Możemy się spodziewać najgorszego?

Zakończyła się cisza wyborcza. Oto pierwsze, sondażowe wyników wyborów:

PiS – 43,6 proc.

Koalicja Obywatelska – 27,4 proc.

Lewica – 11,9 proc.

PSL – 9,6 proc.

Konfederacja – 6,4 proc.

Inne – 1,1 proc.

Wyniki exit poll Ipsos, źródło: TVN24.

Pracownia IPSOS, która przeprowadza badanie exit poll dla wszystkich stacji telewizyjnych, przedstawia następujący możliwy rozkład głosów w Sejmie.

Prawo i Sprawiedliwość – 239 mandatów

Koalicja Obywatelska – 130 mandatów

Lewica – 43 mandaty

PSL – 34 mandaty

Konfederacja – 13 mandatów

Większość zwykła w Sejmie wynosi 231 mandatów.

Jeśli potwierdzą się wyniki sondażowe, PiS utrzyma większość w Sejmie, choć patrząc na przemawiającego Jarosława Kaczyńskiego w sztabie PiS, dostrzec można było rozczarowanie, że jego partia nie będzie miała większości konstytucyjnej. – „Jeśli wynik sondażowy się utrzyma, przed nami kolejne cztery lata rządzenia, czeka nas refleksja nad tym, co się udało i nad tym, co spowodowało, że pewna część społeczeństwa uznała, że nie należy nas popierać” – stwierdził.

W przemówieniu prezesa PiS – oczywiście nie zabrakło wątków o „wrażych siłach”. – „Mimo wszystko mamy powody do radości, bo mimo tego potężnego frontu przeciwko nam zdołaliśmy wygrać i wszystko wskazuje na to, że to się jednak utrzyma” – mówił Kaczyński.

Lider PO Grzegorz Schetyna zapowiedział współpracę z innymi partiami opozycji demokratycznej. – „To były trudne cztery lata, to nie była równa walka, nie mieliśmy poczucia, że startujemy w uczciwej walce, że przeciwnik stosuje uczciwe metody. Współpraca ugrupowań opozycyjnych to jedyna droga. Wszystko przed nami. Przed nami wybory prezydenckie. Tym wszystkim, którzy marzyli o wielkim zwycięstwie, o dominacji, którzy chcą układać państwo tak, by w nim dobrze było tylko im – chcę im powiedzieć: nie będzie Budapesztu w Warszawie” – stwierdził szef PO.

Po czterech latach do Sejmu wraca Lewica. – „Jarosław Kaczyński ma problem, bo będzie w Sejmie opozycja odważna, której będzie się chciało walczyć o prawa pracownicze, o lepszą ochronę zdrowia. To pierwszy krok do lewicowego rządu po następnych wyborach” – stwierdził Adrian Zandberg, lider Razem. A Robert Biedroń dodał: – „Pokażemy, że Polska może być otwarta, tolerancyjna i nowoczesna, a do tego być państwem dobrobytu. Będziemy konstruktywną opozycją, która każdego dnia będzie pokazywała, że Konstytucja będzie broniona od pierwszego do ostatniego artykułu”.

„Jeżeli te wyniki się potwierdzą, to jest wielki mandat zaufania dla racjonalnego centrum, dla naszych propozycji dla Polski. Stoimy po stronie państwa wolnego, niepodległego, demokratycznego, godnego, który szanuje każdego obywatela, a nie samowładzę” – powiedział szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Zapamiętajcie słowa Kaczyńskiego – To nie jest jeszcze zwycięstwo ostateczne, otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej! Strach się bać, kolokwialnie mówiąc… On już grozi!

– Jeszcze nie jest jasne, kto będzie miał większość – mówi prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Według badania exit poll z godziny 21 dla TVN, TVP i Polsatu poparcie dla poszczególnych komitetów wyborczych wynosi: 43,6 pkt. proc. dla PiS, 27,4 pkt. proc. dla Koalicji Obywatelskiej, 11,9 pkt. proc. dla Lewicy, 9,6 pkt. proc. dla PSL-Koalicji Polskiej i 6,4 pkt. proc. dla Konfederacji.

Ipsos podał też prawdopodobny podział mandatów: 239 dla PiS, 130 dla KO, 43 dla Lewicy, 34 dla PSL-Koalicji Polskiej i 13 dla Konfederacji.

Flis i Machowski: PiS ma tylko 227 mandatów

Prof. Flis, z którym rozmawialiśmy przed godziną 23, przeliczył dane Ipsos wedle własnego wzoru. I wyszło mu, że PiS może liczyć na 227 mandatów, obóz anty-PiS – na 217, a Konfederacja – na 16. – Więc jeszcze nie jest jasne, kto będzie miał większość – komentuje socjolog.

To oznaczałoby klincz, bo ani PiS, ani anty-PiS nie mogłyby samodzielnie stworzyć większościowego rządu. Języczkiem u wagi stałaby się Konfederacja. Na wieczorze wyborczym lider PiS Jarosław Kaczyński studził nastroje.

Podobnie wyliczył mandaty Andrzej Machowski, doktor psychologii w zakresie psychometrii i analityk badań sondażowych. Jego zdaniem wyniki podane przez Ipsos są prawdziwe, ale podział mandatów – już nie. Wyliczył, że PiS ma właśnie 227 posłów, KO – 135, Lewica – 47, PSL-Koalicja Polska – 34, a Konfederacja – 16.

Machowski podkreślił, że model wyliczenia mandatów z uwagi na to, iż nie bierze pod uwagę specyfiki geograficzno-politycznej, może się trochę mylić, ale na pewno nie o 12 posłów w przypadku PiS. W wyborach z 2015 r., w których PiS zdobył 235 mandatów, model przypisał partii Kaczyńskiego 233 miejsca w Sejmie, a np. Nowoczesnej „dał” 31, o trzy więcej niż w rzeczywistości.

Prof. Cześnik: opozycja ma więcej głosów

Rozmawialiśmy też z prof. Mikołajem Cześnikiem, politologiem z Uniwersytetu SWPS i Fundacji Batorego. – Po pierwsze, wysoka frekwencja. W tym roku poszło na wybory o ok. 3 mln osób więcej niż w 2015 r., to z punktu widzenia demokracji sukces. Po drugie, jeśli się doda głosy oddane na KO, PSL i Lewicę to widać, że obóz anty-PiS jest silniejszy niż PiS. Dostał ok. 8,5 mln głosów [PiS niecałe 8 mln] – mówi prof. Cześnik, komentując wyniki. – Po trzecie, jeśli Konfederacja wejdzie do Sejmu, to sprawdzi się najczarniejszy sen Jarosława Kaczyńskiego o obejściu go z prawej flanki. Gdyby PiS nie zdobył powyżej 230 mandatów, to Kaczyński stanie przed diabelską alternatywą, czy dogadywać się z Konfederacją. A w niej są ludzie, którzy są albo twardymi graczami, albo wariatami, a Kaczyński takich nie potrzebuje.

Wg dwóch politologów PIS traci większość. To będzie długa noc.

Socjolożka Elżbieta Korolczuk po ogłoszeniu wyników exit poll: „Ten wynik musi być dla PiS rozczarowaniem. To trudny moment dla Polski. PiS będzie kontynuować politykę transferów, ale gdy sytuacja ekonomiczna nie pozwoli, sięgnie po środki represyjne. Takie ruchy jak Ordo Iuris będą miały większe znaczenie. Dla praw kobiet możemy się spodziewać najgorszego”

Elżbieta Korolczuk: PiS wciąż ma większość, proces gnicia polskiej demokracji będzie trwał. Oczywiście, sytuacja, w której się obudzimy jutro, ma kilka wariantów – w zależności od tego, czy Konfederacja wejdzie czy nie. Ale zasadniczo nie zmieni to sceny politycznej.

Jednocześnie, biorąc pod uwagę ilość transferów pieniężnych dokonanych przez PiS do różnych grup, w tym do takich, które miały znaczenie jeżeli chodzi o mobilizację wyborców, i biorąc pod uwagę ilość pieniędzy, które PiS włożył w kampanię wyborczą, to ten wynik musi być dla nich rozczarowaniem.

Magdalena Chrzczonowicz: Jarosław Kaczyński był bardzo powściągliwy po ogłoszeniu wyników.

To nie jest wynik, którego się spodziewali przy tak wielkich transferach, które już zagrażają stabilizacji ekonomicznej państwa. Trudno dać więcej pieniędzy, a to oznacza żę grupa wyborców, którą można było zachęcić poprawą sytuacji ekonomicznej, już się wyczerpała.

To trudny moment dla Polski. To oznacza, że PiS albo może kontynuować swoją politykę transferów, ale nie wiadomo, czy sytuacja ekonomiczna na to pozwoli, albo sięgać po środki represyjne.

Te wyniki oczywiście ciągle mogą się zmienić. Mówi się, że do tej pory wyniki exit poll niedoszacowywały PiS. Nie wiem, czy po 4 latach tak ciągle jest.

Jak oceniasz wynik lewicy?

Wynik lewicy jest zadowalający – przypomnijmy, że do tej pory lewicy w Sejmie nie było. Lewica miała problem z tożsamością, bo połączenie trzech tak różnych projektów jak Razem SLD i Wiosna, było wyzwaniem.

Lewica nie miała też możliwości finansowych, żeby zrobić dobrą kampanię. Oczywiście, ja oczekiwałam więcej, ale było to myślenie życzeniowe. Biorąc pod uwagę finanse, którymi dysponował PiS – tak zawsze jest w przypadku partii rządzącej, a PiS z tego korzystał dość bezczelnie – nie należało się spodziewać, że nastąpi jakaś zasadnicza zmiana.

Ale istotne jest to, że lewica nie była w stanie przejąć od PiS kwestii socjalnych. Nie wygrano problemu z jakością usług publicznych, katastrofą w służbie zdrowia, sytuacją w edukacji itp. To jest wyzwanie. Lewica musi się zdecydować, który przekaz jest najważniejszy. Moim zdaniem najważniejsze są równość i jakość usług publicznych. To sprawy, które dotyczą nas wszystkich.

Te wybory pokazują dwie rzeczy – nie da się pokonać PiS operując wyłącznie przekazem o zagrożeniu demokracji.  Ale też PiS nie jest w stanie wygrać wyborów wyżej niż te 43-44 proc. i to łącząc politykę pamięci, nacjonalizmu i transferów socjalnych.

Jedni i drudzy osiągnęli limit. Pytanie, kto się określi od nowa.

Co będzie z prawami kobiet?

Będzie fatalnie. Nastąpią kolejne ograniczenia w kwestii aborcji, będzie manipulowanie przy konstytucji. To jest ciągle na tapecie, to jest tak ważna sprawa dla ruchów ultrakonserwatywnych, że oni tego nie odpuszczą.

Wygrana PiS jest dla tych środowisk sygnałem, że trzeba dalej i jeszcze intensywniej o to zabiegać. Takie ruchy jak Ordo Iuris będą miały coraz większe znaczenie. Możemy się spodziewać najgorszego.

Człowiek jednoosobowo trzęsący krajem, dla swoich groźny, przez innych wyśmiewany, podczas kampanii przeistoczył się nagle w troskliwego ojca narodu

Ta kampania wyborcza przeszła do historii. Czy wyniknęło z niej coś istotnego dla Polaków? Co zapisze się w naszej zbiorowej pamięci? Co, oprócz pytań: jak bardzo opłaca się okłamywać elektorat, albo jak kto woli – jak bardzo nie opłaca się mówić wyborcom nieprzyjemnej prawdy? W mojej pamięci pozostanie wiele obrazków i zdarzeń, które nadają owej elekcji niepowtarzalny rys, precedensowy w historii polskiej demokracji.

Jeśli pominąć pierwsze po wojnie sfałszowane wybory nigdy dotąd nie byliśmy świadkami tak wielkiej desperacji obozu władzy, która użyła całego aparatu państwa, by nie przegrać. Rządowe media bez żenady kolportowały kłamstwa i plotki dyskredytujące opozycję. Służby specjalne cichcem donosiły zaufanym pseudodziennikarzom podrasowane szczegóły z życiorysów kandydatów koalicji. Rządowe szczujnie prześcigały się w fabrykowaniu rzekomych wypowiedzi i cytowaniu wydzieranych z kontekstu wypowiedzi, które miały kompromitować ludzi z opozycji. Dyspozycyjna prokuratura nie nadążała z preparowaniem formalnych i werbalnych zarzutów, a przedstawiciele władz straszyli zagrożeniami, które akurat w okresie przedwyborczym jakby się zmówiły, by zawisnąć nad głowami Polaków.

Z tej wyborczej batalii na zawsze zapamiętam zakłamane twarze funkcjonariuszy partyjnych, zapewniających mnie żarliwie, że nie śpią, nie jedzą, tylko furt myślą o moim losie i o dobru Ojczyzny, matki naszej. Zapamiętam na zawsze tego sztukmistrza, który przed kamerą był zatroskanym mężem stanu i miał łzy w oczach mówiąc o dramatycznych zakrętach polskiej historii, a po minucie, gdy tylko zszedł z wizji, potrafił przepoczwarzyć się w podchmielonego birbanta, rechoczącego z chamskiego dowcipu partyjnego kolesia. Nie zapomnę głupio zaskoczonej miny premiera, któremu pokazano oficjalną statystykę, gdzie stało jak byk, że jednak mamy w kraju ludzi żyjących poniżej absolutnego minimum socjalnego i że przybywa ich w zastraszającym tempie. I jeszcze utrwaliło mi się w pamięci wstrząsające przemówienie najważniejszej osobistości kraju, który najpierw długo mnie obrażał, potem jeszcze dłużej apelował do moich patriotycznych uczuć (które wyrażać się powinny poparciem dla programu jego partii), a w końcu wezwał mnie do ratowania ojczyzny, co to właśnie stanęła przed straszliwymi historycznymi zagrożeniami.

W tej kampanii wiele było podobnych wezwań, apeli i ostrzeżeń. Ostrzegano mnie przed straszliwą katastrofą w przypadku, gdy wybory wygra „ulica”.  Ostrzegano Polaków przed zakamuflowanymi wysłannikami wrażych sił, którzy za obce pieniądze planują wprowadzić w Polsce niepolskie porządki i niemoralny ład moralny. Ostrzegano cały świat, by nie mieszał się w sprawy, które „we własnym domu” rozwiązywać może wyłącznie demokratycznie wybrana władza.  Prym wiodła tutaj opanowana przez wiodącą partię telewizja publiczna, sterowana przez króla cyników, o którym mówiło się podczas kampanii, że kłamie nawet przez sen.

Na ulicach widać było od razu, kto ma władzę, pieniądze i prawo zawieszania plakatów i ulotek w najlepszych miejscach. Plakaty kandydatów opozycji były masowo zrywane, zachlapywane i uzupełniane swastyką albo gwiazdą Dawida. Dziennikarze nie kryli rozbawienia, gdy na konferencji prasowej minister od spraw wewnętrznych opisywał niebywałe trudy ścigania „całkowicie nieznanych sprawców” tych przedwyborczych ekscesów.

Nigdy nie zapomnę niezwykłej mieszanki niepokoju i nadziei, niepowtarzalnie rozedrganej atmosfery towarzyszącej tym wyborom. Na spotkaniach kłębiły się obietnice i zwoje kiełbasy wyborczej. Sondaże nie były pomyślne, ale może jednak… Dla jednych zwycięstwo oznaczało nowy początek, dla drugich koniec całej epoki. Człowiek jednoosobowo trzęsący krajem, dla swoich groźny, przez innych wyśmiewany, podczas kampanii przeistoczył się nagle w troskliwego ojca narodu, zapewniającego, że jedynym celem jego rządów i rządów jego partii jest zaprowadzenie w Polsce porządku, bo takie jest mickiewiczowskie zadanie, bo „przed ucztą potrzeba dom oczyścić ze śmieci”. Podczas kampanii pochowali się gdzieś najbardziej znienawidzeni, na pierwszy plan wysunięto młodszych, których nauczono klepać przygotowane dla nich formułki i uśmiechać się radośnie. Na scenie politycznej tłoczyli się nieznani dotąd ludzie, a za kulisami znani demiurgowie pociągali za sznurki i zarządzali efektami specjalnymi, siejąc entuzjazm, zwątpienie, nadzieję, ale głównie strach. Ktoś gdzieś zobaczył schowaną w jakimś zakamarku gotową urnę na wymianę, wypełnioną odpowiednio skreślonymi kartami. W popularnym kabarecie znany artysta prognozował wyniki: – Głosowali jak chcieli, a wybrali kogo trzeba! Sondaże wskazywały dużą przewagę rządzących – na zewnątrz buńczucznych i pewnych siebie, a w środku rozbieganych, nerwowych i napastliwych.

Mówiło się o jedynej, może nawet ostatniej szansie pokonania okupantów, którzy zabrali nam Polskę. Bo dziś jeszcze stać nas na masowe protesty, bo jeszcze teraz rządzący muszą się liczyć z opinią Europy i świata, bo w tych wyborach obserwatorzy i mężowie zaufania z opozycji patrzeć im będą na ręce. Ale kiedy rządząca partia wygra wybory, to z pomocą własnej krajowej komisji wyborczej, własnych komisarzy, własnej administracji i własnych sędziów wygrywać już może zawsze. Przez lata mataczenia i manipulowania prawem zdobyła przecież wystarczającą wprawę, by nigdy już nie przegrać…

Skończyła się ta kampania. Przyszedł czas wyborów. A następnego dnia okazało się, że wygraliśmy wszystko, co było do wygrania. Kiedy ogłoszono pierwsze wyniki okazało się, że zwyciężyła solidarność przez duże i małe „S”. Dzisiaj, po 30 latach trudnej wędrówki, wróciliśmy do początku drogi. Zapamiętana zostanie Polska z tamtych i tych ostatnich wyborów – pęknięta na pół i trudna do sklejenia, bo wciąż rozdrapywana przez ludzi przekonanych, że są nieśmiertelni i że tak, jak jest, będzie zawsze – ludzi bez świadomości, że największym błędem politycznym jest uwierzenie własnej propagandzie.

Andrzej Karmiński

Wyniki wyborcze exit polls. Szambo wybiło

Reklamy

Olga Tokarczuk apeluje: wybór między demokracją a autorytaryzmem

Olga Tokarczuk w Düsseldorfie z @michalnogas: „Wybór, którego dokonamy w niedzielę, najprawdopodobniej będzie absolutny, cywilizacyjny. Zadecydujemy, czy Polska zostanie w kręgu cywilizacji zachodniego człowieka, czy też pójdzie krętymi ścieżkami autorytaryzmu, a być może przemocy”.

Polska noblistka, Olga Tokarczuk, bez ogródek powiedziała o niedzielnych wyborach: – Dla mnie te wybory są najważniejsze od 1989 roku. Jak dodała na konferencji w Düsseldorfie, przejmuję się tym, ponieważ jest obywatelką.

Olga Tokarczuk 10 października została laureatką literackiej nagrody Nobla. Na piątkowej konferencji prasowej, która odbyła się w Niemczech, gdzie pisarka obecnie promuje swoją książkę „Księgi Jakubowe”, podkreśliła, że nadchodzące wybory parlamentarne są jej zdaniem decydujące i niezwykle ważne. Dziennikarzom z całego świata powiedziała:

Dla mnie te wybory są najważniejsze od 1989 roku.(…) Jesteśmy w sytuacji bardzo jasnego wyboru – czy zagłosujemy na taką Polskę, która oddzieli się od Europy i zepchnie na pobocze wartości demokratyczne. Myślę, że to jest wybór pomiędzy demokracją a autorytaryzmem – najprościej mówiąc.

Dokładnie wyjaśniła, co dla niej w tym wypadku oznacza „głosowanie za demokracją”:

To znaczy dla mnie głosować za społeczeństwem, w którym każdy członek tego społeczeństwa będzie w stanie znaleźć swoje miejsce i realizować się bez względu na kolor skóry, na płeć, na wiarę religijną jaką wyznaje, to jest głosować na społeczeństwo, gdzie nie będzie wykluczonych z takich właśnie powodów, to jest społeczeństwem, w którym głosowanie na takie rozwiązania, które będą przezroczyste, transparentne dla obywateli.

Noblistka dobitnie podkreśliła, że to jest głosowanie za przynależnością do wspólnoty europejskiej: – To jest akurat dla mnie strasznie ważne, ponieważ uważam, że Polska nie ma innego miejsca poza wspólnotą europejską. Zwróciła także uwagę na aspekt ekologii:

To jest głosowanie za zrównoważonym rozwojem, za moralnym etycznym stosunkiem do środowiska do zmiany gospodarki kraju, w taki sposób, żeby te rozwiązania były ekologiczne i żeby ratowały nas przed kryzysem klimatycznym.

Podkreśliła, że przejmuję się tym, ponieważ jest obywatelką. – Społeczeństwo i kultura to jest moja druga skóra. Przecież będę mieszkać w Polsce. Głosowanie nie jest rzeczą ogólną – to bardzo pragmatyczna rzecz – mam dzieci i będę w tym kraju mieszkać – powiedziała Tokarczuk.

Wybory parlamentarne odbędą się 13 października – ich wyniki będą wiążące bez względu na frekwencję.

Rządzący cieszą się z Nobla Olgi Tokarczuk. Wcześniej ją oczerniali. „Jest słaba na umyśle”

Państwo mafijne PiS

Dziennikarz Wojciech Czuchnowski i wydawca Gazety Wyborczej wygrali w Sądzie Najwyższym z partią rządzącą.

W 2016 r. PiS postanowił wytoczyć cywilny proces o ochronę dóbr osobistych redaktorowi Gazety Wyborczej – Wojciechowi Czuchnowskiemu i wydawcy gazety.

Dziennikarz GW w 2015 r. napisał tekst o tym, jak prezydent Andrzej Duda ułaskawił skazanego nieprawomocnie na więzienie za nadużycie władzy Mariusza Kamińskiego. W artykule padł zwrot „tak działa państwo mafijne – który nie spodobał się politykom PiS.

Wyrok Sądu Najwyższego

– To już trzeci i ostateczny tym razem wyrok w sprawie komentarza z listopada 2015 r. Krytycznie oceniliśmy w nim decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, który nie czekając na zakończenie procesu ułaskawił swoich partyjnych kolegów: Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – informuje Gazeta Wyborcza.

Wojciech Czuchnowski: Wygraliśmy z PiS przed Sądem Najwyższym! Wyborcza miała prawo napisać o „mafijnym państwie” PiS – uznał w czwartek Sąd Najwyższy. Zdaniem SN tak ostra ocena „nie wykraczała poza granice dopuszczane w debacie publicznej”.

***

Oświadczenie Sądu Najwyższego

W dniu wczorajszym (10.10) Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego nakazujący dziennikarzowi oraz wydawcy gazety zamieszczenie przeprosin partii politycznej w części zmieniającej wyrok Sadu pierwszej instancji i oddalił apelację partii w sporze o ochronę dóbr osobistych w związku z artykułami opublikowanymi w listopadzie 2015 r. na łamach pozwanej gazety. Według Sądu Najwyższego ostra ocena zawarta w kwestionowanych przez powódkę opiniach zawartych w tych artykułach nie wykraczała poza granice dopuszczalne w debacie publicznej.

Reakcje internautów:

Mamy to oficjalnie, na piśmie, ze stemplem SN. Państwo PiS to państwo mafijne. Można już oficjalnie używać tego zwrotu”.

Wybór jest prosty: albo układy mafijne PiS, albo Polska demokratyczna”.

Czyli to prawda, że PiS stworzyło mafijne państwo. Szczerze mówiąc jak się tak przyjrzeć i przeanalizować od początku, od pierwszych decyzji, niepublikowania wyroków TK i gdy Duda nie mając kompetencji wybrał kogo chce zaprzysiąc na sędziów TK, widać było, na co się zanosi”.

Jest to wielkie zwycięstwo wolności słowa i wolnych mediów. A także zwycięstwo niezależnych sądów i niezawisłych – godnych najwyższego szacunku – sędziów.

W czwartek 10 października w wielu polskich miastach odbyły się pikiety świeckich katolików, którzy domagają się liberalnych zmian w Kościele. Chrześcijanie demonstrowali m.in. w Krakowie, Poznaniu i Szczecinie. My odwiedziliśmy protest w ostatnim z wymienionych miast. (O proteście w Krakowie: „Katolicy chcą odzyskać Kościół z rąk diabelskich biskupów”).

Protestujący zebrali się przed bramą główną seminarium duchownego na ul. Pawła VI w stolicy Zachodniego Pomorza. Zgromadzone osoby trzymały transparenty z napisami „OdzyskajMY nasz Kościół” i świece, które miały symbolizować żałobną atmosferę zgromadzenia. Na początku organizatorzy odczytali list przygotowany przez inicjatorów ogólnopolskiego ruchu.

Jesteśmy katolikami. Czujemy, że coraz rzadziej w Kościele Rzymskokatolickim w Polsce słyszymy przesłanie Jezusa. Zamiast o miłosiernym Bogu płynie do nas głos pełen podziałów i niechęci do innych. Część z nas boi się iść na niedzielną Mszę w kościele parafialnym, nie chcąc znów słuchać słów pełnych lęku, a nierzadko też – potępienia i nienawiści. Mamy dość patrzenia na twarz Kościoła w Polsce, który reprezentują właściwie wyłącznie biskupi i księża. Kościół to nie tylko oni” – rozpoczęli inicjatorzy zgromadzenia, którzy naprzemiennie wymieniali się kartkami i odczytywali treść listu.

Szczególną uwagę przykuł dalszy fragment wiadomości, w której poruszono problem wszechobecnej w Kościele nienawiści, homofobii i ksenofobii. „Bolą nas i ranią słowa o „tęczowej zarazie” i wszelkie wypowiedzi katolików wykluczających mniejszości: w ostatnim czasie głównie osoby LGBT+, ale również Żydów, muzułmanów czy niewierzących. To słowa, które odpychają wielu wiernych od Kościoła, wykluczają katolików LGBT+, ich rodziny oraz przyjaciół. Z pokorą i szacunkiem chcemy przeprosić wszystkie osoby, które zostały obrażone i upokorzone słowami przedstawicieli naszego Kościoła. Nie ma na nie naszego przyzwolenia” – grzmieli zgromadzeni pod seminarium wierni. Po odczytaniu apelu zgromadzone osoby pogrążyły się w symbolicznej ciszy, a następnie odmówiły „Modlitwę Pańską”.

Jak się okazało, nie byli oni członkami żadnych organizacji i zwołali się całkowicie oddolnie. „Łączy nas światopogląd. Organizatorzy akcji dokładnie trafili w punkt i myślą podobnie jak ja” – przyznał pan Ryszard, jeden z uczestników religijnej manifestacji. „Jestem katolikiem, zostałem ochrzczony, choć nie pozostawiono mi wyboru i nie miałem w tej sprawie wiele do powiedzenia. Kościół oddala się od ludzi. Chciałbym, żeby Kościół był taki, jak mówił ten człowiek sprzed dwóch tysięcy lat, który wyprzedzał swoją epoką i wyprzedza tą obecną. Tylko tyle” – kontynuował mężczyzna.

Inicjatorami ogólnopolskiej akcji są Jakub Juzwa, Aleksandra Radzio, Karol Wilczyński i Jola Szymańska – przygotowali oni apel skierowany do katolickich hierarchów. Chcą oni większej tolerancji i zreformowania Kościoła, który – ich zdaniem – przestał już pełnić swoją pierwotną funkcję i stał się miejscem pełnym „strachu” i „potępienia”. Pełną treść listu przeczytać można na portalu AVAAZ.org; pod apelem podpisać może się każdy internauta, który zgadza się z postulatami głoszonymi przez ruch „OdzyskajMY nasz Kościół”.

W Polsce mamy sytuację, iż władza jest mafijna, a władza duchowa diabelska.

Kmicic z chesterfieldem

W milczeniu kilkudziesięciu katolików protestowało przed budynkiem krakowskiej kurii. Już po raz drugi przyszli na Franciszkańską pod papieskie okno, żeby pokazać, że nie godzą się mowę nienawiści sączącą się z kościelnych ambon. Przynieśli kartki z hasłem: „Odzyskajmy nasz Kościół”. Zapalili też świece – „na znak solidarności z każdym, bez wyjątku”.

Po raz pierwszy pojawili się w tym miejscu latem tuż po wygłoszeniu przez metropolitę krakowskiego skandalicznych słów („Abp Jędraszewski znów bulwersuje – mówi o „nowej zarazie”: już nie czerwonej, a tęczowej”). Wtedy okryli się tęczową flagą, a na kartkach napisali: „tęczowa zaraza to ja”.

Po ponad dwóch miesiącach znów przyszli na Franciszkańską. – Ostatni raz byłem tu, kiedy zmarł papież Jan Paweł II. Dziś jego okno jest zamurowane. Trudno o lepszy symbol polskiego Kościoła dzisiaj” – powiedział „Wyborczej” pan Krzysztof. A pani Irena dodała: – „Wielu upatruje dzisiejszej twarzy Kościoła w postawie abpa Jędraszewskiego. Nie podoba mi się…

View original post 4 375 słów więcej

 

Kaczyński napiętnuje Olgę Tokarczuk

Małgorzata Kidawa-Błońska odniosła się do słów prezesa PiS z konwencji w Sosnowcu. „Kto pracuje dla naszych wrogów, będzie piętnowany” – powiedział Jarosław Kaczyński. Kandydatka KO na premiera stwierdziła, że to nie pozostawia złudzeń: prezes chce dalej świadomie dzielić Polaków na lepszych i gorszych. – Wczoraj zrzucił maskę – stwierdziła.

Głowina Kaczyńskiego >>> Kaczyński, memento mori >>>

Małgorzata Kidawa-Błońska skomentowała słowa Jarosława Kaczyńskiego z konwencji w Sosnowcu. Stwierdziła, że prezes PiS wreszcie pokazał „prawdziwą twarz”.

Kidawa-Błońska: Prezes PiS Jarosław Kaczyński zrzucił maskę

Przez całą kampanię, ale przez całą moją pracę w polityce starałam się ludzi łączyć, namawiać do współpracy, żeby chcieli razem działać. Wczorajsze wystąpienie prezesa Kaczyńskiego pokazało nam zupełnie inną, dramatyczną sytuację w naszym kraju

– powiedziała kandydatka KO na premiera.

Prezes Kaczyński zrzucił wczoraj maskę i wreszcie powiedział prawdę, o czym myśli naprawdę, że chce Polaków dzielić i mówi bardzo wyraźnie. Jeżeli nie jesteś z partii PiS, to jesteś niczym i będziesz napiętnowany. Jeżeli nie działasz z nami, jesteś kolaborantem i także będziesz napiętnowany. (…) Wreszcie powiedział dramatyczną prawdę. Tylko zły człowiek może w taki sposób mówić o współobywatelach. Apeluję do wszystkich Polek i Polaków. Obrońmy Polskę przed takim podziałem, nienawiścią

– dodała.

Jarosław Kaczyński w Sosnowcu: Kto pracuje dla naszych wrogów, będzie piętnowany

Na wtorkowej konwencji wyborczej PiS w Sosnowcu Jarosław Kaczyński krytykował „przedstawicieli elit”, którzy – jego zdaniem – dołączali do niekorzystnej dla Polski narracji historycznej. Zapowiadał „nowe elity” pod swoimi dalszymi rządami.

Nowa polska elita władzy i – mam nadzieję – coraz większa część elity kulturalnej i innych elit już nie pracuje dla naszych wrogów. A ci, którzy pracują, są napiętnowani. I będą, proszę państwa, piętnowani dalej

– mówił prezes Kaczyński.

Dziennikarze zgodnie odebrali te słowa jako zapowiedź cenzury.

Kaczyński będzie musiał napiętnować Olgę Tokarczuk, która pracuje dla pisowskich „naszych” wrogów (więcej >>>)

Nobel dla Olgi Tokarczuk

Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Wielki dzień dla polskiej literatury!Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Wielki dzień dla polskiej literatury!

Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Druga nagroda powędrowała do Petera Handke z Austrii.

Akademia Szwedzka uhonorowała polską pisarkę za „narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic, jako formę życia” – czytamy w uzasadnieniu. Handke z kolei został nagrodzony „za wpływową pracę, która wraz z językową pomysłowością zgłębiła peryferie i specyficzność ludzkiego doświadczenia”.

Miłośnikom polskiej literatury współczesnej nie trzeba przedstawiać laureatki Nobla za 2018 rok, Olgi Tokarczuk. Pisarka w 2018 roku otrzymała International Booker Prize za powieść „Bieguni”. Szansę na Bookera miała także jej książka „Prowadź pług przez kości umarłych” w tłumaczeniu Antonii Lloyd-Jones – na jej podstawie Agnieszka Holland nakręciła film „Pokot”. Wcześniej Tokarczuk opublikowała m.in. „Księgi Jakubowe”, za które wyróżniono ją Nagrodą Literacką Nike, a także „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny” czy zbiór esejów „Moment niedźwiedzia”.

Olga Tokarczuk dołączyła do grona polskich noblistów

Tokarczuk dołączyła do grona polskich literackich noblistów, wśród których znaleźli się Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Czesław Miłosz i Wisława Szymborska. Niezwykle blisko z Polską był związany laureat Literackiej Nagrody Nobla z 1978 roku, Isaac Bashevis Singer.

Kilka dni wcześniej Gliński u Moniki Olejnik wyznał, że nie może dokończyć czytania Olgi Tokarczuk. W domyśle, iż dla tego idioty Tokarczuk nędznie pisze.

Więcej o Glińskim (chamie) w kontekście wspaniałej Olgi >>>

Dzisiaj ten idiota kaja się.

Olga Tokarczuk o przyznaniu jej Literackiego Nobla 2019 dowiedziała się na autostradzie w Niemczech. Jest tam w trasie promocyjnej. W telefonicznej rozmowie z „Wyborczą” powiedziała:  – Gdy się dowiedziałam, musiałam się zatrzymać. To jeszcze w ogóle do mnie nie dociera. Bardzo się cieszę także z tego, że nagrodę wraz ze mną otrzymał Peter Handke, które niezwykle cenię. To wspaniale, że Akademia Szwedzka doceniła literaturę z centralnej części Europy. Cieszę się, że jeszcze się trzymamy.

Dla PiS-owskiego reżimu nagroda Nobla dla dla Olgi Tokarczuk, to cios porównywalny z Noblem dla Miłosza i Wałęsy zadanym reżimowi PRL- owskiemu. Tym bardziej, że ta wielka pisarka, tak mówiła o pisanej między innymi przez nich historii Polski.

Taki jest stosunek PiS do Olgi Tokarczuk.


Dla pisowskiego reżimu podobny cios co Nobel dla Miłosza dla reżimu PRL. Jak się rozłamuje Polskę na połowę robiąc z drugiej wrogów do piętnowania (stemplem, opaską?), to mamy efekt, jak w PRL.

Polityka jest żałosna w stosunku do polskiej literatury.

Kmicic z chesterfieldem

– „Jesteście obrzydliwi. Tak, do was z TVP mówię. Po ludzku jesteście po prostu zerami” – ostro skomentował na Twitterze Kamil Dziubka z onet.pl tzw. pasek w TVP Info. Dołączył do wpisu zdjęcie, na którym widać napis: „Prof. Szyszko źle znosił ataki na jego osobę”, a na jego tle widać relację reporterki TVN 24.

Na Twitterze pojawiły się komentarze innych dziennikarzy. – „Z zasady nie komentuję śmierci i reakcji na nią. Ale to co zrobiła TVP Info, jest po prostu hańbą. Pracujący obecnie w TVP ludzie powinni kiedyś odpowiedzieć za to, co robią za publiczne pieniądze, podszywając się pod dziennikarstwo” – Mariusz Kowalczyk z „Press”.

– „Każdy, kto wykorzystuje śmierć do partyjnych rozgrywek wyborczych, powinien być bezwzględnie potępiony. Ci, którzy starają się zbić kapitał polityczny na graniu tragedią i nie szanują żałoby, stawiają się poza polską tradycją i kulturą” – Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. – „W związku z pojawiającymi się…

View original post 5 370 słów więcej

 

Borys Budka wygrał w sądzie z quasi dziennikarzem z gadzinówki TVP

Sąd Okręgowy w Gliwicach w trybie wyborczym orzekł, że Telewizja Polska ma sprostować informację, jakoby wiceszef PO Borys Budka podawał nieprawdziwą cenę leku Valcyte: „Borys Budka pozywa TVP i Samuela Pereirę”.

Sąd podkreślił dziś, że poseł Budka pokazał autentyczny paragon i nie wypowiadał się na temat ceny tego leku po refundacji. – „Publikacje TVP w sposób ewidentny godziły w dobre imię wnioskodawcy [czyli Borysa Budki – przyp. red.] i podważały zaufanie wyborców do niego, bo zarzut mówienia nieprawdy, czy posługiwania się fałszem jest oczywiście zarzutem, który ma charakter dyskredytujący i w przypadku polityka, który ubiega się o mandat posła ma to istotne znaczenie, jak może być postrzegane przez opinię publiczną, przez ogół wyborców” – powiedział sędzia Piotr Suchecki. Sąd uznał także, że TVP poprzez swoje publikacje na temat Budki prowadziła agitację wyborczą, czego zgodnie z prawem robić nie może.

Medium kierowane przez Jacka Kurskiego ma wyemitować w TVP Info sprostowanie: „Telewizja Polska SA prostuje nieprawdziwe informacje, wyemitowane na antenie TVP Info w dniu 1 października 2019 roku, jakoby poseł Borys Budka pokazując podczas debaty w TVP rachunek z apteki podał nieprawdziwą cenę leku Valcyte”. TVP ma też zwrócić Budce 240 zł kosztów postępowania.

– „Sąd uznał, że TVP Info kłamało na mój temat” – podsumował Borys Budka. Jego pełnomocnik mec. Adam Koczyk dodał, że orzeczenie sądu „wprost wskazuje, że telewizja publiczna dopuściła się agitacji wyborczej, która polegała na celowym zniechęceniu wyborców do głosowania na pana Borysa Budkę w najbliższych wyborach parlamentarnych”. TVP zamierza złożyć zażalenie.

Dopiero jutro odbędzie się rozprawa w sprawie wniosku Budki o sprostowanie informacji, które na jego temat podał szef portalu TVP Info Samuel Pereira. Dlaczego – tłumaczył poseł PO na Twitterze: – „Pracownik sądu nie zastał Pereiry w domu. Zgodnie z KPC próbował doręczyć odpis wniosku w miejscu pracy. W siedzibie TVP, gdzie pracuje Pereira, odmówiono przyjęcia tej przesyłki. Jak widać, Pereira bardzo boi się stanąć przed sądem”. W kolejnym wpisie Budka dodał: – „Samuelu Rodrigo Pereira, dwukrotnie nie stawił się Pan na rozprawie w sądzie. Jutro o 14.00 w Sądzie Okręgowym w Gliwicach w sali 102 kolejny termin. Bezpośredni pociąg z Warszawy przyjeżdża o 13.31. Mogę Pana z dworca odebrać, żeby było łatwiej. Co Pan na to?”. Odpowiedzi – jak dotąd – nie ma…

A tu inny kłamca. Koncesjonowany – Mateusz Morawiecki. Ma poświadczenia wyroków o swoich kłamstwach.

Zakłamana Polska pisowska. Zapluta ich kłamstwami.

Prawnik prof. Jerzy Zajadło na temat bieżących spraw politycznych w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Więcej >>>

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio >>>

Więcej >>>

Grożenie śmiercią i śmierć to codzienność pod władzą PiS. Klaudia Jachira zastraszana

Przed chwilą byłam na komisariacie Praga-Południe, by złożyć zawiadomienie o groźbach karalnych na mój temat” – powiedziała budząca wiele kontrowersji, kandydująca do parlamentu z listy KO, Klaudia Jachira.

Jak ujawniła w krótkim nagraniu umieszczonym w sieci, grożono jej nawet śmiercią. „Masz 45 godzin na wycofanie się z kampanii, inaczej mafia wałbrzyska cię zastrzeli, suko” – straszył w prywatnej wiadomości anonimowy „mafioso”.

Inny „dowcipniś” napisał na twitterze – „Życzyłbym sobie, aby to kur… zwane Jachira Klaudia, podzieliło los Adamowicza”. Klaudia Jachira od dawna swoimi śmiałymi poglądami i umieszczanymi w sieci krótkimi wypowiedziami budzi wiele skrajnych emocji.

Felieton Elizy Michalik „Syndrom Klaudii Jachiry” oraz gorąca dyskusja jaką wywołał, tylko potwierdziły jak podzielone są opinie na temat jej poglądów i sposobów ich wyrażania.

„Jeśli chcesz uniknąć krytyki, to nic nie rób, nic nie mów i bądź niczym” (Elbert Hubbard) Klaudia Jachira robi swoje mimo. Nam może się to podobać albo nie, ale nie wolno nikomu jej wykluczać…” – posumowała trafnie dyskusję wywołaną na forum koduj24.pl, Miranda.

Polska na równi pochyłej ku upadkowi. Kaczyński chce, aby wraz z jego śmiercią umarł kraj. Taki jest cel polityczny tego dobiegającego końca polityka.

Kmicic z chesterfieldem

 „Ale to już jest masakra. Minister kultury sporego europejskiego kraju w telewizorze przyznaje, że nie zna książek swojej rodaczki, która ma spore szanse na Nobla. O nominacji wiadomo od kilku miesięcy. Nie zna, bo jej nie lubi. I się nie wstydzi, a nawet jest dumny” – to tylko jeden z wielu komentarzy internautów po wypowiedzi Piotra Glińskiego na temat twórczości jednej z najlepszych polskich powieściopisarek. – „Próbowałem przeczytać książki Olgi Tokarczuk, nigdy nie dokończyłem” – powiedział wicepremier w TVN 24.

Gliński stwierdził także, że jedna z najbardziej prestiżowych polskich nagród literackich, czyli Nagroda Nike, to też nie jest szczególnie dla niego istotna. – „Ja szczególnie nie śledzę, bo jest środowiskowo zogniskowana. To nie jest moje środowisko, więc mniej się interesuję tymi sprawami” – powiedział minister kultury.

A Olga Tokarczuk znalazła się w ścisłej czołówce pisarzy typowanych do najważniejszej światowej nagrody literackiej. Nazwiska laureatów Nobla za 2018 i 2019 r…

View original post 3 422 słowa więcej