Kaczyński wyszedł już z Unii Europejskiej

Nie zgadzam się z Markiem Migalskim, który twierdzi, iż PiS jest już mentalnie poza Unią Europejską.

Otóż pisowiec jako taki nigdy nie wszedł do Unii, jemu bliższy jest Wschód, trzymanie go za mordę, co wykorzystuje Kaczyński.

Chyba będziemy musieli powstać przeciw temu stanu rzeczy mentalnemu.

Kmicic z chesterfieldem

Przyzwyczailiśmy się, że Polska przez PiS jest ośmieszana, nasz kraj na zewnątrz jest postrzegany, jako republika bananowa z groteskową demokracją.

Przyzwyczailiśmy się. Godzimy na ośmieszenie, gdyż w innych wypadku protestami wymusilibyśmy odsunięcia od koryta ferajny Kaczyńskiego, której jedynym celem jest czerpać profity nie posiadając niemal żadnych umiejętności rządzenia.

PiS uruchomił dla siebie program Koryto+.

Komisja Europejska chce wstrzymania przez Trybunał Sprawiedliwości UE działania sądowniczej ustawy kagańcowej, która de facto jest wyjściem z Unii Europejskiej (Polexit).

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata nad nierządem pisowskim. Europosłowie PiS zaprezentowali się groteskowo, skandalicznie, znowu ośmieszyli nas.

Prym wiodła Beata Szydło, pani od sukcesu 1:27.

To co pisowska propaganda wyprawia ostatnio przekracza wszelkie granice przyzwoitości i zdrowego rozsądku, chociaż zasadniczo nie jest to nic zaskakującego. Nagonka na prof. Grodzkiego trwa, uruchomione zostały pisowskie media. Z całą odpowiedzialnością jako jeden z organizatorów oporu w stanie wojennym stwierdzam, że poziom, kultura, prawdomówność mediów stanu wojennego w…

View original post 353 słowa więcej

 

Prawo w państwie rządzonym przez PiS nie obowiązuje

Chora ambicja, żądza władzy i mściwość jeśli jest przy władzy, doprowadzi każdy kraj do katastrofy albo wojny domowej.

Kmicic z chesterfieldem

Tacy ludzie rządzą w bandyckim państwie PiS.

Premier Rzeczypospolitej Polskiej otwarcie mówi, że nie uzna wyroku sądu. Jak jakiś watażka w republice bananowej.

„Po raz pierwszy sędziowie będą walczyli o praworządność na ulicy. W togach. Najważniejsze jest to, żeby byli z nami obywatele” – mówi OKO.press sędzia Igor Tuleya przed sobotnim Marszem Tysiąca Tóg. 

15-17 stycznia Senat zajmie się projektem tzw. ustawy dyscyplinującej, zwanej też kagańcową.

Jak pisaliśmy w OKO.press projekt przegłosowany przez PiS w Sejmie 20 grudnia, po 29 godzinach chaotycznego „poprawiania” zakłada m.in. drastycznie poszerzenie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i prokuratorów. 

Przeciwko takim planom ostro protestują znamienici prawnicy – polscy i zagraniczni – oraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Bo tak sformułowane przepisy są poważnym zagrożeniem dla niezależności sędziów i stawiają pod znakiem zapytania członkostwo Polski w europejskim porządku prawnym. Protestowała Komisja Europejska i kolejne organy Rady Europy: Zgromadzenie Parlamentarne i Komisarz Praw Człowieka.

Więcej o Igorze Tuleyi…

View original post 616 słów więcej

 

Pisowskie polowanie na marszałka Grodzkiego

Stowarzyszenie Godność złożyło wniosek o ukaranie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego. Chodzi o słowa liberalnego polityka dotyczące Jarosława Kaczyńskiego.

Marszałek Senatu – w opinii członków Stowarzyszenia Godność – miał wyjawić to, że Jarosław Kaczyński przyjmuje silne leki. „Nieuprawnienie pozyskując niezweryfikowane dane chorobowe, wypowiadał się publicznie w sprawach objętych tajemnicą lekarską” – napisali działacze we wniosku o ukaranie Grodzkiego, który skierowali do Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej.

Geneza sytuacji wiąże się z nowelizacją przepisów o ustroju sądów i Sądu Najwyższego. Prezes Kaczyński w trakcie dyskusji na temat „ustawy kagańcowej” przyznał, że ma on nadzieję, że „tym projektem powstrzymamy (chodzi o kierownictwo PiS – przyp. red.) wysadzenie w powietrze wymiaru sprawiedliwości” i określił działania niepokornych sędziów mianem „anarchii”.

Tomasz Grodzki odniósł się do słów Kaczyńskiego w jednym z programów Radia ZET. „Jak się bierze silne leki przeciwbólowe, to naprawdę umysł człowieka reaguje trochę inaczej, więc na miejscu pana prezesa zająłbym się szybkim powrotem do zdrowia, do działalności i do pracy” – zażartował przedstawiciel Koalicji Obywatelskiej.

Prowadzący wywiad dziennikarz dopytywał Grodzkiego, czy uważa on, że Jarosław Kaczyński może mieć zaburzoną zdolność postrzegania rzeczywistości. „Jak człowiek jest na zwolnieniu, nie powinien zajmować się pracą, a pracą prezesa Kaczyńskiego jest polityka. I powinien jak najszybciej wracać do zdrowia  czego mu szczerze życzę. Natomiast takie doraźne komentowanie, i to w sposób dość ostry w mojej ocenie, jest nieuzasadnione” – odpowiedział polityk.

Słowa Grodzkiego wywołały reakcję Stowarzyszenia Godność. Członkowie organizacji podnieśli kuriozalne zarzuty i oskarżyli marszałka o to, że bezprawnie wszedł w posiadanie wiedzy na temat stanu zdrowia Kaczyńskiego (!) i wyjawił te informacje szerszej publiczności.

Grodzki – poprzez luźne wypowiedzi w wywiadzie – miał wyjawić objęte tajemnicą dane dotyczące przyjmowania przez Kaczyńskiego leków przeciwbólowych i ich skutków ubocznych oraz… upublicznić aktywność prezesa PiS w czasie korzystania ze zwolnienia lekarskiego, która jest przecież powszechnie znana (polityk stale występuje w mediach i komentuje bieżące wydarzenia).

Duda musi ponieść odpowiedzialność za dzieło zniszczenia. Aż się boję, co współwięźniowie z nim zrobią. Nie ma mojej zgody, aby służył za taboret z dziurką. Duda, choć Dupa, to też człowiek.

Kmicic z chesterfieldem

„Bardzo bym prosił adwokatów z innych krajów, żeby się nie wtrącali w nasze sprawy, bo ich nie znają, nie czują, nie rozumieją ich” – pouczał „obcych prawników” prezydent Duda. Jego słowa nie pozostały niezauważone

Profesorowie prawa urażeni słowami prezydenta

Prof. Alberto Alemanno z École des hautes études commerciales de Paris (HEC), prawnik specjalizujący się w prawie UE, jeden z sygnatariuszy listu otwartego do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w sprawie praworządności w Polsce, potraktował słowa Dudy jako osobistą zaczepkę:

„Zostałem odprawiony przez Prezydenta Andrzeja Dudę jako jeden z »obcych prawników z innego kraju wtrącających się w polskie sprawy«. To dodatkowy powód, żeby zwrócić się do Ursuli von der Leyen [szefowej KE], Very Jourovej [wiceszfowej KE) i Didiera Reyndersa [komisarza ds. sprawiedliwości], żeby pilnie działali w obronie prawnej i społecznej umowy łączącej państwa UE i ich obywateli”.

Więcej >>>

Oto 13 artykułów Konstytucji, które złamali PiS i Andrzej Duda…

View original post 197 słów więcej

 

Mały, mściwy, zaściankowy umysł

Tusk definiuje Kaczyńskiego najlepiej w Polsce. Kaczyński to nie tyle szarańcza, lecz menda, która obsiadła najwrażliwsze miejsca Polek i Polaków. Mendoweszka.

Kmicic z chesterfieldem

Proponowane przez PiS zmiany w ustawie o sądach powszechnych godzą w podstawy ustroju RP i stanowią próbę obejścia norm zakodowanych w Konstytucji. Dlatego warto rozważyć jakie konsekwencje prawne mogą spotkać tych, którzy przyczynią się do wejścia tej nowelizacji w życie – piszą karniści, adwokaci Jacek Dubois i Michał Zacharski

Wiele już powiedziano i napisano o tym, co oczywiste: projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych oraz o Sądzie Najwyższym – wprowadzający represje dla strzegących praworządności sędziów i uzależniający władzę sądowniczą od legislatywy i egzekutywy, godząc w zasadę trójpodziału władzy – jest niekonstytucyjny i sprzeczny z prawem unijnym.

Mamy do czynienia z ideami, których wdrożenie nie przyszło do głowy architektom PRL, gdyż nawet oni nie ustanowili zakazu rozproszonej kontroli konstytucyjności. Przyjęcie, że deliktem dyscyplinarnym jest, (jako „oczywista i rażąca” obraza przepisów prawa) odmowa stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z Konstytucją lub umową międzynarodową ratyfikowaną za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie…

View original post 3 259 słów więcej

 

Tusk do PiS o sądownictwie, które jest im potrzebne, aby bezkarnie kraść

Donald Tusk ewidentnie nawiązuje do zmian proponowanych przez rząd PiS w sądownictwie.

Sąd Najwyższy wydał dzisiaj oświadczenie, w którym komentuje ustawę wniesioną do Sejmu przez PiS:

„Co znamienne, opiniowany projekt został ogłoszony na stronach Sejmu w nocy z 12 na 13 grudnia 2019 r. Nie tylko jednak data jego zgłoszenia nawiązuje do najbardziej niechlubnych kart polskiej historii. Filozofia opiniowanego przedłożenia wpisuje się bowiem w logikę, jaką kierowano się przy wprowadzaniu stanu wojennego. Ówczesny ustawodawca mimo oczywistej sprzeczności dekretu Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym z Konstytucją PRL, również oczekiwał od polskich sędziów ślepego posłuszeństwa treści przepisów zrównanych mocą z ustawą”.

„Ewidentnym celem projektu jest także doprowadzenie do obsadzenia urzędu I prezesa SN przez urzędującego Prezydenta RP, na wypadek, gdyby przegrał on wybory prezydenckie w 2020 r. Obsadzenie odpowiednią osobą funkcji I prezesa pozwoliłby na przejęcie, przynajmniej wizerunkowej kontroli nad Sądem Najwyższym oraz, co ważniejsze, realnej kontroli nad Trybunałem Stanu”. 

„Nie żyjemy i nie chcemy żyć, jako wolni obywatele dumnej Rzeczypospolitej, w państwie autorytarnym; proszę, aby ostatecznie zaniechać nienawiści do sędziów i sądów jako broni w walce o władzę”.

– Opinia Sądu Najwyższego jest miażdżąca dla przygotowanego przez PiS projektu. Pada w niej wiele ostrych, ale i trafnych opinii. Ja ocenię tę ustawę jeszcze dosadniej: po uchwaleniu tej ustawy sędziowie zostaną sprowadzeni do roli chłopów pańszczyźnianych w PiS-owskim folwarku – wypowiada się posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Aneta Mościcka (dziennikarka): Według Sądu Najwyższego projekt PiS ma wymusić na sędziach niestosowanie prawa UE i doprowadzenie do obsadzenia przez Dudę funkcji I prezesa SN, który jest jednocześnie przewodniczącym Trybunału Stanu. To prawda, Duda chce sobie zapewnić bezkarność na wypadek, gdyby przegrał”.

Prof. Marcin Matczak (Uniwersytet Warszawski): Polska zawiera umowę – z Unią Europejską – i zgadza się, że w razie sporu będzie tę umowę interpretował niezależny sąd – TSUE. Jak jest spór, PiS mówi, że ta interpretacja mu nie odpowiada, że on się tak nie bawi i że będzie sobie tę umowę interpretował sam – przez kontrolowany politycznie TK. Nie ma konfliktu między prawem UE a polską Konstytucją. Nasz TK, kiedy był jeszcze niezależny, stwierdził zgodność traktatów UE z Konstytucją, w tym zgodność z Nią przepisów o kompetencjach TSUE. Te wyroki wiążą PiS, niech więc nie prowadzi propagandy, że musi bronić Konstytucji”.

Kmicic z chesterfieldem

Prezes NIK nie zasypia gruszek w popiele… Jak donosi RMF FM, Marian Banaś właśnie znowelizował zarządzenie dotyczące kompetencji nowych wiceprezesów NIK podczas zastępowania go w obowiązkach.

A tymi nowymi zastępcami Banasia są – przypomnijmy – byli posłowie PiS Tadeusz Dziuba i Marek Opioła. Nazwisko Dziuby pojawiło się na dymisji Banasia, której prezes NIK nie chciał podpisać. A więcej na ten temat w naszym artykule „Znikająca dymisja! Czy Witek odesłała pismo Banasia?”

Wracając do zarządzenia wydanego przez Banasia, jego obecni zastępcy nie będą mogli wiele zrobić podczas ewentualnej nieobecności prezesa NIK.  Nie mogą np. modyfikować upoważnień udzielonych przez prezesa NIK ani zmieniać struktury instytucji.

Poza tym wiceprezesi NIK nie mają też niemal żadnych uprawnień w kwestiach personalnych. Jak to określił w rozporządzeniu Banaś, nie mogą samodzielnie decydować w sprawach „nawiązywania, zmiany lub rozwiązywania stosunku pracy z pracownikami NIK”. Nie wprowadzą więc swoich ludzi do urzędu.

A przecież nie dalej jak w…

View original post 1 122 słowa więcej

 

Duda ma się czego bać, Trybunał Stanu ma jak w banku, dlatego walczy z Sądem Najwyższym

Ustawa dyscyplinująca ma zmusić sędziów, by nie stosowali prawa Unii Europejskiej. Jej celem jest obsadzenie Pierwszego Prezesa SN przez prezydenta, a w konsekwencji kontrola Trybunału Stanu, któremu Pierwszy Prezes przewodniczy. „To może uniemożliwić skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed tym organem” – ostrzega SN w swojej opinii

Sąd Najwyższy opublikował kilkudziesięciostronicową opinię dotyczącą projektu ustawy dyscyplinującej sędziów i prokuratorów znanej jako druk nr 69. Jej opracowanie politycy PiS zapowiadali, odkąd sądy w całej Polsce zaczęły się stosować do wyroku TSUE z 19 listopada i wstrzymywać od opiniowania kandydatów na sędziów w procedurze z udziałem neo-KRS.

SN podkreśla, że głównym celem projektu jest „wymuszenie na sędziach niestosowania prawa Unii Europejskiej w zakresie, w jakim m.in. wynika to z wyroku TSUE z dnia 19 listopada 2019 r.”.

Zobacz opinię SN

Przypomnijmy – PiS chce, by do katalogu przewinień sędziów sądów powszechnych (czyli rejonowych, okręgowych i apelacyjnych), za które odpowiadają dyscyplinarnie, dopisać między innymi odmowę stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z Konstytucją lub umową międzynarodową nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny.

PiS pod groźbą sankcji chce zmusić sędziów, by na własną rękę lub poprzez pytania prawne do SN lub TSUE, nie oceniali zgodności z Konstytucją lub z prawem europejskim przepisów uchwalonych przez obecną władzę. A taki obowiązek, w kontekście badania umocowania neo-KRS i powoływanych przez nią sędziów, nakładał wyrok TSUE z 19 listopada.

Zasada, którą chce wprowadzić rząd PiS, kłóci się również z zasadą pierwszeństwa prawa UE nad prawem krajowym, co jest fundamentem porządku prawnego Unii.

Sąd Najwyższy zwraca uwagę, że „sprzeczność pomiędzy prawem polskim, a unijnym, jaką Projektodawca zamierza wywołać, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić będzie do wszczęcia przez instytucje Unii Europejskiej procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów,

a w dłuższej perspektywie – do konieczności opuszczenia Unii Europejskiej”.

By wyjaśnić efekt nowego rozwiązania SN w opinii porównuje tę sytuację do stanu wojennego:

„Podkreślenia wymaga, że formułowane obecnie w przestrzeni publicznej przez najwyższych przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej zarzuty dotyczące sędziów stanu wojennego, sprowadzają się do tego, że stosowali oni dekret o stanie wojennym, bez uwzględnienia jego sprzeczności z normami wyższego rzędu.

W istocie do tego samego dąży Projektodawca, proponując surowe kary dyscyplinarne za odmowę stosowania przepisów sprzecznych z prawem europejskim i stosowanie wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”.

Żeby nikt nie podważał

W przepisach, które zabraniają sędziom zabierania głosu w sprawach „związanych z polityką – ogółem spraw i działań dotyczących zarządzania państwem” SN widzi z jednej strony próbę naruszenia wolności słowa gwarantowaną przez art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ale również atak na samorząd zawodowy.

„Literalne rozumienie powyższego unormowania prowadziłoby do absurdu. Przyjąć bowiem należałoby, że sędziowie pozbawieni byliby jakiejkolwiek możliwości odniesienia się do bieżących spraw dotyczących funkcjonowania sądownictwa, np. w zakresie wyrażenia opinii w przedmiocie unormowań regulujących funkcjonowanie sądownictwa czy określających ich warunki pracy”.

Nie bez znaczenia jest również marginalizacja roli samorządu zawodowego sędziów, który powinien zostać pozbawiony dotychczasowych funkcji opiniodawczych, jak i kontrolnych wobec nominowanych przez Ministra Sprawiedliwości prezesów sądów powszechnych.

Dużo krytyki SN poświęca projektowanemu zakazowi „kwestionowania istnienia stosunku służbowego sędziego lub skuteczności jego powołania”.

SN przypomina, że orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jednoznacznie uważa, że naruszenia wymogów prawa krajowego przy powołaniu danej osoby na stanowisko sędziego, stanowi naruszenie prawa skarżącego do „sądu stanowionego ustawą” (art. 6 ustęp 1 EKPC).

Tymczasem polski ustawodawca chce wprowadzić ustawową definicję sędziego jako „osoby powołana na to stanowisko przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, która złożyła ślubowanie wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Przepis ten przede wszystkim jest niezgodny z Konstytucją, której art. 179 przesądzą, że sędziego powołuje prezydent na wniosek KRS.

Jak argumentuje dalej SN – takie zrozumienie prowadziłoby do absurdów takich jak na przykład powołanie przez Prezydenta na stanowisko sędziego kogokolwiek, nawet osoby niespełniającej podstawowych wymogów.

Próba implementacji w systemie prawnym takiej definicji ma być oczywiście szczepionką przeciwko podważaniu umocowania neo-KRS.

SN przypomina:

„Aktualnie sposób ukształtowania Krajowej Rady Sądownictwa należy uznać za niezgodny z Konstytucją, co szerzej uzasadniano już w licznych opiniach, w tym także opiniach SN”.

I przywołuje szereg argumentów za odrzucenie neo-KRS w obecnej formie, które pojawiały się i w wyroku TSUE z 19 listopada i w orzeczeniu SN z 5 grudnia.

Z kolei delikt polegający na „utrudnianiu pracy wymiaru sprawiedliwości” uznano za wysoce nieostry i niespełniający wymogu ustawowej określoności deliktu dyscyplinarnego.

SN podsumowuje następująco:

„Wprowadzone zmiany mają charakter całkowicie arbitralny i stanowią przejaw instrumentalizacji postępowania dyscyplinarnego umożliwiającej wywołanie efektu mrożącego wśród sędziów, a także usunięcie ze stanu sędziowskiego osób, których poglądy nie odpowiadają rządzącej większości”.

I przewiduje nieuchronne konsekwencje wobec Polski:

„Karanie dyscyplinarne sędziów za prawidłowe stosowanie prawa UE, w tym realizację zasady pierwszeństwa prawa UE zgodnie
z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE, będzie oznaczało naruszenie zobowiązań Polski wynikających z członkostwa w UE i będzie godzić w podstawy członkostwa Polski w UE.

To zaś w zakresie minimalnym będzie stanowić podstawę do wszczęcia postępowania przeciwko Polsce na podstawie art. 258 TFU, ale także rodzić wspomnianą już odpowiedzialność odszkodowawczą państwa polskiego, a także dawać argumenty do kontynuowania wszczętej już procedury z art. 7 TUE”.

W ostatniej części opinii SN zbija argumenty rządu PiS, jakoby przepisy były wzorowane na rozwiązaniach prawa francuskiego, hiszpańskiego i niemieckiego.

Prezydent ubezpiecza się na wypadek przegranej

Ale SN dużo uwagi poświęca także na analizę przepisów dotyczących wyboru Pierwszego Prezesa SN, które w debacie wokół druku nr 69 zdawały się być drugoplanowe wobec przepisów dyscyplinujących sędziów.

SN odważnie interpretuje ich polityczne znaczenie:

„Ewidentnym celem projektu jest także doprowadzenie do obsadzenia urzędu Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przez urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, na wypadek, gdyby przegrał On wybory prezydenckie w 2020 r.

Obsadzenie odpowiednią osobą funkcji Pierwszego Prezesa pozwoliłby na przejęcie, przynajmniej wizerunkowej kontroli nad Sądem Najwyższym oraz, co ważniejsze, realnej kontroli nad Trybunałem Stanu. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego jest bowiem przewodniczącym tego Trybunału z mocy prawa i ma realny wpływ na kształtowanie składów orzekających.

To z kolei może uniemożliwić skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed tym organem”.

Przypomnijmy – w projekcie znajduje się szereg przepisów, które radykalnie zmniejszają liczbę sędziów SN wymaganych do przedstawienia kandydatów na Pierwszego Prezesa, a także dają prezydentowi szczególne uprawnienia takie jak arbitralne anulowanie procedury wyboru, czy powołanie osoby pełniącej obowiązki PP.

SN podkreśla, że zgodnie z art. 183 ust. 3 Konstytucji organem uprawnionym do przedstawiania kandydatów jest Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. „Zgromadzenie jest organem kolegialnym, który podejmuje uchwały, wymagający dla swej ważności większości głosujący sędziów SN.

Za niedopuszczalne należy uznać zatem wszelkie regulacje ustawowe umożliwiające przedstawienie kandydatów, w których wyborze nie brała udziału co najmniej połowa + 1 sędziów SN, a do takiej sytuacji prowadzi obniżenie kworum do 32 członków Zgromadzenia Ogólnego.

Trudno uznać, że funkcję Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego wykonywać może niewiele ponad 25% ogólnej liczby sędziów Sądu Najwyższego, określonej w regulaminie Sądu Najwyższego.

Podkreślenia wymaga, że mandat piastuna stanowiska Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wybranego spośród kandydatów wyłonionych przez takie gremium będzie mógł być kontestowany”.

Tego, co się wydarzyło 23 września 2019 w siedzibie ONZ w Nowym Jorku nikt do tej pory nie opisał. OKO.press zwrócił na to uwagę przedstawiciel ONZ, który prosił o anonimowość. „Zachowanie pana prezydenta Dudy zostało przez dyplomatów i urzędników uznane za dziwaczne i niewłaściwe”. Podczas lunchu pani premier Nowej Zelandii „wyraźnie nabijała się z Polski”

23 września 2019 w wielkiej sali plenarnej ONZ odbywał się „Climate Action Summit”.  W przygotowaniu spotkania uczestniczył informator OKO.press. Opowiada:

„Formalnie był to tzw. szczyt sekretarza generalnego ONZ. António Guterres wykorzystał fakt, że przywódcy świata przyjechali na Zgromadzenie Ogólne (23-26 września 2019), by lepiej przygotować grudniowy szczyt klimatyczny COP25. Przywódcy wysłuchali sekretarza generalnego, a potem trwała dyskusja nad tym, co miało zostać uzgodnione w Madrycie.

Ku swemu zaskoczeniu zauważyłem, że na sali nie ma pana prezydenta Dudy i ministra spraw zagranicznych pana Czaputowicza”.

Co tym bardziej dziwne, że obaj byli w tym samym gmachu, na tym samym piętrze.

Polska była wtedy prezydentem COP

Na Climate Action Summit oczy świata zwrócone były na Polskę, ponieważ formalnie pełniliśmy wtedy prezydencję COP, najważniejszej instytucji ONZ do walki z katastrofą klimatyczną.

„Polska miała przypisaną funkcję prezydenta COP z racji organizacji szczytu w 2018 roku w Katowicach. Przekazanie tej funkcji Chile nastąpiło dopiero 2 grudnia w Madrycie na kolejnym COP-25.

To ważne, by zrozumieć, dlaczego zachowanie prezydenta Dudy zostało przez dyplomatów, z którymi rozmawiałem, i urzędników ONZ uznane za dziwaczne (słychać było słowo bizarre), a także głęboko niewłaściwe” – mówi informator OKO.press.

Gdy o 10.00 sekretarz generalny otworzył obrady, słuchali go najważniejsi przywódcy świata. Ale bez prezydenta Dudy.

Trump robi ONZ konkurencję, czyli religia zamiast klimatu

Duda oczekiwał bowiem na zainicjowane przez Donalda Trumpa wydarzenie poświęcone Wolności Religijnej (Event on Religious Freedom). „Można je śmiało nazwać konkurencją dla narady klimatycznej ONZ, czego zresztą dyplomacja amerykańska nie ukrywała. Odbywało się dosłownie tuż obok, tego samego dnia, o tej samej godzinie – mówi nasz informator.

Na spotkanie Trumpa z europejskich przywódców przybył tylko prezydent Andrzej Duda, w dodatku w towarzystwie ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza (obaj na głównym zdjęciu), co też nie umknęło uwadze dyplomatów. Każdy to odnotował”.

Duda czeka zajęty smartfonem

Polski prezydent został posadzony w pierwszym rzędzie, bo był jedyną głową państwa tej rangi, tego wymagał protokół dyplomatyczny, ale wszystko to było bardzo niezręczne”.

Lunch. Premier Nowej Zelandii nabija się z Polski

W przerwie obrad Climate Action Summit o 13.45 odbył się lunch z udziałem sekretarza generalnego ONZ, kilkudziesięciu przywódców świata, a także Ala Gore’a, wiceprezydenta USA za Billa Clintona (1993-2001) i laureata Pokojowego Nobla w 2007 za działalność na rzecz klimatu Ziemi.

„Głos zabrała pani premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. Pochwaliła organizację COP 24 w Katowicach i powiedziała, że trzeba serdecznie za to podziękować Polsce i polskiemu prezydentowi.

Jestem przekonany, że zrobiła to specjalnie, bo prezydenta Dudy nie było na sali. Wszyscy zaczęli się rozglądać, zrobiło się małe zamieszanie.

Wizyta pana prezydenta Dudy w ONZ była całkowicie skupiona na Trumpie. Polska dyplomacja wykazała się nieumiejętnością rozegrania tej sytuacji tak, by nie okazać lekceważenia tematyce ratowaniu klimatu. Utwierdziła też opinię o Polsce, że ma czołobitny stosunek do USA” – mówi informator OKO.press.

23 września 2019 Duda miał zaplanowane spotkanie z prezydentem Trumpem, ale nie był jedyną głową państwa w takiej sytuacji. Z Trumpem spotkać się mieli także przywódcy pięciu innych krajów. Nie przeszkodziło im to wziąć udziału w naradzie klimatycznej:

  • premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern miała wystąpienie o 10:40;
  • premier Pakistanu Imran Khan – o 11:45;
  • premier Singapuru Lee Hsien Loong – 12.25;
  • prezydent Korei Płd. Mun Dze In – 15:50;
  • prezydent Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim o 16:00.

Duda nie załapał się na mówcę

Na debacie Climate Action Summit do 18:00 głos zabrało ponad 60 przywódców, m.in. Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Indii, a także wysocy przedstawiciele Chin i Rosji oraz przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Przemawiała też słowacka prezydentka Zuzana Čaputova i prezydent Węgier János Áder. Według  informacji „Wyborczej” Duda też chciał zabrać głos, ale polskie plany redukcji emisji zostały uznane za nie dość ambitne, by pozwolić mu przemówić.

Wbrew własnym zapowiedziom na szczycie przed 11:00 pojawił się także prezydent Donald Trump. Wysłuchał wystąpienia premiera Indii Narendry Modiego, kanclerz Angeli Merkel, ale – jak pisze Guardian –  przy następnym na liście prezydencie Chile wyszedł.

Ukradliście moje marzenia, moje dzieciństwo swoimi pustymi słowami,

a jednak jestem jedną z tych, która miała szczęście. Ludzie cierpią. Ludzie umierają. Nasze ekosystemy są coraz bardziej zrujnowane. Jesteśmy na początku masowego wymierania, a wszystko, o czym możecie mówić, to pieniądze i bajki o wiecznym wzroście gospodarczym. Jak śmiecie?”.

Spotkanie o Wolności Religii. Trump: Nie ma siły, która dorównuje wierze

Impreza zwołana przez Trumpa była poświęconą prześladowaniom na tle religijnym, przede wszystkim chrześcijan. Uznano ją za ostentacyjny gest, a nawet afront wobec ekologicznego szczytu ze strony prezydenta USA, który wypowiedział Porozumienie Paryskie (COP-21 z 2015 roku). W oddalonej o 100 metrów sali prezydent USA przemawiał od 11:47 wzywając do obrony wolności religijnych i przywołując przypadki napaści na duchownych katolickich, islamskich i żydowskich.

Był gorąco oklaskiwany przez salę, gdzie zgromadzili się przede wszystkim przedstawiciele amerykańskich organizacji religijnych, których głos jest dla niego kluczowy w wyborach 2020.

Trump dziękował aktywistom za odwagę i wytrwałość w obronie religii.

„Jesteście inspiracją dla świata. Przypominacie nam, że nie ma na świecie siły, która mogłaby dorównać wierze ludzi religijnych”.

Trump zapowiedział wsparcie aktywistów religijnych przez biznes i apelował do „wszystkich narodów, by dołączyły do tej moralnej powinności” . Na koniec „Wezwał wszystkie rządy, by szanowały odwieczne prawo każdego człowieka do postępowania zgodnego ze swoim sumieniem, życia według swej wiary, i oddawania czci Bogu”.

Duda wzorowym sojusznikiem

Postępowanie Andrzeja Dudy wskazuje na priorytety polityki obecnej władzy. Cierpliwe oczekiwanie na Trumpa – razem z aktywistami religijnymi  – kosztem ważnej narady o ratowaniu klimatu Ziemi robiło wrażenie,

jakby polski prezydent chciał potwierdzić, że – jak nazywa go Trump – jest  wzorowym sojusznikiem USA.

Zdaniem „The Washington Post” strona amerykańska wykorzystuje relacje z Dudą do prowadzenia swej polityki wobec Europy. Podobnie pisała w OKO.press Katarzyna Pałczyńska-Nałęcz: „antyeuropejskie” oczekiwania USA wobec Polski będą narastały, a sytuacja uzależnienia będzie przez Amerykanów bezpardonowo wykorzystywana. Symbolicznym wyrazem relacji Duda – Trump było podpisywanie umowy polsko-amerykańskiej we wrześniu 2018, gdy Duda stał, a Trump siedział. Zorganizowana w Warszawie z inicjatywy Waszyngtonu konferencja bliskowschodnia oznaczała – zdaniem Konstantego Geberta – że grając rolę „ważnego [dla USA] państwa Warszawa w polityce zagranicznej już jest de facto poza Unią”.

Andrzej Duda, jak cały PiS, odwołuje się często do wartości religijnych. Podkreśla, że historia Polski to historia chrześcijaństwa. Stwierdza też,  że zgodnie z wolą Jana Pawła II, „my, Polacy, powinniśmy iść do Unii Europejskiej, niosąc nasze wielkie katolickie i chrześcijańskie dziedzictwo” i dodaje, że „sam stara się to czynić”. W dniu święta narodowego 2018 stawiał znak równości między patriotyzmem i katolicyzmem.

Ostentacyjna religijność Dudy mogła być dodatkowym powodem, że prezydent był jedynym przywódcą europejskim, który wybrał spotkanie o wolnościach religijnych zamiast szczytu klimatycznego.

23-24 września, Trump i Duda razem

23 września 2019 popołudniu prezydenci Duda i Trump podpisali umowę o współpracy obronnej:

24 września 2019 Duda przemawiał w debacie generalnej 74. Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Jako pierwszy zabiera głos prezydent Trump.

Pisowcy kradną coraz więcej, bo czują zbliżający się koniec

– Pisałem wielokrotnie, że to się stanie. Piotr B. poseł PiS poprzedniej kadencji i szef wrocławskich struktur partii, usłyszał zarzuty m.in. okradania kontenerów PCK. Z części tych pieniędzy mógł sfinansować swoją kampanię w 2015 r. – pisze dziennikarz Jacek Harłukowicz (Gazeta Wyborcza Wrocław).

– Piotr B. nie był jedyną osobą, która swoją kampanię mogła finansować środkami ukradzionymi z PCK. Jak ujawniliśmy już dwa lata temu w „Wyborczej”, kolejne siedem tysięcy Bartłomiej Ł.-T. wpłacił przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. na rzecz kampanii wyborczej Anny Zalewskiej, do maja minister edukacji w rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego, a obecnie eurodeputowanej – informuje „Gazeta Wyborcza”.

Mec. Roman Giertych: „Poseł PiS okradł PCK – ustaliła prokuratura. Okradają dzieci z Syrii ustalili dziennikarze. Kradną w spółkach, kradną w ministerstwach, kradną w agencjach, państwowych bankach i funduszach. Kradną coraz bezczelniej, bo czują zbliżający się koniec. Kleptokracja – rządy złodziei”.

– Okradanie kontenerów PCK powinien obejmować osobny paragraf kodeksu karnego, gdzieś w okolicy rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia – komentuje gen. Jarosław Stróżyk.

Reakcje internautów:

„Użycie w nazwie partii rządzącej obecnie resztkami tego co zostało z Polski, słów prawo i sprawiedliwość, należy traktować albo w kategoriach humorystycznych, ewentualnie jako poważne nadużycie semantyczne”.

„Okradać najuboższych i poszkodowanych przez los… Wstydu nie macie towarzysze z PiS, a Zalewska w nagrodę siedzi w PE za euro”.

Zero zaskoczenia. Moralne szambo wszechobecne wśród tego środowiska to standard od zawsze!”.

– Pani Kempa musiała nieźle nawywijać skoro tak boi się kontroli NIK. Biorąc pod uwagę dorobek pani Kempy jako ministra odpowiedzialnego za kwestie uchodźców to kiedy poznamy koszty jej funkcjonowania to może rzeczywiście być spory skandal – mówi poseł Sławomir Nitras.

Kmicic z chesterfieldem

Sąd Najwyższy opublikował ponad 40-stronicową opinię do projektu ustawy, która ma wprowadzić zmiany w ustroju sądów powszechnych oraz SN. Pierwsza Prezes SN, prof. Małgorzata Gersdorf wyraziła w nim dezaprobatę dla proponowanych zmian. Zdaniem wnioskodawców projekt ma przeciwdziałać „anarchii” w wymiarze sprawiedliwości, jednak zdaniem SN, w dłuższej perspektywie może on prowadzić nawet do polexitu. Opinia została złożona wczoraj w kancelarii Sejmu. jej treść dziś pojawiła się dziś w serwisie internetowym SN.

SN w swojej opinii stwierdza, że „skutki, do których wywołania dąży Projektodawca, pozostają w sprzeczności z zasadą pierwszeństwa prawa Unii Europejskim nad prawem krajowym”. Poza tym, według niego, projektodawca proponowanymi przepisami chce wymusić na sędziach niestosowanie prawa Unii Europejskiej w zakresie, który wynika między innymi z listopadowego wyroku TSUE, dotyczącego organizacji pracy w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Może to, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić do wszczęcia przez instytucje UE procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów, a w…

View original post 2 648 słów więcej