Polska pisowska parszywieje i gnije

Monika Olejnik w felietonie w „Gazecie Wyborczej” podsumowała politykę rządu PiS w minionych 4 latach.

Cały felieton<<<

tvn24.pl >>>

Polska pisowska jak francuski szlachcic, na twarzy parszywieje (syfilis), a od środka gnije.

Kmicic z chesterfieldem

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski „powinien stanąć przed sądem”- powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazety Prawnej” prawicowy dziennikarz, szef Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz – komentując zamieszki towarzyszące Marszowi Równości w Białymstoku. Dodał, że samorządowiec sam „stworzył powszechne zagrożenie” i „sprowadził agresorów do Białegostoku”.

Prezydent miasta zapowiedział, że z publicystą spotkają się w sądzie. „Generalnie same kłamstwa i pomówienia, spotkamy się z Tomaszem Sakiewiczem w sądzie”– napisał na Twitterze.

„Dowiedziałem się o tym, że jest przygotowywana jatka co najmniej za wiedzą prezydenta Białegostoku. Niestety za późno. Choć policja i tak zrobiła wszystko, aby przy tym bezrozumnym człowieku, albo niestety rozumnym, specjalnie chcącym wywołać awanturę, ochronić marsz LGBT” – mówił Sakiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Podkreślając, że zezwolenie na marsz kibiców wydał prezydent Truskolaski zapytał, jak można było do tego samego miejsca, w którym po dwóch godzinach ma przejść marsz LGBT, sprowadzić kilka tysięcy kibiców?

Dodał, że…

View original post 1 141 słów więcej

 

Reklamy

Rozpirzyć Polskę. Program Kaczyńskiego i Macierewicza

Mocnym akordem PiSowskiego letniego cyklu spotkań z mieszkańcami różnych środowisk był sobotni rodzinny piknik, zorganizowany w miejscowości Miedzna Murowana, nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego, w województwie łódzkim. Pod hasłem „dobry czas” z mieszkańcami tego terenu spotkał się prezes Jarosław Kaczyński oraz dawno niewidziany i niesłyszany były szef MON Antoni Macierewicz.

Było swobodnie, rodzinnie, wesoło i patriotycznie.

Kaczyński przekonywał o roli Kościoła w polskiej tradycji oraz polskiej wsi. Namawiał do udziału w jesiennych wyborach i głosowania na PiS.

Nagle, ku wielkiemu zaskoczeniu prezesa, na scenę wkroczył Antoni Macierewicz z oryginalnym prezentem dla mówcy.

Był to obraz Matki Boskiej Trybunalskiej, który niestety nie wywołał zachwytu na twarzy Kaczyńskiego…

Macierewiczowi nie zakłóciło to jednak szampańskiej zabawy. Jak donoszą media od początku był zresztą duszą towarzystwa, a jak przyszło co do czego i orkiestra zaczęła grać „wywijał” z członkiniami Kół Gospodyń Wiejskich.

„Z samego programu «antypisu» wynika głęboko patriotyczny, propolski program dobrej Polski”, mówi szef sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej, Krzysztof Brejza.

Tomasz Sawczuk: Złośliwi mówią, że jest pan jedyną zorganizowaną osobą w Platformie Obywatelskiej.

Krzysztof Brejza: W Platformie jest mnóstwo wspaniałych ludzi dobrej woli, o wielkich sercach, obdarzonych autorytetem w swoich środowiskach – także wśród naszych samorządowców.

Dał się pan poznać wyborcom jako autor wielu interwencji poselskich, które miały ujawniać niedobre praktyki partii rządzącej. Gdyby miał pan podsumować tę pracę, to czego dowiedział się pan o rządach Prawa i Sprawiedliwości?

Mam wrażenie, że przez 25 lat Polska podążała drogą krajów Europy Zachodniej. Jak byśmy nie narzekali na różne błędy i potknięcia, to standardy funkcjonowania życia publicznego ulegały poprawie. Natomiast w ciągu ostatnich trzech lat nastąpiła totalna katastrofa w kwestii tego, jak funkcjonuje państwo.

Czym to się przejawia?

Statystyki mówią bardzo dużo o kondycji państwa. Podam przykład. Lubię jeździć koleją i widzę, jak dużo pociągów jest opóźnionych. Wystąpiłem w tej sprawie z pytaniem do PKP i okazuje się, że faktycznie nastąpił gwałtowny wzrost liczby pociągów odwołanych i opóźnionych. Tego rodzaju problemów jest znacznie więcej.

Politycy PiS-u zaklinają rzeczywistość. Mówią, że wygrywamy w Brukseli i jesteśmy sercem Europy – ale to jest serce w stanie przedzawałowym.

PiS także ma statystyki. Politycy partii rządzącej powtarzają, na przykład, że mamy wysoki wzrost gospodarczy i niskie bezrobocie.

Cały świat jest teraz w dobrej kondycji gospodarczej, a Polska na tym korzysta. Jeśli porównać nasz wzrost z innymi krajami regionu, to mógłby być wyższy o 2–3 punkty procentowe. Co więcej, ten wzrost jest możliwy dzięki sektorowi prywatnemu. Jeśli spojrzeć na giełdę, to spółki państwowe przeżywają dramatyczne spadki.

Państwo jest w głębokim kryzysie i to widać wszędzie. W policji pełno jest wakatów – brakuje 10 tysięcy policjantów. Mamy długi czas oczekiwania na SOR-ach i kolejki do lekarzy specjalistów, które za rządów PiS-u wzrosły średnio dwukrotnie. Nie wspominam już o pseudoreformie sądów. Przecież obywatele czekają dzisiaj na wyrok znacznie dłużej niż jeszcze kilka lat temu.

Politycy PiS-u zaklinają rzeczywistość. Mówią, że wygrywamy w Brukseli i jesteśmy sercem Europy – ale to jest serce w stanie przedzawałowym.

Krzysztof Brejza

Czy stanowisko szefa sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej to nagroda za pana dotychczasową aktywność?

Nie jest to nagroda, tylko wielkie zobowiązanie. To są najważniejsze dni w moim życiu.

Jak wygląda codzienne życie szefa sztabu?

Dni są długie. Teraz dopracowujemy system łączności na czas kampanii, kończymy pracę nad budowaniem sztabu i organizacją sztabów regionalnych. Przed nami praca nad stworzeniem sztabów powiatowych i okręgowych.

W kampanię musimy wejść jako bardzo dobrze zorganizowana struktura, ponieważ wszystko będzie opierać się właśnie na niej. Będzie ona musiała wytrzymać niebywały bój. Bierzemy udział w wojnie, która jest głęboko niesprawiedliwa.

Czyli w kampanię będzie zaangażowana cała partia, nie tylko warszawski sztab?

Oczywiście. Rozumiemy, jak ważna jest sprawność, efektywność i ciężka praca całej organizacji. Krew, pot, a na końcu łzy szczęścia.

Od dłuższego czasu Platforma Obywatelska ma opinię partii bez energii i pomysłów. Ma pan nadzieję to zmienić?

Widzę po forum programowym Platformy, po dwóch bardzo dobrych wystąpieniach szefa, że w partii wyzwoliły się wielkie pokłady energii. Jesteśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu niż po wyborach majowych. Mieliśmy po nich pewne poczucie niespełnienia – 38,5 procent to nie był zły wynik, ale to była porażka. Natomiast jest to także wynik, który daje świetną bazę do tego, by wygrać jesienne wybory. Potrzebujemy teraz ciężkiej pracy.

Ale to był wynik Koalicji Europejskiej, a nie Platformy. A teraz okazuje się, że koalicji nie będzie. Nie martwi to pana?

Mamy zjednoczoną opozycję, do której weszła Koalicja Obywatelska, Inicjatywa Polska, a także niezależni samorządowcy wraz ze swoimi komitetami – to wielki potencjał ludzi, którzy realizują w swoich miastach wspaniałe projekty, mają świetny słuch społeczny i zostali zweryfikowani przez wyborców. Czerpiemy od nich to, co najcenniejsze. Na przykład część naszego programu senioralnego opiera się na rozwiązaniach, które wdrożył w Poznaniu prezydent Jaśkowiak.

A jak patrzy pan na losy opozycji w tej kadencji? Przez ostatnie lata powtarzaliście, że do pokonania PiS-u niezbędna jest zjednoczona opozycja. A teraz Platforma, lewica i PSL będą startować oddzielnie. Czy nie jest tak, że wróciliście do punktu wyjścia?

W ramach wielkiej akcji „Porozmawiajmy” wciąż spotykamy się z ludźmi i wciąż słyszymy od nich, że czekają na zjednoczoną opozycję. Moim marzeniem było poprowadzić sztab zjednoczonej opozycji, a nie tylko Platformy.

Ale jeśli chodzi o przeszłość, to pamiętam Platformę, która miała w sondażach 14 procent. Były pomysły, żeby Platforma się rozwiązała. Pamiętam rozmowy z liderami lewicy, którzy pytali, po co nam ta Platforma i namawiali nas, byśmy przystąpili do WRD. Nie wiem, czy pan pamięta, że był taki projekt: Wolność, Równość, Demokracja.

Pamiętamy o tym my dwaj i Mateusz Kijowski.

A Grzegorz Schetyna z tych 14 procent rozszerzył bazę dwukrotnie. W dobie polityki tak bezwzględnej, nieuczciwej i pozbawionej skrupułów, jaką uprawiają nasi przeciwnicy, sprawdził się projekt Schetyny, projekt silnej struktury.

Po forum programowym Platformy, po dwóch bardzo dobrych wystąpieniach szefa, w partii wyzwoliły się wielkie pokłady energii.

Krzysztof Brejza

W ostatnich tygodniach Platforma pokazuje dużo obrazków ze spotkań z wyborcami w różnych miejscach Polski. W tych relacjach zwykle można przeczytać, że „rozmawiacie o tematach”, ale rzadko można się dowiedzieć, co właściwie mówicie o tych tematach. O czym mówią ludzie podczas spotkań?

Przede wszystkim nie rozmawiamy ze swoimi działaczami i sympatykami.

To dobrze, że pan o tym mówi, bo niektórzy twierdzą, że spotykacie się tylko z lokalnymi działaczami PO.

Unikamy tego, bo naprawdę chcemy dotrzeć do wyborców. Ludzie dużo pytają o kolejki w służbie zdrowia i trudności z dostępem do leków. Bardzo znamienna była dla mnie konferencja prasowa przy Hali Mirowskiej na temat drożyzny. Obok była apteka, gdzie powstała wielka kolejka. Podeszły do nas starsze osoby i w rozmowie od razu pojawiły się właśnie te dwa tematy: problem z dostępem do leków, a do tego drożyzna.

Życie w Polsce jest coraz droższe i ludzie zaczynają dostrzegać, że ktoś robi ich w konia. Można wypłacić przed wyborami trzynastą emeryturę, ale potem starszym osobom z miesiąca na miesiąc będzie żyło się coraz gorzej.

Muszę przyznać, że nie do końca rozumiem, co właściwie mówicie w sprawie drożyzny.

Przede wszystkim wzrosły rozmaite składki, takie jak opłata na OC. Można zadać pytanie, na co PZU przeznacza pieniądze – odpowiedź znajdziemy, kiedy otworzymy tygodniki PiS-owskich akolitów.

Kolejna rzecz to polityka energetyczna, zabicie OZE, nieumiejętne prowadzenie spółek energetycznych, obsadzanie państwowych firm Misiewiczami, którzy je drenują. A prąd jest jednym z ważnych czynników wpływających na ceny.

A nie jest tak, że ceny energii rosną, ponieważ rosną koszty produkowania energii z węgla?

Ale kiedy Platforma rządziła, udział OZE w koszyku energetycznym rósł.

Nie wiem, czy można powiedzieć, że to był wasz priorytet, skoro Donald Tusk stwierdził niedawno, że dopiero ostatnio przestał być sceptykiem klimatycznym.

Żyje się coraz drożej. Nie ukrywajmy, że w głównym stopniu odpowiada za to rząd, nie smerfy.

Czyli nie procesy gospodarcze?

Współodpowiedzialny za drożyznę jest rząd.

I jak mówicie, że za PiS-u cena masła wzrosła dwukrotnie, to znaczy, że za Platformy masło będzie tańsze?

Chodzi o to, by dobrze gospodarować spółkami, dbać o rynki zbytu, również zagraniczne, nie drenować przedsiębiorców setkami kontroli, nie paraliżować firm i nie zdzierać od nich pod byle pretekstem różnych opłat – a PiS dołożyło w czasie swoich rządów czterdzieści opłat i podatków, w tym opłatę paliwową.

TVPiS to telewizja partyjna. Przyjdzie w tej kwestii czas na rozliczenia, ponieważ ludzie, którzy tym przedsięwzięciem kierują, przekraczają swoje ustawowe uprawnienia.

Krzysztof Brejza

Wróćmy do tego, co mówią ludzie na spotkaniach. Czego oczekują od Platformy?

Pozytywnego programu, pozytywnej oferty. Oczekują wizji Polski po PiS-ie. Na pewno nie powrotu do tego, co było przed 2015 rokiem. Ja też nie wyobrażam sobie powrotu do tamtych czasów. Wyborcy chcą nowej, lepszej Polski, z wyższymi płacami, lepszą służbą zdrowia, przyjaznymi szkołami.

Ale przede wszystkim oczekują Polski, w której ludzie będą się wzajemnie szanowali. Bo Polska przypomina teraz rodzinę, która porozdzierana jest kłótniami, gdzie nie można usiąść przy jednym stole przy niedzielnym obiedzie i słowem się odezwać, bo wszyscy na wszystkich patrzą spode łba.

I to się teraz okazało, że ludzie chcą wizji Polski po PiS-ie? Trochę się uśmiecham, kiedy pan to mówi, bo w „Kulturze Liberalnej” od trzech lat pisaliśmy o tym, że strategia „antypisu” to za mało. Wtedy słyszeliśmy, że trzeba jednoczyć opozycję i nie marudzić. Skąd ta zmiana na trzy miesiące przed wyborami?

To nie jest zmiana, tylko konsekwencja. Z samego programu „antypisu” wynika głęboko patriotyczny, propolski program dobrej Polski. Jeżeli widzi pan, co minister Zieliński robi w policji, to „antypisem” w policji będzie jej odpolitycznienie i profesjonalizacja.

Nie wiem, czy ma pan rację, bo kiedy rozmawialiśmy w przeszłości z politykami Platformy, przekonywali nas, że kwestie programowe muszą zejść na dalszy plan. Tomasz Siemoniak mówił w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”, że ludzie chcą odsunięcia PiS-u od władzy i nie oczekują od was programu.

[śmiech] Nie wierzę, że tak powiedział.

Można sprawdzić, jest na piśmie.

To musiało być jakieś przejęzyczenie.

Ale to nie jest pojedyncza wypowiedź, przecież tego rodzaju wystąpień było pełno. Stąd pytam, dlaczego Platforma budzi się w tej sprawie na trzy miesiące przed wyborami? Mogłoby się wydać, że jest już trochę późno na eksperymenty.

Platforma niczego nie przespała. Zaczynamy ciężką kampanię wyborczą, a elementem tego nowego otwarcia jest zaprezentowanie oferty. Przez ostatnie trzy lata tworzyliśmy program dla Polski. Andrzej Rzońca przez dwa lata pracował nad programem wyższych płac. Spotykaliśmy się z Polakami na Klubach Obywatelskich. To były tysiące rozmów. I ten program jest wynikiem rozmów, które odbyliśmy w całej Polsce.

To zostańmy jeszcze przy temacie rozmów z Polakami. Dlaczego PiS utrzymuje wysokie poparcie po prawie czterech latach rządów?

W całej Europie rośnie fala populizmu i nacjonalizmu. Nie ukrywajmy, że zawłaszczenie mediów publicznych i uczynienie z nich pałki politycznej, ograniczenie dostępności informacji wśród ludzi na prowincji to głęboki problem Polski.

To znaczy, że TVP zapewnia PiS-owi poparcie?

W dużej części odpowiadają za tę sytuację pisowskie media, na czele z TVPiS – bo nie jest to telewizja publiczna, tylko partyjna. Jestem pewien, że przyjdzie w tej kwestii czas na rozliczenia, ponieważ ludzie, którzy tym przedsięwzięciem kierują, przekraczają swoje ustawowe uprawnienia.

Do tego PiS prowadzi politykę „dziel i rządź” w najgorszym wydaniu. Partia rządząca w sposób systematyczny pobudza i potęguje strach, a następnie szczuje jedne grupy społeczne przeciwko drugim. Jeśli w PiS-ie wiedzą, że dana grupa społeczna na nich nie zagłosuje, jak było przy okazji strajku nauczycieli, to nasyła na nią innych ludzi. To jest inżynieria nienawiści, którą podsycają rządowe media. To wszystko powoduje, że poparcie PiS-u jest takie, jakie jest.

Ale też nie przesadzajmy – to nie jest 55–60 procent, tak jak marzyłoby się liderom tego ugrupowania, tak jak jest na Węgrzech albo w Rosji. Przy zjednoczeniu dużej części opozycji i wsparciu samorządowców, 40 procent poparcia dla PiS-u to wynik, który możemy przeskoczyć. Kwestię zjednoczenia mamy już zrealizowaną – startujemy z Nowoczesną, samorządowcami oraz Inicjatywą Polską.

Jak opisałby pan dzisiejszą Platformę? Jaką partię chciałby pan współtworzyć?

Wraz z rozwojem internetu i nowych form komunikacji między ludźmi upadł podział sceny politycznej na prawicę i lewicę. Tego podziału już nie ma.

A jaki jest?

Po jednej stronie są siły populistyczno-nacjonalistyczne, które żerują na ludzkich lękach i wykorzystują rewolucję mediów społecznościowych, by prowadzić politykę strachu. Po drugiej stronie są siły umiarkowane, siły centrum, rozsądku, które muszą zatrzymać falę populizmu i nienawiści.

Platforma musi być ugrupowaniem centrum, które bierze z różnych nurtów politycznych to, co najlepsze. Z konserwatyzmu – szacunek dla litery prawa. Z chadecji – szacunek dla wspólnot lokalnych. Z liberalizmu – otwartość. Z socjaldemokracji – wrażliwość społeczną. Te elementy można pogodzić we wspólnej walce o przyszłość Polski.

Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Ta wojna informacyjna, która się teraz toczy, jest w dużej mierze inspirowana przez naszego sąsiada ze wschodu, który dąży do osłabienia i zniszczenia Unii Europejskiej. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy wyspą, ale celem w projekcie, który Rosji udaje się częściowo zrealizować w Stanach Zjednoczonych, gdzie wspiera ona Donalda Trumpa, a także w Wielkiej Brytanii. Nie zdajemy sobie jeszcze sprawy z tego, jak wielkim ciosem dla zjednoczonej Europy jest brexit.

Czy nie martwi pana, że takie dwubiegunowe rozumienie sceny politycznej prowadzi w ślepą uliczkę? Trudno wyobrazić sobie stabilną demokrację, w której dwie formacje, będące w stanie permanentnej wojny, rządzą naprzemiennie, jak gdyby nigdy nic.

Ugrupowanie strachu i nienawiści nigdy nie siądzie z nami do stołu. To jest ugrupowanie, które żeruje na głębokich podziałach. Wierzę jednak, że z czasem poparcie dla tego ugrupowania spadnie, tak jak bywało w przeszłości.

PiS to podrasowana wersja Samoobrony – w lepszych garniturach, z biurowcami, z ciekawszymi projektami biznesowymi. Ale to jest Samoobrona 2.0. Za jakiś czas społeczeństwo otworzy oczy i dostrzeże w nich zwykłych populistów.

PiS to podrasowana wersja Samoobrony – w lepszych garniturach, z biurowcami, z ciekawszymi projektami biznesowymi.

Krzysztof Brejza

Gdyby miał pan wybrać jeden punkt z konwencji programowej PO, w sprawie którego pobiegłby pan teraz na demonstrację, to co by to było?

Dla mnie osobiście najważniejsze jest uchwycenie w „szóstce Schetyny” kwestii zmian klimatycznych. O tym też ludzie mówią, także w małych miejscowościach. Rolnicy dostrzegają, że jest kolejna susza, i mówią, że to już będzie standard.

Żyjemy w czasach, w których te zmiany bardzo przyspieszyły. Już nasze pokolenie zobaczy ich skutki, a nasze dzieci będą żyć w zupełnie innej Polsce, w której centrum kraju stanie się stepem. Duża część dzisiejszych ziem uprawnych nie będzie nadawać się do upraw. Rzeki i jeziora zanikają.

Będziemy przedstawiać w tych kwestiach dalsze propozycje. Ważne jest, żeby rząd polski zrozumiał, że to jest walka o przyszłość naszych dzieci i wnuków, zamiast twierdzić, że węgla mamy w Polsce na dwieście lat i nie musimy uczestniczyć w unijnych i światowych programach ochrony klimatu.

Większość postulatów, które składają się na „szóstkę Schetyny”, ogłaszaliście już wcześniej. Tematy ekologiczne to jednak nowy element w waszym programie. Czy w takim razie można powiedzieć, że one zostaną w programie już na stałe i nie chodzi tu tylko o taktyczną zagrywkę na czas kampanii?

Oczywiście. Gwałtowne zjawiska pogodowe będą wracać do Polski coraz częściej, huragany będą niszczyć nasze ziemie, a stepowienie będzie wymuszać przenoszenie rolnictwa w nowe miejsca. To wielkie wyzwania.

Trzeba zmienić politykę miejską, ponieważ temperatury w miastach będą rosnąć znacznie powyżej średniej. Jeśli niczego nie zrobimy, ludzie starsi będą masowo umierać w czasie upałów, potęgowanych jeszcze przez miejski beton.

W tym miejscu pada zarzut, że w miastach, w których panuje „betonoza”, rządzą ludzie związani z Platformą.

Należy zmienić politykę w miastach. Dlatego ogłosiliśmy program „zielona Polska”, którego istotnym elementem będzie „odbetonowanie” miast, sadzenie zieleni, we współpracy z samorządami i ruchami miejskimi.

Dostrzegam też jednak, że w różnych miejscach Polski prezydenci z Platformy lub związani z naszą partią prowadzą zielone programy.

Czy Platforma naprawdę chce jeszcze wygrać wybory? Niektórzy mówią, że pogodziliście się już z porażką i po prostu chcecie zapewnić sobie pozycję najsilniejszego ugrupowania po stronie opozycji.

A gdzie tam! Kto tak mówi?

Grzegorz Schetyna od miesięcy przekonywał, że tylko zjednoczona opozycja może pokonać PiS. Potem, w wyborach europejskich, zjednoczona opozycja nie pokonała PiS-u. A teraz nawet już nie ma zjednoczonej opozycji. Wybierając samodzielny start, możecie liczyć na to, że zgarniecie premię od wyborców jako największa siła opozycyjna. Nie wystarczy to do zwycięstwa, ale zapewni wam mocną pozycję w parlamencie. Czy takie rozumowanie pana nie przekonuje? Jak mi pan powie, że macie apetyt na więcej, to będę słuchać z zainteresowaniem.

Panie redaktorze, wygramy te wybory! Mamy doskonały program, doskonałą ofertę dla Polaków, która będzie szczegółowo przedstawiana w kolejnych tygodniach. Będziemy mieć listy najmocniejsze w historii. Uruchamiamy wielką akcję „Twój Sztab”, która wywołuje furię po tak zwanej prawej stronie sceny politycznej. Stworzymy olbrzymią armię wolontariuszy, która będzie największa w tych wyborach. Będą wielkie akcje mobilizacyjne.

Nic w polityce nie jest takie, jak nam się teraz wydaje. Polityką rządzą emocje, a my te dobre emocje wprowadzimy do kampanii. Jestem pewien, że wygramy, bo ludzi dobrej woli jest więcej.

A czego się pan spodziewa, jeśli PiS wygra wybory?

Nie zakładam takiego scenariusza.

Wygramy z PiS. Nie tylko Platforma Obywatelska, ale my – Polacy.

Kmicic z chesterfieldem

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna…

View original post 1 259 słów więcej

 

Opozycjo, nie pozwól Targowicy pisowskiej rozwalać Polski

PiS będzie się świetnie bawić, patrząc, jak PO, PSL, SLD, Wiosna i Razem walczą o tę samą pulę 30 proc. głosów, zostawiając całą resztę PiS-owi”. Tymczasem „sztuką w podziale na trzy odrębne listy jest to, żeby znaleźć sposób na powiększenie tej puli 30 proc. głosów o 10, 20, a może nawet więcej procent”

W wywiadzie udzielonym portalowi gazeta.pl dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert od marketingu politycznego z Ośrodka Analiz Politologicznych UW przestrzega: politycy opozycji „powinni przestać używać słowa „LGBT” i znaleźć inne słowo, przy pomocy którego odwoływaliby się do tej kwestii”. Dlaczego? Zdaniem naukowca, w kwestii środowisk LGBT Prawo i Sprawiedliwość zawłaszczył sposób mówienia o mniejszościach seksualnych.

Rzeczywiście, od kilku dni głównym tematem politycznych dyskusji są naklejki „Strefa wolna od LGBT” autorstwa „Gazety Polskiej” i zamieszki na Marszu Równości w Białymstoku. „Dla opozycji to sytuacji potencjalnie niezwykle groźna” – stwierdza rozmówca. Dlaczego?

Zasadniczo dlatego, że takie światopoglądowe tematy „są dla ludzi łatwiejsze do zrozumienia, łatwiej opowiedzieć się za albo przeciw”, tymczasem właśnie one po prostu osłabiają opozycję. Zdaniem Annusiewicza. „Politykowi, który aspiruje do roli lidera bardzo szerokiego politycznie obozu, a kimś takim jest Grzegorz Schetyna, bardzo trudno dawać jasne komunikaty w sprawach światopoglądowych, bo musi wciąż uważać, żeby nie zniechęcić do siebie żadnego ze „skrzydeł” – konserwatywnego ani lewicowego. To sprawia, że Koalicja Obywatelska w kampanii czuje i będzie się czuć znacznie mniej wygodnie od PiS-u”. Dlatego otoczenie Jarosława Kaczyńskiego kwestię LGBT grzeje, jak tylko może.

Fakt, że Grzegorz Schetyna zdystansował się względem Marszu Równości i od planowanego marszu przeciw przemocy (słowami: „Nie będziemy wpisywać się w grę i scenariusz przygotowany na Nowogrodzkiej. Dzisiaj PiS z tych demonstracji i spraw mniejszości chce zrobić główny wątek kampanii wyborczej. Tak nie jest”), rozmówca portalu wyjaśnia poprzez wskazanie różnic w sytuacji KO i formacji lewicowych (Wiosny, Razem czy SLD). O ile dla tych drugich sprawy LGBT są „w 100 proc. zgodne z programowo-politycznym DNA tych partii i ich wyborców”ale „blok lewicowy nie aspiruje do bycia formacją na miarę 30 proc. głosów w wyborach”. Dlatego to Koalicja Obywatelska „musi ważyć racje przy każdej tego typu sytuacji”. Poza tym – podkreśla Annusiewicz – „dzisiaj wyborcy nie oczekują od polityków zaangażowania w obyczajowe wojenki. Nastroje są zupełnie inne”.

Na pytanie – czego zatem oczekują? – politolog odpowiada, że pragmatycznych polityków, rozwiązujących ich problemy – np. naprawy służby zdrowia czy okiełznanie chaosu w oświacie. Tymczasem opozycja „skupia się na tematach, które w żaden sposób nie dają szansy na poszerzenie elektoratu”, a tym samym czasie „PiS zwiększa poparcie”.  Istnieje ryzyko, że opozycję czeka „wzajemna rywalizacja o ten sam elektorat. PiS będzie się świetnie bawić, patrząc, jak PO, PSL, SLD, Wiosna i Razem walczą o tę samą pulę 30 proc. głosów, zostawiając całą resztę PiS-owi”. Tymczasem sztuką w podziale na trzy odrębne listy jest to, żeby znaleźć sposób na powiększenie tej puli 30 proc. głosów o 10, 20, a może nawet więcej procent” – podkreśla AnnusiewiczPrzy czym podział ów sprawił, że kwestie światopoglądowe są mniej „szkodliwe”, bo każda jest dla innego elektoratu.

Dr Annusiewicz zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. Otóż jego zdaniem w polskiej polityce od dawna kwestie światopoglądowe służyły do mobilizacji elektoratu – i w ostatniej euro kampanii wyraźnie było to widać. Dlatego w jego opinii opozycja powinna słowa „LGBT” czymś zastąpić. „Mnie na gorąco przychodzą do głowy np. „wolność” albo „sprawiedliwość”. To musi być coś nacechowanego pozytywnie, bo walcząc z niekorzystnym dla siebie ramowaniem języka opozycja nie może powielać ramy, która jej szkodzi. Musi wykreować własną ramę i doprowadzić do tego, żeby w debacie publicznej dziennikarze, komentatorzy, publicyści czy inni politycy posługiwali się tą ramą. Dlatego opozycja powinna przestać bronić LGBT, tylko zająć się promowaniem wolności, równości, sprawiedliwości etc” – stwierdził rozmówca portalu.

Podaje jeszcze jeden istotny argument. Jak wyjaśnia, „zwrotu „ideologia LGBT” użyłem celowo, bo pokazuje on proces tzw. ramowania języka, którego dokonują w tej kadencji rządzący. „Ideologia” jest słowem w języku potocznym nacechowanym negatywnie, więc jeśli ktoś nie wie, czym dokładnie jest LGBT, ta „ideologia” obciąża je i wydźwięk całości jest pejoratywny. Powtarzane wystarczająco często, utrwala się w społecznej świadomości. Zwłaszcza, jeśli opozycja przyjmuje ten język i na własne życzenie pozwala się w ten sposób ogrywać na płaszczyźnie komunikacyjnej” – przestrzega dr Annusiewicz.

W finale rozmowy politolog podkreślił tez pozytywy. Wyraził bowiem „słowa uznania dla Koalicji Obywatelskiej za wyciągnięcie i nagłośnienie wątków edukacyjno-zdrowotnych. Nawet jeśli PiS na razie jakoś daje sobie z tym radę, to zdiagnozowanie realnych problemów obywateli jest kluczowe w każdej kampanii i walce o władzę”. Jego zdaniem spore szanse na zdobycie poparcia daje wiec konkretna „szóstka Schetyny”. Czy tak będzie rzeczywiście, pokażą jesienne wybory.

PiS to Targowica, co jednak z opozycją? Walczy między sobą i pozwala Targowicy rozwalać Polskę.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura po raz kolejny chce, by tłumaczka Donalda Tuska stawiła się na przesłuchanie w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej.

Magdalena Fitas – Dukaczewska tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem po katastrofie smoleńskiej. Jej klientami byli też inni premierzy i prezydenci m. in. Aleksander Kwaśniewski czy Bronisław Komorowski, miała też dostęp do najwyższych stopniem tajemnic NATO i Unii Europejskiej.

Na pierwsze przesłuchanie została wezwana pod koniec 2018 roku, ale odmówiła złożenia zeznań ze względu na tajemnicę zawodową. Prokuratura zwolniła ją z tego obowiązku, ale w marcu 2019 roku są uchylił postanowienie. Bartosz Biernat z prokuratury krajowej zapowiadał wówczas, że postanowienie będzie prawdopodobnie ponowione. – Sąd nie zabronił prokuraturze zwolnienia tłumaczki z tajemnicy, a tylko uchylił to konkretne zwolnienie ze względu na jego uzasadnienie – stwierdził. Teraz prokuratura chce ponownie wezwać Fitas – Dukaczewską na przesłuchanie w sprawie Donalda Tuska.

Prokuratura znowu chce przesłuchać tłumaczkę premierów i prezydentów Magdę Fitas Dukaczewską. Wydano…

View original post 1 885 słów więcej

 

Z Gombrowiczem o Polsce, szkole, katolicyzmie, a nawet o Białymstoku

Są tacy, którzy twierdzą, że Witold Gombrowicz tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

Dziś 50. rocznica śmierci Witolda Gombrowicza. Można ją obchodzić 24 i 25 lipca, bo różne źródła różnie podają, a to dlatego, że jak pisze w biografii Klementyna Suchanow, Gombrowicz zmarł przed północą, ale śmierć stwierdzono po północy. Są i tacy, którzy twierdzą, że tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

***

Ciągle słychać, jacy to my, Polacy, jesteśmy wielcy, potężni i że najbardziej na świecie cierpieliśmy.
Kiedyś zdarzyło mi się uczestniczyć w jednym z tych zebrań poświęconych wzajemnemu polskiemu krzepieniu się i dodawaniu ducha… gdzie odśpiewawszy „Rotę” i odtańczywszy krakowiaka, przystąpiono do wysłuchiwania mówcy, który wysławiał naród, albowiem „wydaliśmy Szopena”, albowiem „mamy Curie-Skłodowską” i Wawel, oraz Słowackiego i Mickiewicza, i poza tym byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa. Ale ja odczuwałem ten obrządek jak z piekła rodem, ta msza narodowa stawała się czymś szatańsko szyderczym i złośliwie groteskowym. Gdyż oni, wywyższając Mickiewicza, poniżali siebie – i takim wychwalaniem Szopena wykazywali to właśnie, że nie dorośli do Szopena, a lubując się własną kulturą, obnażali swój prymitywizm. Geniusze! Do cholery z tymi geniuszami!

Dążyłem do tego, żeby Polak mógł z dumą powiedzieć: należę do narodu podrzędnego. Z dumą. Albowiem, jak łacno zauważycie, takie powiedzenie tyleż poniża, co wywyższa.

Zaraz ktoś powie, że nie jest pan patriotą.
Czy ja, broniąc Polaków przed Polską, jestem czy nie jestem patriotą? Gdyż przecie Polska składa się z Polaków. Im silniejszy, im zdolniejszy do życia i rozwoju będzie Polak, tym żywotniejsza, silniejsza stanie się Polska. Mnie nie idzie o to, aby zniszczyć nasze poczucie wspólności z narodem, tylko o to, aby Polak przestał na kolana padać przed Polską – aby potraktował ją „z góry”, twórczo, jako coś, co przez niego musi być stwarzane. Jako dzieło swoje, nie jako Boga swojego.

Polski katolicyzm tak nas ukształtował, że na kolana padamy?
Katolicyzm taki, jaki urobił się historycznie w Polsce, rozumiem jako przerzucenie na kogoś innego ciężarów nad siły. Jest to zupełnie jak stosunek dzieci do ojca. Dziecko jest pod opieką ojca. Ma go słuchać, szanować i kochać. Wypełniać jego przykazania. Więc dziecko może pozostać dzieckiem, ponieważ wszystka „ostateczność” przekazana jest Bogu Ojcu i jego ziemskiej ambasadzie, Kościołowi. Polak uzyskał w ten sposób świat zielony – zielony, gdyż niedojrzały, ale zielony także dlatego, że w nim łąki, drzewa są kwitnące, nie zaś czarne i metafizyczne.

Mnie, który jestem okropnie polski i okropnie przeciw Polsce zbuntowany, zawsze drażnił polski światek dziecinny, wtórny, uładzony i pobożny. Polską nieruchomość w historii temu przypisywałem. Polską impotencję w kulturze – gdyż nas Bóg prowadził za rączkę. To grzeczne polskie dzieciństwo przeciwstawiałem dorosłej samodzielności innych kultur. Ten naród bez filozofii, bez świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały, naród, który zdobył się tylko na sztukę poczciwą i „zacną”, rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów… Mojej działalności literackiej przyświeca idea, żeby wydobyć człowieka polskiego ze wszystkich rzeczywistości wtórnych.

Jak to zrobić?
Dojrzewamy pomimo wszystko, gdzieś na samym spodzie. Jeżeli katolicyzm wyrządził, w moim pojęciu, wielkie szkody polskiemu rozwojowi, to ponieważ spłycił się w nas do wymiaru zbyt łatwej i zbyt pogodnej filozofii, będącej na usługach życia i jego bezpośrednich potrzeb. Z katolicyzmem głębokim, tragicznym nietrudno porozumieć się dzisiaj literaturze, albowiem zawiera on tę treść emocjonalną, która i w nas rośnie, gdy spoglądamy na rozwydrzenie świata.

Odwrót! Odwrót! Odwrót! Z chwilą gdy pojmiemy, żeśmy daleko zabrnęli, gdy zechcemy wycofać się z siebie, genialny Chrystus poda nam rękę: ta dusza jak żadna inna poznała sekret odwrotu. Nauka, która rozwaliła państwo rzymskie, jest sprzymierzeńcem naszym w walce o zburzenie wszystkich zbyt wyniosłych gmachów, jakie dzisiaj budujemy, o dotarcie do nagości i prostoty, do zwykłej, elementarnej cnoty.

Co kryją w sobie prywatne zapiski polskich pisarzy

A wie pan, że podczas Marszu Równości w Białymstoku pewna kobieta powiedziała właśnie, że Jezus nie szedłby z tymi, którzy rzucają kamieniami w ludzi różnych od siebie? Możliwy jest odwrót? Powrót do elementarnych cnót?
Już pisałem w innym miejscu o tym naszym alter ego, które na gwałt domaga się głosu. Historia zmusiła nas do hodowania w sobie pewnych tylko cech naszej natury i jesteśmy nadmiernie tym, czym jesteśmy – jesteśmy przestylizowani. A to tym bardziej iż, wyczuwając w sobie obecność tamtych innych możliwości, pragniemy je gwałtem unicestwić.

Jak na przykład przedstawia się sprawa naszej męskości? Polakowi (w przeciwieństwie do rasy łacińskiej) nie wystarcza, iż do pewnego stopnia jest mężczyzną, chce on być mężczyzną bardziej, niż jest, rzec można: narzuca sobie mężczyznę, jest tępicielem własnej kobiecości. I jeśli się zważy, że historia zmuszała nas zawsze do życia wojskowego i wojowniczego, ów gwałt psychiczny staje się zrozumiały. Tak to lęk przed kobiecością sprawia, iż decyzje nasze stają się sztywne i zwracają się przeciw nam, zaznacza się niezręczność osób, które obawiają się, iż nie będą na wysokości swego postulatu, zanadto „chcemy być” tacy, a nie inni, wskutek czego za mało „jesteśmy”.

Jeśli przyjrzymy się innym naszym cechom narodowym (jak miłość ojczyzny, wiara, zacność, honor…), to w nich wszystkich dostrzeżemy ów przerost wynikający stąd, że typ Polaka, jaki sobie urobiliśmy, musi tłumić i niszczyć typ, jakim moglibyśmy być, istniejący w nas jako antynomia.

Tak to chyba działa z podsycaniem strachu przed tym szatańskim LGBT, czyli innością.
Mniemam, że dziś właśnie nadszedł moment, aby uruchomić tę drugą naszą osobowość – dzisiaj, nie tylko dlatego, że musimy koniecznie stać się luźniejsi, giętsi wobec świata, także dlatego, że ta operacja wymaga niezmiernej swobody duchowej, która stała się dla nas, poza granicami kraju, możliwa, ale przede wszystkim dlatego, że to jedyny zabieg zdolny naprawdę natchnąć nas nową żywotnością, otworzyć przed nami nowe tereny.

Odkryjemy tego drugiego Polaka, gdy zwrócimy się przeciwko sobie. A zatem przekora powinna stać się dominantą naszego rozwoju. Będziemy musieli na długie lata oddać się przekorze, szukając w sobie tego właśnie, czego nie chcemy, przed czym się wzdragamy.

Literatura też powinna stać się przekorna?
Literaturę powinniśmy mieć akurat przeciwną tej, która dotąd się nam pisała, musimy szukać nowej drogi w opozycji do Mickiewicza i wszystkich królów duchów. Literatura owa nie powinna utwierdzać Polaka w jego dotychczasowym pojęciu o sobie, lecz właśnie wyłamywać go z tej klatki, ukazywać, czym dotąd nie ośmielił się być. Historia? Trzeba, abyśmy się stali burzycielami własnej historii, opierając się tylko na naszej teraźniejszości – gdyż właśnie historia stanowi nasze dziedziczne obciążenie, narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, zmusza, abyśmy upodabniali się do historycznej dedukcji, zamiast żyć własną rzeczywistością.

Ale najdotkliwsze będzie: zaatakować w sobie polski styl, polską piękność, stworzyć nową mitologię i nowy obyczaj z drugiej naszej półkuli, z tamtego bieguna – rozszerzyć i wzbogacić naszą piękność w ten sposób, aby Polak mógł podobać się sobie w dwóch sprzecznych ze sobą postaciach – jako ten, kim jest w tej chwili, i jako ten, który burzy w sobie tego, kim jest.

Po co Gombrowiczowi ten „Kronos”

Historia narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, a w dodatku mamy poczucie zalewu głupoty.
Kryzys intelektualny, jaki przeżywamy, nie tyle może należy przypisać zwątpieniu w siłę rozumu, ile temu, że jego zasięg jest tak nieznaczny. Z przerażeniem ujrzeliśmy, że otacza nas milionowy bezmiar umysłów ciemnych, które porywają nam prawdy nasze, aby je paczyć, pomniejszać, przerabiać na narzędzie swoich namiętności; i odkryliśmy, że ilość ludzi jest bardziej decydująca niż jakość prawd.

Był pan, co tu kryć, kiepskim uczniem i ledwo przemykał z klasy do klasy. Ale pana biografka Klementyna Suchanow uważa, że byłby pan dobrym ministrem edukacji, bo pisał pan o akceptacji kompleksów.
W dniu, w którym ujawni się cała prawda o tym nauczaniu szkolnym – dzień ten jest jeszcze bardzo odległy – ludzkość znajdzie się w obliczu wielkiej mistyfikacji i monstrualnego oszustwa. Wyjdzie na jaw wtedy, że nauczyciel ględzi, uczeń nie słucha; że nikt nic nie robi; że uczeń oszukuje, nauczyciel daje się oszukiwać; że gdyby ścisnąć 30 godzin intensywnej nauki, starczyłyby ze trzy kwartały obecnej szkoły.

I na koniec wróćmy do literatury. Ostrzegał pan przed szczerością.
Niczego nie lękam się bardziej jako pisarz. Naiwna prostolinijna szczerość w literaturze jest do niczego. I oto znów jedna z dynamicznych antynomii sztuki: im bardziej jest się sztucznym, tym bardziej można być szczerym, sztuczność pozwala artyście na zbliżenie się do prawd wstydliwych.

Bardzo lubię pana wykład o szczęściu wygłoszony Ricie na 30. urodziny. Brzmiał on tak: „Szukanie szczęścia i duchowego komfortu to życiowa tandeta. Trzeba umieć bawić się drobiazgami i wkładać możliwie najwięcej z siebie w to, co się robi. Masz 30 lat. Starzejąc się, człowiek staje się podmiotem, a przestaje być przedmiotem. Przez to świat staje się o wiele bardziej interesujący. Dopiero stając się podmiotem, kobieta zaczyna żyć naprawdę i może znieść starzenie się. Tylu ciekawych rzeczy się nie zauważa, jeśli myśli się tylko o tym, żeby się podobać. A samotność? Każdy jest samotny. Wszystkie zwierzęta są samotne. Widziałaś kiedyś, żeby psy spacerowały pod rękę?”.
Podobno są tacy, którzy widzieli.

***

Odpowiedzi pochodzą z książek: „Dziennik”, „Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie”, „Testament. Rozmowy z Dominique de Roux”, „Publicystyka, wywiady, teksty różne” oraz „Gombrowicz w Argentynie” (ostatnia autorstwa Rity Gombrowicz).

Sekretne dzienniki Gombrowicza

Kaczyński jak Gomułka

Hanna Lis na temat polityki PiS skierowanej przeciwko mniejszości LGBT.

Kaczyński to tylko reinkarnacja Gomułki. Tradycja PiS.

Kmicic z chesterfieldem

Skromność, pokora, praca.

Setki osób – mimo padającego deszczu – pojawiło się we wtorkowy wieczór na Długim Targu w Gdańsku, aby zaprotestować przeciw temu, co wydarzyło się podczas Marszu Równości w Białymstoku. Kibole i chuligani zaatakowali tam uczestników tego przemarszu. – „Ci ludzie, którzy bili, którzy nienawidzili też są ważni. Dlaczego? Bo oni bardzo się boją, bo nienawiść i agresja bierze się ze strachu” – mówił do zgromadzonych w Gdański Paweł Lęcki, nauczyciel z Sopotu, który wymyślił hasło „Strefa wolna od stref” w odpowiedzi na naklejki prawicowego tygodnika „Strefa wolna od LGBT”.

Demonstracja w Gdańsku odbywała się pod hasłem „Strefa wolna od stref – pokażmy, że miłość wygrywa”. – „Solidarność z osobami dyskryminowanymi to nasz obowiązek. Bierność prowadzi do strasznych rzeczy” – mówili organizatorzy protestu z Młodej Zarazy, która powstała z połączenia grup: Młodzi ponad Podziałami, Strajk Uczniowski oraz Trójmiejski Strajk Klimatyczny.

„Nas, młodych ludzi, oburza, że w kraju, gdzie…

View original post 532 słowa więcej

 

Polowanie na ludzi

Dziennikarz Sebastian Ogórek opisał na portalu wp.pl dramatyczny incydent. Jak wynika z jego relacji, omal nie został dźgnięty nożem w powodu obcisłego, sportowego stroju. Mężczyznę zaatakował podpity napastnik z nożem, a motywem ataku miało być to, że wziął biegacza za geja. Co gorsza, miejscowa policja zachowała się w sposób skandaliczny.

„W odległości trzech metrów od niego słyszę wyzwiska: ‚Wy…aj stąd pedale. To nasze miejsce” – usłyszał dziennikarz. „Jestem w pędzie, nie mam nawet jak zareagować. Lewą ręką popycha mnie, noga osuwa się do rowu. Tylko dzięki temu nóż z jego prawej ręki świszcze mi nad głową” – opisuje zdarzenie. Jak czytamy dalej w portalu Na Temat, zaatakowanemu mężczyźnie udało się uciec, zrobić kilka zdjęć mężczyzny z nożem w ręku i powiadomić policję. Napastnik w międzyczasie – w poczuciu bezkarności – udał się do domu, dzięki czemu śledzący go dziennikarz mógł funkcjonariuszom podać jego dokładny adres.

Jednak, gdy na miejsce zdarzenia przyjechali policjanci, nie chcieli… uwierzyć, że doszło do ataku nożownika. Co więcej – nie przekonały ich zdjęcia. Zaproponowali mężczyźnie złożenie zawiadomienia na komendzie w Szczuczynie. Niestety i tam Sebastian Ogórek nie spotkał się z adekwatną do zdarzenia reakcją. Na miejscu uświadomiono mu bowiem, że nie może złożyć zawiadomienia o przestępstwie na tle homofobicznym, gdyż sam jest hetero. Nie pomogły tłumaczenia, że napastnik wziął go za geja. „Mam wrażenie, że atak na mnie to nie przypadek. To kwestia pewnego klimatu. Pewnej polityki, która spycha gejów i lesbijki na margines” – konkluduje dziennikarz, przypominając niedawne, de facto pogromowe zachowania części społeczności Białegostoku.

Trudno nawet skomentować ponury incydent, jednocześnie jednak należy zgodzić się z autorem wpisu. Zaczynamy zbierać straszne żniwo polityki skrajnej nietolerancji w Polsce, firmowanej m.in. przez ostatnie, nieodpowiedzialne wypowiedzi ministra edukacji i duchownych jednej z parafii stających po stronie tych, którzy ‚bronią wartości chrześcijańskich’.

uwielbiampandy.blogspot.com

Nie jestem pewien, czy Polska może zawrócić z faszystowskiej drogi, która szybko skończy się utratą niepodległości.

Kmicic z chesterfieldem

Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że nadchodzące wybory parlamentarne są dla jego obozu grą o wszystko. Choć po klęsce w eurowyborach po stronie opozycji morale uległo znacznemu obniżeniu, a Koalicja Europejska się rozpadła, to jednak prezes PiS nie traci czujności i zamierza zadać w październiku oponentom ostateczny cios. Służyć temu, poza “piątką Kaczyńskiego” i potęgą prorządowych mediów, ma także wielka metamorfoza wizerunkowa samej partii rządzącej.

Prezes PiS uświadomił sobie bowiem, że strategia rządu w postaci cementowania poparcia przez wieczny konflikt w dotychczasowej formule się wyczerpała. Wybieranie małych grup i uczynienie z nich wrogów, czy też przypisywanie oponentem najgorszych cech skonsolidowało wokół władzy miliony, jednak równocześnie obraźliwe, hejterskie wypowiedzi wielu polityków partii rządzącej nieustannie zniechęcały do rządu znaczną część wyborców politycznego centrum. Niezadowolenia grupy tej nie widzieliśmy przy urnach tylko dlatego, że w warunkach równoczesnego rozczarowania opozycją znaczna jej część została w domach, z czego wynika właśnie 7% luki między PiS…

View original post 2 044 słowa więcej