Przepłacona przyjaźń PL-USA

Kmicic z chesterfieldem

Kłopot z Andrzejem Dudą jest symptomatyczny. Ten niedojrzały człowiek kompromituje urząd, kompromituje Polskę.

Czy krytykowanie go jest działaniem na szkodę Polski, obrażaniem prezydenta? Nie!

Duda nie jest Polską, prezydent nie jest Polską, jest funkcją. Zdaje się, że ten prosty zabieg logiczny powinien być dostępny przeciętnym umysłom.

Ale nie jest! Mianowańcy Ziobry, jacyś rzecznicy dyscyplinarni – Schaby i Radziki – ścigają sędziego Jarosława Ochockiego z Poznania za to, że wyraził zatroskaną opinię na temat Dudy.

A wypowiedź Dudy w Katowicach jest iście faszyzująca, moczarowska, z gruntu totalitarna. Duda straszący górnikami, robotnikami, którzy mają załatwić problem niezależności sędziowskiej,  aby pisowcy moli chwycić naród za mordę.

Co do samego Dudy. Objawy u niego wskazują nie tylko na zieloność (gombrowiczowską), niedojrzałość, ale chorobę psychiczną schizo-paranoidalną. Nie chodzi o gesty (godne Mussoliniego), ale zespół słów i argumentację, która jest właściwa dla pacjentów.

Piszę to z zatroskaniem. Gdybym miał opisać chorobę wodzowską” wziąłbym na warsztat twarz…

View original post 708 słów więcej

 

Paranoja PiS

Robert Jastrzębski, Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz – to kandydaci PiS na sędziów TK poinformował PAP dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu. Obecna trójka nieco różni się od składu, który PiS zgłosiło pod koniec kadencji poprzedniego Sejmu. Wśród obecnych kandydatów brakuje Elżbiety Chojny-Duch, którą zastąpił Robert Jastrzębski. Chojna-Duch od Onetu dowiedziała się, że PiS wycofało jej kandydaturę.

  • – Odpowiedź mieli mi dać w poniedziałek. Czemu zmienili zdanie na temat mojej kandydatury? Nie mam pojęcia. Nie tłumaczyli tego – powiedziała Elżbieta Chojna-Duch dla Onetu
  • – Teraz wnioski trafią do Komisji Sprawiedliwości w celu zaopiniowania – zaznaczył dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka
  • 3 grudnia kończy się kadencja trzech sędziów TK wybranych w czasach rządów PO-PSL: Marka Zubika, Piotra Tulei i Stanisława Rymara

O zgłoszeniach na kandydatów sędziów TK poinformował dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka. To jedyne zgłoszone kandydatury na sędziów TK. – Teraz wnioski trafią do Komisji Sprawiedliwości w celu zaopiniowania – zaznaczył dyrektor CIS.

Elżbieta Chojny-Duch od dziennikarza Onetu dowiedziała się, że PiS wycofało jej kandydaturę. – Były wcześniej rozmowy, że rozważają taką możliwość. Ale odpowiedź mieli mi dać w poniedziałek. Czemu zmienili zdanie na temat mojej kandydatury? Nie mam pojęcia. Nie tłumaczyli tego – mówi Onetowi Chojna-Duch.

Kim jest Elżbieta Chojna-Duch?

Chojna-Duch była wiceministrem finansów w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Już za rządów PiS zeznając przed komisją śledczą ds. VAT Chojna-Duch oskarżała polityków PO o przymykanie oczu na przestępstwa podatkowe. Wymieniała m.in. zlikwidowanie sankcji VAT, czyli 30-proc. kary za niezapłacony podatek. Potem okazało się, że to ona sama podpisała się w 2008 r. pod projektem, który likwidował tę karę.

Jednocześnie, gdy PiS zgłosiło ją do TK, wicemarszałek Ryszard Terlecki przyznał, że przez kilka lat Chojna-Duch zabiegała o publiczne stanowiska z nadania PiS. Zdaniem opozycji podważa to jej wiarygodność jako „świadka koronnego” komisji ds. VAT.

Robert Jastrzębski – kim jest?

Jak napisano w uzasadnieniu wniosku z jego kandydaturą, Jastrzębski jest absolwentem studiów na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 2012-2016 zatrudniony był na stanowisku profesora nadzwyczajnego na Wydziale Prawa UW, a od 2017 r. jako adiunkt w Katedrze Europejskiej Tradycji Prawnej na WPiA UW, a od 1 listopada 2019 r. profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2015 r. jest on Kierownikiem Pracowni Prawa Polskiego XX wieku, w tym od 2019 r. kierownikiem Zakładu Historii Administracji na Wydziale Prawa. Od 2016 r. jest on zatrudniony w Biurze Analiz Sejmowych na stanowisku eksperta ds. legislacji. Autor, współautor, redaktor oraz współredaktor około 100 publikacji naukowych, w tym książek.

PiS zgłasza kandydatów na TK po raz pierwszy

Klub PiS jeszcze w październiku zgłosił na miejsce odchodzących z TK sędziów kandydatury Elżbiety Chojny-Duch, Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Termin na zgłoszenie tych kandydatur zbiegł się ze zmianą kadencji Sejmu, co wywołało dodatkowe komplikacje, np. takie, że pod kandydaturami byli podpisani posłowie minionej kadencji, którzy nie zyskali reelekcji, a to obecny Sejm będzie dokonywał wyboru. Aby przeciąć spekulacje, w zeszłym tygodniu szef Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka oświadczył, że procedurę zgłaszania kandydatur trzeba będzie powtórzyć. Dodał zagadkowo, że kandydatury „mogą się powtórzyć, ale nie muszą”.

Zgłoszone przez PiS w końcu października kandydatury krytykowała opozycja zarzucając im upolitycznienie. Poseł Koalicji Obywatelskiej Marcin Kierwiński powiedział po przedstawieniu kandydatów PiS, że „mamy postępujący proces upolityczniania Trybunału Konstytucyjnego, mają do niego trafić osoby skompromitowane, które nie dostały się do Sejmu”. Szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski stwierdził, że PiS „mebluje Trybunał Konstytucyjny najgorszym sortem działaczy partyjnych”.

Przedstawiciele opozycji zapowiedzieli, że ich formacje nie będą zgłaszać swoich kandydatur również w powtórzonej procedurze wskazywania kandydatów do TK.

Wygasająca kadencja trzech sędziów

3 grudnia kończy się kadencja trzech sędziów TK wybranych w czasach rządów PO-PSL: Marka Zubika, Piotra Tulei i Stanisława Rymara. Zgodnie z regulaminem Sejmu, wnioski w sprawie kandydatów do TK składa się marszałkowi w terminie 30 dni przed upływem kadencji.

Paranoja.

Kmicic z chesterfieldem

Szanowni państwo, trzymajcie się za kieszenie i portfele, bo PiS zaczyna realizować swoje obietnice wyborcze – mówi Izabela Leszczyna o projekcie likwidacji limitu 30-krotności przy składkach ZUS. Koalicja Obywatelska chce w tej sprawie zwołania komisji finansów.

Pierwszy projekt nowej kadencji

PiS wprowadza pierwszy projekt poselski – co oznacza krótszą ścieżkę legislacji – dotyczący likwidacji limitu 30-krotności przy składkach ZUS.

– Około 400 tys. pracowników zatrudnionych na umowę o pracę, ludzi dobrze wykształconych, innowacyjnych, czyli takich, którzy mają szanse sprawić, że polska gospodarka stanie się konkurencyjna i innowacyjna. Oni będą zarabiać mniej – tłumaczyła Izabela Leszczyna z KO.

– Mimo że w kampanii wielokrotnie słyszeliśmy, że tej ustawy nie będzie, pierwsza jest właśnie ta. Dlaczego PiS to robi? Powód jest tylko jeden – do budżetu musi wpłynąć ponad 5 mld zł więcej ze składek, bo budżet nigdy nie był zrównoważony – mówiła Leszczyna.

Szukanie pieniędzy w portfelach Polaków

Projekt zakłada likwidację od 2020 roku górny limit przychodu, do którego płaci się składki na ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne. Ten zabieg ma przynieść dodatkowe 7,1 mld zł więcej. PiS potrzebuje…

View original post 1 584 słowa więcej

Marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki wygłosił wspaniałe orędzie

Całość orędzia marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego.

– Senat będzie wykonywał przypisane sobie obowiązki w taki sposób, aby przekonać Państwa, że jest możliwe uprawianie politycznego sporu w sposób przyzwoity, normalny, bez wzajemnej niechęci czy nienawiści, mając za cel tylko i wyłącznie służbę narodowi. Będziemy przyjmować ustawy sejmowe i jeśli uznamy je za dobre, to uchwalimy. Jeśli będą wymagały poprawek, to poprawimy i odeślemy do Sejmu. Będę także oczekiwał od Senatu tworzenia własnych ustaw, które po uchwaleniu zgodnie z dobrymi praktykami legislacyjnymi będziemy przesyłać do Sejmu jako inicjatywy senackie. Jeśli ktoś by się obawiał, że Senat będzie narzędziem do blokowania Sejmu, jest w całkowitym błędzie – stwierdził marszałek Senatu Tomasz Grodzki w orędziu wygłoszonym na antenie TVP. Poniżej pełny tekst wystąpienia.

*****

Wierzę, że stojąc w służbie prawdy, wyborcy powinni mieć pełne prawo do wiedzy na temat pracy najważniejszych instytucji naszego kraju, dlatego jest mi miło poinformować Państwa, że Senat RP X kadencji wybrał swoje władze i przystąpił do pracy. W tej kadencji naród w swej zbiorowej mądrości zdecydował, że w Sejmie przewagę będzie miał obóz rządzący, a w Senacie opozycja, czy raczej demokratycznie wybrana większość, złożona z pań i panów senatorów Koalicji Obywatelskiej, PSL, lewicy i senatorów niezależnych. Przywraca to w pewnym stopniu równowagę w zmaganiach politycznych, ale jednocześnie nakłada ogromną odpowiedzialność za słowa, czyny i decyzje na obie strony. Nie wolno nam zmarnować tego mandatu otrzymanego od milionów wyborców.

W Sejmie, ale także w Senacie, reprezentującym majestat Rzeczpospolitej i potęgę naszego narodu, widać wyraźnie, że siłą naszego społeczeństwa jest różnorodność, za którą idzie kreatywność i energia Polek i Polaków, których nigdy nie da się stłumić próbami wtłoczenia nas wszystkich w ramy jednej, sztywnej, czasem dziwacznej ideologii. Przekonali się o tym komuniści i przekonają wszyscy, którzy podejmują takie próby, skazane na niepowodzenie w krótszym lub dłuższym czasie.

Jedynym sposobem na harmonijny rozwój Polski jest przyjęcie założenia, że wszyscy Polacy są równi, niezależnie od ich charakteru, przekonań czy rasy. Wszyscy mają równe prawa, ale i obowiązki wobec Ojczyzny. Nikomu nie wolno dzielić ludzi na lepszych czy gorszych, gdyż przeczy to szacunkowi dla przyrodzonej godności człowieka. Tylko wtedy, gdy spowodujemy, że wszyscy będziemy czuli się w naszym pięknym kraju szczęśliwi i spokojni o swój los, będziemy mogli uwolnić ogromną energię, która drzemie w naszym narodzie i która może przekształcić się w niezwykłe osiągnięcia i dokonania. Tylko wtedy będziemy mogli zapewnić naszym dzieciom, wnukom, i nam samym bezpieczeństwo i dobrobyt.

W naszej odysei przez życie w poszukiwaniu szczęścia i spełnienia marzeń jednym idzie łatwiej, innym trudniej, niektórych ta wędrówka wyrzuca na margines a jeszcze inni muszą dźwigać czasami bardzo ciężki krzyż. I tu zaczyna się rola pokornej i służebnej, roztropnej pracy polityków. Tym z Państwa, których rozpiera siła i energia, trzeba stworzyć warunki do realizacji śmiałych projektów i wykorzystania ich kreatywności dla dobra wspólnoty. Tych, których życie doświadczyło bardziej od innych, należy wspomóc i sprawić, aby znowu uwierzyli, że marzenia mogą się spełniać. Chorym należy stworzyć sprawną i dostępną ochronę zdrowia, ubogim ochronę przed niedostatkiem, dzieciom dobrą edukację a obdarzonym zdolnościami artystycznymi możliwość tworzenia i ukazania światu ich niezwykłych dzieł. Przykłady można mnożyć, ale podaję je po to, aby pokazać, jak pojmuję tworzenie dobrego prawa, które uczyni życie Polek i Polaków łatwiejszym i prostszym. Dobre prawo ma czynić nasze życie łatwiejszym i lepszym – to jest główne zadanie dla tych, którzy to prawo tworzą.

Senat jest do tego szczególnie predysponowany zgodnie z maksymą, że jest tym ciałem konstytucyjnym, które inne władze do szlachetnych uczynków pobudza, od niecnych odwodzi a emocje studzi. Zapewniam Państwa, że uczynię wszystko, co w mojej mocy, aby korzystając z ogromnego potencjału pań i panów senatorów, wybranych przez dziesiątki i setki tysięcy wyborców, uczynić z Senatu miejsce, które będzie kuźnią najlepszego prawa, w którym będą królowały szacunek, przyzwoitość, praworządność, honor, prawda i normalna praca merytoryczna, zaś nie będą miały wstępu obłuda, cynizm, oszustwo, kłamstwo, naginanie Konstytucji czy regulaminu Senatu.

Senat będzie wykonywał przypisane sobie obowiązki w taki sposób, aby przekonać Państwa, że jest możliwe uprawianie politycznego sporu w sposób przyzwoity, normalny, bez wzajemnej niechęci czy nienawiści, mając za cel tylko i wyłącznie służbę narodowi. Będziemy przyjmować ustawy sejmowe i jeśli uznamy je za dobre, to uchwalimy. Jeśli będą wymagały poprawek, to poprawimy i odeślemy do Sejmu. Będę także oczekiwał od Senatu tworzenia własnych ustaw, które po uchwaleniu zgodnie z dobrymi praktykami legislacyjnymi będziemy przesyłać do Sejmu jako inicjatywy senackie. Jeśli ktoś by się obawiał, że Senat będzie narzędziem do blokowania Sejmu, jest w całkowitym błędzie.

Pochodzę ze Szczecina, miasta nigdy nie zdobytego, które najdłużej w swojej historii było stolicą potężnego księstwa pomorskiego, zaś po wojnie zostało zasiedlone przez odważnych, kreatywnych ludzi ze wszystkich stron Polski. Ci ludzie, zachowując szacunek dla swoich tradycji i obyczajów, stworzyli unikalną mieszankę, nauczyli się wzajemnej tolerancji, szacunku i wspólnego pielęgnowania ducha wolności, który unosi się nad tym miastem w sposób niezwykły, zapewniając Szczecinowi znaczące miejsce w historii walk o wolną, demokratyczną Polskę. Jestem lekarzem, który na swojej drodze spotykał zarówno chorych, których piękno umysłu czy ciała onieśmielały, jak i takich, których los zepchnął w otchłań beznadziei i upadku. Przysięga Hipokratesa i generalnie zasady etyki lekarskiej zobowiązują nas do leczenia wszystkich wg najlepszej wiedzy niezależnie od ich wyglądu, rasy, koloru skóry, poglądów czy rodzaju choroby. Dobrze jest te zasady podchodzenia z szacunkiem do wszystkich razem i każdego z osobna przenieść na normalne życie, w tym na politykę.

Senat RP z oczywistych względów nie zajmuje się leczeniem w rozumieniu medycznym, ale stanowiąc dobre, mądre prawo, tworzone z myślą o uczynieniu losu milionów Polek i Polaków lepszym czy znośniejszym, może istotnie przyczynić się do uzdrowienia Polski, dotkniętej wieloma problemami, z których najgorszy chyba polega na zatruciu naszych wzajemnych relacji wirusem wzajemnej niechęci i głębokich podziałów między rodakami, które wydają się nie do zniwelowania. Ale pragnę zapewnić, że każda choroba, nawet najcięższa, zwłaszcza jeśli jest mądrze leczona, kiedyś się kończy, czasami szybciej niż ktokolwiek by przypuszczał, czego Państwu i sobie życzę, gdyż przyszłość nie potrzebuje strachu, tylko wymaga natchnienia, wizji i wiary w potęgę naszego wspaniałego narodu.

Schetyna o prawyborach prezydenckich: Jest kilku chętnych samorządowców, prezydentów. Kidawa-Błońska faworytem

– Na pewno jest kilku chętnych samorządowców, prezydentów. Zobaczymy. 19 [listopada upływa termin]. Nie wiem, dlatego że sprawa jest otwarta i proszę też mnie dobrze zrozumieć. Informacja, którą otrzymaliśmy, o której się mówi, że marszałek Kidawa-Błońska chce kandydować, to nie ośmiela innych kandydatów, bo wiadomo, że jej popularność pokazuje jej pozycję, tzn. że jest faworytem tych prawyborów i to nie nastawia innych optymistycznie, ale jestem przekonany, że będą inni dobrzy kandydaci – stwierdził Grzegorz Schetyna w rozmowie z Dorotą Gawryluk w programie „Wydarzenia i opinie” Polsat News.

– Na pewno jest [Małgorzata Kidawa-Błońska] faworytem i w prawyborach i jest bardzo dobrym kandydatem. Natomiast nie mogę dyskwalifikować innych, którzy zgłoszą się do wtorku, bo uważam, że jest kilka osób, które może aspirować i ma ogromne szanse w tym wyborczym wyścigu – mówił dalej przewodniczący PO.

Kidawa-Błońska o orędziu Grodzkiego: Pokazuje, że Senat może być innym miejscem, że inaczej może być tam uprawiania polityka

To orędzie [marszałka Tomasza Grodzkiego] pokazuje, że Senat może być innym miejscem, że inaczej może być tam uprawiania polityka. Nawet język tego orędzia jest inny. Odnosi się do wartości, do tego, co jest dla nas najważniejsze” – mówiła w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” w TVN24 wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska z Koalicji Obywatelskiej.

Kidawa-Błońska pytana o Sikorskiego: Jesteśmy kompletnie inni, mamy inne temperamenty

Jesteśmy [z Radosławem Sikorskim] kompletnie inni. Mamy inne temperamenty. Ci, którzy mnie znają, czasami mówią, że jestem osobą spokojną, łagodną, ale ci, którzy też znają mnie dobrze, wiedzą doskonale, że jeżeli postanowię coś przeprowadzić, jestem skuteczna w tym, co robię. Dbam, żeby nie przekraczać granicy, nie obrażać ludzi, nie zrażać ich, ale przeprowadzać to, na co się zdecydowałam” – mówiła w rozmowie z Moniką Olejnik Małgorzata Kidawa-Błońska.

Kidawa-Błońska o zmianach w funduszu wsparcia: Zabierze się niepełnosprawnym, mówiąc że da się to emerytom. Znowu dzieli się społeczeństwo

To jest wielki skandal. W kampanii wyborczej obiecywano bardzo wiele – trzynastą, czternastą emeryturę. Po protestach rodzin osób niepełnosprawnych stworzono fundusz, który miał im pomagać. Obiecano bardzo dużo, stworzono budżet, w którym tych zapisów nie ma, i okazuje się, że tych pieniędzy nie ma. Zabierze się niepełnosprawnym, mówiąc że da się to emerytom. Znowu dzieli się społeczeństwo” – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.

Choć Duda to złamas, to za złamanie Konstytucji czeka go w przyszłości wielka przykrość

o grzechach prezydenta dr hab. Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego

Przysięga to nie tylko słowa, to zobowiązanie

Dzień 6 sierpnia 2015 roku był bardzo ważny w życiu Andrzeja Dudy, może nawet najważniejszy. Tego dnia złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym.

Posłowie i senatorowie wysłuchali wypowiadanych wówczas słów: „(…) uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”.

Dla podkreślenia wagi wypowiadanych słów Andrzej Duda dodał także „Tak mi dopomóż Bóg”.

Wypowiadając słowa roty Andrzej Duda objął urząd, na który wybrali go obywatele i stał się kolejnym prezydentem niepodległej Polski. Ale składana przysięga to nie tylko słowa, to zobowiązanie, które nowy prezydent zaciąga każdorazowo wobec suwerena. Czy prezydent Andrzej Duda temu zobowiązaniu sprostał?

Grzech pierwszy: Instrumentalne potraktowanie prawa łaski

Już w pierwszych miesiącach urzędowania doszło bowiem do znamiennych wydarzeń, które naznaczyły tę kadencję. 16 listopada 2015 roku, powołując się na prerogatywę określoną w art. 139 Konstytucji, Prezydent RP wydał postanowienie w sprawie zastosowania prawa łaski wobec czterech osób.

Ta – wydawało się – rutynowa decyzja okazała się jednak inna niż wszystkie dotychczasowe. Prezydent Duda postanowił bowiem zastosować przysługujące mu uprawnienie wobec osób, których proces sądowy jeszcze się nie zakończył. W związku z powyższym pojawiła się uzasadniona wątpliwość czy prezydent mógł tak uczynić.

Konstytucyjna regulacja prawa łaski jest nader lakoniczna – art. 139 Konstytucji RP stwierdza jedynie, że: „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu”.

Ten krótki przepis reguluje zakres podmiotowy i przedmiotowy agracjacji (prawa łaski) w polskim porządku konstytucyjnym. Prawo łaski stanowi zatem wyłączną kompetencję głowy państwa.

Powyższy artykuł wskazuje również katalog wyłączeń – z prawa łaski nie mogą korzystać osoby skazane przez Trybunał Stanu, czyli osoby ponoszące odpowiedzialność konstytucyjną.

Dodatkową normą ustawy zasadniczej, poruszającą problematykę agracjacji, jest art. 144 ust. 3 Konstytucji RP, stanowiący, że wymóg podpisu Prezesa Rady Ministrów pod aktem urzędowym Prezydenta RP nie dotyczy stosowania prawa łaski. Oznacza to zatem, że stosowanie instytucji ułaskawienia nie wymaga kontrasygnaty, jest więc prerogatywą Prezydenta RP.

Tak ograniczona regulacja konstytucyjna jest konsekwencją szczególnego charakteru norm konstytucyjnych, mających jedynie wyznaczyć zakres uprawnień poszczególnych organów. W takim przypadku konieczne jest odwołanie się do charakteru instytucji, do ukształtowanych zwyczajów konstytucyjnych, doktryny oraz orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego.

Dotychczas w literaturze polskiego prawa konstytucyjnego nie budziło wątpliwości, że prawo łaski to prawo państwa do darowania prawomocnie orzeczonej kary lub innych skutków o podobnym charakterze.

Prawo to nie służy jednak uniewinnieniu skazanego, nie unieważnia wydanego wyroku sądu, nie prowadzi nawet do przebaczenia winy sprawcy.

Jest to wyłącznie możliwość zrzeczenia się – w imieniu państw, przez uprawniony organ – egzekucji wymierzonej już kary.

Nie bez znaczenia w przedmiotowej sprawie będą także skrajnie polityczne pobudki działania głowy państwa. Prezydent nie podejmował swoich decyzji z powodów społecznych czy moralnych, lecz jedynie dążył do – jak sam oświadczył – „wyręczenia sądu”, aby ułatwić swojej byłej partii politycznej obsadę stanowisk rządowych.

Grzech drugi: Odmowa przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego

Kolejną decyzją Prezydenta RP, która wzbudziła wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją, była faktyczna odmowa przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm VII kadencji. Zaistniała sytuacja stała się także elementem wielomiesięcznej batalii, której częścią – w praktyce przedmiotem – stał się Trybunał Konstytucyjny.

Punktem wyjścia do późniejszych zdarzeń było uchwalenie w dniu 25 czerwca 2015 roku nowej wówczas ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, której art. 137 dawał możliwość Sejmowi VII kadencji dokonanie wyboru sędziów na wszystkie zwalnianie w 2015 roku stanowiska sędziowskie.

Poza materią niniejszego tekstu jest szczegółowa ocena uchwalonej wówczas ustawy. Ale warto przynajmniej krytycznie skomentować zarówno sam fakt uchwalania tak ważnej ustawy pod koniec kadencji Sejmu, jak i szczególnie umieszczenie w niej przepisu pozwalającego w niekonstytucyjny sposób zwiększyć kompetencje kreacyjne Sejmu danej kadencji.

W dniu 30 sierpnia 2015 ustawa weszła w życie, należy przy tym podkreślić, że prezydent Duda nie zgłosił swoich zastrzeżeń do konstytucyjności ustawy i nie wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w trybie kontroli następczej.

8 października Sejm VII kadencji wybrał pięciu sędziów TK: Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka, Andrzeja Jakubeckiego, którzy mieli być następcami: Marii Gintowt-Jankowicz, Wojciecha Hermelińskiego i Marka Kotlinowskiego (ich kadencje kończyły się 6 listopada 2015 roku), oraz Bronisława Sitka i Andrzeja Sokalę, którzy mieli być następcami sędziów: Zbigniewa Cieślaka (koniec kadencji 2 grudnia 2015) i Teresy Liszcz (koniec kadencji 8 grudnia 2015).

Jednak prezydent Duda nie umożliwił sędziom wybranym przez Sejm VII kadencji złożenia ślubowania w terminie umożliwiającym rozpoczęcie kadencji. W tej sytuacji doszło do naruszenia Konstytucji i ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Prezydent RP, poprzez swoje działanie uniemożliwił rozpoczęcie sprawowania funkcji przez osoby legalnie wybrane przez kompetentny organ, w oparciu o obowiązujący akt prawny. Bezspornym jest bowiem, że wyłączna kompetencja do powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest w gestii Sejmu RP, a art. 21 ust. 1 ustawy o TK – co podkreślił Trybunał w uzasadnieniu do wydanego wyroku – „wyraża normę kompetencyjną, która nakłada na Prezydenta obowiązek niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.

Trybunał podkreślił także, że „odebranie ślubowania od sędziów TK nie może być postrzegane jako należące do ewentualnego uznania głowy państwa. Prezydent jest obowiązany przyjąć ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm na podstawie art. 194 ust. 1 Konstytucji. Nie ma w tym zakresie możliwości dokonywania samodzielnej, a przy tym swobodnej – zależnej jedynie od własnego uznania – oceny ani podstaw prawnych dokonanego wyboru, ani prawidłowości procedury, która została w danym wypadku zastosowana przez Sejm.

Prezydent jako organ władzy wykonawczej, nie jest bowiem uprawniony do ostatecznego i wiążącego inne organy państwa wypowiadania się o zgodności norm prawnych z Konstytucją. Nie ma również kompetencji w zakresie oceny legalności działań podejmowanych przez Sejm na podstawie powszechnie obowiązującego prawa.

Przyznanie Prezydentowi niczym nieograniczonej możliwości dokonywania takich ocen oznaczałoby podejmowanie działań bez podstawy prawnej. Wiązałoby się z naruszeniem zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji) oraz pozostawałoby w sprzeczności z zasadą, że Prezydent wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach (art. 126 ust. 3 Konstytucji)”.

Tak więc prezydent winien niezwłocznie przyjąć ślubowanie wybranych przez Sejm sędziów TK, a ostatnim akceptowanym momentem może być taki, który umożliwi rozpoczęcie kadencji nowego sędziego TK bezpośrednio po zakończeniu kadencji sędziego dotychczasowego, czyli najpóźniej w dzień poprzedzający koniec kadencji.

W przypadku wyboru sędziego na skutek powstałego wakatu w składzie TK, ślubowanie winno nastąpić w najbliższym dogodnym momencie po dokonanym wyborze. Jak stwierdził Trybunał: „Prezydent ma swoim działaniem stworzyć warunki ku temu, aby sędzia wybrany przez Sejm mógł niezwłocznie rozpocząć wykonywanie powierzonej mu funkcji urzędowej. Rola Prezydenta jest więc wtórna, a zarazem podporządkowana w swej istocie temu skutkowi, jaki wynika z wykonania przez Sejm powierzonej mu kompetencji wyboru sędziów TK”.

Nie realizując powyższego obowiązku Prezydent RP uniemożliwia sprawne funkcjonowanie organu konstytucyjnego oraz narusza postanowienia Konstytucji i ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, co może być podstawą do pociągnięcia go do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu.

W przypadku będącym przedmiotem dokonywanej analizy, jedynie w sytuacji, w której głowa państwa złożyłaby wniosek o zbadanie konstytucyjności ustawy z 25 czerwca 2015 roku o Trybunale Konstytucyjnym kwestionując zgodność z Konstytucją art. 137 (będącego podstawą prawną wyboru dokonanego przez Sejm VII kadencji) powstałaby możliwość odroczenia momentu przyjęcia ślubowania.

Jednak nawet w takiej sytuacji – jak podkreślał Trybunał: „Podejmując taką decyzję, Prezydent bierze na siebie pełną, przewidzianą w Konstytucji odpowiedzialność za jej skutki”.

Należy więc uznać, że w analizowanej sytuacji nie wystąpiły żadne okoliczności uzasadniające możliwość odroczenia momentu przyjęcia przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę ślubowania sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji. Prezydent winien więc niezwłocznie przystąpić do realizacji swojego obowiązku. Jednak w związku z wydanym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 roku, obecnie Prezydent winien przyjąć ślubowanie od 3 sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji w miejsce sędziów TK, których kadencja kończyła się 6 listopada 2015 roku.

Smutnym podsumowaniem powyższych rozważań stały się niedawne komunikaty prasowe wygłaszane przez przedstawicieli Kancelarii Prezydenta po ujawnieniu, że PiS zgłosiło jako kandydatów do TK m.in. byłych posłów Krystynę Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Rzecznik prezydenta oświadczył, że „to parlament podejmuje decyzję o tym, kto jest wybierany na sędziów TK”. To oczywiście prawda, szkoda jednak, że taka refleksja pojawiła się tak późno. Ale może warto przypomnieć prezydentowi, że trójka prawidłowo wybranych sędziów TK nadal oczekuje na możliwość złożenie ślubowania…

Grzech trzeci: Aktywny uczestnik nocnego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez PiS

W działaniach podejmowanych przez partię rządzącą w celu politycznego przejęcia Trybunału prezydent Andrzej Duda był – niestety – aktywnym uczestnikiem. Zaakceptował, nieznajdujący uzasadnienia w normach Konstytucji, „wybór” dokonany przez Sejm VIII kadencji osób na miejsca zajmowane przez prawidłowo wybranych sędziów, a następnie – pod osłoną nocy – przyjął od nich ślubowanie. Wszystko po to, aby osoby te mogły zostać wprowadzone do siedziby Trybunału.

Prezydent sankcjonował również kolejne ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, w tym także podpisał 19 grudnia 2016 – w nocy! – ustawy: „Przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym” oraz „O statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego”.

Żadna z nich nie przewidywała vacatio legis i obie weszły w życie już kolejnego dnia. Tak nadzwyczajny tryb był podyktowany chęcią uniemożliwienia przeprowadzenia zbadania ich zgodności z Konstytucją.

Na mocy przyjętej ustawy wprowadzone zostało – nieznane Konstytucji i naruszające zawarte w niej postanowienia o wiceprezesie Trybunału – stanowisko „sędziego pełniącego obowiązki Prezesa Trybunału”. Na to stanowisko prezydent powołał sędzię Julię Przyłębską.

Z uwagi na brak takiej kompetencji w konstytucyjnym katalogu aktów zwolnionych z obowiązku uzyskania kontrasygnaty, zgodę na jej powołanie musiał wyrazić także Prezes Rady Ministrów. Należy jednak uznać, że uzależnienie możliwości działania sądu konstytucyjnego od decyzji organu władzy wykonawczej stanowi naruszenie art. 173 Konstytucji, w którym jest zawarta zasada odrębności i niezależności Trybunału od innych władz.

Kolejnego dnia – 20 grudnia 2016 roku – sędzia Julia Przyłębska, naruszając konstytucyjne uprawnienia wiceprezesa TK, zwołała Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Do udziału w nim dopuściła także osoby nieuprawnione („dublerzy”).

Przeprowadzono wówczas głosowanie, podczas którego na czternaście obecnych osób, jedynie sześć – w tym trzech dublerów – opowiedziało się za wyborem sędzi Przyłębskiej na prezesa Trybunału. Jednak – wbrew wymogowi zawartemu w ustawie – nie została przedstawiona zebranym i przegłosowana uchwała o wyborze Prezesa Trybunału Konstytucyjnego! Pomimo tych uchybień prezydent powołał Julię Przyłębską na Prezesa TK.

Grzech czwarty: sankcjonował naruszenia konstytucyjnych zasad mówiących o niezawisłości sędziów oraz niezależności sądów

Prezydent Andrzej Duda akceptował również i niezwłocznie podpisywał przedkładane mu ustawy zawierające normy literalnie sprzeczne z Konstytucją (m.in. ustawy o KRS, SN i sądownictwie powszechnym).

Działania głowy państwa sankcjonowały w ten sposób naruszenia konstytucyjnych zasad mówiących o niezawisłości sędziów oraz niezależności i odrębności sądów i Trybunałów.

Prezydent Andrzej Duda, pomimo przysługujących mu uprawnień, nie zrealizował więc ciążącego na nim obowiązku „czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji”.

Akceptował, a nawet publicznie wspierał swoimi wypowiedziami działania partii rządzącej, mające na celu naruszanie konstytucyjnych zasad ustroju. Nie sprostał obowiązkom, które na swoje barki przyjmuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wraz z objęciem urzędu i które tak pięknie zostały ujęte w rocie prezydenckiej przysięgi… „dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”.

Monitor konstytucyjny

Andrzej Duda nie będzie miał spokojnej starości. Nie dość, że Trybunał Stanu go czeka, to jeszcze inne prawnicze korowody niewątpliwie go spotkają i może skończyć w kiciu.

Kmicic z chesterfieldem

O pedofilskich skłonnościach ks. Mariusza W. poinformowała Szkoła Podstawowa nr 5 w Nowym Targu, gdzie uczył on religii. Sprawa została ujawniona podczas zajęć wychowawczych – nauczycielka poruszyła z dziećmi temat molestowania seksualnego. Kilka uczennic przyznało, że takich zachowań dopuścił się ich katecheta.

Szkolni pedagodzy zawiadomili o tym prokuraturę. Ksiądz Mariusz W., początkowo, zaprzeczał oskarżeniom i twierdził, że jest niewinny. Uznawał się nawet za „duszpasterza dzieci”.

Duchowny – jak poinformowała „Gazeta Krakowska” – zmienił zdanie w zeszłym tygodniu i przyznał się do zarzucanych mu czynów. „Przyznaję się, zrobiłem to” – oznajmił. Deklaracja nie kończy sprawy. Proces dalej trwa, a wyrok jeszcze nie zapadł.

Sprawa jest o tyle bulwersująca, że po nagłośnieniu sytuacji ksiądz został przeniesiony do innej parafii. W Nowym Targu zorganizowano pożegnalną mszę, a część wiernych deklarowało swoje poparcie dla zboczeńca w sutannie, który „umiał zjednywać do siebie ludzi przez swoją otwartość”.

Ofiary zboczeńca miały od 9 do…

View original post 2 212 słów więcej

 

Marian Banaś przed komisją senacką odkryłby korupcję mafii pisowskiej

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki poinformował, że senatorowie poważnie rozważają wezwanie Mariana Banasia do złożenia wyjaśnień. Szef Najwyższej Izby Kontroli miałyby wypowiedzieć się na temat niejasności w sprawie oświadczeń majątkowych i wyłudzeń VAT przez jego byłych współpracowników.

– Rozważamy wezwanie pana Mariana Banasia, szefa NIK, na wyjaśnienia. Senackie komisje mają, oprócz tego, że nie mogą powoływać komisji śledczej, niemal takie same uprawnienia, jak komisje sejmowe. Rozważamy to całkiem poważnie – powiedział cytowany przez dziennikarzy Polsat News nowy marszałek Senatu.

Marian Banaś może zostać wezwany na wyjaśnienia do Senatu

Tomasz Grodzki chciałby wyjaśnień od Mariana Banasia, które mają dotyczyć między innymi nieścisłości w oświadczeniach majątkowych. Prezes Najwyższej Izby Kontroli miał nie wykazać w oświadczeniu wszystkich nieruchomości, których był właścicielem. 16 października Centralne Biuro Antykorupcyjne zakończyło kontrolę oświadczeń Banasia, jednak nie ujawniono zastrzeżeń, jakie pojawiły się podczas śledztwa.

Dodatkowo CBŚP zajmuje się sprawą dwóch podwładnych Mariana Banasia, którzy mieli kierować mafią VAT-owską. Wśród zatrzymanych ma być jeden z najbliższych współpracowników obecnego szefa NIK, który wówczas był szefem Ministerstwa Finansów. Do tej pory zarzuty usłyszało łącznie 15 osób.

– Po 11 godzinach lotu stało się: pierwszy w historii polski obywatel przekroczył granicę Stanów Zjednoczonych bez wizy – ogłosiły wtorkowe „Wiadomości” TVP, które z tej okazji przygotowały dla widzów szoł w amerykańskim stylu. Jak się okazuje bohater materiału nie jest osobą z przypadku.

„To był faktycznie historyczny i pełen emocji moment” – od tych słów zaczyna się materiał przygotowany przez TVP dla uczczenia pionierskiej podróży. Jego głównym bohaterem jest niejaki Marcin Bakalarski – mężczyzna, który zarejestrował się w umożliwiającym podróż do USA systemie Esta tuż po północy z 10 na 11 listopada.

Na Polaka bez wizy czekała niespodzianka

Jak podkreślają „Wiadomości TVP” historyczne lądowanie potwierdzili to amerykańscy urzędnicy, którzy kilkakrotnie składali gratulacje Polakowi. Jednak komplementy pracowników lotniska pod adresem Bakalarskiego zbladły wobec „niespodzianki” udokumentowanej przez publiczną telewizję.

„Pierwszy Polak bez wizy” przywitany został przez słynnego koszykarza Marcina Gortata. – To niesamowita możliwość dla Polaków, żeby zobaczyli american dream – powiedział z prawdziwie amerykańskim akcentem koszykarz NBA. – To symbol wielkiego partnerstwa – dodał Artur Wróblewski, ekspert TVP.

Jak podkreślają „Wiadomości TVP”, symboliczna podróż odbyła się w Dzień Niepodległości. – 11 listopada wypełnił wniosek, 11 listopada wyleciał i 11 listopada, dzięki zmianie strefy czasowej, pierwszy Polak bez wizy wylądował w USA – zauważa prezenter TVP. – Teraz już każdy Polak, tak jak Marcin Bakalarski, może się cieszyć pięknem USA – zapewniają autorzy „Wiadomości”.

Nikt nie będzie miał już jednak zaszczytu być pierwszym Polakiem bez wizy w USA. Co ciekawe, Marcin Bakalarski nie jest postacią zupełnie przypadkową: poza licencjatem z amerykanistyki pochwalić może się polityczną karierą. W przeszłości był on rzecznikiem PiS w Łowiczu, społecznym asystentem senatora Przemysława Błaszczyka oraz posła Marka Matuszewskiego (obaj z PiS), jak również kandydatem na posła z Kongresu Nowej Prawicy.

Pierwszy Polak bez wizy rozpala wyobraźnię

Materiał TVP wywołał entuzjazm w mediach społecznościowych.

To mały krok dla Marcina, ale wielki skok dla ludzkości

– napisał jeden z komentujących.

‚Pierwszy Polak bez wizy szuka żony’ – nowe reality show już od grudnia tylko w TVP

– dodał inny.

Marian Banaś przed senacką komisją to byłaby prawda o PiS dla elektoratu tej partii.

Kmicic z chesterfieldem

Andrzej Bober o  inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu, otwartym przez marszałka seniora Antoniego Macierewicza (PiS).

Macierewicz w Sejmie

Chociaż w poprzedniej kadencji Sejmu przeprowadzono fundamentalne zmiany, odpowiedzialność za ostateczne uporanie się z ciemną spuścizną komunizmu spada na nas. (…) Absolutna większość wyborców wsparła te ugrupowania, które jednoznacznie odwoływały się do wartości narodowych, niepodległościowych, katolickich. (…) Wiemy jaką cenę płacimy za porozumienia Okrągłego Stołu i jak wygląda kolejna faza postmarksistowskiego ataku oraz dokąd prowadzi ideologia gender. (…) Naród, który nie jest w stanie obronić swojej niepodległości i odbudować potencjału demograficznego, musi upaść.

– Ani prezydent, ani Marszałek Senior nie przywitali przedstawicieli sądownictwa, pani Prezes TK, pani Pierwszej Prezes SN, ani Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Bardzo wymowne przemilczenie – komentuje poseł Franciszek Sterczewski.

Marcelina Zawisza (posłanka): Macierewicz podczas swojego przemówienia mówił o całkowitym zakazie aborcji. Polska już teraz ma barbarzyńskie prawo. Lewica się nie boi – ani Macierewicza, ani księży…

View original post 867 słów więcej

 

No i zaczęło się odsunięcie PiS od koryta

460 posłów i 100 senatorów zainaugurowało dzisiaj swoje czteroletnie prace. Obie izby wybrały marszałków, a parlamentarzyści złożyli ślubowania. Uwagę przykuły przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy i marszałka seniora Antoniego Macierewicza, a także słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o „końcu totalnej opozycji”.

  • Marszałkiem Sejmu została Elżbieta Witek z PiS, a marszałkiem Senatu Tomasz Grodzki z KO
  • Andrzej Duda podczas orędzia w Sejmie przestrzegał, że „ryba psuje się od głowy”. – Głowa jest tutaj – zwracał się do posłów
  • Marszałek senior Antoni Macierewicz podkreślał znaczenie konstytucji i wskazał jej trzy artykuły, które uważa za „podstawę naszego ładu państwowego”
  • Barbara Borys-Damięcka relacjonowała zaproszenie Olgi Tokarczuk na pierwsze posiedzenie Senatu. Noblistka je odrzuciła
  • Wicemarszałków wybrał już Sejm. Wciąż nie zrobił tego jeszcze Senat

Marszałkiem Sejmu została posłanka PiS Elżbieta Witek, która piastowała to stanowisko od sierpnia 2019 r. Jej kandydaturę poparła zdecydowana większość – „za” głosowało 314 posłów. Z kolei marszałkiem Senatu został Tomasz Grodzki z KO, którego poparło 51 senatorów.

Andrzej Duda: ryba psuje się od głowy

Podczas inauguracji prac Sejmu orędzie wygłosił prezydent Andrzej Duda. – Proszę o język parlamentarny w debacie, proszę o taki język, który nie będzie obrażał i nie będzie nikogo urażał, bo to jest bardzo ważne – apelował prezydent.

– Poglądy można mieć i trzeba je mieć, bo jeżeli ktoś nie ma poglądów, to nie powinien tutaj zasiadać. Zasiadacie tu państwo właśnie dlatego, że te poglądy macie, one są bardzo często bardzo wyraziste, są bardzo często bardzo mocne i głębokie, niektórzy używają słowa radykalne, ale ja proszę, żeby język debaty nie był radykalny, żeby język debaty był językiem szacunku – mówił Duda.

– Każdy z państwa ma znajomych a często i rodzinę o różnych poglądach. Powinniśmy robić wszystko, żeby tych sporów, zwłaszcza tych wewnątrzrodzinnych, było jak najmniej. Czasem mówią: ryba psuje się od głowy. Głowa jest tutaj – tymi słowami prezydent zakończył swoje orędzie.

Po zakończeniu orędzia Duda podszedł do wszystkich zasiadających w pierwszej ławie liderów ugrupowań politycznych i kolejno ściskał im dłonie. Szef SLD Włodzimierz Czarzasty przypomniał mu, że nie powitał obecnego w Sejmie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Wówczas Duda wrócił na mównicę.

– Szanowni państwo, pan poseł Włodzimierz Czarzasty zwrócił mi uwagę na to, że jest tutaj na sali z nami pan prezydent Aleksander Kwaśniewski – powiedział Duda. – Panie prezydencie dziękuję bardzo za obecność. Ona jest bardzo ważna – zaznaczył obecny prezydent.

Antoni Macierewicz: konstytucja ma trzy podstawowe artykuły

Po prezydencie przemówienie wygłosił marszałek senior Sejmu, poseł PiS Antoni Macierewicz. – Chociaż reprezentując wszystkie nurty polityczne narodu polskiego, jest ten Sejm bardzo zróżnicowany, to absolutna większość wyborców wsparła te ugrupowania, które jednoznacznie odwoływały się do wartości narodowych, niepodległościowych, katolickich – mówił Macierewicz.

– Ukształtowanie naszych instytucji państwowych, życia gospodarczego i społecznego, zgodnie z tymi wartościami, to nasze największe zadanie, jakie stoi przed obecnym Sejmem – dodał. – Odpowiedzialność spada przede wszystkim na większość rządową, bo po raz pierwszy w historii, Polacy w tak zdecydowany sposób dali jednej formacji obowiązek utworzenia jednorodnego rządu – stwierdził marszałek senior.

– Wszyscy obywatele, a zwłaszcza ci, którzy stanowią prawo, muszą szanować ustawę zasadniczą. Trzy artykuły konstytucji tworzą prawną, społeczną i moralną podstawę naszego ładu państwowego – mówił podczas inauguracji nowej kadencji Sejmu marszałek senior Antoni Macierewicz. Według Macierewicza to artykuł 8., 18. i 38. konstytucji.

Art. 8 mówi o tym, że konstytucja jest najwyższym prawem w Polsce. Art. 18 głosi, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Z kolei art. 38 gwarantuje zasadę ochrony życia.

Przemówienie Macierewicza przerywały okrzyki „konstytucja” z ław sejmowych opozycji.

Kaczyński: koniec totalnej opozycji

Na stanowisko marszałka Sejmu została zgłoszona tylko jedna kandydatka – Elżbieta Witek z PiS, która sprawowała już tę funkcję od sierpnia 2019 r.

Swoich kandydatów nie zgłosiło żadne z opozycyjnych ugrupowań. Przemawiający przed głosowaniem Borys Budka z Koalicji Obywatelskiej zapowiedział, że jego klub nie będzie głosował przeciw Witek. Poparcie jej kandydatury „ze względu na poszanowanie konstytucji” ogłosił również szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski.

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zadeklarował, że „PiS ma prawo wybrać rząd i wybrać marszałka (…) szanując werdykt i wierząc, że jest możliwa lepsza debata i lepsza Polska poprzemy kandydaturę Elżbiety Witek”. Jakub Kulesza z Konfederacji zapowiedział, że jego koło decyzję o poparciu Witek uzależnia od tego, czy otrzyma stanowisko wicemarszałka Sejmu.

Na te deklaracje polityków opozycji zareagował prezes PiS Jarosław Kaczyński, który poprosił marszałka seniora o udzielenie mu głosu. – Z wielką radością wysłuchałem oświadczeń (opozycyjnych – red.) partii i koła. Podsumowałbym to tak: koniec opozycji totalnej. Jeśli tak będzie, to będzie to wielki postęp. Będzie to zmiana, której oczekuje polskie społeczeństwo – powiedział prezes PiS.

– Bardzo proszę, żeby to były nie tylko słowa, ale i czyny – zwrócił się do opozycji Kaczyński.

– Przemówienia zawierały jednak elementy, z którymi nie możemy się zgodzić. Większość ma prawo rządzić i realizować swoją agendę. To jest oczywiste i oczywiste jest także to, że klubem, który ma najwięcej reprezentantów w Senacie, jest PiS i z tego powinny być wyciągnięte pewne wnioski – mówił szef partii rządzącej.

Ostatecznie za kandydaturą Witek na marszałka Sejmu głosowało 314 posłów. Przeciw było 11, a wstrzymało się 134.

Wicemarszałkami Sejmu zostali: Włodzimierz Czarzasty (Lewica), Małgorzata Gosiewska (PiS), Małgorzata Kidawa-Błońska (KO), Ryszard Terlecki (PiS), Piotr Zgorzelski (PSL).

Czołowe kluby parlamentarne wybrały również we wtorek swoich przewodniczących. Szefem klubu PiS został Ryszard Terlecki, a KO – Borys Budka.

Katarzyna Piekarska po rozmowie z prezesem PiS: byłam zaskoczona

Tokarczuk odrzuca zaproszenie, ale przesyła „mnóstwo dobrej energii”

O godz. 16 rozpoczęło się pierwsze posiedzenie Senatu nowej kadencji. Również w tej izbie zainaugurował je prezydent Andrzej Duda. – Cieszę się, że w Senacie dzisiaj jest reprezentowane tak szerokie spektrum polityczne, prawie tak szerokie, jak w polskim Sejmie – oświadczył Duda. Jak podkreślił „wierzy w to, że to będzie dobra kadencja”.

Prezydent, zapewniając senatorów o swojej otwartości na dyskusję i rozmowy z nimi, życzył im spokojnej i merytorycznej pracy, a także „jak najmniej napięć i jak najwięcej satysfakcji ze służby dla Rzeczpospolitej”. – Chciałbym, żeby pewne obyczaje, które tutaj zawsze w Senacie były, przetrwały i żeby różnego rodzaju gorszące sytuacje się tutaj nie zdarzały – dodał.

Po Dudzie przemawiała marszałek senior Barbara Borys-Damięcka. – Ta dziesiąta kadencja daje szansę i możliwość wszystkim senatorom zrealizowania tych szczytnych celów, bo nie wolno nam zapominać z czyjego wyboru znaleźliśmy się w tych lawach. To nie partie, rząd czy ślepy traf nas wybrał. Wybrali nas obywatele miast, miasteczek, wsi, osiedli, gmin i to są nasi przełożeni, którzy nam zaufali – mówiła Borys-Damięcka.

– Postanowiłam zaprosić na dzisiejsze posiedzenie Olgę Tokarczuk. Zadzwoniłam do niej. Niczego nie obiecała, ale poprosiła o chwilę zastanowienia – relacjonowała Borys-Damięcka w swoim inauguracyjnym przemówieniu.

– Następnego dnia dostałam SMS-a. „Szanowana Pani, nie chcę przeszkadzać, dzwoniąc w niedzielę. Nie będę mogła przyjechać do Warszawy. Piszę mowę noblowską i mam mnóstwo zobowiązań. Przesyłam mnóstwo dobrej energii Senatowi” – opowiadała marszałek senior. Tokarczuk swoją nieobecność uzasadniła również jej zbliżającym się wyjazdem do Francji.

Senatorowie wybrali marszałka

Po przemówieniu Borys-Damięcka zarządziła przerwę na zgłaszanie kandydatur na marszałka Senatu. W jej trakcie troje senatorów niezależnych – Krzysztof Kwiatkowski, Wadim Tyszkiewicz i Lidia Staroń – ogłosiło utworzenie swojego własnego koła.

– W sprawach merytorycznych, dotyczących ustaw decyzje mają być efektem wcześniej przeprowadzonej wewnętrznej dyskusji – zaznaczył Kwiatkowski. Natomiast w sprawach personalnych senatorowie niezależni mają głosować „zgodnie ze swoim sumieniem”. Poinformował też, że pracami koła pokieruje senator Lidia Staroń.

Głosowanie na marszałka Senatu odbywało się na podpisanych imieniem i nazwiskiem kartach. Znajdowało się na nich dwóch kandydatów – zgłoszony przez PiS Stanisław Karczewski i zgłoszony przez KO Tomasz Grodzki. Ostatecznie Grodzki otrzymał 51 głosów, a Karczewski – 48. Jeden z senatorów się wstrzymał.

Grodzki triumfuje, ale nie chce rewanżu

– Panie i panowie senatorowie, to jest zwycięstwo demokracji – powiedział Grodzki w wystąpieniu tuż po głosowaniu. Mówiąc te słowa, uniósł w górę obie ręce, robiąc jednocześnie palcami znak „V”.

– Wznoszę ten gest w chwili triumfu, ale nie mojego. Tę funkcję przyjmuję z wielką pokorą i poczuciem ogromnej odpowiedzialności. Wznoszę ten gest jako przypomnienie czasów, kiedy zwycięstwo było możliwe dzięki „Solidarności”, dzięki wielkiej woli całego narodu – powiedział.

Zaznaczył, że przybywa ze Szczecina, który jest „zasiedlony przez odważnych ludzi”, który „tworzą mieszankę unikalną w skali naszej ojczyzny”. – Gdzie nauczyliśmy się, że można, szanując siebie nawzajem, utrzymywać swoje tradycje, żyć w zgodzie, budując dobrobyt zachodnich rubieży Rzeczpospolitej – mówił nowy marszałek Senatu.

Chwilę później Grodzki wspólnie z szefem PO Grzegorzem Schetyną rozmawiał na parlamentarnym korytarzu z dziennikarzami. – Pogłoski o tym, że PiS ma nie dostać stanowiska w prezydium Senatu, są nieprawdzwie – zapewniał nowy marszałek. – Pojęcie rewanżyzmu jest nam obce – zapowiadał.

Od dziś PiS ma Sejm, a opozycja Senat. Za kandydaturą Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu zagłosowało 51 ze stu senatorów. To oznacza, że pakt senacki działa. Grodzkiego poparli wszyscy senatorowie KO, PSL i SLD, a także trzech senatorów niezależnych, czwarta z nich – bliska PiS Lidia Staroń wstrzymała się od głosu. Po tym głosowaniu politycy PiS mogą sobie powiedzieć, że łatwiej już było.

PiS nie udało się przeciągnąć żadnego z opozycyjnych senatorów na swoją stronę, chociaż próby korupcji były wyjątkowo bezczelne. Senator Robert Dowhan, tłumacząc dziennikarzom, dlaczego nie przyjął stanowiska ministra sportu w rządzie PiS, mówił, że musiałby wynieść wszystkie lustra z domu. To była jasna demonstracja stosunku do PiS i komunikat, że nie wszystko jest na sprzedaż.

Być może senatorowie obawiali się pójść na układ z PiS, bo wybory do Senatu odbywają się w okręgach jednomandatowych, a 13 października wybór był jasny – PiS albo antyPiS. Trudno byłoby im wytłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego nagle przechodzą na drugą stronę. Z pewnością partii rządzącej nie pomogło to, że głosowanie było jawne, a nie anonimowe. Jednak PiS wpadło we własne sidła, bo to na jego wniosek w minionej kadencji zniesiono tajność głosowań. Powodem był fakt, że senatorowie PiS nie poparli wniosku o uchylenie immunitetu partyjnemu koledze Stanisławowi Kogutowi, co rozwścieczyło Jarosława Kaczyńskiego. A może po prostu siła przyciągania PiS maleje, bo chociaż partia ta wygrała wybory, to wygrana była znacznie poniżej oczekiwań, a Senat PiS właśnie straciło.

Stanowisko marszałka Senatu to pierwszy realny sukces opozycji od czterech lat. Opozycyjna większość w izbie wyższej nie zablokuje parlamentarnej maszynki PiS, ale ją spowolni. Senatorowie mają miesiąc na rozpatrzenie ustawy, nie będzie więc przepychania ustaw po nocy, jak w poprzedniej kadencji. To szansa na przywrócenie demokratycznych standardów oraz powagi chociaż w jednej izbie parlamentu. Tomasz Grodzki już zapowiedział zresztą, że jako marszałek będzie bardzo skrupulatnie przestrzegał regulaminu.

Ale nie tylko dlatego Senat w rękach opozycji będzie oznaczał trudniejsze życie dla PiS. Za kilka miesięcy parlament wybierze nowego Rzecznika Praw Obywatelskich. Wybór Sejmu musi zatwierdzić izba wyższa. Już dziś wiadomo, że PiS będzie musiało dogadać się z opozycją i powołanie na to stanowisko biernego, miernego, ale wiernego kandydata, wygodnego dla partii rządzącej, będzie niemożliwe.

Senat, który do tej pory był uznawany za izbę zadumy i refleksji, stanie się w tej kadencji miejscem uprawia realnej polityki. Senatorowie mają inicjatywę ustawodawczą, z której na pewno teraz będą częściej korzystać. Poza tym Senat odpowiada za kontakty z Polonią, może więc prowadzić własną dyplomację. Marszałek Senatu – obok prezydenta i premiera – może wygłaszać orędzia w TVP, a Tomasz Grodzki już zapowiedział, że zamierza z tego korzystać. To może być kanał komunikacji z wyborcami PiS.

Trzeba też jednak pamiętać, że większość opozycji w Senacie jest krucha, więc bardzo trudno będzie zachować dyscyplinę na wszystkich głosowaniach. Tym bardziej, że za każdym razem trzeba będzie przekonywać senatorów niezależnych do swoich racji.

Z punktu widzenia politycznego, wygrana w Senacie może mieć jednak znaczenie większe, niż dzisiaj się wydaje. Może ona poprawić morale opozycji, a jej wyborcom przywrócić wiarę w zwycięstwo. Opozycja bardzo dziś tego potrzebuje, bo rewolucję PiS mogą zatrzymać w najbliższym czasie tylko wygrane wybory prezydenckie.

Tomasz Grodzki dla Newsweeka: „Mam nadzieję, że staniemy się przyczółkiem normalności, przyzwoitości”

Skończyły się czasy, gdy Jarosław Kaczyński czuł się w Sejmie komfortowo, bo dysponował stabilną większością. W tej kadencji większość PiS zależy od humorów Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry. A narodowcy i lewica zadbają o to, żeby komfort prezesa się skończył 

  • Wcale nie jest tak, że w tym Sejmie PiS może rządzić samodzielnie. Sojusznicze partie Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina się wzmocniły i szachują Kaczyńskiego tym, że bez nich nie ma większości
  • Przez lata Kaczyński próbował rozbijać narodową prawicę, by nie stanowiła konkurencji dla PiS. Tym razem się nie udało — do Sejmu weszła Konfederacja, która będzie atakować PiS prawicowymi i prorosyjskimi hasłami
  • Kaczyński przestanie nadawać ton debacie światopoglądowej, w której naprzeciw Konfederacji stanie wracająca do Sejmu lewica
  • Jeśli opozycja utrzyma kontrolę nad Senatem, będzie mogła sypać piach w tryby PiS

W kampanii wyborczej obóz władzy złożył szczodre obietnice i wprowadził nowe programy socjalne. 500 plus na pierwsze dziecko, 13. i 14. emerytura to żywa, liczona w miliardach gotówka od państwa. Do tego obietnice wyższych dopłat dla rolników (to z budżetu UE) oraz drastycznego podniesienia płacy minimalnej (to na rachunek przedsiębiorców). Dlatego też nadzieje były ogromne. Liderzy PiS liczyli na ok. 270 mandatów, może nawet o kilka więcej, by móc odrzucać prezydenckie weto (do tego potrzebnych jest 276 posłów).

Nie udało się. Co prawda nikt nigdy w wyborach do Sejmu nie dostał ponad 43 proc. poparcia. Co prawda wynik PiS-u to wzrost o sześć punktów procentowych w porównaniu z rezultatem sprzed czterech lat. Co prawda partii Kaczyńskiego przybyło w ciągu kadencji niemal 2,5 mln wyborców.

Tyle, że mobilizacja elektoratu antypisowskiego doprowadziła do zniwelowania tego sukcesu. Dlatego obóz władzy uzyskał ledwie 235 miejsc w Sejmie. W dodatku układ sił w parlamencie wskazuje na to, że czasy pisowskiej sielanki — gdy Kaczyński robił na Wiejskiej, co chciał — właśnie się skończyły.

Po pierwsze, Ziobro i Gowin brykają

Po pierwsze, wcale nie jest tak, że PiS może rządzić samodzielnie. Głosy wyborców PiS zasadniczo zmieniły układ sił w obozie władzy. Sojusznicze partie Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina się wzmocniły i szachują Kaczyńskiego tym, że bez nich nie ma większości. W 235-osobowym klubie ich ugrupowania mają po 18 posłów. Oznacza to nie tylko to, że PiS nie jest w stanie rządzić bez tych dwóch partii łącznie. Nie może rządzić bez żadnej z nich.

Co to znaczy, Kaczyński przekonał się już po wyborach. Gowin bryka umiarkowanie, bo jest w sojuszu z Mateuszem Morawieckim i nie chce mu szkodzić. Ale niesiony dobrym wynikiem przypomniał sobie, że jest liberałem i zablokował planowane podwyżki składek ZUS dla lepiej zarabiających. Za to Ziobro postawił na radykalizm — rozpoczął grę obliczoną na usunięcie premiera. Skończyło się zgniłym kompromisem: rząd pozostał praktycznie niezmieniony, jedynie współpracownicy Gowina i Ziobry dostali nieco więcej władzy.

Ale tworzenie gabinetu pokazało, że główni gracze obozu władzy — Morawiecki i Ziobro — zieją do siebie czystą nienawiścią. Skoro Ziobro jest w tej kadencji mocniejszy, a i premier w nowym rozdaniu rządowym się wzmocnił, kolejne starcia są kwestią czasu. A to nie najlepiej wróży stabilności obozu władzy.

Po drugie, narodowcy szarżują

Grzegorz Braun kocha Rosję, a każde swe wystąpienie zaczyna od pozdrowienia „Szczęść Boże!”.

Braun właśnie został posłem Konfederacji, sojuszu małych partii nacjonalistycznych i ultraprawicowych. Z Sejmowej mównicy, witając się bożym przywołaniem, będzie w tej kadencji szczególnie namiętnie atakował PiS. Nie on jeden — taki będzie polityczny priorytet większości posłów Konfederacji. Za sprzedawanie Polski Amerykanom i Unii, za blokowanie zakazu aborcji, za uleganie lobby żydowskiemu.

Kaczyński przez lata dbał o to, aby nacjonalistyczna prawica nie weszła do Sejmu. Był gotowy nawet przejmować część jej ludzi (jak były szef Młodzieży Wszechpolskiej Adam Andruszkiewicz) oraz haseł (choćby w sprawie zwrotu mienia żydowskiego). Tym razem nic to nie dało. Konfederacja weszła do Sejmu i dostanie niemal 7 mln zł rocznie dofinansowania z budżetu. Dla 11 posłów, przyzwyczajonych przez lata do robienia polityki bez pieniędzy, to zasadnicza zmiana. Pieniądze scementują Konfederację, przez co Kaczyńskiemu trudno będzie wyciągać z niej posłów — tak jak to robił w minionej kadencji z ubogimi narodowcami z klubu Kukiz’15. Dlatego prezes jest wściekły — na Nowogrodzkiej trwa poszukiwanie winnych, których można byłoby obciążyć za lekceważenie rosnących notowań Konfederacji przed wyborami. W sztabie PiS panowało przekonanie, że narodowcy do Sejmu nie wejdą, dlatego zrezygnowano z wyścigu na nacjonalistyczne hasła.

Po trzecie, wraca lewica

Poprzedni Sejm był kulawy. Tak jak w Sejmach z połowy lat 90. nie było prawicy, tak w Sejmie w latach 2015-2019 wyraźnie brakowało lewicy. To znaczy, Kaczyńskiemu jej nie brakowało, stąd jego komfortowa sytuacja w Sejmie, gdzie nie stawały postulaty liberalizacji aborcji, związków jednopłciowych czy też przykręcenia śruby Kościołowi (jeśli się pojawiały, to jako projekty obywatelskie — tak było choćby z aborcją). W tym Sejmie będzie inaczej. Kaczyński przestanie nadawać ton debacie światopoglądowej, w której naprzeciw Konfederacji stanie Lewica.

Faktem jest, że lewica to bardzo różnorodne ugrupowanie. Są tam zwolennicy adopcji dzieci przez pary homoseksualne, są entuzjaści jeszcze większej pomocy społecznej, są wreszcie miłośnicy PRL. Pełna lewicowa paleta, której każdy odcień będzie dla PiS w Sejmie kłopotliwy — dlatego ten powrót do Sejmu to porażka obozu władzy.

Po czwarte, przeżyło PSL

Przez ostatnie cztery lat cała polityczna i propagandowa machina PiS zaprogramowana była na zniszczenie PSL, po to, by przejąć cały elektorat rolniczy i wiejski. Kaczyński był przekonany, że tylko wówczas zyska gwarancje trwałych rządów na lata. Efekt jest taki, że ludowcy wyszli z tej wojny silniejsi — w 2015 r. mieli 16 posłów i ledwo udało im się obronić własny klub parlamentarny, gdy PiS podkupił im ludzi. Teraz mają 30 posłów, dwa razy więcej od minimum wymaganego do utworzenia klubu.

Młody lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz pokazał, że potrafi podejmować trudne decyzje — jak rozbicie koalicji z PO po klęsce w wyborach europejskich. Przed wyborami sejmowymi zawarł taktyczny sojusz z Pawłem Kukizem, wziął na pokład niechcianych w PO konserwatystów i prowadził aktywną kampanię, uczestnicząc we wszystkich głównych debatach przedwyborczych. W efekcie nie tylko PSL się obroniło, ale po raz pierwszy w historii zdobyło mandaty w dużych miastach. Dziś ludowcy są silniejsi, także finansowo — dostaną rocznie niemal 8,5 mln zł. Marzenia Kaczyńskiego o wieczystej eliminacji PSL się nie ziściły.

Po piąte, utrata Senatu

Opozycja dokonała niemożliwego — obóz przeciwników PiS ma w Senacie arytmetyczną przewagę. I to mimo że zwycięzca sejmowy zawsze w Senacie miał jeszcze lepszy wynik z racji obowiązywania ordynacji jednomandatowej, faworyzującej duże ugrupowania.

Co prawda PiS wygrało, zdobywając 48 na 100 mandatów, ale partie opozycyjne mają tyle samo (Platforma 43, PSL trzy, zaś Lewica — dwa). Większość dają opozycji trzej senatorowie niezależni, którzy są kojarzeni z Platformą. Dlatego też głosami całej opozycji we wtorek marszałkiem Senatu został przedstawiciel PO Tomasz Grodzki.

Oczywiście, Senat nie ma możliwości blokowania ustaw sejmowych. Ale może je przez miesiąc poprawiać, co znacznie wydłuża prace. W ten sposób niemożliwe będą sytuacje, gdy PiS w ciągu jednego lub kilku dni przeprowadzało kontrowersyjne ustawy przez parlament.

Senat da także opozycji prawo zatwierdzenia nowego Rzecznika Praw Obywatelskich, bo znany z krytyki PiS Adam Bodnar za rok kończy kadencję. Do tego Senat wyznacza swoich nominatów do Krajowej Rady Sądownictwa i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. No i zatwierdza wybór szefa NIK, co jest kłopotliwe dla PiS w razie, gdyby trzeba było wybrać następcę bohatera afery sutenerskiej Mariana Banasia. Ale najważniejsze jest to, że bez zgody Senatu nie da się zmienić Konstytucji.

Z przywiązywaniem wagi do opozycyjnego Senatu należy jednak poczekać. Przed pierwszym posiedzeniem politycy PiS próbowali przekupić stanowiskami kilku senatorów opozycji. Nie udało się to. Na razie się nie udało — bo PiS nie zrezygnuje z kuszenia. Dlatego też w czasie trwania kadencji może dojść do transferów i odzyskania przez PiS kontroli nad Senatem. Ten jeden element w całej układance niekorzystnych dla siebie elementów w nowym parlamencie Jarosław Kaczyński może jeszcze zmienić.

Prof. Tomasz Grodzki marszałkiem Senatu RP

Borys-Damięcka: Postanowiłam na dzisiejsze posiedzenie zaprosić Olgę Tokarczuk. W SMS-ie poinformowała, że nie będzie mogła przyjechać do Warszawy i przesyła mnóstwo dobrej, jasnej energii naszemu Senatowi

– Postanowiłam na dzisiejsze posiedzenie zaprosić Olgę Tokarczuk, naszą noblistkę, wiedząc że ma bardzo dużo bardzo ważnych obowiązków związanych właśnie z nagrodą Nobla i zadzwoniłam do niej, bo na wysłanie oficjalnego zaproszenia było już za późno. Niczego nie obiecała, ale poprosiła o chwilę zastanowienia. Następnego dnia otrzymałam od niej SMS-a i pragnę państwu odczytać: szanowna pani, nie chcę przeszkadzać, dzwoniąc w niedzielę. Jednak niestety muszę panią poinformować, że w żaden sposób nie będę mogła przyjechać do Warszawy. Piszę mowę noblowską i mam mnóstwo innych tutaj zobowiązań, łącznie z wyjazdem do Francji. Bardzo mi przykro, pozdrawiam bardzo serdecznie i przesyłam mnóstwo dobrej, jasnej energii naszemu Senatowi. Z szacunkiem, Olga Tokarczuk. I tej dobrej, jasnej energii życzę całej naszej izbie na nadchodzące 4 lata. Dziękuję za uwagę – stwierdziła marszałek senior Barbara Borys-Damięcka w trakcie pierwszego posiedzenia Senatu nowej kadencji.

Tomasz Grodzki oficjalnie nowym marszałkiem Senatu

Tomasz Grodzki został wybrany nowym marszałkiem Senatu. Zdobył 51 głosów. Senatorowie głosowali na kartach imiennych. Grodzki w głosowaniu pokonał swojego jedynego kontrkandydata, Stanisława Karczewskiego, który otrzymał 48 głosów. Od głosowania wstrzymał się jeden senator.

Grodzki: Możemy się spierać, ale jednocześnie musimy pamiętać, że reprezentujemy majestat Rzeczypospolitej i potęgę tego narodu, którego musimy strzec i chronić

– To jest zwycięstwo. To jest zwycięstwo demokracji. Ale wznoszę ten gest w chwili triumfu, ale nie mojego, ponieważ tę funkcję przyjmuję z wielką pokorą i poczuciem odpowiedzialności – mówił Tomasz Grodzki po wyborze na urząd marszałka Senatu.

– Możemy się spierać, ale jednocześnie musimy pamiętać, że reprezentujemy, jak mało kto, majestat Rzeczypospolitej i potęgę tego narodu, którego musimy strzec i chronić. Senat jest wyższą izbą parlamentu. Jeżeli ktoś myśli, że będziemy tylko rolą hamulcowego dla Sejmu, a w tej kadencji mamy do czynienia z sytuacją szczególną, że Sejm jest w rękach rządzących, a Senat w rękach opozycji, to jest w błędzie. Senat musi tylko i wyłącznie wrócić do swojej roli, czyli zamiast szybkiego prawa, ustanawiać dobre prawo – dodał marszałek Senatu. 

Schetyna: Chciałbym dedykować tę decyzję Senatu prezesowi Kaczyńskiemu, który powiedział, że opozycja totalna się skończyła. Chciałem mu powiedzieć, że dzisiaj skończyła się władza totalna

– Chciałbym dedykować to głosowanie i tę decyzję Senatu prezesowi Kaczyńskiemu, który powiedział, że opozycja totalna się skończyła. Chciałem mu powiedzieć, że dzisiaj, teraz skończyła się władza totalna, że trzeba szanować opozycję, trzeba szanować Senat,  trzeba szanować izbę wyższą – mówił Grzegorz Schetyna podczas konferencji prasowej po wyborze Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu.

Grodzki: Chciałbym wskazać Grzegorza Schetynę jako architekta tego porozumienia

– To naród w swojej zbiorowej mądrości zdecydował, że Sejm będzie w rękach rządzących, Senat w rękach opozycji. To nakłada ogromną odpowiedzialność za losy naszego ukochanego kraju na wszystkich. Chciałbym wskazać tu Grzegorza Schetynę jako architekta tego porozumienia, które wydawało się, że jest nie do zrealizowania – mówił Tomasz Grodzki podczas konferencji prasowej po wyborze na marszałka Senatu.

Panie i panowie! Zaczęło się. PiS zaczyna zbierać baty. Skończy się to wykopem Kaczyńskiego i jego ferajny na śmietnik historii. I takimi tam Trybunałami Stanu.

Kmicic z chesterfieldem

Trzeba dużo zmienić by wszystko zostało po staremu mówi znana nie od dziś zasada… I to ona zadecyduje teraz o kształcie nowego rządu.

Dziś Morawiecki poda swój rząd do dymisji, a na nowym rozdaniu sam najwięcej skorzysta – zdradza Wyborcza.pl.

„Po cichu, w zaciszu gabinetów, znalazł swoich ludzi na stanowiska, w których dzieli się pieniądze. Ministrem finansów będzie jego dobry znajomy z banku” – powiedział dziennikowi polityk PiS, sugerując, że Tadeusz Kościński zastąpi Jerzego Kwiecińskiego, który kierował resortem finansów i rozwoju, a teraz, „ma się realizować w międzynarodowych strukturach finansowych”.

Ministerstwem Zarządzania Funduszami ma kierować Małgorzata Jarosińska-Jedynak, samorządowiec, od 2018 r. wiceminister rozwoju. Wyborcza zwraca uwagę, że przy okazji jednym ruchem Morawiecki przejął też sprawy unijne, które zabrał z Ministerstwa Spraw Zagranicznych do kancelarii premiera i powierzył wiceministrowi Konradowi Szymańskiemu.

Blisko współpracowaliśmy przy wszelkich eskapadach europejskich na Radzie Europy. Tam są żmudne negocjacje dotyczące przekładania legislacji europejskiej na realną…

View original post 4 600 słów więcej