Ksiądz gwałciciel od abp. Głódzia

KSIĄDZ GWAŁCICIEL służył w sześciu parafiach! Oto droga POTWORA z Gdańska

Wikariusz Michał L.  (36 l.) odpowiada przed sądem za gwałty na 17-letniej parafiance, których miał dopuścić się na plebanii i w saunie. Kapłanowi grozi 12 lat więzienia. Super Express prześledził drogę oskarżonego księdza.

Ksiądz Michał L. przyjął święcenia kapłańskie w 2010 roku. Po opuszczeniu seminarium trafił do parafii Matki Bożej Bolesnej na gdańskiej Przeróbce. W 2011 roku 28-letni wówczas kapłan zgwałcił na plebanii 17-letnią Agnieszkę. – To potworne. Wykorzystał bardzo wierzącą osobę i to jeszcze w świętym miejscu – mówi jeden z parafian, który doskonale pamięta księdza Michała L. i jego ofiarę. – Był młody i interesował się głównie sprawami młodzieży. Zaprzyjaźniał się z biedniejszymi rodzinami, często je odwiedzał w domach. Taki normalny ksiądz. Ta dziewczyna jest z właśnie takiej rodziny. Omotał ją i zhańbił. Po tym, co jej zrobił, nie odwróciła się od Boga, tylko zaczęła chodzić do innego kościoła – tłumaczy nasz rozmówca.

Szatan w sutannie skazany! Wyrok dla księdza pedofila z Gdyni

Niedługo po pierwszym gwałcie, ksiądz Michał L. zadzwonił do Agnieszki i prosił o wybaczenie. W ramach przeprosin zaprosił ją na saunę. Przestraszona nastolatka zgodziła się. W saunie znów została zgwałcona. O potwornościach, które wyrządził jej młody wikary, opowiedziała swojej matce.

Pod koniec 2011 roku gdańska kuria decyzją arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia przeniosła księdza do parafii Trójcy Świętej w Wejherowie. Przedstawiciele Kościoła nie zawiadomili prokuratury o przestępstwie popełnionym przez wikariusza. Agnieszka opowiadała o gwałtach Michała L. przed Trybunałem Metropolitalnym, ale ten przez lata cieszył się wolnością. Ksiądz co jakiś czas był przenoszony do innych parafii.

Z Wejherowa po niecałych dwóch latach wrócił do Trójmiasta, do parafii św. Antoniego w Brzeźnie. Później odbywał posługę w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Żukowie oraz Św. Mikołaja w Gdyni. Od roku odbywał posługę w parafii Św. Józefa i Judy Tadeusza w Rumi. Podobnie jak w innych parafiach, ksiądz Michał L. zajmował się wspólnotami rodzinnymi. W minione wakacje był opiekunem pielgrzymki parafialnej do Medziugorie w Bośni i Hercegowinie.

Ksiądz z Kartuz molestował parafiankę? Grozi mu 12 lat więzienia

We wrześniu ksiądz Michał został aresztowany. O powodach nagłego zniknięcia z Rumi nikt nie poinformował parafian. – Gdy pytaliśmy, to księża mówili, że wyjechał na pielgrzymkę – mówią mieszkańcy pomorskiej miejscowości.

Wikariusz wyjechał, ale nie tak daleko, jak mogli wnioskować parafianie. Trafił bowiem do Aresztu Śledczego w Gdańsku. W piątek pierwszy raz stanął przed sądem za gwałty na nieletniej parafiance. Nie przyznaje się do winy. Grozi mu 12 lat więzienia.

Kmicic z chesterfieldem

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna” CBA podczas przeprowadzonych działań kontrolnych w sprawie szefa NIK Mariana Banasia natrafiło na szereg nieprawidłowości.

Banaś ma m.in. posiadać duże ilości gotówki, której pochodzenia nie jest w stanie wiarygodnie wytłumaczyć, a i oświadczenia majątkowe szefa NIK, są dziurawe jak sito. Z niejawnego raportu – do którego dziennik dotarł – wynika, że Pancerny Marian złożył „nieprawdziwe oświadczenia majątkowe, zatajał faktyczny stan majątku oraz miał nieudokumentowane źródła dochodu”.

Kontrolerzy CBA mieli stwierdzić, że ich największe zastrzeżenia wzbudziło jednak 200 tys. złotych, które znaleziono w domu szefa NIK.  

„Banaś nie potrafił się przekonująco wytłumaczyć z tych pieniędzy, a zeznania podatkowe i rachunki bankowe nie dały odpowiedzi” – mówi informator cytowany przez „DGP”.

„Wyleciało mu też z głowy” wpisanie do oświadczenia majątkowego darowizny w wysokości 2 mln zł, którą przekazał synowi. Kwota ta miała pochodzić ze sprzedaży jednej z krakowskich kamienic.

Nieruchomość została sprzedana w połowie sierpnia 2019 roku, tuż przed objęciem przez Banasia stanowiska szefa NIK. Syn miał dzięki tej darowiźnie spłacić kredyt, który…

View original post 945 słów więcej

 

Kaczyńskiego Polska niedomyta, rozmemłana, obleśna, nieestetyczna

Przepowiednia się sprawdziła.

Ale… Czy naprawdę tacy jesteśmy? Nie? To dlaczego takich wybieramy!!!

Znalezione w sieci……!!!!

Upadek Ursusa Bus może spowodować konieczność szukania od początku wykonawcy zapowiadanego przez premiera Morawieckiego tysiąca bezemisyjnych autobusów dla polskich miast.

Więcej >>>

„To się musi skończyć dramatem” – w ten sposób Donald Tusk opisuje rządy Prawa i Sprawiedliwości. Wywiad szefa Rady Europejskiej dla francuskiego dziennika „Le Soir” opublikowała sobotnia „Gazeta Wyborcza”.

Według Tuska pilniejszym pytaniem od tego, jaką postawę powinien przyjąć nowy prezydent, jest kwestia jaki powinien być kandydat, żeby wygrać. „Kryzys wywołany rządami PiS jest tak wielki, że należy wszystko zrobić, by nie pozwolić tej partii niszczyć przez kolejne cztery lata ładu ustrojowego i praworządności” – powiedział Tusk w wywiadzie.

Kandydatem – uważa Tusk – „powinien więc być ktoś, kto w sposób wiarygodny, autentyczny, z przekonaniem będzie budował poparcie ponad połowy Polaków”. „Ja mam swoje bardzo wyraziste poglądy. Ale one nie są poglądami większościowymi w Polsce” – podkreślił b. polski premier.

Więcej >>>

Więcej >>>

Noworodek z zębami. Dobrze, że białych myszek nie ma. Może już i zarost ma. Krystyna musi pić coś naprawdę dobrego.

Prymas Polski abp. Wojciech Polak skomentował sprawę abp. Sławoja Leszka Głódzia, oskarżanego o mobbing przez 16 księży, którzy byli jego podwładnymi. Duchowny stwiedził, że choć „porusza go świadectwo tych księży”, decyzja w sprawie abp. Głódzia należy do papieża.

– Porusza mnie świadectwo tych księży, natomiast nie znam ich nazwisk. Zna je nuncjusz apostolski, ojciec święty. Jeżeli to są sprawy wiarygodne, to zostaną one kompetentnie zbadane i papież podejmie kompetentne decyzje – mówił abp Polak w rozmowie z Onetem. – Ja znam te świadectwa nie z podpisów, które widziałem, bo ich nie widziałem. Widziałem zakryte twarze, zmienione głosy, które mówiły – dodał.

Oskarżenia o mobbing pod adresem abp. Głódzia

Przypomnijmy: 16 kapłanów posądziło abp. Głódzia o mobbing. Potwierdzili tym samym doniesienia dziennikarzy TVN24. W programie stacji „Czarno na białym”, przedstawiono świadectwa anonimowych księży, którzy opowiadali, że doświadczyli poniżania i przemocy psychicznej ze strony metropolity gdańskiego. – Ksiądz arcybiskup któregoś dnia przyniósł wagę, „(…) po czym powiedział: ‚Jak przytyjesz kilogram, wypi…lę cię po roku’” – mówił jeden z poszkodowanych księży.

W przesłanym do Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu szesnastu kapłanów z archidiecezji gdańskiej potwierdziło, że informacje o tym, jak Głódź traktuje podwładnych, są prawdziwe. Zadeklarowali, że są gotowi do powtórzenia zarzutów wobec Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce (od trzech lat jest nim abp Salvatore Pennacchio).

Kaczyńskiego pokraczna Polska z blachy z klechą szwargocącym zdrowaśki

Pokraczna, zbita z blachy budka, osadzona na ledwo trzymającym się kupy styropianie, a w środku ksiądz… Tuż obok „naczelnik państwa” Jarosław Kaczyński, płacący księdzu na wypominki za zmarłych… Słowem cała nędza IV RP na jednym obrazku…

Wszystko to zarejestrowały kamery w dniu Święta Zmarłych, na Cmentarzu Powązkowskim, w stolicy Polski – w centrum Europy 21 wieku.

Jak podaje naTemat Kaczyński miał zamówić u duchownego modlitwę za zmarłych. Fotka stała się szybko obiektem kpin i szyderstwa. „To karykatura, a nie prawdziwy obraz”; „30 proc. Polski!! Ale wizualizacja genialna! To nasza „przyszłość” jak na razie!” – piszą internauci w komentarzach pod publikowanym w mediach społecznościowych zdjęciem.

Bystrzy obserwatorzy zauważyli przy okazji jak prawdziwym „respektem” dla litery prawa popisał się kierowca „naczelnika”, przyłapując go na zawracaniu w niedozwolonym miejscu. Grozi za to mandat od 200 do 400 zł, ale przecież nie Kaczyńskiemu, ani jego szoferowi.

Pokraczna Polska Kaczyńskiego i klechów.

Kmicic z chesterfieldem

„Jako wierni Kościoła Gdańskiego, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła katolickiego, nie możemy dłużej milczeć. Od długiego czasu jesteśmy głęboko przekonani, że Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański, stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia” – tak zaczyna się list, który gdańszczanie wystosowali do Franciszka, w którym domagają się odwołania Głódzia. Tylko papież może to zrobić.

„Apelujemy do Księdza Arcybiskupa, aby złożył rezygnację z urzędu, a Ojca Świętego Franciszka prosimy o jej rozpatrzenie i przyjęcie. Taką możliwość daje Kanon 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdzający, że „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu”, by przedłożył rezygnację z urzędu” – czytamy w liście. Wierni z archidiecezji gdańskiej nie wykluczają, że pojadą do Watykanu, aby spotkać się z Franciszkiem.

Sygnatariusze listu podają powody, które powinny skłonić papieża do odwołania…

View original post 1 156 słów więcej

 

Kler i pedofilia to dwie powiązane rzeczywistości

– „Pedofilia i homoseksualizm? To są rzeczywistości w jakiś sposób powiązane” – czytamy na Twitterze RMF FM. Słowa te padły na antenie z ust płockiego biskupa pomocniczego Mirosława Milewskiego – gościa porannej audycji w tej stacji.

Ta wypowiedź wywołała falę komentarzy: – „Ktoś mógłby powiedzieć, że bycie księdzem i pedofilia to są „rzeczywistości w jakiś sposób powiązane””; – „Rośnie gorszy od Jędraszewskiego! drżyjcie katolicy”; – „Że też księża czy biskupi zawsze wszystko lepiej wiedzą w sprawie seksu A szczególnie gejowskiego, ciekawe dlaczego?”.

– „Dobry tekst do wykorzystania w drugiej części „Tylko nie mów nikomu”. Klechy dalej nic nie zrozumiały” – dodał jeden z internautów. Pierwsza część dokumentu braci Sekielskich o pedofilii w polskim Kościele miała w internecie kilkanaście milionów odsłon.

Gość RMF FM skorzystał też z okazji, aby skomentować ostatnie doniesienia na temat mobbingu i skandalicznego zachowania arcybiskupa Leszka Sławoja Głodzia . -„23 lata kapłaństwa mam – skoro już te daty przywołuję. Ani święcenia kapłańskie, ani biskupie nie powodują, że człowiek jest wolny od czasami niewłaściwego języka, od zachowań, które mogą stać w sprzeczności ze święceniami. Wiem, że takie rzeczy mogą się wydarzyć” – stwierdził Milewski.  Po czym zapewnił, że ani nigdy nie spotkał się z takimi zachowaniami, ani też nigdy nie słyszał podobnych słów w ustach gdańskiego hierarchy.

Biskup płocki wypowiedział się także na temat Halloween. – „Nie jest grzechem, ale ja oczywiście do tego nie zachęcam – to nic dobrego” – powiedział Milewski. Od kilku lat przedstawiciele polskiego Kościoła z uporem godnym lepszej sprawy piętnują tę dziecięcą zabawę.

Kościół to dzisiaj instytucja szczucia – polski Kościół Nienawiści. Taka wartość chrześcijańska – nienawiść.

Kmicic z chesterfieldem

– „Nie ma niedzieli, żeby proboszcz nie prosił o pieniądze. Czasem człowiek ma wrażenie, że to mamona jest ważniejsza niż Ewangelia. Styl, w jakim mówi jest skandaliczny. Człowiek ma wrażenie, że on żąda, a nie prosi” – powiedział „GW” jeden z parafian kościoła pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu. Proboszcz ks. Stanisław Pankiewicz ogłosił bowiem, ile trzeba zapłacić za tzw. wypominki za zmarłych.

Roczne „kosztują” 50 zł – przez cały rok po mszy o godz. 8.00 wyczytywane będzie nazwisko zmarłego.   – „Doszliśmy do ściany, skoro na ambonie padają konkretne kwoty. Jeśli tak, to chyba warto wprowadzić oficjalne cenniki i zainstalować kasy fiskalne” – skomentował inny parafianin.

Inny w mailu nadesłanym do „GW” napisał: – „Jest to dla nas bulwersujące zjawisko godzące w nasze postrzeganie wiary, instytucji Kościoła i nie mające prawa bytu w świetle nauk papieża Franciszka. (…) Jest to nie pierwsza sytuacja, w której zachowanie naszego obecnego proboszcza jest dla…

View original post 1 135 słów więcej

 

Zgwałcona Polska

Na światło dzienne wychodzą kolejne fakty dotyczące Mariana Banasia, którego jeszcze nie tak dawno prominentni politycy PiS nazywali kryształową uczciwością. Tym razem okazuje się, że pan Banaś był też współwłaścicielem kamienicy sąsiadującej z tą, gdzie wynajmowano pokoje na godziny.

Z redakcją „Gazety Wyborczej” skontaktowała się Teresa H. S. mieszkająca od lat w USA. Okazuje się, że to właśnie z nią Banaś zakupił nieruchomość przy ul. Krasickiego 26. Kamienica ponad 100 – letnia, trzypiętrowa, o powierzchni ponad 422 m kw. Pani Teresa wyłożyła na jej zakup 200 tys. zł, a Banaś podjął się uwolnienia budynku od niewygodnych lokatorów i to był właśnie jego wkład w biznes. Po 9 latach sprzedali kamienicę za 1,2 mln zł i podzielili się pieniędzmi.

W 2014 roku Teresa H. S. uznała, że należy jej się jeszcze 100 tys. zł z odsetkami i oddała sprawę do sądu. Banaś przyznaje, że nie wywiązał się do końca z zawartej umowy, bo nie udało mu się wyremontować kamienicy, ale nie czuł się zobowiązany do oddania żądanej kwoty. Sprawa w sądzie zakończyła się jego zwycięstwem. Krakowski sąd oddalił pozew pani Teresy, a kamienica jest dzisiaj w rękach firmy Koneser i po generalnym remoncie, jest warta fortunę.

Dziwne, że Teresa H.S., która sama nawiązała kontakt z redakcją „Wyborczej”, nagle zmieniła zdanie i wycofała się. I to akurat wtedy, gdy dziennikarze zaczęli drążyć temat, a nawet spotkali się już z prezesem NIK.

Ciekawe, co przekonało ją, by zrezygnowała? Internauci mają swoje przypuszczenia. Podejrzewają, że to „klasyczny trik z Ojca Chrzestnego: Została złożona propozycja nie do odrzucenia” czy też „Zorientowała się, że może komuś z rodziny przytrafić się jakieś „kuku”. Ot cala tajemnica”.

Gangsterzy i kopulanci w sutannach – tak wygląda sojusz PiS i Kk. Zgwałcili nam Polskę.

Kmicic z chesterfieldem

16 księży archidiecezji gdańskiej w oświadczeniu wysłanym do nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio potwierdziło prawdziwość informacji zawartych w reportażu TVN24 „Czarno na białym” na temat metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. „Ksiądz o abp Głódziu: „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

W swoim oświadczeniu duchowni wyrażają gotowość powtórzenia zarzutów wobec abpa Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce. Mówią o publicznym poniżaniu przez metropolitę gdańskiego, wymuszaniu pieniędzy i ubliżaniu im za zbyt niskie datki.

Nazwiska 16 księży zostały podane do wiadomości nuncjusza. Treść oświadczenia przekazano też do wiadomości Sekretariatu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Z reportażu TVN24 wynikało, że składane wcześniej przez księży skargi na postępowanie Głódzia pozostały bez echa. Nie zareagował na nie ani poprzedni, ani obecny nuncjusz  apostolski w Polsce.

– „W tym wypadku tylko systematyczna akcja typu: nie idziemy do kościoła (i nie dajemy na tace i inne) wywoła jakiś efekt, na reakcję z…

View original post 489 słów więcej

 

Prawica dorwała Olgę Tokarczuk i szarpie

Przyczynek do dyskusji o służbach, Marianie Banasiu i sprawdzaniu jego historii finansowej.

Laureatka Literackiej Nagrody Nobla Olga Tokarczuk doczekała się haka. Na stronie jednego z prawicowych portali pojawiło się zdjęcie sprzed lat, na którym pisarka w towarzystwie znajomych piecze przy ognisku kiełbasę. W tekście czytamy: „Nie wiadomo, czy było jej wtedy wstyd, gdyż jej twarz nie zdradza większych emocji”.

Chodzi o to, że Tokarczuk znana jest też z działalności na rzecz ochrony zwierząt i w związku z tym m.in. jest od wielu lat wegetarianką. Powiedziała ostatnio podczas spotkania z czytelnikami:

 „Granica między człowiekiem i zwierzęciem jest postawiona w sztuczny sposób. Żyjemy w czasach, które te granice przesuwają. Cudownie jest wiedzieć, że Nowa Zelandia ustanowiła dekretem, że zwierzęta czują i mają swoje prawa. Wydaje mi się, że wszyscy będziemy szli w kierunku Nowej Zelandii i za 50 lat będziemy wstydzili się, że jedliśmy mięso. Jestem pewna, że tak się stanie”. Nigdy nie powiedziała, że urodziła się wegetarianka, ale pretekst do ataku jest, jak znalazł…

Nie pozostał bez reakcji: „Nasze ukochane prawicowe media znalazły wreszcie upragnionego haka na Noblistkę. Otóż, co widać na zdjęciu, ona, wegetarianka od 30 lat jadła kiedyś kiełbasę. Jest to skandal” – napisała Karolina Korwin Piotrowska na Instagramie.

I dodała: „Rozumiem, albo przynajmniej staram się pojąć, że prawicy Nobel dla Olgi się nie podoba, oni tak zafiksowani na polskości, na dumie narodowej, robią teraz wszystko, by nas tej dumy pozbawić, wyrzygać się na nią. Pewnie niedokładnie strawioną patriotyczną kiełbasą. Bez sensu, głupie to, chamskie i tanie. Jak kiełba z Biedry”.

Następnie podsumowała: „Nikt nawet nie sprawdził pewnie, że ta kiełbasa, zjadana przez młodziutka Olgę, to była nasza, Polska, narodowa kiełbasa, ze świni, która wstała z kolan i nosiła dumnie swój polski ryjek”.

O Tadeuszu Rydzyku tutaj >>>

Mniemana miłość PiS i Kościoła kat. do Polski to czysta nienawiść.

Kmicic z chesterfieldem

Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego duchowieństwa. Hierarcha, który co miesiąc otrzymuje od 10 do 17 tysięcy złotych emerytury, jest właścicielem 20-hektarowego rancza we wsi Bobrówka na Podlasiu.

Tam też znajduje się pałac arcybiskupa. „To odnowiony budynek starej szkoły, który duchowny odkupił od gminy za 60 tys. zł. Teraz jest warty kilka razy więcej.” Na co dzień duchowny mieszka i urzęduje w rezydencji w Gdańsku.

Od lat krążą legendy o wydawanych przez niego biesiadach, podczas których alkohol leje się strumieniami. „On ma taka głowę, że nigdy nie potrafiliśmy się zorientować, jak dużo wypił. Nic po nim nie widać. Picie przerywał tylko po to, by rzucić niewybrednym żartem o polityku, którego nie lubił, albo żeby kogoś skląć” – komentują współpracownicy arcybiskupa w artykule na portalu wp.pl.

To również oni zwrócili uwagę na zachowanie przełożonego. Przemoc, publiczne poniżanie, znęcanie się, ubliżanie – to tylko część…

View original post 2 238 słów więcej

 

Przekaz PiS: PiS-owskie „świnie” są lepsze od „świń” z PO

Cała pierwsza kadencja rządów PiS, a szczególnie okres poprzedzający ostatnią kampanię wyborczą, upływał pod znakiem nowego „panświnizmu”. Przekaz prawicowych polityków, publicystów, nawet niektórych ludzi Kościoła do socjalnego elektoratu był prosty. Wszyscy polscy politycy to „świnie” (kradną, przyznają sobie nagrody, nadużywają przywilejów władzy), jednak PiS-owskie „świnie” są lepsze od „świń” z PO, bo dały ludziom 500 plus – pisze Cezary Michalski

“Panświnizmem” polska prawica – kiedy jeszcze sama nie rządziła państwem – nazwała polityczną i propagandową strategię użytą przez Jerzego Urbana (i jego tygodnik “Nie”) przeciwko nowej postsolidarnościowej elicie władzy na początku lat 90. Ponieważ tuż po upadku PRL-u trudno było bronić biografii ludzi kojarzonych z dawnym systemem, postsolidarnościowa klasa polityczna przez jakiś czas (raczej bardzo krótko) dysponowała przewagą moralną i estetyczną nad politykami postkomunistycznymi.

Strategia Urbana polegała więc na tym, aby ludziom dawnej opozycji i “Solidarności” tę przewagę odebrać. Argumentów dostarczali mu ci spośród członków nowej postsolidarnościowej elity, których faktycznie świeżo zdobyta władza bardzo szybko zepsuła, uwikłała w afery korupcyjne lub obyczajowe.

ARGUMENT URBANA BRZMIAŁ: WSZYSCY POLITYCY, A JUŻ SZCZEGÓLNIE WSZYSCY POLITYCY POLSCY, BEZ WZGLĘDU NA BIOGRAFIE, BEZ WZGLĘDU NA SYSTEM, SĄ NIEKOMPETENTNYMI I NIEUCZCIWYMI “ŚWINIAMI”. ALE KOMUNISTYCZNE I POSTKOMUNISTYCZNE “ŚWINIE” PRZYNAJMNIEJ NIE ZGRYWAJĄ ŚWIĘTOSZKÓW.

A kiedy rządziły, może nawet i kradły (przecież wszyscy kradną), ale dzieliły się z Polakami pieniędzmi. Choćby w początkach epoki Gierka, kiedy znaczna część pożyczonych na Zachodzie pieniędzy poszła na konsumpcję.

O zwycięstwie SLD w wyborach parlamentarnych 1993 roku nie przesądził wcale “panświnizm” Urbana, ale wewnętrzne konflikty i szybkie zużycie się postsolidarnościowej elity, która wzięła na siebie odpowiedzialność za posprzątanie ruin realnego socjalizmu. Jednak polska prawica (młodsza i starsza) żyła w przekonaniu, że to Jerzy Urban utorował postkomunistom drogę do władzy. Teksty, a nawet całe książki na ten temat pisali Piotr Skwieciński, Piotr Zaremba, Rafał Ziemkiewicz czy bracia Karnowscy. Wielokrotnie wracał też do tematu “panświnizmu” Jarosław Kaczyński, on jednak bardzo pragmatycznie, żeby nie powiedzieć cynicznie.

Kaczyński używał logiki, a nawet języka Urbana w stosunku do postkomunistów i znacznej części obozu postsolidarnościowego. Zarzucając im uwłaszczanie się na zasadzie “Teraz, K…, My” oraz uwikłanie w okrągłostołowy i magdalenkowy “spisek”. Jedynymi “czystymi” mieli być on i jego brat.

I TYLKO STAWIANE JUŻ W LATACH 90. PYTANIA O POLITYCZNE UWŁASZCZANIE SIĘ BRACI KACZYŃSKICH I ICH WSPÓŁPRACOWNIKÓW PRZY OKAZJI AFER TELEGRAFU, SREBRNEJ CZY FOZZ, A TAKŻE PRZYPOMINANIE OBECNOŚCI BRACI KACZYŃSKICH ZARÓWNO PRZY OKRĄGŁYM STOLE, JAK TEŻ W NAJBARDZIEJ WĄSKIM KRĘGU NEGOCJATORÓW Z MAGDALENKI, MIAŁY BYĆ TYM “ZŁYM PANŚWINIZMEM” W STYLU JERZEGO URBANA.

“Panświnizm” w służbie rządów PiS

PiS zderzone z realnym rządzeniem okazało się gorsze od poprzedników. Ponieważ nowa władza z założenia odrzucała konstytucję i prawo III RP, a nie wytworzyła żadnego własnego systemu prawa, kontroli czy norm, musiała generować afery. Mieliśmy zatem aferę KNF (szantażowanie właścicieli prywatnych banków za pomocą znowelizowanego przez PiS prawa bankowego umożliwiającego ich wywłaszczenie), aferę spółki Srebrna (Kaczyński odmówił swemu powinowatemu zapłaty za zlecony mu w imieniu Srebrnej projekt PiS-owskich wieżowców, w dodatku okazało się, że szefem głównej skarbonki Kaczyńskiego i PiS-u był dawny współpracownik SB, a w jej władzach zasiadali ludzie niekompetentni, a nawet z zarzutami kryminalnymi).

Była afera z nagrodami i szerzej, uwłaszczeniem się działaczy PiS na państwowych urzędach i w spółkach skarbu państwa. Media ujawniły spekulacje ziemią Kościoła przez małżeństwo Morawieckich. Wybuchła afera prywatnych podróży Kuchcińskiego za publiczne pieniądze. Była afera SKOK-ów, które bankrutowały masowo, bo były kierowane przez ludzi niekompetentnych, nieuczciwych, którzy dla zapewnienia sobie politycznej osłony transferowali pieniądze do ludzi i mediów powiązanych z PiS-em.

Była wreszcie afera hejtu przeciw sędziom organizowanego w Ministerstwie Sprawiedliwości, a także afera Mariusza Kamińskiego, który po skazaniu go przez sąd na trzy lata więzienia za łamanie prawa i nadużycie władzy został ułaskawiony przez PiS-owskiego prezydenta i jest dziś ministrem spraw wewnętrznych oraz zwierzchnikiem tajnych służb.

PIERWSZĄ KADENCJĘ RZĄDÓW KACZYŃSKIEGO ZWIEŃCZYŁA AFERA NOWEGO PIS-OWSKIEGO SZEFA NIK, KTÓRY ZARABIAŁ PIENIĄDZE WYNAJMUJĄC KAMIENICĘ GANGSTEROM ZAJMUJĄCYM SIĘ SUTENERSTWEM I PRZEDSTAWIAŁ “NIEPRECYZYJNE” OŚWIADCZENIA MAJĄTKOWE. DO OBRONY TAKIEGO OBNIŻENIA STANDARDÓW RZĄDZENIA PROPAGANDA PIS MOGŁA POSŁUŻYĆ SIĘ TYLKO “PANŚWINIZMEM”.

Po raz pierwszy alibi „panświnizmu” zostało przez nową władzę użyte do obrony ujawnionych przez opozycję gigantycznych nagród dla PiS-owskich urzędników państwowych. Kiedy na słowa Beaty Szydło „te pieniądze po prostu im się należały” Polacy zareagowali szyderstwem, państwowe media przedstawiły sumę nagród wypłaconych pod rządami PO-PSL w ciągu kilku lat po to, aby zrównoważyć nagrody z jednego roku przyznane przez PiS. Nie chodziło już o obronę moralności PiS-owców, ale o stwierdzenie, że „inni robili to samo, co my”. Prawica użyła też „panświnizmu” do uzasadniania czystek w środowisku sędziowskim. Kiedy okazało się, że zawodowy i moralny dorobek nominatów PiS i Ziobry do TK, KRS, Sądu Najwyższego i władz sądów powszechnych wszystkich szczebli jest kompromitujący (dyscyplinarki, lenistwo, niechlujne orzekanie, hejt), prawicowe media przypomniały wszystkie przypadki łamania prawa przez polskich sędziów po roku 1989, aby wbić swoim wyborcom do głowy przekonanie, że „nasi sędziowie” są tak samo zepsuci jak „ich sędziowie”.

Przy okazji afery marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, a później afery nowego PiS-owskiego szafa NIK Mariana Banasia, ludzie z samych szczytów PiS-owskiej władzy po raz pierwszy bezpośrednio odwołali się do „panświnizmu”. Jarosław Kaczyński użył „panświnizmu” przy okazji afery z lotami Marka Kuchcińskiego. Przyszedł na konferencję prasową wyposażony w wydruki lotów Donalda Tuska. Nie chodziło już o oczyszczenie PiS-owskiego marszałka Sejmu, ale o przekonanie Polaków, że nadużywa władzy tak samo jak wszyscy inni rządzący Polską politycy.

DZIENNIKARZE WYKONALI RESZTĘ. POCZĄWSZY OD PISOWSKICH PROPAGANDYSTÓW, SKOŃCZYWSZY NA „SYMETRYSTYCZNYCH” OPORTUNISTACH W MEDIACH NIEPISOWSKICH, DZIAŁAJĄCYCH ZRESZTĄ Z RÓŻNYCH POBUDEK.

Albo dlatego, że nawet przy narastającym dystansie wobec Kaczyńskiego i PiS mają prawicowe poglądy i „liberałów” z PO zawsze nienawidzą bardziej (Piotr Zaremba), albo dlatego, że po prostu zatrudnili się jako propagandyści PiS w TVP S.A. czy w „Sieciach”, albo też pracują w mediach prawicowych próbujących zachować jakiś dystans w stosunku do PiS, jednak finansowo zależne są od transferów pieniędzy ze spółek skarbu państwa kontrolowanych przez władzę (publicyści „Do Rzeczy” i „Wprost”).

W przedostatnim tygodniu parlamentarnej kampanii wyborczej w programie “Kawa na ławę” Patryk Jaki, nie potrafiąc już inaczej bronić skompromitowanego Mariana Banasia, przekonywał, że także w PO są ludzie uwikłani w afery. Zaraz potem w “Loży prasowej” Eliza Olczyk z “Wprost” przekonywała, że afera szefa NIK wynajmującego swoją nieruchomość sutenerom nie jest niczym nadzwyczajnym, bo przecież także Sławomir Nowak musiał odejść z funkcji ministra, kiedy nie wpisał do deklaracji majątkowej drogiego zegarka.

“Świnie” lepsze i gorsze

Właściwy osłaniający władzę argument ukryty w fałszywych analogiach i nowym „panświnizmie” jest taki: skoro wszyscy politycy to świnie (wszyscy mają na swoim koncie afery, wszyscy próbowali obchodzić prawo i przejmować instytucje, wszyscy składają fałszywe obietnice wyborcze itp.), to lepsze są te świnie, które dały wam 500 złotych.

PIS-OWSKI “PANŚWINIZM” JEST BOWIEM PRECYZYJNIE ADRESOWANY DO TEJ CZĘŚCI ELEKTORATU, KTÓRA NIE WIERZY, ŻE POLSKIE PAŃSTWO I POLSKA POLITYKA NIE MOGĄ BYĆ INNE NIŻ „TEORETYCZNE”.

Świadomość tej części wyborców, których Jarosław Kaczyński pozyskał za pomocą “panświnizmu”, bardzo precyzyjnie opisują badania dwóch polskich socjologów, Przemysława Sadury i Sławomira Sierakowskiego. Zostały one przeprowadzone na różnych grupach elektoratu po ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego. Sami autorzy pesymistycznie zatytułowali swój raport: “Polityczny cynizm Polaków”. Wynika z niego jednoznacznie, że zarówno twardy elektorat PiS, jak też ta część elektoratu socjalnego, która jest wyborczą rezerwą tej partii, zupełnie otwarcie używa argumentu: “politycy PiS-u kradną jak wszyscy, ale oni chociaż się z nami dzielą”.

Autorzy raportu łączą klientelizm i cynizm elektoratu PiS z jego głęboką apolitycznością. Nawet respondenci deklarujący się jako “twardy elektorat PiS-u” mówią, że “wstąpiliby do partii, gdyby nie ich zła opinia o polityce jako takiej”. Zatem także oni są cynikami. Wiedzą, że “politycy to świnie”, nawet ci PiS-owscy. Ale te “świnie” zaspokajają ich potrzeby. W przypadku twardego elektoratu PiS nie tylko materialne, ale także symboliczne, do których należy upokarzanie i niszczenie społecznych oraz zawodowych elit III RP, a także niszczenie resztek świeckiego państwa.

“PANŚWINIZM” JEST BOWIEM U CZĘŚCI WYBORCÓW PIS ŚCIŚLE SKORELOWANY Z PEWNYM TYPEM KATOLICYZMU.

“Panświnizm” w polskim Kościele

Polski Kościół dostarcza praktycznie jedynej motywacji do głosowania na PiS, która przekracza cynizm hasła „wszyscy politycy to świnie, ale świnie z PiS dają 500 złotych”. Oczywiście nie cały Kościół, ale Kościół Tadeusza Rydzyka i Marka Jędraszewskiego. W ich interpretacji PiS-owski „panświnizm” przybiera zdecydowanie bardziej „ideową” formę: może politycy PiS kradną jak wszyscy, ale są katolikami, są przeciwko LGBT, bronią Polski przed sekularyzacją „idącą z Brukseli”. W dodatku Jędraszewski i Rydzyk twórczo przekształcili i zastosowali świecki prawicowy „panświnizm” do obrony patologii w polskim Kościele. W ich wersji „wszyscy jesteśmy grzeszni”: księża pedofile i pedofile świeccy, uwłaszczający się świeccy politycy i biskupi przechwytujący publiczny majątek w ramach działania Komisji Majątkowej Rządu i Episkopatu, gdzie Kościół był oficjalnie reprezentowany przez łamiącego prawo byłego wysokiego funkcjonariusza SB zajmującego się w PRL-u werbowaniem i niszczeniem księży.

JEDNAK GRZESZNOŚĆ I CHCIWOŚĆ KSIĘŻY, BISKUPÓW (ORAZ POLITYKÓW PIS) MOŻE BYĆ WYKORZYSTANA PRZEZ WROGÓW KOŚCIOŁA, DLATEGO POWINNIŚMY NA NIĄ PRZYMYKAĆ OCZY, „WIDZIEĆ JĄ WE WŁAŚCIWEJ PROPORCJI”.

Zbigniew Ziobro dał tej odmianie „panświnizmu” bardzo ważny argument, kiedy nie umieścił nazwisk księży skazanych za najcięższe przestępstwa pedofilskie (w tym gwałty na dzieciach) na upublicznionej przez jego ministerstwo liście pedofilów. Kościół Rydzyka i Jędraszewskiego jest mu za to dozgonnie wdzięczny. A za prawicowy „panświnizm” osłaniający grzechy ludzi Kościoła rewanżuje się „panświnizmem” osłaniającym grzechy rządzącej prawicy.

„Panświnizm” zabija swych użytkowników

„Panświnizm” Ubrana i innych „postkomunistycznych” polityków, intelektualistów czy dziennikarzy, który miał osłaniać SLD, w gruncie rzeczy Sojusz zniszczył. Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego zabiła nie ich polityka gospodarcza czy międzynarodowa, które były sensowne, ale afera Rywina i jeszcze bardziej afera starachowicka (polegająca na tym, że szefowie osadzonego przez Sojusz MSW ostrzegali terenowych działaczy SLD współpracujących z mafią przed działaniami policji). Przyczyną obu tych afer była głęboka demoralizacja SLD-owskich kadr. Tak długo chronionych przez „panświnizm”, tak długo przekonywanych, że „solidaruchy i tak są gorsze”, że oni sami poczuli się całkowicie bezkarni.

PRAWICOWY „PANŚWINIZM” BARDZO SZYBKO DOPROWADZIŁ DO CAŁKOWITEJ DEMORALIZACJI KADR PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI I PRAWICY RAZEM. TYM BARDZIEJ, ŻE KLUCZOWYM TEORETYKIEM I PRAKTYKIEM TEGO „PANŚWINIZMU” JEST SAM JAROSŁAW KACZYŃSKI.

Ponieważ odrzuciły go realne społeczne i zawodowe elity III RP, w swojej nihilistycznej rewolucji posłużył się ludźmi naprawdę „drugiego sortu”, którzy w swoich środowiskach zawodowych dali się poznać jako nieudolni sędziowie z dyscyplinarkami czy działacze samorządowi albo gospodarczy z korupcyjnymi zarzutami, a nieraz nawet wyrokami. T

o Kaczyński wskazał Mariana Banasia na szefa NIK i on go jak do tej pory faktycznie osłania (reszta jest „ustawką”, dopóki Kaczyński, który potrafił złamać konstytucję, żeby pozbyć się niezależnego Trybunału Konstytucyjnego, nie zdecyduje, że Banaś kosztuje go nieco za dużo i każe swoim ludziom zmienić ustawę o NIK).

„Panświnizm” demoralizuje, a potem zabija formacje, które poczuły się dzięki niemu bezkarne. Korzystające z niego PiS już znalazło się na dnie demoralizacji.

Prawdziwie królewskie powitanie, jak przystało na Kraków zgotowali Oldze Tokarczuk słuchacze zgromadzeni w sobotę 26 października w Centrum Kongresowym ICE.

To pierwsza wizyta Olgi Tokarczuk w stolicy Małopolski od chwili ogłoszenia przez Akademię Szwedzką że zostanie laureatką literackiej nagrody Nobla.

Spotkanie poprowadził prof. Michał Paweł Markowski, dyrektor artystyczny Festiwalu Conrada.

Pytania do noblistki

Przez ostatnie kilka dni czytelnicy mogli nadsyłać drogą elektroniczną pytania do noblistki. Część z tych pytań wybrzmiało podczas spotkania.

– Co dalej z Polską? – zapytano pisarkę.

– To pytanie może przebić jedynie to, które też padło na spotkaniu autorskim: Pani Olgo, czy Bóg istnieje? Pytanie jak w grze w której wybiera się różne możliwości albo jak w bajce, gdzie główny bohater musi wybrać drogę: w lewo, w prawo lub prosto, drogą pośrodku. W bajkach było tak, że głupi Jaś najczęściej wybierał drogę w lewo i ona okazywała się trudna, ale jednak prowadziła do celu – mówiła do reagujących entuzjastycznie słuchaczy Olga Tokarczuk.

Noblistkę powitała prezes Rady Nadzorczej Wydawnictwa Literackiego Vera Michalski-Hoffmann – wydawczyni książek Olgi Tokarczuk, która powiedziała: – Dziękujemy Ci za prawie 20 lat w Wydawnictwie Literackim. Od dawna cenimy twój talent i odwagę. Dziękujemy i gratulujemy.

Olga Tokarczuk w bibliotece

– Miałam szczęście, mój ojciec pracował w bibliotece, towarzyszyłam mu w pracy. Bawiłam się między półkami. Miałam wtedy może pięć lat. Nauczyłam się sama czytać, zanim poszłam do szkoły. Bardzo szybko odkryłam, że literatura to jest potężny, osobny świat w którym można się schronić, można żyć innymi życiami. I fascynacja tym światem nie opuściła mnie nigdy, aż do teraz – wspominała swoje dzieciństwo i początek miłości do literatury pisarka.

– Gdybym miała się definiować i określać, to przede wszystkim jestem czytelniczką – dodawała Olga Tokarczuk. Potem pytana o aktualne lektury mówiła: – Późno go odkryłam, ale bardzo lubię czytać jego książki. Richard Flanagan. Gdybym miała dziś pisać ponownie pracę magisterską to zajęłabym się narratorem w powieściach Flanagana.

– Pisząc swoje książki starałam się, aby ich język był przezroczysty. Traktowałam język jako narzędzie, skupiałam się bardziej na fabule. Kiedy piszę, jestem świadoma, że nie tylko język, ale i obrazy są istotne. Wielkim komplementem jest dla mnie, gdy czytelnik mówi mi, że przeczytał powieść i że „było to jak film”  – zdradzała tajniki swojego warsztatu pisarka.

– Przypomniało mi się, co opowiadała mi niedawno moja mama; mój pradziadek znalazł się na początku XX wieku na Syberii i w czasie rewolucji bolszewickiej wracał piechotą z Władywostoku do Polski. Wracał z młynkiem do kawy i „Zmartwychwstaniem” Lwa Tołstoja. Myślę, że lektura tej książki uratowała mu życie. Opisałam tę historię w „Prawieku” – odpowiadała na pytanie o sens i rolę literatury w naszym życiu.

I kontynuowała: – Może to trochę bombastyczne zabrzmi, ale powieść jest nie tylko nośnikiem obrazów i treści, czasami dobra powieść jest drogowskazem moralnym w zwariowanym świecie. Powieść traktuję bardzo serio.

Desant tłumaczy na Sztokholm

Olga Tokarczuk dziękowała za wsparcie wszystkich dobrych ludzi w obliczu hejtu, który ją kilka lat temu dotknął.

– Otrzymałam ogromne wsparcie. Dostałam, gdyby to zliczyć, znacznie więcej dobrej energii niż złej. Owszem był taki czas, gdy rzadziej wychodziłam z domu, bałam się, z czasem i to przezwyciężyłam.

Jeden z młodych słuchaczy zapytał,  która z jej książek powinna być lekturą szkolną oraz czy ucieszyła się nagrody Nobla dla Boba Dylana?

Tokarczuk bez wahania odpowiedziała:  – Żadna. Pamiętam z lat szkolnych, co lektury robią z książek. A Nobel dla Dylana bardzo mnie ucieszył. To nie tylko twórca tekstów piosenek, to poeta, twórca obrazów, które wszyscy nosimy w głowach. Ucieszyła mnie też odwaga Akademii Szwedzkiej.

Pisarka dziękowała swoim tłumaczom.  – Wielki pokłon dla nich. Tłumacze są jak dzieci Hermesa, które poruszają się między kulturami, są jak elfy, które przenoszą informacje, obrazy i znaczenia – mówiła pisarka.

– Kilka dni temu dowiedziałam się wzruszona, że tłumacze moich książek planują wielki desant na Sztokholm. Wynajęli sobie wielką salę z telewizorem i będą wspólnie świętować w trakcie ceremonii noblowskiej.

A Kraków dziękuje Oldze Tokarczuk

Miasto składa hołd ulubionej pisarce, nie tylko poprzez spotkanie w ICE Kraków i akcję sadzenia lasu Prawiek. Organizatorzy Targów Książki w Krakowie przez trzy ostatnie dni zbierali do pamiątkowej księgi wpisy czytelników. Księga zostanie wręczona noblistce w niedzielę, w siedzibie Wydawnictwa Literackiego, tuż przed tym, jak Olga zacznie czytelnikom rozdawać autografy.

W trakcie Targów Książki wielu krakowian nagrało gratulacje dla Olgi. Film za kilka dni zostanie zmontowany i udostępniony na stronie internetowej Targów Książki.

Dwa dni po głośnym reportażu TVN24 o abp. Sławoju Leszku Głódziu diecezja gdańska wydała oświadczenie broniące metropolity. „Obraz arcybiskupa (…) został zakłamany i zmanipulowany” – czytamy.

Oświadczenie opublikowane w sobotę przez „Gościa Niedzielnego” podpisali m.in. biskupi pomocniczy archidiecezji gdańskiej.

Reportaż o abp. Sławoju Leszku Głódziu. „Reagował krzykiem: Nie pier…l!”

To reakcja na wyemitowany w czwartek reportaż o abp. Sławoju Leszku Głódziu. Leszek Dawidowicz, dziennikarz TVN24, ujawnił w nim m.in. świadectwo ks. Piotra, które trafiło na biurko nuncjusza apostolskiego w Polsce.

Ks. Piotr relacjonował w swoim świadectwie: „Któregoś dnia [który określam jako przełomowy] po kilkugodzinnych zakupach w celu zaopatrzenia rezydencji na pytanie »gdzie byłeś?« odpowiedziałem: »Robiłem zaopatrzenie rezydencji w kilku marketach«. Arcybiskup zareagował krzykiem: »Nie pier…! Rozjeżdżasz się gdzieś po diecezji, masz za dużo czasu«”.

W materiale TVN24 można było usłyszeć anonimowe wypowiedzi i opinie także innych księży. Każdy z nich wyraża się krytycznie o posłudze abp. Głódzia. Padają oskarżenia o mobbing.

Reportaż o Sławoju Leszku Głódziu. Diecezja broni metropolity 

Dwa dni po głośnym reportażu archidiecezja gdańska zabrała głos w sprawie abp. Głódzia. Stanowczo potępia doniesienia dziennikarzy TVN24.

„Obraz metropolity (…) został zakłamany i zmanipulowany w oparciu o anonimowe relacje uczestników programu oraz przy wsparciu niektórych duchownych” – czytamy.

Przerażający obraz abp. Sławoja Leszka Głódzia. „Jesteś gówno, jesteś jak to opakowanie, beczkę soli musisz jeszcze zjeść”

Poniżej pełna treść oświadczenia:

„W związku z programem pt. „Czarno na białym” wyemitowanym przez stację TVN24 w dniu 24 października 2019 roku wyrażamy swoje oburzenie i dezaprobatę wobec pełnej agresji narracji, która odbiega od rzeczywistości.

W materiale tym obraz arcybiskupa metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia został zakłamany i zmanipulowany w oparciu o anonimowe relacje uczestników programu oraz przy wsparciu niektórych duchownych.

Gdański kościół arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia. „Ile kosztuje probostwo? 20-80 tys.”

Uderzenie w pasterza archidiecezji odbieramy także jako systemowy atak wymierzony w duchowieństwo i wiernych archidiecezji gdańskiej.

Wyrażamy naszą solidarność z metropolitą gdańskim.”