Kleofas Wieniawa protestował w obronie wolnych sądów

>>>

W wielu miastach odbywają się demonstracje w obronie sędziów, którzy – jak twierdzi stowarzyszenie Iustitia – są represjonowani. Pikietujący zbierają się pod hasłem „Robimy to dla wszystkich”. Główna manifestacja odbywa się przed Ministerstwem Sprawiedliwości w Warszawie.

„Robimy to dla wszystkich. Organizujemy to wydarzenie, aby wyrazić swój sprzeciw wobec tego, co się dzieje obecnie w naszym kraju. Robimy to dla wszystkich Polaków, niezależnie od wieku, wyznania, miejsca zamieszkania czy poglądów politycznych” – napisał w liście zachęcającym do wzięcia udziału w demonstracji Krystian Markiewicz, szef Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Główna manifestacja odbywa się przed Ministerstwem Sprawiedliwości w Warszawie. Są tam m.in. były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński, szef Iustitii Krystian Markiewicz czy zawieszony sędzia z Olsztyna Paweł Juszczyszyn.

Markiewicz: Nie ma na to zgody, panie ministrze

– Spotykam się przede wszystkim z młodymi sędziami. To są ci sędziowie, którzy są na pierwszej linii, którzy najwięcej ryzykują w swoich zmaganiach z bezprawiem – mówił Wojciech Hermeliński. Sędzia podkreślił jednak, że na demonstrację przyszedł bronić sędziów starszych stażem. – Do nich są kierowane oburzające słowa ze strony najwyższych przedstawicieli władz. Mówi się o nich, że to są sędziowie, którzy swoje nominacje uzyskali w czasach komunistycznych, niemalże wręcz od generała Jaruzelskiego i insynuuje się, że pewnie jest to dla nich większa satysfakcja, niż gdyby mieli je otrzymywać teraz, od władzy niepodległej – powiedział.

Może autorzy tych haniebnych słów zajrzeliby do własnych metryk i zobaczyli, co tam jest napisane. Czy jest tam Rzeczpospolita Polska czy Polska Rzeczpospolita Ludowa, czy jest orzeł w koronie, czy bez korony

– dodał.

Krystian Markiewicz: Nie przestraszymy się

Jak stwierdził na demonstracji Krystian Markiewicz, „idealny układ zamknięty zareagował” na żądanie Pawła Juszczyszyna dostarczenia przez kancelarię premiera list poparcia KRS. Po tym wobec olsztyńskiego sędziego wszczęto postępowanie dyscyplinarne, a następnie został zawieszony przez prezesa Sądu Rejonowego w Olsztynie. – Pawłowi (Juszczyszynowi – red.) zabrano to, co dla niego najważniejsze, czyli możliwość bycia sędzią. Cała machina w ciągu jednego tygodnia zwaliła się na jego życie zawodowe, prywatne, rodzinne. Zaczęto straszyć Pawła i wszystkich innych sędziów, którzy będą mieli odwagę wykonywać orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ja mówię: nie przestraszymy się, nie ma na to zgody, panie ministrze sprawiedliwości – powiedział do zgromadzonych Krystian Markiewicz. – Nie damy się zastraszyć słowom pana premiera, który mówi, że my podważamy praworządność i niszczymy stabilność – dodał.

Sędzia Juszczyszyn: Jesteśmy silni, nie wiecie nawet jak bardzo

– Władze przychodzą i odchodzą, dlatego warto być przyzwoitym. Robimy to dla wszystkich. Apeluję do sędziów: nie dajcie się zastraszyć, bądźcie niezawiśli, bądźcie odważni. Jesteśmy silni, nie wiecie nawet jak bardzo – mówił na proteście zawieszony sędzia Paweł Juszczyszyn.

Manifestacje w obronie sędziów w całej Polsce

Oprócz Iustitii manifestacje popierają m.in. Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych w Polsce Pro Familia i Stowarzyszenie Sędziów Themis. Jak informuje sonar.wyborcza.pl zaplanowane zostały w większości dużych miast – m.in. Wrocławiu, Krakowie, Szczecinie, Olsztynie czy Lublinie – ale ludzie zbierają się też przed sądami w mniejszych ośrodkach jak choćby Zamość czy Stalowa Wola.

Organizatorzy protestu domagają się:

  • natychmiastowego przywrócenia do orzekania Sędziego Pawła Juszczyszyna,
  • powołania niepolitycznej Krajowej Rady Sądownictwa,
  • likwidacji politycznego systemu represji wobec sędziów, tj. rozwiązania Izby Dyscyplinarnej SN i odwołanie rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Piotra Schaba i jego zastępców Michała Lasoty i Przemysława Radzika,
  • zapewnienia obywatelom prawa do niezależnego sądu w tych sprawach, w których na skutek udziału neo-KRS w procedurach nominacyjnych skład sądu został uznany za wadliwy,
  • szanowania i wykonywania przez władzę ustawodawczą i wykonawczą orzeczeń polskich i europejskich sądów, w tym wyroku TSUE z 19.11.2019 r.

– Politycy chcą, żebyśmy się ich bali. Ale nic z tego, bo my składaliśmy przysięgę – mówili w niedzielę sędziowie na placu Mickiewicza w Poznaniu. Kilkaset osób demonstrowało tam w geście solidarności z tymi sędziami, których represjonuje władza.

Ginąłem w tłumie, ale można mnie dojrzeć.

epoznan.pl

Sędzina Monika Frąckowiak

Sędzina Olimpia Barańska-Małuszek

Rzeźnik Kaczyński i przekręty Morawieckich

Rzeźnik demokracji

Po to Jarosław Kaczyński ze swoim sztabem lizusów partyjno-kościelnych zmienił Kodeks Wyborczy i cały zestaw przepisów oraz decydentów w tych sprawach, aby z niego korzystać. Wobec oczekiwań prezesa PiS, że musi mieć większość w Senacie, można teraz zrobić prawie wszystko.

Zgodnie z prawem, ponowne liczenie głosów może się odbyć tylko z przyczyn przestępczych lub naruszenia Kodeksu Wyborczego. Czy więc przegrana PiS-u jest takim powodem? Z pewnością nie, ale, od czego są ludzie Ziobry, którzy zarządzą takie liczenie i stworzą pozory udowodnienia wygranej PiS-u we wszystkich zaskarżonych przypadkach. A to dlatego, że dokumentacja poszczególnych komisji wyborczych jest w rękach komisarzy wyborczych, których powołał PiS. Dostęp do pieczęci i czystych kart do głosowania mają komisarze wyborczy z PiS. Mieli już dostatecznie wiele czasu, aby zrobić z tą dokumentacją wyborczą wszystko, podmienić karty, dopisać na kartach opozycyjnych dodatkowe skreślenia, zagubić część kart itp. Zestaw możliwości komisarzy jest nieskończenie duży. Ponadto, w razie wątpliwości zawsze jest dyżurne ciało PiS-bezprawia w krajowej izbie dyscyplinarnej SN, aby nie było wątpliwości co do tego, kto ma rację.

W tej sytuacji liczenie głosu jest profanacją wyborczą i nie może niczego wyjaśnić oprócz tego, że PiS w swoim zamordyzmie jest gotowy do wszystkiego. Stworzy pozory swojego zwycięstwa wyborczego, poprzez ponowne przeliczenie tego, co już dawno nie jest wyborem wyborców.

Czas rzeźni prawnej dopiero się zaczyna. Wstęp mamy przy odmowach prokuratury wszczęcia postępowania karnego przy oczywistym łamaniu prawa PiS-nadludzi: Kaczyńskiego, Banasia, Ziobry, Glapińskiego i całej plejady Kamińskich oraz Głódziów.

Niezależnie od tego teatru pozorów, wybory pokazały, że dopóki parafianie wsi i małych miasteczek nie będą mieli dostępu do informacji, a jedynie do propagandy Rydzyka i Kurskiego, otępienie narodu dla swobodnego sprawowania władzy przez partie faszyzmu i bezprawia nie będzie zagrożone. Ich dominacyjnej pozycji z pewnością nie wzruszą też leniwi pozoranci partyjnej opozycyjności.

Tymczasem rzeźnik sprawnym ruchem tasaka ćwiartuje Polskę i oddziela wartościowe kęski od sadła. Dla zatrzymania tego procesu potrzebna jest, już teraz silna opozycja i to na ulicach, ale ją rozbili już liderzy partyjni. Zdradzili opozycję uliczną, zakpili z ich protestów i z ich liderów. Teraz podczepiają się pod ich dokonania i pozostawiają samych w ich licznych procesach sądowych za stawianie pokojowego oporu władzy w łamaniu demokracji i wylęgu faszyzmu.

Czy więc wyjdzie ktoś jeszcze na ulice, zdeterminowany i zaangażowany?
Jednak o tym, już następnym razem.

Więcej o przekrętach Morawieckich >>>

Jarząbek Mateusz Morawiecki powinien kupić szafę dla prezesa, w której ten mógłby pisać listy, a on lizać mu tyłek: łubu dubu

Jarosław Kaczyński w czwartek napisał dwa listy: do wyborców i parlamentarzystów. W tym drugim stwierdził, że „piękne zwycięstwo nad siłami Polski Minus trzeba przypieczętować” sukcesem Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Jego reelekcja ma być „gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej”.

W liście do parlamentarzystów Jarosław Kaczyński podziękował za zaangażowanie i wysiłek podczas kampanii wyborczej. Wyraził również wdzięczność rodzinom kandydatów za wsparcie i wyrozumiałość. „Szczególne brawa i podziękowania należą się tym z Państwa, którzy bardzo ciężko pracowali nie bacząc na to, że Ich szanse wyborcze – z różnych powodów – nie były największe” – napisał.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński: Trzeba przypieczętować zwycięstwo

Kaczyński stwierdził również, że zwycięstwo PiS w wyborach jest „nie tylko ogromnym sukcesem, ale nie mniejszym zobowiązaniem wobec Polski”, a dzięki niemu dalej będzie możliwe budowanie „Polski Plus”. Jednak należy to przypieczętować zwycięstwem Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Reelekcja Pana Prezydenta Andrzeja Dudy, który jest naturalnym kandydatem na najwyższy urząd w państwie dla pragnących lepszego życia oraz wyznających tradycyjne wartości Polek i Polaków, będzie gwarancją budowania zamożnej, sprawiedliwej, solidarnej oraz silnej Rzeczypospolitej

– napisał prezes PiS.

W liście skierowanym do wyborców Kaczyński podziękował za zaufanie, dzięki któremu „Zjednoczona Prawica ponownie uzyskała w Sejmie większość bezwzględną”. Napisał również, że opowiedzieli się oni za „Polską Plus” i „wielkimi programami wsparcia, na które polskie rodziny czekały od 30 lat”. Stwierdził, że wyborcy PiS zagłosowali za „Polską godnego życia – solidarną i sprawiedliwą, dbającą o dobro ogółu obywateli”.

Szafa prezesa Ochódzkiego z kultowego filmu „Miś” zostanie zlicytowana. Cena wywoławcza mebla, do którego peany na część prezesa śpiewał trener Jarząbek, to prawie 19 tys. zł.

„Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu” – śpiewał w jednej ze scen „Misia” Wacław Jarząbek, trener drugiej klasy, stojąc przed szafą w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Tęcza” Ryszarda Ochódzkiego. W szafie ukryty był magnetofon szpulowy rejestrujący przemowy pracowników. Ochódzki wytłumaczył, po co to robią: „Jeśli ktokolwiek chce przekazać jakąś krytyczną uwagę o mnie, o mojej pracy, jakąś skargę, a mnie akurat nie ma, może w każdej chwili wejść i nagrać, co mu leży na wątrobie”.

Cena wyższa z powodu sentymentu

Te sceny Stanisław Bareja, reżyser filmu „Miś”, kręcił w gabinecie prezesa Klubu Sportowego „Orzeł” na Kamionku. Do dziś stoi w nim nie tylko słynna szafa, ale i pozostałe meble, które zagrały w komedii z 1980 r. Ale niedługo mogą znaleźć nowego właściciela, bo trafiły właśnie na licytację komorniczą.

Prezesem klubu przez lata był Andrzej Szyszko, brat zmarłego w październiku byłego ministra środowiska, Jana Szyszki. Za jego kadencji miasto przyznawało klubowi sowite dotacje, w sumie 11 mln zł. Mimo to klub popadł w długi. Ratusz zwrócił się więc do sądu o egzekucję komorniczą. Na podstawie wyroku sądu w październiku zeszłego roku klub sportowy przejął komornik.

To dlatego meble z gabinetu prezesa zostaną wystawione na licytację. Ogłosił ją Krzysztof Kokoszko, komornik prowadzący sprawę. Pod młotek pójdzie szafa gdańska czterodrzwiowa z szufladą, drewniany stół, komplet czterech krzeseł obitych skórą, drewniany fotel oraz ozdobne gabinetowe biurko. – Ze względu na rolę, jaką te meble odegrały w filmie, ich wartość kolekcjonerska jest o wiele większa niż rynkowa – twierdzi Kokoszko.

W opinii biegłego, który na polecenie Kokoszki dokonał wyceny mebli, czytamy: „Jak zawsze przy przedmiotach powiązanych ze znanymi osobami, wydarzeniami czy dziełami kultury ostateczna wycena rynkowa nie jest w zasadzie możliwa, ponieważ wartość dla ostatecznego klienta opiera się na sentymencie i emocjach”. Zaznacza, że najważniejsza jest szafa, na której wciąż widnieje ślad po naklejeniu guzika uruchamiającego magnetofon.

Szafa prezesa jednak do muzeum?

Słynna szafa została wykonana w Niemczech na początku XX w., jest wysoka na 185 cm i szeroka na 228 cm. Jej wartość rynkowa to 5 tys. zł., ale po uwzględnieniu historii mebla biegły wycenił ją na pięć razy tyle. Jak informuje Kokoszko, cena wywoławcza ruchomości w takich postępowaniach stanowi 3/4 wartości szacunkowej obiektu. Dlatego licytacja szafy rozpocznie się od 18 750 zł.

Drewniane biurko, na którym filmowy kierownik produkcji Jan Hochwander wyjmował z walizki „prawdziwe parówki w baraniej kiszce z cielęciny”, zostanie wystawione za 9 tys. zł.

Licytacja jest zaplanowana na 7 listopada w jednym z obiektów KS „Orzeł” na Kamionku. Ale jest ryzyko, że zostanie odwołana. – Klub i miasto, czyli wierzyciel i dłużnik, prowadzą rozmowy na temat mebli. Jest szansa, że trafią one do jakiegoś muzeum. Obydwie strony wolałyby, żeby nie służyły tylko jednej osobie, ale były ogólnodostępne – wyjaśnia Kokoszko.

A Kaczyński listy pisze, papier wszystko łyknie.

Kmicic z chesterfieldem

Państwowa Komisja Wyborcza przeanalizowała jeden z sześciu – bliźniaczo do siebie podobnych – protestów wyborczych PiS i uznała, że nie zasługuje na uwzględnienie. – Wnosimy o pozostawienie go bez dalszego biegu – wystąpiła do Sądu Najwyższego.

Protesty wyborcze komitetu PiS ujawniło Oko.press. Serwis wydobył skargi z Sądu Najwyższego. W sześciu podobnych pismach komitet PiS kwestionuje wyniki wyborów do Senatu w sześciu okręgach wyborczych. We wszystkich wygrali kandydaci opozycji lub niezależni. Przewaga nad kandydatami PiS wyniosła od 320 głosów do 3 tys.

Rządząca partia liczy, że uwzględnienie protestów pozwoli jej na odbicie izby wyższej, w której większość będzie mieć opozycja i senatorowie niezależni.

„Wyniki wyborów niemal po połowie dzielą Senat pomiędzy partię sprawującą władzę a opozycję. W tym stanie rzeczy w interesie społecznym jest podjęcie dodatkowych działań weryfikujących” – napisał w uzasadnieniu protestów pełnomocnik komitetu PiS Krzysztof Sobolewski.

PiS myli artykuł kodeksu

„Zgłaszam protest wyborczy przeciwko ważności wyborów do Senatu RP”…

View original post 3 471 słów więcej

 

Bezprawie Kaczyńskiego, czyli wola prezesa zastępuje prawo

Frąckowiak jest przedstawicielką sędziowskiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, które krytykuje PiS-oską „reformę” wymiaru sprawiedliwości. Kobieta zaangażowała się w działalność opozycyjną. W 2017 r. stwierdziła, że „Trybunał Konstytucyjny jest farsą”. Oberwało się także ministrowi sprawiedliwości, który – jej zdaniem – powołuje na prezesów sądów osoby „o dość wątpliwej reputacji w środowisku sędziowskim”. Wypowiedzi zwróciły na nią uwagę mediów i doprowadziły do rozpoczęcia pierwszego postępowania dyscyplinarnego.

To nie koniec sprawy. Wkrótce potem wszczęto wobec niej drugą dyscyplinarkę. Tym razem zajęto się symulacją sądową, w której uczestniczyła w trakcie festiwalu Poland&Rock w Kostrzynie nad Odrą. Sprawę ostatecznie umorzono, Frąckowiak postawiono jednak zarzuty za… wyjazd na spotkanie z duńskimi sędziami (była wtedy na zwolnieniu lekarskim) i opóźnienia w pisaniu uzasadnień.

Monika Frąckowiak kilka dni temu ogłosiła, że przestanie stawiać się na wezwania rzeczników dyscyplinarnych. Frąckowiak została poparta przez kilku innych sędziów. Sędziowie wskazują na to, że osoby te są zamieszane w tzw. aferę hejterską. Jak się okazuje, rzecznik dyscyplinarny Przemysław Radzik miał zaproponować Frąckowiakowej układ. Sędzia miała przyznać się do postawionych jej zarzutów, a w zamian otrzymałaby jedynie naganę.

Monika Frąckowiak nie przystała na propozycję Radzika i ujawniła ją w rozmowie z dziennikarzami „Gazety Wyborczej”. Oferta Radzika została przedstawiona Frąckowiakowej przez Wojciecha Wieczorkowskiego, prezesa Sądu Rejonowego Nowe Miasto i Wilda. „Pan prezes powiedział dokładnie tak: „Mam dla ciebie od nich propozycję”. Poczułam się, jak w jakimś mafijnym układzie. Pan prezes przyznał, że spotkał się z rzecznikiem Radzikiem w komisji egzaminującej aplikantów adwokackich. Oferta była prosta: jeśli się przyznam, dostanę tylko naganę” – przyznała członkini Stowarzyszenia „Iustitia”.

„Gazeta Wyborcza” poprosiła Wojciecha Wieczorka o komentarz w sprawie. Prezes – na tę chwilę – nie udzielił jednak odpowiedzi.

Pogram Koalicji Obywatelskiej – tutaj >>>

– Panie premierze w sposób stanowczy, zdecydowany zwracam się do pana o odwołanie pana Zbigniewa Ziobro ze stanowiska ministra sprawiedliwości. I to nie tylko dlatego, że pod jego bokiem działała grupa, właściwie przestępcza, bo ujawniająca niedostępne materiały personale i dokonująca hejtu o znamionach zniesławienia, na której czele stał wiceminister sprawiedliwości, którego pan powołał – mówi były pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prof. Adam Strzembosz na nagraniu jakie pojawiło się na kanałach społecznościowych akcji Wolne Sądy.

– Pan minister Ziobro odpowiada za nominacje na wysokie stanowiska sędziowskie często ludzi sfrustrowanych, gotowych na wszelkie kompromisy moralne dla uzyskania wysokich stanowisk – ocenił prof. Strzembosz.

– Proszę pana premiera o możliwe niezwłoczne odwołanie pana ministra Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości. Przecież jest pan historykiem, a historia tego panu nie zapomni – zaapelował.

Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało, że musi wygrać wybory bez względu na to, co się wydarzy – ocenił w TOK FM dr Mirosław Oczkoś. Ekspert do spraw wizerunku uważa, że w kampanii partia Jarosława Kaczyńskiego złapała lekką zadyszkę.

Do wyborów parlamentarnych pozostało 25 dni. Partie polityczne i komitety wyborcze intensyfikują kampanię. Jedni jeżdżą busami po kraju, inni organizują konwencje regionalne. – Żeby wygrać wybory, trzeba chcieć i pokazać wyborcom, że chce się chcieć. Strategie są różne, a zweryfikują się przy urnie wyborczej. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, czy ci, co jeździli i się spotykali, mieli rację, czy ci, co zastosowali tzw. nalot dywanowy, jak w przypadku partii rządzącej – stwierdził w TOK FM dr Mirosław Oczkoś. Jak dodał, w przypadku partii rządzącej  „widać wielkie pieniądze, które na 100 procent przekraczają dozwolony budżet, ale to pewnie nie będzie nigdzie wykazane”.

Ekspert podkreślił, że konwencje wyborcze (organizowane w wielkich halach, z setkami uczestników i pełną oprawą wizualną), których w tej kampanii jest wyjątkowo dużo, są bardzo drogie. – Jakby na to nie patrzeć, nie da się tego zrobić za 5 zł. To nie jest rękodzieło artystyczne, ktoś musiał za to zapłacić – powiedział. – Może Polska Fundacja Narodowa, która transferuje pieniądze do jakiejś mitycznej agencji w Stanach Zjednoczonych – ironizował dalej gość Piotra Maślaka.

Oczkoś: Jest lekka zadyszka w PiS

W kontekście strategii Prawa i Sprawiedliwości, dr Oczkoś stwierdził, że „partia ta zdecydowała, że musi wygrać wybory bez względu na to, co się wydarzy”. Ale – jak dodał – kampania partii rządzącej „weszła ostatnią w dziwną fazę”. – Miał być sprint, a widać, że jest lekka zadyszka w PiS spowodowana jednak nie tym, że im się nie chce, tylko tym, że oni uznali, że już wygrali te wybory – ocenił ekspert ds. wizerunku.

Przestrzegał, że takie podejście może się dla polityków Prawa i Sprawiedliwości źle skończyć, bo jeśli zrezygnują z walki na ostatniej prostej kampanii – wcale nie muszą wygrać. A tym bardziej – zdobyć większości, która pozwoli na samodzielne rządzenie.

Gość TOk FM zwrócił też uwagę na jeszcze jedną kwestię. – PiS osiągnął już pułap takiego sposobu poniżania przeciwnika, że ten przeciwnik zaczyna w oczach wyborców wyglądać jak ofiara, a my się lubimy solidaryzować z ofiarami – stwierdził. Przestrzegał, że PiS może zwyczajnie „przegiąć” w poniżaniu innych – nie tylko przeciwników w walce wyborczej, ale też na przykład przedstawicieli LGBT, lekarzy – rezydentów czy nauczycieli.

– Bo ja nie pamiętam takiego stopnia pogardy po 1989 roku dla swoich przeciwników. Rzadko się traktowało ich jako wrogów, a tu są to właśnie wrogowie do wyeliminowania. I pomysł jest taki, żeby nie tylko z nimi wygrać, ale ich wykończyć. Poniżyć tak, by „umierając”, mieli poczucie, że są przegrani i opluci. To jest straszne – ocenił. Przyznał, że podobne praktyki widoczne są nie tylko w Polsce. Choć w naszym kraju, w ogniu kampanii, szczególnie rzucają się w oczy „na przykład w sposobie wypowiadania się polityków PiS i dziennikarzy PiS-owskich”. – Mają poczucie mocy i władzy – powiedział dr Mirosław Oczkoś.

Wycofanie „Solid gold”. „To jest coś niebywałego”

Na koniec politolog odniósł się też krótko do sprawy wycofania filmu „Solid Gold” z Konkursu Głównego 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Film został wycofany przez producenta – firmę Akson Studio. Powodem miały być rozbieżności między producentem a koproducentem, którym jest Telewizja Polska. W efekcie dzieło nie otrzymało kolaudacji. Reżyser filmu Jacek Bromski o całej sprawie dowiedział się od dziennikarzy i nie krył zdziwienia. – To jest coś niebywałego, żeby po 1989 roku działy się takie rzeczy – stwierdził w TOK FM dr Oczkoś. – Jeden może uderzyć celnie słowem, a inny musi wziąć kamień do ręki. Cenzura wchodzi takimi właśnie zakusami – dodał.

Cała sprawa może mieć kontekst polityczny. Fabuła filmu „Solid Gold” budzi skojarzenia z aferą Amber Gold. Opowiada historię policjantki Kai (w tej roli Marta Nieradkiewicz), która po nieudolnej próbie ujęcia przestępcy w sopockim kasynie gry zostaje przez niego porwana i zgwałcona, a uciekając z pułapki, zabija swoich oprawców, w końcu odchodzi z pracy. Po wielu latach wraca, zajmuje się rozpracowaniem przestępców zajmujących się budowaniem piramidy finansowej o ogromnym zasięgu.

Jak pisała „Gazeta Wyborcza” – Telewizja Polska miała nalegać, aby premiera filmu odbyła się przed wyborami parlamentarnymi. Odpowiednio zmontowane spoty i reklamy miały bowiem uderzać w opozycję, której PiS zarzuca związki z Amber Gold. Datę premiery początkowo przesunięto z lipca na 11 października, ostatecznie – na wniosek m.in. ekipy filmowej – zdecydowano o przesunięciu premiery na 18 października.

Przywrócenie praworządności i prawa to jeden z głównych celów Koalicji Obywatelskiej po wygranych wyborach. KO zapowiada też program “Otwarty Sejm” i eliminację ekspresowego ustawodawstwa w dziedzinie podatków, samorządu i praw obywatelskich. – Sejm otwarty, państwo wolne, państwo odważnych obywateli, którzy mają prawo krytykować władzę i kontrolować ją – mówi Kazimierz Michał Ujazdowski

Trzy kroki do odnowienia demokracji

Przywrócenie praworządności i prawa to jeden z głównych celów KO po wygranych wyborach, o których mówiła na konferencji Kamila Gasiuk-Pihowicz i Kazimierz Michał Ujazdowski, kandydat KO do Senatu.

Aby to osiągnąć, KO proponuje uporządkowanie prawa po zmianach, jakich PiS dokonał przez ostatnie 4 lata. – Uchwalimy zbiór ustaw Akt Odnowy Demokracji. To pakiet ustaw, który usunie przepisy naruszające konstytucję i przywróci prawa i wolności z konstytucji – mówiła Kamila Gasiuk-Pihowicz i zapowiedziała, że wszyscy winni naruszeń konstytucji zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

Po drugie, KO proponuje “zatrzymanie nadprodukcji prawa”. Jak tłumaczyła posłanka PO-KO, tylko w 2016 roku Sejm uchwalił ponad 40 tys. stron ustaw – Trzeba zatrzymać to szaleństwo. KO proponuje wprowadzenie reguły deregulacyjnej znanej m.in. z Kanady – “one in, two out”, co oznacza jeden uchwalony, dwa przepisy usunięte z porządku prawnego. To sprawdzone rozwiązanie i my je wprowadzimy – mówiła Gasiuk-Pihowicz.

Po trzecie, KO chce rozdzielenie funkcji Prokuratora Generalnego od ministra sprawiedliwości. – Nie może być tak, że politycy jednej partii są ścigani przez prokuraturę kierowaną przez ich partyjnego kolegę. To prokurator powinien patrzeć na ręce politykom, a nie politycy wywierać presję na prokuratorów – tłumaczyła posłanka PO-KO.

Otwarty Sejm dla wszystkich

Od czasu, gdy marszałkiem został Marek Kuchciński, konsekwentnie został ograniczany dostęp do Sejmu zarówno dla obywateli, jak i dziennikarzy. Po 4 latach rządów PiS-u doszło do tego, że Sejm jest na stałe odgrodzony barierkami, a w okolice budynku sali plenarnej można wejść tylko ze specjalną przepustką, na której wydanie zgodzi się straż marszałkowska. Korytarz marszałka został zasłonięty kotarą i wyłączony z ogólnego dostępu także dla dziennikarzy.

– Bramek przed Sejmem nie było w takiej liczbie po 1989 roku. To symbol podeptania parlamentaryzmu i zamknięcia Sejmu dla obywateli. Deklarujemy, że po zwycięstwie wyborczym Sejm będzie otwarty – mówił Kazimierz Michał Ujazdowski.

– Stawka tych wyborów jest bardzo wysoka. To wybór między państwem wolnym a państwem zamkniętym, państwem obywateli a państwem przestraszonego społeczeństwa. Zrobimy wszystko, żeby wygrała ta pierwsza wizja, zgodna z polską i europejską tradycją – dodaje Ujazdowski.

“Przywrócimy kontrolę obywatelską”

Ujazdowski zapowiedział, że KO przywróci zasady kontroli obywatelskiej nad Sejmem, wprowadzając m.in. wysłuchanie publiczne na wniosek 1/3 składu sejmowej komisji. – Każdy ważny projekt ustawy będzie mógł być omówiony w debacie publicznej z organizacjami pozarządowymi i ekspertami – tłumaczył kandydat na senatora.

KO proponuje też zakaz odrzucania projektów obywatelskich w pierwszym czytaniu. – Nie można blokować prac bez możliwości dania wypowiedzenia się obywatelom, którzy złożyli propozycję ustawodawczą – mówił.

Wyeliminowane zostanie ekspresowe ustawodawstwo w dziedzinie podatków, pozycji samorządów i wolności obywatelskich. KO proponuje, aby niezbędny był tu tok prac jak przy regulacjach kodeksowych – z założenia wydłużony, zmuszający do debaty, a także analizy przez ekspertów.

– Sejm otwarty, państwo wolne, państwo odważnych obywateli, którzy mają prawo krytykować władzę i kontrolować ją – mówił Ujazdowski.

PiS śmierdzi dyktaturą

Posłowie opozycji ocenili też propozycje programowe partii rządzącej. – Mamy do czynienia z budową państwa zamkniętego, próbą skoszarowania dziennikarzy, urzędników, niewygodnych prokuratorów i sędziów i wywieraniem presji na zwykłego obywatela, aby lepiej siedział cicho i nie wypowiadał słów krytycznych na temat władzy – ocenił propozycje PiS-u w sprawie ograniczenia immunitetu Kazimierz Michał Ujazdowski.

Podobnie jak propozycje wprowadzenia samorządu dziennikarzy. – Pomysł przymusowego samorządu dla dziennikarzy jest czymś niespotykanym w polskiej tradycji prawnej. To próba poddania kontroli tego świata, który jest gwarancją wolności politycznych – mówił.

Wtórowała mu Kamila Gasiuk-Pihowicz: – Pomysły zlikwidowania immunitetu sędziowskiego, prokuratorskiego i poselskiego śmierdzą dyktaturą.

Janina Goss (PiS), jedna z najbardziej zaufanych osób prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zasiada w dwóch radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa, choć w życie weszły przepisy, które tego zabraniają. Nie zrezygnowała z żadnej, a to zgodnie z nimi, złamanie prawa.

W PiS obowiązuje zasada, że kto z „panią Janeczką” wojuje, ten od prezesa ginie. Jest bowiem bardzo wpływowa i absolutnie lojalna wobec Jarosława Kaczyńskiego. Z zamiłowania jest zielarką, a politycznie działaczką PiS z Łodzi. To też przyjaciółka domu Kaczyńskich, dobrze znała się też z matką braci – Jadwigą Kaczyńska. Pożyczała prezesowi 200 tys. zł, by miał za co zapewnić chorej wówczas matce opiekę pielęgniarską – a to dowód najwyższego zaufania między nimi.

Po wygranej PiS w 2015 r. Janina Goss znalazła też swoje miejsce w obozie władzy. Od 2016 r. zasiada w dwóch radach nadzorczych: państwowego Banku Ochrony Środowiska i państwowej Polskiej Grupy Energetycznej. W 2018 r. zarobiła w nich łącznie 192 268 zł. W PGE – 79 268 zł, a w BOŚ-u 113 000 zł. Jeśli chodzi o stawki dla członków rady nadzorczej to – jak widać po liczbach – lepiej płaci biedny bank.

Ale złote czasy dla jednej z najbardziej zaufanych osób prezesa PiS miały się skończyć. O tym, że musi zrezygnować z jednej z posad, pisaliśmy w lipcu, ale ta lektura najwyraźniej ominęła Janinę Goss. Dlaczego?

We wrześniu weszły w życie nowe przepisy znowelizowanej ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym. A w niej kluczowy art. 19c, który zaczął obowiązywać od 15 września. W skrócie: zakazuje on zasiadania w więcej niż jednej radzie nadzorczej państwowej spółki. A tak się składa, że Goss wciąż zasiada w dwóch radach: BOŚ Banku i PGE. Obie firmy są w większości w posiadaniu państwa. PGE to w 57,39 proc. własność Skarbu Państwa. Z kolei większościowym (58,05 proc.) udziałowcem BOŚ Banku jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, czyli państwowa osoba prawna.

Zapytaliśmy obie firmy, czy Janina Goss wciąż zasiada w ich radach. BOŚ Bank odpisał, że na dzień 16 września 2019 r. – czy już po wejściu ustawowego zakazu wżycie – w radzie nadzorczej Banku Ochrony Środowiska zasiadają wszystkie osoby wskazane na stronie internetowej banku. Na stronie BOŚ-a Goss widnieje jako członek rady nadzorczej, więc tę posadę zachowała.

By nie łamać prawa powinna zatem odejść z rady nadzorczej PGE. Janina Goss jednak nie zrezygnowała i z posady w energetycznym gigancie. Biuro prasowe PGE informuje nas: „Informujemy, że na stronie internetowej PGE Polskiej Grupy Energetycznej zamieszczony jest aktualny skład rady nadzorczej spółki”. Na stronie internetowej Goss widnieje wciąż jako członek rady, wraz z życiorysem: „Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Posiada tytuł radcy prawnego. Od 2012 r. pani Janina Goss pełni funkcję Członka Zarządu w spółce Srebrna Sp. z o.o….”

Zasiadanie w dwóch radach nadzorczych – PGE i BOŚ – jest wprost złamaniem art. 19c o zasadach zarządzania mieniem państwowym.

O komentarz ws. konsekwencji zmian prawa prosiliśmy wcześniej renomowaną kancelarię prawną Taylor Wessing. Radca prawny Andrzej Mikosz i Patrycja Sojka, aplikantka adwokacka z kancelarii prawnej Taylor Wessing stwierdzili: „Ponieważ przepisy nie przewidują odmiennego rozwiązania, pozwalającego na kontynuowanie pełnienia funkcji przez osoby niespełniające wymogów z art. 19c ustawy w dniu 15 września 2019 r., zakaz przewidziany w tym przepisie będzie obowiązywał od dnia wejścia w życie. Ze względu na obowiązujący do dnia wejścia w życie przepisu, art. 4 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, określający zakaz w bardzo podobnym zakresie, zmiana dotknie jednak tylko członków rad nadzorczych w spółkach z udziałem państwowych i komunalnych osób prawnych oraz pełnomocników wspólników państwowych spółek, którzy, w przypadku pełnienia funkcji w więcej niż jednej spółce określonej a art. 19c, powinni zrezygnować ze swoich funkcji do dnia 15 września 2019 r., tak aby spełniać ustawowe wymogi„.

Zapytaliśmy także departament nadzoru właścicielskiemu w kancelarii premiera, ale KPRM nie odesłała jeszcze odpowiedzi, co zamierza zrobić, aby w radach nadzorczych PGE i BOŚ-a przepisy ustawy nie były łamane.

ℹ️

#PFN wpompowała

2⃣

0⃣

mln zł w firmę, która miała promować polską kulturę. Działania PR-owe nie przynoszą żadnych efektów, a pieniądze trafiły do rodziny związanej z #PiS

❗️

👇