Duda to tylko dudek, dupek Kaczyńskiego, krótko pisząc: Dupa

Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz i Jakub Stelina złożyli ślubowanie i zostali sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Uroczystość bez fotoreporterów odbyła się w Belwederze.

O tym, że w czwartek odbędzie się ślubowanie nowych sędziów Tryunału Konstytucyjnego poinformował Andrzej Dera, Sekretarz Stanu w Kancelarii Przydenta RP. Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz i Jakub Stelina po południu pojawili się w Belwederze, gdzie odbyła się uroczystość bez udziału mediów.

Na stronie Kancelarii Prezydenta RP pojawiła się krótka informacja dotycząca czwartkowego ślubowania:

Nowo wybrani przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwałami z dnia 21 listopada 2019 r. sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Pani Krystyna Pawłowicz, Pan Stanisław Piotrowicz i Pan Jakub Stelina, złożyli wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowanie.

Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz i Jakub Stelina zostali wybrani przez Sejm na sędziów TK 21 listopada bieżącego roku. Zastąpili Marka Zubika, Piotra Tuleję i Stanisława Rymara, których kadencje upłynęły 3 grudnia. Zgodnie z obowiązującym prawem wybrani sędziowie muszą złożyć ślubowanie wobec prezydenta w ciągu 30 dni od wyboru.

Małgorzata Kidawa-Błońska: Jako Prezydent doprowadzę do tego, że wszyscy nielegalnie wybrani sędziowie zostaną z TK usunięci

Oburzenie wobec informacji o ślubowaniu nowych sędziów TK wyraziła Małgorzata Kidawa-Błońska. Posłanka napisała na Twitterze, że „prezydent Duda nie miał na tyle odwagi”, aby przeciwstawić się kandydatom Prawa i Sprawiedliwości.

Jak widać ważniejszy od przestrzegania Konstytucji jest strach przed prezesem Kaczyńskim. Jako Prezydent doprowadzę do tego, że wszyscy nielegalnie wybrani sędziowie zostaną z TK usunięci

– napisała Kidawa-Błońska.

Duda to jednak dudek, acz powinienem napisać – Dupa.

Kmicic z chesterfieldem

W uzasadnieniu wyroku z 5 grudnia Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN uznała, że neo-KRS nie spełnia wymogów niezależności, a powołana przez nią Izba Dyscyplinarna SN nie jest sądem. Sąd Najwyższy podkreślił, że każdy sąd, każdy organ państwowy ma obowiązek badać niezależność KRS zgodnie z wytycznymi z wyroku TSUE

Na to orzeczenie od ponad dwóch tygodni czekali sędziowie w całej Polsce.

W czwartek 5 grudnia 2019 Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego postanowiła, że nie przekaże Izbie Dyscyplinarnej sprawy sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego Andrzeja Kuby. Samodzielnie uchyliła rekomendację KRS, która była przeciwna wydłużeniu sędziemu czasu orzekania.

Sędzia Kuba był jedną z ofiar czystki…

View original post 2 666 słów więcej

 

Narodowcy wyzywają się od mend i chcą się nawzajem zajebać

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Międlar i Rybak to duet niezniszczalny. Działali w tym samym skandalicznym stylu: Piotr Rybak zasłynął ze spalenia kukły Żyda we Wrocławiu, Jacek Międlar ze swoich nienawistnych komentarzy, popierania ataków terrorystycznych na muzułmanów i znieważenia Joanny Scheuring-Wielgus. Teraz skoczyli sobie do oczu. Nie przebierając w inwektywach wyzywają się  i otwarcie nienawidzą.

Jak napisała „Gazeta Wyborcza”, przed tegorocznym marszem narodowców we Wrocławiu, który w rezultacie został rozwiązany, Międlar nazwał Rybaka „prowokatorem”, „który od miesięcy pluje na Polaków„. Były duchowny jest przekonany, że to dzięki Rybakowi narodowcy otrzymali od władz miasta zakaz przejścia z Dworca Głównego przez centrum miasta.

Niejaki Piotr Rybak zarejestrował jednoosobową pikietę pod dworcem PKP. Tylko po to, by wprowadzić dezinformację. Ten człowiek, który prowadzi pod Wrocławiem dom Ukrainy niepodległej [Rybak prowadzi Dom Polski, w którym mieszkają też Ukraińcy – red.]. Hańba! – nie ukrywał już imienia i nazwisko dawnego kolegi 11 listopada podczas marszu. Jak stwierdził, Rybak prowadzi „dom dla banderowców” i ludzie tacy, jak on „nigdy nie będą mile widziani na patriotycznych manifestacjach”– powiedział Międlar.

Tego dla Rybaka widać było za wiele i zadzwonił do byłego duchownego. Po rozmowie Międlar napisał na twitterze: „Prowokator wyjaśniony i zdemaskowany. Właśnie otrzymałem telefon od „wielkiego patrioty” Rybaka: „Ty mendo pier*olona. Zaje*iemy cię”. Rozmowa nagrana.”

Na ten post Rybak nie odpowiedział, ale miarka się przebrała, gdy 22 listopada Międlar nie stawił się na wspólnej rozprawie dotyczącej zgromadzenia na pl. Gołębim we Wrocławiu w sierpniu 2018 roku.
To jest skandal, ponieważ pan Międlar manipuluje sądem i przychodzi sobie na wybrane posiedzenia, które dotyczą jego. Np. w sprawie pani Lempart był osobiście. W tym przypadku unika odpowiedzialności złożenia zeznań, a to on przewodniczył temu zgromadzeniu i boi się odpowiedzialności” – mówił Rybak w sądzie.

Obaj narodowcy wypominają sobie także kwestie rodzinne, a także pokłócili się o wyjazd do Oświęcimia na 74. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau – ustaliła „Gazeta Wyborcza”.

PiS-owcy oddadzą ten płaszcz, pozostanie im płaszczenie. Niektórzy nawet wylądują na pryczy.

Kmicic z chesterfieldem

Pięć bitew o SKOK. Jak Bierecki, Kaczyński, Duda i politycy PiS blokowali nadzór nad Kasami

Rzeczywiście nadzór nad SKOK-ami był spóźniony. Ale winę za to ponoszą Grzegorz Bierecki, Lech Kaczyński, Andrzej Duda i PiS, a nie pobity przez ludzi Wołomina Wojciech Kwaśniak i inni urzędnicy KNF. Nie damy PiS, Zbigniewowi Ziobrze, prokuraturze i senatorowi Grzegorzowi Biereckiemu zakłamać prawdy o Kasach.

Prokuratura zarzuca byłym urzędnikom KNF spóźnione działania nadzorcze wobec SKOK Wołomin. A minister Ziobro twierdzi, że były wiceszef KNF został pobity przez ludzi z „Wołomina”, bo Komisja rozzuchwaliła bandytów swoją bezczynnością.

To, co dzieje się w sprawie byłych urzędników KNF i SKOK Wołomin, to próba przerzucenia odpowiedzialności za katastrofalną sytuację finansową większości spółdzielczych kas oszczędnościowo kredytowych

  • z tych, którzy do niej doprowadzili i którzy pomagali ją SKOK-om ukrywać, podpowiadając księgowe sztuczki
  • oraz tych, którzy przez lata bronili SKOK-ów przed państwowym nadzorem,
  • na tych, którzy przez 3 lata „wyczyścili” sytuację…

View original post 1 197 słów więcej

 

Macierewicz powinien beknąć z własnej kieszeni za dewastację bliźniaczego smoleńskiego tupolewa, pis jego mać

Prokuratura Krajowa włączyła Tu-154M o numerze 102 – czyli samolot bliźniaczy z maszyną, która uległa katastrofie w Smoleńsku – do materiału dowodowego w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej.

Oznacza, to że dostęp do niego odbywać się będzie już tylko za zgodą śledczych. Jak informuje prawicowy portal wPolityce.pl. powodem takiej decyzji jest działalność Podkomisji Smoleńskiej i konieczność uniknięcia „dalszych badań niszczących, czy też dekompletujących wyposażenie”.

Wcześniej maszyna wielokrotnie była przedmiotem oględzin biegłych i prokuratorów, działo się to jednak bez uszczerbku dla jej stanu technicznego. Prawdziwej dewastacji dopuściła się natomiast w 2018 roku Podkomisja Smoleńska, kierowana przez Antoniego Macierewicza, powodując „uszkodzenia krytycznych elementów siłowych konstrukcji” samolotu. Zmiany są „trwałe i nieodwracalne” – stwierdzili biegli.

Inwentaryzacja przeprowadzona przez MON na wniosek śledczych wykazała, że przywrócenie samolotu do stanu pierwotnego nie jest już możliwe…

Jak podkreślają śledczy, Tu-154M nr 102 jest „istotnym źródłem” informacji na temat katastrofy smoleńskiej i jedynym dostępnym dla śledczych modelem tej maszyny na świecie.

Partia zombie. Czego się nie dotkną – zarażą i zdewastują.

Kmicic z chesterfieldem

W nocy z czwartku na piątek marszałek Elżbieta Witek nie podała w Sejmie wyników głosowania na czterech posłów członków Krajowej Rady Sądownictwa. Jak przyznaje jedna z posłanek na zarejestrowanym przypadkowo nagraniu, przegraliby je kandydaci PiS. „To łamanie zasad parlamentaryzmu. Żądamy ogłoszenia wyników!” – apelowała opozycja. Bezskutecznie

„Oszustwo, oszustwo!” – skandowali politycy opozycji na zakończenie I posiedzenia IX kadencji Sejmu w nocy z czwartku na piątek 22 listopada.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek odmówiła podania wyników głosowania na posłów członków KRS. „Anulowała” je i zarządziła na nowo, choć takiej procedury nie przewiduje Regulamin Sejmu.

Dlaczego? Wszystko przez specjalne maszynki do głosowania, których obsługa nastręczyła trudności części posłów. Po głosowaniu w szeregach PiS zapanował chaos, a do mównicy sejmowej podszedł nawet Jarosław Kaczyński.

„Trzeba anulować, bo my przegramy” – mówi w opublikowanym nagraniu jedna z posłanek PiS, najpewniej Joanna Borowiak.

View original post 6 167 słów więcej

 

Morawiecki, jak złodziej złapany na gorącym uczynku, krzyczy: Łapać złodzieja!

Do kilkuset tysięcy złotych wypłacał urzędnik z kont spółek wyłudzających VAT.

Krzysztof B., wicedyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier w Ministerstwie Finansów, pobierał nie tylko resortową pensję. Na podstawie upoważnienia do rachunków bankowych polskich spółek uczestniczących w VAT-owskiej karuzeli, z ich kont wypłacał sobie gotówkę. Środki przelewami miały iść także do szefa szkoły skarbowej – Arkadiusza B. – ustaliła „Rzeczpospolita”. Grupa w zaledwie trzy lata wyłudziła aż 5 mln zł.

SOWITE WYPŁATY

Sprawę dotyczącą wysokich urzędników Ministerstwa Finansów, którzy przyszli do resortu, by ścigać oszustwa podatkowe, a tymczasem sami mieli się ich dopuszczać, okradając państwo z podatku, „Rzeczpospolita” ujawniła pod koniec października. Zarzut zorganizowania i kierowania mafią VAT oraz oszustw podatkowych ma nie tylko Krzysztof B., ale również Arkadiusz B. – który był szefem Krajowej Szkoły Skarbowości przy MF. Obaj – jak twierdzi prokuratura – wyłudzali VAT, pracując w resorcie. Zostali zwolnieni w normalnym trybie – Arkadiusz B. niespełna dwa miesiące przed zatrzymaniem.

W śledztwie prowadzonym od blisko dwóch lat przez Zachodniopomorski Wydział Prokuratury Krajowej w Szczecinie i Centralne Biuro Śledcze Policji, zarzuty usłyszało dotąd 15 osób – nie tylko podwładni Mariana Banasia z czasów kiedy był w ministerstwie, ale także szef jednego z największych w kraju urzędów skarbowych – Andrzej S.

„Rzeczpospolita” ustaliła, w jaki sposób pieniądze ze zwrotu VAT trafiały do urzędników. Krzysztof B. wypłacał sobie gotówkę z kont polskich spółek uczestniczących w VAT-owskiej karuzeli. – Były to kwoty od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. A także jedna większa wypłata rzędu kilkuset tysięcy złotych – mówią nasze źródła. Jako tytuł B. podawał m.in. że jest to wypłata wynagrodzenia, zaliczka na wynagrodzenie czy na zakup nieruchomości. Dziś już wiadomo, że w spółkach, które wykazywały fikcyjny obrót biżuterią i tarcicą, a powiązanych ze sobą osobowo, brała udział m.in. matka Krzysztofa B. i pracownica z jego kancelarii prawnej. Sprawdziliśmy rejestry spółek – co najmniej jedną z nich B. założył w Czechach na krótko przed objęciem dyrektorskiej posady w ministerstwie.

Właśnie o zwrot VAT występowano do urzędu skarbowego w Warszawie – a ten, kierowany przez ówczesnego naczelnika Andrzeja S., zatwierdzał kolejne wypłaty (za to ma zarzuty w śledztwie). W ten sposób w ponad trzy lata (od 2015 do 2018 r.) grupa wyłudziła 5 mln zł i usiłowała naciągnąć budżet na kolejne 860 tys. zł.

„Rzeczpospolita” przeanalizowała rejestry sześciu spółek uczestniczących w karuzeli VAT. Wynika z nich, że zastosowano typowy model przestępstwa VAT – tzw. mechanizm znikającego podatnika. Krzysztof B. i inne osoby, po kilku miesiącach prowadzenia działalności (jedna ze spółek zamknęła ją po zaledwie 1,5 miesiąca!) składały wniosek o likwidację. Kiedy skarbówka orientowała się, że są to firmy słupy – dawno nie było ich ani dokumentów.

Wypłaty, których dokonywał Krzysztof B., znacznych środków z kont spółek miały miejsce w okresie od września 2016 r. do stycznia 2017 r. – czyli również w czasie, kiedy B. zajmował eksponowane stanowisko wicedyrektora „od kontroli podatków”. Być może dlatego mógł czuć się tak pewnie – wspomniany departament miał nadzór nad kontrolami podatników.

Czy te pieniądze były wynagrodzeniem jeszcze dla kogoś innego? – to bada prokuratura. Ze względu na dobro postępowania odmawia udzielenia bliższych informacji. Nieoficjalnie wiemy, że niektóre przelewy, tytułem wynagrodzenia trafiały do Arkadiusza B.

JAKIE KOMPETENCJE?

Bezpośrednim przełożonym Krzysztofa B. w resorcie był Piotr Dziedzic (dziś wiceszef KAS) – wówczas dyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier, który ściągnął go do ministerstwa z rynku. Krzysztof B. był radcą prawnym, miał m.in. kancelarię prawną założoną w Bratysławie. Obsługiwał m.in. spółki z rynku hazardowego.

Dziś wiceminister finansów Piotr Dziedzic pytany przez „Rzeczpospolitą”, co zadecydowało o tym, że B. został jego zastępcą, przywołuje notkę z jednej z uczelni opisującą szerokie kompetencje zawodowe Krzysztofa B. m.in. o tym, że Sejmie był doradcą do spraw reformy administracji publicznej i finansów publicznych, a w latach prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz pełnił funkcję naczelnika wydziału prawnego i zamówień publicznych w stołecznym ratuszu.

„Prowadzone procedury weryfikacyjne zastosowane wobec Krzysztofa B. doprowadziły 5 stycznia 2017 r. do odwołania z jednoczesnym rozwiązaniem stosunku pracy za wypowiedzeniem dokonanym przez pracodawcę oraz zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa” – informuje nas pisemnie Piotr Dziedzic, wiceszef Krajowej Administracji Skarbowej. Chodzi jednak o nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych Krzysztofa B., a nie wykrycia przestępstw VAT.

Krzysztof B. siedzi w areszcie od września 2018 r., Arkadiusz B. – od stycznia tego roku. Jak przyznaje w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej” biuro prasowe Prokuratury Krajowej „prokurator dokonał zabezpieczenia mienia podejrzanych w postaci nieruchomości, samochodów i pieniędzy o łącznej wartości 3 milionów złotych na poczet obowiązku naprawienia szkody i innych kar majątkowych”: ponad 1,1 miliona złotych na mieniu Krzysztofa B., w wysokości 505 tysięcy złotych na mieniu Arkadiusza B. oraz prawie 600 tysięcy złotych w majątku Andrzeja S.”.

Urzędnicy nie przyznają się do winy.

Morawiecki, jak złodziej złapany na gorącym uczynku, krzyczy: Łapać złodzieja!

Kmicic z chesterfieldem

– „Po obejrzeniu „Faktów” TVN, w których zaatakowano Premier Beatę Szydło, zastanawiam się, w którą stronę idzie dziennikarstwo. Czy można w tak podły sposób zestawiać ludzi o nieposzlakowanej opinii z przestępcami? Szczyt manipulacji. Może zajmie się tym Rada Etyki Mediów” – napisał na Twitterze Mateusz Morawiecki.

W głównym programie informacyjnym TVN pokazano skrót reportażu, o którym pisaliśmy w artykule „Burza po „Superwizjerze”: Szydło witająca się z gangsterami straszy sądem. Eksperci pytają o jakość służb”. Złośliwie można by zapytać, dlaczego Morawiecki nie stanął w obronie Antoniego Macierewicza, który też pojawił się w reportażu…

– „MatołUsz przestań z PiS robić ofiarę. Zapytaj się Brudzińskiego jak pokazywał zdjęcia prezydenta Komorowskiego. Albo jak PiS grał zdjęciem Tuska” – napisał internauta Tomasz Wolff. Dołączył też zdjęcia opisywanych przez siebie sytuacji. A Paweł Wroński z „GW” dodał: – „Czy to nie wPolityce publikowało zdjęcia prezydenta B. Komorowskiego z członkami zarządu SKOK Wołomin jako jednoznaczny dowód podejrzanych…

View original post 1 449 słów więcej

 

Koniec bezkarności Pawłowicz

Zrzutka na proces >>>

Koniec bezkarności Pawłowicz.

Kmicic z chesterfieldem

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Walczę o państwo prawa, wolności obywatelskie, w tym wolność od pełnego zła Kościoła. A kaczyści precz!

Krystyna Pawłowicz, która obiecywała zawiesić działalność na Twitterze, właśnie opublikowała kolejne już – po złożeniu tej obietnicy – wpisy. „Tłumaczy” w nich, jak to jest możliwe, że mimo swojego wieku może kandydować do Trybunału Konstytucyjnego. Była posłanka PiS ma 67 lat.

– „ŻADNE przepisy, ani art.3 ustawy o TK, ani art.30 ustawy o SN określający „wymogi” dla bycia sędzią SN – JEDYNY do którego w sprawie „wymogów” odsyła art.3 ustawy o sędziach TK – NIE określają „końcowego” wieku dla kandydowania do SN/TK” – napisała Pawłowicz.

W następnym wpisie dodała: – „Przepis o 65 latach, po osiągnięciu których sędzia SN przechodzi z ustawy w stan spoczynku NIE MA przy tym jednak charakteru bezwzględnego, bo na wniosek tego sędziego można mu PRZEDŁUŻYĆ jeszcze o kilka lat czas wykonyw…

View original post 1 514 słów więcej

 

PiS zajeżdża sowieckimi onucami

Jeśli się nie zmobilizujemy, jeśli nie pójdziemy na wybory, bo przygniecie nas PiS-owska depresja, musimy się liczyć z utrzymaniem przez PiS samodzielnej większości. Dlatego naprawdę liczy się każdy głos. W najgorszym razie po to, aby walczyć o jaśniejsze odcienie szarości i mroku. W najlepszym razie po to, by zwyciężyć – pisze Cezary Michalski. “Jako totalny polityczny nihilista Kaczyński proponował już konstytucję prezydencką, kiedy walczył o prezydenturę, i konstytucję kanclerską, kiedy starał się o pozycję premiera. Jemu formalny ustrój Rzeczypospolitej jest naprawdę kompletnie obojętny, byleby w tym ustroju rządził on sam, z drobną pomocą legionu wykreowanych przez siebie kreatur” – podkreśla także


Sondaże są kiepskie, choć nie do końca wiadomo, co naprawdę sondują. W wyborach samorządowych i europejskich faktyczny wynik Koalicji (Obywatelskiej, Europejskiej) był wyższy, niż sondażowe prognozy większości zwykłych ośrodków badania opinii. A już na pewno znacznie wyższy, niż sondaże CBOS, które na wielu frontach pełni dzisiaj rolę propagandowej przybudówki władzy.

Te kiepskie sondaże są konsekwencją paru następujących po sobie wydarzeń. Po zupełnie niezłym i dobrze rokującym wyniku Koalicji Obywatelskiej w wyborach samorządowych (wszędzie tam, gdzie PSL, SLD i lokalni samorządowcy popierali tych samych kandydatów, co KO, opozycja wygrywała z PiS-em; wszędzie tam, gdzie PSL, SLD i samorządowcy poszli osobno, wygrywało PiS, nawet jeśli nie zebrało głosów większości) w wyborach do Parlamentu Europejskiego pojawił się Robert Biedroń.

BIEDROŃ ODEGRAŁ ROLĘ TOTALNEGO PSUJA I DESTRUKTORA. NIE POZYSKAŁ ŻADNEGO NOWEGO ELEKTORATU, NIE DOTARŁ DO ELEKTORATU SOCJALNEGO CZY WYBORCÓW Z PROWINCJI (W CAŁEJ NAJNOWSZEJ POLITYCZNEJ HISTORII III RP TYLKO JANUSZ PALIKOT ZMOBILIZOWAŁ W 2011 ROKU NAPRAWDĘ NOWY NIEPRAWICOWY ELEKTORAT).

Biedroń kanibalizował jedynie młodszych wielkomiejskich wyborców KO z wyborów samorządowych. 6,6 procenta oddane na Wiosnę pozwoliło jej szefowi przenieść się do Brukseli, jednak w Polsce przesądziło o nieco wyraźniejszym zwycięstwie PiS-u nad Koalicją Europejską. To nieco wyraźniejsze zwycięstwo zamiast remisu albo „remisu ze wskazaniem” stało się tak potrzebnym Kaczyńskiemu argumentem do wyciągnięcia z koalicji PSL-u. Po odejściu ludowców Schetyna zdołał zebrać wszystkich politycznych reprezentantów dawnego, szerokiego elektoratu PO z czasów, kiedy Platforma rządziła i wygrywała wybory.

Jednak w koalicji nie znalazło się SLD, przez co lewicowi populiści i antyliberałowie w rodzaju Adriana Zandberga, nawalający III RP z lewej strony z taką samą determinacją, z jaką z prawej nawalali w nią PiS-owcy i narodowcy, zamiast w spokoju obumrzeć dostali w prezencie lewar starego SLD-owskiego aparatu, który może ich wprowadzić do Sejmu. W ten sposób

ZARÓWNO NA LISTACH LEWICY, JAK TEŻ NA LISTACH PSL/KUKIZ ZNALEŹLI SIĘ OBOK SIEBIE KANDYDACI, KTÓRZY CHCĄ BRONIĆ LIBERALNEJ DEMOKRACJI PRZED PIS-EM, JAK TEŻ TACY, KTÓRZY BĘDĄ LIBERALNĄ DEMOKRACJĘ RAZEM Z PIS-EM FAKTYCZNIE DOBIJAĆ.

Odcienie bieli i odcienie czerni

Po tych wszystkich smuteczkach i smutkach warto powiedzieć jedno. W tych wyborach naprawdę jest o co walczyć i naprawdę liczy się każdy głos. Wydłużająca się lista afer obozu władzy z pierwszej kadencji rządów PiS zakończyła się mocnym akordem, jakim było namaszczenie przez Kaczyńskiego na szefa NIK człowieka, któremu pieniądze za wynajem nieruchomości w Krakowie płacą tamtejsi znani gangsterzy-sutenerzy.

Wcześniej była afera SKOK-ów, afera “te pieniądze po prostu im się należały”, afera KNF, afera Srebrnej, afera Kuchcińskiego i wiele innych afer, których wspólnym mianownikiem jest traktowania polskiego państwa jako osobistego folwarku Kaczyńskiego i partyjnego folwarku PiS. Standardy kadrowe i standardy rządzenia, które zanurkowały w czasie pierwszej kadencji rządów PiS, w przypadku drugiej kadencji mogą przebić dno.

W TEJ SYTUACJI JEST O CO WALCZYĆ, A SCENARIUSZE WYBORCZE SIĘGAJĄ OD JASNEJ BIELI PO ŻAŁOBNĄ CZERŃ, PRZECHODZĄC PRZEZ WSZYSTKIE MOŻLIWE ODCIENIE.

Rozpoczynając od zwycięstwa KO nad PiS-em (mało prawdopodobne w sondażach, zawsze możliwe w realu). Możliwa jest też przegrana KO z PiS-em, ale w takiej proporcji, która pozwoli KO utworzyć rząd z poparciem jakiejś grupy posłów. Kolejny stopniem zejścia w szarość, ale jeszcze nie w pełen mrok, jest strata przez Kaczyńskiego samodzielnej większości.

Oczywiście będzie wówczas mógł korumpować albo szantażować pojedynczych posłów (jak to kiedyś robił z posłami Samoobrony i LPR) z Konfederacji, jeśli ta wejdzie do Sejmu, albo z PSL/Kukiza, jeśli oni wejdą. Będzie też mógł liczyć na to, że ludzie o radykalnie antyliberalnych poglądach z Lewicy, w rodzaju Zandberga, będą wstrzymywać się w głosowaniach, które mogłyby uratować lub zniszczyć ostatnie instytucje liberalnej Polski.

CO CIEKAWE, KACZYŃSKI – W PRZECIWIEŃSTWIE DO WIELU OFICJALNIE WYPOWIADAJĄCYCH SIĘ PROPAGANDYSTÓW PIS ALBO “SYMETRYSTÓW-OPORTUNISTÓW” Z NIEPISOWSKICH MEDIÓW – WIE, ŻE PIS MOŻE TE WYBORY PRZEGRAĆ.

Dlatego były mu potrzebne różne bezpieczniki. Takie jak kuriozalna druga część posiedzenia starego Sejmu po nowych wyborach, gdzie PiS będzie mógł rzutem na taśmę przegłosować wszystko, co może uniemożliwić lub utrudnić odebranie mu realnej władzy. Widzieliśmy też nominowanie nowego szefa NIK, a wobec jego totalnej kompromitacji wykorzystanie bezkrólewia przynajmniej do przeprowadzenia czystki w kierownictwie Najwyższej Izby Kontroli.

Jest też nowa fala nominacji sędziowskich, które marionetki i hejterów Ziobry i Kaczyńskiego mają uczynić arbitrami w procesach (szczególnie tych odbywających się w sądach warszawskich), w których będzie się rozstrzygała obrona praw jednostek i mniejszości, wolność obrotu gospodarczego w Polsce czy niezależność dziennikarzy i mediów.

OCZYWIŚCIE JEŚLI SIĘ NIE ZMOBILIZUJEMY, JEŚLI NIE PÓJDZIEMY NA WYBORY, BO PRZYGNIECIE NAS PIS-OWSKA DEPRESJA, MUSIMY SIĘ LICZYĆ Z UTRZYMANIEM PRZEZ PIS SAMODZIELNEJ WIĘKSZOŚCI.

Także jednak wówczas może to być zwykła większość i może to być większość pozwalająca odrzucić weto prezydenckie (co uczyni zwycięstwo lub przegraną Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich kwestią nieco mniej istotną). Wreszcie może to być w najgorszym razie, jeśli zmarnujemy i rozproszymy nasze głosy, większość konstytucyjna.

A jest to najgorszy scenariusz wcale nie dlatego, żeby Kaczyńskiemu spieszyło się do uchwalenia konstytucji. Będąc totalnym politycznym nihilistą woli on łamać konstytucję uchwaloną przez “wroga”, niż przestrzegać konstytucji uchwalonej przez siebie, za którą (i jej łamanie) musiałby wziąć odpowiedzialność. Jako totalny polityczny nihilista Kaczyński proponował już konstytucję prezydencką, kiedy walczył o prezydenturę, i konstytucję kanclerską, kiedy starał się o pozycję premiera.

JEMU FORMALNY USTRÓJ RZECZYPOSPOLITEJ JEST NAPRAWDĘ KOMPLETNIE OBOJĘTNY, BYLEBY W TYM USTROJU RZĄDZIŁ ON SAM, Z DROBNĄ POMOCĄ LEGIONU WYKREOWANYCH PRZEZ SIEBIE KREATUR.

Jednak większość konstytucyjna dla PiS oznaczałaby legitymizację władzy, która Polskę konsekwentnie niszczy. Zaowocowałaby jeszcze większą brutalnością i pychą tej władzy.

Dlatego naprawdę liczy się każdy głos. W najgorszym razie po to, aby walczyć o jaśniejsze odcienie szarości i mroku. W najlepszym razie po to, by zwyciężyć.

PiS zajeżdża sowieckimi onucami.

Kmicic z chesterfieldem

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować…

View original post 1 463 słowa więcej

 

Duda zrobiony na szaro przez Trumpa

Andrzej Duda udzielił wywiadu Telewizji Polskiej. Rozmowa dotyczyła m.in. kwestii amerykańskich baz w Polsce.

Polityk najpierw został zapytany o Donalda Trumpa. „Nie mamy właściwie takich tematów, w których nie mielibyśmy wspólnego stanowiska. Ja bardzo lubię słuchać też opinii pana prezydenta Donalda Trumpa na różne kwestie związane z wielką polityką światową” – mówił Duda.

Ton, w jakim wypowiadał się prezydent, zadziwił nawet dziennikarza TVP. Redaktor zapytał go o to, czy słowa Trumpa nie są zwykłą kurtuazją. „Trump jest rzeczywiście człowiekiem sympatycznym, ja go osobiście bardzo lubię, bo to jest taki człowiek ciepły. No miło mi było, że tak powiedział, oczywiście że jest w tym wiele takiej grzeczności sympatycznej, ale no… miło jest usłyszeć dobre słowo” – odpowiedział Duda.

Entuzjasta Trumpa nie chciał poruszyć tematów trudnych, które mogłyby uderzyć w dobry PR amerykańskiego przywódcy. Duda nie chciał skomentować sprawy impeachmentu. „To są wewnątrzamerykańskie sprawy, więc trudno mi je komentować. Na pewno sprawa zostanie w szczegółach zbadana, proszę też pamiętać moment, który mamy, w Stanach zaraz się rozpocznie kampania prezydencka” – urwał.

W dalszej części rozmowy dziennikarz przeszedł do wypytywania o obecność amerykańskich wojsk w Polsce. Redaktor zasugerował, że tworzenie baz w Europie służy po prostu amerykańskim interesom (Polska będzie je budować za swoje pieniądze…). „Panie redaktorze, proszę pamiętać, że każde państwo chce dbać o swoje interesy. W związku z tym jest dla mnie, że pan prezydent Trump dba o interesy Amerykanów. (…) To, żeby być w Polsce, jest w interesie Stanów Zjednoczonych, ale jest też w naszym interesie. I tu mamy szczęście, że te dwa interesy stykają się ze sobą” – rzekł na to Duda.

Ostatnią ważną kwestią, jaka została poruszona, była ostatnia wypowiedź prezydenta Emmanuela Macrona o Polsce. „Uważam, że była to wypowiedź co najmniej nieelegancka. My przeprowadziliśmy konferencję COP24 w zeszłym roku w grudniu w Katowicach. Ta wielka, światowa konferencja klimatyczna zakończyła się sukcesem. (…) To był i jest nasz wielki sukces właśnie na drodze ochrony klimatu. (…) Uważam, że powinniśmy realizować cele rozwojowe i ochrony klimatu, ale w taki sposób, żeby to nie zaszkodziło obywatelom”.

Wywiad doskonale pokazał… kondycję pana prezydenta. Internauci go po prostu zmasakrowali. „Ten facet nadawałby się na proboszcza jakiejś parafii, niekoniecznie w Warszawie… Trump to taki ciepły człowiek, którego ambicja życia jest budowa czegoś na wzór muru berlińskiego, tylko setki km dłuższego, który olewa swojego „najwierniejszego” sojusznika w Europie bo 300 km od jego chałupy ma przejść huragan, który traktuje kobiety jak przedmioty, który nie ma zielonego pojęcia gdzie leży 90% krajów na świecie a bajdurzy o polityce międzynarodowej, którego europejskim idolem jest Putin…. no to taki ciepły człowiek…” – to jeden z komentarzy, które cieszą się największą liczbą „polubień” w serwisie Gazeta.pl. Autor wpisu doskonale podsumował w nim polityczne osiągnięcia republikańskiego polityka.

Pomorze to region niepokorny. Region, który „warczy”. Jest więc w niełasce rządzących. Wystarczy spojrzeć na Energę i Lotos – firmy strategiczne dla Pomorza. Energa ma już ósmego prezesa i wszyscy oni zapracowali na utratę trzech czwartych wartości firmy. Karalna gospodarność to mało powiedziane! Co gorsza, Energa straciła swój atut, jakim był brak związków z węglem, czyli mocną pozycję na rynku energii odnawialnej. Rafineria Gdańska przekształciła się za sprawą prezesa Olechnowicza w silną Grupę Lotos, ale autor sukcesu nie przetrwał „dobrej zmiany”. Jest to największy na Pomorzu mecenas kultury i sportu. Zasila budżet Gdańska i województwa pomorskiego podatkami rzędu 50-60 mln złotych. Losy tej firmy po roku 2015 dobrze ilustrują mentalność rządzących, żywcem wziętą z PRL-u. Etatyzm i centralizacja służą politycznej kontroli nad gospodarką i lokowaniu tam miernych, ale wiernych. Energa i Lotos stanowią wymarzone lądowisko działaczy PiS i ich rodzin.

Bez złudzeń. Fuzja Orlenu z Lotosem nie urodzi żadnego europejskiego championa. Stworzy krajowy monopol, który dzięki dominującej pozycji na rynku będzie dyktował warunki swoim klientom. Nie tylko na rynku hurtowym, detalicznym i petrochemicznym, gdzie obecny duopol daje namiastkę konkurencji. Także na rynku asfaltu, dostaw paliwa lotniczego oraz kolejowych przewozów towarowych. W skali europejskiej będzie to mało znaczący średniak, pięciokrotnie mniejszy od norweskiego koncernu Statoil – najmniejszego wśród tych, którzy aspirują do europejskiej ekstraklasy. Im bardziej rząd zapewnia o zachowaniu odrębności Lotosu, tym bardziej maleje efekt synergii, czyli sens całej operacji. Za to realny wydaje się motyw fiskalny, czyli miliardy ze sprzedaży akcji Lotosu, jakże potrzebne na prezenty wyborcze. Ewentualna fuzja zamraża sektor paliwowo-energetyczny, gdzie nasza luka produktywności jest największa, co przeczy obietnicom ścigania Zachodu. Powstanie za to bardziej wydajne narzędzie sponsorowania inicjatyw politycznych PiS, w tym tak poronionych, jak Polska Fundacja Narodowa.

Jest w tym ideologicznym zamyśle fuzji, szkodliwej dla Pomorza, europejski aspekt, który mnie niepokoi. Silny lobbing, uprawiany w Brukseli, na rzecz połączenia Orlenu z Lotosem, czyli narodowego championa, bardzo służy Niemcom i Francuzom, którzy nie mogą się pogodzić z zablokowaniem przez Komisję Europejską fuzji Siemensa z Alstomem. Zablokowanej, dlatego, że fuzja dwóch kolejowych gigantów mogłaby doprowadzić do zmonopolizowania rynku europejskiego. Lobbing na rzecz naszego, krajowego monopolu, który chciałby udawać europejskiego championa, de facto dostarcza argumentów Berlinowi i Paryżowi, które to stolice forsowały projekt faktycznego, kontynentalnego championa, niewygodnego z punktu widzenia polskich interesów.

Kaczyński realizuje swoje marzenia a jego otoczenie realizuje swoje interesy. Są też pożyteczni idioci.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS zaatakowali profil społecznościowy – SOK Z BURAKA krytykujący ich rządy. Jest to reakcja na pisowskie afery związane z hejtem w ich obozie.

Rządzący zareagowali na artykuł Sieci w którym czytamy, że zarządzający Sokiem z Buraka pracuje w warszawskim ratuszu.

– Powszechnie uważa się za stronę z memami, żartami związanymi z polityką. Ale do śmiechu jest tam tylko tym, którzy nienawidzą PiS, uwielbiają PO, nie przeszkadza im knajacki język publicznej debaty i nie silą się na weryfikowanie prawdziwości tego, co czytają. Bo Sok z Buraka to mieszanka drwin, manipulacji i kłamstw – opisuje propisowska gazeta.

Patryk Jaki postanowił zawiadomić prokuraturę. – Warszawski ratusz wycofał się z obietnic wyborczych. Nie było pieniędzy na żłobki, czy niepełnosprawnych, ale znalazły się pieniądze dla osoby, która organizuje Sok z Buraka, największe fekalia, ściek, fabrykę fejków w internecie, finansowaną z pieniędzy warszawiaków. To jest coś nieprawdopodobnego. Jutro skieruję…

View original post 1 648 słów więcej