Mularczyk Szwedom może wyliczyć, ile są winni za Potop Szwedzki

„Szkoda, że przedstawiciel Akademii Szwedzkiej Per Waesterberg wspominając w laudacji dla Olgi Tokarczyk o polskiej ‚historii kolonializmu i antysemityzmu’ nie wykorzystał szansy, aby przeprosić za ‚potop szwedzki'” – stwierdził na Twitterze poseł Arkadiusz Mularczyk z PiS.

Potop Szwedzki to najazd Szwecji na Rzeczpospolitą w latach 1655 -1660 w trakcie tzw. II wojny północnej.

Waesterberg: Polska literatura błyszczy w Europie

We wtorek w Sztokholmie laureatka literackiej Nagrody Nobla Olga Tokarczuk odebrała złoty medal i dyplom z rąk króla Szwecji Karola XVI Gustawa. Przed wręczeniem nagrody laudację na cześć pisarki wygłosił Per Waestberg z Akademii Szwedzkiej.

– Polska literatura błyszczy w Europie. Ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru – powiedział szwedzki pisarz.

Podkreślił, że Polska to „skrzyżowanie Europy, być może nawet jej serce”. Przekonywał, że w twórczości Tokarczuk widzimy traumatyczną historię jej ojczyzny. Dodał, że Tokarczuk jako pisarka „odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu”.

Według szwedzkiego pisarza pisarstwo Tokarczuk wyróżnia się „połączeniem twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwą obserwacja i zafascynowaniem mitologią”. Dzięki temu jest ona – mówił Waesterberg – jednym z „najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”.

Kmicic z chesterfieldem

Prof. Antoni Dudek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenia, że nadchodzi zmierzch Prawa i Sprawiedliwości, a ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego utraciło pierwotny impet. Ostatnim sprawdzianem dla PiS mają być nadchodzące wybory prezydenckie. – Andrzej Duda nie ma reelekcji w kieszeni. Sam dla siebie jest największym zagrożeniem – ocenia politolog.

Zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka PiS nie ma wcale wygranej w kieszeni w nadchodzących wyborach prezydenckich. – Największym zagrożeniem dla Andrzeja Dudy jest on sam. Jak patrzę na wszystkich jego potencjalnych przeciwników, to na razie tak to widzę – mówi politolog w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dodaje wprost, że mimo wygranych przez partię Jarosława Kaczyńskiego wyborów parlamentarnych, dostrzega „zmierzch PiS-u”.

Prof. Dudek o sytuacji PiS-u. „Widać wyraźnie, że prezes ma problemy”

Jak wskazuje Dudek, Andrzejowi Dudzie najprawdopodobniej nie uda się wygrać wyborów prezydenckich w pierwszej turze – wszystko zależy więc od tego, z kim znajdzie się w drugiej. – Wtedy jakieś jego błędy w…

View original post 3 522 słowa więcej

 

Sędziowie nie dają się zastraszyć czerezwyczajce od Ziobry

W odpowiedzi na wyrok TSUE sędziowie z czterech miast: Białegostoku, Gdańska, Poznania i Wrocławia przyjęli uchwały, informujące o wstrzymaniu opiniowania awansów sędziowskich, oczekując na decyzję Sądu Najwyższego.

Zgodnie z orzeczeniem Trybunału to Sąd Najwyższy ma zbadać niezależność Izby Dyscyplinarnej i ustalić czy może ona decydować w sporach na temat przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku.

„Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów Apelacji Wrocławskiej wstrzymuje się z opiniowaniem kandydatów na stanowiska sędziowskie do chwili rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy, czy organ funkcjonujący obecnie jako Krajowa Rada Sądownictwa, spełnia warunki niezależności od władzy politycznej określone w ww. wyroku” – napisali sędziowie z Wrocławia cytowani przez TVN24.

Ponadto stwierdzili, że jeśli SN uzna, iż KRS nie jest „wystarczająco niezależny od władzy ustawodawczej i wykonawczej, może to oznaczać chaos prawny, gdyż przy udziale ww. organu powołano nie tylko sędziów Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, ale również ponad 300 sędziów sądów powszechnych, którzy wydali już około 70.000 orzeczeń. Mogą być one wadliwe”.

Sędziowie z Gdańska zwrócili uwagę, że KRS w nowym składzie nie wypełnia rzetelnie swojego zadania stania na straży niezawisłości sędziowskiej, publicznie poddając krytyce działania sędziów w obronie niezależności sądów.

Sędziowie z Poznania zauważyli, że „powołanie na stanowisko sędziego za rekomendacją tego organu może tworzyć uzasadnioną wątpliwość co do niezawisłości sędziego”. Sędziowie z Białegostoku oczekują „wyjaśnienia wątpliwości związanych z procesem wyłaniania sędziów obecnej KRS”.

Na konsekwencje odważnej i rzeczowej postawy sędziów nie trzeba było długo czekać. W poniedziałek obiegła media informacja, że Zbigniew Ziobro odwołał z delegacji sędziego z Olsztyna, za to że zastosowawszy się do wyroku TSUE z 19 listopada nakazał Kancelarii Sejmu ujawnienie list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa.

Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości dopuścił nawet możliwość dyscyplinarki dla olsztyńskiego sędziego. Jak podaje TVN24 mimo pogróżek sądy w całej Polsce wydały UW poniedziałek uchwały związane z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Można tylko się zastanawiać, jak szybko zniknie złoto w przepastnych kieszeniach pisowców.

Kmicic z chesterfieldem

„Dlaczego akurat ta władza i teraz ściąga do Polski nasze rezerwy złota bezpiecznie przechowywane w Londynie? To mi pachnie jakimś przekrętem” – zastanawiał się na Twitterze przedsiębiorca Ryszard Wojtkowski.

Sprowadzeniem do Polski 100 ton złota chwalił się prezes NBP Adam Glapiński. Wartość kruszcu to 18,3 mld zł.

Na zdjęciach, które umieszczono w sieci w związku ze sprowadzeniem złota, widać Glapińskiego z dumą prezentującego sztabki na tle skarbca. Obok prezesa stoją dawni ministrowie rządu PiS, których partia przeniosła do NBP – Teresa Czerwińska i Paweł Szałamacha.

Równie podejrzliwi jak Wojtkowski byli inni internauci: – „PiS dobrał się do rezerw złota. Roztrwonią cały majątek, który należy do wszystkich…

View original post 823 słowa więcej

 

Piotrowicz, Kaczyński, Morawiecki, Pawłowicz – mroczna strona mocy

– Noc hańby PiS. Pawłowicz i Piotrowicz wybrani do Trybunału Konstytucyjnego. To ostateczny upadek tej instytucji – mówił po głosowaniach w Sejmie poseł Borys Budka (Koalicja Obywatelska).

Paweł Wroński (Gazeta Wyborcza): Zwolennicy PiS, którzy w geście przyzwoitości nie chcieliście wybrać na posła komucha, prokuratora Stanu Wojennego i obrońcę pedofila w sutannie Stanisława Piotrowicza. Jak się czujecie, gdy PiS wybrał go do Trybunału Konstytucyjnego?”

Kaczyński jeszcze uczy się od Łukaszenki. Czy zdąży przed śmiercią osiągnąć poziom mistrza z Białorusi?

Kmicic z chesterfieldem

Po co w ogóle jest Sejm, skoro mamy pana prezesa na Nowogrodzkiej? Nie wiem, czy Łukaszenka nie śmieje się w kułak, bo nawet on robi to inteligentniej – po prostu nie dopuszcza opozycji do Sejmu i ma z głowy te wszystkie wystąpienia – mówi dr Mirosław Oczkoś, ekspert od wizerunku i marketingu politycznego. Pytamy też, czy prezydent zaprzysięgnie nowych sędziów TK. – Prezydent nie ma wyjścia w tej chwili, bo ktoś mu tę kampanię musi finansować. Gdyby prezydent fiknął, to prezes ma kim go zastąpić, ma w torebce jeszcze panią premier Szydło – „naszą Beatę” – mówi ekspert

JUSTYNA KOĆ: Pani marszałek, trzeba anulować, bo my przegramy – mówi jedna z posłanek PiS-u do marszałek Elżbiety Witek. Niezależnie od tego, czy system działał, czy nie, to takie słowa nie powinny paść na sali Sejmowej, a może rządzący już nas do tego przyzwyczaili?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Mam wrażenie, że w PiS sami stracili nad tym kontrolę. To akurat były słowa do marszałka Terleckiego, ale bardzo blisko mównicy był…

View original post 4 028 słów więcej

 

Bezprawie PiS a społeczeństwo obywatelskie

O klerze i seksie >>>

Nagrania z kamer sprzed gmachu parlamentu zarejestrowane podczas głośnych protestów w 2016 r. to informacja publiczna – uznał sąd. Sieć Obywatelska Watchdog Polska przez blisko trzy lata próbowała je wydobyć od Kancelarii Sejmu.

Chodzi o nagrania z wydarzeń z grudnia 2016 r., kiedy przed gmachem parlamentu odbywały się gwałtowne protesty przeciw działaniom rządzącej większości. PiS najpierw próbował ograniczyć mediom możliwości relacjonowania wydarzeń w Sejmie. Następnie ówczesny marszałek Marek Kuchciński wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę, który na mównicę wszedł z kartką z napisem: „#WolneMediawSejmie”, a swoje wystąpienie rozpoczął słowami „Panie marszałku kochany…”.

W końcu Kuchciński przeniósł obrady do Sali Kolumnowej, gdzie szybko przegłosowano m.in. ustawę budżetową i dezubekizacyjną. Głosowano przez podniesienie ręki, bez udziału mediów, zaś posłowie opozycji skarżyli się, że nie wpuszczano ich do środka. Przed Sejmem zaczęły się protesty.

Sieć Obywatelska Watchdog Polska zwróciła się do Kancelarii Sejmu z prośbą o udostępnienie nagrań ze wszystkich kamer znajdujących się w salach plenarnej i kolumnowej w tym dniu oraz rejestrujących otoczenie gmachu – zarówno tego dnia, jak i kolejnych.

Kancelaria Sejmu nagrań nie udostępnia

Organizacja nie otrzymała materiałów. Na bezczynność szefa kancelarii poskarżyła się więc do sądu administracyjnego. Powoływała się m.in. na art. 61 konstytucji gwarantujący obywatelom „prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne”. W przypadku nagrań sprzed budynku zauważała: „Pokazałyby, jak przebiegało zgromadzenie przed Sejmem oraz jak zachowywała się policja i służby zapewniające bezpieczeństwo, w końcu – jak postępowali politycy”.

A przed Sejmem emocji nie brakowało – gmach osłaniali policjanci, a kiedy budynek opuszczali prezes PiS Jarosław Kaczyński i ówczesna premier Beata Szydło, funkcjonariusze siłą usuwali demonstrantów próbujących zatrzymać auta. Część osób mówiła, że wobec protestujących użyto gazu łzawiącego, czemu zaprzeczał jednak rzecznik stołecznej policji. Politycy PiS mówili o „próbie puczu”, część osób stanęła przed sądem. Jednego z protestujących TVP i prorządowe media oskarżały o to, że udawał rannego, i nazwały „symulantem” i „prowokatorem”.

Pod koniec 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę organizacji, podzielając pogląd kancelarii, że nagrania nie stanowią informacji publicznej. Sieć Obywatelska zaskarżyła tę decyzję do Naczelnego Sądu Administracyjnego. We wtorek uznał on, że nagrania te muszą zawierać informację publiczną: „Wiadomo, co się wtedy działo, były protesty społeczne, były działania policji, a nie tylko straży marszałkowskiej, a więc były to wydarzenia związane z działalnością Sejmu. Jeśli nie byłoby wydarzeń w Sejmie, nie byłoby protestów ani zaangażowania policji”.

Kancelaria Sejmu czeka na uzasadnienie

– Cieszy wyrok, w którym sąd pokazał, że zależy mu na zrozumieniu idei prawa do informacji i gdzie życiu publicznemu przywrócono właściwe proporcje – władza jest rozliczana przez ludzi, którzy korzystają ze swoich praw – komentuje orzeczenie Katarzyna Batko-Tołuć z organizacji.

Przypomina, że już wcześniej NSA inaczej zdecydował w przypadku nagrań z sali kolumnowej. Wówczas podzielił zdanie Kancelarii Sejmu, że nagranie z kamer straży marszałkowskiej to „nagranie techniczne”, które nie może być udostępnione ze względów bezpieczeństwa.

Zapytaliśmy Kancelarię Sejmu, czy teraz udostępni – a jeśli tak, to kiedy – nagrania z zewnętrznych kamer. W przesłanej nam odpowiedzi czytamy, że obecnie „oczekuje na doręczenie wyroku wraz z uzasadnieniem”, zaś wykonanie wyroku „możliwe jest dopiero po zwrocie akt sprawy organowi administracji publicznej”.

To ciekawe w kontekście batalii o ujawnienie list poparcia dla kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa. W czerwcu NSA nakazał szefowej kancelarii ich ujawnienie. W lipcu jednak prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zobowiązał kancelarię do powstrzymania się od tego na czas prowadzonego przez siebie postępowania wyjaśniającego. W końcu PiS wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o zamrożenie wyroków w sprawie list.

Więcej: Czy Polska byłaby bogata jak Niemcy i Francja, gdyby nie było komunizmu >>>

Sasin w debacie zaliczył dechy

Skoro takim “strasznym” językiem posługiwali się politycy u Sowy podczas prywatnych rozmów, dodajmy – podsłuchiwanych, to wolałbym, żeby wicepremier Sasin nie mówił, że coś “pierdyknęło”, bo to jest język, który właśnie był piętnowany. Podobnie ze słowami “ruski węgiel”. To poziom podwórkowy, którego politycy, szczególnie w randze wicepremiera, powinni unikać – mówi nam ekspert od marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś, oceniając pierwszą wyborczą debatę, która odbyła się we wtorek w TVP. Pytamy o to, kto wypadł najlepiej, a kto zmarnował szansę. – Chyba nikt nie ma złudzeń, że pan Sasin znał pytania, i to w dużo większym zakresie, niż przewidują ewentualne ustalenia sztabów. Tym bardziej mnie dziwi, że można się tak wyłożyć – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Jakie ma pan pierwsze wrażenia po debacie?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Po pierwsze to, jak zachowywał się prowadzący TVP, pozostawia wiele do życzenia… Co do polityków, to warto zwrócić uwagę, że był to pierwszy szereg, ale jednak lider był tylko jeden – Władysław Kosiniak-Kamysz. Zadziwiające są jeszcze dwie rzeczy. Ciągle jesteśmy słabi w debatach. Po drugie, nie rozumiem tych tłumaczeń, że trudno zrobić debatę z kilkoma uczestnikami, kiedy w Stanach Zjednoczonych demokraci zorganizowali debatę z kilkunastoma uczestnikami w ramach prawyborów. Rozumiem, że u nas to gorzej idzie, bo nikt nas tego nie uczy, w szkole nie ma debat “oksfordzkich” i uczestnicy jadą z tego, z czego mogą, czyli z siebie. Czasami to jest żałosne, czasem wychodzi lepiej.

Przedstawiciel PiS był bardzo dobrze przygotowany. Przypadek?
Chyba nikt nie ma złudzeń, że pan Sasin znał pytania, i to w dużo większym zakresie, niż przewidują ewentualne ustalenia sztabów. Tym bardziej mnie dziwi, że można się tak wyłożyć. Oczywiście mówił pięknie o 500 Plus, ale zaraz wlazł sam na minę, opowiadając o wspaniałej służbie zdrowia, gdy wiemy, że dziś zamknięto odział ginekologiczny w Zakopanem, bo nie ma lekarzy.

JEST TAKIE POWIEDZENIE, ŻE JAK BEDUIN MA PECHA, TO I NA PUSTYNI ZAATAKUJE GO NIEDŹWIEDŹ POLARNY – I TO DO SYTUACJI PANA SASINA IDEALNIE PASUJE, TYM BARDZIEJ, ŻE ZA CHWILĘ OPOWIADAŁ O TYM, JAK TO ROLNICTWO ROZKWITNIE ZA DRUGIEJ KADENCJI PIS-U, A MY WIEMY, ŻE DZIŚ PAN WOJCIECHOWSKI NIE NAJLEPIEJ PORADZIŁ SOBIE W BRUKSELI.

Reszta kandydatów poradziła sobie?
Tam nikt nie wykroczył poza swoją strefę komfortu. Niezłym pomysłem była wypowiedź Budki o stronie “100 afer PiS”, która została odpalona właśnie podczas debaty. Rzeczywiście to dobry pomysł i ktoś to nieźle wymyślił.

I był gadżet – rachunek za leki dla dziecka.
To prawda, i gadżety się w polskiej polityce zazwyczaj sprawdzają. Podobno było zamieszanie z flagą, którą miał na stoliku Jacek Wilk, która nie została uzgodniona z organizatorami debaty. Zresztą ciekawe, że podczas rundy o rolnictwie Wilk, który wszedł do Sejmu z list Kukiz 15, zacytował Witosa. Przypomnę, że dziś startuje z Konfederatów.

KOSINIAK-KAMYSZ JAKO JEDYNY PRÓBOWAŁ WYKORZYSTAĆ SYTUACJĘ, KTÓRA ZAWSZE JEST KŁOPOTLIWA, CZYLI ŚMIERĆ OJCA PREMIERA. PRZYZNAM, ŻE SIĘ DZIWIĘ, OGÓLNIE WYPADŁ SŁABO, CZEMU TEŻ SIĘ DZIWIĘ, BO SZEF LUDOWCÓW ZAZWYCZAJ DOBRZE RADZI SOBIE W TAKICH PRZESTRZENIACH.

Skoro jesteśmy przy śmierci Kornela Morawieckiego, to czy strona rządowa próbuje to wykorzystywać?
To jest kuszące, chociaż w kontekście śmierci to słowo brzmi paradoksalnie. My Polacy zawsze stajemy po stronie słabszych, cierpiących, bitych itd. Pytanie, co się stanie dalej w tym temacie, bo jednak jest jeszcze kilka dni do wyborów, w tym 10 dni kampanii. Tu można przeszarżować. Przypominam, że początkowo katastrofa smoleńska nie działała. Prawdą też jest, że PiS nie ma oporów w takich sytuacjach. To widać w wystąpieniach liderów prawicy, że nie zawahają się użyć żadnych argumentów. Od kabaretowych, jak słowa pana Kaczyńskiego, że “zbudowaliśmy demokrację”, poprzez stwierdzenia, które chyba są dla ludzi, którzy nie czytają niczego i nic nie wiedzą, jak słowa, że “wprowadzimy darmową służbę zdrowia” – może warto powiedzieć prezesowi Kaczyńskiemu, że to jest zapisane w konstytucji – po zapowiedź, że premier przerwie kampanię i pogrąży się w żałobie do czasu pogrzebu.

Premier poinformował wszystkich, że ostatnie słowa jego ojca były o Polsce.
Tak, a gdy stan zdrowia był już bardzo zły, to na wniosek premiera prezydent oznaczył Kornela Morawieckiego Orderem Orła Białego. Przyznam, że to dwuznaczne i mam z tym kłopot. Do tej pory Kornel Morawiecki nie był rozliczony ze spraw prywatnych. Oczywiście to bardzo szlachetne, że jego ostatnie słowa były o Polsce, ale biografowie wiedzą, że Kornel Morawiecki nie wychowywał swoich dzieci, ponieważ miał inna panią w międzyczasie.

STRONA LIBERALNA MÓWI “NIC NAM DO TEGO”, BO TAK SIĘ ŻYCIE UŁOŻYŁO, ALE JAK WYKORZYSTUJE TO STRONA, KTÓRA MA WYPCHANĄ GĘBĘ FRAZESAMI O MORALNOŚCI, “BÓG, HONOR, OJCZYZNA”, A MĄŻ, ŻONA I DZIECI TO PRAWDZIWA RODZINA, TO KTOŚ W KOŃCU ZWRÓCI NA TO UWAGĘ. PYTANIE, CZY DRUGA STRONA BĘDZIE CHCIAŁA TAKIE SPRAWY WYCIĄGAĆ, BO PIS NIE SĄDZĘ, ABY MIAŁ JAKIEŚ SKRUPUŁY NA ICH MIEJSCU.

Opozycja, gdyby chciała, mogłaby też rozprawić się z katastrofą smoleńską, ale najwyraźniej nie chce tego robić. Przecież są dokładne raporty, mamy wszystkie dane, sprawa jest zbadana. Tymczasem proszę zwrócić uwagę, że katastrofa nie występuje w kampanii w ogóle. Macierewicz jest schowany, nie ma żadnej komisji i podkomisji. Tylko opozycja tego tematu nie rusza.

Wróćmy do debaty. Co z niej zapamiętamy?
To, że się odbyła, bo nic specjalnego raczej się nie wydarzyło. Może poza pikietą przed telewizją, że “TVP kłamie”. Co mnie uderzyło, to fakt, że

JĘZYK NAM STRASZNIE ZUBOŻAŁ.

Oczekiwałbym, że skoro takim “strasznym” językiem posługiwali się politycy u Sowy podczas prywatnych rozmów, dodajmy – podsłuchiwanych, to wolałbym, żeby wicepremier Sasin nie mówił, że coś “pierdyknęło”, bo to jest język, który był właśnie piętnowany. Podobnie ze słowami “ruski węgiel”, to podobny poziom, którego politycy powinni unikać, bo to język raczej podwórkowy. Powiem szczerze, że mnie to razi.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

PiSowski pomysł na emerytów: zdychajcie – czytaj tutaj >>>

Trzynasta emerytura to nasz projekt, którego PiS nie zapisał nawet w przyszłorocznym budżecie. Jest potrzebna emerytom, dlatego nie można mówić o jednorazowych rozwiązaniach, ważne, żeby była stała – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska podczas prezentowania polityki senioralnej z programu wyborczego Koalicji Obywatelskiej.

W programie KO polityka senioralna to jeden z filarów oprócz zdrowia i programu gospodarczego.

– Seniorzy dbali o nas, budowali Polskę – teraz oczekują tego, że my zadbamy o nich – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska na specjalnej konferencji prasowej, na której prezentowano plan “Polska seniora”.

– Oni chcą być aktywni, nie chcą być samotni, chcą mieć dobrą opiekę lekarską, chcą mieć opiekę wtedy, gdy nie będą samodzielni. To wszystko musimy im zapewnić – mówiła kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera.

Trzynasta emerytura co roku i czek opiekuńczy

“Polska seniora” to program, który opiera się na trzech filarach. – Zdrowe życie, godne życie, aktywne życie – tłumaczyła Małgorzata Kidawa-Błońska.

W projekcie KO proponuje m.in. wprowadzenie na stałe 13. emerytury. – Trzynasta emerytura to był nasz projekt – trzynastą emeryturę będziemy Polakom co roku dawali – zadeklarowała Małgorzata Kidawa-Błońska, przypominając, że PiS zapomniał wpisać dodatkowej emerytury w przyszłoroczny budżet.

– 13.emerytura to nie jest hasło wyborcze. Mówiliśmy o tym trzy lata temu, to dziś potwierdzamy. Musimy zbudować stabilność seniorów, na stałe – mówił Grzegorz Schetyna.

– Polki i Polacy żyją dłużej. Program dla nich to kwestia godności. Gwarancja wyższych zarobków i emerytury – dodał Schetyna.

Pełnomocnik ds. seniora

W programie KO jest też propozycja wprowadzenia czeków opiekuńczych, które będą przysługiwać, gdy senior będzie potrzebować opieki. – Żeby mieli poczucie wartości i godności, bo to dla tych ludzi bardzo ważne – mówiła kandydatka na premiera.

W założeniu czek ma mieć wartość co najmniej tysiąca złotych, bo jego wysokość będzie uzależniona od najniższego wynagrodzenia.

Koalicja Obywatelska zapowiedziała też wprowadzenie pełnomocnika rządu ds. polityki senioralnej. Już dziś w gabinecie cieni PO jest taka funkcja, pełni ją poseł PO Michał Szczerba.

Proponują też bilans zdrowotny dla seniorów, który będzie programem ogólnopolskim i wprowadzenie instytucji “asystenta osoby niesamodzielnej”.

Kolejnym rozwiązaniem, które proponuje KO, jest dofinansowanie tzw. opasek ratunkowych dla seniorów i “urlopu wytchnieniowego” dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Powołane mają też zostać tzw. rady seniora na każdym szczeblu samorządu terytorialnego.

Parlament Seniora poza parlamentem

Dziś po raz kolejny obradował też parlament seniorów, niestety nie w Sejmie RP, a w muzeum POLIN. – Chciałabym wzmocnić głos seniorów, dlatego uważam, że potrzebny jest pełnomocnik rządu ds. polityki senioralnej wyposażony w mocne narzędzia. Poza tym chcemy, żeby Obywatelski Parlament Seniorów stał się ustawowym reprezentantem osób starszych – zapowiedziała Małgorzata Kidawa-Błońska.

– Dziś Obywatelski Parlament Seniorów spotyka się poza Sejmem, bo PiS ich stamtąd wyrzucił. Gwarantujemy, że za naszych rządów wróci do Sejmu – obiecała wicemarszałek.

PiS chce, aby popierać partię czynem, umierać przed terminem

 

Platforma Obywatelska krytykuje stanowisko rządowej agencji ws. stołecznego bilansu seniora. – Samorząd wyciąga rękę, żeby pomóc osobom starszym, a rząd ten program utrąca. To kuriozum w skali światowej – powiedział Michał Szczerba, poseł PO.

Na konferencji prasowej Michał Szczerba powiedział, że bardziej niż negatywna opinia projektu, oburzające jest jej uzasadnienie. – Agencja Ministerstwa Zdrowia mówi, że jest przeciwna temu, żeby polscy seniorzy byli poddawani kompleksowej ocenie ich stanu zdrowia przy wykorzystaniu środków samorządu terytorialnego – powiedział poseł PO. Po czym dodał: – To nie do obrony. W Warszawie mamy pół miliona seniorów i seniorek. Samorząd wyciąga rękę, żeby pomóc osobom starszym, a rząd ten program utrąca.

Samorząd swoje, rzad swoje

Tomasz Grodzki, senator PO powiedział, że w reakcji na rządową ocenę ciśnie się na usta ponury dowcip z czasów PRL-u. – Emerycie, popieraj partię czynem, umieraj przed terminem. Przyznawanie się przez agencję rządową, że nie zależy jej na wczesnym wykrywaniu chorób, bo to może zwiększyć kolejki, to totalna porażka – powiedział Grodzki. Senator, który jest jednocześnie chirurgiem z tytułem profesora nauk medycznych zaznaczył, że stołeczny projekt wpisuje się w kierunek, w jakim rozwija się nowoczesna medycyna. – Chodzi o profilaktykę, wczesne wykrywanie chorób, skuteczne leczenie i precyzyjne śledzenie losów chorych – wymienia Grodzki.

– Prezydent [Trzaskowski] chce wydać pieniądze samorządowe, a mimo to rządowi nie zależy na wykrywaniu chorób. To kuriozum w skali światowej – podsumował Szczerba.

W obawie przed „nadwykrywalnością”

W środę „Stołeczna” informowała, że władze Warszawy chciały na koszt miasta przebadać 70- i 80-latków, ale nie zgodziła się na to jednostka resortu zdrowia. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ocenił, że dostęp do proponowanych badań powinien być zróżnicowany ze względu na stan zdrowia i skierowany do poszczególnych grup ryzyka, a nie wszystkich seniorów, zwłaszcza tych bez objawów danej choroby. W przeciwnym razie program może skutkować „nadwykrywalnością poszczególnych jednostek chorobowych, co może przyczynić się do pogłębienia trudności w dostępie do świadczeń NFZ”, czyli zwiększyć kolejki do specjalistów. Zdaniem agencji projekt nie ma więc uzasadnienia klinicznego i ekonomicznego.

– Taki bilans miałby sens, gdyby w założeniu starszy człowiek był badany przez lekarza, który ma wiedzę na temat wielochorobowości i całościowo zajmuje się zdrowiem pacjenta – oceniała Małgorzata Solecka, ekspertka i dziennikarka magazynu „Służba Zdrowia”. Zaznaczała jednak: – Kuriozalne jest stwierdzenie, że przez nadmierny zakres badań w kolejkach stanie więcej pacjentów. Jeśli już choroby zostaną zdiagnozowane, to skutek jest tylko pozytywny, bo chorzy zaczną się leczyć.

Oświadczenie ws. zablokowania warszawskiego programu badań seniorów wydało Warszawskie Forum Samorządowe. „Tłumaczenia ze strony Agencji Technologii Medycznych i Taryfikacji są skandaliczne, bo w sposób jawny dyskryminują seniorów. Przecież główną ideą jest właśnie sprawdzenie pacjentów, czy mają jakieś schorzenia, a następnie podjęcie leczenia. Działania Ministerstwa Zdrowia to konsekwencja antywarszawskiej polityki PiS” – czytamy w piśmie.

Polską rządzą skorumpowani idioci i niebywali prostacy

Stefan Niesiołowski udał się do kina na film Patryka Vegi Polityka i podzielił się swoją refleksją na temat najnowszego dzieła reżysera.

Film Patryka Vegi „Polityka” pojawił się na ekranach w jednym z ważniejszych momentów walki o demokrację w Polsce. Jest to film ważny i potrzebny. Pokazuje jednoznacznie, że Polską rządzą przede wszystkim skorumpowani idioci, ale także ludzie do szpiku kości zakłamani, cyniczni, pełni kompleksów, mściwi, małostkowi, wyjątkowo zachłanni na pieniądze, za to z ustami pełnymi frazesów o patriotyzmie, religii, dobrej zmianie, poświęceniu itp.

Przed podjęciem zasadniczej decyzji w kabinie wyborczej warto zobaczyć jak wyglądają kulisy pisowskiej władzy, kim są ludzie, którzy sprawują autokratyczną władzę nad Polską, jakim językiem mówią między sobą i o nas, o co im naprawdę chodzi i czy warto powierzyć im władzę na kolejne lata, a być może na bardzo długo?

Polską rządzą niebywali prostacy, policja polityczna, której ponury zwierzchnik o fizjonomii przypominającej znanych oprawców i w takich też okularach, gromadzi papiery, kwity, haki na przeciwników politycznych, a rozpolitykowany ksiądz, który cały czas wyciera sobie gębę Panem Jezusem i Świętym Piotrem wyciąga łapy po publiczne pieniądze, załatwia pracę dla absolwentów i pomagierów swojego medialnego imperium.

Polska w tym filmie, a więc Polska pisowska, jest dla swoich, a demokracja zredukowana została do groteskowej fasady, gdzie premierzy są malowani, prawdziwa władza jest w partyjnej centrali, istnieje policja polityczna, ordery, pieniądze, limuzyny, zaszczyty, tytuły i różnego rodzaju przywileje są dla swoich, a pytanie – czy on jest nasz – jest decydujące o losach i przyszłości ludzi.

O tym jak długo tak będzie wyglądał nasz kraj, być może zadecydują nadchodzące wybory i dlatego wszystko co może przyczynić się do wyrwania Polski z rąk ludzi łapczywych na władzę, przywilej, pieniądze, a przy tym niebotycznie głupich i ograniczonych, ma ogromne znaczenie.

Być może do odzyskania utraconej demokracji w jakimś stopniu przyczyni się film Patryka Vegi? Dlatego nie podzielam poglądu niektórych krytyków kręcących nosem i wybrzydzających na „przerysowaną” sołtysową (no jednak aż taka nie jest), zbyt łapczywego na pieniądze przynoszone w paczkach teczkami pupila ministra obrony, czy zacierającego tłuste łapki i obłudnie powtarzającego co kwadrans – alleluja i do przodu czcigodnego kapłana wychowawcę młodych pokoleń.

Oni pisowcy nie mają takich skrupułów, najpierw przez wiele lat bredzili o zamachu smoleńskim i pod hasłem szukania winnych zamachu, których nazwiska jednocześnie w swoich mediach wymieniali, podpalali Polskę, a potem zachwycali się szmirą pt. „Smoleńsk”.

Oni nie mieli wątpliwości i witali z kwiatami wracającą po sromotnym głosowaniu (27:1) „bohaterkę” wyli z zachwytu po słowach – te pieniądze im się po prostu należały, podobnie jak w innych podobnych sytuacjach np. po uchwaleniu głupiej ustawy o IPN, czy rezygnacji marszałka dobrej zmiany.

Oni nie mają wątpliwości, ani wahań nad przyznawaniem gigantycznych funduszy telewizji na załganą telewizję, reżimowe media służące opluwaniu każdego kto nie jest z nimi, na media nadużywające imienia Matki Boskiej i na reklamy z budżetu państwa czyli z naszych pieniędzy na gazety robiące wrażenie redagowanych w Moskwie.

Wątpliwości mamy tylko my i dlatego proszę się nie dziwić, że ten reżim trwa dłużej niż trwać powinien. Polska już kilka razy w swojej historii sama pogrążała się w bezwładzie niemocy i rozkładzie, a pisowska dyktatura jak każda do tego tylko jest zdolna i taki też musi być ostateczny rezultat pisowskich rządów. To w jakimś sensie jest nawet dobre bo prowadzi do tej dyktatury upadku. Tak jak na żadnym pogrzebie nikt nigdy nie widział nowotworu, który był sprawcą zgonu. Tyle tylko, że dyktatury czasami długo trwają. Na szczęście na razie upadek PiS-u zależy od nas.

Mniej więcej od trzech lat powtarzam, że jeśli mamy w ogóle marzyć o sukcesie wyborczym (i jakimkolwiek innym) to konieczne jest wyrzucenie, albo przynajmniej schowanie Schetyny. Wreszcie (podobno pod naciskiem firmy marketingowej) Metternich z Wrocławia zgodził się trochę się schować i zaproponował na stanowisko premiera, a więc lidera kampanii Małgorzatę Kidawę-Błońską. Z pewnością jest to ruch dobry, chociaż jak wszystko u Schetyny oszukańczy bo cała jego klika z takimi orłami jak Kierwiński, Tyszkiewicz itp. decyduje o wszystkim i po wyborach wszystko wróci do status quo ante, ale przede wszystkim beznadziejnie spóźniony.

Obecnie bardzo trudno sobie wyobrazić, aby mogło to radykalnie coś zmienić. Ale im mniej Schetyny i jego kliki tym większa szansa na sukces. Ważne jest, aby możliwie dobre wyniki uzyskały komitety Koalicji Polskiej (PSL, UED, Kukizowcy) i Lewicy bo to być może pozbawi PiS samodzielnej większości?

Brunatna dyktatura PiS jest jeszcze w wersji light, po wyborach będzie hard.

Kmicic z chesterfieldem

Miał być bez deficytu, a tu nagle okazuje się, że będzie nowelizowany. Wszystko dlatego, iż zauważono, że w projekcie budżetowym na 2020 rok próżno szukać 13 emerytury… Duże koszty realizacji tego flagowego programu PiS, czyli ok. 10 mld zł nie pozwoliłyby domknąć budżetu bez deficytu – czytamy w INNPoland.

Mamy jednak w najbliższej perspektywie wybory, PiS pali się do władzy, więc bez względu na wszystko będzie nowelizacja i to głównie po to, by umożliwić w 2020 r. wypłatę 13 emerytury. Na antenie radiowej jedynki Joachim Brudziński zapewnił, że dodatkowa wypłata dla emerytów „będzie zachowana”.  „Mało tego, rozszerzyliśmy ją w zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego: w 2021 r. ta trzynasta emerytura będzie zwiększona o kolejną, czyli czternastą” – zapowiadał.

Na antenie Radia Zet podobną deklarację złożył szef KPRM Michał Dworczyk: „Trzynastka będzie zapisana w przyszłorocznym budżecie. Jeżeli PiS wygra wybory, będzie oczywiście trzynastka (…). Środki są nawet w obecnym budżecie w…

View original post 1 961 słów więcej