Sędzia Juszczyszyn z zarzutami od pachołków Ziobry

Paweł Juszczyszyn, sędzia z Olsztyna, który nakazał Kancelarii Sejmu udostępnienie tajnych list poparcia KRS, dostał zarzuty dyscyplinarne. Rzecznik Dyscyplinarny Michał Lasota zarzuca mu m.in. przekroczenie uprawnień w związku z tym postanowieniem, a także nieprzepisowe podanie do wiadomości publicznej zażaleń w związku z pełnionym urzędem

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych sędzia Michał Lasota wszczął 28 listopada 2019 postępowanie dyscyplinarne przeciwko Pawłowi Juszczyszynowi, sędziemu z Sądu Rejonowego w Olsztynie. Juszczyszyn jako pierwszy zastosował się do wyroku TSUE i 20 listopada wydał postanowienie, w którym nakazał Kancelarii Sejmu ujawnienie list poparcia dla sędziów-kandydatów do KRS.

W związku z tym działaniem Rzecznik Dyscyplinarny zarzuca Juszczyszynowi przekroczenie uprawnień.

Kolejny zarzut dotyczy oświadczenia, jakie sędzia opublikował oraz wygłosił 26 listopada. Zdaniem Rzecznika „przedstawił przedstawicielom mediów twierdzenia i oceny związane z pełnionym urzędem, a dotyczące delegowania do pełnienia obowiązków sędziego w Sądzie Okręgowym w Olsztynie i odwołania z delegowania, które zostały następnie opublikowane, wbrew normie z art. 89 § 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku. Prawo o ustroju sądów powszechnych”.

Przepis ten reguluje, że „żądania, wystąpienia i zażalenia w sprawach związanych z pełnionym urzędem sędzia może wnosić tylko w drodze służbowej. W takich sprawach sędzia nie może zwracać się do instytucji i osób postronnych ani podawać tych spraw do wiadomości publicznej”.

Dodatkowo Rzecznik przedstawił mu dwa inne zarzuty „dotyczące podania nieprawdy co do okoliczności faktycznych złożonych wniosków o wyłączenie go od udziału w dwóch postępowaniach karnych”.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę 1 grudnia. OKO.press będzie relacjonowało przebieg manifestacji w Warszawie pod budynkiem ministerstwa sprawiedliwości o 16.00.


Sądy stosują się do wyroku TSUE

OKO.press jako pierwsze medium poinformowało, że Sąd Okręgowy w Olsztynie nakazał Kancelarii Sejmu udostępnienie list poparcia sędziów-kandydatów na stanowiska w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa. Bezpośrednią przyczyną zarządzenia był wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który 19 listopada 2019 orzekł, że Sąd Najwyższy musi ocenić m.in. czy Izba Dyscyplinarna SN jest sądem niezawisłym i niezależnym w rozumieniu prawa europejskiego. Kluczową kwestią przy badaniu tej sprawy jest także status KRS. TSUE wymienił, że Sąd Najwyższy będzie musiał ocenić m.in. takie czynniki, jak skrócenie kadencji poprzedniego składu Rady, wybór większości obecnego składu przez władzę ustawodawczą oraz utajnienie list poparcia dla kandydatów do KRS.

Zobacz: TSUE daje Sądowi Najwyższemu kryteria oceny, czy Izba Dyscyplinarna SN jest niezawisłym sądem

Ale sprawdzenie niezawisłości i niezależności wymaganej prawem europejskim leży także w gestii sądów powszechnych i administracyjnych.

Aż 13 organizacji prawniczych (m.in. Archiwum Osiatyńskiego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka) wystosowało apel do sądów o odmowę stosowania przepisów polskiego prawa, których skutkiem byłaby możliwość rozpoznania spraw sądowych przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Sąd Okręgowy w Olsztynie jako pierwszy zastosował się do tego apelu. Rozpatrując apelację w sprawie, w której w pierwszej instancji orzekała osoba powołana właśnie przez neo-KRS, postanowił zastosować się do orzeczenia TSUE i wystąpić do Kancelarii Sejmu o dokumenty potrzebne do zbadania sprawy.

„Sędzia nie może bać się polityków”

Ministerstwo Sprawiedliwości cofnęło delegację Pawła Juszczyszyna już 25 listopada. „Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – argumentowano w oświadczeniu.

Zobacz: Resort Ziobry manipuluje interpretacją prawa, żeby zdyskredytować sędziego z Olsztyna

Następnego dnia sędzia zorganizował krótką konferencję prasową, podczas której ogłosił:

„Nazywam się Paweł Juszczyszyn, jestem sędzią Sądu Rejonowego w Olsztynie, do wczoraj delegowanym do orzekania w Sądzie Okręgowym w Olsztynie. W związku z odwołaniem mnie z delegacji do Sądu Okręgowego chcę podkreślić, że

prawo stron do rzetelnego procesu jest dla mnie ważniejsze od mojej sytuacji zawodowej. Sędzia nie może bać się polityków, nawet jeśli mają wpływ na jego karierę. Apeluję do koleżanek i kolegów sędziów, aby zawsze pamiętali o rocie ślubowania sędziowskiego, orzekali niezawiśle i odważnie”.

Swoje oświadczenie opublikował również w mediach społecznościowych. Nie chciał odpowiadać na pytania.

„To było właściwe, stonowane, godne zachowanie” – komentowała dla OKO.press prof. Ewa Łętowska.

Zgromadzenia sędziów sądów w całej Polsce wydają uchwały, w których wstrzymują się od opiniowania do neo-KRS kandydatów na stanowiska sędziowskie, powołując się na wyrok TSUE. Część z nich, podobnie jak sędzia z Olsztyna, zwraca się do Kancelarii Sejmu z żądaniem upublicznienia tajnych list poparcia. Na razie takie uchwały podjęto w Poznaniu, Białymstoku, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku.

Prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, sędzia Dariusz Zawistowski wydał oświadczenie, w którym informuje, że nie będzie wyznaczał składów sędziowskich z sędziami powołanymi na stanowiska przez obecną KRS do czasu wydania przez Sąd Najwyższy orzeczeń w ich sprawie.

W związku z tym w ostatnich dniach intensyfikują się działania represyjne władz. Zarzuty dyscyplinarne usłyszał nie tylko sędzia z Olsztyna, ale także m.in. trzech sędziów z Krakowa, którzy chcieli badać legalność KRS jeszcze przed wyrokiem TSUE.

Recydywa Ziobry i Kaczyńskiego winna wtrącić ich w kazamaty do samej śmierci. Niech tam dumają nad swoja hańbą!

Kmicic z chesterfieldem

„Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – tak resort Ziobry tłumaczy odwołanie z delegacji sędziego Juszczyszyna, który zastosował się do wyroku TSUE. „To propaganda. Sędzia musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony” – mówi prof. Marcin Matczak

„Minister Sprawiedliwości, korzystając z przysługujących mu uprawnień, odwołał z delegacji do Sądu Okręgowego w Olsztynie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pana Pawła Juszczyszyna” – czytamy w komunikacie na stronie resortu we wtorek 26 listopada 2019.

Jako pierwsi napisaliśmy, że odważny sędzia, który zastosował się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada, będzie musiał wrócić na niższe stanowisko w Sądzie Rejonowym. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o tym w poniedziałek 25 listopada, faksem. Nie podało powodu, a jedynie podstawę prawną.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę, 1…

View original post 2 237 słów więcej

 

Zemsta Kaczyńskiego będzie wielka

Dostali kupę kasy, a nie zagłosowali na PiS. Szczególnie niewdzięczni okazali się warszawiacy.

Jarosław Kaczyński jest lekko rozczarowany Polakami. W wieczór wyborczy powiedział: „Otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej”. A tu tylko 235 mandatów. Prezes z budżetu państwa, czyli naszych podatków, dał Polakom wiele – po 500 złotych na pierwsze dziecko i każde następne, 300 złotych wyprawki szkolnej, trzynastą emeryturę i pod koniec kampanii obiecał czternastą, ulgi podatkowe dla młodych ludzi. Czy taki socjal nie zasługuje na większość konstytucyjną?

Szczególnie niewdzięczni są warszawiacy, którzy znokautowali Kaczyńskiego. Małgorzata Kidawa-Błońska zdobyła prawie dwukrotnie więcej głosów niż on. Dobrze, że Schetyna oprzytomniał i nie kandydował z Warszawy.

Kaczyński stwierdził, że był potężny front przeciwko jego ugrupowaniu. Oczywiście, gdyby nie te wstrętne media, to świat nie dowiedziałby się o podejrzanych oświadczeniach majątkowych szefa NIK, o jego kontaktach z gangsterami, bo przecież mamy tak sprawne służby i prokuraturę, że przez lata działalność szefa NIK, a przedtem wiceministra finansów mogła uchodzić płazem.

To skandal, że opozycja dopuściła do tego, że na ostatniej prostej Banaś przy pomocy parlamentarzystów z PiS wyrzucił trzech wiceszefów NIK. Grzegorz Schetyna powinien razem ze swoim ugrupowaniem stanąć murem w obronie urzędników. Być może m.in. za to został ukarany sromotną porażką w rodzimym mieście, w którym zdobył o 25 tys. mniej głosów od konkurentki z PiS. Powinien czym prędzej posypać głowę popiołem i odejść z funkcji. Ale oczywiście, jak to w Platformie, wszystko się toczy powoli, będzie grillowany do stycznia, bo wtedy mają nastąpić wybory.

Schetyna chce się schować za Senatem, w którym opozycja zdobyła 51 mandatów. Zamiast rozdawać karty i mówić, kto ma zostać marszałkiem Senatu, powinien się zastanowić nad samym sobą. Nie ma czasu na zwlekanie.

I nie ma czasu, by czekać, aż Donald Tusk 2 grudnia, gdy kończy się jego kadencja szefa Rady Europejskiej, zadecyduje, co będzie robić dalej. Opozycja powinna rozpocząć wyścig o fotel prezydencki już dziś.

A co się stanie z Senatem? Wkrótce przekonamy się, jakie są kręgosłupy moralne wybrańców. PiS ma duży talent w podkupywaniu posłów. Czy to się uda z senatorami? Zobaczymy. Prof. Tomasz Grodzki już dostał propozycję, jak to określił, wynajęcia się do rządu PiS i powiedział „nie”.

Senat będzie mógł powstrzymywać zapędy polityków PiS w produkowaniu bubli. Skończy się maszynka do głosowania pod wodzą marszałka Stanisława Karczewskiego? Zobaczymy.

A co się stanie z Senatem? Wkrótce przekonamy się, jakie są kręgosłupy moralne wybrańców. PiS ma duży talent w podkupywaniu posłów. Czy to się uda z senatorami? Zobaczymy. Prof. Tomasz Grodzki już dostał propozycję, jak to określił, wynajęcia się do rządu PiS i powiedział „nie”.

Kmicic z chesterfieldem

BEATA I MAŁOLATA

Jeśli matka powie swojej 17-letniej córce o tym, co to jest prezerwatywa i że niekoniecznie używa się jej podczas balu maskowego, może dostać pięć lat więzienia. Takie kary za „edukację seksualną skierowaną do osoby poniżej 18 roku życia” przewiduje popierany przez PiS projekt, fałszywie przedstawiany jako oręż do „walki z pedofilią”.

Ciekawe, co na ten temat powie Beata „Brocha” Szydło, której syn ksiądz, jak głosi internetowa „wieść gminna”, uwiódł 16-letnią parafiankę i zrobił jej dzidziusia?

W rodzinie Szydło pewne zamieszanie, ale przecież z księdzem to nie grzech, a poza tym jaka radość, bo w Brzeszczach urodzi się kolejny wyborca PiS! Może Prezes, dla ocieplenia swego wizerunku zgodzi się być matką chrzestną potomstwa?

JANUSZ W RUI

Zakała polskiej polityki Janusz Korwin Mikke, po latach wraca do parlamentu i to w otoczeniu dziarskiej młodzieży. Gdy po ogłoszeniu wyników wyborów TVN nadawał relacje z siedziby Konfederacji, byłem przekonany, że to…

View original post 2 213 słów więcej

 

Duda i jego przestępca minister Kamiński oraz Banaś jako banan

Wygląda na to, że Andrzej Duda przekroczył swoje uprawnienia. Sąd Najwyższy wydał dzisiaj wyrok, w którym stwierdził, iż prezydent nie miał prawa ułaskawić Mariusza Kamińskiego. Każda władza może działać wyłącznie w granicach prawa – czytamy w sentencji wyroku. Akt łaski został tym samym unieważniony. Jakie będą tego konsekwencje? Przede wszystkim są to konsekwencje prawne i polityczne. A w naszej ocenie Andrzej Duda okazał się prezydentem łamiącym prawo i nadużywającym swoich uprawnień do ratowania z opresji politycznych przyjaciół z PiS. To dla prezydenta bardzo zły prognostyk i początek jego upadku.

Orzeczenie Sądu Najwyższego kończy spór prawny o to jakie są granice ingerowania władzy w kompetencje sądów. – Przez 95 lat obowiązywania konstytucji w Polsce nikt nie zastosował prawa łaski przed prawomocnym wyrokiem. Prawo łaski może dotyczyć tylko osób prawomocnie skazanych – podkreślił stanowczo w uzasadnieniu sędzia Jarosław Matras. Uchwała sądu zapadła w siedmioosobowym składzie. Warto podkreślić, że nikt nie wyraził zdania odrębnego.

Kancelaria Prezydenta kwestionuje wyrok. Zdaje się, że prezydent próbuje postawić się ponad prawem. Czy grozi mu procedura odwołania z urzędu? Jednocześnie w sieci pojawił się dokument, który przeczy twierdzeniom prezydenta:

Warto przypomnieć też, co o ułaskawieniu mówił… sam Andrzej Duda:

SZOKUJĄCE! Zobacz listę 215 afer za czasów PiS

Prezes NIK Marian Banaś w czwartek stawił się w pracy. Wrócił z bezpłatnego urlopu, który sam sobie przyznał, gdy wybuchła afera z jego kamienicą, w której pracowały prostytutki.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie dał rady wymusić na Banasiu dymisji. „Zakończyłem w środę urlop bezpłatny i dziś przystąpiłem do wykonywania obowiązków w NIK” – poinformował w czwartek prezes Izby. I zadeklarował, że „będzie bronił niezależności i bezstronności NIK jako naczelnego organu kontroli państwowej”.

Prezes NIK jest praktycznie nieusuwalny, co ustawowo gwarantuje mu niezależność od obozu władzy. Źródła w PiS twierdzą, że Banaś wymuszanie na nim dymisji uznał za „wysoce niestosowne”, bo „nie ma sobie nic do zarzucenia”.

– Banaś wrócił do pracy, do nas wróciły jego kłopoty – mówi „Wyborczej” jeden z posłów PiS.

Plan PiS na Banasia

Miało być tak. Prezes NIK we wtorek do południa podaje się do dymisji, czyli jeszcze zanim wyjdzie na jaw, że CBA ma zarzuty wobec jego oświadczeń majątkowych. Potem stary Sejm i Senat, których obrady przeniesiono na czas po ostatnich wyborach, wybierają nowego szefa NIK. PiS ma nad tym kontrolę, bo w obu izbach ma większość, którą wkrótce straci w Senacie.

Plan spalił na panewce – Banaś postawił się prezesowi PiS. – Nikt się tego nie spodziewał – mówi zaskoczony poseł obozu władzy. Kaczyński ma teraz wielki kłopot – skłóconego z nim i skompromitowanego człowieka na czele instytucji, która będzie go kontrolować. – No cóż, zgadzam się z opozycją, sami go sobie wyhodowaliśmy – słyszymy w PiS.

W środę Centralne Biuro Antykorupcyjne zakończyło kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia z lat 2015-18. Biuro sprawdzało je od kwietnia 2019 r. Wyników nie ujawniło, czeka na wyjaśnienia Banasia. Prezes NIK ma na to siedem dni.

Nieoficjalnie wiadomo, że wyniki są dla Banasia bardzo niekorzystne – ma majątek znacznie przewyższający jego urzędnicze dochody. Problem jest też z co najmniej dwiema nieprawidłowościami skarbowymi oraz niejasnym sposobem rozliczania podatków. Prezes NIK w publicznej telewizji sam przyznał, że zaniżał dochody z kamienicy (od czego trzeba płacić podatek), by potem odebrać to sobie przy sprzedaży (wtedy podatku nie ma).

Nieoficjalnie mówi się w PiS, że Banaś w trakcie urlopu opracował własną linię obrony i w ogóle nie brał pod uwagę odejścia z NIK. Jak napisała „Rzeczpospolita”, ma też pretensje do kolegów, że nie stanęli za nim murem, i do Mariusza Kamińskiego, któremu podlegają służby, że „go załatwił”.

Szef NIK dużo może i mówi „nie”

Banaś był bardzo ważnym urzędnikiem z rekomendacji PiS – szefem Krajowej Administracji Skarbowej oraz wiceministrem i ministrem finansów. Chwalił się, że dzięki jego walce z mafiami oszukującymi na Vacie drastycznie zmniejszono tzw. lukę VAT-owską.

30 sierpnia 2019 r. został wybrany przez PiS na szefa NIK. Politycy obozu władzy mówili o nim, że jest krystalicznie uczciwym człowiekiem. Bronili go nawet wtedy, gdy reporter „Superwizjera” TVN Bertold Kittel ujawnił, że Banaś od lat wynajmuje krakowską kamienicę znanym w mieście sutenerom, karanym w przeszłości za gangsterskie porachunki. Urządzili oni w kamienicy pokoje na godziny, z których chętnie korzystały prostytutki. Mieli też bezpośredni telefon do Banasia.

Jeszcze w środę politycy PiS oficjalnie mówili, że Banaś powinien „co najmniej rozważyć dymisję” (to Patryk Jaki). W czwartek rano już mieli mniejsze nadzieje i deklarowali, że „wszystko jest możliwe” (to Ryszard Terlecki). A w czwartek po południu Joachim Brudziński, były szef MSWiA i bliski współpracownik Kaczyńskiego, podkreślał: „Wierzę w to głęboko, że pan prezes Banaś w sytuacji, w której okazałoby się, że są poważne zastrzeżenia i zarzuty, zachowa się tak, jak trzeba”. Zaznaczył, że wpływ rządu jest na szefa Izby jest ograniczony. – Pan prezes NIK pracuje już na swój wizerunek, nie jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości – stwierdził.

Wielki majątek Banasia

Gdy wybuchła afera związana z kamienicą Banasia, prezes NIK nie zwołał konferencji prasowej, pojawił się tylko w prorządowych mediach. Tłumaczył, że kamienicę dostał od kombatanta Armii Krajowej Henryka Stachowskiego w 2000 r. Akowiec zmarł w 2009 r., a Banaś kamienicę sprzedał w sierpniu br., tuż przed objęciem stanowiska w NIK.

Jak wynika z jego oświadczeń majątkowych, w 2018 r. na wynajmie kamienicy oraz dwóch mieszkań – 71 i 40 m kw. – zarobił tylko 65,7 tys. zł, niecałe 6 tys. zł miesięcznie. Za dom podobnej wielkości w Krakowie trzeba płacić ok. 12 tys. zł miesięcznie, za mieszkanie o pow. 40 m kw. – ok. 1,7 tys. zł. A wcześniej jego dochody były jeszcze niższe – w 2015 r. zarobił na kamienicy ok. 40 tys. zł.

W TVP tak o tym opowiadał: – Znalazłem najemcę, młodego człowieka, który zdecydował się na działalność hotelarską, i taką umowę z nim podpisałem, i zarazem umowę przedwstępną, że ją kupi (…). Przy rozliczeniu [kupnie kamienicy] cena [niskiego wynajmu] miała zostać wyrównana.

Banaś zatem złożył sam na siebie donos. Przez lata w swoich oświadczeniach majątkowych konsekwentnie nie wpisywał, że kamienica obciążona jest kredytami – najpierw na 1 mln zł z Getin Banku, potem na 2,6 mln zł z państwowego Banku Ochrony Środowiska. Jest też właścicielem m.in. kilku działek. Wpisywał je do oświadczeń, ale zmieniała się ich powierzchnia.

Teraz na jaw wyszło, że Banaś miał i drugą kamienicę w Krakowie – obok tej znanej, o powierzchni 800 m kw. – Były funkcjonariusz CBA, z którym rozmawiałem, mówi, że trudno zrozumieć, w jaki sposób urzędnik państwowy może zgromadzić przez lata taki majątek – mówił w TVN 24 reporter Wojciech Bojanowski.

Immunitet w rękach Sejmu

Ustawa o NIK zezwala Sejmowi odwołać prezesa w pięciu przypadkach: zrzeczenia się stanowiska, niezdolności do pracy na skutek choroby, potwierdzenia przez sąd złożenia niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego, prawomocnego wyroku i orzeczenia Trybunału Stanu o zakazie zajmowania stanowisk kierowniczych.

Aby postawić szefowi Izby zarzuty, Sejm musi zgodzić się bezwzględną większością głosów na uchylenie mu immunitetu.

Ziobro wiedział o tym, że do mediów wyciekają poufne informacje nt. sędziów. Ziobro do dymisji

Kropiwnicki: Dzisiaj składamy wniosek o wotum nieufności wobec Ziobry. Liczymy że ta debata odbędzie się w piątek, a najpóźniej 11 września

– Będziemy domagali się wotum nieufności [wobec ministra sprawiedliwości], czyli będzie debata nad całym tym bałaganem w Ministerstwie Sprawiedliwości, całą tą grupą którą coraz ciężej nazywać ludźmi z Ministerstwa Sprawiedliwości, bo to brzmi jak w powieści Orwella, że ludzie, którzy tworzyli hejt, bardzo złe, obelżywe rzeczy, pracowali na wysokich stanowiskach w Ministerstwie Sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro musi wziąć za to odpowiedzialność – stwierdził Robert Kropiwnicki w rozmowie z TVN24.

– Tak, dzisiaj składamy wniosek o wotum nieufności. Liczymy że ta debata odbędzie się w piątek, a najpóźniej 11 września – dodał poseł PO.

Prof. Leszek Balcerowicz (Szkoła Główna Handlowa) skomentował aferę Ministerstwa Sprawiedliwości.

Balcerowicz o aferze w MS

Ostateczną bronią autokratów jest zastraszanie krytyków przez przejęty wymiar sprawiedliwości. Sprawiedliwość jest wtedy tyle warta, co to słowo w nazwie PiS. Pisowska reforma sądów dała jedną korzyść: ujawniła grupę osób, którzy ze względu na ich nędzę moralną czy intelektualną nigdy nie powinni być sędziami. Piebiak to ich osobowy symbol. Ale deprawacja idzie od góry- od Ziobry i Kaczyńskiego. Bez nich nie byłoby awansów Piebiaków. Złe ustroje:opresyjne, skorumpowane, zakłamane opierają się na ludziach o słabych hamulcach moralnych, a silnych dążeniach do pieniędzy lub kariery. Ich czyny, wywołując oburzenie przyzwoitych ludzi, powinny zwiększać presję na zmianę. Jak można wierzyć Ziobrze, że nic nie wiedział o fabryce hejtu w MS? Ziobrze, który sam zasłynął obrzydliwymi wypowiedziami wobec sędziów! Człowiek, ktory jest skrajnym przykładem stronniczości jest ministrem sprawiedliwości! To wystarczający powód, by odsunąć PiS od władzy.

Do działań KGB, SB należało rekrutowanie agentów w środowisku uznawanym przez władze za wrogie i umieszczanie niektórych z nich w oficjalnych organach. Czy to nie przypomina procedury uprawianej przez resort Ziobry? Zobaczcie nazwiska sędziów-hejterów i zarazem członków PiS-KRS. Sędziowie dzielą się na zwykłych i na sędziów Ziobry. Sędziowie Ziobry powinni jak najszybciej przestać być sędziami. Trzeba w tym im pomóc, idąc masowo na wybory. Inaczej będą nas sądzić. Moim zdaniem Ziobro należy do absolutnej czołówki najbardziej niemoralnych ludzi w obozie PiS: notoryczne kłamstwa, skrajna bezczelność, brak empatii, totalna partyjność-przeciwieństwo bezstronności. I taki człowiek ogłasza kodeks etyki dla sędziów! To obraza inteligencji Polaków!

Oglądałem wczoraj program Czarno na Białym w TVN24. Pokazał on Piebiaka, Iwańca, Lasotę, Radzika itp. – bezwstydnych karierowiczów, wybranych przez Ziobrę do naprawy sądów. Ludzie Ziobry w sądach i w prokuraturze są jednym wielkim aktem oskarżenia samego Ziobry.

Dr Ryszard Balicki (prawnik, Uniwersytet Wrocławski): Wiem, że statystyka jest nieubłagana i wszędzie mogą się trafić źli ludzie… Ale ta elita dobrej zmiany, zebrana przez Zbigniewa Ziobro, to nie jest przypadek. Tylko tacy godzili się na udział w dewastacji polskiego wymiaru sprawiedliwości.

– Lata 70 – te. Świetne. PRL tamtych lat była już krajem do życia, a ekipa gierkowska składała się z ludzi, którym rządząca dziś hołota, pod względem etosu państwowego, nie dorasta do pięt – mówi publicysta Waldemar Kuczyński.

Jarosław Kurski (wicenaczelny Gazety Wyborczej): Trzeba przyznać, że selekcję do nagrody Emi, Ziobro przeprowadził perfekcyjnie. W każdym zawodzie są ludzie, którzy się nie nadają: karierowicze, oportuniści, lenie i nieuki. A Ziobro ich wszystkich wyłowił i awansował do MS, KRS i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Ziobro do dymisji.

Morawiecki, z Jurkiem Owsiakiem zawsze przegrasz!

Rząd PiS zmienił zdanie i zdecydował, że państwo wspomoże uczestników Pol’and’Rock Festivalu w dotarciu drogą kolejową do Kostrzyna.

To niesamowite, ale kiedy siedzieliśmy nad logistyką organizacji parkingów na Pol’and’Rock Festival – jutro w tej sprawie do Kostrzyna na spotkanie z władzami miasta udaje się nasza ekipa – nadeszła wiadomość, która pozwoliła wrócić Festiwalowi na właściwe tory. Będą dodatkowe pociągi, a komunikat ten podał premier Mateusz Morawiecki. (…) Mówiąc krótko – zwyciężył zdrowy rozsądek! Festiwal Pol’and’Rock jest miejscem, z którego my, organizatorzy, jesteśmy dumni, a jego uczestnicy w ten sposób mogą usłyszeć nasze głośne, rock’n’rollowe podziękowanie za ich wsparcie podczas Finału WOŚP. To nie jest prywatny festiwal Jurka Owsiaka! To jest festiwal nas – setek tysięcy Polaków w różnym wieku, a także dziesiątek tysięcy gości z całego świata, którzy podziwiają polską organizację, oraz jego muzyczną, a przede wszystkim edukacyjną stronę.

Niech słowa podziękowania za tę decyzję pozwolą nam spokojnie i bardzo profesjonalnie przygotowywać się otwarcia jubileuszowej edycji Festiwalu już za 44 dni.

Dziękujemy bardzo mocno wszystkim Rodakom, którzy tak pięknie i spontanicznie, a przede wszystkim – natychmiast odpowiedzieli na nasz apel i ruszyli pomóc fanom muzyki w dotarciu do Kostrzyna nad Odrą. Pozostańmy w tej atmosferze! Nasz Bank Podróży nadal będzie otwarty i nadal z przyjemnością powita każdego, kto zechce bezpiecznie przywieść fanów Pol’and’Rock Festival do Kostrzyna nad Odrą.

Przypominamy – festiwal jest bezpłatny, a jego hasła to „Miłość! Przyjaźń! Muzyka! Stop przemocy! Stop narkotykom!”.

Z PiS nie tylko można wygrać, ale trzeba. Recepta na zwycięstwo prof. Sadurskiego jest w tej chwili najlepsza.

Kmicic z chesterfieldem

Dlaczego nikt nie rozważa takiego scenariusza?

A dlaczego nikt nie rozważa takiego scenariusza, na zwycięstwo demokratów w wyborach parlamentarnych?

Donald Tusk już teraz, jutro, za tydzień, składa swoj urząd w Radzie Europejskiej, wraca do Polski i przejmuje kierownictwo polityczne nowej Koalicji Demokratycznej (PO, Nowoczesna, miejmy nadzieję że też PSL i Wiosna). Jeździ po całym kraju, wygłasza swe świetne, energetyzujące przemówienia. Hasła wyborcze:

1. Porządek i nowoczesność w oświacie. Język angielski dla wszystkich, w zwiekszonym zakresie. Bałagan szkolny wprowadzony przez PiS – do ogarnięcia tylko przez opozycję.

2. Ochrona zdrowia – priorytetem.

3. Demokratyczna Polska w silnej Europie – tylko rząd Koalicji Demokratycznej odkręci zmiany, które prowadzą nas na margines Europy, skąd żadnych przyzwoitych dotacji nie dostaniemy.

Dla samego Tuska to oczywiście duże ryzyko osobiste. Jeśli Koalicja przegra – naderęży to (choc nie zniweczy) jego szanse prezydenckie. Ale co nam po Prezydencie Tusku przy rządzie PiS? A poza tym, chwila…

View original post 1 430 słów więcej

 

Duda to faktycznie tylko d…pa, a Morawiecki zakłamany do trzewi. Polska cierpi na padaczkę władzy PiS

Zbigniew Hołdys skomentował wystąpienie prezydent Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Prezydent zaatakował w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa sędziów Sądu Najwyższego.

Prof. Jadwiga Staniszkis o Dudzie:

Więcej >>>

O Dudzie jako Dupie tutaj >>>

ALARM! Dobry Znajomy premiera, miliarder Tomasz Misiak chce zakazać sprzedaży książki „Morawiecki i jego tajemnice”. Misiak twierdzi, że obrażają go informacje o jego powiązaniach z Mateuszem Morawieckim, Markiem Falentą i Rosją” – napisał na Facebooku Tomasz Piątek autor książki „Morawiecki i jego tajemnice”.

Okazało się bowiem, że – choć trafiła już ona na półki księgarskie – do sądu wpłynął właśnie wniosek o zakazanie jej sprzedaży. Nie złożył go jednak ani sam premier, ani nikt z jego partii tylko właśnie Tomasz Misiak przedsiębiorca, były senator i „dobry znajomy premiera”.

Warto podkreślić, że miliarder nie złożył do sądu żadnego pozwu, ale jedynie wniosek o wstrzymanie sprzedaży, a ten nie został jeszcze rozpatrzony.

Jak zapewnia sam Piątek w rozmowie z portalem naTemat fakty i informacje zawarte w publikacji pochodzą m.in. z Krajowego Rejestru Sądowego, ze strony internetowej firmy Misiaka (Work Service) oraz z opublikowanych rozmów Morawieckiego, nagranych w restauracji „Sowa & Przyjaciele”.

Dziennikarz zaapelował również o czytanie jego książki „póki jeszcze można”.

W komentarzach internauci spekulują jednak, że być może przyczyna takiej decyzji przedsiębiorcy jest całkiem inna, niż ta oficjalna. „Boją się”, „Muszą nieźle portkami trząchać, że chcą zakazać sprzedaży książki”, „Początkowo udawali spokój, a teraz działają. Wydaje im się, że nikt nie zauważy. Trzeba o tym trąbić” – brzmią niektóre z nich.

Nie ma praktycznie tygodnia, żeby Mateusz Morawiecki nie chwalił się, jak Polska pod rządami PiS to kraj mlekiem i miodem płynący.

Tym razem Mateusz Morawiecki nie omieszkał pochwalić się, że za czasów rządów dobrej zmiany pensja minimalna wzrosła już o 700 złotych. Szef rządu nie wspomniał oczywiście, że rząd nie daje Polakom swoich pieniędzy, lecz środki własne pracodawców i pracowników, a najbardziej zyskuje na tym… budżet państwa.

W opublikowanym na Twitterze filmie premier chwali się, że rządy Prawa i Sprawiedliwości podwyższyły pensję minimalną już o 700 złotych. W jej efekcie od 2020 roku najniższe świadczenie nie będzie mogło być niższe niż 2450 złotych miesięcznie. To o 200 złotych więcej niż obecnie.

Mowa oczywiście o kwocie brutto. Dziś pensja minimalna wynosi 2250 zł brutto, co oznacza realną wypłatę w wysokości 1634 zł. Po jej podniesieniu od 2020 roku do 2450 złotych brutto, najmniej zarabiający dostaną 1774 zł na rękę. To oznacza realną podwyżkę w wysokości 140 złotych miesięczne.

Szef rządu chełpi się tym, że będzie to de facto jak dodatkowa, 13. pensja w skali roku.

„Przed nami czasy europejskiego poziomu życia i gospodarki na europejskim poziomie” – kwituje premier.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że premier ma o swojej ekipie rządowej wyjątkowo wysokie mniemanie. Ale z tym europejskim poziomem życia to jednak trochę przesadził…

Czy w 2014 r. mieliśmy do czynienia – jak stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz – z „zamachem stanu przeprowadzonym w demokratycznym kraju”?

Taśmy Marka Falenty od początku ich ujawnienia, czyli od 2014 roku, miały co najmniej podwójny zapaszek i wpisują się w epikę PiS, której oblicze raczej znamy, ale treść szczegółowa jest na razie ukryta, choć się coraz bardziej ujawnia.

Więcej >>>

PiS zacznie na drogach zabijać, na razie rozbija się, nie przestrzega prawa

Składamy zawiadomienie do prokuratury na funkcjonariuszy SOP po wstrząsającym zachowaniu na drodze w powiecie legionowskim” – zapowiedział poseł PO Robert Kropiwnicki. Chodzi o nagranie, które opublikował portal tvn24, na którym widać przejazd kolumny aut z Mateuszem Morawieckim na trasie Pułtusk-Warszawa. Premier wracał 4 maja z pikniku PiS zorganizowanego właśnie w Pułtusku. Były szef BOR i były szef transportu Biura komentowali w TVN 24, że kierowcy popełnili szereg błędów, które stwarzały zagrożenie dla innych użytkowników drogi oraz dla premiera, m.in. przez zbyt dużą odległość między pojazdami.

To był dla nas wielki szok, jak zobaczyliśmy, jak porusza się kolumna, która wiezie premiera z jednego festynu na drugi, w jaki sposób wykorzystuje SOP i jej sprzęt – pancerne samochody, które narażają życie i zdrowie wielu ludzi spychając ich na pobocze, żeby premier zdążył na rozdawanie jakiegoś tortu czy kiełbasy wyborczej” – dodał. Kropiwnicki mówił, że taki sposób jazdy byłby dopuszczalny, gdyby premier był zagrożony, ale nie usprawiedliwia jej pośpiech w drodze na spotkanie z wyborcami. – „Nie wyciągnęli wniosków po wypadku premier Szydło w Oświęcimiu, Antoniego Macierewicza na drodze ekspresowej, po wielu innych wypadkach, w których uczestniczyła SOP. To wstrząsające jak oni się niczego nie uczą” – powiedział Kropiwnicki.

Rzecznik PO Jan Grabiec mówił o „czarnej serii limuzyn rządowych”. – „Niemal co kilka tygodni, co kilkanaście dni, jesteśmy świadkami kolejnego zdarzenia. Ostatnio w tych zdarzeniach biorą udział także osoby postronne” – dodał Grabiec. Przypomniał m.in. przypadek potrącenia w Warszawie rowerzystki przez samochód SOP. „Jeśli już premier Morawiecki chce, żeby jego życie było zagrożone przez niekompetentnych i niezgodnie z przepisami jeżdżących kierowców, to jest jego osobisty wybór, ale te pancerne samochody roztrącające zwykłych użytkowników drogi, to jest nie do przyjęcia. Nie można tak igrać ludzkim życiem” – powiedział Grabiec.

Dodał, że droga pomiędzy Zegrzem a Legionowem ma w widocznym na nagraniu miejscu tylko kilka metrów szerokości i jest pozbawiona utwardzonego pobocza. – „Nie można igrać życiem cywilnych uczestników ruchu drogowego, którzy nie byli uczeni na kursach prawa jazdy, jak należy zachować się w przypadku taranowania przez opancerzoną limuzynę z kolumny rządowej” – powiedział Grabiec. Rzecznik PO ma nadzieję, że „prokuratura rejonowa podejmie czynności i sprawdzi, jakie kwalifikacje mieli kierowcy, którzy dopuścili się tego skandalicznego zachowania, że zostaną zabezpieczone zapisy rejestratorów tego przejazdu, że przesłuchani zostaną świadkowie„. Posłowie zaapelowali do szefa SOP o ukaranie funkcjonariuszy i niedopuszczenie do podobnych wydarzeń w przyszłości.