencji prasowej to samo powtórzył szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski. W połowie sierpnia stwierdził:

Pan marszałek będzie zweryfikowany jako lider listy przez wyborców. Podejrzewam, że będzie to raczej pozytywna weryfikacja.