Kaczyński! Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni

Kmicic z chesterfieldem

Świat i Polska po koronawirusie będą zupełnie inne. Jakie? Można odpowiedzieć: na ile nam odbierze się praw, na tyle będzie mniej wolności.

Demokracja liberalna przyjmie postaci przepoczwarzające się z demokracji głosowania korespondencyjnego w podobny absurdalny przymiotnik dodany do demokracji, który będzie służył władzy, a nie społeczeństwu.

Już dzisiaj widzimy, w jakiej pogardzie panujący (może być to: demokracja panująca, albo demokracja z namaszczenia boskiego – taki kierunek ma PiS) mają prawo, które ma obowiązywać motłoch, ale nie ich> Bardzo dokładnie to widać było podczas obchodów 10. rocznicy smoleńskiej, czy też podczas pobytu Kaczyńskiego na Powązkach, wszak cmentarze są zamknięte dla wszystkich pozostałych.

Prawo dla równych i równiejszych opisał Orwell w „Folwarku zwierząt”.

O Kaczyńskim i jego folwarku >>>

PiS nie popuści w niczym, za koryto zapłaci każdą cenę, włącznie z wyrzuceniem Polski z Unii Europejskiej, bądź śmierci Polaków podczas tzw. wyborów.

Państwowa Komisja Wyborcza orzekła, iż wyborów nie będzie w maju.

View original post 583 słowa więcej

 

Satyra o Krystynie Pawłowicz

Taką oto zabawną narrację o Krystynie Pawłowicz znalazłem na Twitterze.

Sędzia pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego to postać z groteski. Może jakiś dramaturg wziąłby jej osobę za inspirację do mrożkowskiej sztuki. Szkoda, aby taka zapyziałość przeminęła wraz z jej prochami.

Kmicic z chesterfieldem

Janina Goss, przyjaciółka matki Kaczyńskich, nie posiada żadnych umiejętności, za to przy Kaczyńskich nakradła się ze skarbu państwa.

Goss to nowotwór autorstwa Kaczyńskich, degeneruje pastwo polskie, zresztą jak obydwaj bracia (jeden wykopyrtnął pod Smoleńskiem i ponosi odpowiedzialność za śmierć 95 innych)

Janina #Goss wynajmuje powierzchnię reklamową spółce Skarbu Państwa #PGE, w której członkiem rady nadzorczej jest Janina #Goss

Podkomisja smoleńska funkcjonuje „w oparciu o roczny budżet”, a wyniki jej prac mogą być udostępnione tylko na potrzeby postępowań przygotowawczych lub sądowych – taką odpowiedź z MON uzyskał poseł klubu KO Krzysztof Truskolaski. Resort poinformował przy tym, że przewodniczący podkomisji Antoni Macierewicz nie pobiera z tytułu pełnienia tej funkcji żadnego wynagrodzenia.

Więcej >>>

Na konflikcie ewidentnie spowodowanym przez Putina także Kaczyński i Morawiecki usiłują zbić polityczny kapitał. Jednak to ich wcześniejsze błędy doprowadziły do izolacji Polski, co zawsze w naszej historii oznaczało dla nas ogromne ryzyko

Tekst Cezarego Michalskiego tutaj >>>

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku…

View original post 238 słów więcej

 

PiS i Kościół kat. na video. Polska pokraczna (medium cool)

Nie liczę kilometrów w podróży po Polsce i godzin spędzonych z kamerą OKO.press, bo byłby to bilans wysiłków, a nie przyjemności. A dla mnie to było momentami prawdziwe szczęście. Mam na myśli chwile, kiedy traci się poczucie czasu i ulega urokowi ludzi. Tak zdarzyło mi się np. na spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim

Dygowo, mała wioska pod Kołobrzegiem. Sobota, 3 sierpnia. Jarosław Kaczyński opowiada, jak karmił głodne dzieci, widział tylko pola zarośnięte na wysokość wysokiego mężczyzny i słyszał różne zwierzęta. Na zawsze zapamiętam wzrok prezesa w chwili, gdy patrzył na traktor.

 

Dom Kultury w Wichowie koło Lipna na Kujawach, 14 maja. Niecałe 2 tygodnie do wyborów europejskich. Władysław Kosiniak-Kamysz dostaje w prezencie tort z pampersów, bo właśnie został ojcem. „Władziu, masz na miesiąc” – mówi Starosta Lipnowski z PSL-u.

W Warszawie pachniała wtedy Saska Kępa, a na Kujawach panował nastrój przedwyborczej gotowości.  W oczy rzuca się, że Kosiniak-Kamysz „sprawuje urząd” prezesa taktownie. Ludzie go lubią i ma tak zwany szacun. Przemawia rzeczowo. Przyjechał na Kujawy, żeby wesprzeć dwie kandydatki z PSL.

Przypominam sobie prezydenta Dudę w czasie spotkania z mieszkańcami Jarocina, czy Nowego Miasta Lubawskiego. Podniecający się coraz bardziej pod wpływem własnych słów, napuszcza ludzi na sędziów: „Ludzie nazywają ich kastą, a jakżeż to nazwać inaczej?”

Później skromnie pozuje do każdego zdjęcia, bierze dzieci na ręce, głaszcze po główkach. Czuły uśmiech, dobrotliwe spojrzenie. Czy te oczy mogą kłamać?

Podróżuję po Dolnym Śląsku Wiosnobusem, jest 15 maja. Za kilkanaście dni „Wiosna” zadebiutuje w wyborach. Robert Biedroń siedzi na samym końcu autobusu, zgodnie z hierarchią z wycieczek licealnych. Co rusz kogoś wzywa do siebie, wydaje polecenia. Bez przerwy gada. Jak po szkoleniu w Amwayu. „Energia super, sondaże super. Trzeba uderzyć w Kościół. Lempart będzie do tego zajebista. Dawać ją tutaj”.

Pamiętam, że najbardziej zdziwiłem się jednak w czasie obiadu we Wrocławiu. Wśród 30-tu osób, które towarzyszą Biedroniowi na tym odcinku trasy wyborczej nie ma ani jednego wegetarianina. Partia progresywna, a na stole 27 schabowych i 3 łososie.

A propos, w maju byłem w Ciecierzycach w gminie Deszczno. Na 300-hektarowej łące pasie się stado wolnych krów. Mówi o nich cała Polska. Są w głównych wydaniach programów informacyjnych. Ich bezpieczeństwa strzegą wolontariusze z całego kraju.

Czas jest przedwyborczy, więc krowy – skazane na śmierć przez miejscową Inspekcję Weterynaryjną – słyszą, że akt ułaskawienia wydał sam Jarosław Kaczyński. Prezydent Duda też przysięga, że ułaskawi. Jak to się skończyło?

11 listopada, Marsz Niepodległości. Jestem świadkiem, jak młody ojciec tłumaczy malutkiej, może 3-letniej córeczce, co się wokół nich dzieje. Oboje ubrani patriotycznie. Tata w bluzie Octagon, polskiej marki dla trenujących sporty walki. Dziewczynka w czapeczce z napisem „Wyklęci”, opatulona dużym biało-czerwonym szalikiem.

„- Oliwia, chłopak i dziewczyna, dokończ. Normalna?

– Dziewczyna.

– Rodzina.

– Dawaj buziaka. Polska katolicka, tak?

– Z Panem Bogiem i z rodziną, tak? To jest najważniejsze, z Maryją. Daj buziaka”.

Jakby taką aktywistkę „w mordę nastrzelać i zgwałcić, to by więcej na polowanie nie przyjechała” – mówi myśliwy z nagonki na widok aktywistki z ruchu antyłowieckiego. „Ja bym w pysk, ja bym nie wytrzymał, jebnąłbym” – dodaje inny. 

Polska kultura łowiecka powinna być wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO – tak chciał śp. Jan Szyszko, a Polski Związek Łowiecki  złożył kilka miesięcy temu stosowny wniosek.

Byłem z kamerą na I Ogólnopolskim Polowaniu Dian, które odbyło się 16 listopada w lasach koło Szczecina. Polowało 47 pań myśliwych. Od rzymskiej bogini łowów nazywają się Dianami. Mężczyźni szli w nagonce. Spędziłem z nimi dziewięć długich godzin.

Znikają najpiękniejsze i najdziksze zakątki Bieszczad, tak Lasy Państwowe „pielęgnują” Puszczę Karpacką. Czy przetrwa legenda dzikich Bieszczad? A może będzie powtórka z Białowieży?

O tym, co się działo i dzieje w Puszczy Białowieskiej wiedzą wszyscy, o sytuacji w Bieszczadach, Puszczy Karpackiej już nie. Tymczasem minister środowiska podpisał na nią wyrok. W ciągu 10 lat (2017-2026) zaplanowano wycięcie 1,5 miliona metrów sześciennych drewna. Obliczono, że do wywozu drzew potrzeba będzie 36 tysięcy 40-tonowych ciężarówek.

W lipcu odwiedziliśmy obóz aktywistów z Inicjatywy Dzikie Karpaty, którzy dokumentują wycinkę i walczą o jej zatrzymanie.

Miejscowym leśnikom w głowie się nie mieści, że można w ogóle być aktywistą z miłości do przyrody. Uważają, że ekolodzy dostają 2,5 tysiąca dniówki, a płaci za to „zagranica, której nie podoba się model polskiego leśnictwa i próbuje go zniszczyć”.

Udało się nagrać szczerą rozmowę leśników na ten właśnie temat.

 

30 marca, Pielgrzymka Środowisk Narodowych na Jasną Górę.

„Musimy być sprytni – mówi w kazaniu do narodowej młodzieży ksiądz Henryk Grządka z Centrum Pomocy Człowiekowi im. Jana Pawła II. – I ta gołębica musi być i ta przebiegłość węża. Dlatego w tych wszystkich akcjach, które mamy, nie możemy dać się złapać. Pismo święte mówi – bądź mądry, nie dobry, bo dobry to nieraz naiwny”.

Pod Jasną Górą stała blokada antyfaszystów. Narodowcy, wbrew planom, nie przeszli.

Lubię przypominać sobie, wyświetlać jeszcze raz w pamięci różne miejsca, sceny, rozmowy, spodziewane i  nieoczekiwane zdarzenia. Zapraszam państwa – wraz z operatorką OKO.press Franką Lewandowską  – na krótki przegląd mijającego roku.

Poniżej jeszcze kilka filmowych pamiątek.

Czy katolik może pracować dla Żyda?

10 lipca w Jedwabnem

Z psem przewodnikiem w getcie

Marsz Życia Polonii i Polaków – prawdziwi Polacy idą do Auschwitz

Koncert dla strajkujących nauczycieli i pracowników oświaty

Okrutna Polska czysta jak łza. Marsz narodowców 1 sierpnia

Akcja modlitewna Polska pod Krzyżem

Miesięcznice Smoleńskie, 114. (z transparentem bez napisu), 115. (z czołgiem) i  116. (z dmuchaną kaczką)

 

 

Kmicic z chesterfieldem

Antoni Macierewicz odniósł się do słów Putina.

Wiceszef partii rządzącej uważa, że nie można być biernym wobec słów Putina. – Są one publiczna i słowną agresją. Prezydent Rosji próbuje Polskę wyizolować i uczynić wyrzutkiem społeczności międzynarodowej, trzeba mieć na uwadze iż taka jest intencja i odpowiedź też musi być poważna – skwitował Macierewicz.

Więcej >>>

Po zawiadomieniu Jarosława Kaczyńskiego prokuratura przez lata bezskutecznie szukała haków na organizatorów największych pokazów lotniczych w Polsce. W końcu zatrzymała trzech wysokich rangą oficerów na podstawie opinii, którą sporządził członek rady programowej PiS. Sąd nie pozostawił na niej i jej autorze suchej nitki.

Więcej >>>

Więcej >>>

Polityka PiS sprzyja wielkoruskiemu imperializmowi i zagraża polskiej niepodległości.

W okresie przedświątecznym Władimir Putin zaatakował Polskę, zarzucając jej fanatyczny antysemityzm i współpracę z Hitlerem. Zrobił to kilkakrotnie przy różnych okazjach, więc z pewnością nie był to przypadek. Nie „chlapnęło mu się”, miał to starannie przemyślane i…

View original post 591 słów więcej

 

Na Uniwersytecie Papieskim o masturbacji w ustach i kiszce stolcowej

Kmicic z chesterfieldem

Pieniądze z Polskiej Fundacji Narodowej szły m.in. na przeloty i zakwaterowanie Edmunda Jannigera, byłego doradcy szefa MON Antoniego Macierewicza. OKO.press przypomina inne przypadki hojności Fundacji, a było ich wiele

Nowe fakty w sprawie PFN odkrył Andrzej Stankiewicz z Onetu.

„Za przelot do USA i zakwaterowanie Jannigera PFN zapłaciła w maju (2019 r.) 6 tys. 284 dolary, czyli niemal 25 tys. zł. Hotel kosztował ponad tysiąc dolarów (niemal 4 tys. zł), a bilet lotniczy — 5 tys. 280 dolarów (ponad 20 tys. zł)” – pisze Onet.

Według prawników wynajętych przez Jannigera, młody człowiek towarzyszył wówczas Macierewiczowi na konferencji: „Polska i USA w obronie wolności: od pokonania komunizmu do zachowania suwerenności narodowej”.

Problem w tym – jak wskazuje w Onecie Stankiewicz – że w maju br. Macierewicz od dawna nie był już ministrem.

„Nie wiadomo więc, czemu na wyjazd do USA zabrał na koszt PFN osobę towarzyszącą. Trudno też mówić o…

View original post 4 483 słowa więcej

Corleone, czy Genovese? Kaczyński, czy Banaś?

„Wprost” donosi o tajnej umowie pomiędzy Marianem Banasiem a Jarosławem Kaczyńskim i Mariuszem Kamińskim. Strona rządowa nie wywiązała się z jej dotrzymania.

Banaś – według doniesień tygodnika – miał podać się do dymisji i przyznać, że była to jego osobista decyzja. Umowa została jednak złamana i Anita Czerwińska, rzeczniczka PiS, publicznie ujawniła, że to partia zdecydowała o pozbyciu się szefa Najwyższej Izby Kontroli.

Podczas czwartkowego spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i wiceprezesa partii Mariusza Kamińskiego z prezesem NIK Marianem Banasiem zostało wyrażone oczekiwanie, aby szef NIK podał się do dymisji” – napisała kilkanaście dni temu na Twitterze Czerwińska.

Wpis wywołał medialną burzę. Banaś w jego następstwie zdecydował się zatrzymać stanowisko i nie poddawać się dymisji.

„Wprost” powołuje się na anonimowego informatora powiązanego z partią rządzącą, który poinformował o tym, że Kaczyński jest zdruzgotany postawą Banasia. „Jarosław Kaczyński jest załamany. Szuka winnych, a przede wszystkim osoby która podsunęła mu Banasia. Bo w tyle głowy pojawia mu się spiskowa teoria, że wytypowanie Banasia na szefa NIK było elementem sabotażu w PiS” – twierdzi informator.

Nowe światło na sprawę rzuciła „Gazeta Wyborcza”. Dziennik donosi, że PiS zaczyna poszukiwać „kozła ofiarnego”: potencjalną ofiarą ma być szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotr Pogonowski. Funkcjonariusz – jak podaje „Wyborcza” – nie chce się jednak dać wykorzystać do politycznych rozgrywek.

Oburzeni internauci uważają, że sprawa Banasia stanowi zaledwie wierzchołek góry lodowej. „Zaczyna być bardzo ciekawie. Czekam kiedy te wszystkie łajdactwa ujrzą światło dzienne i przygniotą PiS-sektę” – napisał jeden z użytkowników portalu NaTemat.pl. Inni komentujący wskazują na to, że politycy PiS są mocno na bakier z dotrzymywaniem obietnic. „Któryś z polityków PiS-u użył nawet słów o złamaniu dżentelmeńskiej umowy zapominając, że warunkiem koniecznym do jej zawarcia jest obecność dżentelmenów” – podsumował.

Kmicic z chesterfieldem

Premiera „Szczerze” Donalda Tuska 12 grudnia. Już dziś publikujemy fragmenty bardzo osobistych dzienników byłego przewodniczącego Rady Europejskiej i obecnego szefa Europejskiej Partii Ludowej (EPP).

Książka autorstwa Donalda Tuska ma formę osobistego dziennika. Są to zapiski z lat 2014-2019 uzupełnione i wzbogacone późniejszymi przemyśleniami. Były premier Polski opisuje kolejne dni na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej (czy, jak woli jego wnuk, Króla Europy). Relacjonuje spotkania z Angelą Merkel, Petrem Poroszenką, Francois Hollande’em, Barackiem Obamą czy Davidem Cameronem. Ujawnia kulisy narad na szczytach europejskich władz. Możemy wraz z nim śledzić m.in. pierwsze przymiarki do referendum brexitowego czy narastający konflikt w UE w sprawach dotyczących sankcji na Rosję, wsparcia dla Ukrainy oraz kryzysu w Grecji. Tusk dużo miejsca poświęca też swoim bliskim i sprawom polskim, do których jako szef RE musiał zachowywać dyplomatyczny dystans.

Poniżej pierwsze fragmenty książki Donalda Tuska. Premiera książki zaplanowana jest na 12 grudnia, a 14 grudnia w sobotę w Centrum…

View original post 2 269 słów więcej

 

Macierewicz powinien beknąć z własnej kieszeni za dewastację bliźniaczego smoleńskiego tupolewa, pis jego mać

Prokuratura Krajowa włączyła Tu-154M o numerze 102 – czyli samolot bliźniaczy z maszyną, która uległa katastrofie w Smoleńsku – do materiału dowodowego w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej.

Oznacza, to że dostęp do niego odbywać się będzie już tylko za zgodą śledczych. Jak informuje prawicowy portal wPolityce.pl. powodem takiej decyzji jest działalność Podkomisji Smoleńskiej i konieczność uniknięcia „dalszych badań niszczących, czy też dekompletujących wyposażenie”.

Wcześniej maszyna wielokrotnie była przedmiotem oględzin biegłych i prokuratorów, działo się to jednak bez uszczerbku dla jej stanu technicznego. Prawdziwej dewastacji dopuściła się natomiast w 2018 roku Podkomisja Smoleńska, kierowana przez Antoniego Macierewicza, powodując „uszkodzenia krytycznych elementów siłowych konstrukcji” samolotu. Zmiany są „trwałe i nieodwracalne” – stwierdzili biegli.

Inwentaryzacja przeprowadzona przez MON na wniosek śledczych wykazała, że przywrócenie samolotu do stanu pierwotnego nie jest już możliwe…

Jak podkreślają śledczy, Tu-154M nr 102 jest „istotnym źródłem” informacji na temat katastrofy smoleńskiej i jedynym dostępnym dla śledczych modelem tej maszyny na świecie.

Partia zombie. Czego się nie dotkną – zarażą i zdewastują.

Kmicic z chesterfieldem

W nocy z czwartku na piątek marszałek Elżbieta Witek nie podała w Sejmie wyników głosowania na czterech posłów członków Krajowej Rady Sądownictwa. Jak przyznaje jedna z posłanek na zarejestrowanym przypadkowo nagraniu, przegraliby je kandydaci PiS. „To łamanie zasad parlamentaryzmu. Żądamy ogłoszenia wyników!” – apelowała opozycja. Bezskutecznie

„Oszustwo, oszustwo!” – skandowali politycy opozycji na zakończenie I posiedzenia IX kadencji Sejmu w nocy z czwartku na piątek 22 listopada.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek odmówiła podania wyników głosowania na posłów członków KRS. „Anulowała” je i zarządziła na nowo, choć takiej procedury nie przewiduje Regulamin Sejmu.

Dlaczego? Wszystko przez specjalne maszynki do głosowania, których obsługa nastręczyła trudności części posłów. Po głosowaniu w szeregach PiS zapanował chaos, a do mównicy sejmowej podszedł nawet Jarosław Kaczyński.

„Trzeba anulować, bo my przegramy” – mówi w opublikowanym nagraniu jedna z posłanek PiS, najpewniej Joanna Borowiak.

View original post 6 167 słów więcej

 

Morawiecki, jak złodziej złapany na gorącym uczynku, krzyczy: Łapać złodzieja!

Do kilkuset tysięcy złotych wypłacał urzędnik z kont spółek wyłudzających VAT.

Krzysztof B., wicedyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier w Ministerstwie Finansów, pobierał nie tylko resortową pensję. Na podstawie upoważnienia do rachunków bankowych polskich spółek uczestniczących w VAT-owskiej karuzeli, z ich kont wypłacał sobie gotówkę. Środki przelewami miały iść także do szefa szkoły skarbowej – Arkadiusza B. – ustaliła „Rzeczpospolita”. Grupa w zaledwie trzy lata wyłudziła aż 5 mln zł.

SOWITE WYPŁATY

Sprawę dotyczącą wysokich urzędników Ministerstwa Finansów, którzy przyszli do resortu, by ścigać oszustwa podatkowe, a tymczasem sami mieli się ich dopuszczać, okradając państwo z podatku, „Rzeczpospolita” ujawniła pod koniec października. Zarzut zorganizowania i kierowania mafią VAT oraz oszustw podatkowych ma nie tylko Krzysztof B., ale również Arkadiusz B. – który był szefem Krajowej Szkoły Skarbowości przy MF. Obaj – jak twierdzi prokuratura – wyłudzali VAT, pracując w resorcie. Zostali zwolnieni w normalnym trybie – Arkadiusz B. niespełna dwa miesiące przed zatrzymaniem.

W śledztwie prowadzonym od blisko dwóch lat przez Zachodniopomorski Wydział Prokuratury Krajowej w Szczecinie i Centralne Biuro Śledcze Policji, zarzuty usłyszało dotąd 15 osób – nie tylko podwładni Mariana Banasia z czasów kiedy był w ministerstwie, ale także szef jednego z największych w kraju urzędów skarbowych – Andrzej S.

„Rzeczpospolita” ustaliła, w jaki sposób pieniądze ze zwrotu VAT trafiały do urzędników. Krzysztof B. wypłacał sobie gotówkę z kont polskich spółek uczestniczących w VAT-owskiej karuzeli. – Były to kwoty od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. A także jedna większa wypłata rzędu kilkuset tysięcy złotych – mówią nasze źródła. Jako tytuł B. podawał m.in. że jest to wypłata wynagrodzenia, zaliczka na wynagrodzenie czy na zakup nieruchomości. Dziś już wiadomo, że w spółkach, które wykazywały fikcyjny obrót biżuterią i tarcicą, a powiązanych ze sobą osobowo, brała udział m.in. matka Krzysztofa B. i pracownica z jego kancelarii prawnej. Sprawdziliśmy rejestry spółek – co najmniej jedną z nich B. założył w Czechach na krótko przed objęciem dyrektorskiej posady w ministerstwie.

Właśnie o zwrot VAT występowano do urzędu skarbowego w Warszawie – a ten, kierowany przez ówczesnego naczelnika Andrzeja S., zatwierdzał kolejne wypłaty (za to ma zarzuty w śledztwie). W ten sposób w ponad trzy lata (od 2015 do 2018 r.) grupa wyłudziła 5 mln zł i usiłowała naciągnąć budżet na kolejne 860 tys. zł.

„Rzeczpospolita” przeanalizowała rejestry sześciu spółek uczestniczących w karuzeli VAT. Wynika z nich, że zastosowano typowy model przestępstwa VAT – tzw. mechanizm znikającego podatnika. Krzysztof B. i inne osoby, po kilku miesiącach prowadzenia działalności (jedna ze spółek zamknęła ją po zaledwie 1,5 miesiąca!) składały wniosek o likwidację. Kiedy skarbówka orientowała się, że są to firmy słupy – dawno nie było ich ani dokumentów.

Wypłaty, których dokonywał Krzysztof B., znacznych środków z kont spółek miały miejsce w okresie od września 2016 r. do stycznia 2017 r. – czyli również w czasie, kiedy B. zajmował eksponowane stanowisko wicedyrektora „od kontroli podatków”. Być może dlatego mógł czuć się tak pewnie – wspomniany departament miał nadzór nad kontrolami podatników.

Czy te pieniądze były wynagrodzeniem jeszcze dla kogoś innego? – to bada prokuratura. Ze względu na dobro postępowania odmawia udzielenia bliższych informacji. Nieoficjalnie wiemy, że niektóre przelewy, tytułem wynagrodzenia trafiały do Arkadiusza B.

JAKIE KOMPETENCJE?

Bezpośrednim przełożonym Krzysztofa B. w resorcie był Piotr Dziedzic (dziś wiceszef KAS) – wówczas dyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier, który ściągnął go do ministerstwa z rynku. Krzysztof B. był radcą prawnym, miał m.in. kancelarię prawną założoną w Bratysławie. Obsługiwał m.in. spółki z rynku hazardowego.

Dziś wiceminister finansów Piotr Dziedzic pytany przez „Rzeczpospolitą”, co zadecydowało o tym, że B. został jego zastępcą, przywołuje notkę z jednej z uczelni opisującą szerokie kompetencje zawodowe Krzysztofa B. m.in. o tym, że Sejmie był doradcą do spraw reformy administracji publicznej i finansów publicznych, a w latach prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz pełnił funkcję naczelnika wydziału prawnego i zamówień publicznych w stołecznym ratuszu.

„Prowadzone procedury weryfikacyjne zastosowane wobec Krzysztofa B. doprowadziły 5 stycznia 2017 r. do odwołania z jednoczesnym rozwiązaniem stosunku pracy za wypowiedzeniem dokonanym przez pracodawcę oraz zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa” – informuje nas pisemnie Piotr Dziedzic, wiceszef Krajowej Administracji Skarbowej. Chodzi jednak o nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych Krzysztofa B., a nie wykrycia przestępstw VAT.

Krzysztof B. siedzi w areszcie od września 2018 r., Arkadiusz B. – od stycznia tego roku. Jak przyznaje w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej” biuro prasowe Prokuratury Krajowej „prokurator dokonał zabezpieczenia mienia podejrzanych w postaci nieruchomości, samochodów i pieniędzy o łącznej wartości 3 milionów złotych na poczet obowiązku naprawienia szkody i innych kar majątkowych”: ponad 1,1 miliona złotych na mieniu Krzysztofa B., w wysokości 505 tysięcy złotych na mieniu Arkadiusza B. oraz prawie 600 tysięcy złotych w majątku Andrzeja S.”.

Urzędnicy nie przyznają się do winy.

Morawiecki, jak złodziej złapany na gorącym uczynku, krzyczy: Łapać złodzieja!

Kmicic z chesterfieldem

– „Po obejrzeniu „Faktów” TVN, w których zaatakowano Premier Beatę Szydło, zastanawiam się, w którą stronę idzie dziennikarstwo. Czy można w tak podły sposób zestawiać ludzi o nieposzlakowanej opinii z przestępcami? Szczyt manipulacji. Może zajmie się tym Rada Etyki Mediów” – napisał na Twitterze Mateusz Morawiecki.

W głównym programie informacyjnym TVN pokazano skrót reportażu, o którym pisaliśmy w artykule „Burza po „Superwizjerze”: Szydło witająca się z gangsterami straszy sądem. Eksperci pytają o jakość służb”. Złośliwie można by zapytać, dlaczego Morawiecki nie stanął w obronie Antoniego Macierewicza, który też pojawił się w reportażu…

– „MatołUsz przestań z PiS robić ofiarę. Zapytaj się Brudzińskiego jak pokazywał zdjęcia prezydenta Komorowskiego. Albo jak PiS grał zdjęciem Tuska” – napisał internauta Tomasz Wolff. Dołączył też zdjęcia opisywanych przez siebie sytuacji. A Paweł Wroński z „GW” dodał: – „Czy to nie wPolityce publikowało zdjęcia prezydenta B. Komorowskiego z członkami zarządu SKOK Wołomin jako jednoznaczny dowód podejrzanych…

View original post 1 449 słów więcej