Wirtualna Polska i Ziobro

„Nie będę demolował interesów z Ministerstwem Sprawiedliwości, dlatego, że wisi na tym twoja pensja, twoja pensja i jeszcze pensje 25 innych osób” – mówił na zebraniu z pracownikami Wirtualnej Polski jej wiceszef Tomasz Machała. Wspólne „interesy” oznaczają cenzurę, konsultowanie artykułów z żoną Ziobry oraz pisanie tekstów promujących ministra i jego ludzi.

Więcej o upadku Wirtualnej Polski tutaj >>>

Nowe logo Wirtualnej Polski (od: Mirosława Miłosza)

Kmicic z chesterfieldem

Wchodzimy w decydujące momenty dla naszego kraju. Albo demokracja w Polsce powróci do obowiązujących standardów w Unii Europejskiej, albo nastąpi to, co najgorsze – Polexit, a w jakiejś perspektywie utrata niepodległości.

PiS zniszczył nam ojczyznę, jest jednak ona do odbudowania, myślę o prestiżu i godnym miejscu w Europie.

Skierowanie przez Komisję Europejska do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu o zastosowanie  wstrzymania w Polsce działania ustaw sądowniczych, które są kagańcem na wolność władzy sądowniczej, są radykalnym krokiem Brukseli.

Sytuacją mamy albo-albo. Albo demokracja, albo autokracja.

„Komisja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o zarządzenie środka tymczasowego ws. reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – ogłosiła KE po spotkaniu komisarzy 14 stycznia. Środkiem ma być zawieszenie funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej SN. „Jeśli TSUE się zgodzi, postępowania w Izbie powinny zostać wstrzymane” – tłumaczy dr hab. Piotr Bogdanowicz z UW.

„Kolegium komisarzy dało zielone światło służbom prawnym Komisji, by wnioskowały do TSUE o zarządzenie tzw. środka…

View original post 558 słów więcej

 

Pisowcy kradną coraz więcej, bo czują zbliżający się koniec

– Pisałem wielokrotnie, że to się stanie. Piotr B. poseł PiS poprzedniej kadencji i szef wrocławskich struktur partii, usłyszał zarzuty m.in. okradania kontenerów PCK. Z części tych pieniędzy mógł sfinansować swoją kampanię w 2015 r. – pisze dziennikarz Jacek Harłukowicz (Gazeta Wyborcza Wrocław).

– Piotr B. nie był jedyną osobą, która swoją kampanię mogła finansować środkami ukradzionymi z PCK. Jak ujawniliśmy już dwa lata temu w „Wyborczej”, kolejne siedem tysięcy Bartłomiej Ł.-T. wpłacił przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. na rzecz kampanii wyborczej Anny Zalewskiej, do maja minister edukacji w rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego, a obecnie eurodeputowanej – informuje „Gazeta Wyborcza”.

Mec. Roman Giertych: „Poseł PiS okradł PCK – ustaliła prokuratura. Okradają dzieci z Syrii ustalili dziennikarze. Kradną w spółkach, kradną w ministerstwach, kradną w agencjach, państwowych bankach i funduszach. Kradną coraz bezczelniej, bo czują zbliżający się koniec. Kleptokracja – rządy złodziei”.

– Okradanie kontenerów PCK powinien obejmować osobny paragraf kodeksu karnego, gdzieś w okolicy rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia – komentuje gen. Jarosław Stróżyk.

Reakcje internautów:

„Użycie w nazwie partii rządzącej obecnie resztkami tego co zostało z Polski, słów prawo i sprawiedliwość, należy traktować albo w kategoriach humorystycznych, ewentualnie jako poważne nadużycie semantyczne”.

„Okradać najuboższych i poszkodowanych przez los… Wstydu nie macie towarzysze z PiS, a Zalewska w nagrodę siedzi w PE za euro”.

Zero zaskoczenia. Moralne szambo wszechobecne wśród tego środowiska to standard od zawsze!”.

– Pani Kempa musiała nieźle nawywijać skoro tak boi się kontroli NIK. Biorąc pod uwagę dorobek pani Kempy jako ministra odpowiedzialnego za kwestie uchodźców to kiedy poznamy koszty jej funkcjonowania to może rzeczywiście być spory skandal – mówi poseł Sławomir Nitras.

Kmicic z chesterfieldem

Sąd Najwyższy opublikował ponad 40-stronicową opinię do projektu ustawy, która ma wprowadzić zmiany w ustroju sądów powszechnych oraz SN. Pierwsza Prezes SN, prof. Małgorzata Gersdorf wyraziła w nim dezaprobatę dla proponowanych zmian. Zdaniem wnioskodawców projekt ma przeciwdziałać „anarchii” w wymiarze sprawiedliwości, jednak zdaniem SN, w dłuższej perspektywie może on prowadzić nawet do polexitu. Opinia została złożona wczoraj w kancelarii Sejmu. jej treść dziś pojawiła się dziś w serwisie internetowym SN.

SN w swojej opinii stwierdza, że „skutki, do których wywołania dąży Projektodawca, pozostają w sprzeczności z zasadą pierwszeństwa prawa Unii Europejskim nad prawem krajowym”. Poza tym, według niego, projektodawca proponowanymi przepisami chce wymusić na sędziach niestosowanie prawa Unii Europejskiej w zakresie, który wynika między innymi z listopadowego wyroku TSUE, dotyczącego organizacji pracy w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Może to, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić do wszczęcia przez instytucje UE procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów, a w…

View original post 2 648 słów więcej

 

Piotrowicz, Kaczyński, Morawiecki, Pawłowicz – mroczna strona mocy

– Noc hańby PiS. Pawłowicz i Piotrowicz wybrani do Trybunału Konstytucyjnego. To ostateczny upadek tej instytucji – mówił po głosowaniach w Sejmie poseł Borys Budka (Koalicja Obywatelska).

Paweł Wroński (Gazeta Wyborcza): Zwolennicy PiS, którzy w geście przyzwoitości nie chcieliście wybrać na posła komucha, prokuratora Stanu Wojennego i obrońcę pedofila w sutannie Stanisława Piotrowicza. Jak się czujecie, gdy PiS wybrał go do Trybunału Konstytucyjnego?”

Kaczyński jeszcze uczy się od Łukaszenki. Czy zdąży przed śmiercią osiągnąć poziom mistrza z Białorusi?

Kmicic z chesterfieldem

Po co w ogóle jest Sejm, skoro mamy pana prezesa na Nowogrodzkiej? Nie wiem, czy Łukaszenka nie śmieje się w kułak, bo nawet on robi to inteligentniej – po prostu nie dopuszcza opozycji do Sejmu i ma z głowy te wszystkie wystąpienia – mówi dr Mirosław Oczkoś, ekspert od wizerunku i marketingu politycznego. Pytamy też, czy prezydent zaprzysięgnie nowych sędziów TK. – Prezydent nie ma wyjścia w tej chwili, bo ktoś mu tę kampanię musi finansować. Gdyby prezydent fiknął, to prezes ma kim go zastąpić, ma w torebce jeszcze panią premier Szydło – „naszą Beatę” – mówi ekspert

JUSTYNA KOĆ: Pani marszałek, trzeba anulować, bo my przegramy – mówi jedna z posłanek PiS-u do marszałek Elżbiety Witek. Niezależnie od tego, czy system działał, czy nie, to takie słowa nie powinny paść na sali Sejmowej, a może rządzący już nas do tego przyzwyczaili?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Mam wrażenie, że w PiS sami stracili nad tym kontrolę. To akurat były słowa do marszałka Terleckiego, ale bardzo blisko mównicy był…

View original post 4 028 słów więcej

 

Banaś, pisowski François Vidocq. Takie europejskie standardy

Dziennikarki „Rzeczpospolitej” sprawdziły, kim był Henryk Stachowski – mężczyzna, który podarował Marianowi Banasiowi kamienicę w Krakowie i dom na wsi. Dokumenty, które uzyskały w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie i Krakowie poddają w wątpliwość słowa Banasia o Stachowskim. 

Jak przypomina „Rz”, Banaś sam mówił w mediach o tym, że otrzymał kamienicę od „żołnierza AK”. Według słów Banasia Stachowski był żołnierzem Kedywu AK, po wojnie zaś został aresztowany przez UB; był torturowany i skazany na więzienie. Następnie pracował m.in. w Domu Handlowym Jubilat w Krakowie, gdzie zakładał „Solidarność”. Zmarł 22 czerwca 2007 r.

Autorki tekstu sprawdziły, czy nazwisko Stachowskiego pojawia się w rejestrze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – nie było go tam. Okazało się też, że jako człowiek zakładający „Solidarność” nie był represjonowany w PRL, co jest zaskakujące. „Rz” sprawdziła w archiwach przeszłość Stachowskiego.

Okazało się, że w maju 1945 r. Stachowski, wraz z pięcioma innymi osobami napadł z bronią w ręku na Komunalną Kasę Oszczędności w Myślenicach; przejął 130 000 zł. Zatrzymało go wtedy UB. Napad przypisano wywrotowej wobec państwa grupie leśnej „Cement”, która działała trzy miesiące i miała na koncie dwa napady; Stachowski brał udział tylko w jednym. Za to skazano go na pięć lat więzienia. W dokumentach brak jednak informacji o przynależności do Kedywu AK. W IPN nie ma także dowodów na jego działalność w „Solidarności”.

W 1999 r. Stachowski wystąpił do sądu o zadośćuczynienie za działalność z tamtych lat. Napisał, że był „inwigilowany i śledzony” aż do momentu zmiany systemu ustrojowego. Autorki zaznaczają, że UB interesował się Stachowskim krótko, w latach 50. W IPN nie ma dowodów na intensywniejsze działania bezpieki wobec Stachowskiego. Interesujący jest również powód, dla którego Stachowski chciał uzyskać odszkodowanie – miał zamiar wykupić na własność mieszkanie, które zajmował od 40 lat przy ul. Potebni w Krakowie.

Sąd przyznał mu ostatecznie 68 tys. zł. „Rz” podaje, że nie wykupił mieszkania, ale niedługo po uzyskaniu przez niego pieniędzy, krakowski sąd wpisał do księgi wieczystej kamienicy przy Krasickiego 24 w Krakowie Mariana Banasia. Jak pisze „Rzeczpospolita”: starszy pan, któremu jeszcze niedawno sen z oczu spędzał brak własnego lokum i pieniędzy na jego wykup, w kilka miesięcy zdążył odzyskać kamienicę i darował ją Banasiowi.

Według „Faktu” Zbigniew Ziobro przeprowadził „nieudany szturm” i jego Solidarna Polska nie zwiększy stanu posiadania w rządzie. Co więcej, politycy PiS mają być niezadowoleni z działań ministra sprawiedliwości, padają oskarżenia o nieprzypadkowy „wyciek z prokuratury”.

Zaraz po wyborach parlamentarnych ruszyła giełda nazwisk w nowym rządzie, jaki formuje Zjednoczona Prawica (PiS, Porozumienie i Solidarna Polska). Ledwo ogłoszone zostały pełne wyniki wyborów, a politycy z otoczenia Zbigniewa Ziobry, lidera Solidarnej Polski, zaczęli w niektórych wypowiedziach podważać pozycję premiera Mateusza Morawieckiego, wskazując, że szefem rządu mógłby być prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Od dawna w doniesieniach medialnych padały sformułowania o tarciach na linii Ziobro-Morawiecki, zwłaszcza w spółkach Skarbu Państwa. Jednak wraz z deklaracjami Patryka Jakiego, który stwierdził, że „czas na rozmowę” o fotelu premiera dla Kaczyńskiego, w mediach zaczęły się pojawiać się też doniesienia o tym, że Zbigniew Ziobro próbuje wywalczyć sobie fotel wicepremiera.

Gowin i Ziobro mogą negocjować z Kaczyńskim

Sytuacja jest o tyle interesująca, że Zjednoczona Prawica (występująca w Sejmie jako klub PiS), liczy 235 posłów, ale Porozumienie wprowadziło ich 18, Solidarna Polska również 18. Liderzy tych partii, Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro, mają więc naprawdę dobre pozycje negocjacyjne względem Kaczyńskiego: bez ich posłów ZP nie ma większości w izbie niższej.

We wtorkowym „Fakcie” opisano dotychczasowe efekty rozmów obozu Zjednoczonej Prawicy. Sytuacja Gowina jest w ocenie informatorów gazety klarowna: pozostaje w rządzie, na stanowisku wicepremiera.

Rozwiązać miała się też sprawa Jadwigi Emilewicz, dotychczasowej minister technologii i przedsiębiorczości, o której spekulowano, że za swoją krytykę niektórych projektów PiS może stracić posadę. Emilewcz ma zostać w rządzie i kierować nowym Ministerstwem Rozwoju (kiedyś już istniało, ministrem był wówczas Mateusz Morawiecki, powstało m.in. na bazie dawnego ministerstwa gospodarki).

„Nieudany szturm Ziobry”. Padają oskarżenia o „przeciek”

Zupełnie inaczej wygląda za to pozycja ministra sprawiedliwości. „Fakt” donosi, że Solidarnej Polsce nie udało się zdobyć kolejnego ministerstwa i to mimo zdecydowanych prób Ziobry. Tekst zatytułowany jest zresztą „Nieudany szturm Ziobry”.

Część polityków Zjednoczonej Prawicy jest wściekła na zachowanie samego ministra sprawiedliwości oraz jego zaplecza. Chodzi o publiczne wypowiedzi podważające pozycję premiera Morawieckiego, a także ostatni wyciek informacji z prokuratury

– czytamy. W tym kontekście przywołano publikację „Rzeczpospolitej” o tym, że urzędnicy pracujący w Ministerstwie Finansów (gdy ministrem był m.in. Morawiecki), wyłudzali VAT. Informator dziennika wiąże negocjacje w wydaniu Ziobry i pojawienie się tekstu o przestępstwach w resorcie finansów, a termin nazywa „nieprzypadkowym”.

– W partii przyjęto to jako odwet za niespełnienie ambicji politycznych. Nietrudno się domyślić, gdzie jest źródło wycieku – opisywał informator „Faktu”.

Gowin deklaruje: Ziobro nie stawiał żadnego ultimatum

Także we wtorek w programie „Rozmowa Piaseckiego” w TVN24 o negocjacje wewnątrz obozu rządzącego był pytany wicepremier Jarosław Gowin, lider Porozumienia. Gowin zapewnił:

Sędziowie Sądu Najwyższego odrzucili dzisiaj pierwszy z sześciu protestów wyborczych polityków Prawa i Sprawiedliwości w związku z wyborami do Senatu.

PiS złożyło protesty wyborcze ws. okręgów: nr 12 – Grudziądz, 95 – Kalisz, 96 – Kalisz i 92 – Konin, nr 75 – Katowice i nr 100 – Koszalin. Wszędzie tam wygrali kandydaci opozycji.

– Nie będzie ponownego liczenia głosów w okręgu 75 – Mysłowice, Tychy. Sąd Najwyższy pozostawił bez dalszego biegu pierwszy protest wyborczy PiS. W proteście nie wskazano naruszeń prawa ani dowodów na nieprawidłowości – informuje Maciej Sztykiel z Radia Zet.

Oświadczenie Sądu Najwyższego

W dniu 29 października 2019 r. Sąd Najwyższy w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych na posiedzeniu niejawnym rozstrzygnął pierwszy (z sześciu) protest wyborczy złożony przez pełnomocnika wyborczego Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość (sprawa o sygn. akt I NSW 103/19), dotyczący ważności wyborów do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 13 października 2019 r. w okręgu wyborczym nr 75 obejmującym obszar powiatu bieruńsko-lędzińskiego oraz miast na prawach powiatu Mysłowic i Tychów (województwo śląskie). W okręgu tym mandat senatorski uzyskała Gabriela Morawska-Stanecka (Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej), która otrzymała 64 172 głosów, pokonując Czesława Ryszkę (Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość), na którego głosowało 61 823 wyborców”.

Banaś wprowadza nowe standardy przestępczości zorganizowanej. Wiele od niego nauczył się Kaczyński. A może – nie. W każdym razie w tym fachu Banaś jest wielce zdolny i nadaje się na szefa NIK. Patrz François Vidocq.

Kmicic z chesterfieldem

– „Złożyliśmy do sądu zażalenie na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie zarzucanego przez G. Birgfellnera Jarosławowi Kaczyńskiemu oszustwa wielkich rozmiarów” – poinformował na Twitterze Roman Giertych. On i Jacek Dubois są pełnomocnikami austriackiego biznesmena.

11 października prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa z zawiadomienia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o budowę w centrum Warszawy dwóch wieżowców przez pisowską spółkę Srebrna.

Prokuratura, którą nadzoruje Zbigniew Ziobro, podjęła tę decyzję tuż przed wyborami do parlamentu. „Prokuratura odmówiła śledztwa dot. dwóch wież Kaczyńskiego – sprawa trafi do sądu”.

Dodajmy, że tego samego dnia prokuratura odmówiła również wszczęcia śledztwa w sprawie zawiadomienia, które złożyli posłowie PO. Dotyczyło ono możliwości popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego poprzez m.in. płatną protekcję, powoływanie się na wpływy oraz przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Internauci w komentarzach obawiali się, że po ewentualnym uwzględnieniu przez sąd zażalenia, prokuratura niewiele zrobi:…

View original post 1 329 słów więcej

 

Sasin w debacie zaliczył dechy

Skoro takim “strasznym” językiem posługiwali się politycy u Sowy podczas prywatnych rozmów, dodajmy – podsłuchiwanych, to wolałbym, żeby wicepremier Sasin nie mówił, że coś “pierdyknęło”, bo to jest język, który właśnie był piętnowany. Podobnie ze słowami “ruski węgiel”. To poziom podwórkowy, którego politycy, szczególnie w randze wicepremiera, powinni unikać – mówi nam ekspert od marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś, oceniając pierwszą wyborczą debatę, która odbyła się we wtorek w TVP. Pytamy o to, kto wypadł najlepiej, a kto zmarnował szansę. – Chyba nikt nie ma złudzeń, że pan Sasin znał pytania, i to w dużo większym zakresie, niż przewidują ewentualne ustalenia sztabów. Tym bardziej mnie dziwi, że można się tak wyłożyć – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Jakie ma pan pierwsze wrażenia po debacie?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Po pierwsze to, jak zachowywał się prowadzący TVP, pozostawia wiele do życzenia… Co do polityków, to warto zwrócić uwagę, że był to pierwszy szereg, ale jednak lider był tylko jeden – Władysław Kosiniak-Kamysz. Zadziwiające są jeszcze dwie rzeczy. Ciągle jesteśmy słabi w debatach. Po drugie, nie rozumiem tych tłumaczeń, że trudno zrobić debatę z kilkoma uczestnikami, kiedy w Stanach Zjednoczonych demokraci zorganizowali debatę z kilkunastoma uczestnikami w ramach prawyborów. Rozumiem, że u nas to gorzej idzie, bo nikt nas tego nie uczy, w szkole nie ma debat “oksfordzkich” i uczestnicy jadą z tego, z czego mogą, czyli z siebie. Czasami to jest żałosne, czasem wychodzi lepiej.

Przedstawiciel PiS był bardzo dobrze przygotowany. Przypadek?
Chyba nikt nie ma złudzeń, że pan Sasin znał pytania, i to w dużo większym zakresie, niż przewidują ewentualne ustalenia sztabów. Tym bardziej mnie dziwi, że można się tak wyłożyć. Oczywiście mówił pięknie o 500 Plus, ale zaraz wlazł sam na minę, opowiadając o wspaniałej służbie zdrowia, gdy wiemy, że dziś zamknięto odział ginekologiczny w Zakopanem, bo nie ma lekarzy.

JEST TAKIE POWIEDZENIE, ŻE JAK BEDUIN MA PECHA, TO I NA PUSTYNI ZAATAKUJE GO NIEDŹWIEDŹ POLARNY – I TO DO SYTUACJI PANA SASINA IDEALNIE PASUJE, TYM BARDZIEJ, ŻE ZA CHWILĘ OPOWIADAŁ O TYM, JAK TO ROLNICTWO ROZKWITNIE ZA DRUGIEJ KADENCJI PIS-U, A MY WIEMY, ŻE DZIŚ PAN WOJCIECHOWSKI NIE NAJLEPIEJ PORADZIŁ SOBIE W BRUKSELI.

Reszta kandydatów poradziła sobie?
Tam nikt nie wykroczył poza swoją strefę komfortu. Niezłym pomysłem była wypowiedź Budki o stronie “100 afer PiS”, która została odpalona właśnie podczas debaty. Rzeczywiście to dobry pomysł i ktoś to nieźle wymyślił.

I był gadżet – rachunek za leki dla dziecka.
To prawda, i gadżety się w polskiej polityce zazwyczaj sprawdzają. Podobno było zamieszanie z flagą, którą miał na stoliku Jacek Wilk, która nie została uzgodniona z organizatorami debaty. Zresztą ciekawe, że podczas rundy o rolnictwie Wilk, który wszedł do Sejmu z list Kukiz 15, zacytował Witosa. Przypomnę, że dziś startuje z Konfederatów.

KOSINIAK-KAMYSZ JAKO JEDYNY PRÓBOWAŁ WYKORZYSTAĆ SYTUACJĘ, KTÓRA ZAWSZE JEST KŁOPOTLIWA, CZYLI ŚMIERĆ OJCA PREMIERA. PRZYZNAM, ŻE SIĘ DZIWIĘ, OGÓLNIE WYPADŁ SŁABO, CZEMU TEŻ SIĘ DZIWIĘ, BO SZEF LUDOWCÓW ZAZWYCZAJ DOBRZE RADZI SOBIE W TAKICH PRZESTRZENIACH.

Skoro jesteśmy przy śmierci Kornela Morawieckiego, to czy strona rządowa próbuje to wykorzystywać?
To jest kuszące, chociaż w kontekście śmierci to słowo brzmi paradoksalnie. My Polacy zawsze stajemy po stronie słabszych, cierpiących, bitych itd. Pytanie, co się stanie dalej w tym temacie, bo jednak jest jeszcze kilka dni do wyborów, w tym 10 dni kampanii. Tu można przeszarżować. Przypominam, że początkowo katastrofa smoleńska nie działała. Prawdą też jest, że PiS nie ma oporów w takich sytuacjach. To widać w wystąpieniach liderów prawicy, że nie zawahają się użyć żadnych argumentów. Od kabaretowych, jak słowa pana Kaczyńskiego, że “zbudowaliśmy demokrację”, poprzez stwierdzenia, które chyba są dla ludzi, którzy nie czytają niczego i nic nie wiedzą, jak słowa, że “wprowadzimy darmową służbę zdrowia” – może warto powiedzieć prezesowi Kaczyńskiemu, że to jest zapisane w konstytucji – po zapowiedź, że premier przerwie kampanię i pogrąży się w żałobie do czasu pogrzebu.

Premier poinformował wszystkich, że ostatnie słowa jego ojca były o Polsce.
Tak, a gdy stan zdrowia był już bardzo zły, to na wniosek premiera prezydent oznaczył Kornela Morawieckiego Orderem Orła Białego. Przyznam, że to dwuznaczne i mam z tym kłopot. Do tej pory Kornel Morawiecki nie był rozliczony ze spraw prywatnych. Oczywiście to bardzo szlachetne, że jego ostatnie słowa były o Polsce, ale biografowie wiedzą, że Kornel Morawiecki nie wychowywał swoich dzieci, ponieważ miał inna panią w międzyczasie.

STRONA LIBERALNA MÓWI “NIC NAM DO TEGO”, BO TAK SIĘ ŻYCIE UŁOŻYŁO, ALE JAK WYKORZYSTUJE TO STRONA, KTÓRA MA WYPCHANĄ GĘBĘ FRAZESAMI O MORALNOŚCI, “BÓG, HONOR, OJCZYZNA”, A MĄŻ, ŻONA I DZIECI TO PRAWDZIWA RODZINA, TO KTOŚ W KOŃCU ZWRÓCI NA TO UWAGĘ. PYTANIE, CZY DRUGA STRONA BĘDZIE CHCIAŁA TAKIE SPRAWY WYCIĄGAĆ, BO PIS NIE SĄDZĘ, ABY MIAŁ JAKIEŚ SKRUPUŁY NA ICH MIEJSCU.

Opozycja, gdyby chciała, mogłaby też rozprawić się z katastrofą smoleńską, ale najwyraźniej nie chce tego robić. Przecież są dokładne raporty, mamy wszystkie dane, sprawa jest zbadana. Tymczasem proszę zwrócić uwagę, że katastrofa nie występuje w kampanii w ogóle. Macierewicz jest schowany, nie ma żadnej komisji i podkomisji. Tylko opozycja tego tematu nie rusza.

Wróćmy do debaty. Co z niej zapamiętamy?
To, że się odbyła, bo nic specjalnego raczej się nie wydarzyło. Może poza pikietą przed telewizją, że “TVP kłamie”. Co mnie uderzyło, to fakt, że

JĘZYK NAM STRASZNIE ZUBOŻAŁ.

Oczekiwałbym, że skoro takim “strasznym” językiem posługiwali się politycy u Sowy podczas prywatnych rozmów, dodajmy – podsłuchiwanych, to wolałbym, żeby wicepremier Sasin nie mówił, że coś “pierdyknęło”, bo to jest język, który był właśnie piętnowany. Podobnie ze słowami “ruski węgiel”, to podobny poziom, którego politycy powinni unikać, bo to język raczej podwórkowy. Powiem szczerze, że mnie to razi.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

PiSowski pomysł na emerytów: zdychajcie – czytaj tutaj >>>

Trzynasta emerytura to nasz projekt, którego PiS nie zapisał nawet w przyszłorocznym budżecie. Jest potrzebna emerytom, dlatego nie można mówić o jednorazowych rozwiązaniach, ważne, żeby była stała – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska podczas prezentowania polityki senioralnej z programu wyborczego Koalicji Obywatelskiej.

W programie KO polityka senioralna to jeden z filarów oprócz zdrowia i programu gospodarczego.

– Seniorzy dbali o nas, budowali Polskę – teraz oczekują tego, że my zadbamy o nich – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska na specjalnej konferencji prasowej, na której prezentowano plan “Polska seniora”.

– Oni chcą być aktywni, nie chcą być samotni, chcą mieć dobrą opiekę lekarską, chcą mieć opiekę wtedy, gdy nie będą samodzielni. To wszystko musimy im zapewnić – mówiła kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera.

Trzynasta emerytura co roku i czek opiekuńczy

“Polska seniora” to program, który opiera się na trzech filarach. – Zdrowe życie, godne życie, aktywne życie – tłumaczyła Małgorzata Kidawa-Błońska.

W projekcie KO proponuje m.in. wprowadzenie na stałe 13. emerytury. – Trzynasta emerytura to był nasz projekt – trzynastą emeryturę będziemy Polakom co roku dawali – zadeklarowała Małgorzata Kidawa-Błońska, przypominając, że PiS zapomniał wpisać dodatkowej emerytury w przyszłoroczny budżet.

– 13.emerytura to nie jest hasło wyborcze. Mówiliśmy o tym trzy lata temu, to dziś potwierdzamy. Musimy zbudować stabilność seniorów, na stałe – mówił Grzegorz Schetyna.

– Polki i Polacy żyją dłużej. Program dla nich to kwestia godności. Gwarancja wyższych zarobków i emerytury – dodał Schetyna.

Pełnomocnik ds. seniora

W programie KO jest też propozycja wprowadzenia czeków opiekuńczych, które będą przysługiwać, gdy senior będzie potrzebować opieki. – Żeby mieli poczucie wartości i godności, bo to dla tych ludzi bardzo ważne – mówiła kandydatka na premiera.

W założeniu czek ma mieć wartość co najmniej tysiąca złotych, bo jego wysokość będzie uzależniona od najniższego wynagrodzenia.

Koalicja Obywatelska zapowiedziała też wprowadzenie pełnomocnika rządu ds. polityki senioralnej. Już dziś w gabinecie cieni PO jest taka funkcja, pełni ją poseł PO Michał Szczerba.

Proponują też bilans zdrowotny dla seniorów, który będzie programem ogólnopolskim i wprowadzenie instytucji “asystenta osoby niesamodzielnej”.

Kolejnym rozwiązaniem, które proponuje KO, jest dofinansowanie tzw. opasek ratunkowych dla seniorów i “urlopu wytchnieniowego” dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Powołane mają też zostać tzw. rady seniora na każdym szczeblu samorządu terytorialnego.

Parlament Seniora poza parlamentem

Dziś po raz kolejny obradował też parlament seniorów, niestety nie w Sejmie RP, a w muzeum POLIN. – Chciałabym wzmocnić głos seniorów, dlatego uważam, że potrzebny jest pełnomocnik rządu ds. polityki senioralnej wyposażony w mocne narzędzia. Poza tym chcemy, żeby Obywatelski Parlament Seniorów stał się ustawowym reprezentantem osób starszych – zapowiedziała Małgorzata Kidawa-Błońska.

– Dziś Obywatelski Parlament Seniorów spotyka się poza Sejmem, bo PiS ich stamtąd wyrzucił. Gwarantujemy, że za naszych rządów wróci do Sejmu – obiecała wicemarszałek.

Bezprawie Kaczyńskiego, czyli wola prezesa zastępuje prawo

Frąckowiak jest przedstawicielką sędziowskiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, które krytykuje PiS-oską „reformę” wymiaru sprawiedliwości. Kobieta zaangażowała się w działalność opozycyjną. W 2017 r. stwierdziła, że „Trybunał Konstytucyjny jest farsą”. Oberwało się także ministrowi sprawiedliwości, który – jej zdaniem – powołuje na prezesów sądów osoby „o dość wątpliwej reputacji w środowisku sędziowskim”. Wypowiedzi zwróciły na nią uwagę mediów i doprowadziły do rozpoczęcia pierwszego postępowania dyscyplinarnego.

To nie koniec sprawy. Wkrótce potem wszczęto wobec niej drugą dyscyplinarkę. Tym razem zajęto się symulacją sądową, w której uczestniczyła w trakcie festiwalu Poland&Rock w Kostrzynie nad Odrą. Sprawę ostatecznie umorzono, Frąckowiak postawiono jednak zarzuty za… wyjazd na spotkanie z duńskimi sędziami (była wtedy na zwolnieniu lekarskim) i opóźnienia w pisaniu uzasadnień.

Monika Frąckowiak kilka dni temu ogłosiła, że przestanie stawiać się na wezwania rzeczników dyscyplinarnych. Frąckowiak została poparta przez kilku innych sędziów. Sędziowie wskazują na to, że osoby te są zamieszane w tzw. aferę hejterską. Jak się okazuje, rzecznik dyscyplinarny Przemysław Radzik miał zaproponować Frąckowiakowej układ. Sędzia miała przyznać się do postawionych jej zarzutów, a w zamian otrzymałaby jedynie naganę.

Monika Frąckowiak nie przystała na propozycję Radzika i ujawniła ją w rozmowie z dziennikarzami „Gazety Wyborczej”. Oferta Radzika została przedstawiona Frąckowiakowej przez Wojciecha Wieczorkowskiego, prezesa Sądu Rejonowego Nowe Miasto i Wilda. „Pan prezes powiedział dokładnie tak: „Mam dla ciebie od nich propozycję”. Poczułam się, jak w jakimś mafijnym układzie. Pan prezes przyznał, że spotkał się z rzecznikiem Radzikiem w komisji egzaminującej aplikantów adwokackich. Oferta była prosta: jeśli się przyznam, dostanę tylko naganę” – przyznała członkini Stowarzyszenia „Iustitia”.

„Gazeta Wyborcza” poprosiła Wojciecha Wieczorka o komentarz w sprawie. Prezes – na tę chwilę – nie udzielił jednak odpowiedzi.

Pogram Koalicji Obywatelskiej – tutaj >>>

– Panie premierze w sposób stanowczy, zdecydowany zwracam się do pana o odwołanie pana Zbigniewa Ziobro ze stanowiska ministra sprawiedliwości. I to nie tylko dlatego, że pod jego bokiem działała grupa, właściwie przestępcza, bo ujawniająca niedostępne materiały personale i dokonująca hejtu o znamionach zniesławienia, na której czele stał wiceminister sprawiedliwości, którego pan powołał – mówi były pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prof. Adam Strzembosz na nagraniu jakie pojawiło się na kanałach społecznościowych akcji Wolne Sądy.

– Pan minister Ziobro odpowiada za nominacje na wysokie stanowiska sędziowskie często ludzi sfrustrowanych, gotowych na wszelkie kompromisy moralne dla uzyskania wysokich stanowisk – ocenił prof. Strzembosz.

– Proszę pana premiera o możliwe niezwłoczne odwołanie pana ministra Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości. Przecież jest pan historykiem, a historia tego panu nie zapomni – zaapelował.

Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało, że musi wygrać wybory bez względu na to, co się wydarzy – ocenił w TOK FM dr Mirosław Oczkoś. Ekspert do spraw wizerunku uważa, że w kampanii partia Jarosława Kaczyńskiego złapała lekką zadyszkę.

Do wyborów parlamentarnych pozostało 25 dni. Partie polityczne i komitety wyborcze intensyfikują kampanię. Jedni jeżdżą busami po kraju, inni organizują konwencje regionalne. – Żeby wygrać wybory, trzeba chcieć i pokazać wyborcom, że chce się chcieć. Strategie są różne, a zweryfikują się przy urnie wyborczej. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, czy ci, co jeździli i się spotykali, mieli rację, czy ci, co zastosowali tzw. nalot dywanowy, jak w przypadku partii rządzącej – stwierdził w TOK FM dr Mirosław Oczkoś. Jak dodał, w przypadku partii rządzącej  „widać wielkie pieniądze, które na 100 procent przekraczają dozwolony budżet, ale to pewnie nie będzie nigdzie wykazane”.

Ekspert podkreślił, że konwencje wyborcze (organizowane w wielkich halach, z setkami uczestników i pełną oprawą wizualną), których w tej kampanii jest wyjątkowo dużo, są bardzo drogie. – Jakby na to nie patrzeć, nie da się tego zrobić za 5 zł. To nie jest rękodzieło artystyczne, ktoś musiał za to zapłacić – powiedział. – Może Polska Fundacja Narodowa, która transferuje pieniądze do jakiejś mitycznej agencji w Stanach Zjednoczonych – ironizował dalej gość Piotra Maślaka.

Oczkoś: Jest lekka zadyszka w PiS

W kontekście strategii Prawa i Sprawiedliwości, dr Oczkoś stwierdził, że „partia ta zdecydowała, że musi wygrać wybory bez względu na to, co się wydarzy”. Ale – jak dodał – kampania partii rządzącej „weszła ostatnią w dziwną fazę”. – Miał być sprint, a widać, że jest lekka zadyszka w PiS spowodowana jednak nie tym, że im się nie chce, tylko tym, że oni uznali, że już wygrali te wybory – ocenił ekspert ds. wizerunku.

Przestrzegał, że takie podejście może się dla polityków Prawa i Sprawiedliwości źle skończyć, bo jeśli zrezygnują z walki na ostatniej prostej kampanii – wcale nie muszą wygrać. A tym bardziej – zdobyć większości, która pozwoli na samodzielne rządzenie.

Gość TOk FM zwrócił też uwagę na jeszcze jedną kwestię. – PiS osiągnął już pułap takiego sposobu poniżania przeciwnika, że ten przeciwnik zaczyna w oczach wyborców wyglądać jak ofiara, a my się lubimy solidaryzować z ofiarami – stwierdził. Przestrzegał, że PiS może zwyczajnie „przegiąć” w poniżaniu innych – nie tylko przeciwników w walce wyborczej, ale też na przykład przedstawicieli LGBT, lekarzy – rezydentów czy nauczycieli.

– Bo ja nie pamiętam takiego stopnia pogardy po 1989 roku dla swoich przeciwników. Rzadko się traktowało ich jako wrogów, a tu są to właśnie wrogowie do wyeliminowania. I pomysł jest taki, żeby nie tylko z nimi wygrać, ale ich wykończyć. Poniżyć tak, by „umierając”, mieli poczucie, że są przegrani i opluci. To jest straszne – ocenił. Przyznał, że podobne praktyki widoczne są nie tylko w Polsce. Choć w naszym kraju, w ogniu kampanii, szczególnie rzucają się w oczy „na przykład w sposobie wypowiadania się polityków PiS i dziennikarzy PiS-owskich”. – Mają poczucie mocy i władzy – powiedział dr Mirosław Oczkoś.

Wycofanie „Solid gold”. „To jest coś niebywałego”

Na koniec politolog odniósł się też krótko do sprawy wycofania filmu „Solid Gold” z Konkursu Głównego 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Film został wycofany przez producenta – firmę Akson Studio. Powodem miały być rozbieżności między producentem a koproducentem, którym jest Telewizja Polska. W efekcie dzieło nie otrzymało kolaudacji. Reżyser filmu Jacek Bromski o całej sprawie dowiedział się od dziennikarzy i nie krył zdziwienia. – To jest coś niebywałego, żeby po 1989 roku działy się takie rzeczy – stwierdził w TOK FM dr Oczkoś. – Jeden może uderzyć celnie słowem, a inny musi wziąć kamień do ręki. Cenzura wchodzi takimi właśnie zakusami – dodał.

Cała sprawa może mieć kontekst polityczny. Fabuła filmu „Solid Gold” budzi skojarzenia z aferą Amber Gold. Opowiada historię policjantki Kai (w tej roli Marta Nieradkiewicz), która po nieudolnej próbie ujęcia przestępcy w sopockim kasynie gry zostaje przez niego porwana i zgwałcona, a uciekając z pułapki, zabija swoich oprawców, w końcu odchodzi z pracy. Po wielu latach wraca, zajmuje się rozpracowaniem przestępców zajmujących się budowaniem piramidy finansowej o ogromnym zasięgu.

Jak pisała „Gazeta Wyborcza” – Telewizja Polska miała nalegać, aby premiera filmu odbyła się przed wyborami parlamentarnymi. Odpowiednio zmontowane spoty i reklamy miały bowiem uderzać w opozycję, której PiS zarzuca związki z Amber Gold. Datę premiery początkowo przesunięto z lipca na 11 października, ostatecznie – na wniosek m.in. ekipy filmowej – zdecydowano o przesunięciu premiery na 18 października.

Przywrócenie praworządności i prawa to jeden z głównych celów Koalicji Obywatelskiej po wygranych wyborach. KO zapowiada też program “Otwarty Sejm” i eliminację ekspresowego ustawodawstwa w dziedzinie podatków, samorządu i praw obywatelskich. – Sejm otwarty, państwo wolne, państwo odważnych obywateli, którzy mają prawo krytykować władzę i kontrolować ją – mówi Kazimierz Michał Ujazdowski

Trzy kroki do odnowienia demokracji

Przywrócenie praworządności i prawa to jeden z głównych celów KO po wygranych wyborach, o których mówiła na konferencji Kamila Gasiuk-Pihowicz i Kazimierz Michał Ujazdowski, kandydat KO do Senatu.

Aby to osiągnąć, KO proponuje uporządkowanie prawa po zmianach, jakich PiS dokonał przez ostatnie 4 lata. – Uchwalimy zbiór ustaw Akt Odnowy Demokracji. To pakiet ustaw, który usunie przepisy naruszające konstytucję i przywróci prawa i wolności z konstytucji – mówiła Kamila Gasiuk-Pihowicz i zapowiedziała, że wszyscy winni naruszeń konstytucji zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

Po drugie, KO proponuje “zatrzymanie nadprodukcji prawa”. Jak tłumaczyła posłanka PO-KO, tylko w 2016 roku Sejm uchwalił ponad 40 tys. stron ustaw – Trzeba zatrzymać to szaleństwo. KO proponuje wprowadzenie reguły deregulacyjnej znanej m.in. z Kanady – “one in, two out”, co oznacza jeden uchwalony, dwa przepisy usunięte z porządku prawnego. To sprawdzone rozwiązanie i my je wprowadzimy – mówiła Gasiuk-Pihowicz.

Po trzecie, KO chce rozdzielenie funkcji Prokuratora Generalnego od ministra sprawiedliwości. – Nie może być tak, że politycy jednej partii są ścigani przez prokuraturę kierowaną przez ich partyjnego kolegę. To prokurator powinien patrzeć na ręce politykom, a nie politycy wywierać presję na prokuratorów – tłumaczyła posłanka PO-KO.

Otwarty Sejm dla wszystkich

Od czasu, gdy marszałkiem został Marek Kuchciński, konsekwentnie został ograniczany dostęp do Sejmu zarówno dla obywateli, jak i dziennikarzy. Po 4 latach rządów PiS-u doszło do tego, że Sejm jest na stałe odgrodzony barierkami, a w okolice budynku sali plenarnej można wejść tylko ze specjalną przepustką, na której wydanie zgodzi się straż marszałkowska. Korytarz marszałka został zasłonięty kotarą i wyłączony z ogólnego dostępu także dla dziennikarzy.

– Bramek przed Sejmem nie było w takiej liczbie po 1989 roku. To symbol podeptania parlamentaryzmu i zamknięcia Sejmu dla obywateli. Deklarujemy, że po zwycięstwie wyborczym Sejm będzie otwarty – mówił Kazimierz Michał Ujazdowski.

– Stawka tych wyborów jest bardzo wysoka. To wybór między państwem wolnym a państwem zamkniętym, państwem obywateli a państwem przestraszonego społeczeństwa. Zrobimy wszystko, żeby wygrała ta pierwsza wizja, zgodna z polską i europejską tradycją – dodaje Ujazdowski.

“Przywrócimy kontrolę obywatelską”

Ujazdowski zapowiedział, że KO przywróci zasady kontroli obywatelskiej nad Sejmem, wprowadzając m.in. wysłuchanie publiczne na wniosek 1/3 składu sejmowej komisji. – Każdy ważny projekt ustawy będzie mógł być omówiony w debacie publicznej z organizacjami pozarządowymi i ekspertami – tłumaczył kandydat na senatora.

KO proponuje też zakaz odrzucania projektów obywatelskich w pierwszym czytaniu. – Nie można blokować prac bez możliwości dania wypowiedzenia się obywatelom, którzy złożyli propozycję ustawodawczą – mówił.

Wyeliminowane zostanie ekspresowe ustawodawstwo w dziedzinie podatków, pozycji samorządów i wolności obywatelskich. KO proponuje, aby niezbędny był tu tok prac jak przy regulacjach kodeksowych – z założenia wydłużony, zmuszający do debaty, a także analizy przez ekspertów.

– Sejm otwarty, państwo wolne, państwo odważnych obywateli, którzy mają prawo krytykować władzę i kontrolować ją – mówił Ujazdowski.

PiS śmierdzi dyktaturą

Posłowie opozycji ocenili też propozycje programowe partii rządzącej. – Mamy do czynienia z budową państwa zamkniętego, próbą skoszarowania dziennikarzy, urzędników, niewygodnych prokuratorów i sędziów i wywieraniem presji na zwykłego obywatela, aby lepiej siedział cicho i nie wypowiadał słów krytycznych na temat władzy – ocenił propozycje PiS-u w sprawie ograniczenia immunitetu Kazimierz Michał Ujazdowski.

Podobnie jak propozycje wprowadzenia samorządu dziennikarzy. – Pomysł przymusowego samorządu dla dziennikarzy jest czymś niespotykanym w polskiej tradycji prawnej. To próba poddania kontroli tego świata, który jest gwarancją wolności politycznych – mówił.

Wtórowała mu Kamila Gasiuk-Pihowicz: – Pomysły zlikwidowania immunitetu sędziowskiego, prokuratorskiego i poselskiego śmierdzą dyktaturą.

Janina Goss (PiS), jedna z najbardziej zaufanych osób prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zasiada w dwóch radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa, choć w życie weszły przepisy, które tego zabraniają. Nie zrezygnowała z żadnej, a to zgodnie z nimi, złamanie prawa.

W PiS obowiązuje zasada, że kto z „panią Janeczką” wojuje, ten od prezesa ginie. Jest bowiem bardzo wpływowa i absolutnie lojalna wobec Jarosława Kaczyńskiego. Z zamiłowania jest zielarką, a politycznie działaczką PiS z Łodzi. To też przyjaciółka domu Kaczyńskich, dobrze znała się też z matką braci – Jadwigą Kaczyńska. Pożyczała prezesowi 200 tys. zł, by miał za co zapewnić chorej wówczas matce opiekę pielęgniarską – a to dowód najwyższego zaufania między nimi.

Po wygranej PiS w 2015 r. Janina Goss znalazła też swoje miejsce w obozie władzy. Od 2016 r. zasiada w dwóch radach nadzorczych: państwowego Banku Ochrony Środowiska i państwowej Polskiej Grupy Energetycznej. W 2018 r. zarobiła w nich łącznie 192 268 zł. W PGE – 79 268 zł, a w BOŚ-u 113 000 zł. Jeśli chodzi o stawki dla członków rady nadzorczej to – jak widać po liczbach – lepiej płaci biedny bank.

Ale złote czasy dla jednej z najbardziej zaufanych osób prezesa PiS miały się skończyć. O tym, że musi zrezygnować z jednej z posad, pisaliśmy w lipcu, ale ta lektura najwyraźniej ominęła Janinę Goss. Dlaczego?

We wrześniu weszły w życie nowe przepisy znowelizowanej ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym. A w niej kluczowy art. 19c, który zaczął obowiązywać od 15 września. W skrócie: zakazuje on zasiadania w więcej niż jednej radzie nadzorczej państwowej spółki. A tak się składa, że Goss wciąż zasiada w dwóch radach: BOŚ Banku i PGE. Obie firmy są w większości w posiadaniu państwa. PGE to w 57,39 proc. własność Skarbu Państwa. Z kolei większościowym (58,05 proc.) udziałowcem BOŚ Banku jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, czyli państwowa osoba prawna.

Zapytaliśmy obie firmy, czy Janina Goss wciąż zasiada w ich radach. BOŚ Bank odpisał, że na dzień 16 września 2019 r. – czy już po wejściu ustawowego zakazu wżycie – w radzie nadzorczej Banku Ochrony Środowiska zasiadają wszystkie osoby wskazane na stronie internetowej banku. Na stronie BOŚ-a Goss widnieje jako członek rady nadzorczej, więc tę posadę zachowała.

By nie łamać prawa powinna zatem odejść z rady nadzorczej PGE. Janina Goss jednak nie zrezygnowała i z posady w energetycznym gigancie. Biuro prasowe PGE informuje nas: „Informujemy, że na stronie internetowej PGE Polskiej Grupy Energetycznej zamieszczony jest aktualny skład rady nadzorczej spółki”. Na stronie internetowej Goss widnieje wciąż jako członek rady, wraz z życiorysem: „Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Posiada tytuł radcy prawnego. Od 2012 r. pani Janina Goss pełni funkcję Członka Zarządu w spółce Srebrna Sp. z o.o….”

Zasiadanie w dwóch radach nadzorczych – PGE i BOŚ – jest wprost złamaniem art. 19c o zasadach zarządzania mieniem państwowym.

O komentarz ws. konsekwencji zmian prawa prosiliśmy wcześniej renomowaną kancelarię prawną Taylor Wessing. Radca prawny Andrzej Mikosz i Patrycja Sojka, aplikantka adwokacka z kancelarii prawnej Taylor Wessing stwierdzili: „Ponieważ przepisy nie przewidują odmiennego rozwiązania, pozwalającego na kontynuowanie pełnienia funkcji przez osoby niespełniające wymogów z art. 19c ustawy w dniu 15 września 2019 r., zakaz przewidziany w tym przepisie będzie obowiązywał od dnia wejścia w życie. Ze względu na obowiązujący do dnia wejścia w życie przepisu, art. 4 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, określający zakaz w bardzo podobnym zakresie, zmiana dotknie jednak tylko członków rad nadzorczych w spółkach z udziałem państwowych i komunalnych osób prawnych oraz pełnomocników wspólników państwowych spółek, którzy, w przypadku pełnienia funkcji w więcej niż jednej spółce określonej a art. 19c, powinni zrezygnować ze swoich funkcji do dnia 15 września 2019 r., tak aby spełniać ustawowe wymogi„.

Zapytaliśmy także departament nadzoru właścicielskiemu w kancelarii premiera, ale KPRM nie odesłała jeszcze odpowiedzi, co zamierza zrobić, aby w radach nadzorczych PGE i BOŚ-a przepisy ustawy nie były łamane.

ℹ️

#PFN wpompowała

2⃣

0⃣

mln zł w firmę, która miała promować polską kulturę. Działania PR-owe nie przynoszą żadnych efektów, a pieniądze trafiły do rodziny związanej z #PiS

❗️

👇

 

Kuchciński – Rywin PiS. Ten mamrot okazuje się być lwem

 

Jak trafnie sugeruje Fakt, który dotarł do strzeżonych dokumentów, marszałek Sejmu Marek Kuchciński zorganizował prawdziwe biuro podróży. Specjalnością biura były luksusowe przejazdy na trasie Warszawa–Rzeszów–Warszawa, a środkami lokomocji, luksusowy odrzutowiec Gulfstream, śmigłowiec W-3 Sokół i samolot CASA.

Z usług biura korzystali krewni, bliscy i znajomi królika.

A lista pasażerów „biura” jest imponująca: Stanisław Piotrowicz i Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski i Anna Krasnodębska, Wojciech Jasiński, Maciej Łopiński i szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Na liście są również: Christian Młynarek, doradca marszałka i radny PiS w stołecznej dzielnicy Włochy, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, posłowie PiS z Podkarpacia: Krystyna Wróblewska, Bogdan Rzońca, Jerzy Paul i Wojciech Buczak.

Latały też posłanki PiS: Józefa Hrynkiewicz i Anna Schmidt-Rodziewicz oraz Andrzej Klarkowski, doradca szefa Kancelarii Sejmu, a w przeszłości doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Pasażerami byli też: marszałek województwa podkarpackiego, były senator PiS Władysław Ortyl oraz Janusz Niedziela obecny przewodniczący rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej, a także Grzegorz Nieradka, asystent marszałka i były radny PiS w Iwoniczu-Zdroju i Bogdan Romaniuk, radny podkarpackiego sejmiku.

Co ważne z „biura podróży” korzystał też Zbigniew Ziobro.

Nie wiadomo, jakie to ważne misje mieli do wypełnienia pasażerowie marszałka. Wiadomo za to, skąd ta zmowa milczenia. Nikt nic nie mówił, nikt nic nie wiedział, bo wszyscy brali w tym udział. Jak się okazuje „wszyscy po jednych pieniądzach”. A nawet gorzej. Słusznie więc zauważają internauci:

„Ziobro wyda polecenie by prokuratura zbadała czy latał z Kuchcinskim? Serio? Jesteście tak naiwni?”, czy inny wpis: „Jak prokuratura ma zbadać oszustwa Kuchcińskiego, skoro latał z nim sam prokurator generalny Ziobro? Patologia”.

Ciekawe co z tym zrobi Kaczyński? Zobaczymy.

Kuchciński może wyrosnąć na bohatera PiS, utopi Titanic Kaczyńskiego. Twardy jak góra lodowa, która się topi po każdym kolejnym kłamstwie.

Kmicic z chesterfieldem

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie…

View original post 2 568 słów więcej