Brawo, Klaudia Jachira!

Klaudia Jachira zderza się z ostrą krytyką za swoją aktywność w internecie.

Zarzuca się jej, że nie zachowuje się tak, jak na posłankę przystało oraz że swoją aktywnością szkodzi opozycji.

W najnowszym filmie umieszczonym w social mediach posłanka przedstawiła dekalog wyborców PiS”.

– Pamiętaj, nie będziesz czcił innego imienia niż Jarosław. Będziesz budował pomniki Lechowi, ale nie Wałęsie, tylko temu drugiemu. Uwierzysz, że Tusk ukradł 300 milionów i zabił 96 osób. Możesz cudzołożyć, ale tylko w pokojach na godziny. Pamiętaj – państwowe to nie kradzież. Trolluj i hejtuj, a pomnożę twoje fake konta. Ciągnij kasę z Unii i miej ją gdzieś! Nie pożądaj żony bliźniego swego, lepiej przerzuć się na chłopców. Nigdy nie ujawniaj list poparcia do KRS-u – wypowiada się na filmie Jachira.

W obronę Jachirę wziął muzyk Zbigniew Hołdys, któremu nie podoba się uderzanie w polityczkę Koalicji Obywateleskiej ze strony zwolenników opozycji.

– Szukam równie bezlitosnych i agresywnych postów, w których strona opozycyjna wobec PiS-u poniewiera jakimś pisowskim posłem tak, jak teraz poniewiera Klaudią Jachirą. Rozumem, że ona powinna być z plasteliny, ulepiona przez niezadowolony lud, powinna mieć Wasze myśli, miny, kręcić Wasze filmiki. Po prostu ustalcie jej listę tematów do poruszania. Bo Klaudia Jachira jest niebezpieczna bardziej niż Pereira, Tarczyński czy Kurski. My musimy być grzeczni, taktowni, mieć spiłowane paznokcie, kłaniać się przepraszająco i grzecznie siedzieć w ławce – napisał Hołdys na Facebooku.

Kmicic z chesterfieldem

Można się zastanawiać: jak będzie przebiegał Polexit, bo już o nim zadecydowano. To znaczy zadecydował Jarosław Kaczyński. Dlaczego? Bo wpędził się w kozi róg, nie wycofa się.

Podprogowo – Kaczyński chce odejść wraz z Polską, on do Nieistnienia (grobu), Polska do utraty niepodległości.

Komisja Europejska nie pozwoli na to, aby w gronie krajów unijnych znajdowała się jakaś satrapia, podobna do Białorusi.

Takim Łukaszenką batiuszką chce być Kaczyński. Czy Polaków stać na zryw niepodległościowy, aby jak komuchów przepędzić pisowców?

Pewnie tak, ale może jeszcze za wcześnie, musi dojść do sytuacji gospodarczej i finansowej jak w PRL. A do takiej dojdzie, gdy PiS utrzyma się u władzy.

Chciałbym, aby moje przewidywania się nie ziściły, lecz opozycja wraz ze społeczeństwem obywatelskim musi pogonić krasnali wolności precz skuteczniej niż do tej pory protestuje.

Precz od koryta i precz z przestrzeni publicznej. Niektórzy z nich – jak Ziobro, bądź Duda – winni zaznać rozkoszy pierdla.

View original post 545 słów więcej

 

Niekumaty Brudziński drogę do sklepu zna

Przy okazji uchwalenia przez Sejm RP ustawy represyjnej, dyscyplinującej sędziów doszło na Twitterze do zabawnej „konfrontacji” między mec. Romanem Giertychem, a wiceszefem Prawa i Sprawiedliwości Joachimem Brudzińskim.

Zaczęło się na poważnie. Zdaniem prawnika mamy obecnie do czynienia z kolejnym łamaniem Konstytucja i próbą wprowadzenia w Polsce autorytarnego systemu na wzór państw komunistycznych. „Hańba!” – napisał mecenas na Twitterze.

Wtedy do kontrataku ruszył Brudziński: „Roman Giertych zostanie oceniony przez historię jako zdrajca Młodzieży Wszechpolskiej którą odrodził i namówił do protestów wobec wejścia Polski do UE. Porzucił ich łasząc się do lewackich elyt. Został śmiesznym pupilkiem TVN-u i GW jako klasyczny „budyń” celebryta. Hańba” – odpalił zastępca Kaczyńskiego i chyba nie spodziewał się tak gwałtownego zwrotu akcji.

Giertych zmieniając ton z wyraźna drwiną opisał rolę Brudzińskiego, z czasów gdy jako lider LPR prowadził negocjacje z Jarosławem Kaczyńskim. „Nie zapomnę Panu tych miłych gestów, gdy prowadziłem rozmowy z Kaczyńskim, a nie było komu wyskoczyć po coś do picia… Zawsze można było na Pana liczyć” – wspominał Giertych, czym wzbudził wesołość wielu użytkowników Twittera., ale nie wszystkich…

Taki np. szef portalu TVPInfo Samuel Pereira uznał, że „słabe to było” i dostało mu się za to: „Słaby to jest szanowny pan. Propagandzista za państwowe pieniądze”; Słaby to był zakład o prom ze Szczecina. Po czynach Was poznamy, redaktorku.” – komentowali użytkownicy Twittera.

Kmicic z chesterfieldem

Powinniśmy jak najszybciej zdekoncentrować sytuację medialną w Polsce, ponieważ ona nie spełnia standardów europejskich” – podkreśla minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Piotr Gliński mówiąc o planach kierowanego przez siebie resortu na najbliższe lata.

Minister zaznaczył, że stosowny projekt jest już od dawna gotowy i czeka tylko na odpowiednią polityczną decyzję. Partia rządząca od początku twierdzi, że media w Polsce, a w szczególności prasa, są opanowane przez koncerny zagraniczne, co wpływa na wolność owych mediów.

Z tą opinią nie zgadza się między innymi były prezes TVP, członek Rady Mediów Narodowych, Juliusz Braun. „To, co mówi minister Piotr Gliński można czytać jako pogróżki pod adresem mediów. Rząd chce po prostu osłabić silne media” – mówi Braun w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl, dodając, że „w Polsce „tak naprawdę nie ma zmonopolizowanych mediów. Widocznie minister kultury jest źle poinformowany.”

Poza planami dekoncentracji mediów, kierowane przez Glińskiego ministerstwo kultury w ciągu najbliższych…

View original post 1 513 słów więcej

 

Mularczyk Szwedom może wyliczyć, ile są winni za Potop Szwedzki

„Szkoda, że przedstawiciel Akademii Szwedzkiej Per Waesterberg wspominając w laudacji dla Olgi Tokarczyk o polskiej ‚historii kolonializmu i antysemityzmu’ nie wykorzystał szansy, aby przeprosić za ‚potop szwedzki'” – stwierdził na Twitterze poseł Arkadiusz Mularczyk z PiS.

Potop Szwedzki to najazd Szwecji na Rzeczpospolitą w latach 1655 -1660 w trakcie tzw. II wojny północnej.

Waesterberg: Polska literatura błyszczy w Europie

We wtorek w Sztokholmie laureatka literackiej Nagrody Nobla Olga Tokarczuk odebrała złoty medal i dyplom z rąk króla Szwecji Karola XVI Gustawa. Przed wręczeniem nagrody laudację na cześć pisarki wygłosił Per Waestberg z Akademii Szwedzkiej.

– Polska literatura błyszczy w Europie. Ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru – powiedział szwedzki pisarz.

Podkreślił, że Polska to „skrzyżowanie Europy, być może nawet jej serce”. Przekonywał, że w twórczości Tokarczuk widzimy traumatyczną historię jej ojczyzny. Dodał, że Tokarczuk jako pisarka „odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu”.

Według szwedzkiego pisarza pisarstwo Tokarczuk wyróżnia się „połączeniem twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwą obserwacja i zafascynowaniem mitologią”. Dzięki temu jest ona – mówił Waesterberg – jednym z „najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”.

Kmicic z chesterfieldem

Prof. Antoni Dudek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenia, że nadchodzi zmierzch Prawa i Sprawiedliwości, a ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego utraciło pierwotny impet. Ostatnim sprawdzianem dla PiS mają być nadchodzące wybory prezydenckie. – Andrzej Duda nie ma reelekcji w kieszeni. Sam dla siebie jest największym zagrożeniem – ocenia politolog.

Zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka PiS nie ma wcale wygranej w kieszeni w nadchodzących wyborach prezydenckich. – Największym zagrożeniem dla Andrzeja Dudy jest on sam. Jak patrzę na wszystkich jego potencjalnych przeciwników, to na razie tak to widzę – mówi politolog w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dodaje wprost, że mimo wygranych przez partię Jarosława Kaczyńskiego wyborów parlamentarnych, dostrzega „zmierzch PiS-u”.

Prof. Dudek o sytuacji PiS-u. „Widać wyraźnie, że prezes ma problemy”

Jak wskazuje Dudek, Andrzejowi Dudzie najprawdopodobniej nie uda się wygrać wyborów prezydenckich w pierwszej turze – wszystko zależy więc od tego, z kim znajdzie się w drugiej. – Wtedy jakieś jego błędy w…

View original post 3 522 słowa więcej

 

Gliński włazi w dupę rządowi. Daniel Olbrychski o tym ancymonku

Olbrychski: Dzielić, żeby rządzić. Tak robili w Polsce tylko okupanci

Obecna władza to podłość, głupota i niekompetencja. I tak też historia ich osądzi i oceni – powiedział Daniel Olbrychski w rozmowie z Moniką Jaruzelską w jej kolejnym programie z cyklu „Towarzyszka Panienka”.

Jak podkreślił Daniel Olbrychski, rację miał profesor Samsonowicz, który pod koniec lat 90-tych powiedział, że żyjemy w najpiękniejszym okresie w historii Polski. Rozkwit Polski jest niezaprzeczalny.

Jeden z najwybitniejszych polskich aktorów nie ukrywał w dalszej części rozmowy swojego stosunku do obecnej władzy. Oskarżył rządzących o spowodowanie podziału Polaków.

Wywołanie podziału społeczeństwa oszustwem o zamachu w Smoleńsku jest zbrodnią. Dzielić, żeby rządzić. Tak robili w Polsce tylko okupanci – mówił Olbrychski i dodał, że  z żądzy władzy środowisko Kaczyńskiego uczyniło naczelną dewizę własnego losu. Z tego co się dzieje w Polsce, mogą się cieszyć tylko władcy Kremla – dodał.

Nie na wszystkich ministerstwach się znam, ale na kulturze się znam – powiedział Daniel Olbrychski. Tak ocenił obecnego ministra kultury Piotra Glińskiego: „Mamy najgorszego ministra kultury w ciągu 60 lat mojej pracy zawodowej. Nawet za czasów komuny ministrowie stawali po stronie artystów, a nie włazili w dupę własnemu rządowi, jak to się dzieje w tej chwili. Nie było tak niekompetentnego ministra kultury i lizusowskiego wobec aktualnego mini-dyktatorka jakim jest Kaczyński.”

Dostało się także telewizji publicznej, która w ocenie Olbrychskiego jest „podła informacyjnie”.

Jacek Kurski jest przestępcą wobec narodu polskiego, tak okłamując Polaków – powiedział Olbrychski. To jest podłość dla kariery. To jest kłamstwo wyłącznie dla kariery. Mam nadzieję, że spotka go za życia zasłużona kara – dodał.

Prokuratura umorzyła śledztwo ws. opinii prof. Jana Tomasza Grossa, który napisał, że “podczas wojny Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców”. Jednym z biegłych był dr Piotr Gontarczyk, dotychczas znany głównie z kwestionowania dorobku naukowców badających Zagładę Żydów

O wybitnym naukowcu prof. Janie Tomaszu Grossie z Princeton i pytaniu, ilu Żydów zabili Polacy – czytaj tutaj >>>

Ależ świat już nazywa to, co się dzieje w Polsce: mafia rządzi nad Wisłą.

Kmicic z chesterfieldem

– Prezydent Andrzej Duda od początku umywa ręce od decyzji wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że wykonał „decyzję polityczną”. Tyle że prezydent stoi na straży Konstytucji i miał w ręku narzędzia, które mogłyby zweryfikować legalność decyzji ws. nowych sędziów – pisze prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i analizuje rozmowę, w której prezydent – jak uważa autor – przyznał się do złamania Konstytucji.

Cały wywód prof. Bernata o złamasie Dudzie tutaj >>>

Lotna Brygada Opozycji pojawiła się przez Ministerstwem Sprawiedliwości z nietypowym bałwanem – nie z kul śniegowych, a z główek kapusty. Po decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie powieszenia zdjęć europosłów na szubienicach, członkowie Brygady przyszli zapytać Zbigniewa Ziobrę, jaka jest „jedynie słuszna wykładnia” happeningu.

Przynieśli rekwizyty, które okazywali ministrowi – a to zdjęcia prominentnych polityków PiS, a to taczki, a to drabinkę… – „Panie prokuratorze, panie ministrze. Nie wiem, jak się zwracać do tego…

View original post 2 239 słów więcej

 

Z Dudą można wygrać i trzeba. Prawdopodobnie dokona tego Małgorzata Kidawa-Błońska

Jarosław Kaczyński buduje IX RP, czyli III RP do kwadratu – wszystko będzie tak samo jak do tej pory, tylko bardziej: większe kombinatorstwo i kombinacje z instytucjami, większe obietnice i kto wie, może i szybsze zwroty akcji. Widać, że od wiosny, kiedy PiS uzyskał świetny wynik, partii rządzącej nie idzie coraz lepiej – mówi prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozmawiamy o rządzie, o roli Senatu, nowym marszałku i o wyborach prezydenckich. – Na dziś wygląda to tak, że kandydat PO zdobędzie najwięcej głosów, bo to partia, która istnieje 18 lat, zawsze była pierwsza albo druga. Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę nieprawdopodobnego, np. PO musiałaby wystawić Magdalenę Ogórek, żeby nie wejść do II tury. Chociaż oczywiście w polskiej polityce wszystko się może zdarzyć – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: W piątek prezydent zaprzysiągł nowy stary rząd Mateusza Morawieckiego. Co ciekawe, premier pełni też funkcję tymczasowego ministra sportu. Dziwne?

JAROSŁAW FLIS: Nie ma rzeczywiście żadnego zaskoczenia, przetasowania są chyba nawet mniejsze, niż przy powoływaniu drugiego rządu Donalda Tuska. Sprawa ministra sportu jest dość kuriozalna. Powszechnie wiadomo, jeżeli wierzyć, że minister Paruch jest osobą dobrze poinformowaną, a trudno to podważać, że

FUNKCJA MINISTRA SPORTU BYŁA ELEMENTEM ROZGRYWEK O SENAT I TO NIEUDANYCH. JUŻ SAMO PODEJMOWANIE TAKICH ROZGRYWEK NIE JEST POWODEM DO CHWAŁY, A JEŻELI JESZCZE NIE WYCHODZĄ, TO JUŻ W OGÓLE JAKIEŚ KURIOZUM. TO OCZYWIŚCIE NIE WYWRÓCI RZĄDU, ALE JEST NA PEWNO DODATKOWYM OBCIĄŻENIEM DO OGÓLNEGO BILANSU OSTATNICH WYDARZEŃ.

Widać też, że entuzjazm, gdy po raz pierwszy zdobędzie się władzę, jest dużo większy, niż gdy robi się to po raz drugi. Teoretycznie jest to trudniejsze, także patrząc na ostatnie ćwierćwiecze, gdzie przypadków oddawania władzy było znacznie więcej, niż jej zachowania. Chociażby z tego względu premier powinien bardziej się cieszyć, a przynajmniej to pokazywać.

Może rząd ma zbyt dużo zmartwień? Jeszcze kilka dni temu premier mówił w Sejmie: „Skarbiec jest pełny, ludzie mają pracę, granicę są bezpieczne”. Tak długo się chwalił, że aż marszałek Witek musiała mu przerywać. Teraz okazuje się, że skarbiec nie jest wcale pełen. Pomysł zniesienia limitu składek, podniesienie akcyzy do 10 proc. na alkohol i papierosy, 13. emerytura z funduszu niepełnosprawnych. Te ruchy pokazują prawdziwe kłopoty władzy?
Mamy pierwsze kłopoty rządzących i to też nie jest nowość. Znamy to z przeszłości. PO podwyższała wiek emerytalny, choć w kampanii zastrzegała się, że tego nie zrobi. Potem tłumaczyła, że to konieczne, ale koniec końców za to zapłaciła.

Teraz też PiS w kampanii opowiadał, że na wszystko jest, a jednak po wyborach okazało się, że niekoniecznie. Widać, że kampanię prowadzi się dużo łatwiej, niż później zarządza się państwem. Kampania wszystko przyjmie, a teraz trzeba się z tym naprawdę mierzyć.

JAK PATRZYMY NA DOŚWIADCZENIA PO, TO WŁAŚNIE TUŻ PO DRUGIM ZWYCIĘSTWIE TEFLON ZACZĄŁ SIĘ RYSOWAĆ. PIS POWINIEN WYCIĄGNĄĆ Z TEGO WNIOSKI. LECZ – JAK WIDAĆ – SŁODKI JEST TEN MIÓD I TA MUCHOŁAPKA DZIAŁA NA WSZYSTKICH. TRUDNO SIĘ OPRZEĆ POKUSIE, ŻEBY JESZCZE TROCHĘ OBIECAĆ, A POTEM SIĘ ZOBACZY. TYLKO ŻE POTEM TO JUŻ TAK ŁATWO NIE WYGLĄDA.

Mam jednak wrażenie, że w takiej skali takiej bezczelności jeszcze nie było. Ledwo co nowy Sejm się zebrał, a już mamy poselski projekt dotyczący zniesienia limitu składek. Pęka teflon?
Tu wszystko dzieje się bardziej. Jakiś czas temu sformułowałem tezę, że Jarosław Kaczyński buduje IX RP, czyli III RP do kwadratu, czyli wszystko będzie tak samo jak do tej pory, tylko bardziej, oczywiście po za tym, że teraz to „my” będziemy u władzy, a „wy” na aucie. To też jest jeden z elementów: większe kombinatorstwo i kombinacje z instytucjami, większe obietnice i kto wie, może i szybsze zwroty akcji. Widać, że od wiosny, kiedy PiS uzyskał świetny wynik, partii rządzącej nie idzie coraz lepiej.

Czy sprzeciw Jarosława Gowina może zachwiać rządem Morawieckiego?
Do tego jeszcze daleka droga, chociaż widać, że łatwo to już było. Teraz będzie już tylko trudniej.

Na ile istotny stał się teraz Senat?
To rzeczywiście nowość w polskiej polityce. Do tej pory Senat był na trzecim, jeżeli nie dalszym miejscu, bo chyba nawet samorządy wzbudzały większe zainteresowanie, niż wydarzenia w Senacie. Oczywiście te emocje, które wywoływały spekulacje, czy ktoś przejdzie na drugą stronę, też wzmogły to zainteresowanie. Ciekawe, że sondowany był sam senator Grodzki, aby przeszedł na stronę PiS za posadę ministra zdrowia. Spekulacje w sprawie podkupywania senatorów trafiły na istotną barierę i to najlepiej widać właśnie na przykładzie nowego marszałka.

PRZEJŚCIE NA DRUGĄ STRONĘ OZNACZAŁOBY, ŻE W PRZYSZŁOŚCI MUSIAŁBY SIĘ ON POŻEGNAĆ Z MANDATEM SENATORSKIM, BO PRAWDOPODOBIEŃSTWO, ŻE KANDYDAT PIS ZDOBĘDZIE MANDAT W SZCZECINIE SĄ TAKIE, JAK SZANSE, ŻE KANDYDAT KO ZDOBĘDZIE MANDAT NA PODHALU CZY PODKARPACIU.

Oczywiście jest to teoretycznie możliwe, ale raczej nikt na takim założeniu nie będzie budować swojej kariery politycznej. Tym bardziej, że lepiej być senatorem, który nagle zyskuje wielką wagę, bo Senat staje się ważny, niż kimś, kto powtarza przekazy dnia i klepie ustawy w środku nocy.

Jak bardzo Senat napsuje krwi PS-owi? Nie pytam tylko o spowolnienie procesu legislacyjnego, ale też np. o wezwanie szefa NIK-u Mariana Banasia przed komisję.
Tu wiele zależy od pomysłowości. Sam Banaś dostarcza powodów do tego, ale ważne jest jeszcze, jak zareagują na to media. I to nie media jednoznacznie opowiadające się po jednej czy drugiej stronie, ale te próbujące zachować dystans. Na przykładzie telewizji możemy powiedzieć, że nie to, jak zareaguje TVP Info czy TVN24, ale to, jak to będzie przedstawiał Polsat.

Potrzeba pomysłów, aby pozycję instytucji budować. Wiemy, że to takie proste nie jest, wystarczy spojrzeć na samorządy, które są jeszcze ważniejszą instytucją, niż Senat – tam są realne pieniądze i władza. Ale od czasu zeszłorocznych wyborów do mediów przebiło się niewiele spraw, a tak naprawdę to tylko awaria Czajki w Warszawie.

PROF. JAN ZIELONKA PRZYPOMNIAŁ OSTATNIO PORZEKADŁO TENISISTÓW: NIE MA TAKIEJ PIŁKI, KTÓREJ SIĘ NIE DA ZEPSUĆ. SENAT TO JEST BARDZO WYGODNA I DOBRA PIŁKA, KTÓRĄ OPOZYCJA DOSTAŁA, ALE TO NIE OZNACZA, ŻE NIE MOŻE JEJ ZEPSUĆ.

Jak ocenia pan pomysł, aby Tomasz Grodzki był kandydatem na prezydenta?
Wydaje mi się, że to nie jest realny pomysł, choć dobrze pokazuje przy okazji posuchę po stronie opozycji, więc i taki wariant można rozważyć. Jednak marszałek Grodzki to nie jest jakieś wunderwaffe, choć z drugiej strony innego nie widać. To jest ciężki temat dla PO i na pewno musi się tam rozstrzygnąć i to w najbliższym czasie.

Czyli pana zdaniem Małgorzata Kidawa-Błońska nie jest wunderwaffe?
Jej wynik w Warszawie, którym wszyscy się zachwycają, nie jest wcale taki spektakularny. W procentach głosów – nie jest to oczywiście najlepszy wskaźnik – zdobyła 71 proc. w obrębie listy PO. To jest mniej, niż Ewa Kopacz zdobyła 4 lata temu – 76 proc. Zatem jest porównywalną wunderwaffe do Ewy Kopacz, ale zobaczymy, co się zdarzy. Andrzej Duda też nie był zwalającym z nóg kandydatem, a jednak Bronisława Komorowskiego pokonał. Gdy teraz spojrzymy na wpadki prezydenta, chociażby z referendum, to wiadomo, że nie trzeba być jakimś super geniuszem, aby go pokonać, bo ma rozliczne słabości.

A Szymon Hołownia na prezydenta?
Jak wystartowałby w prawyborach i je wygrał, to byłoby to duże zaskoczenie.  To jest jednak mało prawdopodobne. Oczywiście takie rzeczy się zdarzały – na przykład na Słowacji z prezydentem Andrejem Kiską. Jednak przyczyną było to, że tam scena polityczna poszła w kompletne drzazgi. Nasza scena polityczna akurat się pięknie poukładała.

Na dziś wygląda to tak, że kandydat PO zdobędzie najwięcej głosów, bo to partia, która istnieje 18 lat, zawsze była pierwsza albo druga. Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę nieprawdopodobnego, np.

PO MUSIAŁABY WYSTAWIĆ MAGDALENĘ OGÓREK, ŻEBY NIE WEJŚĆ DO II TURY.

Chociaż oczywiście w polskiej polityce wszystko się może zdarzyć. Leszek Miller forsując nikomu nieznaną kandydatkę też zrobił coś, co wszystkich zaskoczyło. Nie sądzę jednak, by ktoś chciał spróbować zrobić coś podobnego raz jeszcze.

Trzaskowski: Nie będę startował na kandydata opozycji w wyborach prezydenckich. Myślę, że największe szanse ma Kidawa-Błońska

– Ja się koncentruję na Warszawie od wielu, wielu miesięcy. O tym mówiłem. W związku z tym ja nie będę startował na kandydata opozycji w tych wyborach [prezydenckich] – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

– My musimy te wybory wygrać. Rzeczywiście jest parę osób po stronie opozycyjnej, które mają na to szansę. Myślę, że największe szanse ma Kidawa-Błońska – dodał prezydent Warszawy.

Więcej >>>

Pisowska smuta ma już wyznaczony koniec, ale czeka nas najgorsza przeprawa do normalności – droga przez mękę, w której Kaczyński może zechcieć przelać polską krew.

Kmicic z chesterfieldem

Wiele wskazuje na to, że miejscem pochówku będzie archikatedra. I trzeba powiedzieć jasno, że jeśli tak będzie to będzie to decyzja skandaliczna i haniebna. Skandaliczna, bo nie licząca się z ofiarami, a haniebna, bo dowodząca, że wina w takiej sytuacji nie ma znaczenia, i że solidarność hierarchii jest ważniejsza niż sprawiedliwość” – taki wpisem na Facebooku Tomasz Terlikowski ocenił decyzję dotyczącą miejsca pochówku abp. Paetza.

Zmarły w piątek duchowny miał zakaz głoszenia kazań ze względu na oskarżenia o seksualne molestowanie młodych księży i kleryków.

Kuria archidiecezjalna w oficjalnym komunikacie poinformowała, że pogrzeb hierarchy kościelnego będzie miał charakter prywatny, a na miejsce pochówku została wybrana poznańska katedra.

Miejsce pochówku oraz forma pogrzebu są zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego i zostały ustalone ze Stolicą Apostolską, Nuncjaturą Apostolską w Polsce oraz rodziną duchownego” – taką informację przekazała kuria.

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego ta decyzja jest nieprzemyślana. „Trudno sobie wyobrazić, by te…

View original post 1 530 słów więcej

 

Czerwony Kaczyński boi się Białej Róży

Bardzo trafny opis polskiej mentalności przez Andrzeja Szczypiorskiego, szczególnie teraz, gdy rządzi „dobra zmiana” … Do tego dodałbym „modlitwę” Polaka, życzącemu swojemu sąsiadowi jak najgorzej z filmu „Dzień Świra” Koterskiego … #PaństwoPiS

Szwedzka Akademia sprowokowała Polskę, przyznając Literacką Nagrodę Nobla lewackiej pisarce. Musimy więc pokazać jej, co myślimy o niej i o książkach.

Profesor Gliński ma rację: książek noblistek nie ma sensu czytać. Pisarze do piór zamiast do mediów. I po co w ogóle te gryzipiórki wypowiadają się na tematy społeczne, kiedy mogą w tym czasie pisać o miłości do ojczyzny?

Ja bym poszła jeszcze dalej: w ogóle nie ma sensu czytać. No dobrze, ewentualnie Sienkiewicza i Rymkiewicza, ale też wybrane fragmenty. Czytanie rozszerza wyobraźnię, a ta może niebezpiecznie podpowiadać nam wyuzdane obrazy seksualizacji tego i owego czy innych dżenderów. Czytanie pobudza do myślenia, a to stać się może krytyczne, co dla partii rządzącej może mieć niepokojące skutki. Czytanie daje możliwość wyrobienia sobie opinii. A po co mieć opinię, skoro wystarczy włączyć TVP? Czytanie uspokaja i daje wytchnienie – i to błąd, bo należy być cały czas wkurzoną i czujną. Kraj nasz znajduje się bowiem między Niemcami a Rosją i nie wiadomo, co się stanie. Czytanie edukuje – i to już naprawdę jest przesada, bo czy nowa reforma szkolna nie dała nam dostatecznie wiele podręczników pisanych na kolanie, żeby móc do nich sięgnąć i… Zaraz, zaraz, a co z podręcznikami szkolnymi? Z literami, alfabetem? Ministerstwo Kultury powinno wreszcie zająć się tym problemem. Im prędzej, tym lepiej, bo za jakiś czas Biblioteka Narodowa opublikuje kolejny raport dotyczący niskiego stanu czytelnictwa w Polsce. Należy więc podbić statystyki. Czemu aż 37 proc. rodaków czyta książki? Po co, ja się pytam? Obniżyć do 10 proc. i zamknąć te kujony w specjalnych ośrodkach, aby mieć kontrolę nad lekturami, po które sięgają.

Szwedzka Akademia sprowokowała Polskę, przyznając Literacką Nagrodę Nobla lewackiej pisarce. Musimy więc pokazać jej, co myślimy o niej i o książkach. Prohibicja książkowa, ocenzurowane lektury i natychmiastowe zamknięcie bibliotek.

Oto nasza odpowiedź na niecne zagrywki kondominium noblowsko-literackiego. Panie profesorze Gliński, jesteśmy z panem!

 

Czekaliśmy na nią, jak na gwiazdę rocka. W niedzielę Wrocław przywitał Olgę Tokarczuk. To pierwsze spotkanie po ogłoszeniu, że dostała literacką nagrodę Nobla. – Jestem młoda i mam to szczęście, że dostałam tego Nobla w wieku, kiedy mogę jeszcze porządzić – mówiła pisarka.

Spotkanie z Olgą Tokarczuk zostało zaplanowane już dawno jako punkt programu kończącego się właśnie we Wrocławiu festiwalu Bruno Schulza.

Jednak, gdy w czwartek 11 października, gruchnęła wiadomość, że Olga Tokarczuk została laureatką literackiego Nobla za rok 2018 za „narracyjną wyobraźnię, która z encyklopedyczną namiętnością prezentuje przekraczanie granic jako formę życia”, stało się jasne, że trzeba znaleźć znacznie większą salę.

Zainteresowanie spotkaniem z Olgą Tokarczuk było ogromne. Ostatecznie zorganizowano je w Narodowym Forum Muzyki, którego największa sala koncertowa może pomieścić 1800 osób. Dla tych, którym nie udało się zdobyć wejściówek na spotkanie, ustawiono telebim na pl. Wolności przed NFM.

Spotkanie z Olgą Tokarczuk. Noblistkę przywitał prezydent

– Oto największe spotkanie autorskie na świecie – przywitał ze śmiechem widzów Irek Grin, szef Wrocławskiego Domu Literatury. Wspominał, jak zapraszał Olgę Tokarczuk na festiwal Bruno Schulza. -To będzie twoje pierwsze spotkanie po nagrodzie Nobla – miał powiedzieć. Pisarka odparła, że jest fantastą.

Olgę Tokarczuk powitała owacja na stojąco. Rozmowę z noblistką poprowadzi Katarzyna Kantner, autorka monografii „Jak działać za pomocą słów? Proza Olgi Tokarczuk jako dyskurs krytyczny”. Noblistka najpierw powitała osoby zgromadzone przed NFM: – Cieszę się, że przyszliście. Dobrze, że nie pada.

Następnie pisarkę i publiczność zebraną w NFM przywitał prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk: – Olgo, witaj we Wrocławiu. We Wrocławiu Tadeusza Różewicza, Rafała Wojaczka, Tymoteusza Karpowicza, w twoim Wrocławiu. Olgo, witaj w domu.

Wspominał słowa pisarki, które wypowiedziała odbierając honorowe obywatelstwo Wrocławia o powojennej odbudowie miasta z miłością. – Miłość do ludzi i do miasta każe nam dbać nie tylko lepsze codzienne życie nas samych, ale z troską spojrzeć na słabszych i potrzebujących. Ja i każdy kolejny prezydent Wrocławia jesteśmy do takiego patrzenia zobowiązany. Potrzebujemy do tego ludzi – drogowskazów. Dziś drogowskazem jest dla nas Olga Tokarczuk, jej osoba i jej dzieło. Powiedziałaś, że nie chcesz być wyrocznią, ale pozwól się traktować jako wyrocznię.

– Warto pamiętać, że to honorowa obywatelka Wrocławia została laureatką nagrody Nobla, nie odwrotnie. W tym sensie wyprzedziliśmy Szwedzką Akademię, jesteśmy od nich lepsi – żartował.

Prezydent Wrocławia wręczył pisarce klucze do miasta – jeden do bram miasta Wrocławia. – Drugi na razie niech pozostanie tajemnicą – mówił prezydent.

Spotkanie z Olgą Tokarczuk – prezent od Szymborskiej

Na spotkaniu z Olgą Tokarczuk pojawił się Michał Rusinek – sekretarz Wisławy Szymborskiej. – Jadąc tu zastanawiałem się, czy nie przywieźć podania o pracę. Mam naprawdę dobre CV, przez 15 lat pracowałem dla noblistki i mam tylko siedmioletnią przerwę żartował.

– Wiem, że znałyście się z panią Szymborską. Wiem, że cię lubiła i ceniła twoje prace. Wiem też, że byłaby szczęśliwa, wiedząc, że jakiś przedmiot z jej mieszkania znajdzie się w twoim mieszkaniu – mówił.

Do Wrocławia przywiózł Oldze Tokarczuk figurkę kota, który pilnuje książek. – Chciałbym, aby ten kot z pustego mieszkania przeniósł się teraz do pełnego. W imieniu przyjaciół, w imieniu fundacji Wisławy Szymborskiej bardzo cię ściskami proszę o przyjęcie – powiedział.

Wzruszona Olga Tokarczuk przyjęła prezent i wspomniała, jak kiedyś umówiła się z koleżanką w kawiarni w Krakowie. – Panowało w niej wielkie poruszenie. Okazało się, że kącie siedzi pani Wisława i z kimś rozmawia. Wszyscy udawaliśmy, że jej nie widzimy, by sprawić jej komfort i jej nie niepokoić. I gdy zamówiłam kawę, usiadłam przy stoliku, nagle ktoś dotknął moje ramię. To była Szymborska. I ona mówi do mnie tak: „Pani Olgo, przepraszam, ja się nazywam Wisława Szymborska. Nie chcę pani niepokoić. Chciałam tylko pani powiedzieć, że uwielbiam pani <<Prawiek>>”.  Byłam cała purpurowa i widziałam, że kawiarnia zamarła. Taka była Szymborska – kochana, skromna, interesująca się innymi ludźmi. Mam nadzieję, że ta nagroda wspaniała, którą dostałam… aż się boję powiedzieć jej nazwę, nie zmieni mnie.

Olga Tokarczuk o tym, jak dowiedziała się o Noblu

Podczas spotkania w NFM we Wrocławiu Olga Tokarczuk opowiadała o momencie, w którym dowiedziała się, że została laureatką Nobla. – Jechaliśmy z moim mężem Grzegorzem autostradą, nawet nie wiem, gdzie to było, miejsce bez nazwy. Nagle kwadrans przed pierwszą zobaczyłam telefon z numerem kierunkowym ze Szwecji. Zdziwiłam się, kto może do mnie dzwonić. Nagle poczułam, jak wzrasta mi ciśnienie. Odebrałam ten telefon. Miły męski głos, który wydał mi się zmartwiony powiedział, że zostałam laureatką nagrody Nobla – wspominała.

Pamięta, że zaczęła powtarzać „nie, nie nie”. Wtedy męski głos odpowiedział: „ależ tak proszę pani”. – Zatrzymaliśmy się na parkingu oszołomieni, po czym zaczęliśmy skakać do góry. Ale ruszyliśmy dalej na spotkanie autorskie. Mój telefon wybuchł, dzwonił przez godzinę, po czym się wyłączył. W Bielefeld, dokąd przyjechałam na spotkanie, widziałam, że coś się dzieje. Tłum ludzi, kamery, burmistrz ze złotym łańcuchem. Zaopiekowali się mną pięknie. Literatura jest bez granic. Niech żyje Bielefeld.

Olga Tokarczuk: Chcę zostać przy pisaniu

Prowadząca spotkanie Katarzyna Kantner wspomniała, że w monografii pisała Oldze Tokarczuk jako o kimś, kto porusza ważne kwestie społeczne i moralne. – Z jednej strony jest piękna fikcja, z drugiej dotykasz fundamentalnych kwestii. Czy nie boisz się, że od noblistki będzie wymagać się, że będziesz autorytetem? – pytała prowadząca spotkanie.

– Myślę, że to nie jest dobre rozwiązanie – powiedziała Tokarczuk. – Literatura posługuje się zupełnie innym rodzajem komunikacji. Wypowiadanie prostych oświadczeń jest mi obcy, czuję się, jakbym musiała przebiec sprint na wysokich obcasach. Literatura jest potężniejsza, ma większą siłę rażenia, gdy zbuduje się postaci i wpuści dialogi w ich usta. Chcę zostać przy pisaniu. Podobno ktoś kiedyś powiedział Miłoszowi: Czesiu, ty nie mów. Ty pisz.

Zapytana, czy spodziewała się kiedyś takiego wyróżnienia jak nagroda Nobla, odparła, że nie sądziła, że może ją dostać. – Cały czas mam problem z nazwaniem jej. Ale mój ojciec wychowywał mnie stawiając za wzór Marie Curie-Skłodowską. Myślę, że jest wzorem dla wielu dziewczynek w Polsce i na świecie, które chcą wychodzić poza narzucony wzór. Ja byłam przekonana, że będę lekarzem misji kosmicznych albo fizykiem jądrowym. Rozmawiałam wczoraj z moją mamą, która powiedziała, że ojciec, który już nie żyje, bardzo by się cieszył. Przecież jak miałam 15 lat i pisałam swoje pierwsze kulawe prozy, ojciec był osobą, która przepisywał to wszystko na maszynie. Robił dziwne miny, widać było, że nie wszystko mu się podoba.

Olga Tokarczuk o zakłamywaniu historii

Olga Tokarczuk została zapytana także o to, czy literatura może pomóc powiedzieć prawdę na temat historii, która została zakłamana. – Literatura jest jedyną drogą, by pokazywać, że to, co nas spotyka, nie jest jednoznaczne. Właściwie dlatego zaczęłam pisać – opowiadała. – Gdy miałam 15 lat, przeczytałam Freuda i doznałam objawienia. Żyjąc, dokonujemy interpretacji tego, co nas spotyka. Tylko literatura jest w stanie pomóc nam w kontaktowaniu się, a jednocześnie zachować mnogość perspektyw. Jako pisarka historyczna korzystam z wiedzy, którą mam współcześnie. Aby wejść w kontakt z czytelnikiem, trzeba być uczciwym – mówiła Olga Tokarczuk.

Pisarka przyznała, że lubi w subtelny sposób prowokować czytelników. – Bo też czytając książki innych autorów, lubię literaturę, która mnie „dźgnie”, każe wyjść ze swojej strefy komfortu. Opowiadała, że „Anna Inn w grobowcach świata” jest ulubioną książką spośród napisanych przez siebie. – Uczyłam się w niej korzystać ze swojej siły, także kobiecej siły. To energia dawania życia, ale też buntu, rebelii. Energia związana z gniewem.

Kantner pytała też o metafizykę i sens duchowości. – Duchowość ma większy sens dzisiaj niż jeszcze 20 lat temu. Na naszych oczach kompromitują się nośniki duchowości, które jeszcze niedawno darzyliśmy estymą. Żyjemy w czasach chaosu i zmiany paradygmatu. Będziemy musieli zbudować nowy rodzaj rozumienia świata – uważa noblistka. – Nie chodzi o wiarę w Boga lecz przeczucie, że istnieje coś więcej. Człowiek jest zwierzęciem, które nieustannie przekracza granice swojej rzeczywistości.

Tokarczuk stwierdziła w rozmowie, że ludzkość dokonuje dziś wielkiego kroku w kierunku natury. – Po wielu latach w końcu przyznajemy, że jesteśmy jej częścią. Jesteśmy wielką ściśle związana ze sobą wspólnotą. – powiedziała. – Myślę, że wszyscy pójdziemy w stronę Nowej Zelandii, która niedawno przyjęła dekret o tym, ze wszystkie zwierzęta są istotami czującymi. Jestem pewna, że za kilkadziesiąt lat będziemy się wstydzili, że jedliśmy mięso.

Olga Tokarczuk pisała też wiersze

Rozmowa poruszała także kwestie fikcji, prawdy i zmyślenia. Tokarczuk, która jest psycholożką, podkreślała, że każde doświadczenie ludzkie jest prawdą. – Filozofowie mówią, że prawdą jest wszystko, co nam się przydarza – powiedziała i odnosiła się także do problemu fake newsów. – Nie wyobrażam sobie, jak poradzimy sobie ze światem skonstruowanym z nieprawdziwych informacji, które można wymierzyć przeciwko komuś. Wyobrażam sobie natomiast takie reżimy, w których zostaną wycięte wszystkie opowieści, których nie da się sprawdzić, w tym baśnie braci Grimm.

Tokarczuk mówiła też o sensie literatury, za który uważa komunikację. Wyraziła też zmartwienie, że spadają w Polsce kompetencje czytelnicze. – Ludzie traktują literaturę rozrywkowo. Nie lubię podziału na gatunki, bo to czyni z literatury towar na sprzedaż. To konsumpcja nie czytanie. Dla mnie zawsze ważne było, by czytelnik mógł zapaść z moją książką w fotelu.

Pod koniec spotkania prowadząca odczytała kilka pytań, które przed spotkaniem mogli nadesłać czytelnicy. – Czy myślała pani o napisaniu autorskiego „bryku”, którzy nie są w stanie doczytać do końca? – brzmiało jedno z nich. – Pierwsze pytanie, które mnie załamuje to, o czym jest moja książka, drugie, gdy mnie ktoś prosi, żebym streściła, o czym jest – odparła noblistka.

Tokarczuk była pytana także o poezję. Przyznała, że bardzo wstydzi się swoich pierwszych prób poetyckich. – Wykupiłam to, co było możliwe. Mam to zakamuflowane, bardzo bym nie chciała, żeby to wyszło na jaw. Nie nadaję się do pisania poezji. Jako dziewczynka naiwnie myślałam, że poeci to są ludzie, którzy nie mają czasu pisać prozy. Te słowa to moja zemsta na Czesławie Miłoszu, który napisał, że „więcej waży jedna dobra strofa, niż ciężar wielu pracowitych stronic”.

Na koniec spotkania wykonano wspólne zdjęcie noblistki z prezydentem Wrocławia i całą zgromadzoną publicznością.

Organizatorami spotkania są Bruno Schulz. Festiwal, miasto Wrocław i Narodowe Forum Muzyki.

Spotkanie z Olgą Tokarczuk. Wrocławianie czekali pod NFM

Już przed godz. 15.30 na pl. Wolności zaczęli się zbierać ludzie, zajmowali nieliczne siedzące miejsca na ławkach i schodkach przy Muzeum Teatru. W holu NFM działał mały sklepik, w którym sprzedawano książki noblistki. W kolejce ustawił się m.in. marszałek województwa Cezary Przybylski.

Na pl. Wolności przed telebimem zebrało się kilkuset wrocławian, którzy nie dostali się na spotkanie z pisarką, zorganizowane w Narodowym Forum Muzyki. Zebrani ucieszyli się, gdy prezydent Jacek Sutryk oraz Olga Tokarczuk pozdrowili tych, którzy przybyli na pl. Wolności. Przyszli z różnych powodów. Niektórzy – by usłyszeć coś mądrego. – Wstyd przyznać, ale czytałam na razie tylko fragmenty „Domu dziennego, domu nocnego” i „Lalki i perły”. Podobało mi się i mam nadzieję dziś też usłyszeć coś wartościowego – mówiła Anna Turowska.

Inni – by spędzić popołudnie. – W niedzielę jest fajna pogoda, warto wyjść na świeże powietrze, coś zrobić, nie siedzieć w domu – mówiła Magdalena Wnuk. – Czytałam książkę Tokarczuk jakieś dwadzieścia lat temu, był to „Dom dzienny, dom nocny”. Ostatnio bardziej zaczęłam czytać teksty historyczne w internecie, chyba wrócę.

Byli wrocławianie bardziej zaznajomieni z twórczością noblistki. Marek Jakubowski: – Przyszedłem wziąć autograf dla żony, która jest poetką, zobaczymy czy się uda. Czytałem dużo książek Tokarczuk, najbardziej podobały mi się „Księgi Jakubowe”.

– Przeczytałam „Biegunów” i zaczęłam też „Księgi Jakubowe” – mówiła Agata Komorowska. – Olga Tokarczuk to kobieta z krwi i kości, bardzo cieszę się, że otrzymała Nobla. przyszłam dziś świętować zwycięstwo Polki.

Kto liczył na autograf noblistki lub chciał zadać pytanie, może być zawiedziony. – Musiałaby podpisywać książki do siódmej nad ranem – tłumaczą organizatorzy.

Laska, która wparowała na lubelskie zebranie Partii Kobiet miała jaja w jajnikach. Trwała kampania wyborcza 2007. Nie stać nas było na ulotki, za własne pieniądze dziewczyny znalazły salę, a ona, twarz plakatów wyborczych PO przerywa nasze spotkanie propozycją: Jestem kobietą, więc głosujcie na mnie.

Myślałam, że ją rozszarpią i wyniosą w stanikach. Joannę Muchę, dr Joannę Muchę. Dostała się do sejmu. W kraju hipochondryków „doktor” rządzi. Ale dr było chwytem reklamowym.

Mucha jest doktorem ekonomii. Powołując się na „znajomość” z Lublina, poprosiła mnie o poparcie tym razem Gowina, z którego frakcją w PO trzymała. Ten talib przebrany za biskupa, niechcący powiedział coś co naprawdę myśli o kobietach.

Odmówiłam sprzątania mentalnych rzygów po nim. Ale doceniłam jej hart ducha. Ambitna kobieta, daleko zajdzie, gdy pozbędzie się balastu palantów.

Została ministrą sportu mianowaną przez Tuska. Marzenie chłopców kopiących piłkę i politykę. Ministra nie założyła wtedy sportowych kapci. Do programu, chyba „Co z tą Polską”, wybrała się w takich szpilach, że Lis musiał ją sprowadzić z podestu na ziemię. Na mój komentarz „Jak się idzie do polityki, to warto o własnych siłach”, odpowiedział, że w studio coś się rozlało i było ślisko. Cóż, nawet, gdy się mleko rozleje trzeba brnąć samej, a nie na męskich plecach.

Po latach Joanna Mucha zdobyła doświadczenie, niełatwe dla kobiety w męskim światku. Widywałam ją na Kongresach Kobiet. Rasową polityczkę. Jej sejmowy plakat wyborczy 2019 nie przypominał w niczym, ani pierwszego, „komunijnego” z 2007, ani żadnego innego polityka przydrożnego.

Bilbord dr Muchy był politycznie pociągający, ziała z niego chuć władzy. Nareszcie. Bo o to chodzi w tej rozgrywce. O tron, nie podnóżek. Kilka dni temu Joanna Mucha ogłosiła, że chce rządzić Platformą.

Jest do tego stworzona: młoda, ambitna, świetnie wykształcona, z doświadczeniem, rozumem, urokiem. Potrafi nawet zaśpiewać jak Ally Mc Beal i zagrać sobie na gitarze. Ma wszystko, czego potrzeba w nowoczesnej polityce. Ale nie ma świata, w którym byłoby to docenione.

Kidawa Błońska prezydentem, a Mucha, przewodniczącą PO, być może premierką? Tego żadna polska partia nie zniesie. W postępowej Lewicy jest 3 szefów, gejostwo Biedronia tych proporcji nie zmienia.

Poza tym Schetyna nie odda władzy. Facet walczący o nią z samcem alfa – Tuskiem, miałby się przestraszyć samczyków beta? I samicy? Zjadł zęby na regionach, koalicjach. Wybije je każdemu, komu uśmiecha się szefostwo PO.

Polityka jest instynktem homo sapiens. Czymś niemal biologicznym, wrodzoną umiejętnością tworzenia intryg, sojuszy. Rządzi najsilniejszy, a światem patriarchat i podobno grzyby. Jest taki grzyb, owadomorkowiec rządzący zachowaniem owadów. Atakuje samicę muchy, zmusza ją do przedśmiertnego rozłożenia skrzydełek, zadarcia odwłoka dla przyjęcia pozycji zachęcającej samców.

Nadlatują, próbują martwą wypierd… i przenoszą dalej grzybnię. Jakoś to mi się kojarzy z polską polityką, traktowaniem w niej kobiet, samic przydatnych do roznoszenia grzybni patriarchatu. Rządzą przecież stare grzyby. Kobiet się używa, kusi nimi wyborców, odsyła zagrażające lub zużyte.

Joanna Mucha chce zmian w PO obawiając się konkurencji lewicy. Joanno (jesteśmy na „ty”, ale nie znamy się prywatnie ), kobiety przyspieszyły ewolucję ucząc mężczyzn mówić. Kobiety zmienią świat ucząc patriarchat myśleć. Mam nadzieję, że Ty ewoluując tak szybko politycznie, znajdziesz się tam, gdzie przyszłość – na Lewicy. W polskiej prawicy zasiada Ojciec z Synem, ewentualnie z braćmi i porasta ich grzybnia tradycji. Joanna Mucha Magdalena Środa

Jarosław Kaczyński twierdzi, że zdjęcie z drugiej połowy lat 70., podpisane jako zrobione w Białymstoku przed pierwszomajowym pochodem, to fotomontaż. Utrzymuje, że nie zna osób, które stoją obok. Jak ustaliliśmy, musiał je znać.

Rysownik Marek Skwarski zamieścił na Facebooku zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego z trzema mężczyznami i młodą kobietą. Podpis: „Białystok, końcówka lat 70. Przyszły naczelnik Polski, z extramocnym w palcach, wybiera się na pochód pierwszomajowy”. Fotografia wywołała lawinę komentarzy, udostępniło ją ponad 2 tys. internautów.

Na zdjęciu Kaczyński stoi z papierosem, w płaszczu zapiętym pod szyję, z przypiętą do niego czerwoną kokardą. Takie same ozdoby mają na ubraniach dwaj z mężczyzn i kobieta, która dzierży w ręce duży papierowy kwiat.

Fotografię skomentował na Twitterze Roman Giertych i były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski: „Czy to nie aby nasz niezłomny antykomunista?”.

Timothy Garton Ash w Białymstoku: PiS to nacjonalistyczny wariant populizmu

TVP Info doniosła, że zdjęcie to fałszywka. Zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel w rozmowie z portalem Onet.pl twierdzi, że Jarosław Kaczyński pod koniec lat 70. na pochody pierwszomajowe nie chodził, bo „był już wówczas działaczem opozycji antykomunistycznej”. Przekonuje: – Pokazałem prezesowi to zdjęcie. On nie zna ani jednej osoby z tej fotografii. Jego zdaniem to fotomontaż. Jego twarz została tu wmontowana.

Uczelnia niepoprawnych

Do 1997 r. Uniwersytet w Białymstoku funkcjonował jako filia Uniwersytetu Warszawskiego.

– W latach 70. stał się miejscem, na które skazywano osoby politycznie niepoprawne. Takie jak Andrzej Stelmachowski, Jerzy Stembrowicz czy Lech Falandysz – wspomina prof. Barbara Kudrycka, ministra nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Donalda Tuska, w drugiej połowie lat 70. studentka białostockiej Filii. Pamięta, że jako jeden z pracowników naukowych pojawiał się Jarosław Kaczyński. W oficjalnej biografii Kaczyńskiego jest napisane: „W latach 1971- 1976 zatrudniony był jako pracownik naukowy w Instytucie Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego. Później, do 1981, pracował jako adiunkt w białostockiej filii Uniwersytetu Warszawskiego”.

PiS. Kaczyński woli lata 90.

Obecny prezes PiS niechętnie wspomina czasy, kiedy pojawiał się w białostockiej filii UW. W kampanii przed wyborami samorządowymi o pracy Kaczyńskiego na filii UW mówił kandydat PiS na prezydenta Białegostoku, poseł Jacek Żalek: „Przyjeżdżał tutaj jako młody doktor prawa z wykładami dla młodych białostoczan”.

Prof. Stanisław Prutis, były dziekan wydziału prawa UwB: – Dr Jarosław Kaczyński w drugiej połowie lat 70. pojawił się na wydziale ekonomiczno-administracyjnym naszej filii za sprawą dziekana prof. Andrzeja Stelmachowskiego. Prof. Stelmachowski chciał mu dać przeżyć, bo za działalność opozycyjną w stolicy nie był mile widziany. Pracował na wydziale na pełnym etacie. Przyjeżdżał z Warszawy raz na tydzień lub dwa. Specjalizował się w teorii państwa i prawa.

Profesorowie Kudrycka i Prutis: – Obok Kaczyńskiego na zdjęciu stoją doktorzy z wydziału: dr Stefan Iwanowski oraz nieżyjący dr Jerzy Mieszkowski i dr Włodzimierz Zakrzewski [pierwszy od lewej].

Kim jest dziewczyna z papierowym kwiatem, nie wiedzą.

Prof. Prutis jest pewien: – To zdjęcie było zrobione na ówczesnym dziedzińcu wydziału ekonomiczno – administracyjnego przy ul. Mickiewicza, potem zabudowanym, gdzie mieści się od lat wydział prawa UwB.

Nie ma jednak pewności co do autentyczności zdjęcia: – 1 Maja to był dzień wolny od pracy. Wątpliwe, żeby dr Kaczyński miał przyjechać z tej okazji specjalnie do Białegostoku.

A może to Pogonalia?

Stefan Iwanowski jest jednak pewien, że takie zdjęcie było robione. Być może jednak nie przed 1 Maja, ale przy okazji Pogonaliów (białostockich juwenaliów). Pracownicy białostockiej filii UW na pochody pierwszomajowe nie chadzali z kokardami.

Prof. Kudrycka zauważa jednak: – Pogonalia były w drugiej połowie czerwca, a oni wszyscy na tym zdjęciu są ubrani jakby to był przełom kwietnia i maja.

Oda do Kaczyńskiego. „O Jarosławie Wielki, władco dusz Polaków”

Jeden z pracowników naukowych wydziału ekonomiczno-administracyjnego białostockiej filii UW z końca lat 70., proszący o anonimowość: – Nawet gdyby Kaczyński w tamtych czasach szedł w pierwszomajowym pochodzie, to co takiego? Nie było na uczelni entuzjazmu dla pochodów, ale się szło, bo trzeba było. Dopiero po powstaniu „Solidarności”, a zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego bojkot pochodów stał się jasną polityczną deklaracją. Czy Kaczyński na tym zdjęciu jest z kokardą czy bez, czy go doklejono, czy nie, czy było to przed 1 Maja, czy przy innej okazji, to wszytko nie ma znaczenia. Bo i tak nie ma to znaczenia dla PiS-owskiego ludu. Nie rozumiem więc, dlaczego dr Kaczyński wstydzi się tego zdjęcia.

W liście do członków PO i wyborców Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Schetyna przekonuje, że choć wynik wyborczy jest daleki od ambicji, wcale nie jest taki zły. Bo Platforma jeszcze w 2016 roku miała mniej niż 10 proc. w sondażach i musiała mierzyć się z całym państwowym aparatem.

„Dzięki waszej mobilizacji i walce opozycja ma większość w Senacie. W wyborach do Sejmu Koalicja Obywatelska, której jesteśmy trzonem, przekonała do siebie ponad 5 milionów Polaków i Polek. To dużo więcej głosów niż w 2015 roku zdobyły wspólnie PO i Nowoczesna” – pisze do wyborców Schetyna.

W liczbach bezwzględnych Schetyna ma rację, ale jeśli popatrzymy na wynik procentowy – już nie. W 2015 roku na Platformę zagłosowało 24,09 proc. wyborców, a na Nowoczesną – 7,6. W ostatnich wyborach Koalicja Obywatelska, poszerzona jeszcze m.in. o Inicjatywę Polską i Zielonych, zdobyła 27,4 proc. Wyższa niż w 2015 roku liczba głosów to zasługa wysokiej frekwencji.

Platforma w trudnej sytuacji

Przewodniczący PO przypomina, że w 2016 roku PO spadła w sondażach poniżej 10 proc. „Opozycja wydawała się wielu bezsilna, a władza Kaczyńskiego wszechmocna. Przez te 4 lata udało nam się odzyskać zaufanie milionów Polaków, częściowo powstrzymać niszczenie sądów, usunąć m.in. skompromitowanego marszałka Sejmu, wreszcie – zbudować szeroką współpracę opozycji. To, że po wyborach europejskich nie udało się utrzymać wielkiej koalicji opozycji, nie było naszą decyzją” – pisze Schetyna. I znów ma rację tylko częściowo. Z Koalicji Europejskiej odeszło Polskie Stronnictwo Ludowe, ale Sojusz Lewicy Demokratycznej chciał w niej pozostać. Akces zgłosiła także Wiosna Roberta Biedronia, ale Platforma zdecydowała inaczej.

„W tej sytuacji wyników wyborów, choć są dalekie od naszych ambicji, nie oceniajmy źle” – przekonuje szef PO. I wymienia, w czym PiS miał przewagę: kampania nie była demokratyczna, a partia Jarosława Kaczyńskiego wykorzystała państwowe media. Powołuje się na opinię misji OBWE, która stwierdziła, że „bardzo niepokojąca była stronniczość mediów i retoryka oparta na nietolerancji” a także, że „wyżsi urzędnicy państwowi wykorzystywali wydarzenia finansowane z publicznych pieniędzy do kreowania kampanijnego przekazu”.

Schetyna opowiada także, jakie ma plany na przyszłość jako szef PO. To utrzymanie przewagi opozycji w Senacie (ma 51 głosów, licząc senatorów SLD, PSL i niezależnych, a PiS – 49, w tym jedną senator niezależną), zwycięstwo w wyborach prezydenckich, a na koniec „odebranie Kaczyńskiemu władzy”.

„Jesteśmy najsilniejszą formacją opozycyjną. Jedyną, której Kaczyński się naprawdę boi. Dlatego to przeciw nam będzie skierowana cała propaganda, zastraszanie, szantaże i korupcyjne oferty. Nasz przeciwnik będzie wykorzystywał każdy nasz błąd. Musimy zachować jedność, a dzięki niej sprawczość polityczną” – pisze Schetyna.

Czy Schetyna utrzyma stanowisko?

Przewodniczący PO po przegranych wyborach europejskich i parlamentarnych znalazł się w ogniu krytyki. Atakują go partyjni koledzy i koleżanki.

– Grzegorz Schetyna ma swoje talenty i dobrze byłoby, gdyby z tymi talentami pracował na rzecz Platformy. Ale trzy razy przetestował się w procesie wyborczym – ostatnie dwa razy w wariancie „wszyscy razem i każdy oddzielnie” – i w obu przegraliśmy. To moim zdaniem znaczy, że z tym liderem wyborów z PiS-em nie wygramy – powiedziała Joanna Mucha w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”.

Również Borys Budka w rozmowie z „Wyborczą” nie wykluczył, że zgłosi swoją kandydaturę w wyborach na szefa PO, które mają odbyć się w styczniu. Niektórzy działacze sugerują, że data wyborów jest za późna: że nowemu przewodniczącemu trzeba dać więcej czasu przed wiosennymi wyborami prezydenckimi.

Niekiedy jedna osoba wystarczy, by tchnąć ducha w ogromny ruch, a czasem same jej słowa wysłuchane kilka dekad później; niekiedy parę gorąco zaangażowanych osób inicjuje masowy ruch, a zmiana nadchodzi niczym zmiana pogody.

Rebecca Solnit – ur. w 1961 r., amerykańska eseistka, historyczka. Napisała kilkanaście książek z pogranicza antropologii, filozofii i polityki, m.in. „Zew włóczęgi. Opowieści wędrowne”, „Storming the Gates of Paradise: Landscapes for Politics”, „A California Bestiary”, „Nonstop Metropolis: A New York City Atlas”

Miesiąc przed upadkiem muru berlińskiego niemal nikt nie przewidywał, że radziecki blok wschodni ulegnie gwałtownemu rozpadowi (na skutek działania wielu czynników, w tym olbrzymiego nacisku ze strony społeczeństwa obywatelskiego, które wyrzekało się przemocy działań bezpośrednich i napędzane było nadzieją samoorganizacji), podobnie jak nikt, nawet sami uczestnicy tych wydarzeń, nie przewidział znaczenia arabskiej wiosny, ruchu Occupy Wall Street i wielu innych potężnych zrywów. Nie wiemy, co się wydarzy, w jaki sposób ani kiedy, i właśnie owa niepewność jest siedliskiem nadziei. Ci, którzy powątpiewają w wagę tego typu zajść, powinni docenić przerażenie, jakie wywołują one wśród władz i elit.

Ich strach bierze się stąd, że zdają one sobie sprawę, że władza ludu jest na tyle realna, by obalać reżimy i zmieniać warunki umowy społecznej. I często to czyni. Niekiedy nasi wrogowie wiedzą to, w co uwierzyć nie potrafią nasi przyjaciele.

Ci, którzy lekceważą te zajścia, uznając je za niedoskonałe, ograniczone czy niedostateczne, powinni przyjrzeć się bliżej temu, jaka radość i nadzieja z nich biją i jakie rzeczywiste zmiany przynoszą, nawet gdy nie zawsze są one oczywiste.

Mogę kogoś uratować

Jeśli się uprzemy, możemy widzieć świat jako miejsce pełne wad i niedomagań. Z pomocą przyjść może analogia, która dodaje mi otuchy: w trakcie katastrofy wywołanej przez huragan „Katrina” setki właścicieli łodzi rzuciło się na ratunek ludziom – samotnym matkom, dzieciom, dziadkom – uwięzionym na strychach, chroniącym się na dachach, na osiedlach komunalnych, w szpitalach i budynkach szkolnych. Nikt nie mówił: „Nie dam rady ocalić wszystkich, w związku z tym wszystko na nic; dlatego moje starania są daremne i bezwartościowe” – choć wiele osób tak właśnie powiedziałoby o bardziej abstrakcyjnych kwestiach, w których przecież stawką są życie, istnienie miejsc, kultury, gatunków czy praw. Dostawali się tam na łódkach rybackich, wiosłowych czy pirogach, niektórzy przybywali z tak odległych miejsc jak Teksas, przedostając się nielegalnie do miasta, by dotrzeć z pomocą, inni, sami będąc uchodźcami, nieśli pomoc na terenie miasta. Uruchomiono doraźny bezpośredni transport łodziowy – osławioną Marynarkę Cajun – ciągnący w stronę miasta już dzień po przerwaniu wałów.

Nikt z tych ludzi nie powiedział wówczas: „Nie mogę uratować wszystkich”. Wszyscy zaś mówili: „Mogę kogoś uratować, więc będę ryzykować życie i przeciwstawię się władzom, by móc to zrobić”.

Zmiana rzadko jest czymś prostym. Niekiedy jest tak złożona, jak twierdzi teoria chaosu, i tak powolna jak ewolucja. Nawet to, co zdaje się wydarzać nagle, kiełkuje z nasion od dawna spoczywających w uśpieniu. Samobójstwo młodego człowieka może wywołać powstanie rozpalające kolejne powstania. Jednak sam ten incydent był jedynie iskrą, a ogień, który rozniecił, rozgorzał na stosie przygotowanym przez sieć działaczy, a także przez ideę obywatelskiego nieposłuszeństwa i głębokie pragnienie sprawiedliwości oraz wolności istniejące wszędzie.

Warto zadać sobie pytanie nie tylko o to, jakie długoterminowe skutki przyniosły owe zrywy, lecz również o to, czym były, póki trwały. To, że ludziom przyszło żyć w świecie, w którym część nadziei się urzeczywistniła, w którym panuje radość, a niektóre granice między jednostkami i grupami zostały zatarte, choćby tylko na godzinę, na jeden dzień, na parę miesięcy, nie jest bez znaczenia. Wspomnienia momentów radości mogą stać się dla nas busolą.

Całkowite zwycięstwo nigdy nie nadejdzie

Wspomnijmy słowa Paula Goodmana: „Załóżmy, że twoja strona zwyciężyła i że żyjesz w społeczeństwie, którego zawsze pragnąłeś. Jak byś wówczas żył? Zacznijmy już teraz tak właśnie żyć!”. Opowiadamy się w ten sposób za drobnymi i doraźnymi zwycięstwami i za częściowymi sukcesami, gdy brakuje zwycięstw ostatecznych i pełnych, a być może są one niemożliwe. Całkowite zwycięstwo zawsze wydawało się świeckim odpowiednikiem raju: miejsca, gdzie wszelkie problemy zostają rozwiązane koszmarnie nudną pustynią.

Absolutyści ze starej lewicy wyobrażali sobie, że takie zwycięstwo będzie całkowite i trwałe, co jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że zwycięstwo nigdy nie nadejdzie. Tymczasem jest ono, faktycznie, bardziej niż możliwe. Zwycięstwa wydarzały się bowiem już na niezliczone sposoby, małe i duże, często stopniowo, inaczej jednak, niż przewidywano. Zwycięstwa czasem przemykają niezauważone. O wiele łatwiej nam rozpoznać porażkę.

Od czasu do czasu rodzą się nowe możliwości. W takich momentach ludzie stają się członkami pewnego „my”, które wcześniej nie istniało, w każdym razie nie jako jedność obdarzona mocą sprawczą, tożsamością i siłą do działania; wyłaniają się wówczas niespodzianie nowe możliwości.

Niekiedy ziemia grzebie w sobie takie chwile i nie widać, by miały poważniejsze konsekwencje; niekiedy zaś ideologie zrzuca się niczym kajdany. Nie sposób jednak przewidzieć tego, co nadejdzie.

Olbrzym tylko drzemie

Społeczeństwo można porównać do pogrążonego we śnie olbrzyma; gdy się budzimy, nie jesteśmy już tylko publicznością: stajemy się społeczeństwem obywatelskim o nadludzkiej sile, którego pokojowe metody niekiedy, przez krótką, acz pełną blasku chwilę, okazują się o wiele potężniejsze aniżeli przemoc, potężniejsze od reżimów i armii. Niemniej z oczywistych powodów wszystko, czym karmią nas ogólnodostępne środki przekazu, sugeruje, że opór stawiany przez lud jest czymś żałosnym, bezcelowym, a niekiedy wręcz przestępstwem, o ile nie jest oglądany z oddali, nie należy do zamierzchłej przeszłości, a najlepiej jedno i drugie. Ludzie zaprzedani instytucjom żarliwie wierzą, że dzierżą władzę, która coś znaczy. Oto siły, które wolałyby nie budzić tego olbrzyma.

Zawsze jest za wcześnie, by wycofać się w domowe zacisze. I zawsze jest za wcześnie, by przewidzieć skutki własnych działań. Natknęłam się na anegdotę opowiedzianą przez kogoś z Women Strike for Peace, pierwszego masowego amerykańskiego ruchu przeciw broni jądrowej. Ruch ten przyczynił się do ogromnego zwycięstwa: podpisania w 1963 r. układu o zakazie prób w atmosferze, w przestrzeni kosmicznej i pod wodą, dzięki czemu udało się doprowadzić do zakończenia prób z bronią jądrową na lądzie, odpowiadających za radioaktywny opad, którego ślady zaczęły pojawiać się w mleku matek i w zębach ich dzieci. (WSP przyczynił się do upadku House Un-American Activities Committee [HUAC], ówczesnego odpowiednika Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA. Uczestniczki ruchu wcieliły się w rolę gospodyń domowych i wystawiły na pośmiewisko prowadzone przez HUAC antykomunistyczne przesłuchania).

Jedna z kobiet należących do WSP opowiadała, jak czuła się głupia i niepotrzebna, gdy pewnego poranka protestowała w deszczu przed Białym Domem.

Kilka lat później usłyszała dr. Benjamina Spocka, który stał się znanym orędownikiem rozbrojenia. Mówił, że przełomowy dlań moment nastąpił, gdy zauważył grupkę kobiet tkwiących w deszczu przed Białym Domem. Skoro one są tak żarliwie zaangażowane w tę sprawę – pomyślał – sam powinien poświęcić jej więcej uwagi.

Historia to krab kroczący na boki

Myślenie w kategoriach przyczyn i skutków zakłada, że historia posuwa się naprzód, ale historia to nie armia. To krab kroczący na boki, kropla wody drążąca skałę, trzęsienie ziemi przerywające wielowiekowe napięcia. Niekiedy jedna osoba wystarczy, by tchnąć ducha w ogromny ruch, a czasem same jej słowa wysłuchane kilka dekad później; niekiedy parę gorąco zaangażowanych osób inicjuje masowy ruch, a zmiana nadchodzi niczym zmiana pogody.

Wszystkie te sytuacje łączy to, że poczęły się w wyobraźni, zrodziły się z nadziei. Pokładanie w czymś nadziei przypomina grę hazardową. Stawianie na przyszłość, na możliwość, że otwarte serca i niepewność są lepsze niż przygnębienie i poczucie bezpieczeństwa.

Nadzieja domaga się działania

Nadzieja nie przypomina kuponu na loterię, który można kurczowo ściskać w dłoni, siedząc wygodnie na kanapie i spodziewając się szczęśliwego trafu. Nadzieja to siekiera, którą rozrąbuje się drzwi w sytuacji nagłej konieczności, bo nadzieja powinna nas wypychać za drzwi, bo musicie dać z siebie wszystko, by wytrącić przyszłość z kolein wiodących ku niekończącej się wojnie, ku unicestwieniu całej planety, jej bogactw i skarbów, i ku uciskowi biednych i zmarginalizowanych. Nadzieja oznacza po prostu, że inny świat jest możliwy, a nie że jest ziemią obiecaną, bowiem jego nadejścia nic nie gwarantuje.

Nadzieja domaga się działania; działanie nie jest możliwe bez nadziei. Zdarzyć się może wszystko, a to, czy działamy, czy stoimy bezczynnie, ma ogromne znaczenie.

Choć brak kuponów na loterię dla leniwych i tkwiących w zobojętnieniu, zaangażowani mają szansę na wielką wygraną. Mówię wam to nie dlatego, że uważam, by Stany Zjednoczone stanęły na skraju zniszczenia swych rzekomych wartości, że nasza cywilizacja bliska jest unicestwienia przyrody, od której pozostajemy zależne i zależni – oceanów, atmosfery, niezliczonych gatunków roślin, owadów i ptaków.

Mówię to dlatego, że zauważyłam, co następuje: wojny wybuchną, planeta się ogrzeje, gatunki wymrą, jednak to, jak wiele wojen, o ile stopni i które gatunki uda się ocalić, zależy od tego, czy podejmiemy jakieś działania.

Dworczyk za oszustwa też powinien być zamknięty

Nobel dla Olgi Tokarczuk

Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Wielki dzień dla polskiej literatury!Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Wielki dzień dla polskiej literatury!

Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Druga nagroda powędrowała do Petera Handke z Austrii.

Akademia Szwedzka uhonorowała polską pisarkę za „narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic, jako formę życia” – czytamy w uzasadnieniu. Handke z kolei został nagrodzony „za wpływową pracę, która wraz z językową pomysłowością zgłębiła peryferie i specyficzność ludzkiego doświadczenia”.

Miłośnikom polskiej literatury współczesnej nie trzeba przedstawiać laureatki Nobla za 2018 rok, Olgi Tokarczuk. Pisarka w 2018 roku otrzymała International Booker Prize za powieść „Bieguni”. Szansę na Bookera miała także jej książka „Prowadź pług przez kości umarłych” w tłumaczeniu Antonii Lloyd-Jones – na jej podstawie Agnieszka Holland nakręciła film „Pokot”. Wcześniej Tokarczuk opublikowała m.in. „Księgi Jakubowe”, za które wyróżniono ją Nagrodą Literacką Nike, a także „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny” czy zbiór esejów „Moment niedźwiedzia”.

Olga Tokarczuk dołączyła do grona polskich noblistów

Tokarczuk dołączyła do grona polskich literackich noblistów, wśród których znaleźli się Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Czesław Miłosz i Wisława Szymborska. Niezwykle blisko z Polską był związany laureat Literackiej Nagrody Nobla z 1978 roku, Isaac Bashevis Singer.

Kilka dni wcześniej Gliński u Moniki Olejnik wyznał, że nie może dokończyć czytania Olgi Tokarczuk. W domyśle, iż dla tego idioty Tokarczuk nędznie pisze.

Więcej o Glińskim (chamie) w kontekście wspaniałej Olgi >>>

Dzisiaj ten idiota kaja się.

Olga Tokarczuk o przyznaniu jej Literackiego Nobla 2019 dowiedziała się na autostradzie w Niemczech. Jest tam w trasie promocyjnej. W telefonicznej rozmowie z „Wyborczą” powiedziała:  – Gdy się dowiedziałam, musiałam się zatrzymać. To jeszcze w ogóle do mnie nie dociera. Bardzo się cieszę także z tego, że nagrodę wraz ze mną otrzymał Peter Handke, które niezwykle cenię. To wspaniale, że Akademia Szwedzka doceniła literaturę z centralnej części Europy. Cieszę się, że jeszcze się trzymamy.

Dla PiS-owskiego reżimu nagroda Nobla dla dla Olgi Tokarczuk, to cios porównywalny z Noblem dla Miłosza i Wałęsy zadanym reżimowi PRL- owskiemu. Tym bardziej, że ta wielka pisarka, tak mówiła o pisanej między innymi przez nich historii Polski.

Taki jest stosunek PiS do Olgi Tokarczuk.


Dla pisowskiego reżimu podobny cios co Nobel dla Miłosza dla reżimu PRL. Jak się rozłamuje Polskę na połowę robiąc z drugiej wrogów do piętnowania (stemplem, opaską?), to mamy efekt, jak w PRL.

Polityka jest żałosna w stosunku do polskiej literatury.

Kmicic z chesterfieldem

– „Jesteście obrzydliwi. Tak, do was z TVP mówię. Po ludzku jesteście po prostu zerami” – ostro skomentował na Twitterze Kamil Dziubka z onet.pl tzw. pasek w TVP Info. Dołączył do wpisu zdjęcie, na którym widać napis: „Prof. Szyszko źle znosił ataki na jego osobę”, a na jego tle widać relację reporterki TVN 24.

Na Twitterze pojawiły się komentarze innych dziennikarzy. – „Z zasady nie komentuję śmierci i reakcji na nią. Ale to co zrobiła TVP Info, jest po prostu hańbą. Pracujący obecnie w TVP ludzie powinni kiedyś odpowiedzieć za to, co robią za publiczne pieniądze, podszywając się pod dziennikarstwo” – Mariusz Kowalczyk z „Press”.

– „Każdy, kto wykorzystuje śmierć do partyjnych rozgrywek wyborczych, powinien być bezwzględnie potępiony. Ci, którzy starają się zbić kapitał polityczny na graniu tragedią i nie szanują żałoby, stawiają się poza polską tradycją i kulturą” – Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. – „W związku z pojawiającymi się…

View original post 5 370 słów więcej

 

Grożenie śmiercią i śmierć to codzienność pod władzą PiS. Klaudia Jachira zastraszana

Przed chwilą byłam na komisariacie Praga-Południe, by złożyć zawiadomienie o groźbach karalnych na mój temat” – powiedziała budząca wiele kontrowersji, kandydująca do parlamentu z listy KO, Klaudia Jachira.

Jak ujawniła w krótkim nagraniu umieszczonym w sieci, grożono jej nawet śmiercią. „Masz 45 godzin na wycofanie się z kampanii, inaczej mafia wałbrzyska cię zastrzeli, suko” – straszył w prywatnej wiadomości anonimowy „mafioso”.

Inny „dowcipniś” napisał na twitterze – „Życzyłbym sobie, aby to kur… zwane Jachira Klaudia, podzieliło los Adamowicza”. Klaudia Jachira od dawna swoimi śmiałymi poglądami i umieszczanymi w sieci krótkimi wypowiedziami budzi wiele skrajnych emocji.

Felieton Elizy Michalik „Syndrom Klaudii Jachiry” oraz gorąca dyskusja jaką wywołał, tylko potwierdziły jak podzielone są opinie na temat jej poglądów i sposobów ich wyrażania.

„Jeśli chcesz uniknąć krytyki, to nic nie rób, nic nie mów i bądź niczym” (Elbert Hubbard) Klaudia Jachira robi swoje mimo. Nam może się to podobać albo nie, ale nie wolno nikomu jej wykluczać…” – posumowała trafnie dyskusję wywołaną na forum koduj24.pl, Miranda.

Polska na równi pochyłej ku upadkowi. Kaczyński chce, aby wraz z jego śmiercią umarł kraj. Taki jest cel polityczny tego dobiegającego końca polityka.

Kmicic z chesterfieldem

 „Ale to już jest masakra. Minister kultury sporego europejskiego kraju w telewizorze przyznaje, że nie zna książek swojej rodaczki, która ma spore szanse na Nobla. O nominacji wiadomo od kilku miesięcy. Nie zna, bo jej nie lubi. I się nie wstydzi, a nawet jest dumny” – to tylko jeden z wielu komentarzy internautów po wypowiedzi Piotra Glińskiego na temat twórczości jednej z najlepszych polskich powieściopisarek. – „Próbowałem przeczytać książki Olgi Tokarczuk, nigdy nie dokończyłem” – powiedział wicepremier w TVN 24.

Gliński stwierdził także, że jedna z najbardziej prestiżowych polskich nagród literackich, czyli Nagroda Nike, to też nie jest szczególnie dla niego istotna. – „Ja szczególnie nie śledzę, bo jest środowiskowo zogniskowana. To nie jest moje środowisko, więc mniej się interesuję tymi sprawami” – powiedział minister kultury.

A Olga Tokarczuk znalazła się w ścisłej czołówce pisarzy typowanych do najważniejszej światowej nagrody literackiej. Nazwiska laureatów Nobla za 2018 i 2019 r…

View original post 3 422 słowa więcej

 

Kościół katolicki i PiS w amoralnym sojuszu

Rozdział państwa od Kościoła był dużym osiągnięciem cywilizacyjnym Europy, który zakończył stulecia traktowania religii jako  narzędzia polityki i walki o wpływy bardziej niż systemu zasad moralnych i wierzeń. Oddzielenie obu sfer pozwoliło podmiotom religijnym nie wykluczać ze swojego grona ludzi w zależności od poglądów, a także zmniejszyło ryzyko korupcji politycznej, kiedy instytucja mająca dotarcie do milionów wyborców lepsze niż nawet największe w kraju media, mogła zwyczajnie skapitalizować swoje kanały komunikacji dla bieżącego interesu hierarchów. Jednak w Polsce rozdział państwa od Kościoła kuleje. Duchowni w ostatnim czasie coraz odważniej zabierają głos w sprawach politycznych, stając się często centralnymi figurami sporu wyborczego w Polsce. Dziś dochodzimy do momentu kiedy kościół jawnie wspiera w wyborach partię rządzącą.

Przykładów parafii, które przypominają bardziej tablice reklamowe polityków PiS niż świątynie można szukać w setkach (ostatnie  z Częstochowy, Białegostoku i Rzeszowa), jednak tu zawsze ze strony episkopatu mógł paść argument, że to zagubione owce, pojedynczy proboszczowie, którzy na własną rękę wsparli działania PiS. Taka zasłona dymna ostatecznie jednak opadła teraz, kiedy przewodniczący konferencji episkopatu Polski sam wskazał wiernym, na kogo mają głosować. Abp Stanisław Gądecki wydał specjalne oświadczenie dotyczące wyborów, w którym możemy wyczytać, co cechuje “dobrego kandydata”. Opis ten zaś zdaje się być kopią przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, z tą różnicą, że partia rządząca nie jest wymieniana wprawdzie z nazwy, ale stała się sugestywnie wskazywanym podmiotem domyślnym całego tekstu.

Hierarcha wskazał, że wszyscy katolicy niezależnie od poglądów mają pewne obowiązki:
„Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że – w zakresie porządku spraw doczesnych – także między katolikami mogą istnieć uprawnione różnice poglądów. Pluralizm nie może jednak oznaczać moralnego relatywizmu, (…) fundamentalne zasady etyczne (…) nie mogą być przedmiotem ‘negocjacji”.

Jednak problem pojawia się, kiedy hierarcha przechodzi do zdefiniowania tych fundamentalnych wartości. Te bowiem pokrywają się z tak nachalnym przekazem dnia dobrej zmiany z ostatnich miesięcy. Mamy więc histerię wokół edukacji seksualnej w szkołach, akceptacji dla jawnego życia w społeczeństwie osób LGBT, czy kwestii aborcji.

„Katolicy powinni popierać programy broniące prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, gwarantujące prawną definicję małżeństwa jako trwałego związku jednego mężczyzny i jednej kobiety, promujące politykę rodzinną, wspierające dzietność, gwarantujące prawo rodziców do wychowania własnego potomstwa zgodnie z wyznawaną wiarą i moralnymi przekonaniami”.

Mamy zatem dla Katolików plusy – “chłopak-dziewczyna normalna rodzina” z narracji narodowców i PiS, tak głośna w słowach prezesa “Wara od naszych dzieci”, strefach wolnych od LGBT i przemocy z Białegostoku. Mamy seksualizację dzieci, temat, który został przez PiS wykreowany pomimo tego, że to rząd kontroluje edukację i to on odpowiada za podstawę programową zajęć w szkołach. Zatem bez kontroli nad MEN nikt nic w tym temacie nie może zrobić, a patrząc po opozycji nikt nawet nie chce. Tymczasem nauka o seksualności istniała w polskiej szkole od wielu lat, z tym że była nieudolnie prowadzona, a także nie była jeszcze chodliwym tematem politycznej historii. Mamy do czynienia z agitacją na rzecz jednej partii, tym bardziej że wbrew politycznym sugestiom arcybiskupa zajęcia tego typu są dobrowolne, także rodzic decyduje o udziale w nich swojego dziecka. Mamy tu w końcu i 500+. W końcu nikt jak PiS nie prowadzi polityki prorodzinnej. W tym ostatnim obszarze sugestia jest oczywista, ponieważ gdyby trzymać się faktów, to trzeba byłoby dostrzec, że i poprzednicy PiS rozszerzali ulgi podatkowe na dzieci, a najwięcej w sprawie dzietności robi nie rząd, a samorządy, prowadzące rozbudowę infrastruktury żłobkowej. Gdyby trzymać się faktów, to apel duchownego nie miałby sensu, ponieważ nie byłoby kandydatów wspierających rodzinę vs niewspierających. Taka manipulacja abp. Gądeckiego wpisuje się bowiem w kampanię wyborczą PiS. Dla niedowiarków, którzy mogliby uznać, że powyższe jest histerią “totalnych”, zostawiam kolejny fragment oświadczenia, który wprost uderza w Lewicę i pośrednio Koalicje Obywatelskie za pomocą argumentów rodem z TVP:

„W związku z tym katolicy nie mogą wspierać programów, które promują aborcję, starają się przedefiniować instytucję małżeństwa, usiłują ograniczyć prawa rodziców w zakresie odpowiedzialności za wychowanie ich dzieci, propagują demoralizację dzieci i młodzieży. Nie mogą się zdecydować na wybór kandydata, który wyraża poglądy budzące zastrzeżenia z punktu widzenia moralnego oraz ryzykowne z punktu widzenia politycznego”

W tekście Stanisława Gądeckiego nie ma niestety miejsca na wewnętrzną decyzję każdego z wiernych. Nie ma tu miejsca na typowych dla ludzkiego życia odcieni szarości. Zamiast tego oferuje się wiernym jasny podział na tych “dobrych” i tych “złych”, do których to grup w sposób czytelny dla wiernych przyporządkowuje się poszczególne obozy polityczne w kraju. Tym samym Kościół katolicki w Polsce stał się bezpłatną platformą kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Jest to godne najwyższego potępienia, ponieważ widać wyraźnie, że duchowni zamiast zbawieniem wiernych wolą zajmować się załatwianiem swoich interesów. Dokładnie tak samo jak kupcy, których Jezus w ewangelii musiał osobiście przepędzić ze świątyni.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Wyimaginowany wróg polityczny….!!!!! Zastępuje „Radio wolna Europa” XXI w. – …..!!!!

Sojusz PiS i twardogłowego Kościoła, czyli PS i zdemoralizowanego Watykanu, jest faktem, jak był sojusz PZPR i Kremla.

Kmicic z chesterfieldem

Mieszkanka Sosnowca poprosiła przebywającego w tym mieście ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę „na słowo”.

Wymianę zdań zarejestrowała kamera TVN24 i pokazało „Szkło kontaktowe”. Chwilę wcześniej kilka osób dziękowało mu za przybycie, tymczasem kobieta spokojnym głosem powiedziała: – Przykro mi, że ta Polska przez was wygląda tak jak wygląda. Nie liczycie się z nikim. Proszę mi wybaczyć, ale pan szczególnie jest zero, tak jak powiedział pan (Leszek) Miller. 

Minister najpierw odpowiedział krótkim „rozumiem”, lecz po chwili zaczął się bronić (do czego ma wszak prawo).

Po jakie argumenty sięgnął? – Wie Pani, że mafiom odebraliśmy 500 plus? Czy pani wie, że mafiom odebraliśmy 500 plus? – argumentował minister. – Czy pani wie o tym, że trzynasta emerytura? Cieszę się, że mafiom odebraliśmy – uparcie powtarzał, ignorując pytanie, czy „chodzi po sklepach”.

Trudno o bardziej czytelny sygnał, co władza sama o sobie myśli.

View original post 2 217 słów więcej

 

Gliński jak komuch walczy z artystami

Agnieszka Holland nie po raz pierwszy krytykuje władzę Prawa i Sprawiedliwości. – „Najpierw skutecznie podzieliła społeczeństwo, a teraz poszerza stan posiadania środkami, które są trywialne, bo to pieniądze, ale skuteczne” – powiedziała reżyserka w wywiadzie udzielonym „Wysokim Obcasom”. – „Jednocześnie wprowadza ideologiczny zamęt. I doprowadza do sytuacji bliskich faszyzmowi. Odradzają to, co było pomysłem ONR-u czy części endecji przed wojną: katolickie państwo narodu polskiego. Przyznał to zresztą Kaczyński oficjalnie” – dodaje reżyserka.

Holland mówi także o propagandzie, stosowanej przez obecnie rządzących. – „Choć toporna i chamska, jest skuteczna! Mnie się wydawało, że ludzie nie dadzą się nabrać, że przecież już to widzieli” – przyznała reżyserka.

Jej zdaniem, ta propaganda odpowiada na autentyczne lub rozpalone lęki. Jako przykład podaje relokację migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. – „Zakłamując rzeczywistość, manipulując faktami, władza doprowadziła do tego, że w ciągu paru miesięcy stosunek Polaków do uchodźców zmienił się z obojętnego i raczej współczującego we wrogość, w przekonanie, że uchodźców należy tępić jak robactwo. Jarosław Kaczyński i jego ludzie zupełnie się nie powstrzymują od tego, by używać języka otwarcie nazistowskiego. I to się okazuje skuteczne. Populiści odświeżają idee już zużyte i – jak się zdawało – skompromitowane, a jednak okazuje się, że one się łatwo odradzają” – stwierdziła Holland.

Reżyserka mówiła o roli artystów i znaczeniu ich twórczości. – „Tamta władza [PRL] bardziej bała się sztuki, bo ją szanowała. Dzisiejsza boi się mniej. Zresztą Lech Kaczyński również szanował artystów, spotykałam się z nim kilkakrotnie, rozmawialiśmy, zabiegał, bym go zrozumiała, i chciał zrozumieć mnie” – mówiła Holland.

Według niej, „nowe pokolenie polityków ma w dupie wszystkich artystów”. – „Myślę, że nie boją się sztuki, że ją lekceważą. Gliński oczywiście z artystami walczy, ale jego młodsi pomagierzy traktują nas z buta” – podsumowała Agnieszka Holland.

Pisowskie komuchy znajdą miejsce tam, gdzie ich poprzednicy – komuchy.

Kmicic z chesterfieldem

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24…

View original post 1 798 słów więcej