Prezes odchodzi, PiS zaczyna się walić. Dlatego takie złodziejstwo i łapanie, co popadnie

Odejście Jarosława Kaczyńskiego z polityki będzie oznaczało koniec PiS i Zjednoczonej Prawicy. Choć niektórzy znający kulisy działania partii rządzącej twierdzą, że nie taki prezes straszny, jak go malują, ponoć to on nadal rozdaje karty w prawicowym obozie.

Tyle że w ostatnim czasie w tym ostatnim doszło do zmian na szachownicy. Hetmani stają się powoli pionkami, zaś dotychczasowe pionki walczą o oficerskie pagony.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że Kaczyńskiego nie było na ostatnich urodzinach Radia Maryja. To nie był foch. To jasne pokazanie o. Tadeuszowi Rydzykowi, że przestał być niezbędny. Zresztą nie tylko on.

Ziobro i inni do odstawki?

Na dworze prezesa urośli ostatnio Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński, Anna Bielecka, Julia Przyłębska, Maciej Łopiński i Krzysztof Sobolewski. Tyle że ponoć nawet oni nie mogą liczyć na 100-procentowe zaufanie Kaczyńskiego, który w polityce z niejednego pieca chleb jadł.

By nie szukać daleko, wystarczy zauważyć, że wpływy stracił Waldemar Paruch. Kaczyński przez długi czas wierzył w jego analizy i badania. A te pokazywały, że PiS wygra wybory do Sejmu i Senatu i będzie miał tam większość konstytucyjną. Skoro idzie tak dobrze, po co zmieniać strategie. Okazało się jednak, że Paruch mylił się. Przez to wypadł ponoć z łask lidera.

To jednak nie wszystko. Prezes nie jest także zadowolony z tego, że Porozumienie i Solidarna Polska zrobiły dobre wyniki w wyborach do Sejmu. Dziś nie może nawet nazywać tych partyjek przystawkami, bowiem bez nich straci władzę. Jak kłopotliwy to fakt, pokazała walka o 30-krotność, jaką podjął Jarosław Gowin.

Większa liczba posłów równała się jednak utracie zaufania w oczach Kaczyńskiego. Zbigniew Ziobro i Gowin mogą czuć się zagrożeni.

PiS bez Kaczyńskiego

Co gorsza, takim zachowaniem i niechęcią do partnerów rosnących w siłę, Kaczyński osłabia PiS, a może nawet skazuje na przyszły upadek. Dlaczego? Zauważmy, że PO potrafiło przetrwać odejście Andrzeja Olechowskiego, potem polityczny upadek Macieja Płażyńskiego i wreszcie przeprowadzkę Donalda Tuska do Brukseli. Dziś może i partia jest podzielona, ale nadal stosunkowo silna.

A teraz wyobraźmy sobie PiS bez Kaczyńskiego. Ten nie wychował sobie następcy. Po jego odejściu z polityki (a to musi nastąpić np. przez kwestie biologiczne) jego polityczne dziecko rozpadnie się na małe ugrupowania, które mogą nawet zostać skonsumowane przez Porozumienie lub Solidarną Polskę. Prezes nie ma bowiem w swoim otoczeniu delfina, ale dwa żarłoczne rekiny, które – gdy tylko poczują krew – zaatakują i wyrwą dla siebie jak najwięcej mięsa. Wątpliwe, by bracia Kaczyńscy tak wyobrażali sobie dziedzictwo PiS, gdy zakładali partię ok. dwie dekady temu.

Kmicic z chesterfieldem

Kogo ewentualnie miałby na myśli wielki Honore de Balzac, gdy pisał o zerach poprzedzających nazwisko.

„Niektóre istoty są jak zera. Trzeba im cyfry, która by ich poprzedzała, a wówczas nicość ich nabiera dziesięciokrotnej wartości.”.

Najlepszy plan posegregowania śmieci.

Tomasz Sakiewicz i media, którymi kieruje, rozpoczęły kolejną ohydną kampanię. Tym razem jej celem ma być szkalowanie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

Ta obrzydliwa akcja ma polegać na wysyłaniu marszałkowi kopert. Nagonka na prof. Grodzkiego od kilku tygodni trwa też w kontrolowanych przez PiS państwowych mediach.  – „We wtorek na konferencji prasowej obnażę kłamstwa i pokażę, że to nie jest atak na doktora Grodzkiego, który przez 36 lat lekarskiej praktyki nie miał najmniejszej sprawy o naruszenie etyki czy korupcję. To atak na polski Senat i funkcję marszałka” – zapowiedział w „Gazecie Wyborczej” Tomasz Grodzki.

– „Obrzydliwe. Szczujecie na człowieka. Mało wam śmierci Adamowicza? Jak można tak kłamać, niszczyć czyjeś życie, bez grama dowodów?!”…

View original post 1 868 słów więcej

 

Kościół katolicki kościołem hańby

Wiernym archidiecezji krakowskiej został dzisiaj odczytany list pasterski arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Duchowny zarządza w nim maraton modlitewny, który ma ochronić Kościół i Naród przed ideologią LGBT i gender – największymi zagrożeniami współczesnego świata.

Katolicki hierarcha przekonuje wiernych, że żyjemy w czasach totalitaryzmu, który podobnie jak w epoce PRL-u, charakteryzuje się radykalnym odrzuceniem Boga. „W konsekwencji tego odrzucenia głosi się zupełnie nową wizję człowieka, która sprawia, że staje się on karykaturą samego siebie. W ramach ideologii gender usiłuje się bowiem zatrzeć naturalne różnice między kobietą a mężczyzną. Co więcej, poprzez agresywną propagandę ideologii LGBT w imię tak zwanej >>tolerancji<< i >>postępu<< wyśmiewa się i szydzi z największych dla nas świętości” – pisze Jędraszewski.

Przy okazji arcybiskup ostrzega wiernych przed edukacją seksualną dzieci, która może je narazić na krzywdy duchowe. „Wszystko to w oczywisty sposób jest obrazą Boga Stwórcy. Nie ulega przy tym żadnej wątpliwości, że aprobata tego rodzaju programów, zgoda na nie i współudział w nich jest ciężkim przewinieniem moralnym. Podobnie godna napiętnowania jest postawa obojętności wobec tego rodzaju zagrożeń, które burzą ład i stanowią wielkie zagrożenie dla życia i właściwego rozwoju poszczególnych ludzi, rodzin, społeczeństw i narodów” – grzmi w liście hierarcha.

Zarządzony przez niego maraton modlitewny ma się odbywać przez cały październik, a od listopada do końca 2020 r. pół godziny przed mszą we wszystkich kościołach ma się odbywać cicha adoracja Najświętszego Sakramentu.

Warto podkreślić, że abp Jędraszewski ani razu nie wspomniał o krzywdach dzieci wykorzystanych przez księży pedofilów.

Plan Morawieckiego leży, a on sam powinien kwiczeć

W 2017 roku eksperci Banku Światowego opracowali raport o jakości polskiej transformacji, która stała się przykładem dla państw rozwijających się. Mateusz Morawiecki otrzymał ten raport, ale zupełnie się nim nie przejął, twardo trzymając się założenia, że wszystko, co było przed rządami PiS, to klęska za klęską. Opracował więc własny plan, którego zarys przedstawił już w grudniu 2015 roku. „Strategia na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” została entuzjastycznie przyjęta przez prezesa Kaczyńskiego, który nazwał go „najlepszym planem gospodarczym od 1989 roku”.

Po 4 latach rządów PiS eksperci Forum Obywatelskiego Rozwoju postanowili sprawdzić, na ile plan Morawieckiego został zrealizowany.

Założenia były piękne. Budowa zakładów produkcji dronów (Żwirko i Wigura), rozwój kompetencji w dziedzinie cyberbezpieczeństwa (Cyberpark Enigma), zdobycie pozycji światowej na rynku maszyn górniczych (Polski Kombajn Górniczy) czy odbudowa stoczni. Nie zapominajmy też o powstaniu supernowoczesnego polski pociąg („Luxtorpeda 2”) i wyprowadzeniu na polskie ulice miliona samochodów elektrycznych do 2025 roku. Co mamy dzisiaj? Rdzewiejącą stępkę, położoną pod pierwszy prom w Szczecinie i …ciszę.

Eksperci odnieśli się też do celów rozwojowych, które Morawiecki zawarł w swojej prezentacji. Popatrzmy, jak to w praktyce wygląda:

Reindustrializacja, czyli zwiększenie udziału przemysłu w wytwarzaniu PKB oparty na fałszywym założeniu, że polski przemysł jest w ruinie, a przecież udział przemysłu przetwórczego w wytwarzaniu PKB miał się całkiem dobrze, za rządów PO/PSL spokojnie wzrastał i należał do jednych z wyższych w UE.

Polskie firmy będą rosły – małe staną się średnimi, a średnie dużymi. W założeniu miało to dotyczyć 22w tysięcy firm, a w praktyce okazało się, że teraz, w połowie 2019 roku jest ich 17 tysięcy i ich liczba obecnie spada.

Udział wydatków na badania i rozwój (B+R) w roku 2020 miał osiągnąć poziom 2 proc. PKB. Wszystko wskazuje na to, że cel ten nie zostanie osiągnięty, gdyż wprawdzie udział tych wydatków rośni, podobnie jak za rządów PO/PSL, ale znacznie wolniej. Szanse, by PKB miało osiągnąć 2% również są niewielkie, bo w 2017 r. ledwo przekroczył 1%.

Ogromny nacisk na wsparcie kapitału prywatnego, które miało być wzmocnione specjalnymi kredytami dla firm, co nie było nowością, gdyż system takiego wsparcia funkcjonował za rządów PO/PSL. Teraz jednak okazał się niewypałem, bo przedsiębiorcy mogą liczyć głównie na kredyty konsumpcyjne, udzielane na wysoki procent.

Wzrost stopy inwestycji do 25% to dopiero wtopa pana premiera. Początkowo zakładał on, że cel ten będzie osiągnięty w 2020 roku, potem przesunięto go na 2025 r. Wprawdzie w 2018 roku stopa inwestycji nieznacznie wzrosła, ale i tak jest niższa niż w 2015 r i nie ma szans, by przy takim „wsparciu” PiS ten wzrost się utrzymał.

Wzrost eksportu szybszy niż PKB również można włożyć między bajki, bo tempo eksportu w minionym roku wyraźnie spadło. Podobnie z realizacją celu zakładającego, że Polska to kraj, w którym lokowane są zagraniczne inwestycje, ale polskie firmy coraz więcej będą inwestować za granicą. W 2017 roku inwestycje zagraniczne zmalały i były mniejsze niż w 2015 r. Wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią, że i w tym roku nie możemy oczekiwać żadnego wzrostu.

Morawiecki wskazując na kolejny cel, tym razem społeczny, czyli ograniczenie ubóstwa względnego do poziomu 15,5 % zupełnie zapomniał, że został on zrealizowany już w 2015 roku i nawet nie wspomniał, że w 2018 r. zasięg ubóstwa względnego znowu się zwiększył.

No i ostatni z wyznaczonych celów to wzrost PKB w 2020 roku na głowę mieszkańca do 80% średniej unijnej. On również nie zostanie zrealizowany. Dobra koniunktura w UE właśnie się kończy, a i nie bardzo można liczyć na dalszy napływ imigrantów z Ukrainy, którzy uzupełniali braki w sile roboczej. Niestety, polityka niechętna imigrantom robi swoje.

Raport ekspertów FOR jest mocny w swej wymowie i jednoznacznie pokazuje, jakimi bajkami jest karmiony polski obywatel. Jednak, jak to komentuje jeden z internautów, „(…) nic z tego nie wynika – ponieważ połowa polskiego społeczeństwa żyje w bańce informacyjnej TVPiS (z wydatnym wsparciem kleru), to nie dowie się o tym, dopóki złotówka nie spadnie powyżej 5 PLN za euro, a potem 6 i 7 złotych”.

Jarosław Kaczyński stracił brata w katastrofie lotniczej. Piotr Adamowicz stracił brata w zamachu, motywowanym nienawiścią. Zauważyliście różnicę między nimi? Pierwszy wołał „Kanalie, zdradzieckie mordy”. Drugi apeluje o to, aby śmierć jego brata nie dzieliła Polaków.

Kmicic z chesterfieldem

Komitet Inicjatywy Obywatelskiej chce powołania komisji, która wyjaśni przypadki pedofilii w polskim Kościele. Dziś w Sejmie – na ręce marszałek Witek – złożony został wniosek o zarejestrowanie komitetu. Stworzyli go m.in. Jolanta Banach, Barbara Labuda, Piotr Bauć, Michał Wojciechowicz.

Od dnia zatwierdzenia komitetu przez marszałek Sejmu będzie on miał trzy miesiące na zebranie 100 tys. podpisów pod projektem ustawy o Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia ds. wyjaśnienia pedofilii w Kościele katolickim. Jeśli zbiórka się uda, projekt będzie rozpatrywany przez przyszły Sejm.

– „Obywatelski projekt komisji ds. pedofilii różni się od rządowego tym, że odnosi się do problemu ukrywania pedofilii w Kościele – podkreśliła koordynatorka projektu Jolanta Banach. – „Wprowadza mechanizmy i sposoby, dzięki którym Kościół i jego władze będą musiały współpracować z organami państwa, wydawać dokumenty kościelne. Będziemy mogli skutecznie przeciwdziałać ukrywaniu przypadków nadużyć seksualnych przez duchownych. Krótko mówiąc, nie będzie można przenosić księży, dopuszczać księży po wyrokach do pracy z…

View original post 1 828 słów więcej

 

PiS – zorganizowana grupa przestępcza

Onet.pl pokazał, jak w praktyce wygląda realizacja sztandarowego hasła Prawa i Sprawiedliwości z kampanii wyborczej sprzed czterech lat. Praca, pokora i umiar marszałka Marka Kuchcińskiego kosztowała podatników ponad 4 mln złotych. Portal podliczył koszty lotów na trasie Warszawa – Rzeszów i z powrotem. Kwota powala z nóg, a wpłata dokonana przez marszałka na cele charytatywne w kwocie 15 tysięcy złotych wygląda jak kiepski żart. Trzymając się konwencji filmowej, to Kuchciński wpłacił na przysłowiowe waciki.

Redakcja portalu Onet, jako jedyna jest w posiadaniu kompletu dokumentów pozwalających oszacować koszty podróży i jest to dokumentacja tylko za ostatni rok. Podróże wojskową CASĄ kosztowały podatników 216 tys. zł. Loty śmigłowcem Sokół wyliczono na 1,2 mln zł, a luksusowym rządowym Gulfstreamem to koszt rzędu 675 tys. zł. Sam koszt lotów marszałka wszystkimi rodzajami transportu w ciągu 15 miesięcy daje sumę około 2 mln zł. Wszystkie loty mają status HEAD, co się wiąże z dodatkowymi kosztami. W przypadku lotów HEAD musi być w rezerwie zapasowa maszyna, którą trzeba sprawdzić i która musi wykonać próbny, pusty oblot. Z wyliczeń wynika, że uruchomienie tej procedury to kolejne 2 mln zł.

Rozpasanie władzy jest jedna sprawą, a druga wygląda na jeszcze bardziej poważniejszą. Dzisiejsza Rzeczpospolita informuje o zniszczeniu dokumentacji lotów marszałka Kuchcińskiego za lata 2016 – 2017. Takie wnioski nasuwają się po analizie dokumentów, jakie w zeszłym tygodniu udało się dostać posłom Platformy Obywatelskiej w ramach interwencji poselskiej. Pytania jakie się rodzą po obejrzeniu materiałów obejmują także kwestie bezpieczeństwa. Gazeta pyta, czy po locie z osobą postronną maszyny były sprawdzane pod kątem kontrwywiadowczym i pirotechnicznym.

W weekend pojawiła się informacja, że Nowogrodzka będzie chciała zmusić marszałka do ustąpienia ze stanowiska. W świetle nowych faktów taki ruch nie będzie już wystarczający do zamknięcia całej sprawy. Tu już nie ma miejsca na dywagacje medialne, bo opisane wydarzenia kwalifikują się do wszczęcia śledztwa. Nie wiadomo, jak Kuchciński ma zamiar zwrócić wylatane pieniądze. Nie wiadomo kto wydał polecenie niszczenia dokumentów. Mamy do czynienia ze zdarzeniem, które zaczyna już dotykać innych osób w państwie. Może są to zwykli urzędnicy bez granic oddani służbie partii, a może są to dużo wyżej postawieni ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zdusić pączkującą aferę.

Złoczyńcy PiS niszczą dokumentację swoich przestępstw.

Kmicic z chesterfieldem

O tym, jaka przyszłość czeka marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który z przysługujących mu przywilejów postanowił wycisnąć najwięcej jak się tylko da, dowiemy się pewnie na początku nowego tygodnia. “Na mieście” mówi się, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to jego rezygnacja “ze względów osobistych”, bowiem każde inne rozwiązanie byłoby dla PiS fatalne w skutkach. Odwołać go nie mogą, bo przyznaliby opozycji rację, bronić z mównicy sejmowej w najbliższy piątek, gdy odbędzie się debata nad jego odwołaniem też nie, bo jego zachowania tłumaczyć po prostu nie sposób. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są jednak powoli przygotowywani na szok, jakim będzie odejście formalnie drugiej osoby w państwie i dziś w ten proces włączył się także premier Mateusz Morawiecki.

Podczas odbywającego się w Bojszowach na Śląsku pikniku PiS, szef rządu przekonywał swoich sympatyków że drobne błędy, jakie popełnia ekipa rządząca nie mogą przesłonić wielkich sukcesów, jakie odniosła.

“Chcę żeby Polska rozwijała się w najszybszym możliwym tempie…

View original post 2 013 słów więcej

 

Beata Szydło odniosła galopujący sukces 21:27. Kaczyński, przynieś kwiaty na pogrzeb, pardon: na lotnisko

„Ojej i nie wybrali „najpotężniejszej kobiety świata” na szefową komisji PE – złe ludzie” – to tylko jeden z wielu kpiących komentarzy internautów po głosowaniu w Parlamencie Europejskim nad kandydaturą Beaty Szydło na stanowisko przewodniczącej komisji zatrudnienia i spraw socjalnych. Była premier „przepadła” stosunkiem głosów 27 do 21, przy dwóch wstrzymujących się.

„Mamy do czynienia z odwetem” – stwierdził po głosowaniu europoseł PiS Ryszard Legutko. Podobną narrację przyjęła inna europosłanka PiS Beata Mazurek, która napisała na Twitterze:

W PE dalszy ciąg odwetu za utrącenie przez Polskę i V4 Timmermansa i Webera tzw. szpicen kandidaten i odrzucenie kandydatury Beaty Szydło; stoi za tym lewicowo-liberalny establishment, który ich popierał i nie może pogodzić się z porażką. To kolejny akt politycznej zemsty”. A przed głosowaniem Mazurek udostępniła na Twitterze zdjęcie, na którym widać „2 Beaty”, czyli Szydło i Mazurek właśnie oraz Elżbietę Rafalską. Wszystkie uśmiechnięte, zdają się sądzić, że wybranie byłej wicepremier to tylko formalność.

Kolejny „sukces” PiS w PE tak komentowali internauci: – „Zbyt dobrze poznali Szydło podczas debaty nad praworządnością w Polsce, pamiętają jej nieopublikowanie wyroków TK, wiedzą co robicie z Sądami. Na szczęście jej nie wybrali, bo tam muszą zasiadać profesjonaliści, ludzie szanujący demokrację i praworządność”; – „Język, którego używa Pani wobec oponentów jako żywo przypomina ten z czasów PRL. A ów „establishment” to europarlamentarzyści wybrani w demokratycznych wyborach przez obywateli państw EU. Czyżby nie szanowała Pani woli ludu i podważała legitymację demokratycznie wybranych europosłów”;

 „Tylko reasumpcja głosowania!!! Przecież to skandal! No musi tam gdzieś być jakaś sala kolumnowa! Nie dopuśćcie innych europosłów do glosowania – tylko PiSowcy, przecież wiecie jak to się robi. Wtedy kandydatura „naszej Beaty” 27:1 przejdzie w pierwszym reasumpcyjnym głosowaniu”; – „Jak się nic nie potrafi, nic nie wychodzi i nic z tego nie rozumie, to zawsze można znaleźć wytłumaczenie, że to jest wina SPISKU TAJEMNICZYCH SIŁ”.

PiS wraz Kościołem kantują Polaków, jak potrafią. A przy tym sami rżną głupa.

Kmicic z chesterfieldem

Wirtualna Polska napisała o najnowszym apelu T. Rydzyka, w którym redemptorysta domaga się od wiernych kasy na zakup nowego wozu transmisyjnego dla toruńskiej rozgłośni. Okazją do zbiórki na ten cel będzie zapowiedziana na najbliższy weekend 28. pielgrzymka „Rodziny Radia Maryja” do Częstochowy.

„Zapraszamy wszystkich – przybywajcie osobiście, w grupach zorganizowanych i indywidualnie, różnymi środkami lokomocji. W domach niech zostaną tylko chorzy” – napisał duchowny

Apel nie pozostał bez zgryźliwych komentarzy, bo choć Rydzyk skarży się, iż dotychczasowy sprzęt, jakim dysponuje radio liczy sobie już 16 lat, jest zdezelowany i bez 5 mln zł nie uda się go zastąpić nowym lepszym, to nie wszystkim ta nienowa inicjatywa redemptorysty przypadła do gustu.

Pikanterii dodaje jej precyzyjny instruktarz: „…prosimy o pomoc, o symboliczną ‘Różę’ dla Matki Najświętszej – dla Jej radia, bo to jest Jej radio. Te ofiary składamy w małych namiotach pomiędzy namiotami Fundacji ‘Nasza Przyszłość’, w małych kopertach, podpisanych imieniem, nazwiskiem…

View original post 872 słowa więcej

 

Kaczyński i Morawiecki. Grek Zorba i jego szef

Gen. Mirosław Różański stwierdził, że dwa lata temu nie dość, że Antoni Macierewicz nie chciał kupić samolotów F-35 , to jeszcze zwolnił oficera, który zaproponował w jego obecności takie rozwiązanie. – (…) zmyślać [Różański] umie! – skomentował były szef MON.

W piątek w TVN 24 gen. Mirosław Różański, prezes fundacji Stratpoints i były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, skomentował planowany zakup od Stanów Zjednoczonych samolotów F-35. Według niego Ministerstwa Obrony Narodowej nie stać w tym momencie na taką transakcję. Dodał, że jeszcze dwa lata temu ówczesny minister obrony narodowej Antoni Macierewicz nie uważał tego za dobry pomysł.

– Dotychczas niestety byłem w sytuacjach takich, kiedy jeden z moich podwładnych proponował takie rozwiązanie, żeby wprowadzić tego typu samolot na nasze uzbrojenie, został zwolniony ze stanowiska służbowego – powiedział gen. Mirosław Różański w „Faktach po Faktach”. Wyjaśnił, że Antoni Macierewicz zwolnił oficera dwa dni po złożeniu przez niego takiej propozycji.

Macierewicz: Zmyślać umie!

Antoni Macierewicz odniósł się do tej wypowiedzi na Twitterze. „Różański wciąż nie nauczył się czym jest A2/AD, nie chciał bazy USA, wojsk OT, przesunięcia sił na wschód, ale zmyślać umie! Tymczasem to SPO z 2017, wprowadzone ówczesnym zarządzeniem MON, zakładało zakup F-35” – napisał.

Gen. Różański odpowiada: Pan nie potrafi przyznać się do nieprawdy

Gen. Mirosław Różański nie pozostał dłużny byłemu szefowi MON. Zapytał go na Twitterze, czy zmyślił sobie również wizytę Antoniego Macierewicza i Andrzeja Dudy w Dowództwie Generalnym w listopadzie 2016. „Przebieg tego spotkania jest w środowisku powszechnie znany, rozmawialiśmy szczerze jak oczekiwał Zwierzchnik SZ” – dodał.

„Różnica między nami jest taka, że ja przyznałem się do niezrozumienia skrótu, a Pan nie potrafi przyznać się do NIEPRAWDY o produkcji okrętów w Szczecinie, budowy śmigłowców z Ukrainą, agenturalnej działalności gen. Kraszewskiego i PORAŻKI we współpracy z Prezydentem RP” – dodał po kilku godzinach.

Chyba już żadna strona polityczna w Polsce nie bagatelizuje znaczenia jesiennych wyborów parlamentarnych. Prawo i Sprawiedliwość już ogłosiło, że w tym roku politycy nie pojadą na wakacje, a Jarosław Kaczyński przedstawia społeczeństwu wizję zagrożeń, przed którymi może obronić Polskę tylko jego partia. Podczas sobotniego zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” w Spale Kaczyński wymienił dwa najważniejsze zagrożenia dla naszego kraju. Pierwszym z nich jest atak na Kościół, a drugi to atak na państwo polskie.

Zdaniem Kaczyńskiego istnieją osoby czy też grupy, które nie akceptują przemian po 1989 r.  I to oni, jak twierdzi prezes PiS, nie są zadowoleni, ” że podmiotowa, silna, rosnąca w siłę Polska jest czynnikiem, który zmienia geopolitykę europejską.”

W wyniku działań „wrogich” sił Polska miała być landyzowana, a nawet pozbawiona własnej armii. Jak oświadczył w sobotę Kaczyński pomysł likwidacji Wojska Polskiego proponował mu w 19991 r, ówczesny premier, Jan Krzysztof Bielecki.

Polska jako podmiot polityki zagranicznej miała być zlikwidowana” – straszył prezes. Oczywiście Kaczyński nie omieszkał dodać, że dzięki polityce PiS realizowane są wielkie przedsięwzięcia geopolityczne, którym ponownie próbują przeszkodzić wrogowie głoszący siłę Polski samorządowej. „Ona nie będzie wielka, tylko w ogóle jej nie będzie. O to tutaj chodzi, chodzi właśnie o zrealizowanie tego planu. Musimy wygrać po to, żeby Polskę obronić” – przekonywał swoich słuchaczy Kaczyński. Słowa prezesa spotkały się, jak zwykle z ostrą krytyką internautów, którzy nie pozostawili na nim przysłowiowej suchej nitki.

Premier Mateusz Morawiecki w trakcie przemówienia na zjeździe Klubów „Gazety Polskiej” dał prawdziwy pokaz politycznej retoryki, opartej na mocno wyimaginowanym obrazie.

Podkreślając rolę zbliżających się wyborów, Morawiecki przyrównał je do starożytnej bitwy pod Salaminą. „A więc teraz będzie bój o wszystko, jak tamta bitwa pod Salaminą i my mamy mniejsze środki niestety, jak ówcześni Grecy również, jak inni spadkobiercy wolności” – mówił premier.

Nawiązując do historii Morawiecki przekonywał, że partia rządząca, pomimo wszelkich trudności, odniesie jesienią zwycięstwo.

To my jesteśmy spadkobiercami starożytnych Greków, Greków wolności, greckiej demokracji, dlatego właśnie bronimy konstytucji przed tymi, którzy chcą ją łamać” – tak „twórczo” przekonywał z mównicy premier Mateusz Morawiecki.

Wraz z oświadczeniem publikacja 12-stronicowej analizy komunikatu Ministerstwa autorstwa karnistów z Krakowa. Cała analiza wraz z oświadczeniem: kipk.pl/dokumenty/oswi…

Siedlisko ancymonków – PiS

Prawo i Sprawiedliwość lubi chwalić się tym, jak to spółki Skarbu Państwa pod jego zarządem wstają z kolan, a za pomocą repolonizacji przywracane służbie narodowi są kolejne “perły w koronie”. Choć przedstawiany obraz w TVP wydaje się kuszący, to jednak nie wzbudza on zaufania ludzi najbardziej zorientowanych w realiach rynku w Polsce – inwestorów. Ci ostatni bowiem coraz bardziej sceptycznym okiem patrzą na największych gigantów energetycznych, których notowania na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych nieustająco spadają. Świadczy o tym dobitnie wartość indeksu WIG-energia, który skupia notowane na parkiecie firmy energetyczne. Od swojego powstania 1 stycznia 2010 r. stracił 48 proc. wartości. Stan ten pokazuje skalę nieufności wobec państwowych gigantów, ponieważ notowania na giełdzie uchodzą za papierek lakmusowy oceny kondycji danej branży.

W tym przypadku największe przełożenie na notowania ma PGE, która sama stanowi ponad 52 proc. WIG-energia. Cena akcji spółki w omawianym okresie spadła bowiem z 24,34 zł do zaledwie 8,97 zł. Podobnie Enea z 21,3 zł do 8,31 zł i Tauron z 5,05 zł do 1,53 zł. Biorąc pod uwagę ostatnie 12 miesięcy, sytuacja także jest trudna. PGE straciła 14,2% wartości, Enea 21,4%, Energa 22%, a najwięcej Tauron, ponieważ aż 35%.

Tymczasem, mimo tak radykalnego spadku notowań produkcja energii w Polsce cały czas rośnie. Takie wyniki ciężko zatem zrzucić na brak popytu na energię i spadek wydajności sektora. Oczywiście na wspomnianą sytuację duży wpływ mają ogólnie nie najlepsze nastroje na GPW, jednak status spółek Skarbu Państwa zdaje się nie służyć ocenie kondycji gigantów. Państwo zasłynęło w ostatnich latach wykorzystywaniem spółek energetycznych do ratowania górnictw (wykup nierentownych kopalń), planami wydrenowana ich na potrzeby budowy elektrowni atomowej, czy nawet dalszej rozbudowy energetyki węglowej, czego przykładem jest ekonomicznie nieopłacalny projekt nowego bloku w Ostrołęce. Nieracjonalne decyzje za setki milionów lub miliardy złotych nieuchronnie pogarszają w oczach inwestorów perspektywy przyszłych zysków. Do tego rotacje na stanowiskach kierowniczych i szerokie praktyki stawiania na Misiewiczów nieuchronnie podważają zaufanie do państwowych spółek.

Widać zatem wyraźnie, że mieszanie się państwa w działalność gospodarczą, choć jest korzystne dla bieżącej ekipy rządzącej, to jednak nie jest już takie dla samych firm i gospodarki. Zawsze bowiem, kiedy polityka zwycięża z ekonomią i zdrowym rozsądkiem, to pojawia się niegospodarność…

PiS to siedlisko ancymonków.

Kmicic z chesterfieldem

Podczas 82 posiedzenia Sejmu 16 nowych posłów złożyło ślubowania poselskie, zajmując pozycje polityków wybranych do Parlamentu Europejskiego.

W drodze głosowania nowym wicemarszałkiem Sejmu została Małgorzata Gosiewska w miejsce Beaty Mazurek, która udaje się do Brukseli.

Za kandydaturą Gosiewskiej głosowało 246 posłów, 121 było przeciw, 38 wstrzymało się od głosu.

Nieobsadzone pozostają nadal dwa miejsca: po posłance PiS Elżbiecie Kruk oraz pośle PO Andrzeju Halickim.

View original post 1 570 słów więcej

„Ktoś panią oszukał. Nie ma żadnego problemu z demokracją w Polsce. Wszystko jest doskonale” – tak na pytanie dziennikarki o stan praworządności w naszym kraju odpowiedział Andrzej Duda. Prezydent przebywa z oficjalną wizytą w USA. Po tej wypowiedzi Dudy prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump dodał: – „Tak też słyszałem”. 

„Uff, co za ulga. Trump też uważa, że trójpodział władzy, kontrola społeczna państwowych instytucji i wolne media publiczne są Polsce niepotrzebne. Za nazistów uznano, że Polakom jest niepotrzebna wyższa edukacja, więc po co im teraz wysokiej jakości demokracja. Wystarczy byle co” – skomentował na Twitterze pisarz i dziennikarz Ziemowit Szczerek.

 „Wg Trumpa w Polsce nie ma problemów z demokracją, ale według Trumpa nie ma ich także w Rosji i na Węgrzech, a świetnym gościem jest jego zdaniem Kim Dzonh Un. Na mierniczego demokracji i recenzenta ludzi wybrałbym więc jednak kogoś innego” – napisał Tomasz Lis z „Newsweeka”.

Na Twitterze zawrzało: – „W czasach gdy Trumpowie i Dudy są prezydentami zwykły człowiek powinien zamknąć się w swojej skorupie i przespać te czasy. Ale to niewykonalne”;

„Zobaczymy, jak się będzie tłumaczył przed Trybunałem Stanu”; – „Z księżmi-pedofilami też nie ma problemu, zostali albo przeniesieni do innych parafii, albo zburzono ich pomniki…” – komentowali internauci.

Prof. Jadwiga Staniszkis o Dudzie:

Więcej >>>

O Dudzie jako Dupie tutaj >>>