Marta Kaczyńska i Terlecki na Halloween

Prof. Magdalena Środa na temat moralności środowiska PiS oraz różnicy między wielkimi słowami wypowiadanymi z ust polityków formacji – a rzeczywistością.

Środa swój wpis na Facebooku i wyliczanie nazwisk zaczęła od Marty Kaczyńskiej, która jest obecnie w trzecim związku małżeńskim. Socjolożka nie zapomniała o obecnej aferze związanej z szefem NIK Marianem Banasiem czy o kierującym TVP – Jacku Kurskim.

Uwielbiam te pisowskie wzory osobowe!! Prawdziwa hagiografia. Marta Kaczyńska – przykład świętej rodziny, arcybiskup Głódź – przykład chrześcijańskiej pokory, Banaś – przykład heroicznej uczciwości, Misiewicz – przykład militarnych kompetencji, Jacek Kurski – przykład rzetelności dziennikarskiej, Morawiecki – przykład suwerenności politycznej i prawdomówności, Kaczyński – przykład niezwyciężonego demokraty.. No wszędzie te ideały! Właściwie całą partię można od razu beatyfikować i posłać do raju – podsumowała Środa polityków i osoby związane z PiS.

Reakcje internautów:

Tych wzorów” ciągle przybywa. Budzę się rano, robię kawę i zanim włączę tv, to już się zastanawiam – kto dziś następny!.

Tam jest wszystko na odwrót, czyli symbolem uczciwości jest ktoś do cna nieuczciwy, symbolem prawdomówności jest kłamca, kompetencji nieuk i dyletant, pokory zarozumiały megaloman. Odwrócenie pojęć o 180 stopni. To musi być metoda”.

Smutne co stało się w ludzkich głowach. Ja muszę pogodzić się z etykietą człowieka II sortu”.

Kreować to się można… ale przeraźliwie smutne jest to, że ludzie aprobują te paranoiczne zjawiska…”.

Szyszko santo subito prawdopodobnie. Kaczyńskiego to będziemy chyba mieć kopiec, a na nim gipsowy monument większy od tego ze Świebodzina. Podświetlony. Wprawdzie przez dwa tygodnie nie będzie nikt w Polsce miał usztywnionego złamania, ale będzie warto. Minister spraw zagranicznych w swojej pierwszej wizycie będzie nazywał go *Proud of Poland *. Oczyma wyobraźni widzę ten piękny obraz”.

Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu w specjalnym oświadczeniu skierowało się do wiernych w związku z Halloween.

Przestrzegamy przed Halloween, jest to niebezpieczny festiwal brzydoty dla ludzkiej duszy. To mroczne okultystyczne święto. Nie należy ulegać modzie Halloween, to szczególny apel dla chrześcijańskich rodziców, by byli czujni. Diabeł nie żartuje. Pielęgnujmy u dzieci katolickie wychowanie – czytamy w piśmie duchownych.

Ks. Robert Skrzypczak: „Świętowanie Halloween i promowanie tego zwyczaju jest grzechem. (…) To tak jakby iść na oddział chorób zakaźnych bez maseczki. Tu naprawdę nie ma żartów. A posyłanie dziecka na tego typu imprezy to głupota i narażanie go na niebezpieczeństwo”.

Komentarz Wojciecha Cejrowskiego (podróżnik, prawicowy publicysta)

Lubię różne amerykańskie zjawiska kultury – bluesa, country, hollywoodzkie filmy, no i nie rozumiałem, czemu zabawa z dyniami komuś przeszkadza. Potem się dowiedziałem. Pogadałem z egzorcystami, poczytałem i zorientowałem się, czym jest to święto oraz jakie niesie zagrożenia.

Dziś wiele osób jest podobnie niezorientowanych jak ja wtedy i drażni je czepianie się zabawy w duchy i dynie”. Wtedy byłem głupszy, teraz jestem mądrzejszy. Wtedy nieświadomy, teraz uświadomiony. Nie widzę w tym nic złego, że się douczyłem.
To dość powszechne zjawisko, że w młodości uważamy, iż coś jest dla nas niegroźne, a z wiekiem dochodzimy do przekonania, że jednak jest groźne, czasami śmiertelnie. Palacze zaczynają od małego dymka, a po latach kończą w umieralni na raka ze słowami jaki ja głupi byłem”.

Stany Zjednoczone 

Prezydent USA Donald Trump i pierwsza dama Melania Trump rozdawali cukierki wystrojonym dzieciom podczas zorganizowanego w poniedziałek w Białym Domu święta Halloween.

Reakcje internautów:

To nie amerykanów wyszło tylko z Irlandii, bo to właśnie w Irlandii się zaczęło i jest podobne do Dziadów, które jeszcze jest w niektórych rejonach Polski”.

Ciekawe, kiedy ePiSkopat z PiS potępią sojusznika, który celebruje mroczne święto”.

Co za ciemnota. Aż żal to czytać. Kościół promuje mszę zamiast zbierania cukierków. Wiara jak wódka w nadmiarze odbiera rozum. Najlepsze jest to, że ci, co nie wiedzą nic o życiu mówią nam jak mamy żyć. Nie tylko w tej dziedzinie”.

Strasząc diabłem w Halloween świetnie odstrasza się dzieci i młodzież od kościoła. Bo szuka się diabelskich sił tam, gdzie ich nie ma . Proponuję poszukać gdzie indziej…”.

Gosiewska, Kempa czy Mazurek też nie muszą”.

W gruncie rzeczy, mógłby się przebrać za człowieka bez twarzy…

Czy to Dracula, bo bez okularów niezbyt dobrze widzę?”.

Moja mama myślała, że on to ze sto lat ma, biadoliła, że: gdzie oni mają sumienie jeszcze takiego staruszka wykorzystywać”.

 

Opozycja zreformowana to PiS przegrany

Gdy wiele miesięcy temu Donald Tusk zaapelował do sił polskiej opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej, by zawrzeć ponadpartyjny pakt na rzecz odbicia izby wyższej Parlamentu, wielu obawiało się czy jest to możliwe. Dziś już wiemy, że się udało i zjednoczonej opozycji udało się odbić Senat. Jak wynika z najnowszych informacji, przeciwnicy partii Jarosława Kaczyńskiego będą w niej mieli co najmniej 51 senatorów, co oznacza utratę możliwości błyskawicznego przepychania ustaw nocą, wzrost znaczenia zmarginalizowanej w ostatnich czterech latach izby i co najważniejsze, kończy jedynowładztwo partii z ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

W izbie wyższej Parlamentu najprawdopodobniej narodzi się także nowy lider opozycji, a marszałek Senatu, formalnie trzecia osoba w państwie bardzo mocno zyska na znaczeniu. To fatalna wiadomość dla stającego do nieuniknionych rozliczeń wewnątrz swojej partii Grzegorza Schetyny. Spory ból głowy wywołuje zapewne też u Jarosława Kaczyńskiego.

Jak opisywał portal 300polityka.pl kontrolowany przez opozycję Senat zapewne maksymalnie wykorzystywałby konstytucyjny termin, odrzucając kontrowersyjne ustawy – np. kolejny etap zmian w sądownictwie, o czym słychać w kuluarach czy dekoncentrację mediów – w ostatnim możliwym terminie. Po 30 dniach ustawa wracałaby do izby niższej, która musiałaby zebrać się, by odrzucić veto Senatu. Konstytucja mówi: Uchwałę Senatu odrzucającą ustawę albo poprawkę zaproponowaną w uchwale Senatu, uważa się za przyjętą, jeżeli Sejm nie odrzuci jej bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Samo opóźnienie w procesie legislacyjnym to nie wszystko. Internauci zauważyli, że znacznie większym problemem dla ekipy “dobrej zmiany” mogą być kompetencje nominacyjne Senatu, od poważnych utrudnień w przeforsowaniu choćby swojego Rzecznika Praw Obywatelskich poczynając.

Należy się więc spodziewać, że nie tylko w Sejmie, gdzie wciąż waży się samodzielna większość, ale także w Senacie lada moment rozpocznie się polowanie na potencjalnych sprzedawczyków, którzy w zamian za intratne stanowiska w administracji rządowej mogą chcieć zmienić barwy partyjne na korzyść Zjednoczonej Prawicy. Nawet jeśli to się uda (szanse niestety PiS ma spore) to jednak marzenia o zmianie Konstytucji prezes Kaczyński musi odłożyć na wysoką półkę. A to chyba boli go najbardziej.

– Nie dziwi mnie, że wyborcy nie chcieli głosować na Grzegorza Schetynę, polityka, który kroczy od porażki do porażki – mówi Władysław Frasyniuk.

Beata Maciejewska: – Wygrana opozycji we Wrocławiu była do przewidzenia, ale wynik Grzegorza Schetyny, lidera najsilniejszej partii opozycyjnej, jest już sensacją. Wyraźnie przegrał z „jedynką” listy PiS, Mirosławą Stachowiak- Różecką, która nie jest szerzej znana. Dziwi to Pana?

Władysław Frasyniuk: – Dziwi?? Że wyborcy nie chcieli głosować na polityka, który kroczy od porażki do porażki? Nie dziwi.

Ci, którzy chcieli głosować na KO, wybierali Małgorzatę Tracz z Zielonych albo Michała Jarosa – oboje dostali po ok. 30 tys. głosów, a Schetyna tylko 66 tys. Małgorzata Tracz jest obecna na wszystkich wrocławskich demonstracjach, dostała premię za obywatelskie zaangażowanie i za tematykę, którą się zajmuje – ludzie zaczęli rozumieć, że ekologia nie jest lewackim wymysłem i że trzeba mieć kwalifikacje do zajmowania się tymi problemami.

A Michał Jaros swój wynik „wykleił” plakatami i spotkaniami z wyborcami. Wywalczył mandat własną aktywnością, a nie programem. Bo przecież żadnym przekazem krajowym nie mógł się podeprzeć. Żadnym chwytliwym hasłem budzącym emocje u wyborcy.

Pana emocje i bez haseł zostały obudzone. Zdenerwował się Pan?

– Nie jestem zdenerwowany, jestem wk…ny. Na opozycję, że nie miała żadnej oferty, za to demonstrowała kompleks Kaczyńskiego i tańczyła, jak prezes PiS im zagrał. A na dodatek nie prowadziła kampanii wyborczej. Sztabowcy cztery lata grzali ławy w opozycji, a na ostatniej prostej okazało się, że nie mają żadnych pomysłów. Wystawili Kidawę-Błońską, która trzy dni milczała, a jak się wreszcie odezwała, okazało się, że niewiele ma do powiedzenia. Kampanię kreowali dziennikarze, ujawniając kolejne afery, a politycy streszczali tylko własnymi słowami to, co napisały gazety.

Na komentatorów politycznych, którzy nie wołali, że „król jest nagi” i nie byli w stanie wywrzeć presji na liderów, żeby podnieść im poprzeczkę. Było źle w czasie wyborów do PE? Było, ale lepiej nic nie zmieniajmy, bo będzie jeszcze gorzej.

Na impotencję intelektualną i poczucie zadowolenia, które opanowało opozycyjne partie. Okazuje się, że wszyscy wygrali! To musi wywoływać depresję u obywateli. „Jest zaj…cie, właśnie dostałem mandat”. Gdzie w tym jest odpowiedzialność za Polskę?

Na Grzegorza Schetynę też jest Pan wkurzony?

– A jak mam przyjąć spokojnie fakt, że na przykład odmówił udziału w debatach, bo nie występował w nich Jarosław Kaczyński? Debaty nie są po to, żeby politycy ze sobą dyskutowali, ale żeby rozmawiali z obywatelami. Władysław Kosiniak-Kamysz wystąpił i PSL dostał premię.

Ale opozycja odbiła jednak Senat, pakt zadziałał.

– Nie widziałem żadnego paktu, tylko partykularne interesy partyjne. Pakt jest wtedy, gdy wychodzą wszyscy kandydaci, liderzy stają za plecami i mówią: oni są nasi, będziemy ich wszyscy wspierać. A Schetyna złamał tę umowę, wspierając w Łodzi byłego szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, choć opozycja wystawiła rekomendowaną przez SLD prof. Małgorzatę Niewiadomską-Cudak. Wszedł Kwiatkowski, ale wygrał z kandydatem PiS tylko o włos. Głosy się rozbiły na dwóch kandydatów.

Wyniki wyborów 2019

Na Dolnym Śląsku mamy remis, cztery dla opozycji i cztery dla PiS. Ale walka była zacięta, Bogdan Zdrojewski wygrał z Jarosławem Obremskim o włos. Mówiło się, że jak zrobi dobry wynik, będzie mógł pokonać Schetynę w partyjnych wyborach. Grzegorz zrobił już swoje, Grzegorz musi odejść?

– Mnie, wyborcę, przestało to interesować. Albo członkowie Platformy znajdą odwagę, siłę i postawią na zmianę pokoleniową, albo Platformy nie będzie. Muszą mieć świadomość, że jeśli tego nie zrobią, to ich wyborcy przejdą do lewicy albo wymuszą stworzenie liberalnego centrum, bo jest na to przestrzeń. Przypominam, że czterdziestolatkowie to grupa najaktywniejszych wyborców i musi mieć swoją własną reprezentacje polityczną.

Coś się jednak zmieniło na scenie politycznej – Lewica wchodzi do Sejmu, PSL z Kukizem zaczyna się odbudowywać. Co gorsza, wchodzi też Konfederacja, na Dolnym Śląsku mandat zdobył Krzysztof Tuduj, wiceprezes Ruchu Narodowego. Startował już w wyborach europejskich, chciał jechać do Brukseli z hasłem „Polexit”, teraz będzie swoje egzotyczne pomysły testował na krajowym podwórku, w towarzystwie Grzegorza Brauna. Nie boi się Pan?

– Pozytywne jest to, że skończył się duopol, wszystkie partie muszą zredefiniować swoją strategię polityczną i sposób komunikowania się z wyborcami. Mam nadzieję, że ta przewaga opozycji w Senacie przywróci myślenie polityczne, wymusi debatę między Sejmem a Senatem i zmusi do zmiany strategii.

Grzegorz Schetyna przestał być sumieniem narodu, będzie czuł w parlamencie presję lewicy. Oczywiście, jeśli lewica wprowadzi przede wszystkich starą eseldowską gwardię, która lubi się układać, ta presja będzie mniejsza. Ale nikt nie ma chyba wątpliwości, że idzie zmiana pokoleniowa. Z kolei Jarosław Kaczyński będzie miał po prawej stronie Konfederację, która na pewno postawi go w trudnej sytuacji, definiując na nowo pojęcie „prawdziwego patriotyzmu”.

Konfederacja ma już struktury, a teraz dostanie trybunę i mikrofon. Oni są groźniejsi, niż nam się dzisiaj wydaje.

Ale za rok mamy jeszcze jedną szansę na zmianę – wybory prezydenckie.

– Proszę tak nie mówić, boję się, że zaraz zabrzmi stadionowy chór: Polacy, nic się nie stało. Albo: Wygramy to. No cóż, żyjemy w katolickim kraju, nawet niewierzący wierzą w cuda.

– Jeżeli partia robi się towarzystwem wzajemnej adoracji w wąskim gronie, to wyborcy na pewno oceniają to negatywnie – Elżbieta Łukacijewska, polityczka PO z Podkarpacia i europosłanka, mówi w rozmowie z naTemat o największych błędach Platformy Obywatelskiej w tej kampanii. Jej zdaniem, aby partia zaczęła odnosić sukcesy, konieczna jest zmiana jej lidera. Łukacijewska zwracała uwagę na złe posunięcia PO po wyborach do europarlamentu, kiedy to odniosła sukces nie czekając na wsparcie liderów ugrupowania.

Niektórzy tak. W wielu miejscach, także na Podkarpaciu, kandydaci powielali taką kampanię jaką zrobiłam ja, czy jaką zrobił Bartosz Arłukowicz, ale to były indywidualne działania. Odnoszę niestety wrażenie, że sztab PO został powołany, ale jego decyzje chyba nie były samodzielne. Myślę, że i tak wszystko było konsultowane w wąskim gronie.

W tej ogólnopolskiej kampanii zabrakło nowoczesności. Zabrakło energii, uderzenia do młodych ludzi. Małgosia Kidawa-Błońska trochę za późno została ogłoszona premierem. Jak się ogłasza coś takiego i zmienia się całkowicie styl, to przewodniczący powinien się schować, a się nie schował, więc dla wielu wyborców ta zmiana nie była wiarygodna.

Zwracała pani uwagę po wyborach do europarlamentu, że może warto postawić na kobiety. Ale mam wrażenie, że liderzy PO stoją w rozkroku: trochę chcemy tej zmiany, a trochę jednak nie.

Wystarczy popatrzeć ile kobiet było na pierwszych miejscach, ile było na drugich. U mnie w jednym z okręgów kobieta była dopiero na 3 miejscu. Tak się nie robi, jeżeli mówi się o tym, jak ważne są kobiety.

Można było dać ich więcej na jedynki. Szkoda, że tak nie zrobiono. Poza tym zawsze jest źle – a mówię to na przykładzie mojego okręgu – jeżeli ktoś, kto ma jedynkę, robi wszystko, aby w pobliżu nie było silnych osób, wtedy mamy mandat ale nie mamy dobrego wyniku.

Ludzie, którzy nie czują wspólnoty z liderami, którzy są zostawieni sami sobie, są rozczarowani, nie robią kampanii i nie uzyskują głosów. Wystarczy porównać wyniki kandydatów z list KO i PiS.

Największe błędy Platformy Obywatelskiej w tej kampanii?

W PO brakuje wyraźnego przekazu, co tak naprawdę myślimy np. o rozdzieleniu Kościoła od państwa, co myślimy na temat religii w szkołach, co myślimy o reformie zdrowia. Ludzie lubią jasny zwięzły przekaz, a nasz był rozwodniony. Proszę spojrzeć na Lewicę. Oni nie bali się mówić zdecydowanie i jasno, więc Ci którzy się wahali jednak wybrali Lewicę.

Cały czas jest też zbyt mało nowych ludzi. Uważam – biorąc pod uwagę oceny, sugestie i komentarze, a także rozmowy, które odbyłam podczas kampanii do PE, kiedy przejechałam i przeszłam wiele kilometrów – że niestety Grzegorz Schetyna nie jest liderem, który przyciąga wyborców do partii, a czasami wręcz zniechęca swoich.

Czego mu brakuje?

Kiedy spotyka się pani z człowiekiem, to jego mimika i jego postawa albo powodują, że człowiek mówi: „Wow, na niego zagłosuję”, albo odpychają. Lubię Grzegorza i wiem, że był bardzo sprawny jako sekretarz, w najlepszych czasach PO, jednak jako lider chyba nie poprowadzi partii do zwycięstwa.

Wyniki tego wąskiego trzonu, który podejmuje decyzje, pokazują, że czas takich polityków się kończy.

Mówimy o Grzegorzu Schetynie, Sławomirze Neumannie?

O Schetynie, Neumannie, Tyszkiewiczu. To jest ta grupa, która podejmuje decyzje i która dostała bardzo słabe poparcie wyborców.

Wielu wyborców twierdzi, że politycy PO są oderwani od rzeczywistości. Żyją w wielkomiejskich bańkach i nie widzą problemów i priorytetów ludzi np. z Podkarpacia, czy z Warmii i Mazur.

Po pierwsze, jeśli szef jest otoczony bardzo wąską grupą ludzi, którzy nie są miarodajnymi informatorami na temat rzeczywistości, oraz jeśli tzw. baronowie lub ich grupa ma wpływ na decyzje, miejsca, ludzi, to tworzy się układ niesprzyjający obiektywnej ocenie rzeczywistości. Po drugie, jeśli nie mamy sprecyzowanego swojego wyborcy albo nie komunikujemy odpowiednio, wtedy trudno liczyć na sukcesy.

I po trzecie jeżeli nie ma rozliczania z wyników, tylko jest poprawianie sobie humorów, to nigdy nie będzie dobrze. Wiec jeżeli czytam, że opozycja nie powinna się rozliczać to mnie to już zaczyna śmieszyć. Jeżeli dzisiaj nic nie zmienimy, jeśli dziś nie postawimy na nowych ludzi i na nowe twarze, młode twarze, na nowych liderów w regionach, to umówmy się, że nie ma co liczyć na sukces.

To są trzecie przegrane wybory. Przegraliśmy samorządowe, przegraliśmy europejskie, które powinniśmy wygrać, i teraz też przegrywamy. Pierwsze co się nasuwa na myśl to konieczne zmiany.

To oznacza, że Grzegorz Schetyna nie potrafi zrozumieć, że nie jest najważniejszy?

Jeżeli ktoś mówi, że ważna dla niego jest Polska, a jednocześnie traci członków, wyborców i przegrywa, to powinien podporządkować swoje prywatne ambicje pod nadrzędne wartości.

Wiem, że to nie jest łatwe i proszę mi wierzyć, że przykro mi to mówić, bo chciałabym, aby szef był tą osobą, która motywuje do działania, wygrywa. Jednak każdy w PO, kto spotyka się z ludźmi, słyszy ze wszystkich stron: Zmieńcie lidera. Zmieńcie liderów. Dlaczego ten Schetyna? Zmieńcie go. On źle działa.

Trzeba schować partykularne interesy?

Tak i tych baronów trochę też pogonić.

Kogo ma pani na myśli?

Wszędzie, gdzie myśmy przegrali, gdzie straciliśmy poparcie, gdzie ono jest mniejsze albo gdzie straciliśmy województwa, jeżeli chcemy być partią europejską, to obecni liderzy powinni zachować się honorowo i zrezygnować.

Chciałabym aby taka była PO, bo jest w niej wielu wspaniałych ludzi, i kobiet i mężczyzn. Mam nadzieję, że będą mieli odwagę wprowadzić zmiany, że to nie osłabianie, że będą wiedzieli, że nie są one skierowane przeciwko komuś. Przecież żadna demokratycznie działająca partia po 3 przegranych z rzędu, nie pozwoli sobie na to, aby nadal kierowała nią ta sama osoba. To dotyczy także liderów w regionach.

PO ma problem, bo elektorat centro-lewicowy w części trafił do Lewicy, część centro-prawicowego zagarnął PSL. Może problemem jest to, że część polityków platformy nie wiedziała, o kogo tak naprawdę zabiega?

Z pewnością. Naszym błędem było także niechodzenie do telewizji publicznej. Mówiłam, że jeżeli nie chodzimy to nikt nas nie usłyszy, a przecież w małych środowiskach ogląda się głównie TVP. Błędem było, że lider nie poszedł na debatę, tak jak poszedł Kosiniak-Kamysz, który po tej debacie na pewno zwiększył poparcie dla PSL-u/

I niestety, z przykrością to mówię, ale jednak wystąpienie Lecha Wałęsy na naszej konwencji też było niewypałem. Tam trzeba było jakichś młodych samorządowców, którzy będą mówili do młodego pokolenia. Pewien etap historii się skończył i trzeba patrzeć do przodu.

W PO brakuje dobrych doradców?

Brakuje tych, którzy umieją słuchać i mają odwagę krytykować. Poza tym my przecież mamy program, a wszyscy powtarzają, że błędem PO było to, że go nie ma. To oznacza, że nie umieliśmy tego sprzedać.

To, co jest problemem to regionalne sztaby, źle kierowane bez spójnego politycznego przekazu, często bez wizji i pomysłów. Sztab powinien pracować na wszystkich, bo jeżeli ktoś się decyduje działać, dawać swoje nazwisko, to powinno się robić wszystko, żeby jego również wspierać i pokazywać. Tego właśnie zabrakło. Zabrakło wizji kampanii dla wszystkich startujących w danym regionie.

Każdy wziął się za swoją indywidualną kampanię, bo to jest normalne, nikt przecież nie będzie czekał. Zresztą ja też tak robiłam, bo nie mogłam liczyć na sztab. Po co powoływać sztaby, skoro one nie działają na rzecz takiego spójnego wizerunku partii?

W kampanii przed wyborami do PE podkreślała pani, że pani sukces to wynik spotkań z wyborcami, zaglądania do najmniejszych miejscowości, a wielu ludzi ciągle uważa, że PO jest partią, która sprzyja przedsiębiorcom, lepiej sytuowanym. Politycy PO nie potrafią pozbyć się tego ze swojego wizerunku.

PO nie potrafi do końca przemawiać językiem normalnych ludzi. Proszę mi wierzyć, tych wyborców można przekonać. Oni mają dzieci, więc chcą, aby one się rozwijały i odnosiły sukcesy. Ale my niczego nie tłumaczymy, nie wyjaśniamy, jak ważny jest dobry wybór, jaki ma wpływ na przyszłość. Wyborcy muszą też czuć, że jesteśmy tacy jak oni, a nie lepsi.

W Polsce stało się coś strasznie złego. PiS wmówił ludziom, że nic nie muszą, bo oni dadzą. Mi to przypomina komunizm, bo dobrobyt zawsze bierze się z pracy. Duża część Polaków bierze różne zasiłki – nie krytykuję 500 plus – a to oznacza, że wychowujemy generację ludzi, którzy absolutnie będą uzależnieni od partii politycznej, bo ta partia nam pomoże albo nie.

Tak naprawdę jest to umacnianie biedy w różnych częściach Polski. Powinno się przecież promować, pobudzać chęć do pracy, do szukania rozwiązań. Natomiast wsparcie socjalne powinno być czymś na trudne czasy albo czymś dodatkowym, a nie że ludzie tylko i wyłącznie liczą na zasiłki.

Nie rozumiem, że do ludzi nie dociera też to, że wielu młodych z jakichś powodów wyjechało z Polski i nie chce tu wracać. Część z nich ma inną orientację, dlatego boją się braku akceptacji. Wielu chciałoby normalnie żyć, rozwijać się.

Ludzie są, mówiąc wprost, „wkurzeni”, że nikt nigdy nie promuje tej przedsiębiorczości. Chodzi o ludzi, którzy pracują, nie biorą żadnych zasiłków. PO też o tej grupie zapomniała, nie sięgnęła po nich. Wszyscy chcą dawać rybkę, zamiast wędki, bo tak łatwiej o głosy?

Ja też jestem zwolenniczką dawania „wędki”. Za chwilę nie będzie pieniędzy na 500 plus. Nie może być tak, że człowiek, który jest kreatywny, któremu się chce i który ciężko pracuje jest za to karany. A tak jest dziś w Polsce.

Nasz głos kierowany do tych osób rzeczywiście zbyt słabo wybrzmiał. Tak samo w przypadku służby zdrowia. Mamy do czynienia z totalną katastrofą. Badania pokazują, że Polacy umierają, bo mają problemy z dostępem do specjalistów, z szybką diagnozą. O tym też za mało mówimy.

Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak życie wygląda w takich przypadkach. Nie zdają sobie sprawy, że dzieci, które są wychowane według reformy PiS, nie będą w ogóle atrakcyjne na rynkach pracy, nie będą konkurencyjne. To jest tragedia dla Polaków.

Nasze słowa zbyt nie wybrzmiewają, już nie mówiąc, że my jako nowoczesna partia, jesteśmy tak słabi w mediach społecznościowych. Widzę, że pod wpisem PO jest może ze sto polubień. Katastrofa.

Na Podkarpaciu, które od dawna określa się jako matecznik PiS-u, nawet szef PO w regionie, Zdzisław Gawlik, nie dostał się Sejmu. A wszystkie mandaty, jeśli mowa o Senacie, trafiły do PiS-u. PO odpuściła sobie Podkarpacie?

PiS ma bardzo duże wsparcie Kościoła. Politycy tej partii są w każdej najmniejszej miejscowości, gdzie i ja dostaję zaproszenie na różne wydarzenia. Trudniej tam o działaczy PO. Wynika to też oczywiście z tego, że tak dużo jest posłów PiS.

Odnoszę wrażenie, że w Platformie jest wielu ludzi pełnych energii, zresztą mówiłam to po wyborach do Parlamentu Europejskiego, których się odsunęło i cały czas się odsuwa. Nie rozumiem tego. Nie chcemy dopuścić tych, którym się chce, bo stanowią dla niektórych zagrożenie, a takie myślenie jest katastrofą dla partii politycznej.

Jednak PO nie do końca odpuściła sobie Podkarpacie. Kiedy rządziliśmy, to naprawdę dużo zrobiliśmy. Zawiodła jednak komunikacja. Za mało było nas w małych miejscowościach. Cały czas jest za mało pracy u podstaw.

Może być lepiej? Jest jeszcze potencjał?

Jest. Przed chwilą rozmawiałam z Pawłem Poncyliuszem, który mówi: „Ela, ilu ludzi chce, ilu działa, ale twierdzą, że musi się coś zmienić w PO, żeby oni weszli do tej partii”. Jest nadzieja w ludziach, w młodym pokoleniu.

Jednak jeżeli partia robi się towarzystwem wzajemnej adoracji w wąskim gronie, to wyborcy na pewno oceniają to negatywnie.

Jest pani tak zwyczajnie rozczarowana?

To jest moja jedyna partia. Tworzyłam ją na Podkarpaciu. Poświęciłam dla niej bardzo wiele, co odczuła także moja rodzina, dlatego jest mi smutno, że tylu wspaniałych ludzi nie ma odwagi zrobić pewnych zmian w tej partii. Czasem nieduże zmiany rodzą niesamowity sukces.

Kogo miała pani na myśli pisząc na Twitterze: „Szkoda, że niektórzy nie wypili szklanki zimnej wody przed wygadywaniem głupot”?

Chodziło mi o te nieszczęsne taśmy Neumanna. Powiedział po wyborach do PE, że nie powinnam tyle gadać, tylko powinnam napić się wody. Żałuję, że zanim on wypowiadał te żenujące, niegodne polityka, głupoty na spotkaniach, nie napił się porządnego łyka wody.

Oj, Kaczyński. Iść po większość konstytucyjną i potęgę, która zawstydziłaby Orbana z Erdoganem. Zostać zakładnikiem Ziobry bez Senatu. #tylewygrać

Kmicic z chesterfieldem

– Na pewno nie był to imponujący wynik – mówiła w TVN24 Małgorzata Kidawa-Błońska o liczbie głosów zebranych przez Grzegorza Schetynę. Polityk PO zapewniała przy tym, że lider jej partii zrobił wiele dobrego w trakcie kampanii. Nie chciała za to powiedzieć, czy będzie kandydować na fotel szefa PO.

Szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna dostał co prawda mandat w okręgu nr 3 (Wrocław), ale jego wynik jako „jedynki” list Koalicji Obywatelskiej pozostawia wiele do życzenia. Mirosława Stachowiak-Różecka (kandydatka PiS w wyborach na prezydenta Wrocławia z 2018 roku) zdobyła ponad 91 tys. głosów, a Schetyna niecałe 67 tys.

„Kropce nad i” w TVN24 o ten wynik lidera PO pytana była Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka KO na premiera w tegorocznych wyborach. – Na pewno nie był to imponujący wynik – oceniła polityk Platformy Obywatelskiej. Sama Kidawa-Błońska ma powody do zadowolenia, bo w Warszawie zgarnęła ponad 416 tys. głosów, stając się „lokomotywą” listy KO w stolicy.

View original post 844 słowa więcej

 

LGBT i pisowski zwis demokracji

Portal oko. press opublikował sondaż, z którego wynika, że polscy mężczyźni drżą ze strachu przed środowiskiem LGBT.

Pogram Koalicji Obywatelskiej – tutaj >>>

Jeżeli zdecydowano się na zawieszenie parlamentu, to znaczy, że jest coś na rzeczy: nie są tacy pewni siebie. W całych burzliwych latach 90. taki scenariusz był nie do pomyślenia. Nawet w roku 1993. Tymczasem teraz nic się nie dzieje, obywatelom to zwisa i na tym może budować PiS. Niestety, obywatelom trzeba cały czas przypominać, co jest ich wartością, aby nie patrzyli tylko na kasę – mówi prof. Ireneusz Krzemiński z Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik Pracowni Teorii Zmiany Społecznej Centrum Badania Solidarności i Ruchów Społecznych. Rozmawiamy o aferze hejterskiej, kampanii wyborczej, Małgorzacie Kidawie-Błońskiej i strategii Koalicji Obywatelskiej na wybory. Pytamy też o scenariusze powyborcze. – Wiadomo, że Kaczyński nie liczy na zwykłą wygraną, tylko całkowitą wygraną, aby wprowadzić system monopartii na wzór Węgier – podkreśla

JUSTYNA KOĆ:  Zaskoczyło pana, że sam premier bronił Zbigniewa Ziobry przy wniosku o wotum nieufności? “To wy byliście ojcami założycielami przemysłu pogardy, bo niszczyliście Lecha Kaczyńskiego” – mówił. Co to mówi o poziomie debaty w Polsce?

IRENEUSZ KRZEMIŃSKI: O poziomie wypowiedzi obozu rządowego nawet nie chcę mówić, bo to poniżej jakiejkolwiek normy, po prostu coś okropnego. Natomiast było wiadomo, że to był ostatni moment, żeby powiedzieć coś istotnego przed wyborami. Koalicja Obywatelska miała okazję do wypunktowania rządzącej większości – tu nie mam wątpliwości, że

POWINNA BYĆ DYMISJA RZĄDU,

bo to największa afera w dziedzinie debaty publicznej od 30 lat. Niestety, wydaje mi się, że opozycja nie wykorzystała tej szansy jakby mogła, bo pan Budka – którego bardzo cenię i lubię – użył złych argumentów. Po nim wystąpił wiceminister Wójcik, który natychmiast to wszystko zdewaluował, użył emocjonalnych argumentów, które były bardzo czytelne i natychmiast musiał utwierdzić wszystkich wahających się, że wszystko było w porządku, bo to tylko sędziowie się kłócą między sobą, a Ziobro jest najlepszym ministrem. Wiem, że takiego rodzaju bezczelności, kłamstwa w żywe oczy i tupetu nie można oczekiwać od byłego ministra Budki, ale… Ale

DZIŚ, NIESTETY, TRZEBA INACZEJ PRZEMAWIAĆ, NIŻ ZROBIŁA TO OPOZYCJA. OCZYWIŚCIE, NIE CHODZI O IMITOWANIE CHAMSKIEJ, PROSTACKIEJ MOWY PIS-U, ALE NALEŻY JEDNAK MÓWIĆ DOSADNIE I MOCNO. TRZEBA UŚWIADAMIAĆ, ŻE TAKIE RZECZY, JAKIE DZIAŁY SIĘ W MINISTERSTWIE SPRAWIEDLIWOŚCI, Z DEMOKRACJĄ NIE MAJĄ WIELE WSPÓLNEGO. I ŻE ONE PRZEŁOŻĄ SIĘ NA ŻYCIE ZWYKŁYCH LUDZI BARDZO SZYBKO.

W końcu przecież także wyborcy PiS-u mają jakieś pojęcie o tym, czym jest demokracja. Trzeba zasiać w nich ziarno niepewności, bo jestem przekonany, że nie są do końca pozbawieni tej wrażliwości.

A może gra się tak jak przeciwnik pozwala?
Przecież to nie było przemówienie do parlamentu czy przedstawicieli partyjnych, bo wiadomo było od początku, jak posłowie zagłosują. To powinno być przemówienie do ludzi, którzy oglądają debatę i którzy później będą to oglądać w serwisach. To, że Ziobro jest zły, to wszyscy wiedzą i nic z tego nie wynika.

Czy zmiana języka debaty i wprowadzenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydata na premiera może być sposobem na pokonanie PiS-u?
Z samego faktu uczynienia z Małgorzaty Kidawy-Błońskiej kandydatki na premiera jeszcze wiele nie wynika. Oczywiście, to bardzo dobry pomysł i powinno to nastąpić znacznie wcześniej, ale lepiej późno niż wcale. Jednak to wymaga teraz od całej partii i twórców kampanii niezwykłej pracy, ponieważ trzeba zbudować teraz nowy obraz Platformy “pod wodzą” Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. I bardzo dobrze, że stała się ona twarzą – główną twarzą – kampanii wyborczej Koalicji. Ważne jest, co i jak będzie mówiła pani Kidawa-Błońska. A chodzi o to, że musi ona przekonać o tym, co chce zrobić, co jest lepsze dla Polski i dlaczego propozycje PiS-u są groźne dla nas wszystkich. Każdy chciałby zarabiać 4 tys., ale przecież ustawą się tego nie da zrobić. PO powinna wyraźnie pokazać na liczbach, że takie obecnie przyjemne dla wszystkich decyzje będą nas wszystkich kosztować w przyszłości bardzo dużo. Wydaje mi się, że

WARTO SPRÓBOWAĆ PRZERWAĆ CHOĆ TROCHĘ TEN SIELANKOWY NASTRÓJ W SPOŁECZEŃSTWIE, ZADOWOLONYM, JAK IM DOBRZE POD RZĄDAMI PIS-U. I MOŻE TEŻ PRZY OKAZJI – NIE WIEM, CZY TO POWINNA MÓWIĆ KIDAWA-BŁOŃSKA, ALE MOŻE JAKOŚ INACZEJ WARTO PRZEMYCIĆ TAKIE INFORMACJE – JAKIE GRUPY SĄ ZAGROŻONE DECYZJAMI PIS-U I JAKIM WCALE TAK DOBRZE SIĘ NIE POWODZI.

Ponadto chodzi mi po głowie jednak pomysł odkłamywania rzeczywistości z czasów rządów PO-PSL, ale chyba jest na to teraz za mało czasu. Coś jednak można by przy okazji powiedzieć…

Czy na miesiąc przed wyborami to jest jeszcze do zrobienia?
Kampania powinna być wielowarstwowa, byle tylko miała jasny, jednoznaczny kierunek i siłę oddziaływania. Natomiast zachowania Kaczyńskiego wskazują, że choć wiadomo, iż PiS ma bardzo dobre, pogłębione badania, to decyzja o zawieszeniu obrad Sejmu wskazują na duże obawy. Jeżeli zdecydowano się na zawieszenie parlamentu – niby zgodnie z konstytucja, acz trzeba pamiętać, że takie rozwiązanie przewidziano na specjalne okoliczności, jak klęska żywiołowa, wojna – to znaczy, że jest coś na rzeczy: nie są tacy pewni siebie. W całych burzliwych latach 90. taki scenariusz był nie do pomyślenia.

NAWET W ROKU 1993 NIKOMU TO NIE PRZYSZŁO DO GŁOWY, A GDYBY NAWET SIĘ TAK STAŁO, TO LUDZIE WYSZLIBY NA ULICE, BO BYLI PRZYWIĄZANI DO DEMOKRACJI, NIE DALI BY SIĘ TAK “ROBIĆ W BANIĘ”.

Tymczasem teraz nic się nie dzieje, obywatelom to zwisa i na tym może budować PiS. Niestety, obywatelom trzeba cały czas przypominać, co jest ich wartością, aby nie patrzyli tylko na kasę.

Być może PiS straci samodzielną większość, a wiadomo, że może mieć problem z koalicjantem, bo wszystkich już wchłonął. Wierzy pan, że wynik wyborów może nas jeszcze zaskoczyć?
Skoro Jarosław Kaczyński decyduje się na taki ruch, to znaczy, że potencjał mobilizacji zwolenników opozycji jest jednak bardzo duży. Być może te świństwa PiS-u, które zostały ujawnione, spowodowały, że PiS nie może być pewnym zwycięstwa. Tylko trzeba ciężko na to pracować i pokazać, czym grożą kolejne rządy PiS-u.

ZAGROŻENIE BYTU TO PODSTAWOWA RZECZ, KTÓRĄ NALEŻY POLAKOM UŚWIADOMIĆ. ALE ZARAZEM GŁOSIĆ INNY SCENARIUSZ ROZWOJU I DOBROBYTU – CO, ZDAJE SIĘ, PANI KIDAWA-BŁOŃSKA ZACZĘŁA ROBIĆ.

Podobnie chyba mówi teraz lewica. Moim zdaniem warto też oddziaływać na młodzież. Dotarcie do młodych i pokazanie im, co złego im grozi – i to w niedługiej przyszłości, bo to nie będzie długo trwało – jest w tej chwili kluczowe. Już widać zagrażające przemiany w gospodarce i zerowe przygotowanie Polski na zapaść w tej dziedzinie. Racjonalne argumenty docierają do młodych, tak jak dotarło do nich realne zagrożenie podczas zamachu na sądy. Jednak – jak widać – racjonalne argumenty muszą być wsparte emocjami – pozytywnymi emocjami – i stąd Kidawa-Błońska jako twarz kampanii to już jest plus uczuciowy!!!

Wiadomo, że Kaczyński nie liczy na zwykłą wygraną, tylko całkowitą wygraną, aby wprowadzić system monopartii na wzór Węgier.

Prezes podczas konwencji powiedział tylko “państwo narodowe może być demokratyczne”. Wracamy do lat 20.?
Dochodzimy w jawny sposób do akceptacji tego, co od dawna głosi ojciec Rydzyk, który widzi tylko demokrację narodową, co w hasła i programy ułożył Roman Dmowski.

CIEKAWA JEST TA EWOLUCJA PREZESA, KTÓRY ZAWSZE BYŁ UWAŻANY ZA PIŁSUDCZYKA, A TERAZ NAGLE ZROBIŁ SIĘ “DMOWSZCZYKIEM”.

Model węgierski jest ewidentnie wzorcem dla Kaczyńskiego. Na szczęście polska gospodarka nie jest tak zoligarchizowana jak węgierska. Mimo to zamach na państwo może doprowadzić później do politycznego scalania gospodarki. Mam nadzieję, że to się jednak w Polsce nie uda.

Dlaczego Polak woli dostać pieniądze do ręki, niż sprawnie działające państwo? Tak jakbyśmy nie mieli wykształconego społeczeństwa obywatelskiego.
To dobry wniosek. Co prawda ja przez długi czas twierdziłem, zresztą za prof. Rychardem, że może nie jest tak źle i to społeczeństwo obywatelskie inaczej się po prostu przejawia, niż na zachodzie Europy. Oczywiście, to społeczeństwo istnieje, ale jednak w ograniczonym zakresie.

Na taki stan rzeczy składa się wiele czynników, również wcześniejszych politycznych działań. Po 89 roku w polskiej polityce założono, że właściwie to sprawne gospodarowanie państwem jest podstawowym celem plus dbanie o interesy międzynarodowe. Wielka Unia kłócących się ze sobą polityków, w przypadku wejścia do NATO i UE, była czymś wartym docenienia, jak widać, była wspólnym interesem. To był jednolity, nadrzędny cel wszystkich. Teraz sprawa jest bardziej skomplikowana. Przyznam, że

W NAJGORSZYCH SNACH NIE SPODZIEWAŁEM SIĘ POWROTU SKRAJNIE NACJONALISTYCZNYCH POGLĄDÓW. JESTEM GŁĘBOKO PRZEKONANY, ŻE PODSTAWOWYM WINOWAJCĄ JEST KOŚCIÓŁ.

W żaden sposób nie mogliśmy się spodziewać ani w 1989 roku czy nawet 91 czy 92, kiedy były różne kombinacje wyborcze Kościoła, że dojdzie do takiej sytuacji jak dziś. Wtedy to polityczne zaangażowanie skończyło się dla Kościoła niepowodzeniem. Ta nauka poszła biskupom do głowy, jak się wydawało. Lecz teraz mamy zupełnie odwrotną sytuację. Znowu mamy wizję Kościoła narodowego, który jest ściśle związany z państwem, ma państwowe przywileje i dochody. Trudno to sobie było wyobrazić nawet przy tej ekspansji ideologii tworzonej przez Radio Maryja i Tadeusza Rydzyka. A choć mierzona statystycznie słuchalność Radia Maryja jest mniejsza, niż była, to oddziaływanie społeczno-polityczne – niebotyczne! Ideologią o. Rydzyka myślą i mówią dziś polscy biskupi. W dodatku – społecznie – Rydzyk zbudował coś w rodzaju ruchu społecznego wokół swego „imperium” – i ten ruch się właściwie zinstytucjonalizował w ramach polskiego Kościoła powszechnie.

Kościół od zawsze miał rząd dusz w Polsce…
To prawda, ale to, co udało się Rydzykowi, to przejęcie umysłowego wpływu na polski episkopat. To zaskakujące, bo

ZAWŁADNĄŁ UMYSŁAMI NAWET TYCH, KTÓRYCH DOROBEK INTELEKTUALNY I ŚCIEŻKA ŻYCIOWA POWINNY TEMU PRZECZYĆ. BP JĘDRASZEWSKI NAPISAŁ PRACĘ LICENCJACKĄ POŚWIĘCONĄ GABRIELOWI MARCELOWI, FRANCUSKIEMU FILOZOFOWI, ODNOWICIELOWI MYŚLI KATOLICKIEJ. JEGO HABILITACJA BYŁA POŚWIĘCONA WYBITNYM MYŚLICIELOM, TO JEAN-PAUL SARTRE I EMMANUEL LEVINAS – W POSZUKIWANIU NOWEGO HUMANIZMU.

Studium analityczno-porównawcze. Jak widać, teraz wszystko mu się zmieniło właśnie pod wspływem tej zadziwiającej ideologii: rzekomej potrzeby obrony Kościoła we współczesnym świecie. To pokazuje, jaki jest zakres ideologii, którą zbudował na Dmowskim ojciec Rydzyk.

Kościół jest bliski PiS-owi czy po prostu chce być w sojuszu z władzą?
Moim zdaniem tu nie chodzi tylko o bliskość władzy. To jest dość cyniczna, wyrachowana gra obu stron. Nie widzę Kaczyńskiego jako żarliwego katolika jeszcze 15-20 lat temu. Moim zdaniem jego myślenie jest katolickie tylko w sensie politycznym. Tak jak było z Dmowskim, który niejako z konieczności uznał, że aby jego idea narodowa mogła mieć wpływ, była nośna i przyjęta, musi mieć oparcie w ludzie, a zatem i w Kościele. Doprowadził do tego zresztą  bardzo sprawnie. Ta

WIZJA RZEKOMEGO ZAGROŻENIA KOŚCIOŁA I WIARY, KTÓRA Z TEGO OKROPNEGO LIBERALNEGO ŚWIATA PRZYCHODZI, TO POWTÓRZENIE TEZ SPRZED WOJNY. TO WRĘCZ COFNIĘCIE SIĘ UMYSŁOWE.

Tak jakby współczesna wiedza psychologiczna i socjologiczna w ogóle nie istniała. Dziś dawny interpretator Emmanuela Levinasa okazuje się, że kompletnie nie rozumie podstawowej wiedzy naukowej. Niestety, to Kościołowi zdarzało się w przeszłości, ale dziś jeszcze trudniej to zrozumieć. Dziś mamy inny kontekst światowy, niż gdy w Hiszpanii Kościół wspierał gen. Franco czy Kościół w Portugalii Salazara. Wówczas zewnętrzne otoczenie, wiedza i to, co przyjmowano jako normę w świecie i w Kościele (przedsoborowym), było jednak inne niż dziś. To ignorowanie nauki i przemian, które zachodzą w świecie, jest zaskakujące.

Morawieckiemu z prawdą nie po drodze

Więcej >>>

„Czuję się troszeczkę jak na gali Oskarów. Bardzo serdecznie dziękuję, za tą laudację taką bardzo ciepłą” – powiedział Morawiecki odbierając tytuł. Setki powtarzanych uparcie kłamstw i manipulacji – o sądach, szkołach, uchodźcach, Żydach, gospodarce i klimacie – nie zagroziły kandydaturze premiera. Biznes w Krynicy docenia „wpływ na rzeczywistość”

„Tak się zastanawiałem, czy się rzeczywiście udało tyle zrobić w tak krótkim czasie, w tych 4 latach. Brzmiało to, jakby miało zająć co najmniej 14 lat” – stwierdził Morawiecki po wysłuchaniu laudacji od Zygmunta Berdychowskiego, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Forum to doroczna impreza, na którą zjeżdżają przedstawiciele świata polityki i biznesu, a także eksperci i dziennikarze. W 2019 roku odbyło się już po raz 27.

Rada Programowa Forum niejednokrotnie podlizywała się rządzącym politykom. W 2000 roku nagrodę Człowieka Roku otrzymał Aleksander Kwaśniewski, w 2007 Donald Tusk, w 2011 Bronisław Komorowski, w 2014 Jarosław Kaczyński, a w 2016 Beata Szydło. Członkowie Rady nie omieszkali uhonorować także kontrowersyjnych polityków z zagranicy – nagrody otrzymali węgierski autokrata Viktor Orbán (w 2015) i słowacki premier Robert Fico (w 2012).

„To nigdy nie była nagroda ekonomiczna. To zawsze była nagroda polityczna. To politycy na przestrzeni ostatnich lat najbardziej wpływali na naszą rzeczywistość” – tłumaczył w 2018 roku założyciel Forum Zygmunt Berdychowski.

Morawiecki był nominowany już dwukrotnie. W 2016 minimalnie przegrał z Beatą Szydło, a w 2017 miał poprosić, by jego kandydatury nie brać pod uwagę. Rok później najwyraźniej nie miał już żadnych obiekcji.

Przypominamy, co o Mateuszu Morawieckim pisaliśmy w OKO.press. Ten artykuł to jednak tylko fragment bogatej antologii jego kłamstw i manipulacji, którą zgromadziliśmy w ostatnich latach. Premierowi chętniej nadalibyśmy tytuł Przodownika Fałszu.

Mistrz kłamstwa

Bo polskiemu premierowi z prawdą nie jest po drodze. W lipcu 2018 roku podsumowaliśmy siedem najbardziej bezczelnych (do tamtej pory) kłamstw szefa rządu.

Jak zaznaczyliśmy – bezczelnych – bo Morawiecki mógł z łatwością dotrzeć do prawdziwych danych. Postanowił jednak tworzyć alternatywną rzeczywistość. I tak premier kłamał, gdy

  • podawał liczbę czeczeńskich uchodźców w Polsce – zawyżając ją, zgodnie z ówczesną strategią polityczną PiS, ponad sześciokrotnie;
  • kłamał i manipulował w sprawie świadczeń dla osób z niepełnosprawnością, mówiąc, że za rządów PiS wzrosły o 50 proc. Tymczasem w latach 2015-2018 świadczenia wzrosły o 28 proc., ale tylko niektóre. Potrzebujących jest znacznie więcej;
  • z ukraińskich migrantów celowo robił uchodźców, by na forum międzynarodowym móc bronić „polityki uchodźczej” rządu PiS. I odpierać krytykę europejskich partnerów, którzy domagali się polskiej pomocy w rozbrajaniu kryzysu uchodźczego;
  • kręcił, gdy mówił o polskiej „pomocy na miejscu”, jako rozwiązaniu lepszym od relokacji uchodźców. Jak pisaliśmy wydatki na ten cel były w 2017 roku śmiesznie małe;
  • kłamał w sprawie luki VAT, która miała zmniejszyć się o 40 mld zł. W rzeczywistości zmalała o 13 mld;
  • twierdził, że płace w Polsce pod rządami PiS wzrosły najbardziej od 25 lat. Tymczasem wyższy wzrost notowano co najmniej kilkakrotnie;
  • znacznie przeszacowywał liczbę nowych miejsc pracy, które powstały w polskim przemyśle w 2017 roku. Twierdził, że było to aż 2/3 takich miejsc pracy w Europie. Utrzymywał, że Polskę chwalą za to w prywatnych rozmowach komisarze UE. Liczba, którą podawał była jednak zwyczajnie fałszywa.

Niezrozumiani przez świat

Premier jest też niezłomnym obrońcą „dobrej zmiany” w polskim sądownictwie. Główna linia argumentacji? Zachód i Unia Europejska reform Zbigniewa Ziobry po prostu nie rozumieją. Bo kraje, które nie doświadczyły komunizmu, nie są w stanie pojąć skali patologii, która dotknęła polskie sądy.

Stąd krytyczne głosy partnerów w UE i stąd konflikt z Komisją Europejską i TSUE.

W OKO.press relacjonowaliśmy m.in. wywiad Morawieckiego dla Polsat News z sierpnia 2018 roku. W tym 33-minutowym wystąpieniu kłamał i manipulował ponad 20 razy, bagatelizując skalę konfliktu z Unią o polską praworządność.

W grudniu 2018 roku oznajmił radośnie, że rząd PiS wniósł „fundamentalne zmiany dla podniesienia niezawisłości sędziów” i że „wystarczy spytać sędziów, czy zwiększyło to ich niezależność”.

Jak pisaliśmy odmiennego zdania jest KE, zaprzeczają polskie stowarzyszenia sędziowskie. Wszystkie wskazują na uparte próby podporządkowania wymiaru sprawiedliwości woli polityków PiS.

Swoje kłamstwa Morawiecki chętnie eksportuje. Podczas wizyty w USA w październiku 2018 udzielił wywiadu telewizji CNN. Powtarzał tam argument o czyszczeniu sądów z postkomunistów. Oraz kłamał bez żadnych ogródek, mówiąc, że polska Krajowa Rada Sądownictwa po reformach PiS jest wybierana w większości przez sędziów. Jak pisaliśmy – jest zupełnie odwrotnie.

W prawicowym francuskim dzienniku „Le Figaro” szkalował sędziów przeciwnych „dobrej zmianie” w lutym 2019. Tłumaczył, że 100 proc. sędziów zostało na stanowiskach po upadku PRL, a polskie sądownictwo jest najmniej wydajne w Europie. „Reformy” Ziobry mają tylko je uleczyć.

Na uniwersytecie nowojorskim w kwietniu 2019 porównał sędziów sprzeciwiających się niekonstytucyjnym zmianom do kolaborantów z Vichy. Potem dementował swoją własną wypowiedź.

W OKO.press wielokrotnie i drobiazgowo demaskowaliśmy kłamliwą narrację premiera.

Jasna Góra – symbol polskości

„Jasna Góro, Czarna Madonno, nasza matko, miej w opiece naród cały, który żyje dla Twej chwały” – tak modlił się Morawiecki w grudniu 2018 roku na 27. urodzinach Radia Maryja. Jak relacjonowaliśmy, pokazał wówczas, że jedyną wersją patriotyzmu i w ogóle wartości w życiu publicznym jest dla niego trójca: ojczyzna-tradycja-katolicyzm. A wszystko inne to „podkop pod Polskę”.

Swoje modlitwy premier kierował do tych „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja”.

„Tradycyjnych wartości” Morawiecki bronił niejednokrotnie. W sierpniu 2019 pisaliśmy, że podczas pikniku rodzinnego premier wychwalał „nasze polskie kobiety”, które tworzą mur przed „fanaberiami ideologicznymi”. Tymczasem z sondaży OKO.press wynika jasno, że „polskie kobiety” mają poglądy znacznie bardziej rewolucyjne niż mężczyźni.

Szef rządu kreuje się na żarliwego katolika. Wiemy np., że ściśle przestrzega cotygodniowego postu. Znana anegdota mówi, że w podróży służbowej odmówił zjedzenia ukraińskich pielmieni. Bo akurat był piątek, a pierożki były z wieprzowiną. Przyszły premier miał obgryźć samo ciasto, nadzienie zostawić.

Ale wiara Morawieckiego, pod pozorem „wszechogarniającej dobroci” nosi znamiona fanatyzmu, a sam premier wyklucza z polskiego społeczeństwa tych, którzy nie podzielają jego religijnych uczuć.

Skromny biznesmen

Bogobojny Morawiecki pokazał też swoją mniej skromną twarz.

Na początku października 2018 roku Onet ujawnił nagranie z restauracji „Sowa i Przyjaciele” z 2013 roku. Rozmówcami byli prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (przyjaciel Morawieckiego), prezes PGE Krzysztof Kilian (wieloletni przyjaciel Tuska), jego zastępczyni Bogusława Matuszewska i… Mateusz Morawiecki, wówczas od pięciu lat prezes banku BZ WBK.

Przytoczone wypowiedzi przeczą obrazowi pokornego i skromnego polityka. Jak się okazało, przyszły premier potrafi soczyście zakląć – nie gorzej niż podsłuchani biznesmeni i politycy PO.

Na jednym z nagrań Morawiecki obiecuje też, że załatwi pracę Aleksandrowi Gradowi z PO. „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś” – mówi. Chodziło oczywiście o 50-100 tys. złotych.

Morawicki ukrywał też zasobność własnego portfela, który powiększył się znacznie dzięki akcjom BZ WBK. Premier zachował je po tym, jak wszedł do rządu PiS, co pozwoliło mu wzbogacić się o 1,23 mln zł. Część miał przekazać na cele charytatywne – nie ujawnił jednak, na jakie. Akcje sprzedał dopiero po dwóch latach w fotelu ministra, bo, jak tłumaczył, „nie zdążył”.

Na cele charytatywne miał pójść także zysk ze sprzedaży działki, którą w 2002 roku Morawiecki kupił znacznie poniżej rynkowej ceny od proboszcza podwrocławskiej parafii garnizonowej. Wykryta dzięki śledztwu „Wyborczej” afera poważnie nadszarpnęła wizerunek premiera, który stara się ukryć fakt, że jest człowiekiem majętnym, zaprzyjaźnionym ze światem wielkiego biznesu.

Drzewko dla Polski

W 2017 roku Morawiecki stwierdził, że ma żydowskie pochodzenie (jego ojciec stwierdził natomiast, że nic mu o tym nie wiadomo). Ta deklaracja nie przeszkadza Morawieckiemu przekłamywać polskiej historii tak, by wybielać udział Polaków w Zagładzie.

„Kiedy mówimy o antysemityzmie, to też przychodzi mi do głowy, że coraz częściej spotykamy się z antypolonizmem. Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem” – rozwodził się premier w rocznicę Marca ’68.

Ofiarą narodowej megalomanii padła prof. Barbara Engelking, którą skreślono Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej w maju 2018 roku. Engelking, wybitna badaczka, która odsłaniała skalę udziału polskiej ludności w Zagładzie, straciła stanowisko, bo zabrakło jej „polskiej wrażliwości”.

Premier, za przykładem ojca, domaga się też międzynarodowego uznania dla polskich zasług w walce z Holokaustem. W 2017 roku stwierdził, że „Instytut Yad Vashem powinien docenić odwagę Polaków i cały naród polski powinien mieć jedno wielkie drzewo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.

W lutym 2019 w OKO.press pisaliśmy, że premier o żydowskich korzeniach został bohaterem polskich antysemitów – gdy odmówił wyjazdu na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Izraela.

Miłość własna mimo wszystko

Ale to nie koniec „sukcesów” rządu, z których musiał tłumaczyć się przed opinią publiczną w Polsce i Europie. I nie koniec kłamstw.

  • Wziął w obronę katastrofalną w skutkach reformę edukacji, którą zafundowała polskim szkołom była już minister Anna Zalewska. Podczas strajku nauczycieli grał też pierwsze skrzypce w deprecjonowaniu żądań protestujących. „Pracują mniej, a chcą zarabiać więcej” – mówił Morawiecki, rozpowszechniając niebezpieczny mit. Rezultat? Rozjuszeni nauczyciele, zmanipulowane społeczeństwo.
  • Kolejnym „sukcesem” było zablokowanie przyjęcia przez UE deklaracji dążenia do pełnej neutralności klimatycznej w czerwcu 2019. „Nie mamy sobie nic do zarzucenia” – skwitował wówczas Morawiecki, pokazując jasno, że jego rząd nie bierze na poważnie zbliżającej się katastrofy.
  • Bronił też Zbigniewa Ziobry, gdy wybuchła tzw. afera Piebiaka. W kuriozalnym wywiadzie dla TVN24 Morawiecki stwierdził, że Ziobro o aferze nic „nie wiedział, bo tak mu powiedział”. Koronny argument!
  • Premier kłamał też obficie o sukcesach polityki demograficznej PiS. Wbrew zapewnieniom Morawieckiego 500 plus nie sprawiło, że w Polsce rodzi się więcej dzieci. Wręcz przeciwnie, liczba urodzeń spada.
  • Okazją do wielu przekłamań były wybory – samorządowe jesienią 2018 i europejskie w maju 2019. I tak we wrześniu 2018 pisaliśmy m.in. o 3000 km drogowych kłamstw Morawieckiego, a w marcu 2019 demaskowaliśmy fałsz, gdy zapewniał, że PiS nie zamierza budować sojuszy z antyeuropejskimi partiami. Zamierzał i zbudował.

Choć jego praca zdaje się polegać na upartym powtarzaniu postprawd i tłumaczeniu się z kolejnych wtop, premier zachowuje sporo uznania dla samego siebie. Pochwał nie szczędzą mu przychylne PiS media, a także – jak się dziś przekonaliśmy – świat biznesu.

Kościół katolicki indoktrynuje umysły dzieci

„Kropelka radości” – to nadawany w Telewizji Trwam Tadeusza Rydzyka program przeznaczony dla dzieci. Audycję, którą prowadził częstochowski biskup senior Antoni Długosz, poświęcono problemom polskich rodzin.

I cóż miał do powiedzenia na ten temat bp Długosz? – „Cieszę się niezmiernie, że obecny nasz rząd też bardzo troszczy się o rodzinę, a wyrazem zatroskania naszego rządu było pierwsze „500 plus” dla każdego dziecka. Czy to nie piękne? Rząd bardzo się troszczy, daje dotacje na szkoły, na szpitale dla dzieci, kliniki dla dzieci, bo dziecko jest najpiękniejszym skarbem” – tłumaczył dzieciom.

Ale to nie koniec wychwalania rządu PiS na antenie telewizji Tadeusza Rydzyka. – „I wy przynosicie teraz 500 zł rodzinie. Do 18 roku życia będziecie te 500-tki każdego miesiąca dawali swoim rodzicom, czy to jest piękne? 300 zł dostaniecie jako wyprawkę na początek roku szkolnego, żeb

Częstochowski biskup senior Antoni Długosz nie ukrywa swoich sympatii politycznych. Oto fragment jego wypowiedzi na temat protestów opozycji przed i w Sejmie na przełomie 2016 i 2017 roku: – „Gorąco zrobiło się w Sejmie – okupacja sali plenarnej, fotela marszałka Sejmu. Na ulicach groźnie, mówiono: pucz. Totalna opozycja podjęła próbę obalenia demokratycznie wybranego rządu”.

Polskę niszczy szarańcza polityczno-katolicka. Kościół i PiS doprowadzić może do utraty niepodległości. Tak wyglądała Targowica, dzisiaj została reanimowana – zombie.

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniamy, że Jarosław Kaczyński to prawdziwy Ojciec Narodu. Pomaga wszystkim, nawet „Małej Emi”… – napisał na Twitterze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

Mowa oczywiście o internetowej hejterce Emilii, która brała udział w akcji szkalowania sędziów, krytykujących „dobrą zmianę” w sądownictwie. Artykuł w gazecie zatytułowano „Kaczyński pisał do „Emi”.

Część internautów w komentarzach kpiła z „Ojca Narodu”: – „Kaczyński pisał do Emi z dobrej woli, aby pomóc jej w reformie sądownictwa”; – „Bo w nim jest samo dobro, a o rodziny to już dba ponad życie”; – „Ziobro zdymisjonuje Kaczyńskiego?”.

Inni komentowali dosadniej: – „Za każdym razem jak myślę, że PiS jest na moralnym dnie to okazuje się, że oni jednak kopali znacznie głębiej…”; – „Pazerność na władzę zaślepia. Prezes zaczyna popełniać błędy. I do tego mściwość i chorobliwa obsesja na punkcie Tuska”.

Więcej >>>

W tym samym czasie, gdy Grzegorz Schetyna ogłosił zaskakującą decyzję o usunięciu się w cień…

View original post 1 346 słów więcej

 

Opozycjo, nie pozwól Targowicy pisowskiej rozwalać Polski

PiS będzie się świetnie bawić, patrząc, jak PO, PSL, SLD, Wiosna i Razem walczą o tę samą pulę 30 proc. głosów, zostawiając całą resztę PiS-owi”. Tymczasem „sztuką w podziale na trzy odrębne listy jest to, żeby znaleźć sposób na powiększenie tej puli 30 proc. głosów o 10, 20, a może nawet więcej procent”

W wywiadzie udzielonym portalowi gazeta.pl dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert od marketingu politycznego z Ośrodka Analiz Politologicznych UW przestrzega: politycy opozycji „powinni przestać używać słowa „LGBT” i znaleźć inne słowo, przy pomocy którego odwoływaliby się do tej kwestii”. Dlaczego? Zdaniem naukowca, w kwestii środowisk LGBT Prawo i Sprawiedliwość zawłaszczył sposób mówienia o mniejszościach seksualnych.

Rzeczywiście, od kilku dni głównym tematem politycznych dyskusji są naklejki „Strefa wolna od LGBT” autorstwa „Gazety Polskiej” i zamieszki na Marszu Równości w Białymstoku. „Dla opozycji to sytuacji potencjalnie niezwykle groźna” – stwierdza rozmówca. Dlaczego?

Zasadniczo dlatego, że takie światopoglądowe tematy „są dla ludzi łatwiejsze do zrozumienia, łatwiej opowiedzieć się za albo przeciw”, tymczasem właśnie one po prostu osłabiają opozycję. Zdaniem Annusiewicza. „Politykowi, który aspiruje do roli lidera bardzo szerokiego politycznie obozu, a kimś takim jest Grzegorz Schetyna, bardzo trudno dawać jasne komunikaty w sprawach światopoglądowych, bo musi wciąż uważać, żeby nie zniechęcić do siebie żadnego ze „skrzydeł” – konserwatywnego ani lewicowego. To sprawia, że Koalicja Obywatelska w kampanii czuje i będzie się czuć znacznie mniej wygodnie od PiS-u”. Dlatego otoczenie Jarosława Kaczyńskiego kwestię LGBT grzeje, jak tylko może.

Fakt, że Grzegorz Schetyna zdystansował się względem Marszu Równości i od planowanego marszu przeciw przemocy (słowami: „Nie będziemy wpisywać się w grę i scenariusz przygotowany na Nowogrodzkiej. Dzisiaj PiS z tych demonstracji i spraw mniejszości chce zrobić główny wątek kampanii wyborczej. Tak nie jest”), rozmówca portalu wyjaśnia poprzez wskazanie różnic w sytuacji KO i formacji lewicowych (Wiosny, Razem czy SLD). O ile dla tych drugich sprawy LGBT są „w 100 proc. zgodne z programowo-politycznym DNA tych partii i ich wyborców”ale „blok lewicowy nie aspiruje do bycia formacją na miarę 30 proc. głosów w wyborach”. Dlatego to Koalicja Obywatelska „musi ważyć racje przy każdej tego typu sytuacji”. Poza tym – podkreśla Annusiewicz – „dzisiaj wyborcy nie oczekują od polityków zaangażowania w obyczajowe wojenki. Nastroje są zupełnie inne”.

Na pytanie – czego zatem oczekują? – politolog odpowiada, że pragmatycznych polityków, rozwiązujących ich problemy – np. naprawy służby zdrowia czy okiełznanie chaosu w oświacie. Tymczasem opozycja „skupia się na tematach, które w żaden sposób nie dają szansy na poszerzenie elektoratu”, a tym samym czasie „PiS zwiększa poparcie”.  Istnieje ryzyko, że opozycję czeka „wzajemna rywalizacja o ten sam elektorat. PiS będzie się świetnie bawić, patrząc, jak PO, PSL, SLD, Wiosna i Razem walczą o tę samą pulę 30 proc. głosów, zostawiając całą resztę PiS-owi”. Tymczasem sztuką w podziale na trzy odrębne listy jest to, żeby znaleźć sposób na powiększenie tej puli 30 proc. głosów o 10, 20, a może nawet więcej procent” – podkreśla AnnusiewiczPrzy czym podział ów sprawił, że kwestie światopoglądowe są mniej „szkodliwe”, bo każda jest dla innego elektoratu.

Dr Annusiewicz zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. Otóż jego zdaniem w polskiej polityce od dawna kwestie światopoglądowe służyły do mobilizacji elektoratu – i w ostatniej euro kampanii wyraźnie było to widać. Dlatego w jego opinii opozycja powinna słowa „LGBT” czymś zastąpić. „Mnie na gorąco przychodzą do głowy np. „wolność” albo „sprawiedliwość”. To musi być coś nacechowanego pozytywnie, bo walcząc z niekorzystnym dla siebie ramowaniem języka opozycja nie może powielać ramy, która jej szkodzi. Musi wykreować własną ramę i doprowadzić do tego, żeby w debacie publicznej dziennikarze, komentatorzy, publicyści czy inni politycy posługiwali się tą ramą. Dlatego opozycja powinna przestać bronić LGBT, tylko zająć się promowaniem wolności, równości, sprawiedliwości etc” – stwierdził rozmówca portalu.

Podaje jeszcze jeden istotny argument. Jak wyjaśnia, „zwrotu „ideologia LGBT” użyłem celowo, bo pokazuje on proces tzw. ramowania języka, którego dokonują w tej kadencji rządzący. „Ideologia” jest słowem w języku potocznym nacechowanym negatywnie, więc jeśli ktoś nie wie, czym dokładnie jest LGBT, ta „ideologia” obciąża je i wydźwięk całości jest pejoratywny. Powtarzane wystarczająco często, utrwala się w społecznej świadomości. Zwłaszcza, jeśli opozycja przyjmuje ten język i na własne życzenie pozwala się w ten sposób ogrywać na płaszczyźnie komunikacyjnej” – przestrzega dr Annusiewicz.

W finale rozmowy politolog podkreślił tez pozytywy. Wyraził bowiem „słowa uznania dla Koalicji Obywatelskiej za wyciągnięcie i nagłośnienie wątków edukacyjno-zdrowotnych. Nawet jeśli PiS na razie jakoś daje sobie z tym radę, to zdiagnozowanie realnych problemów obywateli jest kluczowe w każdej kampanii i walce o władzę”. Jego zdaniem spore szanse na zdobycie poparcia daje wiec konkretna „szóstka Schetyny”. Czy tak będzie rzeczywiście, pokażą jesienne wybory.

PiS to Targowica, co jednak z opozycją? Walczy między sobą i pozwala Targowicy rozwalać Polskę.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura po raz kolejny chce, by tłumaczka Donalda Tuska stawiła się na przesłuchanie w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej.

Magdalena Fitas – Dukaczewska tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem po katastrofie smoleńskiej. Jej klientami byli też inni premierzy i prezydenci m. in. Aleksander Kwaśniewski czy Bronisław Komorowski, miała też dostęp do najwyższych stopniem tajemnic NATO i Unii Europejskiej.

Na pierwsze przesłuchanie została wezwana pod koniec 2018 roku, ale odmówiła złożenia zeznań ze względu na tajemnicę zawodową. Prokuratura zwolniła ją z tego obowiązku, ale w marcu 2019 roku są uchylił postanowienie. Bartosz Biernat z prokuratury krajowej zapowiadał wówczas, że postanowienie będzie prawdopodobnie ponowione. – Sąd nie zabronił prokuraturze zwolnienia tłumaczki z tajemnicy, a tylko uchylił to konkretne zwolnienie ze względu na jego uzasadnienie – stwierdził. Teraz prokuratura chce ponownie wezwać Fitas – Dukaczewską na przesłuchanie w sprawie Donalda Tuska.

Prokuratura znowu chce przesłuchać tłumaczkę premierów i prezydentów Magdę Fitas Dukaczewską. Wydano…

View original post 1 885 słów więcej

 

Zostało mniej więcej 100 dni do wyborów. Może 100 ostatnich dni, jeszcze nie całkiem, ale demokratycznej Polski

Manuela Gretkowska w najnowszym felietonie piszeo jesiennych wyborach parlamentarnych. Pisarka skrytykowała m.in. lidera Wiosny Roberta Biedronia i wyborców wybierających przy urnach partię Jarosława Kaczyńskiego.

Ancymonki urządzaja nam Polskę. To może skończyć się tylko jednym.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar wskazał na nieprawidłowości, które miały miejsce podczas zatrzymania Jakuba A., 22-latka podejrzanego o zamordowanie kilkuletniej Kristiny, spotkał się krytyczną oceną ze strony prawicowych polityków.

Wśród nich znalazła się szefowa MSWiA, Elżbieta Witek, która stwierdziła m.in., że „sąd, decydując o areszcie dla oskarżonego, nie dopatrzył się żadnych naruszeń ze strony policji.”

Sedno tkwi w tym, że zgodnie z art, 246 kpk. są wydając nakaz aresztowania nie poddaje ocenie prawidłowości zatrzymania, o czym nowa minister nie zdążyła pewnie doczytać.

Prof. Magdalena Środa wypowiada się ws. Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który jest atakowany przez środowisko prawicowe, rządowe.

„Jeśli te przepisy wejdą w życie, nikt o zdrowych zmysłach nie zaryzykuje swojej wolności, by pomóc pacjentowi. Nam, położnikom, będzie groziło 15 lat więzienia, jeśli umrze matka i dziecko. To może się przydarzyć mnie albo mojemu koledze, to jest loteria” – tak między innymi mówił lekarz, Wojciech Chróściel…

View original post 1 458 słów więcej