Możemy się spodziewać najgorszego?

Zakończyła się cisza wyborcza. Oto pierwsze, sondażowe wyników wyborów:

PiS – 43,6 proc.

Koalicja Obywatelska – 27,4 proc.

Lewica – 11,9 proc.

PSL – 9,6 proc.

Konfederacja – 6,4 proc.

Inne – 1,1 proc.

Wyniki exit poll Ipsos, źródło: TVN24.

Pracownia IPSOS, która przeprowadza badanie exit poll dla wszystkich stacji telewizyjnych, przedstawia następujący możliwy rozkład głosów w Sejmie.

Prawo i Sprawiedliwość – 239 mandatów

Koalicja Obywatelska – 130 mandatów

Lewica – 43 mandaty

PSL – 34 mandaty

Konfederacja – 13 mandatów

Większość zwykła w Sejmie wynosi 231 mandatów.

Jeśli potwierdzą się wyniki sondażowe, PiS utrzyma większość w Sejmie, choć patrząc na przemawiającego Jarosława Kaczyńskiego w sztabie PiS, dostrzec można było rozczarowanie, że jego partia nie będzie miała większości konstytucyjnej. – „Jeśli wynik sondażowy się utrzyma, przed nami kolejne cztery lata rządzenia, czeka nas refleksja nad tym, co się udało i nad tym, co spowodowało, że pewna część społeczeństwa uznała, że nie należy nas popierać” – stwierdził.

W przemówieniu prezesa PiS – oczywiście nie zabrakło wątków o „wrażych siłach”. – „Mimo wszystko mamy powody do radości, bo mimo tego potężnego frontu przeciwko nam zdołaliśmy wygrać i wszystko wskazuje na to, że to się jednak utrzyma” – mówił Kaczyński.

Lider PO Grzegorz Schetyna zapowiedział współpracę z innymi partiami opozycji demokratycznej. – „To były trudne cztery lata, to nie była równa walka, nie mieliśmy poczucia, że startujemy w uczciwej walce, że przeciwnik stosuje uczciwe metody. Współpraca ugrupowań opozycyjnych to jedyna droga. Wszystko przed nami. Przed nami wybory prezydenckie. Tym wszystkim, którzy marzyli o wielkim zwycięstwie, o dominacji, którzy chcą układać państwo tak, by w nim dobrze było tylko im – chcę im powiedzieć: nie będzie Budapesztu w Warszawie” – stwierdził szef PO.

Po czterech latach do Sejmu wraca Lewica. – „Jarosław Kaczyński ma problem, bo będzie w Sejmie opozycja odważna, której będzie się chciało walczyć o prawa pracownicze, o lepszą ochronę zdrowia. To pierwszy krok do lewicowego rządu po następnych wyborach” – stwierdził Adrian Zandberg, lider Razem. A Robert Biedroń dodał: – „Pokażemy, że Polska może być otwarta, tolerancyjna i nowoczesna, a do tego być państwem dobrobytu. Będziemy konstruktywną opozycją, która każdego dnia będzie pokazywała, że Konstytucja będzie broniona od pierwszego do ostatniego artykułu”.

„Jeżeli te wyniki się potwierdzą, to jest wielki mandat zaufania dla racjonalnego centrum, dla naszych propozycji dla Polski. Stoimy po stronie państwa wolnego, niepodległego, demokratycznego, godnego, który szanuje każdego obywatela, a nie samowładzę” – powiedział szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Zapamiętajcie słowa Kaczyńskiego – To nie jest jeszcze zwycięstwo ostateczne, otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej! Strach się bać, kolokwialnie mówiąc… On już grozi!

– Jeszcze nie jest jasne, kto będzie miał większość – mówi prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Według badania exit poll z godziny 21 dla TVN, TVP i Polsatu poparcie dla poszczególnych komitetów wyborczych wynosi: 43,6 pkt. proc. dla PiS, 27,4 pkt. proc. dla Koalicji Obywatelskiej, 11,9 pkt. proc. dla Lewicy, 9,6 pkt. proc. dla PSL-Koalicji Polskiej i 6,4 pkt. proc. dla Konfederacji.

Ipsos podał też prawdopodobny podział mandatów: 239 dla PiS, 130 dla KO, 43 dla Lewicy, 34 dla PSL-Koalicji Polskiej i 13 dla Konfederacji.

Flis i Machowski: PiS ma tylko 227 mandatów

Prof. Flis, z którym rozmawialiśmy przed godziną 23, przeliczył dane Ipsos wedle własnego wzoru. I wyszło mu, że PiS może liczyć na 227 mandatów, obóz anty-PiS – na 217, a Konfederacja – na 16. – Więc jeszcze nie jest jasne, kto będzie miał większość – komentuje socjolog.

To oznaczałoby klincz, bo ani PiS, ani anty-PiS nie mogłyby samodzielnie stworzyć większościowego rządu. Języczkiem u wagi stałaby się Konfederacja. Na wieczorze wyborczym lider PiS Jarosław Kaczyński studził nastroje.

Podobnie wyliczył mandaty Andrzej Machowski, doktor psychologii w zakresie psychometrii i analityk badań sondażowych. Jego zdaniem wyniki podane przez Ipsos są prawdziwe, ale podział mandatów – już nie. Wyliczył, że PiS ma właśnie 227 posłów, KO – 135, Lewica – 47, PSL-Koalicja Polska – 34, a Konfederacja – 16.

Machowski podkreślił, że model wyliczenia mandatów z uwagi na to, iż nie bierze pod uwagę specyfiki geograficzno-politycznej, może się trochę mylić, ale na pewno nie o 12 posłów w przypadku PiS. W wyborach z 2015 r., w których PiS zdobył 235 mandatów, model przypisał partii Kaczyńskiego 233 miejsca w Sejmie, a np. Nowoczesnej „dał” 31, o trzy więcej niż w rzeczywistości.

Prof. Cześnik: opozycja ma więcej głosów

Rozmawialiśmy też z prof. Mikołajem Cześnikiem, politologiem z Uniwersytetu SWPS i Fundacji Batorego. – Po pierwsze, wysoka frekwencja. W tym roku poszło na wybory o ok. 3 mln osób więcej niż w 2015 r., to z punktu widzenia demokracji sukces. Po drugie, jeśli się doda głosy oddane na KO, PSL i Lewicę to widać, że obóz anty-PiS jest silniejszy niż PiS. Dostał ok. 8,5 mln głosów [PiS niecałe 8 mln] – mówi prof. Cześnik, komentując wyniki. – Po trzecie, jeśli Konfederacja wejdzie do Sejmu, to sprawdzi się najczarniejszy sen Jarosława Kaczyńskiego o obejściu go z prawej flanki. Gdyby PiS nie zdobył powyżej 230 mandatów, to Kaczyński stanie przed diabelską alternatywą, czy dogadywać się z Konfederacją. A w niej są ludzie, którzy są albo twardymi graczami, albo wariatami, a Kaczyński takich nie potrzebuje.

Wg dwóch politologów PIS traci większość. To będzie długa noc.

Socjolożka Elżbieta Korolczuk po ogłoszeniu wyników exit poll: „Ten wynik musi być dla PiS rozczarowaniem. To trudny moment dla Polski. PiS będzie kontynuować politykę transferów, ale gdy sytuacja ekonomiczna nie pozwoli, sięgnie po środki represyjne. Takie ruchy jak Ordo Iuris będą miały większe znaczenie. Dla praw kobiet możemy się spodziewać najgorszego”

Elżbieta Korolczuk: PiS wciąż ma większość, proces gnicia polskiej demokracji będzie trwał. Oczywiście, sytuacja, w której się obudzimy jutro, ma kilka wariantów – w zależności od tego, czy Konfederacja wejdzie czy nie. Ale zasadniczo nie zmieni to sceny politycznej.

Jednocześnie, biorąc pod uwagę ilość transferów pieniężnych dokonanych przez PiS do różnych grup, w tym do takich, które miały znaczenie jeżeli chodzi o mobilizację wyborców, i biorąc pod uwagę ilość pieniędzy, które PiS włożył w kampanię wyborczą, to ten wynik musi być dla nich rozczarowaniem.

Magdalena Chrzczonowicz: Jarosław Kaczyński był bardzo powściągliwy po ogłoszeniu wyników.

To nie jest wynik, którego się spodziewali przy tak wielkich transferach, które już zagrażają stabilizacji ekonomicznej państwa. Trudno dać więcej pieniędzy, a to oznacza żę grupa wyborców, którą można było zachęcić poprawą sytuacji ekonomicznej, już się wyczerpała.

To trudny moment dla Polski. To oznacza, że PiS albo może kontynuować swoją politykę transferów, ale nie wiadomo, czy sytuacja ekonomiczna na to pozwoli, albo sięgać po środki represyjne.

Te wyniki oczywiście ciągle mogą się zmienić. Mówi się, że do tej pory wyniki exit poll niedoszacowywały PiS. Nie wiem, czy po 4 latach tak ciągle jest.

Jak oceniasz wynik lewicy?

Wynik lewicy jest zadowalający – przypomnijmy, że do tej pory lewicy w Sejmie nie było. Lewica miała problem z tożsamością, bo połączenie trzech tak różnych projektów jak Razem SLD i Wiosna, było wyzwaniem.

Lewica nie miała też możliwości finansowych, żeby zrobić dobrą kampanię. Oczywiście, ja oczekiwałam więcej, ale było to myślenie życzeniowe. Biorąc pod uwagę finanse, którymi dysponował PiS – tak zawsze jest w przypadku partii rządzącej, a PiS z tego korzystał dość bezczelnie – nie należało się spodziewać, że nastąpi jakaś zasadnicza zmiana.

Ale istotne jest to, że lewica nie była w stanie przejąć od PiS kwestii socjalnych. Nie wygrano problemu z jakością usług publicznych, katastrofą w służbie zdrowia, sytuacją w edukacji itp. To jest wyzwanie. Lewica musi się zdecydować, który przekaz jest najważniejszy. Moim zdaniem najważniejsze są równość i jakość usług publicznych. To sprawy, które dotyczą nas wszystkich.

Te wybory pokazują dwie rzeczy – nie da się pokonać PiS operując wyłącznie przekazem o zagrożeniu demokracji.  Ale też PiS nie jest w stanie wygrać wyborów wyżej niż te 43-44 proc. i to łącząc politykę pamięci, nacjonalizmu i transferów socjalnych.

Jedni i drudzy osiągnęli limit. Pytanie, kto się określi od nowa.

Co będzie z prawami kobiet?

Będzie fatalnie. Nastąpią kolejne ograniczenia w kwestii aborcji, będzie manipulowanie przy konstytucji. To jest ciągle na tapecie, to jest tak ważna sprawa dla ruchów ultrakonserwatywnych, że oni tego nie odpuszczą.

Wygrana PiS jest dla tych środowisk sygnałem, że trzeba dalej i jeszcze intensywniej o to zabiegać. Takie ruchy jak Ordo Iuris będą miały coraz większe znaczenie. Możemy się spodziewać najgorszego.

Człowiek jednoosobowo trzęsący krajem, dla swoich groźny, przez innych wyśmiewany, podczas kampanii przeistoczył się nagle w troskliwego ojca narodu

Ta kampania wyborcza przeszła do historii. Czy wyniknęło z niej coś istotnego dla Polaków? Co zapisze się w naszej zbiorowej pamięci? Co, oprócz pytań: jak bardzo opłaca się okłamywać elektorat, albo jak kto woli – jak bardzo nie opłaca się mówić wyborcom nieprzyjemnej prawdy? W mojej pamięci pozostanie wiele obrazków i zdarzeń, które nadają owej elekcji niepowtarzalny rys, precedensowy w historii polskiej demokracji.

Jeśli pominąć pierwsze po wojnie sfałszowane wybory nigdy dotąd nie byliśmy świadkami tak wielkiej desperacji obozu władzy, która użyła całego aparatu państwa, by nie przegrać. Rządowe media bez żenady kolportowały kłamstwa i plotki dyskredytujące opozycję. Służby specjalne cichcem donosiły zaufanym pseudodziennikarzom podrasowane szczegóły z życiorysów kandydatów koalicji. Rządowe szczujnie prześcigały się w fabrykowaniu rzekomych wypowiedzi i cytowaniu wydzieranych z kontekstu wypowiedzi, które miały kompromitować ludzi z opozycji. Dyspozycyjna prokuratura nie nadążała z preparowaniem formalnych i werbalnych zarzutów, a przedstawiciele władz straszyli zagrożeniami, które akurat w okresie przedwyborczym jakby się zmówiły, by zawisnąć nad głowami Polaków.

Z tej wyborczej batalii na zawsze zapamiętam zakłamane twarze funkcjonariuszy partyjnych, zapewniających mnie żarliwie, że nie śpią, nie jedzą, tylko furt myślą o moim losie i o dobru Ojczyzny, matki naszej. Zapamiętam na zawsze tego sztukmistrza, który przed kamerą był zatroskanym mężem stanu i miał łzy w oczach mówiąc o dramatycznych zakrętach polskiej historii, a po minucie, gdy tylko zszedł z wizji, potrafił przepoczwarzyć się w podchmielonego birbanta, rechoczącego z chamskiego dowcipu partyjnego kolesia. Nie zapomnę głupio zaskoczonej miny premiera, któremu pokazano oficjalną statystykę, gdzie stało jak byk, że jednak mamy w kraju ludzi żyjących poniżej absolutnego minimum socjalnego i że przybywa ich w zastraszającym tempie. I jeszcze utrwaliło mi się w pamięci wstrząsające przemówienie najważniejszej osobistości kraju, który najpierw długo mnie obrażał, potem jeszcze dłużej apelował do moich patriotycznych uczuć (które wyrażać się powinny poparciem dla programu jego partii), a w końcu wezwał mnie do ratowania ojczyzny, co to właśnie stanęła przed straszliwymi historycznymi zagrożeniami.

W tej kampanii wiele było podobnych wezwań, apeli i ostrzeżeń. Ostrzegano mnie przed straszliwą katastrofą w przypadku, gdy wybory wygra „ulica”.  Ostrzegano Polaków przed zakamuflowanymi wysłannikami wrażych sił, którzy za obce pieniądze planują wprowadzić w Polsce niepolskie porządki i niemoralny ład moralny. Ostrzegano cały świat, by nie mieszał się w sprawy, które „we własnym domu” rozwiązywać może wyłącznie demokratycznie wybrana władza.  Prym wiodła tutaj opanowana przez wiodącą partię telewizja publiczna, sterowana przez króla cyników, o którym mówiło się podczas kampanii, że kłamie nawet przez sen.

Na ulicach widać było od razu, kto ma władzę, pieniądze i prawo zawieszania plakatów i ulotek w najlepszych miejscach. Plakaty kandydatów opozycji były masowo zrywane, zachlapywane i uzupełniane swastyką albo gwiazdą Dawida. Dziennikarze nie kryli rozbawienia, gdy na konferencji prasowej minister od spraw wewnętrznych opisywał niebywałe trudy ścigania „całkowicie nieznanych sprawców” tych przedwyborczych ekscesów.

Nigdy nie zapomnę niezwykłej mieszanki niepokoju i nadziei, niepowtarzalnie rozedrganej atmosfery towarzyszącej tym wyborom. Na spotkaniach kłębiły się obietnice i zwoje kiełbasy wyborczej. Sondaże nie były pomyślne, ale może jednak… Dla jednych zwycięstwo oznaczało nowy początek, dla drugich koniec całej epoki. Człowiek jednoosobowo trzęsący krajem, dla swoich groźny, przez innych wyśmiewany, podczas kampanii przeistoczył się nagle w troskliwego ojca narodu, zapewniającego, że jedynym celem jego rządów i rządów jego partii jest zaprowadzenie w Polsce porządku, bo takie jest mickiewiczowskie zadanie, bo „przed ucztą potrzeba dom oczyścić ze śmieci”. Podczas kampanii pochowali się gdzieś najbardziej znienawidzeni, na pierwszy plan wysunięto młodszych, których nauczono klepać przygotowane dla nich formułki i uśmiechać się radośnie. Na scenie politycznej tłoczyli się nieznani dotąd ludzie, a za kulisami znani demiurgowie pociągali za sznurki i zarządzali efektami specjalnymi, siejąc entuzjazm, zwątpienie, nadzieję, ale głównie strach. Ktoś gdzieś zobaczył schowaną w jakimś zakamarku gotową urnę na wymianę, wypełnioną odpowiednio skreślonymi kartami. W popularnym kabarecie znany artysta prognozował wyniki: – Głosowali jak chcieli, a wybrali kogo trzeba! Sondaże wskazywały dużą przewagę rządzących – na zewnątrz buńczucznych i pewnych siebie, a w środku rozbieganych, nerwowych i napastliwych.

Mówiło się o jedynej, może nawet ostatniej szansie pokonania okupantów, którzy zabrali nam Polskę. Bo dziś jeszcze stać nas na masowe protesty, bo jeszcze teraz rządzący muszą się liczyć z opinią Europy i świata, bo w tych wyborach obserwatorzy i mężowie zaufania z opozycji patrzeć im będą na ręce. Ale kiedy rządząca partia wygra wybory, to z pomocą własnej krajowej komisji wyborczej, własnych komisarzy, własnej administracji i własnych sędziów wygrywać już może zawsze. Przez lata mataczenia i manipulowania prawem zdobyła przecież wystarczającą wprawę, by nigdy już nie przegrać…

Skończyła się ta kampania. Przyszedł czas wyborów. A następnego dnia okazało się, że wygraliśmy wszystko, co było do wygrania. Kiedy ogłoszono pierwsze wyniki okazało się, że zwyciężyła solidarność przez duże i małe „S”. Dzisiaj, po 30 latach trudnej wędrówki, wróciliśmy do początku drogi. Zapamiętana zostanie Polska z tamtych i tych ostatnich wyborów – pęknięta na pół i trudna do sklejenia, bo wciąż rozdrapywana przez ludzi przekonanych, że są nieśmiertelni i że tak, jak jest, będzie zawsze – ludzi bez świadomości, że największym błędem politycznym jest uwierzenie własnej propagandzie.

Andrzej Karmiński

Podczas wieczoru wyborczego „Wyborczej Trójmiasto” w hotelu Hilton w Gdańsku prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz podsumowała wstępne wyniki wyborów parlamentarnych 2019. – PiS nie uzyskał konstytucyjnej większości, powinniśmy poczekać też na wyniki wyborów do Senatu – mówiła Dulkiewicz.

Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz wskazywała podczas wieczoru wyborczego „Wyborczej Trójmiasto”, że wyniki wyborów nie są dla niej i mieszkańców Gdańska satysfakcjonujące. – Będzie trudno, ale każdy obywatel i obywatelka powinien zastanowić się, co sam może zrobić, żeby już od jutra dalej dbać o demokrację w Polsce – mówiła prezydent Dulkiewicz. – Na pewno obecna sytuacja nie jest prosta, co widać choćby na przykładzie naszego samorządu i tego, co się działo w ostatnich latach.

Zdaniem prezydent samorządy w całej Polsce będą cierpieć coraz bardziej, bo wydatki na edukację rosną, a finansują je głównie gminy.

– Do tego już w sierpniu wejdą w życie przepisy, które zwolnią z podatków osoby do 26. roku życia, co przełoży się na wielomilionowe straty w budżetach miast – mówiła Dulkiewicz. – Może dojść do sytuacji, w której władzom miast zabraknie pieniędzy czy to na oświetlanie ulic, czy choćby usuwanie odpadków. To jest właśnie polityka PiS, która polega w dużej mierze na wykrwawianiu samorządów.

Dulkiewicz nawiązała też do frekwencji, która o godz. 17 wynosiła w Gdańsku nieco ponad 49 procent. – To bardzo dobry wynik, który jeszcze wzrośnie. Należy się z tego cieszyć, tak jak i cieszyłby się z niego prezydent Paweł Adamowicz.

Wyniki wyborcze exit polls. Szambo wybiło

Reklamy

Kiełbasa Kaczyńskiego to katastrofa Polski. Prezes robi z Polaków idiotów

Najnowsze obietnice złożono w trakcie konferencji prasowej, która odbyła się w siedzibie PiS na ulicy Nowogrodzkiej. „Chcielibyśmy zapowiedzieć wartość – wiarygodność. Zapewniliśmy, że program zostanie zrealizowany, i tak się stało. W ciągu pierwszych stu dni zostaną uchwalone ustawy i programy. Dotyczy to tzw. małego ZUS-u, będzie 13. i 14. emerytura, chodzi też o plan stu obwodnic i dopłaty dla rolników” – rozpoczął swoje przemówienie prezes Jarosław Kaczyński.

Głos po nim zabrał Mateusz Morawiecki. Wszystkim obywatelom, którzy ukończyli 40. rok życia, zapewnimy badania” – mówił konserwatywny polityk. Premier opowiadał też o uldze dla przedsiębiorców, której wprowadzenie przewidziano na 1 stycznia następnego roku.

Nowe zapowiedzi PiS zostały nazwane „piątką na 100 dni”. W ich zakres wchodzi: mały ZUS. 500 dla firm, 13. i 14. emerytura, pakiet kontrolnych badań profilaktycznych, program budowy 100 obwodnic i plan na rzecz równych dopłat dla polskich rolników.

Program rozbudowy obwodnic ma wynieść aż 20 miliardów złotych. „Pokazaliśmy naszą skuteczność. Pokażemy ją, jeśli wyborcy nam zaufają. Tych pięć punktów niech będzie naszym bardzo mocnym zobowiązaniem i obietnicą na kolejne kwartały. Chcemy zawrzeć pakt z obywatelami. Co cztery lata chcemy taki pakt z Polakami odnawiać. Chcemy, żeby Polska była krajem dobrobytu” – skomentował propozycje Mateusz Morawiecki.

PiS – z pewnością – dysponuje wewnętrznymi badaniami na temat wyborczych upodobań Polaków. Czyżby notowania partii rządzącej były coraz gorsze? Obietnice, w końcu, nie wzięły się znikąd i zapewne podyktowane są malejącym poparciem dla „dobrej zmiany”. 13 października może być sporym zaskoczeniem dla Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipy.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio. Czytaj tutaj >>>

Program Koalicji Obywatelskiej >>>

Czy będziemy mieli XXI-wieczną wersję Świętej Inkwizycji, gdyby PiS wziął większość parlamentarną, a zwłaszcza konstytucyjną? Mamy do czynienie z klasyką: Targowicą. Sprzedajni politycy i sprzedajny kler – przerabialiśmy to już w historii. Kaczyński dąży do powtórki.

Kmicic z chesterfieldem

Na Marszu Równości w Lublinie tydzień temu zatrzymano małżeństwo z domowej roboty ładunkiem wybuchowym. Miał zostać użyty przeciwko uczestnikom manifestacji. Czyżby głoszenie z ambon o „tęczowej zarazie” wywołało efekt „samotnych wilków” prowadzących prywatny dżihad po tym, czego nasłuchali się od radykalnych imamów w meczetach Londynu czy Paryża?

„Przyzwolenie na język pogardy stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa”

RPO Adam Bodnar czuje rosnące zagrożenie homofobicznym terroryzmem. Zaraz po zatrzymaniu małżeństwa z Lublina wydał oświadczenie „STOP homofobicznej i transfobicznej przemocy!”:

„Wzywam do zaprzestania działań, które prowadzą do realnego zagrożenia osób LGBT. (…) Nie możemy nadal tolerować wykluczania ze wspólnoty tworzonej przez wszystkich mieszkańców naszego kraju całej grupy społecznej. Pamiętajmy też, że nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest godność drugiego człowieka. (…)

Z wielkim niepokojem obserwuję narastanie uprzedzeń, nienawiści, a także słownej i fizycznej agresji wobec osób LGBT. Moje obawy i stanowczy sprzeciw tym bardziej wzbudza fakt, że te niebezpieczne napięcia społeczne nie tylko nie są postrzegane jako wymagające reakcji i eliminacji zagrożenia…

View original post 2 674 słowa więcej

 

Kto kopnął Kaczyńskiego w głowę? Prezes wymaga leczenia psychiatrycznego

Kto kopnął Kaczyńskiego w głowę. Na pewno ten gościu wymaga interwencji psychiatry.

Kmicic z chesterfieldem

Zaskakujące, że najmniej zdeterminowani są wyborcy PiS. Trzy tygodnie przed wyborami „Rzeczpospolita” postanowiła zbadać, na ile wyborcy poszczególnych komitetów wyborczych czują się zdeterminowani, aby 13 października oddać głos. Sondaż został wykonany przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS, w dniach 6-7 września 2019 r. na grupie 1100 osób.

Okazuje się, że najbardziej zdeterminowani czują się wyborcy Lewicy, na którą głos chce oddać 13,1 proc. badanych. W 94 proc. deklarują, że są bardzo, w 6 proc. – raczej zdeterminowani.

Podobnie ma się sytuacja w Koalicji Obywatelskiej. Jej elektorat aż 89 proc. jest bardzo lub raczej zdeterminowanych, 10 proc. – średnio, a tylko 1 proc. czuje się mało zmobilizowany do głosowania. Na KO głos chce oddać 22,7 proc. respondentów.

Dość wysoki poziom determinacji jest wśród wyborców Konfederacji – to aż 84 proc. W 12 proc. określony został on jako średni. Jednak poparcie dla Konfederacji to tylko 3,4 proc.

W sondażu dotyczącym determinacji elektoratu słabo wypada…

View original post 2 556 słów więcej

 

Krystyna Pawłowicz zapowiada zamordyzm Kaczyńskiego

„Odchodząca” na polityczną emeryturę posłanka Krystyna Pawłowicz z pełnym zaangażowaniem wspiera swoich partyjnych kolegów w walce o głosy w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

W ostatnią sobotę pojawiła się w Bydgoszczy by wspomóc w kampanii Bartosza Kownackiego. Przemawiając do zebranych w oratorium przy kościele Jezuitów Pawłowicz mówiła przede wszystkim o dobrodziejstwie, jakie spłynęło na obywateli za rządów jej partii. Zdaniem posłanki od 1945 roku tylko PiS spełnił wszystkie obietnice wyborcze, pomagając wszystkim potrzebującym.

Pawłowicz uważa, że za prowadzenie skutecznej „polityki godnościowej” przeciwnicy PiS-u gotowi są „podrzynać gardła” politykom jedynie słusznej partii. „Prawo i Sprawiedliwość dokładnie przestrzega konstytucji. A opozycja, sędziowie, którzy skarżą, kłamią i donoszą na Polskę, palą świeczki, to oni ją łamali. Nie rozumiem ludzi, którzy karmieni tym TVN-em wychodzą na ulicę i są gotowi nam gardło podrzynać” – przekonywała z mównicy posłanka, podkreślając przy tym, że PiS potrzebuje konstytucyjnej większości, aby zmienić konstytucję i ukrócić działalność lewych mediów.

Jeśli chcemy umocnić Polskę i w przyszłości uniemożliwić różnego rodzaju lewackim inicjatywom, które ich sędziowie dowolnie interpretują lub wprost nie stosują konstytucji, trzeba ją doprecyzować, napisać dla wolnej Polski. Musi być doprecyzowana rola samorządu terytorialnego, który opozycja opanowała, czyli enklawy ataku antypolskiego: Warszawa, Gdańsk, Bydgoszcz, Poznań, Łódź i tak dalej. To trzeba skończyć. Trzeba im pokazać ich miejsce” – grzmiała Pawłowicz.

W swoim przemówieniu nie zapomniała wspomnieć o zagrożeniach dla wartości chrześcijańskich, jakie niosą ze sobą środowiska LGBT czy feministki. „Obywatele wybiorą albo wolną Polskę, albo Holandię, w której już zabijają ludzi wbrew ich woli” – powiedziała na zakończenie przemówienia Pawłowicz.

Krystyna Pawłowicz zapowiada zamordyzm Kaczyńskiego.

Kmicic z chesterfieldem

Podczas wrześniowej konwencji w Lublinie Jarosław Kaczyński stwierdził, że poza Kościołem chrześcijańskim jest tylko wszystko niszczący nihilizm.

O komentarz do słów prezesa został poproszony prymas Polski abp Wojciech Polak, który był gościem konferencji „TworzyMy pokój. Wiara w demokracji – czas wyzwań”, jaka odbyła się w Muzeum Historii Żydów Polski Polin.

Nie jest to absolutnie stanowisko Kościoła katolickiego w Polsce ani w ogóle stanowisko Kościoła katolickiego. Gdyby tak było, to moja obecność tutaj byłaby co najmniej dziwna. Uważam, że to jest wypowiedź, która nie ma nic wspólnego z nauczaniem Kościoła. To może być pogląd, wizja kogoś, kto ją wypowiada” – powiedział prymas Polak.

Śmierć Dawida Kosteckiego >>>

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

Oczywiście przy pomocy kartki wyborczej bronimy Polskę przed rządami pisowców. Na razie jeszcze przy pomocy kartki wyborczej, obawiam się, że jeśli oni wygrają to następna obrona będzie możliwa już tylko na ulicach i w masowych protestach. Bronimy…

View original post 1 973 słowa więcej

 

Za PiSem i Kaczyńskim ciągnie się tren śmierci

#SilniRazem

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

Dziennikarze „Newsweeka” informują o specyficznych działaniach ministra. Ma on podobno zbierać haki na najważniejszych polityków „dobrej zmiany”, premiera Mateusz Morawieckiego, a także na przedstawicieli demokratycznej opozycji.

Wpływy „Mario” Kamińskiego wzrosły po tym, gdy doprowadził on do zdymisjonowania ministra Jarosława Zielińskiego. Kamiński – tym samym – objął władzę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Silna pozycja polityka, jak informuje „Newsweek”, nie podoba się samemu… Mateuszowi Morawieckiemu. Premier ma podobno zabiegać u Kaczyńskiego o ukrócenie działań „Mario”.

Morawiecki chciał się pozbyć Kamińskiego, bo na niego też zbiera haki” – przyznał w rozmowie z periodykiem jeden z polityków prawicy. „Mario” ma interesować się prywatyzacją Ciechu, w którą zamieszani byli przedstawiciele domu maklerskiego BZ WBK (ówczesnym prezesem zarządu banku był Morawiecki).

Tygodnik podaje, że na prawicy uformował się swoisty triumwirat; wchodzą do niego Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Mariusz Kamiński. Politycy mają decydować o niemal wszystkich decyzjach obozu Zjednoczonej Prawicy, odsuwając na dalszy plan pozostałych działaczy.

Internauci wskazują, że działalności Kamińskiego może obawiać się nawet prezes Kaczyński. „Co jak dokopie się do brudów Jarka z czasów PC?” – zapytał retorycznie jeden z komentujących, przypominając niewyjaśnione do dziś działania Kaczyńskiego z pierwszej połowy lat 90. Jeszcze inni skojarzyli tę sytuację z czasami komunistycznymi: „Niech się Kaczor nie cieszy. Światło (Józef – przyp. red., chodzi o b. funkcjonariusza komunistycznych służb, który wyjawił najgłębiej skrywane tajemnice stalinowskiej PRL) też zbierał haki na wszystkich, ale najgrubszą teczkę miał u niego Bierut”, „Ma haki jak Beria, niech zacznie ich używać, to tak samo skończy”, „Czegoś takiego jak pisopaci to nawet Orwell sobie nie wyobrażał”. Czyżby w partii szykował się kolejny rozłam?

„Listy śmierci” to film dokumentalny Andrzeja Dziedzica. Powstał za prywatne pieniądze Autora, w odruchu serca. Pokazuje jak potworna jest ta władza i ile złego może wyrządzić niewinnym obywatelom. To trzeba zobaczyć! – napisał Andrzej Rozenek.

Chodzi o sprawę tzw. ustawy represyjnej, uchwalonej przez PiS, która stosuje odpowiedzialność zbiorową wobec funkcjonariuszy i pracowników instytucji z okresu PRL i odbiera im prawo do godziwej emerytury. W ten sposób tysiące ludzi pozbawiono środków do godnego życia – bez prawa do sądu, bez możliwości skutecznego odwołania.

Wiele osób po otrzymaniu listu z decyzją od IPN zmarło – na zawał, na udar lub popełniło samobójstwo. O tym wszystkim jest właśnie dokument Andrzeja Dziedzica.

„Są uzasadnione podejrzenia, że 16 grudnia 2016 roku, w wyniku prowokacji, poza salą parlamentarną, w sali kolumnowej uchwalono ustawę wprowadzającą do prawa „odpowiedzialność zbiorową”. Odbyło się to w ukryciu przed opinią publiczną, czyli bez udziału dziennikarzy oraz bez wolnego dostępu opozycji sejmowej. Efektem tak uchwalonej ustawy, jest karanie wielu tysięcy niewinnych ludzi, którym odebrano środki do życia. Liczba ofiar śmiertelnych ustawy ciągle rośnie. Powstaje pytanie, wszyscy ci, którzy uczestniczyli w procesie przepychania tej ustawy, zdają sobie sprawę z tego co uczynili ludziom i że w przyszłości może to być ocenione przez historyków, jako zbrodnia sejmowa?” – napisał autor filmu.

Kaczyńskiego czeka sąd historii, a będzie on pod zarzutem zaprzaniec, musimy tego miejscowego Janukowycza wykopać od władzy. A potem go posadzić. Za zło, które wykreował, zapłacą nawet następne pokolenia. Zło zawsze jest banalne i tworzone przez ludzi małych, przeciętnych, lichych intelektualnie, właśnie takich, jak Kaczyński.

Kmicic z chesterfieldem

„Chodzi o to, żeby chwycić kraj za mordę. To jest plan, który przedstawia PiS”

Do takiego komentarza Romana Giertycha skłonił m.in. jeden z punktów programu PiS. Jeśli partia Kaczyńskiego wygra wybory, zamierza złożyć w Sejmie „wniosek o zmianę treści art. 105 ust. 2-3 a także ust. 5 Konstytucji RP w ten sposób, iż poseł lub senator będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a także zatrzymany lub aresztowany, decyzją podjętą na wniosek Prokuratora Generalnego, skierowany do Sądu Najwyższego”.

Zdaniem Giertycha, chodzi tu o „zastraszanie”. – „Jasnym jest, że jeżeli parlamentarzysta będzie wiedział, że od decyzji politycznej zależy jego wolność, to zawsze będzie się wycofywał, będzie się bał. Taka jest cecha immunitetu, że ma zagwarantować pewną niezależność i brak strachu po stronie parlamentarzystów” – stwierdził w TVN24.

Zwrócił uwagę na zapis, że wniosek od Prokuratora Generalnego miałby trafiać do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która utworzona została na mocy pisowskiej ustawy. – „Jeżeli mamy…

View original post 1 796 słów więcej

 

Polską rządzą skorumpowani idioci i niebywali prostacy

Stefan Niesiołowski udał się do kina na film Patryka Vegi Polityka i podzielił się swoją refleksją na temat najnowszego dzieła reżysera.

Film Patryka Vegi „Polityka” pojawił się na ekranach w jednym z ważniejszych momentów walki o demokrację w Polsce. Jest to film ważny i potrzebny. Pokazuje jednoznacznie, że Polską rządzą przede wszystkim skorumpowani idioci, ale także ludzie do szpiku kości zakłamani, cyniczni, pełni kompleksów, mściwi, małostkowi, wyjątkowo zachłanni na pieniądze, za to z ustami pełnymi frazesów o patriotyzmie, religii, dobrej zmianie, poświęceniu itp.

Przed podjęciem zasadniczej decyzji w kabinie wyborczej warto zobaczyć jak wyglądają kulisy pisowskiej władzy, kim są ludzie, którzy sprawują autokratyczną władzę nad Polską, jakim językiem mówią między sobą i o nas, o co im naprawdę chodzi i czy warto powierzyć im władzę na kolejne lata, a być może na bardzo długo?

Polską rządzą niebywali prostacy, policja polityczna, której ponury zwierzchnik o fizjonomii przypominającej znanych oprawców i w takich też okularach, gromadzi papiery, kwity, haki na przeciwników politycznych, a rozpolitykowany ksiądz, który cały czas wyciera sobie gębę Panem Jezusem i Świętym Piotrem wyciąga łapy po publiczne pieniądze, załatwia pracę dla absolwentów i pomagierów swojego medialnego imperium.

Polska w tym filmie, a więc Polska pisowska, jest dla swoich, a demokracja zredukowana została do groteskowej fasady, gdzie premierzy są malowani, prawdziwa władza jest w partyjnej centrali, istnieje policja polityczna, ordery, pieniądze, limuzyny, zaszczyty, tytuły i różnego rodzaju przywileje są dla swoich, a pytanie – czy on jest nasz – jest decydujące o losach i przyszłości ludzi.

O tym jak długo tak będzie wyglądał nasz kraj, być może zadecydują nadchodzące wybory i dlatego wszystko co może przyczynić się do wyrwania Polski z rąk ludzi łapczywych na władzę, przywilej, pieniądze, a przy tym niebotycznie głupich i ograniczonych, ma ogromne znaczenie.

Być może do odzyskania utraconej demokracji w jakimś stopniu przyczyni się film Patryka Vegi? Dlatego nie podzielam poglądu niektórych krytyków kręcących nosem i wybrzydzających na „przerysowaną” sołtysową (no jednak aż taka nie jest), zbyt łapczywego na pieniądze przynoszone w paczkach teczkami pupila ministra obrony, czy zacierającego tłuste łapki i obłudnie powtarzającego co kwadrans – alleluja i do przodu czcigodnego kapłana wychowawcę młodych pokoleń.

Oni pisowcy nie mają takich skrupułów, najpierw przez wiele lat bredzili o zamachu smoleńskim i pod hasłem szukania winnych zamachu, których nazwiska jednocześnie w swoich mediach wymieniali, podpalali Polskę, a potem zachwycali się szmirą pt. „Smoleńsk”.

Oni nie mieli wątpliwości i witali z kwiatami wracającą po sromotnym głosowaniu (27:1) „bohaterkę” wyli z zachwytu po słowach – te pieniądze im się po prostu należały, podobnie jak w innych podobnych sytuacjach np. po uchwaleniu głupiej ustawy o IPN, czy rezygnacji marszałka dobrej zmiany.

Oni nie mają wątpliwości, ani wahań nad przyznawaniem gigantycznych funduszy telewizji na załganą telewizję, reżimowe media służące opluwaniu każdego kto nie jest z nimi, na media nadużywające imienia Matki Boskiej i na reklamy z budżetu państwa czyli z naszych pieniędzy na gazety robiące wrażenie redagowanych w Moskwie.

Wątpliwości mamy tylko my i dlatego proszę się nie dziwić, że ten reżim trwa dłużej niż trwać powinien. Polska już kilka razy w swojej historii sama pogrążała się w bezwładzie niemocy i rozkładzie, a pisowska dyktatura jak każda do tego tylko jest zdolna i taki też musi być ostateczny rezultat pisowskich rządów. To w jakimś sensie jest nawet dobre bo prowadzi do tej dyktatury upadku. Tak jak na żadnym pogrzebie nikt nigdy nie widział nowotworu, który był sprawcą zgonu. Tyle tylko, że dyktatury czasami długo trwają. Na szczęście na razie upadek PiS-u zależy od nas.

Mniej więcej od trzech lat powtarzam, że jeśli mamy w ogóle marzyć o sukcesie wyborczym (i jakimkolwiek innym) to konieczne jest wyrzucenie, albo przynajmniej schowanie Schetyny. Wreszcie (podobno pod naciskiem firmy marketingowej) Metternich z Wrocławia zgodził się trochę się schować i zaproponował na stanowisko premiera, a więc lidera kampanii Małgorzatę Kidawę-Błońską. Z pewnością jest to ruch dobry, chociaż jak wszystko u Schetyny oszukańczy bo cała jego klika z takimi orłami jak Kierwiński, Tyszkiewicz itp. decyduje o wszystkim i po wyborach wszystko wróci do status quo ante, ale przede wszystkim beznadziejnie spóźniony.

Obecnie bardzo trudno sobie wyobrazić, aby mogło to radykalnie coś zmienić. Ale im mniej Schetyny i jego kliki tym większa szansa na sukces. Ważne jest, aby możliwie dobre wyniki uzyskały komitety Koalicji Polskiej (PSL, UED, Kukizowcy) i Lewicy bo to być może pozbawi PiS samodzielnej większości?

Brunatna dyktatura PiS jest jeszcze w wersji light, po wyborach będzie hard.

Kmicic z chesterfieldem

Miał być bez deficytu, a tu nagle okazuje się, że będzie nowelizowany. Wszystko dlatego, iż zauważono, że w projekcie budżetowym na 2020 rok próżno szukać 13 emerytury… Duże koszty realizacji tego flagowego programu PiS, czyli ok. 10 mld zł nie pozwoliłyby domknąć budżetu bez deficytu – czytamy w INNPoland.

Mamy jednak w najbliższej perspektywie wybory, PiS pali się do władzy, więc bez względu na wszystko będzie nowelizacja i to głównie po to, by umożliwić w 2020 r. wypłatę 13 emerytury. Na antenie radiowej jedynki Joachim Brudziński zapewnił, że dodatkowa wypłata dla emerytów „będzie zachowana”.  „Mało tego, rozszerzyliśmy ją w zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego: w 2021 r. ta trzynasta emerytura będzie zwiększona o kolejną, czyli czternastą” – zapowiadał.

Na antenie Radia Zet podobną deklarację złożył szef KPRM Michał Dworczyk: „Trzynastka będzie zapisana w przyszłorocznym budżecie. Jeżeli PiS wygra wybory, będzie oczywiście trzynastka (…). Środki są nawet w obecnym budżecie w…

View original post 1 961 słów więcej

 

PiSkup Jędraszewski znowu o seksie. Mentalne polucje

Tym razem to rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych posłużyła arcybiskupowi Markowi Jędraszewskiemu do wygłoszenia kolejnych kontrowersyjnych słów.

„Obecny czas to kolejne zmagania, w których zdajemy sobie sprawę, że zagraża nam nowy totalitaryzm – ideowy, który chce uderzyć w godność człowieka, sprowadzając go do istoty żyjącej tyko seksem w najrozmaitszych, niegodnych z człowieczą naturą kształtach. Pragnie uderzyć się w wychowanie dzieci i młodzieży. Odrzuca się wartość narodu w imię idei multi-kulti. Te niebezpieczeństwa trzeba umieć nazywać, aby szukać adekwatnych odpowiedzi, tak jak to robiono w 1980 i 1981 roku” – powiedział w katedrze wawelskiej abp Jędraszewski.

„Gdyby abp Jedraszewski wkładał tyle wysiłku w walkę ze skandalami seksualnymi w Kościele, to problem w polskim KK mógłby być znacznie mniejszy, a abp Paetz już dawno byłby na zielonej trawce” – skomentował na Twitterze Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.

„Czy ci księża ciągle muszą gadać o seksualizacji i seksie? Bo w ten sposób to oni stają się właśnie takimi istotami żyjącym tylko seksem, samemu łamiąc zasady moralne, na straży których ponoć stoją”; – „Po raz kolejny PiSkup Jedraszewski zmarnował okazję do milczenia” – pisali inni twitterowicze.

To już kolejny raz w ciągu ostatnich tygodni, kiedy metropolita krakowski szokuje swoimi wypowiedziami. Wykorzystał rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego: „Abp Jędraszewski znów bulwersuje – mówi o „nowej zarazie”: już nie czerwonej, a tęczowej”.

Sojusznik PIS Kościół katolicki nie próżnuje przebija amoralnością partię Kaczyńskiego.

Kmicic z chesterfieldem

„Widzę, że zachowano protokół dyplomatyczny i zasady precedencji. Szeregowy poseł między szefami rządów, ministrami i kierownikami najważniejszych instytucji państwa. Niby w jakiej roli?” – zapytał na Twitterze Patryk Wachowiec z FOR.

Jarosław Kaczyński podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej siedział bowiem w pierwszym rzędzie trybuny honorowej. Obok niego ulokowano jego „odkrycie towarzyskie”, czyli Julię Przyłebską, a po drugiej stronie – wicepremiera Piotra Glińskiego.

„Precedencja w Polsce nie przewiduje specjalnego traktowania szefa partii rządzącej. Protokół dyplomatyczny jest trochę jak z plasteliny, ale tutaj jednak ktoś przesadził. Nie ma to żadnego uzasadnienia protokolarnego. Kogo reprezentował Kaczyński?” – dziwił się w natemat.pl dr Janusz Sibora, specjalista ds. protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego. Wspomniana precedencja reguluje porządek pierwszeństwa zajmowania miejsc podczas oficjalnych spotkań władz państwowych.

Na dodatek prezes PiS…

View original post 3 226 słów więcej