Władza PiS karze za demokrację

Prof. Wojciech Sadurski @WojSadurski składa przed sądem wyjaśnienia. PiS pozwał profesora za to, że na TT użył wobec tej partii określenia „zorganizowana grupa przestępcza”. Warto wysłuchać do końca. Polecam. Materiał @KOD_VIDEO, autor Mariusz Malinowski.

„Sprawa sędziego Juszczyszyna pokazuje jak w soczewce funkcjonowanie układu politycznego stworzonego przez obecną władzę. Od czterech lat mamy w Polsce wojnę władzy politycznej z władzą sądowniczą. Ale po ostatnich wyborach nastąpiła eskalacja represji wobec sędziów. Widać już, jak bardzo władza jest zdeterminowana, aby zniszczyć każdego, kto ośmieli się orzec inaczej, niż oczekuje władza” – powiedział w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” prof. Krystian Markiewicz, prezes stowarzyszenia sędziów Iustitia. Chodzi oczywiście o „Szykan wobec sędziego Juszczyszyna ciąg dalszy – został na miesiąc zawieszony w orzekaniu”.

Przypomnijmy, że sędzia Markiewicz za krytykę pisowskiej „reformy” sądownictwa znalazł się na celowniku partii rządzącej: „Ziobro: „…To on (Markiewicz) jest obrońcą systemowej patologii polskiego sądownictwa”.

„Władza otwarcie karze sędziów za treść ich orzeczeń.  Sędzia Juszczyszyn jest niszczony przez układ zamknięty, który stworzono w ciągu ostatnich czterech lat. Jest niszczony przez resort sprawiedliwości, bo minister odwołuje go w trybie natychmiastowym z delegacji w sądzie okręgowym. Jest niszczony przez rzecznika dyscyplinarnego także namaszczonego przez Zbigniewa Ziobrę, który postawił mu zarzuty bez wysłuchania jego wyjaśnień” – podkreślił prof. Markiewicz.

Szef Iustitii zwrócił uwagę, że sędziego Juszczyszyna zawiesił na miesiąc prezes sądu nominowany przez Zbigniewa Ziobrę Maciej Nawacki. – „I który jest członkiem KRS najbardziej zainteresowanym rozstrzygnięciem, bo to jego dotyczą wątpliwości, czy miał odpowiednią liczbę podpisów pod swą kandydaturą do nowej, w mojej ocenie niekonstytucyjnej, Rady” – stwierdził Markiewicz.

Dodajmy, że w najbliższą niedzielę w wielu miastach Polski odbędą się manifestacje poparcia dla sędziów. – „Okażemy solidarność z nękanymi i zaprotestujemy przeciwko brutalnym atakom na sędziów” – namawia szef Iustitii.

Ależ ten Morawiecki służalec, szambelan Kaczyńskiego.

Kmicic z chesterfieldem

Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla PAP udowadnia, że albo nie rozumie, czym są pytania prejudycjalne, albo udaje, że nie rozumie. Przedstawia triumfalną narrację o rzekomo korzystnym dla PiS wyroku TSUE z 19 listopada. Zaciekle broni nowej KRS i znów atakuje sędziów

Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z PAP przedstawił zdumiewającą interpretację wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada. Oczerniał też sędziów, którym zarzucał politykierstwo i bronienie swoich przywilejów.

Morawiecki to kolejny obok prezydenta Andrzeja Dudy, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety polityk najwyższego szczebla, który nastawia opinię publiczną przeciwko sędziom stosującym się do wyroku luksemburskiego Trybunału.


Politycy i media wspierające „reformę” sądownictwa nasiliły ataki na sedziów po wyroku TSUE. W takiej sytuacji obywatelskim obowiązkiem jest okazanie solidarności z sędziami, którzy są dziś w Polsce poddawani naciskom i represjonowani za orzekanie zgodnie z literą prawa oraz stosowanie się do orzeczeń najważniejszego sądu UE.

W niedzielę 1 grudnia…

View original post 2 475 słów więcej

Choć Duda to złamas, to za złamanie Konstytucji czeka go w przyszłości wielka przykrość

o grzechach prezydenta dr hab. Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego

Przysięga to nie tylko słowa, to zobowiązanie

Dzień 6 sierpnia 2015 roku był bardzo ważny w życiu Andrzeja Dudy, może nawet najważniejszy. Tego dnia złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym.

Posłowie i senatorowie wysłuchali wypowiadanych wówczas słów: „(…) uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”.

Dla podkreślenia wagi wypowiadanych słów Andrzej Duda dodał także „Tak mi dopomóż Bóg”.

Wypowiadając słowa roty Andrzej Duda objął urząd, na który wybrali go obywatele i stał się kolejnym prezydentem niepodległej Polski. Ale składana przysięga to nie tylko słowa, to zobowiązanie, które nowy prezydent zaciąga każdorazowo wobec suwerena. Czy prezydent Andrzej Duda temu zobowiązaniu sprostał?

Grzech pierwszy: Instrumentalne potraktowanie prawa łaski

Już w pierwszych miesiącach urzędowania doszło bowiem do znamiennych wydarzeń, które naznaczyły tę kadencję. 16 listopada 2015 roku, powołując się na prerogatywę określoną w art. 139 Konstytucji, Prezydent RP wydał postanowienie w sprawie zastosowania prawa łaski wobec czterech osób.

Ta – wydawało się – rutynowa decyzja okazała się jednak inna niż wszystkie dotychczasowe. Prezydent Duda postanowił bowiem zastosować przysługujące mu uprawnienie wobec osób, których proces sądowy jeszcze się nie zakończył. W związku z powyższym pojawiła się uzasadniona wątpliwość czy prezydent mógł tak uczynić.

Konstytucyjna regulacja prawa łaski jest nader lakoniczna – art. 139 Konstytucji RP stwierdza jedynie, że: „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu”.

Ten krótki przepis reguluje zakres podmiotowy i przedmiotowy agracjacji (prawa łaski) w polskim porządku konstytucyjnym. Prawo łaski stanowi zatem wyłączną kompetencję głowy państwa.

Powyższy artykuł wskazuje również katalog wyłączeń – z prawa łaski nie mogą korzystać osoby skazane przez Trybunał Stanu, czyli osoby ponoszące odpowiedzialność konstytucyjną.

Dodatkową normą ustawy zasadniczej, poruszającą problematykę agracjacji, jest art. 144 ust. 3 Konstytucji RP, stanowiący, że wymóg podpisu Prezesa Rady Ministrów pod aktem urzędowym Prezydenta RP nie dotyczy stosowania prawa łaski. Oznacza to zatem, że stosowanie instytucji ułaskawienia nie wymaga kontrasygnaty, jest więc prerogatywą Prezydenta RP.

Tak ograniczona regulacja konstytucyjna jest konsekwencją szczególnego charakteru norm konstytucyjnych, mających jedynie wyznaczyć zakres uprawnień poszczególnych organów. W takim przypadku konieczne jest odwołanie się do charakteru instytucji, do ukształtowanych zwyczajów konstytucyjnych, doktryny oraz orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego.

Dotychczas w literaturze polskiego prawa konstytucyjnego nie budziło wątpliwości, że prawo łaski to prawo państwa do darowania prawomocnie orzeczonej kary lub innych skutków o podobnym charakterze.

Prawo to nie służy jednak uniewinnieniu skazanego, nie unieważnia wydanego wyroku sądu, nie prowadzi nawet do przebaczenia winy sprawcy.

Jest to wyłącznie możliwość zrzeczenia się – w imieniu państw, przez uprawniony organ – egzekucji wymierzonej już kary.

Nie bez znaczenia w przedmiotowej sprawie będą także skrajnie polityczne pobudki działania głowy państwa. Prezydent nie podejmował swoich decyzji z powodów społecznych czy moralnych, lecz jedynie dążył do – jak sam oświadczył – „wyręczenia sądu”, aby ułatwić swojej byłej partii politycznej obsadę stanowisk rządowych.

Grzech drugi: Odmowa przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego

Kolejną decyzją Prezydenta RP, która wzbudziła wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją, była faktyczna odmowa przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm VII kadencji. Zaistniała sytuacja stała się także elementem wielomiesięcznej batalii, której częścią – w praktyce przedmiotem – stał się Trybunał Konstytucyjny.

Punktem wyjścia do późniejszych zdarzeń było uchwalenie w dniu 25 czerwca 2015 roku nowej wówczas ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, której art. 137 dawał możliwość Sejmowi VII kadencji dokonanie wyboru sędziów na wszystkie zwalnianie w 2015 roku stanowiska sędziowskie.

Poza materią niniejszego tekstu jest szczegółowa ocena uchwalonej wówczas ustawy. Ale warto przynajmniej krytycznie skomentować zarówno sam fakt uchwalania tak ważnej ustawy pod koniec kadencji Sejmu, jak i szczególnie umieszczenie w niej przepisu pozwalającego w niekonstytucyjny sposób zwiększyć kompetencje kreacyjne Sejmu danej kadencji.

W dniu 30 sierpnia 2015 ustawa weszła w życie, należy przy tym podkreślić, że prezydent Duda nie zgłosił swoich zastrzeżeń do konstytucyjności ustawy i nie wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w trybie kontroli następczej.

8 października Sejm VII kadencji wybrał pięciu sędziów TK: Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka, Andrzeja Jakubeckiego, którzy mieli być następcami: Marii Gintowt-Jankowicz, Wojciecha Hermelińskiego i Marka Kotlinowskiego (ich kadencje kończyły się 6 listopada 2015 roku), oraz Bronisława Sitka i Andrzeja Sokalę, którzy mieli być następcami sędziów: Zbigniewa Cieślaka (koniec kadencji 2 grudnia 2015) i Teresy Liszcz (koniec kadencji 8 grudnia 2015).

Jednak prezydent Duda nie umożliwił sędziom wybranym przez Sejm VII kadencji złożenia ślubowania w terminie umożliwiającym rozpoczęcie kadencji. W tej sytuacji doszło do naruszenia Konstytucji i ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Prezydent RP, poprzez swoje działanie uniemożliwił rozpoczęcie sprawowania funkcji przez osoby legalnie wybrane przez kompetentny organ, w oparciu o obowiązujący akt prawny. Bezspornym jest bowiem, że wyłączna kompetencja do powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest w gestii Sejmu RP, a art. 21 ust. 1 ustawy o TK – co podkreślił Trybunał w uzasadnieniu do wydanego wyroku – „wyraża normę kompetencyjną, która nakłada na Prezydenta obowiązek niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.

Trybunał podkreślił także, że „odebranie ślubowania od sędziów TK nie może być postrzegane jako należące do ewentualnego uznania głowy państwa. Prezydent jest obowiązany przyjąć ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm na podstawie art. 194 ust. 1 Konstytucji. Nie ma w tym zakresie możliwości dokonywania samodzielnej, a przy tym swobodnej – zależnej jedynie od własnego uznania – oceny ani podstaw prawnych dokonanego wyboru, ani prawidłowości procedury, która została w danym wypadku zastosowana przez Sejm.

Prezydent jako organ władzy wykonawczej, nie jest bowiem uprawniony do ostatecznego i wiążącego inne organy państwa wypowiadania się o zgodności norm prawnych z Konstytucją. Nie ma również kompetencji w zakresie oceny legalności działań podejmowanych przez Sejm na podstawie powszechnie obowiązującego prawa.

Przyznanie Prezydentowi niczym nieograniczonej możliwości dokonywania takich ocen oznaczałoby podejmowanie działań bez podstawy prawnej. Wiązałoby się z naruszeniem zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji) oraz pozostawałoby w sprzeczności z zasadą, że Prezydent wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach (art. 126 ust. 3 Konstytucji)”.

Tak więc prezydent winien niezwłocznie przyjąć ślubowanie wybranych przez Sejm sędziów TK, a ostatnim akceptowanym momentem może być taki, który umożliwi rozpoczęcie kadencji nowego sędziego TK bezpośrednio po zakończeniu kadencji sędziego dotychczasowego, czyli najpóźniej w dzień poprzedzający koniec kadencji.

W przypadku wyboru sędziego na skutek powstałego wakatu w składzie TK, ślubowanie winno nastąpić w najbliższym dogodnym momencie po dokonanym wyborze. Jak stwierdził Trybunał: „Prezydent ma swoim działaniem stworzyć warunki ku temu, aby sędzia wybrany przez Sejm mógł niezwłocznie rozpocząć wykonywanie powierzonej mu funkcji urzędowej. Rola Prezydenta jest więc wtórna, a zarazem podporządkowana w swej istocie temu skutkowi, jaki wynika z wykonania przez Sejm powierzonej mu kompetencji wyboru sędziów TK”.

Nie realizując powyższego obowiązku Prezydent RP uniemożliwia sprawne funkcjonowanie organu konstytucyjnego oraz narusza postanowienia Konstytucji i ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, co może być podstawą do pociągnięcia go do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu.

W przypadku będącym przedmiotem dokonywanej analizy, jedynie w sytuacji, w której głowa państwa złożyłaby wniosek o zbadanie konstytucyjności ustawy z 25 czerwca 2015 roku o Trybunale Konstytucyjnym kwestionując zgodność z Konstytucją art. 137 (będącego podstawą prawną wyboru dokonanego przez Sejm VII kadencji) powstałaby możliwość odroczenia momentu przyjęcia ślubowania.

Jednak nawet w takiej sytuacji – jak podkreślał Trybunał: „Podejmując taką decyzję, Prezydent bierze na siebie pełną, przewidzianą w Konstytucji odpowiedzialność za jej skutki”.

Należy więc uznać, że w analizowanej sytuacji nie wystąpiły żadne okoliczności uzasadniające możliwość odroczenia momentu przyjęcia przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę ślubowania sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji. Prezydent winien więc niezwłocznie przystąpić do realizacji swojego obowiązku. Jednak w związku z wydanym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 roku, obecnie Prezydent winien przyjąć ślubowanie od 3 sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji w miejsce sędziów TK, których kadencja kończyła się 6 listopada 2015 roku.

Smutnym podsumowaniem powyższych rozważań stały się niedawne komunikaty prasowe wygłaszane przez przedstawicieli Kancelarii Prezydenta po ujawnieniu, że PiS zgłosiło jako kandydatów do TK m.in. byłych posłów Krystynę Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Rzecznik prezydenta oświadczył, że „to parlament podejmuje decyzję o tym, kto jest wybierany na sędziów TK”. To oczywiście prawda, szkoda jednak, że taka refleksja pojawiła się tak późno. Ale może warto przypomnieć prezydentowi, że trójka prawidłowo wybranych sędziów TK nadal oczekuje na możliwość złożenie ślubowania…

Grzech trzeci: Aktywny uczestnik nocnego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez PiS

W działaniach podejmowanych przez partię rządzącą w celu politycznego przejęcia Trybunału prezydent Andrzej Duda był – niestety – aktywnym uczestnikiem. Zaakceptował, nieznajdujący uzasadnienia w normach Konstytucji, „wybór” dokonany przez Sejm VIII kadencji osób na miejsca zajmowane przez prawidłowo wybranych sędziów, a następnie – pod osłoną nocy – przyjął od nich ślubowanie. Wszystko po to, aby osoby te mogły zostać wprowadzone do siedziby Trybunału.

Prezydent sankcjonował również kolejne ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, w tym także podpisał 19 grudnia 2016 – w nocy! – ustawy: „Przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym” oraz „O statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego”.

Żadna z nich nie przewidywała vacatio legis i obie weszły w życie już kolejnego dnia. Tak nadzwyczajny tryb był podyktowany chęcią uniemożliwienia przeprowadzenia zbadania ich zgodności z Konstytucją.

Na mocy przyjętej ustawy wprowadzone zostało – nieznane Konstytucji i naruszające zawarte w niej postanowienia o wiceprezesie Trybunału – stanowisko „sędziego pełniącego obowiązki Prezesa Trybunału”. Na to stanowisko prezydent powołał sędzię Julię Przyłębską.

Z uwagi na brak takiej kompetencji w konstytucyjnym katalogu aktów zwolnionych z obowiązku uzyskania kontrasygnaty, zgodę na jej powołanie musiał wyrazić także Prezes Rady Ministrów. Należy jednak uznać, że uzależnienie możliwości działania sądu konstytucyjnego od decyzji organu władzy wykonawczej stanowi naruszenie art. 173 Konstytucji, w którym jest zawarta zasada odrębności i niezależności Trybunału od innych władz.

Kolejnego dnia – 20 grudnia 2016 roku – sędzia Julia Przyłębska, naruszając konstytucyjne uprawnienia wiceprezesa TK, zwołała Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Do udziału w nim dopuściła także osoby nieuprawnione („dublerzy”).

Przeprowadzono wówczas głosowanie, podczas którego na czternaście obecnych osób, jedynie sześć – w tym trzech dublerów – opowiedziało się za wyborem sędzi Przyłębskiej na prezesa Trybunału. Jednak – wbrew wymogowi zawartemu w ustawie – nie została przedstawiona zebranym i przegłosowana uchwała o wyborze Prezesa Trybunału Konstytucyjnego! Pomimo tych uchybień prezydent powołał Julię Przyłębską na Prezesa TK.

Grzech czwarty: sankcjonował naruszenia konstytucyjnych zasad mówiących o niezawisłości sędziów oraz niezależności sądów

Prezydent Andrzej Duda akceptował również i niezwłocznie podpisywał przedkładane mu ustawy zawierające normy literalnie sprzeczne z Konstytucją (m.in. ustawy o KRS, SN i sądownictwie powszechnym).

Działania głowy państwa sankcjonowały w ten sposób naruszenia konstytucyjnych zasad mówiących o niezawisłości sędziów oraz niezależności i odrębności sądów i Trybunałów.

Prezydent Andrzej Duda, pomimo przysługujących mu uprawnień, nie zrealizował więc ciążącego na nim obowiązku „czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji”.

Akceptował, a nawet publicznie wspierał swoimi wypowiedziami działania partii rządzącej, mające na celu naruszanie konstytucyjnych zasad ustroju. Nie sprostał obowiązkom, które na swoje barki przyjmuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wraz z objęciem urzędu i które tak pięknie zostały ujęte w rocie prezydenckiej przysięgi… „dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”.

Monitor konstytucyjny

Andrzej Duda nie będzie miał spokojnej starości. Nie dość, że Trybunał Stanu go czeka, to jeszcze inne prawnicze korowody niewątpliwie go spotkają i może skończyć w kiciu.

Kmicic z chesterfieldem

O pedofilskich skłonnościach ks. Mariusza W. poinformowała Szkoła Podstawowa nr 5 w Nowym Targu, gdzie uczył on religii. Sprawa została ujawniona podczas zajęć wychowawczych – nauczycielka poruszyła z dziećmi temat molestowania seksualnego. Kilka uczennic przyznało, że takich zachowań dopuścił się ich katecheta.

Szkolni pedagodzy zawiadomili o tym prokuraturę. Ksiądz Mariusz W., początkowo, zaprzeczał oskarżeniom i twierdził, że jest niewinny. Uznawał się nawet za „duszpasterza dzieci”.

Duchowny – jak poinformowała „Gazeta Krakowska” – zmienił zdanie w zeszłym tygodniu i przyznał się do zarzucanych mu czynów. „Przyznaję się, zrobiłem to” – oznajmił. Deklaracja nie kończy sprawy. Proces dalej trwa, a wyrok jeszcze nie zapadł.

Sprawa jest o tyle bulwersująca, że po nagłośnieniu sytuacji ksiądz został przeniesiony do innej parafii. W Nowym Targu zorganizowano pożegnalną mszę, a część wiernych deklarowało swoje poparcie dla zboczeńca w sutannie, który „umiał zjednywać do siebie ludzi przez swoją otwartość”.

Ofiary zboczeńca miały od 9 do…

View original post 2 212 słów więcej

 

Prof. Tomasz Grodzki marszałkiem Senatu RP

Borys-Damięcka: Postanowiłam na dzisiejsze posiedzenie zaprosić Olgę Tokarczuk. W SMS-ie poinformowała, że nie będzie mogła przyjechać do Warszawy i przesyła mnóstwo dobrej, jasnej energii naszemu Senatowi

– Postanowiłam na dzisiejsze posiedzenie zaprosić Olgę Tokarczuk, naszą noblistkę, wiedząc że ma bardzo dużo bardzo ważnych obowiązków związanych właśnie z nagrodą Nobla i zadzwoniłam do niej, bo na wysłanie oficjalnego zaproszenia było już za późno. Niczego nie obiecała, ale poprosiła o chwilę zastanowienia. Następnego dnia otrzymałam od niej SMS-a i pragnę państwu odczytać: szanowna pani, nie chcę przeszkadzać, dzwoniąc w niedzielę. Jednak niestety muszę panią poinformować, że w żaden sposób nie będę mogła przyjechać do Warszawy. Piszę mowę noblowską i mam mnóstwo innych tutaj zobowiązań, łącznie z wyjazdem do Francji. Bardzo mi przykro, pozdrawiam bardzo serdecznie i przesyłam mnóstwo dobrej, jasnej energii naszemu Senatowi. Z szacunkiem, Olga Tokarczuk. I tej dobrej, jasnej energii życzę całej naszej izbie na nadchodzące 4 lata. Dziękuję za uwagę – stwierdziła marszałek senior Barbara Borys-Damięcka w trakcie pierwszego posiedzenia Senatu nowej kadencji.

Tomasz Grodzki oficjalnie nowym marszałkiem Senatu

Tomasz Grodzki został wybrany nowym marszałkiem Senatu. Zdobył 51 głosów. Senatorowie głosowali na kartach imiennych. Grodzki w głosowaniu pokonał swojego jedynego kontrkandydata, Stanisława Karczewskiego, który otrzymał 48 głosów. Od głosowania wstrzymał się jeden senator.

Grodzki: Możemy się spierać, ale jednocześnie musimy pamiętać, że reprezentujemy majestat Rzeczypospolitej i potęgę tego narodu, którego musimy strzec i chronić

– To jest zwycięstwo. To jest zwycięstwo demokracji. Ale wznoszę ten gest w chwili triumfu, ale nie mojego, ponieważ tę funkcję przyjmuję z wielką pokorą i poczuciem odpowiedzialności – mówił Tomasz Grodzki po wyborze na urząd marszałka Senatu.

– Możemy się spierać, ale jednocześnie musimy pamiętać, że reprezentujemy, jak mało kto, majestat Rzeczypospolitej i potęgę tego narodu, którego musimy strzec i chronić. Senat jest wyższą izbą parlamentu. Jeżeli ktoś myśli, że będziemy tylko rolą hamulcowego dla Sejmu, a w tej kadencji mamy do czynienia z sytuacją szczególną, że Sejm jest w rękach rządzących, a Senat w rękach opozycji, to jest w błędzie. Senat musi tylko i wyłącznie wrócić do swojej roli, czyli zamiast szybkiego prawa, ustanawiać dobre prawo – dodał marszałek Senatu. 

Schetyna: Chciałbym dedykować tę decyzję Senatu prezesowi Kaczyńskiemu, który powiedział, że opozycja totalna się skończyła. Chciałem mu powiedzieć, że dzisiaj skończyła się władza totalna

– Chciałbym dedykować to głosowanie i tę decyzję Senatu prezesowi Kaczyńskiemu, który powiedział, że opozycja totalna się skończyła. Chciałem mu powiedzieć, że dzisiaj, teraz skończyła się władza totalna, że trzeba szanować opozycję, trzeba szanować Senat,  trzeba szanować izbę wyższą – mówił Grzegorz Schetyna podczas konferencji prasowej po wyborze Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu.

Grodzki: Chciałbym wskazać Grzegorza Schetynę jako architekta tego porozumienia

– To naród w swojej zbiorowej mądrości zdecydował, że Sejm będzie w rękach rządzących, Senat w rękach opozycji. To nakłada ogromną odpowiedzialność za losy naszego ukochanego kraju na wszystkich. Chciałbym wskazać tu Grzegorza Schetynę jako architekta tego porozumienia, które wydawało się, że jest nie do zrealizowania – mówił Tomasz Grodzki podczas konferencji prasowej po wyborze na marszałka Senatu.

Panie i panowie! Zaczęło się. PiS zaczyna zbierać baty. Skończy się to wykopem Kaczyńskiego i jego ferajny na śmietnik historii. I takimi tam Trybunałami Stanu.

Kmicic z chesterfieldem

Trzeba dużo zmienić by wszystko zostało po staremu mówi znana nie od dziś zasada… I to ona zadecyduje teraz o kształcie nowego rządu.

Dziś Morawiecki poda swój rząd do dymisji, a na nowym rozdaniu sam najwięcej skorzysta – zdradza Wyborcza.pl.

„Po cichu, w zaciszu gabinetów, znalazł swoich ludzi na stanowiska, w których dzieli się pieniądze. Ministrem finansów będzie jego dobry znajomy z banku” – powiedział dziennikowi polityk PiS, sugerując, że Tadeusz Kościński zastąpi Jerzego Kwiecińskiego, który kierował resortem finansów i rozwoju, a teraz, „ma się realizować w międzynarodowych strukturach finansowych”.

Ministerstwem Zarządzania Funduszami ma kierować Małgorzata Jarosińska-Jedynak, samorządowiec, od 2018 r. wiceminister rozwoju. Wyborcza zwraca uwagę, że przy okazji jednym ruchem Morawiecki przejął też sprawy unijne, które zabrał z Ministerstwa Spraw Zagranicznych do kancelarii premiera i powierzył wiceministrowi Konradowi Szymańskiemu.

Blisko współpracowaliśmy przy wszelkich eskapadach europejskich na Radzie Europy. Tam są żmudne negocjacje dotyczące przekładania legislacji europejskiej na realną…

View original post 4 600 słów więcej

 

PiS – akuszer faszyzmu

Powyższy komentarz do tego oto wpisu >>>

Szef Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak zareagował na happening aktywistów opozycyjnych, którzy postanowili pośmieszkować w centrum Warszawy razem ze swoim czołgiem z tektury.

Lotna Brygada Opozycji zjawiła się na obchodach kolejnej miesięczny smoleńskiej po to, aby zapytać polityków PiS gdzie jest wrak?”. Skutecznie zostali powstrzymani przez policję do czasu, aż działacze PiS-u zakończą składać kwiaty m.in. przed pomnikiem Lecha Kaczyńskiego.

– Jedno wyjaśnienie, żeby było jasne: nie pokpiwam ani z warty honorowej pod Grobem Nieznanego Żołnierza, ani z ofiar katastrofy smoleńskiej. Przyjechałem ze Śląska, by wraz z Lotną Brygadą walczyć z Republiką Banasiową„. Walczyć satyrą – wypowiada się Leszek Piątkowski z LBO.

Na zachowanie przeciwników państwa PiS zareagował w mediach społecznościowych minister Mariusz Błaszczak.

– Tzw. „happening” KODu pod Grobem Nieznanego Żołnierza to absolutny skandal. Nie ma akceptacji dla takich zachowań. MON złoży zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znieważenia żołnierzy Wojska Polskiego – napisał na Twitterze polityk PiS.

– Zawiadomić Trumpa, że nas napadli, albo zapisać się na wizytę u specjalisty od stanów równowagi. To zresztą należało już dawno, tak profilaktycznie. Tyle lat służby u Prezesa na pewno nie minęło bez śladu – odpowiedział Błaszczakowi publicysta Waldemar Kuczyński.

Komitet Obrony Demokracji: Panie Ministrze, ile czołgów Pan zakupił dla polskiej armii podczas swojej kadencji? Te odmalowane czołgi z Gliwic się nie liczą”.

Reakcje internautów:

Misiewicz też zostanie oskarżony o znieważenie żołnierzy Wojska Polskiego?”.

A happening podkomisji smoleńskiej, która od tylu lat okrada Polaków, jakoś w MON-ie nikomu nie przeszkadza”.

To ten plac, który odebraliście siłą miastu Warszawa? I pan ma czelność bredzić o skandalu? Niczego od pana nie oczekuję, bo znam pana moralną mierność, ale niech pan przyjmie do wiadomości, że większość Polaków to nie PiS”.

Czy malowanie starych sowieckich czołgów i hełmów też nie kwalifikuje się pod znieważenie żołnierzy Wojska Polskiego? I to w czasach, kiedy ten rząd przekazuje miliardy na TVP i miliony ojcu inwestorowi z Torunia, zamiast inwestować w bezpieczeństwo żołnierzy?”.

Komentarz Giertycha

List do Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka. Szanowny Panie Ministrze!

Dowiedziałem się, że zamierza Pan poprzez prokuraturę ścigać terrorystów z grupy Lotnej Brygady Opozycji. Brawo, brawo, po trzykroć brawo panie Ministrze! Nie można pozwolić, aby wrogie czołgi bezkarnie buszowały po głównym placu Warszawy. Plac na którym spoczywa spiżowy wzrok pomnika profesora Prezydenta RP Lecha Aleksandra Kaczyńskiego musi na zawsze być wolny od wrogich sił pancernych! Jeszcze bardziej niepokojące było przenikanie obcej marynarki wojennej do fontann placu, gdzie zdaje się na stałe zainstalowała się łódź podwodna w/w brygady. Ta hańba polskiej marynarki wojennej może być zmyta tylko krwią! A przynajmniej zarzutami. Nie może być tak, że po stolicy pływają sobie bezkarnie łodzie podwodne, a okręty podwodne Marynarki Wojennej stoją nadal uziemione ze względu na potrzebę wymiany części do kotłów parowych – trudno dostępnych w obecnych czasach.

Apeluję do Pana, aby następnym razem, przed kolejną miesięcznicą, nasze stawiacze min zaminowały akweny w stolicy, aby uniemożliwić wrogie przenikanie. Nadto w tej sytuacji pomysł Pańskiego Wielkiego Poprzednika – Marszałka-Seniora Antoniego Macierewicza, aby przenieść siedzibę Marynarki Wojennej do Radomia wydaje się w pełni uzasadniony. Skoro już stolica jest wystawiana na ryzyko wrogich odwiedzin obcych okrętów podwodnych, to czas bazę marynarki wycofać dalej na południe (nadto jak powiedział pan minister Suski ewentualna ewakuacja samolotami marynarzy do Afryki byłaby szybsza z Radomia, niż z Warszawy).

Panie Ministrze! Bez Pana nasz kraj zostałby bezbronny wobec ataków tej lotnej brygady. Można powiedzieć o Panu i Pana współpracownikach słynne zdanie Churchilla: jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak niewielu. Niech Pan ratuje naszą stolicę! Tylko w Panu nadzieja!

PS Zauważyłem, że w stawie niedaleko mojego domu coś zabulgotało. Czy może Pan pilnie wysłać na miejsce prokuraturę?

Tadeusz Rydzyk niczym św. Inkwizycja orzekł: Winien

Tadeusz Rydzyk skomentował sprawę 13-latka z Bełchatowa, który wypluł hostię, a następnie został zatrzymany przez księży, którzy wezwali policję. Zdaniem redemptorysty „idzie potężny hejt na księży”, a to co zrobił nastolatek, to świętokradztwo.

Do incydentu w Bełchatowie doszło w pierwszy weekend listopada. 13-letni chłopak w trakcie mszy świętej w kościele pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła i św. Barbary przyjął komunię, a następnie wypluł hostię i schował ją do kieszeni. Nastolatek tłumaczył swoje zachowanie bólem zęba. Księża zdecydowali się wezwać policję, bo uznali ten czyn za obrazę uczuć religijnych.

 Skończyło się pouczeniem stron. Przede wszystkim zgłaszających księży. Wyjaśnialiśmy na miejscu okoliczności zdarzenia. Musieliśmy porozmawiać zarówno ze zgłaszającymi, jak i chłopcem. Po przyjeździe matki został przekazany pod jej opiekę –  w rozmowie z Wirtualną Polską powiedział nadkom. Adam Kolasa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

O. Tadeusz Rydzyk: „Ksiądz zwrócił uwagę, wezwał policję, bo to jest świętokradztwo”

Reakcja księży z Bełachatowa wywołała falę komentarzy. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, z kolei Tomasz Sekielski, reżyser filmu „Tylko nie mów nikomu”, oburzył się:

„6 miesięcy od premiery ‚Tylko Nie Mów Nikomu’. Nikt, dosłownie nikt z Kościoła nie zgłosił chęci kontaktu / pomocy / zadośćuczynienia żadnej z ofiar, które opowiedziały w filmie swoją historię. Nie znalazł się nawet jeden duchowny… A teraz ścigają dziecko wypluwające opłatek… Polski Kościół AD 2019… Gdzie my k***a żyjemy?” – napisał filmowiec.

Do słów Sekielskiego odniósł się ojciec Tadeusz Rydzyk, który stwierdził, że film „Tylko nie mów nikomu” miał wszystkich zszokować i pokazać nieprawdziwy obraz księży. Powiedział także, że film braci Sekielskich nie mówi o wielkich bohaterach i świętych Kościoła .

– Te wszystkie rzeczy – idzie potężny hejt na księży, chociażby to, co z Najświętszym Sakramentem zrobił 13-latek. Wypluł Hostię i później włożył do kieszeni. Ksiądz zwrócił uwagę, wezwał policję, bo to jest świętokradztwo. I cóż ten twórca takiego działania złego z tym filmem, który tak bardzo chciał zszokować wszystkich [„Tylko nie mów nikomu” – red.] właściwie sugerującego, że wszyscy księża to pedofile, najgorsza kategoria ludzi w społeczeństwie, co jest nieprawdą, nie mówi o wielkich bohaterach, o wielkich świętych, o tym, ile Kościół wycierpiał i tak dalej. I co pisze? „Ścigają dziecko wypluwające opłatek. Gdzie my k***a żyjemy?” – powiedział na antenie Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk.

O. Tadeusz Rydzyk: Widzimy coraz bardziej potęgujące się ataki na Kościół

Redemptorysta skomentował także sprawę dotyczącą ataku na księdza w Mosinie.

– Widzimy cały czas coraz bardziej potęgujące się ataki na Kościół, na duchownych. Dzisiaj się dowiadujemy o ataku na księdza w Mosinie. Został pobity dlatego, że zwracał uwagę na niewłaściwe zachowanie ludzi, jakichś mężczyzn, którzy pili alkohol w kruchcie kościoła i załatwiali potrzeby fizjologiczne. No to ksiądz zwrócił im uwagę. Tych rzeczy było więcej: ugodzenie nożem, ksiądz w szpitalu się znalazł, poważna sprawa była we Wrocławiu, już zapomnieliśmy, w Szczecinie, w innych miastach –  komentował na antenie Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk.

Ojciec Rydzyk, syn Kaczyński i duch Macierewicz. Takie wyznanie prezentuje PiS i tak się żegnają.

Kmicic z chesterfieldem

Tym razem list Romana Giertycha nie jest prześmiewczy. Adwokat na Facebooku zamieścił ułożone przez siebie przemówienie, które powinien wygłosić były szef MON po tym, jak „Duda wyznaczył Macierewicza na marszałka seniora Sejmu – „Po prostu zrobił to, co mu prezes kazał”.

Giertych chce, żeby Macierewicz przeprosił na pierwszym posiedzeniu Sejmu nowej kadencji za oszukiwanie Polaków w sprawie katastrofy smoleńskiej. Były szef MON powinien powiedzieć: – „Poruszony wyrzutami sumienia chciałbym przeprosić wszystkich za to, że w pełni świadomy, że straszna smoleńska katastrofa nie była spowodowana żadnym zamachem, łgałem bezczelnie przez wiele lat wskazując, że istnieją dowody na sprawstwo katastrofy, a ich od początku nie było”.

Adwokat przypomina, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej musiały „przechodzić koszmar niechcianych ekshumacji”. Podsuwa Macierewiczowi tekst przeprosin: – „W pierwszej kolejności chciałbym przeprosić Rodziny Ofiar Katastrofy za to, że swoją podłością zatruwałem im dzień po dniu i nie pozwalałem odbyć żałoby. Ze łzami w oczach…

View original post 977 słów więcej

 

Banaś to kupa PiS, tak sfajdał się Kaczyński. I jak, ludu polski, waniajet kraj?

Dziennik „Rzeczpospolita” informuje – Mariana Banasia można usunąć ze stanowiska w Najwyższej Izbie Kontroli. Prezes – jak podaje gazeta – mógł zostać wybrany przez to, że wprowadził posłów w błąd.

Przywołani przez „Rzeczpospolitą” prawnicy twierdzą, że informacje, które Banaś zataił, mogą stanowić podstawę do jego dymisji. Co właściwie zrobił prezes NIK?

Marian Banaś wprowadził w błąd posłów, którzy poparli jego nominację. Polityk zataił informacje mające znaczący wpływ na jego wybór – chodzi m.in. o zaniżenie czynszu za najem kamienicy. Banaś sam przyznał się do tej praktyki w rozmowie z dziennikarzami Telewizji Polskiej. Można przypuszczać, że zabieg ten miał na celu obniżenie podatków, które płacił.

Niektórzy prawnicy twierdzą, że takie działanie można uznać za przestępstwo. „Wystarczy, że Senat lub Sejm podejmie uchwałę odnoszącą się nie do wyboru na prezesa, ale do procedury zgłoszenia kandydata, który nie podał ważnych informacji mających znaczenie dla jego wyboru przez parlamentarzystów” – przyznał jeden z przepytanych przez dziennik prawników. Jeżeli takowa uchwała zostanie podjęta przez Senat, to również Sejm będzie zmuszony do przyjęcia analogicznego dokumentu.

Banaś był wspólnym kandydatem 35 posłów Zjednoczonej Prawicy. Kontrkandydatem Banasia na to stanowisko był Borys Budka z Koalicji Obywatelskiej. Reprezentant prawicy – w sejmowym głosowaniu – otrzymał 243 głosów, jego rywal 135.

Obecnie część z posłów PiS przyznaje, że nie zagłosowałoby na Banasia, gdyby znało prawdę o jego kontrowersyjnych poczynaniach. „Zażądałbym wyjaśnienia tej sytuacji. Dziś wiemy, że CBA bada sprawę jego oświadczeń majątkowych. Dopóki byśmy takiej informacji nie otrzymali, nie sądzę, żeby było możliwe poddanie pod głosowanie tej kandydatury. Tu ewidentnie zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez pana Banasia” – przyznał Janusz Śniadek (PiS), przedstawiciel Komisji do spraw Kontroli Państwowej.

Zjednoczona Prawica zdaje się być przytłoczona kolejnymi aferami z udziałem Mariana Banasia. Niedawno okazało się, że polityk współpracował z członkiem grupy przestępczej odpowiedzialnej za wyłudzenia podatku VAT. Szefem NIK interesuje się ponadto Centralne Biuro Antykorupcyjne – instytucja sprawdza wszystkie zastrzeżenia związane z jego oświadczeniem majątkowym. Politykowi, ze względu na liczne kontrowersje i problemy wizerunkowe, grozi utrata certyfikatu bezpieczeństwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który uprawnia go do dostępu do ściśle tajnych materiałów.

PiS musiałby usunąć nie tylko Banasia, ale swoich przestępców, którzy są ministrami, takich jak Kamiński i Wąsik.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy w 2015 r. Marian Banaś został wiceministrem finansów, złożył oświadczenie, że nie ma mieszkania w Warszawie. Przydzielono mu więc 35-metrowy służbowy lokal, składający się z pokoju, kuchni i łazienki. Banaś nie płacił za wynajęcie tego mieszkania, pokrył jedynie koszty takie jak czynsz czy opłaty za media.

Z lokalu służbowego Banaś korzystał do końca października tego roku, choć – jak ustalił RMF FM – w marcu 2017 roku kupił sobie mieszkanie w Warszawie. W oświadczeniu majątkowym podał, że ma 40-metrowe mieszkanie.  Jak podaje stacja, znajduje się ono „w atrakcyjnej lokalizacji na strzeżonym osiedlu na Pradze”.

Nie wiadomo dlaczego obecny szef NIK nie opuścił służbowego lokalu po zakupie własnego mieszkania. Banaś nie chciał rozmawiać na ten temat.

– „To kolejna gruba rysa na kryształowym wizerunku szefa Najwyższej Izby Kontroli” – skomentowała te doniesienia Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego w rozmowie z RMF FM. Zaznacza, że brakuje przepisów regulujących sytuację, gdy podczas…

View original post 1 372 słowa więcej

 

Rzecznik od Ziobry będzie zrobiony na schab

Piotr Schab w ekspresowym tempie zajął się trzema sędziami z Krakowa, którzy w ramach rozpoznawanej apelacji chcieli zbadać legalność powołania asesora sądowego. Rzecznik działa błyskawicznie, bo może obawiać się podważania legalności sędziów wybranych przez nową KRS. Sędziom z Krakowa za normalne działania orzecznicze grożą teraz co najmniej dyscyplinarki

To będzie precedensowa sprawa. Po raz pierwszy straszy się sędziów poważnymi konsekwencjami za legalne działania podejmowane w ramach czynności sędziowskich. Groźby są zawarte w piśmie głównego rzecznika dyscyplinarnego Piotra Schaba, które skierował do trzech sędziów z Sądu Okręgowego w Krakowie.

Sędziowie pytają kiedy powołano asesora

Pismo jest z czwartku 31 października 2019. Schab wzywa w nim sędziów – w tym sędziego Wojciecha Maczugę – do złożenia wyjaśnień w związku z czynnościami, jakie podejmowali w jednej ze spraw.

Na początku września 2019 ci trzej sędziowie działając jako sąd odwoławczy zajmowali się wyrokiem łącznym wydanym przez asesora sądowego z Sądu Rejonowego w Chrzanowie.

Sędziowie nie zajęli się jednak merytorycznym rozpoznaniem sprawy. Najpierw chcieli sprawdzić, czy wyrok wydał właściwie powołany asesor. W tym celu odroczyli rozpoznanie sprawy i wystąpili do prezesa Sądu Rejonowego w Chrzanowie o informację kiedy asesor został powołany.

Od wielu miesięcy prawnicy zgłaszają zastrzeżenia co do legalności wyboru nowej KRS, która decyduje o nominacjach i awansach sędziowskich. Nowa KRS została wybrana w niekonstytucyjny sposób przez posłów PiS i Kukiz’15. Wybrano do niej w większości sędziów, którzy poszli na współpracę z resortem Zbigniewa Ziobry. W sprawie legalności nowej KRS wypowie się w połowie listopada TSUE.

Jeśli się zatem okaże, że nowa KRS jest nielegalna, to będzie można na tej podstawie występować o podważenie wyroków wydanych przez sędziów i asesorów przez nią wybranych.

Dlatego trzech sędziów z Krakowa chciało sprawdzić, kiedy został nominowany asesor. Czy przez starą legalną KRS, którą wbrew Konstytucji rozwiązał PiS, czy przez nową KRS. Po sprawdzeniu okazało się jednak, że asesor dostał nominację od starej KRS. Co kończy wątpliwości i oznacza, że trzech sędziów wróci do rozpoznania sprawy wyroku łącznego.

Prezeska z nominacji Ziobry wkracza do sprawy asesora

Ich działanie nie spodobało się jednak prezes Sądu Okręgowego w Krakowie Dagmarze Pawełczyk-Woickiej, członkini nowej KRS. W czwartek 31 października Pawełczyk-Woicka zawiadomiła o tej sprawie głównego rzecznika dyscyplinarnego, a ten tego samego dnia wszczął postępowanie i zażądał od sędziów wyjaśnień.

Piotr Schab chce teraz informacji o podejmowanych przez sędziów czynnościach w sprawie asesora. W jego ocenie podważają one art. 106i ust. 1 ustawy o ustroju sądów powszechnych (mówi on, że asesorów mianuje prezydent), przez co ich czynności „stanowiły bezprawną ingerencję w ustawowy tryb powoływania sędziów i asesorów sądowych do składów orzekających”.

Zdaniem Schaba działanie sędziów prowadzić mogło też do pogwałcenia art. 178 ust 1 Konstytucji, który mówi, że „sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom”.

Na koniec swojego pisma główny rzecznik dyscyplinarny stwierdza, że działania orzecznicze krakowskich sędziów „uznać należy za działania na szkodę interesu publicznego w wyniku przekroczenia uprawnień funkcjonariuszy publicznych”.

Nie wiadomo jak prezes krakowskiego sądu Dagmara Pawełczyk-Woicka dowiedziała się o sprawdzaniu powołania asesora. Jej reakcja i rzecznika dyscyplinarnego są jednak błyskawiczne.

Prawnicy, z którymi rozmawiało OKO.press sądzą, że sprawa założona przez rzecznika dyscyplinarnego wobec krakowskich sędziów może być pokazówką dla innych sędziów w całej Polsce. I wywrzeć na nich efekt mrożący, by nie chcieli podważać nominacji oraz awansów dla sędziów i asesorów od nowej KRS. W której przecież zasiada sama Pawełczyk-Woicka.

Za próbę zbadania statusu asesora trójce krakowskich sędziów grożą teraz dyscyplinarki, a może nawet zarzuty karne, bo rzecznik dyscyplinarny twierdzi, że przekroczyli oni swoje uprawnienia.

Nominatka Ziobry nie złamała krakowskich sędziów

Gdy na początku 2018 roku Dagmara Pawełczyk-Woicka została prezesem krakowskiego sądu (z nominacji ministra Ziobry), szybko skonfliktowała się z tutejszymi sędziami. Domagali się oni nawet jej dymisji, bo nie akceptowali stylu, w jakim zarządzała sądem.

Jedną z pierwszych decyzji nowej prezes było odwołanie z funkcji rzecznika prasowego sądu do spraw cywilnych Waldemara Żurka, byłego rzecznika starej, legalnej KRS. Żurek jako rzecznik starej KRS bronił niezależności sądów i krytykował „reformy” Zbigniewa Ziobry w wymiarze sprawiedliwości.

Potem Pawełczyk-Woicka przeniosła go wbrew jego woli do innego wydziału w sądzie. Na kanwie jego sprawy Sąd Najwyższy skierował pytania do TSUE.

Żurek za obronę wolnych sądów płaci wysoką cenę w postaci kilku dyscyplinarek. W jednej sprawie odbyły już dwie rozprawy.

Krakowscy sędziowie nie dali się jednak złamać nominatce Ziobry. Są mocno skonsolidowani w obronie niezależności wymiaru sprawiedliwości. To tu zapadały pierwsze głośne uchwały w obronie niezależnego wymiaru sprawiedliwości.

Należy odróżnić pisowskie dziady od słowiańskich Dziadów.

Kmicic z chesterfieldem

Taki dzień.

Apel do pazernych klechów

„Brak wpadek odróżnia prezydenta Dudę od Bronisława Komorowskiego – ogłosił w „Kropce nad i” Kamil Bortniczuk z Porozumienia Jarosława Gowina. To ciekawa opinia. Z tym, że nie ma oparcia w faktach

Goszcząc w programie Moniki Olejnik, poseł Porozumienia Jarosława Gowina wygłosił laurkę dla prezydenta Andrzeja Dudy – jego zdaniem to najlepszy prezydent, jaki mógł się Polsce przytrafić.

Rzeczywiście, im bliżej było końca kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego, tym bardziej kojarzył się on wyborcom jako chodząca gafa. Po części była to etykieta zasłużona, po części – krzywdząca.

Natomiast jeśli uznamy, że Komorowskiemu często przydarzały się wpadki, Duda z całą pewnością mu nie ustępuje.

1. Wpadki zagraniczne

Bronisławowi Komorowskiemu pamięta się niefortunną wypowiedź podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w grudniu 2010 r. Podczas spotkania z Barackiem Obamą Komorowski stwierdził:

„Fundamentem naszych relacji jest umiłowanie – amerykańskie i polskie – wolności. Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie…

View original post 2 468 słów więcej