Marian Banaś przed komisją senacką odkryłby korupcję mafii pisowskiej

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki poinformował, że senatorowie poważnie rozważają wezwanie Mariana Banasia do złożenia wyjaśnień. Szef Najwyższej Izby Kontroli miałyby wypowiedzieć się na temat niejasności w sprawie oświadczeń majątkowych i wyłudzeń VAT przez jego byłych współpracowników.

– Rozważamy wezwanie pana Mariana Banasia, szefa NIK, na wyjaśnienia. Senackie komisje mają, oprócz tego, że nie mogą powoływać komisji śledczej, niemal takie same uprawnienia, jak komisje sejmowe. Rozważamy to całkiem poważnie – powiedział cytowany przez dziennikarzy Polsat News nowy marszałek Senatu.

Marian Banaś może zostać wezwany na wyjaśnienia do Senatu

Tomasz Grodzki chciałby wyjaśnień od Mariana Banasia, które mają dotyczyć między innymi nieścisłości w oświadczeniach majątkowych. Prezes Najwyższej Izby Kontroli miał nie wykazać w oświadczeniu wszystkich nieruchomości, których był właścicielem. 16 października Centralne Biuro Antykorupcyjne zakończyło kontrolę oświadczeń Banasia, jednak nie ujawniono zastrzeżeń, jakie pojawiły się podczas śledztwa.

Dodatkowo CBŚP zajmuje się sprawą dwóch podwładnych Mariana Banasia, którzy mieli kierować mafią VAT-owską. Wśród zatrzymanych ma być jeden z najbliższych współpracowników obecnego szefa NIK, który wówczas był szefem Ministerstwa Finansów. Do tej pory zarzuty usłyszało łącznie 15 osób.

– Po 11 godzinach lotu stało się: pierwszy w historii polski obywatel przekroczył granicę Stanów Zjednoczonych bez wizy – ogłosiły wtorkowe „Wiadomości” TVP, które z tej okazji przygotowały dla widzów szoł w amerykańskim stylu. Jak się okazuje bohater materiału nie jest osobą z przypadku.

„To był faktycznie historyczny i pełen emocji moment” – od tych słów zaczyna się materiał przygotowany przez TVP dla uczczenia pionierskiej podróży. Jego głównym bohaterem jest niejaki Marcin Bakalarski – mężczyzna, który zarejestrował się w umożliwiającym podróż do USA systemie Esta tuż po północy z 10 na 11 listopada.

Na Polaka bez wizy czekała niespodzianka

Jak podkreślają „Wiadomości TVP” historyczne lądowanie potwierdzili to amerykańscy urzędnicy, którzy kilkakrotnie składali gratulacje Polakowi. Jednak komplementy pracowników lotniska pod adresem Bakalarskiego zbladły wobec „niespodzianki” udokumentowanej przez publiczną telewizję.

„Pierwszy Polak bez wizy” przywitany został przez słynnego koszykarza Marcina Gortata. – To niesamowita możliwość dla Polaków, żeby zobaczyli american dream – powiedział z prawdziwie amerykańskim akcentem koszykarz NBA. – To symbol wielkiego partnerstwa – dodał Artur Wróblewski, ekspert TVP.

Jak podkreślają „Wiadomości TVP”, symboliczna podróż odbyła się w Dzień Niepodległości. – 11 listopada wypełnił wniosek, 11 listopada wyleciał i 11 listopada, dzięki zmianie strefy czasowej, pierwszy Polak bez wizy wylądował w USA – zauważa prezenter TVP. – Teraz już każdy Polak, tak jak Marcin Bakalarski, może się cieszyć pięknem USA – zapewniają autorzy „Wiadomości”.

Nikt nie będzie miał już jednak zaszczytu być pierwszym Polakiem bez wizy w USA. Co ciekawe, Marcin Bakalarski nie jest postacią zupełnie przypadkową: poza licencjatem z amerykanistyki pochwalić może się polityczną karierą. W przeszłości był on rzecznikiem PiS w Łowiczu, społecznym asystentem senatora Przemysława Błaszczyka oraz posła Marka Matuszewskiego (obaj z PiS), jak również kandydatem na posła z Kongresu Nowej Prawicy.

Pierwszy Polak bez wizy rozpala wyobraźnię

Materiał TVP wywołał entuzjazm w mediach społecznościowych.

To mały krok dla Marcina, ale wielki skok dla ludzkości

– napisał jeden z komentujących.

‚Pierwszy Polak bez wizy szuka żony’ – nowe reality show już od grudnia tylko w TVP

– dodał inny.

Marian Banaś przed senacką komisją to byłaby prawda o PiS dla elektoratu tej partii.

Kmicic z chesterfieldem

Andrzej Bober o  inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu, otwartym przez marszałka seniora Antoniego Macierewicza (PiS).

Macierewicz w Sejmie

Chociaż w poprzedniej kadencji Sejmu przeprowadzono fundamentalne zmiany, odpowiedzialność za ostateczne uporanie się z ciemną spuścizną komunizmu spada na nas. (…) Absolutna większość wyborców wsparła te ugrupowania, które jednoznacznie odwoływały się do wartości narodowych, niepodległościowych, katolickich. (…) Wiemy jaką cenę płacimy za porozumienia Okrągłego Stołu i jak wygląda kolejna faza postmarksistowskiego ataku oraz dokąd prowadzi ideologia gender. (…) Naród, który nie jest w stanie obronić swojej niepodległości i odbudować potencjału demograficznego, musi upaść.

– Ani prezydent, ani Marszałek Senior nie przywitali przedstawicieli sądownictwa, pani Prezes TK, pani Pierwszej Prezes SN, ani Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Bardzo wymowne przemilczenie – komentuje poseł Franciszek Sterczewski.

Marcelina Zawisza (posłanka): Macierewicz podczas swojego przemówienia mówił o całkowitym zakazie aborcji. Polska już teraz ma barbarzyńskie prawo. Lewica się nie boi – ani Macierewicza, ani księży…

View original post 867 słów więcej

 

PiS jest akuszerem faszyzmu

Kiedy dziewięć lat temu przyszedł na świat mój syn, byłem przekonany, że będzie żył w rzeczywistości dużo lepszej od tej, w której ja przeżyłem swoje dzieciństwo i lepszej od tej, w której przeżywam swoją dorosłość. Jednego byłem pewien. Byłem przekonany, że mój syn nie będzie żył w kraju, w którym państwo będzie sankcjonowało przemoc, dogmaty jednej religii i jednego wyznania będą miały wpływ na działania legislacyjne państwa, a telewizja publiczna będzie różniła się od tej z wczesnych lat osiemdziesiątych wyłącznie tym, że spikerzy nie będą umundurowani.

Kiedy w 2016 roku, urodziła się moja córka, nie byłem już tak optymistycznie nastawiony, wydawało mi się jednak, że ten bogobojny ludek, „swój rozum ma” i że istnieje jeszcze jakaś granica, jakaś miara, która sprawi, że ci, którzy próbują zrobić z tego kraju połączenie bananowej republiki, w której katolicka wersja faszyzmu łączy się z putinowską kpiną z demokracji, zostaną w jakiś sposób zweryfikowani, że ten bogobojny ludek nosi w sobie jakiś rodzaj „umiłowania wolności”, o którym tyle napisano na tej ziemi wierszy, którą na stronicach tylu ksiąg opiewa się i hołubi. Głupi ja.

Więc, kiedy wraz z kolejnymi kompromitacjami tej władzy, przy których „ośmiorniczki” to tylko niepoważny numer kilku buców, którym się wydawało, że nikt się nie dowie, kiedy po tym, jak ta władza jawnie i wprost pokazuje, że za nic ma zasady, którymi kierują się zachodnie demokracje, po tym, jak ta władza bije w każdą instytucję, która tę władzę miałaby kontrolować w jej faszystowskich dążeniach, po tym, jak prominentni funkcjonariusze tej władzy przyłapywani są na kłamstwach, oszustwach i szczeniackich numerach z jakimś trollingiem w sieci, po tym, jak ta władza skazuje tych, którzy przeciwko zapędom tej władzy protestują i umarza postępowania przeciwko tym, którzy tych protestujących biją i lżą, kiedy wobec tego, tej władzy wciąż rośnie społeczne poparcie, kiedy im rosną sondażowe słupki, kiedy ten bogobojny ludek wciąż jest tą władzą zachwycony i tę władzę nieustannie, z coraz większą mocą popiera, w imię swojego poczucia sprawiedliwości, w swojej istocie „ludowego” więc ze sprawiedliwością mającą, mniej więcej, tyle wspólnego co „ludność” ma wspólnego z tym, co nazywamy „społeczeństwem”, wobec tego wszystkiego, kiedy przyglądam się moim dzieciom, z ogromną obawą patrzę w przyszłość. Ich przyszłość.

Zastanawiam się, czy mój syn nie zostanie kiedyś „wezwany do służby ojczyźnie z bronią w ręku” i z „głową na karabinie” nie zalegnie w jakimś okopie, kiedy już na wszystkich się obrazimy i zostanie mam wyłącznie „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Święta Trójca. Wieczny pretekst i wieczne usprawiedliwienie. Czy moja córka nie zostanie pozbawiona prawa decydowania o własnym ciele i własnej płodności, ponieważ grupa mężczyzn uzna, że to się spodoba jakiemuś Bogu, który dla nich akurat wydaje się, z jakiegoś powodu, punktem odniesienia, ponieważ jakiś bezdzietny, schorowany, starzejący się kawaler uznał, że nie ma moralności poza Kościołem, tak jak kiedyś miało nie być poza nim zbawienia.

Ja tutaj uprawiam taki patos, którego sam się brzydzę, i który mnie samego trochę śmieszy, a trochę przeraża, ale to dlatego, że do niedawna myślałem, że przebudzenie tego bogobojnego ludu nastąpi, kiedy wstrząśnie nim małość tej władzy, jej pokraczność i nieudolność. Myliłem się, ponieważ pokraczność i nieudolność tej władzy jest szyta na miarę, dlatego świetnie się w tym fasonie czuje ów bogobojny ludek.

Dlatego współczuję moim dzieciom, że przyszło im żyć w ojczyźnie „wielkiego papieża Polaka”, ponieważ żadne przebudzenie nie nastąpi. Nie nastąpi dlatego, że po tych wszystkich latach, przez które ten ludek żywił w sobie przekonanie o swojej wyjątkowości, o swoim powołaniu do rzeczy wielkich, po tym wszystkim, co się na tej ziemi wydarzyło i wciąż się wydarza, przebudzenie wiązałoby się z bolesną świadomością, że oto jesteśmy tak głęboko w dupie, że ostatni promyk światła zgasł już lata temu, a nikt nie lubi dnia zaczynać od przykrych prawd na swój temat. Otyły woli wierzyć w to, że ma lekką nadwagę, mniej urodziwy, powtarza sobie, że uroda jest rzeczą gustu, głupiec jest przekonany o swojej wyjątkowości i powołaniu go do rzeczy wielkich. Tak że, jak na razie, śpimy.

A ja patrzę na moje dzieci i myślę, że nie po to siostra mojej babki „dała głowę” w Auschwitz, żeby mi teraz rodacy „na prawicy” urządzali faszystowską Polskę. Będę o tym pamiętał w październiku, przy urnie. Państwo też pamiętajcie. Bo faszyzm nie przychodzi „gotowy”. On się robi. Powoli. Robi się przez zaniedbanie i przez krótką pamięć. Grubo? Być może. Ale w Polsce albo chudo, albo grubo. Nic pośrodku. A ja chciałem, żeby tym razem, było po polsku.

Zawsze fascynowała mnie ta fiksacja prawicy na Stany Zjednoczone. Na Amerykę w ogólności. Natomiast, kiedy mowa o amerykańskiej armii, dochodzi wtedy „na prawicy” do pobudzenia o charakterze niemal erotycznym. Wydawać by się mogło, że amerykański żołnierz to jest obiekt westchnień i uniesień prawicowych polityków. To jest jakiś archetyp męskości i ta męskość ich najwyraźniej stymuluje. Tym bardziej że jest w ten archetyp wpisana jakaś przemoc. A ta, z kolei, na prawicy, zawsze cieszy się uznaniem.

Więc, kiedy poseł Sasin odnosi się do wizyty Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych i mówi o tej wizycie, że jest to „absolutny przełom” w relacjach Polski ze Stanami Zjednoczonymi, nie jestem tym entuzjazmem specjalnie zaskoczony. Przeciwnie. Entuzjazm posła Sasina wydaje mi się „absolutnie” naturalny.

Jest tak dlatego, że wizyta dotyczy „obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce”, a mówiąc ściśle „deklaracji bardzo silnej obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce, z konkretami, ze wskazaniem konkretnych miejsc, gdzie będą ulokowane siły amerykańskie”.

Czyli znowu to, co „Tygryski lubią najbardziej”, mianowicie, amerykańskie wojsko. „Absolutnie”. Amerykańskie „siły”. Siła i moc naszego sojusznika. Cóż bardziej pobudzającego dla posła Sasina.
„Absolutnie” nic.

Czy nie czujecie Państwo mrowienia na dnie żołądków? Czy nie wędrują wam po plecach przejmujące dreszcze? Wyobraźcie to sobie: Umundurowani, amerykańscy chłopcy, uzbrojeni po zęby w nowoczesne, śmiercionośne urządzenia i w futurystyczny sprzęt bojowy. I co? Dalej nic? Zero przyjemnego napięcia? No właśnie. Tymczasem chłopcy „na prawicy”, na samą myśl o tym, dostają gęsiej skórki.

Odnoszę wrażenie, że sytuacją modelową dla prawicy byłaby amerykańska okupacja. Wtedy poseł Sasin mógłby poczuć się bezpiecznie. Mógłby z jeszcze czystszym sumieniem powiedzieć, że doszło do „absolutnego przełomu”. Cóż to byłby za przełom, gdyby nagle okazało się, że tutaj też jest Ameryka. Wtedy, poseł Sasin, mógłby używać swojej paraerotycznej retoryki stwierdzając z jeszcze większą (Państwo wybaczą) satysfakcją, że amerykańcy żołnierze „zakorzenią się” w Polsce na stałe. Zakorzenią się „absolutnie”.

Naturalnie wizy dla Polaków jak były tak są. Ale, ostatecznie, jakie to ma znaczenie w obliczu faktu, że nam sojusznik, na terenie kraju, gotów jest zapuścić swój „korzeń”. Żadnego to nie ma znaczenia. Żadnego. „Absolutnie”.

Obserwując polską scenę polityczną po stronie opozycji zauważalna jest rosnąca z każdym miesiącem frustracja. Politycy nie lubią o tym mówić, gdyż zawsze w walce należy głosić pewność zwycięstwa, ale zarówno w kuluarach jak i w samym elektoracie rośnie poczucie bezsilności. Uczucie to wynika w znacznej mierze z tego, że nie ma dłużej znaczenia, jakie argumenty zostaną wysunięte, czy fakty przytoczone. Premier jak i cały obóz rządzący udowadniają dziś bowiem, że prawda nie ma w polityce znaczenia, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w ciągu ostatnich 30 lat. Kiedyś bowiem politycy również manipulowali, ale złapani na gorącym uczynku ponosili bowiem konsekwencje i kajali się przed mediami. Nie było również tak, że publicznie powtarzano stwierdzenia sprzeczne z faktami, które można sprawdzić w 3 sekundy za pomocą Googla. Mateusz Morawiecki już dziś jest pierwszym urzędującym premierem z wyrokiem za kłamstwo, ale polityk nic sobie z tego nie robi i brnie dalej w kolejne oszustwa, wprawiając bezczelnością w szok. Szef rządu w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” odpierał zarzuty o populistyczne i destrukcyjne dla gospodarki podwyższanie płacy minimalnej powołując się na argument w postaci korelacji zamożności krajów i wysokości najniższego wynagrodzenia:

“Nie bez powodu najwyżej rozwinięte dziś państwa Zachodu, Szwecja, Holandia, Niemcy, Dania, mają najwyższe płace minimalne”.

Był to element podważania wiarygodności całego przekazu oponentów:  “Narracja KO kompletnie się nie klei. Mamy w okresie rządów czterech lat PiS najwyższy przyrost średniego wynagrodzenia w porównaniu z poprzednimi kadencjami wszystkich poprzednich rządów. Generalnie całość wzrostu płac jest spójna z tempem podnoszenia płacy minimalnej”.

Problem jednak w tym, że Mateusz Morawiecki powołał się na przykłady krajów, które nie dość, że nie mają wysokiej płacy minimalnej, to na dodatek… nie mają jej w ogóle zapisanej w prawie. Będące wzorem państw dobrobytu Szwecja i Dania nie posiadają tego typu regulacji, a jednak mimo to nie są strefami głodowych wynagrodzeń. Jest wręcz przeciwnie, te dwa kraje są w czołówce państw jeśli chodzi o udział płac w PKB i niewielkie rozwarstwienie dochodów populacji. Wszystko to udało się bez płacy minimalnej. Jednak warunkiem sukcesów opiekuńczych krajów nordyckich było postawienie na wolność gospodarczą. Uchodzące za oazę socjalizmu kraje północy Europy są bowiem równocześnie swoistymi liderami indeksów wolności gospodarczej i innowacyjności gospodarek. Są to zatem kraje kapitalistyczne, które wtórnie użyły zasoby do prowadzenia szerokich programów socjalnych.

W przypadku Niemiec premier także był daleki od prawdy. Ten kraj uchodzi od dawien dawna w narracji PiS za symbol sfinansowania dobrobytu, jednak za Odrą płaca minimalna pojawiła się dopiero w 2015 roku. Nasz zachodni sąsiad nie zawdzięcza zatem swojej pozycji takiemu rozwiązaniu, ale raczej bogactwo pozwoliło Niemcom sfinansować taką politykę.

Tworzenie tak elementarnych fake newsów przez szefa rządu powinno skończyć się w cywilizowanym kraju dymisją, jednak PiS doprowadził do takiej radykalizacji sceny politycznej, że obywatele są już na wszystko znieczuleni. Premier kłamczuszek, szef Najwyższej Izby Kontroli zamieszany w nielegalny sexbizes czy szef KNF grożący szefowi prywatnego banku. Od upadku standardów oczekiwanych od polityków jest jednak tylko krok do upadku samego państwa.

Ciemnogród PiS wcale nie jest taki sobie zbaraniały, jest właśnie poprzez głupotę niebezpieczny, będą wszystko robić, aby nie oddać władzy, oszukiwać, manipulować, a nawet przelewać naszą krew.

Kmicic z chesterfieldem

Nielogiczne? Nie martwcie się. Jeżeli PiS wygra wybory, to takie informacje nie będą Was więcej niepokoić. Po prostu nie będzie miał kto o tym informować. #wolneMedia

Jachira: Zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra

– Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra. Muszę [być pewna siebie], bo gdybym w to nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wszystko co robię, to robię to, w co wierzę – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Prowadzę bardzo aktywną kampanię. Codziennie jestem na ulicy. Cały czas rozmawiam z ludźmi i naprawdę wierzę w to, że my jesteśmy w stanie wygrać i uważam że tylko mocny przekaz, który pokazuje całą obłudę obecnej władzy… Po prostu marzę o wolności, o tym, żeby każdy w moim, naszym kraju mógł żyć tak, jak chce – dodała.

Jachira: Gombrowicz też byłby hejtowany tak…

View original post 2 010 słów więcej

 

Morawiecki wie, jak okradać Polskę. Wspierają go bracia Karnowscy

Bracia Karnowscy działają z rządzącymi w symbiozie. Od lat wspierają ich medialnie i wręczają im nagrody. Ze spółek skarbu państwa płyną do braci bliźniaków miliony złotych. Tworzą pełną manipulacji machinę medialną, która nie ma nic wspólnego z dziennikarską rzetelnością. Ale rządzący są zadowoleni, a Karnowskim taki układ się opłaca

11 czerwca 2019 na gali z okazji dziewiątej rocznicy powstania portalu wPolityce.pl gościem był premier Mateusz Morawiecki. Od twórców portalu, braci Jacka i Michała Karnowskich, otrzymał nagrodę – Biało-Czerwone Róże. Nagroda przyznawana jest za „wzmacnianie narodowej wspólnoty i państwa polskiego

Premier przemawiał na gali: „Przyjaciele wolnego słowa, przyjaciele Polski, bardzo dziękuję za tę piękną nagrodę i czuję, że jest to nagroda dla wielu osób, z którymi dane mi było pracować tak blisko nad tym, żeby spełnić cząstkę marzeń, które mieliśmy kilka lat temu”.

Koncern medialny braci

Portal wpolityce.pl został założony w czerwcu 2010, a jego redaktorem naczelnym został Michał Karnowski.

Jacek Karnowski w latach 2009-2010 był szefem „Wiadomości” TVP. Powołany na to stanowisko został w październiku 2009, gdy obowiązki prezesa TVP pełnił Bogusław Szwedo, który do Rady Nadzorczej TVP trafił w styczniu 2007 z rekomendacji Elżbiety Kruk z PiS.

W sierpniu 2010 ponownie zmienił się zarząd TVP, z władz telewizji usunięto osoby związane z PiS. Karnowski został zwolniony 29 października 2010. Przygarnął go brat bliźniak i wspólnie tworzyli prawicowy portal.

Rok później Jacek został także zwolniony z radiowej Trójki, w której prowadził wywiady polityczne. Wyleciał, ponieważ… nie przychodził do radia na rozmowy, które miał prowadzić. Do radia sprowadził go Krzysztof Skowroński, którego na czele Trójki zainstalowało PiS w 2006 roku. „Te wywiady są jednostronne, jestem w stanie przewidzieć, jak rozmowa będzie wyglądała. Więc wychodzę ze studia. Bo co mam tam siedzieć?” – mówił o Karnowskim w 2010 roku „Wyborczej” Wojciech Mann, jeden z najbardziej znanych dziennikarzy stacji.

Od tego czasu stworzyli medialny koncern, którego częścią są portal wPolityce.pl, tygodnik „Sieci” (wcześniej „wSieci”) i telewizja internetowa wPolsce.pl. Szczególnie portal Karnowskich (telewizja powstała w 2017 roku) pokazywał przed 2015 rokiem, jak może wyglądać medium w stu procentach opanowane przez dziennikarzy, którzy sprzyjają PiS – ich portal jest stronniczy, manipulacyjny i często mijający się z prawdą, jeśli to służy PiS.

W służbie partii

Dziś w przestrzeni medialnej prawica ma szerszą reprezentację, do PiS należy telewizja publiczna. Bracia Karnowscy nie schodzą jednak z obranej drogi chwalenia partii rządzącej i atakowania wszystkich, którzy PiS są nieprzychylni – zarówno polityków jak i dziennikarzy.

Karnowscy wzmacniają przekaz rządzącej, kreują tematy, które komentują później politycy.

Na okładkach swojego pisma umieszczali m.in.:

  • Tomasza Lisa w nazistowskim mundurze z zakrwawionym różańcem w ręku z podpisem „prawie jak Goebbels”;
  • Ewę Kopacz w burce (muzułmańskim nakryciu głowy) z ładunkami wybuchowymi;
  • Zdjęcie Donalda Tuska i Władimira Putina z 10 kwietnia 2010, gdzie Tusk rzekomo cieszył się ze śmierci Lecha Kaczyńskiego;
  • Białą kobietę ubraną we flagę Unii Europejskiej, którą dotykają ciemnoskóre ręce z podpisem „islamski gwałt na Europie”.

Na portalu wPolityce.pl regularnie publikują wyniki sondażów pracowni Social Changes. Pisaliśmy już o tej firmie. Jej właścicielem jest Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty, która na co dzień walczy z rozwodami, homolobby i bezdzietnymi kobietami. Dziwnym trafem wyniki te zawsze zgadzają się z polityką rządu. Z najnowszego sondażu Social Changes dowiadujemy się, że Polacy nie chcą, aby samorządowcy angażowali się w politykę krajową.

Układ

Z finansowego punktu widzenia decyzja, aby linia redakcyjna była zgodna z linią PiS, jest racjonalna. Do ich wydawnictwa wpływają się miliony złotych z reklam spółek skarbu państwa. Ale medialny koncern Karnowskich od początku miał zapewnioną stabilną sytuację finansową.

Właścicielami Fratrii – wydawcy „wPolsce”, „Sieci”, wPolityce.pl, a także portali wNas.pl i wGospodarce.pl :

  • Spółdzielczy Instytut Naukowy G. Bierecki Spółka Jawna (28 000 udziałów o łącznej wartości 2,8 mln zł),
  • Apella Spółka Akcyjna (15 606 udziałów o łącznej wartości 1,56 mln zł).
  • Jacek Karnowski (9050 udziałów o łącznej wartości 905 tys. zł).

Wzajemne relacje tych spółek i osób przypominają układ zamknięty. Prezesem Fratrii i agencji reklamowej Apella jest ta sama osoba – Romuald Orzeł, były prezes TVP z lat 2009-2010.

Tygodnik Karnowskich powstał w 2012 roku, Apella zajmowała się wówczas m.in. obsługą reklamową SKOK-ów braci Biereckich. Dziś na swojej stronie internetowej, Apella chwali się realizacjami reklamowymi Kas Stefczyka, spółek skarbu państwa (Lotto, Energa) i urzędów państwowych (Ministerstwo Rozwoju, UOKiK).

Grzegorz Bierecki jest senatorem PiS i twórcą Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Zanim media Karnowskich zasilane były przez spółki skarbu państwa, to SKOK i ich reklamy były ważnym źródłem utrzymania mediów Karnowskich. Ich portal bronił senatora Biereckiego we wszystkich skandalach finansowych, które dotyczyły SKOK.

Media Karnowskich zachowują się teraz podobnie wobec spółek skarbu państwa, które odpowiadają za sporą część ich dochodów.

Odkąd PiS przejął władzę, wydatki spółek skarbu państwa na reklamy wzrosły prawie dwukrotnie – z 61,8 milionów złotych w 2015 roku do 111,6 miliona złotych w 2018 roku. Największym beneficjentem tych reklam są bracia Karnowscy. W latach 2015-2018, spółki skarbu państwa w tygodniku Karnowskich wydały najwięcej spośród wszystkich tytułów prasowych – aż 58 milionów złotych. W samym 2018 roku „Sieci” z państwowych reklam uzyskały 26,5 miliona złotych. To prawie 40 proc. dochodów reklamowych tygodnika.

Wydatki te nie mają rynkowego uzasadnienia – ogromne kwoty przeznaczane są na reklamy w tygodniku, który sprzedaje ok. kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy – między lutym 2018 a lutym 2019 sprzedaż „Sieci” spadła o 20 proc. – z 50 tys. do 40 tys.

Prezesi spółek państwa otrzymują za to dużo propagandowego PR. Oto przykładowe tytuły artykułów na temat Daniela Obajtka, prezesa ORLEN:

  • „Daniel Obajtek z laurem Człowieka Wolności”;
  • „Olechnowicz atakuje, Obajtek tłumaczy”;
  • „Daniel Obajtek w mocnym wywiadzie dla »Sieci«: Wielkie kłamstwo Platformy. Ludzie poprzedniej ekipy rozkradali państwo przez osiem lat”

Karnowscy dają mu z jednej strony pozytywny PR, z drugiej pozwalają bronić się przed wszelkimi zarzutami.

Ukłony dla prezesa

W zeszłym roku, na ósmych urodzinach portalu Karnowskich, nagrodę Biało-Czerwone Róże otrzymał prezes PiS. W przemówieniu Michał Karnowski powiedział wówczas:

„Media, by były prawdziwe, wolne, niezależne muszą być krytyczne. I taki był, jest i pozostanie portal wPolityce.pl”

Zgadzamy się z diagnozą z pierwszego zdania. Nie ma natomiast wątpliwości, że portal wPolityce.pl nie jest niezależny ani krytyczny.

Nabożny ton Michała Karnowskiego wobec Kaczyńskiego ma długą historię. W 2007 roku, gdy prezes PiS był jednocześnie premierem, napisał w „Dzienniku” tekst „Jarosław Kaczyński chce być żelaznym kanclerzem IV RP”. Opisywał tam podróż Kaczyńskiego po Polsce:

„Stewardessa podaje ciepły posiłek. Ale Jarosław Kaczyński nie zdąży już go zjeść, zdąży połknąć tylko kilka kęsów. Za chwilę samolot podchodzi do lądowania. Jest 18:40. Dla premiera to mniej więcej środek dnia, który zakończy się dwie – trzy godziny po północy. Czeka go jeszcze lektura wieczornych raportów dziennych, kilka spotkań i potwierdzenie harmonogramu na jutro. Na sam koniec, już w domu, lektura dokumentów lub książki. Następnego dnia premier wstanie dużo później niż większość z nas, w kancelarii pojawi się około godz. 10 rano.”

W lutym 2019, gdy wybuchła afera Srebrnej, Karnowscy udzielili prezesowi PiS łam, aby mógł się komfortowo wytłumaczyć.

Zadawali prezesowi „trudne” pytania:

„Szanowny Panie Premierze, Mateusz Morawiecki powiedział, że jest Pan w pełni gwarantem uczciwości dla całej Polski, wiarygodności i rzetelności – zgadza się pan z tą opinią?”.

„Bez was nie byłoby dobrej zmiany”

Bracia są specjalistami od zadawania trudnych pytań także innym politykom prawicy:

  • „Czy Tuska dręczą demony?” (do Jarosława Gowina, 2013)
  • „Jak już wspomnieliśmy, wywodzi się pan z harcerstwa, a więc ze środowiska bardzo ideowego. Ile z tej ideowości udało się panu zachować w polityce?” (do Jana Dziedziczaka, 2015)
  • „Na pewno zrobiło się Panu ciepło na sercu, kiedy zobaczył Pan wynik wicepremier Beaty Szydło – ponad pół miliona głosów. Nawet żartowano, że przeżywa dramat, bo nie osiągnęła progu wyborczego, zdobywając „tylko” 3,9 proc. wszystkich głosów oddanych w kraju” (do prezydenta Dudy, 2019)
  • „Nic się pod tym względem u Pana nie zmieniło – wciąż lubi Pan robić selfie” (do prezydenta Dudy, 2019)

„Nie byłoby dobrej zmiany, nie byłoby też zwycięstwa 2015 roku bez was, kochani, bez waszej uporczywej wiary w zwycięstwo” – mówił na gali wPolityce.pl premier Morawiecki, potwierdzając usługową rolę braci wobec  PiS.

>>>

Morawiecki to więcej niż beneficjent III RP, to wielki złodziej.

Kmicic z chesterfieldem

>>>

 „To, co powiedział prezes Jarosław Kaczyński jest absurdalne. To klasyczny przykład fake newsa. Zdecydowanie się temu sprzeciwiam i będę żądał sprostowania, jak również przeprosin” – powiedział były premier Jan Krzysztof Bielecki w Polsat News. Chodzi o wypowiedź prezesa PiS, który stwierdził, że to właśnie Bielecki rzekomo miał proponować likwidację polskiej armii.

„Proponowano mi, a dokładnie to był premier Bielecki, likwidację Wojska Polskiego, Polska miała być krajem bez armii. Polska jako podmiot polityki zagranicznej miała zostać zlikwidowana” – stwierdził prezes PiS podczas sobotniego Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” w Spale. Więcej na ten temat w artykule „Kaczyński ogłosił publicznie kolejne zagrożenie, przed którym może obronić Polskę tylko PiS”.

„Nie jest problemem, że jest taki JK i czasami bredzi. Problemem jest to, że duża grupa ludzi uwierzy w te brednie, bo wypowiedział je sam JK” – skomentował jeden z internautów.

„JK: „Proponowano wtedy (w 91), a dokładnie premier Bielecki, likwidację Wojska…

View original post 975 słów więcej

 

Kononowiczów w PiS multum – Jacek Żalek

Poseł Jacek Żalek (Zjednoczona Prawica) udzielił wywiadu Robertowi Mazurkowi w Dzienniku Gazecie Prawnej.

Dlaczego Polskę oddaliśmy gamoniom?

Kmicic z chesterfieldem

Zbigniew Ziobro zapowiada pozew przeciwko naukowcom z Uniwersytetu Jagielońskiego, którzy odważyli się skrytykować wprowadzone przez niego zmiany w kodeksie karnym.

Ostatnie dni w mediach to pokaz samozadowolenia polskich polityków, którzy chełpią się “sukcesem” w staraniach na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. Przyjęcie z honorami w Białym Domu, zwiększenie obecności sojuszników i w końcu zakup supernowoczesnych samolotów F-35 świadczyć mają o rosnącej sile naszego potencjału obronnego. Modernizacja sił zbrojnych pod auspicjami PiS ma bowiem przeżywać złote czasy, kiedy już podpisano kontrakt na dostarczenie “Patriotów” oraz artylerii dalekiego zasięgu, a kolejne zakupy są w toku, a jakby tego było mało liczebność naszej armii ma ulec istotnemu zwiększeniu. Obraz rosnącego potencjału obronnego i mit dobrego gospodarza nie wytrzymuje jednak starcia z danymi o całościowym stanie naszego wojska i wpływu przyjętej przez PiS strategii na jego potencjał. Druzgocąca analiza błędów obecnej linii MON została właśnie stworzona na zlecenie Ośrodka Analiz Strategicznych.

Wyczytamy w niej, że…

View original post 1 700 słów więcej

 

Kliki PiS zablokowały się. Ziobro, Morawiecki et consortes

– Ministerstwo Sprawiedliwości pozwie za kłamstwo profesorów i doktorantów krakowskiego uniwersytetu do sądu. Są bowiem granice krytyki i politycznych sporów, których przekraczać nie wolno – zadeklarowali przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości. Resort chce pozwać pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy krytykowali nowelizacje kodeksu karnego.

>>>

Kliki PiS zablokowały się.

Kmicic z chesterfieldem

Co tak w Polsce śmierdzi?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński pozywa Platformę Obywatelską i jej posłów za łączenie go z aferą dotyczącą spółki Srebrna. – Jarosław Kaczyński postanowił zakneblować nam usta w sprawie Srebrnej – komentuje pozew Krzysztof Brejza, a Marcin Kierwiński dodaje: – Panie prezesie Kaczyński, jest pan jednym z obywateli tego państwa i obowiązuje pana to samo prawo, co innych obywateli.

Jarosławowi Kaczyńskiemu nie spodobało się to, że posłowie opozycji dopytywali o jego powiązania ze spółką Srebrna i aferą dotyczącą budowy dwóch wież w Warszawie.

Pozew dotyczy zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i poszczególnych posłów – Krzysztofa Brejzy, Cezarego Tomczyka i Marcina Kierwińskiego. Chodzi o ochronę dóbr osobistych.

– Jarosław Kaczyński postanowił zakneblować nam usta w sprawie Srebrnej – komentuje pozew Krzysztof Brejza. – Będziemy pytać o to imperium, o oligarchię, która uwłaszczyła się na majątku publicznym poprzez spółkę Srebrną. Będziemy pytać o ten biznes deweloperski, interes życia Jarosława Kaczyńskiego, o szczegóły negocjacji z biznesmenem austriackim, i będziemy pytać, co w biurze partii robił prezes banku – dodaje Krzysztof Brejza.

Kilka pytań opozycji

Posłowie opozycji sprawę pozwu Kaczyńskiego…

View original post 1 581 słów więcej

 

Duda: ekshibicjonizm pustaka w USA

Mój ostatni artykuł, dotyczący rozpoczynającej się wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA zawierał krótką analizę relacji polsko – amerykańskich i ewentualnego przebiegu tego, co mogło się, według mnie, podczas spotkania oby prezydentów wydarzyć. Dziś, już na spokojnie, bo po zakończeniu oficjalnej części wizyty, można dokonać pewnego podsumowania, które jednakowoż także oparte jest głównie na przypuszczeniach tego, jakie mogły być jej kulisy. Podtrzymuję swoją opinię zawartą w poprzednim tekście w kwestii tego, że wizyta nie przyniosła żadnych szczególnych wydarzeń; nie doszło więc wbrew temu, co mówią i piszą kręgi rządowe i przychylne im media, do jakiegokolwiek przełomu. Tym bardziej na skalę porównywalną do tego, czym było przystąpienie Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego w 1999 roku. Jeśli ktoś tak właśnie twierdzi, to nie wie, co mówi!

Wspominałem wcześniej m.in. o możliwych „niewygodnych” dla naszego prezydenta okolicznościach i pytaniach dotyczących sytuacji społeczno – politycznej naszego kraju, ale też stanu polskiej demokracji, ze szczególnym uwzględnieniem jej zagrożeń głównie w kontekście trybunałów oraz sądów i próby ubezwłasnowolnienia ich przez PiS i SP. Druga kwestia, o której też pisałem dotyczyła zakulisowych aspektów „restytucji mienia pożydowskiego”. Jak się okazało „słowo ciałem się stało”, choć nie przypisuję sobie tego wątpliwego „sukcesu”, a bardziej może gruntownej analizie tego wszystkiego, co tzw. „mądre głowy tego świata” mówią. Dopiero bowiem zebranie dostępnych informacji oraz ich przetworzenie w sposób zgodny ze sztuką do poziomu społecznej percepcji, pozwala postawić przyjętą diagnozę w sposób wiarygodny i uprawniony.

Odniosłem się więc kolejno do tych obu w/w aspektów wizyty Andrzeja Dudy w Białym Domu. Pomijając brak obycia i generalnie merytorycznego przygotowania większości z zagranicznych wizyt prezydenta, należało się i tym razem spodziewać jakiejś gafy w jego zachowaniu. I tak też się stało; prezydenta znowu poniosły emocje i po raz kolejny zaczął opowiadać o sędziach SN, obrażając wielu z nich i deprecjonując całą instytucję. Piszę o tym, gdyż tak się dzieje w zasadzie przy okazji wielu konferencji. Tu naprawdę wyjątkowo nie wypadało kalać swojego gniazda i szkoda, że pan Andrzej Duda nie stara się zachować na właściwym (dla odpowiedzialnej głowy państwa) poziomie. Zostawię więc tę „nierozwiązywalną dla prezydenta kwestię” i poprzestanę na tej informacji.

Jednakże nie da się pominąć milczeniem tego, co zaszło realnie. Grupa amerykańskich kongresmenów wystosowała (dwa dni wcześniej) list do prezydenta Donalda Trumpa ws. wizyty Andrzeja Dudy, w którym proszą o przyjrzenie się temu, że w Polsce łamana jest wolność słowa, a sądownictwo jest politycznie uzależnione, co stanowi zagrożenie dla praworządności. Nade wszystko zaś; „nierozwiązana jest kwestia restytucji mienia pożydowskiego”! Tego się obawiałem, sugerując nawet, że może to mieć największy wpływ na wszystkie pozostałe do omówienia sprawy. W USA mówi się o spięciach na linii Kongres – Departament Stanu. Bez wątpienia jest to prawda, ale, tak czy inaczej, dla Polski to „twardy orzech do zgryzienia”! Chodziły słuchy o tym, że prawdopodobnie pisowski rząd już coś Amerykanom obiecał w tej kwestii, jednak nie ma bezpośrednich dowodów więc póki co, tę sprawę pozostawiam niedopowiedzianą.

Nie mniej zarzuty zawarte w liście kongresmenów do prezydenta Donalda Trumpa są mocne. Według nich PiS dokonuje bezprecedensowych kroków w sprawie centralizacji władzy kosztem innych instytucji demokratycznych państwa. Gwałci, mówiąc wprost obowiązujący od ponad 200 lat, tzw. monteskiuszowski trójpodział władzy. Sprawuje również niemal całkowitą kontrolę nad trybunałami i sądami, w których też instaluje na najważniejszych pozycjach, wygodnych i lojalnych w stosunku do siebie, aparatczyków. To samo dzieje się w wojsku, policji oraz spółkach skarbu państwa, w czym niezwykle pomocna jest rola rządowych środków masowych przekazu. Tymczasem bardzo mocno atakowane są media niezależne. Ich wiarygodność jest nieustannie i bezpodstawnie podważana.

Nie widać zatem wielu realnych pozytywów wizyty prezydenta Dudy, z której rząd chce się zrobić coś wyjątkowego. I to, tym bardziej że podstawy współpracy z USA tworzyły wszystkie poprzednie ekipy rządowe pochodzące z różnych środowisk politycznych po 1989 roku. PiS nie ma tu żadnych szczególnych zasług; przeciwnie ma wielką zdolność zmiany sojuszników niemal we wrogów Polski. Mam cały szereg zastrzeżeń w kwestii postanowień przyjętych podczas spotkania Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy, który (i to mnie irytuje), zbyt przecenia swe walory i predyspozycje do tego, by być odpowiednim interlokutorem dla prezydenta USA. I to z wielu względów: najbardziej rzucająca się w oczy są chyba: naiwność i brak doświadczenia w tzw. wielkiej polityce.

Donald Trump to osoba, która byłaby w stanie przekonać Andrzeja Dudę do podpisania własnej dymisji (oczywiście lekko przesadzam) czarując go słowami. Tym bardziej że na polskim prezydencie (opisuję tu swoje wrażenia) większe znaczenie od merytorycznych kwestii robi blichtr i „zabawki władzy”. Nie sądzę więc, aby „targował się” z Trumpem o cokolwiek, a raczej parafował wersję przygotowaną przez stronę amerykańską! Jako taką więc dla strony amerykańskiej bardziej pomyślną, ale tym zajmę się innym razem. Na razie wiemy to, że kiedyś USA może nam zniosą wizy, a tymczasem my zakupimy od strony amerykańskiej 32 samoloty F-35, które póki co są „pieśnią przyszłości” (to może zabrać producentowi od 5 do 7 lat, a może dłużej) dając jednocześnie pracę tysiącom obywateli amerykańskich, nie polskich. Nie zadbano bowiem, z tego, co mi wiadomo, o offset. Ponadto wszystko, co dotyczy tych nowoczesnych, ale bardzo drogich maszyn (oprogramowanie, technologie etc.) pozostanie własnością strony amerykańskiej. Za kilka lat może okazać się, że tego rodzaju maszyny nie były niezbędne polskiej armii i to z wielu względów. Nie jestem specjalistą od lotnictwa, ale może warto byłoby bardziej zainwestować w nowoczesne przecież samoloty, które posiadamy; F-16 i rozbudować ich bazę technologiczną lub przeznaczyć pieniądze na coś bardziej dziś niezbędnego.

Oczywiście rozumiem sytuację i względy polityczne, które determinują postępowanie każdego rządu nie mniej, nie chciałbym, aby którykolwiek fragment podpisanych w USA zobowiązań strony polskiej zepsuł nasze relacje z sojusznikami europejskimi, o czym by można byłoby napisać jeszcze kilka kolejnych artykułów, a pewnie i książkę

Żałosne młotki u koryta.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS robią co mogą, aby zdeprecjonować najnowsze informacje biznesmena Marka Falenty skazanego przez sąd ws. afery taśmowej.

„Administracja Donalda Trumpa nadała wizycie polskiego prezydenta wysoką rangę i „rozjeżdżała czołgiem” każdą próbę jej sabotowania” – podaje dziennikarz Wirtualnej Polski Marcin Makowski – powołując się na swoje źródło z MSZ.

Dodaje, że właśnie dlatego sprawa listu amerykańskich kongresmenów – na temat sytuacji w Polsce – wystosowanego do prezydenta USA, w przededniu wizyty Andrzeja Dudy w Białym Domu, została skutecznie storpedowana, lecz teraz powoli nabiera rozgłosu.

Jego inicjatorzy Eliot L. Engel, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów w Kongresie oraz William R. Keating, przewodniczący Podkomisji ds. Europy, Eurazji, Energii i Środowiska wraz z 13 demokratycznymi członkami Izby Reprezentantów apelują w nim o zwrócenie uwagi na „pogwałcenie wolności słowa” w Polsce, „uzależnienie sądownictwa”, „zagrożenie dla praworządności” oraz nierozwiązaną kwestię „restytucji mienia pożydowskiego”.

Autorzy listu domagają się interwencji w sprawie…

View original post 966 słów więcej

 

Duda to faktycznie tylko d…pa, a Morawiecki zakłamany do trzewi. Polska cierpi na padaczkę władzy PiS

Zbigniew Hołdys skomentował wystąpienie prezydent Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Prezydent zaatakował w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa sędziów Sądu Najwyższego.

Prof. Jadwiga Staniszkis o Dudzie:

Więcej >>>

O Dudzie jako Dupie tutaj >>>

ALARM! Dobry Znajomy premiera, miliarder Tomasz Misiak chce zakazać sprzedaży książki „Morawiecki i jego tajemnice”. Misiak twierdzi, że obrażają go informacje o jego powiązaniach z Mateuszem Morawieckim, Markiem Falentą i Rosją” – napisał na Facebooku Tomasz Piątek autor książki „Morawiecki i jego tajemnice”.

Okazało się bowiem, że – choć trafiła już ona na półki księgarskie – do sądu wpłynął właśnie wniosek o zakazanie jej sprzedaży. Nie złożył go jednak ani sam premier, ani nikt z jego partii tylko właśnie Tomasz Misiak przedsiębiorca, były senator i „dobry znajomy premiera”.

Warto podkreślić, że miliarder nie złożył do sądu żadnego pozwu, ale jedynie wniosek o wstrzymanie sprzedaży, a ten nie został jeszcze rozpatrzony.

Jak zapewnia sam Piątek w rozmowie z portalem naTemat fakty i informacje zawarte w publikacji pochodzą m.in. z Krajowego Rejestru Sądowego, ze strony internetowej firmy Misiaka (Work Service) oraz z opublikowanych rozmów Morawieckiego, nagranych w restauracji „Sowa & Przyjaciele”.

Dziennikarz zaapelował również o czytanie jego książki „póki jeszcze można”.

W komentarzach internauci spekulują jednak, że być może przyczyna takiej decyzji przedsiębiorcy jest całkiem inna, niż ta oficjalna. „Boją się”, „Muszą nieźle portkami trząchać, że chcą zakazać sprzedaży książki”, „Początkowo udawali spokój, a teraz działają. Wydaje im się, że nikt nie zauważy. Trzeba o tym trąbić” – brzmią niektóre z nich.

Nie ma praktycznie tygodnia, żeby Mateusz Morawiecki nie chwalił się, jak Polska pod rządami PiS to kraj mlekiem i miodem płynący.

Tym razem Mateusz Morawiecki nie omieszkał pochwalić się, że za czasów rządów dobrej zmiany pensja minimalna wzrosła już o 700 złotych. Szef rządu nie wspomniał oczywiście, że rząd nie daje Polakom swoich pieniędzy, lecz środki własne pracodawców i pracowników, a najbardziej zyskuje na tym… budżet państwa.

W opublikowanym na Twitterze filmie premier chwali się, że rządy Prawa i Sprawiedliwości podwyższyły pensję minimalną już o 700 złotych. W jej efekcie od 2020 roku najniższe świadczenie nie będzie mogło być niższe niż 2450 złotych miesięcznie. To o 200 złotych więcej niż obecnie.

Mowa oczywiście o kwocie brutto. Dziś pensja minimalna wynosi 2250 zł brutto, co oznacza realną wypłatę w wysokości 1634 zł. Po jej podniesieniu od 2020 roku do 2450 złotych brutto, najmniej zarabiający dostaną 1774 zł na rękę. To oznacza realną podwyżkę w wysokości 140 złotych miesięczne.

Szef rządu chełpi się tym, że będzie to de facto jak dodatkowa, 13. pensja w skali roku.

„Przed nami czasy europejskiego poziomu życia i gospodarki na europejskim poziomie” – kwituje premier.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że premier ma o swojej ekipie rządowej wyjątkowo wysokie mniemanie. Ale z tym europejskim poziomem życia to jednak trochę przesadził…

Czy w 2014 r. mieliśmy do czynienia – jak stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz – z „zamachem stanu przeprowadzonym w demokratycznym kraju”?

Taśmy Marka Falenty od początku ich ujawnienia, czyli od 2014 roku, miały co najmniej podwójny zapaszek i wpisują się w epikę PiS, której oblicze raczej znamy, ale treść szczegółowa jest na razie ukryta, choć się coraz bardziej ujawnia.

Więcej >>>