Plan Morawieckiego leży, a on sam powinien kwiczeć

W 2017 roku eksperci Banku Światowego opracowali raport o jakości polskiej transformacji, która stała się przykładem dla państw rozwijających się. Mateusz Morawiecki otrzymał ten raport, ale zupełnie się nim nie przejął, twardo trzymając się założenia, że wszystko, co było przed rządami PiS, to klęska za klęską. Opracował więc własny plan, którego zarys przedstawił już w grudniu 2015 roku. „Strategia na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” została entuzjastycznie przyjęta przez prezesa Kaczyńskiego, który nazwał go „najlepszym planem gospodarczym od 1989 roku”.

Po 4 latach rządów PiS eksperci Forum Obywatelskiego Rozwoju postanowili sprawdzić, na ile plan Morawieckiego został zrealizowany.

Założenia były piękne. Budowa zakładów produkcji dronów (Żwirko i Wigura), rozwój kompetencji w dziedzinie cyberbezpieczeństwa (Cyberpark Enigma), zdobycie pozycji światowej na rynku maszyn górniczych (Polski Kombajn Górniczy) czy odbudowa stoczni. Nie zapominajmy też o powstaniu supernowoczesnego polski pociąg („Luxtorpeda 2”) i wyprowadzeniu na polskie ulice miliona samochodów elektrycznych do 2025 roku. Co mamy dzisiaj? Rdzewiejącą stępkę, położoną pod pierwszy prom w Szczecinie i …ciszę.

Eksperci odnieśli się też do celów rozwojowych, które Morawiecki zawarł w swojej prezentacji. Popatrzmy, jak to w praktyce wygląda:

Reindustrializacja, czyli zwiększenie udziału przemysłu w wytwarzaniu PKB oparty na fałszywym założeniu, że polski przemysł jest w ruinie, a przecież udział przemysłu przetwórczego w wytwarzaniu PKB miał się całkiem dobrze, za rządów PO/PSL spokojnie wzrastał i należał do jednych z wyższych w UE.

Polskie firmy będą rosły – małe staną się średnimi, a średnie dużymi. W założeniu miało to dotyczyć 22w tysięcy firm, a w praktyce okazało się, że teraz, w połowie 2019 roku jest ich 17 tysięcy i ich liczba obecnie spada.

Udział wydatków na badania i rozwój (B+R) w roku 2020 miał osiągnąć poziom 2 proc. PKB. Wszystko wskazuje na to, że cel ten nie zostanie osiągnięty, gdyż wprawdzie udział tych wydatków rośni, podobnie jak za rządów PO/PSL, ale znacznie wolniej. Szanse, by PKB miało osiągnąć 2% również są niewielkie, bo w 2017 r. ledwo przekroczył 1%.

Ogromny nacisk na wsparcie kapitału prywatnego, które miało być wzmocnione specjalnymi kredytami dla firm, co nie było nowością, gdyż system takiego wsparcia funkcjonował za rządów PO/PSL. Teraz jednak okazał się niewypałem, bo przedsiębiorcy mogą liczyć głównie na kredyty konsumpcyjne, udzielane na wysoki procent.

Wzrost stopy inwestycji do 25% to dopiero wtopa pana premiera. Początkowo zakładał on, że cel ten będzie osiągnięty w 2020 roku, potem przesunięto go na 2025 r. Wprawdzie w 2018 roku stopa inwestycji nieznacznie wzrosła, ale i tak jest niższa niż w 2015 r i nie ma szans, by przy takim „wsparciu” PiS ten wzrost się utrzymał.

Wzrost eksportu szybszy niż PKB również można włożyć między bajki, bo tempo eksportu w minionym roku wyraźnie spadło. Podobnie z realizacją celu zakładającego, że Polska to kraj, w którym lokowane są zagraniczne inwestycje, ale polskie firmy coraz więcej będą inwestować za granicą. W 2017 roku inwestycje zagraniczne zmalały i były mniejsze niż w 2015 r. Wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią, że i w tym roku nie możemy oczekiwać żadnego wzrostu.

Morawiecki wskazując na kolejny cel, tym razem społeczny, czyli ograniczenie ubóstwa względnego do poziomu 15,5 % zupełnie zapomniał, że został on zrealizowany już w 2015 roku i nawet nie wspomniał, że w 2018 r. zasięg ubóstwa względnego znowu się zwiększył.

No i ostatni z wyznaczonych celów to wzrost PKB w 2020 roku na głowę mieszkańca do 80% średniej unijnej. On również nie zostanie zrealizowany. Dobra koniunktura w UE właśnie się kończy, a i nie bardzo można liczyć na dalszy napływ imigrantów z Ukrainy, którzy uzupełniali braki w sile roboczej. Niestety, polityka niechętna imigrantom robi swoje.

Raport ekspertów FOR jest mocny w swej wymowie i jednoznacznie pokazuje, jakimi bajkami jest karmiony polski obywatel. Jednak, jak to komentuje jeden z internautów, „(…) nic z tego nie wynika – ponieważ połowa polskiego społeczeństwa żyje w bańce informacyjnej TVPiS (z wydatnym wsparciem kleru), to nie dowie się o tym, dopóki złotówka nie spadnie powyżej 5 PLN za euro, a potem 6 i 7 złotych”.

Jarosław Kaczyński stracił brata w katastrofie lotniczej. Piotr Adamowicz stracił brata w zamachu, motywowanym nienawiścią. Zauważyliście różnicę między nimi? Pierwszy wołał „Kanalie, zdradzieckie mordy”. Drugi apeluje o to, aby śmierć jego brata nie dzieliła Polaków.

Kmicic z chesterfieldem

Komitet Inicjatywy Obywatelskiej chce powołania komisji, która wyjaśni przypadki pedofilii w polskim Kościele. Dziś w Sejmie – na ręce marszałek Witek – złożony został wniosek o zarejestrowanie komitetu. Stworzyli go m.in. Jolanta Banach, Barbara Labuda, Piotr Bauć, Michał Wojciechowicz.

Od dnia zatwierdzenia komitetu przez marszałek Sejmu będzie on miał trzy miesiące na zebranie 100 tys. podpisów pod projektem ustawy o Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia ds. wyjaśnienia pedofilii w Kościele katolickim. Jeśli zbiórka się uda, projekt będzie rozpatrywany przez przyszły Sejm.

– „Obywatelski projekt komisji ds. pedofilii różni się od rządowego tym, że odnosi się do problemu ukrywania pedofilii w Kościele – podkreśliła koordynatorka projektu Jolanta Banach. – „Wprowadza mechanizmy i sposoby, dzięki którym Kościół i jego władze będą musiały współpracować z organami państwa, wydawać dokumenty kościelne. Będziemy mogli skutecznie przeciwdziałać ukrywaniu przypadków nadużyć seksualnych przez duchownych. Krótko mówiąc, nie będzie można przenosić księży, dopuszczać księży po wyrokach do pracy z…

View original post 1 828 słów więcej

 

Reklamy

PiS: Kłamcy i Złodzieje

Prawniczka prof. Monika Płatek skomentowała aferę samolotową marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Marszałek Kuchciński, biorąc na pokład członków rodziny – jeśli od razu nie zapłacili za bilet – dopuścił się prawdopodobnie korupcji i naruszył, co najmniej, art. 231 k.k. Żadne gadanie, że teraz on coś wpłaci znów na swoje konto albo na inne konto na Zuchów i Harcerzy – tego nie zmienia. Dopuszcza się nadużycia stanowiska kłamiąc i korupcji biorąc na pokład, co najmniej żonę, bo mając wspólnotę majątkową, przysparza sobie dodatkowe, bezprawne dochody; nie mówiąc już o pogardzie okazywanej społeczeństwu.

Dzwonią do mnie policjanci z pretensjami. O.k., mówią, opowiada Pani, że to, co robi Kuchciński to oligarchia – i może ma Pani rację, ale to przede wszystkim korupcja. My policjanci mamy dyscyplinarki, wywalanie z pracy i sprawy karne za podwożenie żony służbowym wozem do przedszkola po dziecko, a Kuchciński podrzuca: sobie na koszt podatników rodzinkę w te i wewte. Przecież, nie płacąc, przywłaszcza sobie kasę na naszą szkodę; uprawia to, co w języku prawa nazywa się korupcją. Zarzucamy Marszałkowi Kuchcińskiego w związku z tym korupcję, dopuszczanie się naruszenia przepisów prawa karnego.

W praworządnym państwie, mówią policjanci, sprawą zajęłaby się prokuratura; w Polsce, gdybyśmy to zgłosili – my, wylecielibyśmy z pracy, a Kuchciński nadal by nadużywał władzy i wykorzystywał ją pomnażania własnych finansów – dlatego mówimy to Pani. Pani może tak od razu nie posuną

Jarosław Kaczyński, prosty poseł z tylnych rzędów jest sprawcą kierowniczym, ale każdy, kto łamie i/lub godzi sie na dewastowanie praworządności w Polsce odpowiada za własne czyny i nie może zwalić tego na zwykłego posła Jarosława Kaczyńskiego.

Czy mam nadzieję, że prokurator zajmie się sprawą Kuchcińskiego? Nie mam, chyba, że po to, by umorzyć. PiS zdemolował rządy prawa. Czy mam nadzieję, że będziemy to rozumieli? Mam.

Proponuję jednak coś dodatkowo. Możemy powiedzieć – sprawdzam. Skoro w praktyce wykorzystywanie rządowych samolotów działa na zasadzie firmy, która pozwala załapać się na podwózkę, jak swoiste Fly PiS to proponuję dzwonić do URP z pytaniem, czy w ramach Fly PiS można skorzystać z przelotu do Rzeszowa i z powrotem na loty z Kuchcińskim na pokładzie.
Skoro podobno to nic nie kosztuje, a już na pewno wszyscy za to i tak płacimy. Skoro nas się i tak już łupi, i skoro to takie ponoć naturalne, proste ibezkosztowe – tolet‚s Fly PiS”.

Tomasz Lis zareagował na dzisiejszą publikację Gazety Wyborczej ws. nagród przyznanych sobie przez polityków PiS w czasie premierowania Beaty Szydło.

Polski nie stać na to, aby szabrowników PiS pozostawić przy władzy.

Kmicic z chesterfieldem

Tygodnik „Wprost” zdradza sekretną misję, jak przypadła w udziale Antoniemu Macierewiczowi na czas kampanii wyborczej do Parlamentu. Były szef resortu obrony ma się zająć tym najtwardszym elektoratem Prawa i Sprawiedliwości na wschodniej rubieży Polski i motywować go do aktywnego udziału w głosowaniu. Ma to jednak robić na tyle dyskretnie, by nie było o tym głośno w pozostałej części kraju.

Macierewicz będzie jeździł po tych katakumbach i opowiadał o zdradzie narodowej naszym wyznawcom. Dla tych ludzi jest ikoną, nikt nie ma takiego posłuchu jak on” – wyjaśnił tygodnikowi jeden z polityków prawicy.

Co ciekawe były minister ma ponoć zakaz udziału w ogólnopolskiej kampanii, bo burzy wizerunek PiS jako „partii umiaru i miłości”.

W rzeczywistości pozycja Macierewicza w partii znacznie osłabła. Tygodnik sugeruje, że Kaczyński woli go trzymać stosunkowo blisko siebie, aby nie wyrządził partii więcej szkód niż będąc poza nią.

Dla umiarkowanego wyborcy PiS były minister uchodzi za zbyt nieprzewidywalnego…

View original post 1 848 słów więcej

 

Rozpirzyć Polskę. Program Kaczyńskiego i Macierewicza

Mocnym akordem PiSowskiego letniego cyklu spotkań z mieszkańcami różnych środowisk był sobotni rodzinny piknik, zorganizowany w miejscowości Miedzna Murowana, nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego, w województwie łódzkim. Pod hasłem „dobry czas” z mieszkańcami tego terenu spotkał się prezes Jarosław Kaczyński oraz dawno niewidziany i niesłyszany były szef MON Antoni Macierewicz.

Było swobodnie, rodzinnie, wesoło i patriotycznie.

Kaczyński przekonywał o roli Kościoła w polskiej tradycji oraz polskiej wsi. Namawiał do udziału w jesiennych wyborach i głosowania na PiS.

Nagle, ku wielkiemu zaskoczeniu prezesa, na scenę wkroczył Antoni Macierewicz z oryginalnym prezentem dla mówcy.

Był to obraz Matki Boskiej Trybunalskiej, który niestety nie wywołał zachwytu na twarzy Kaczyńskiego…

Macierewiczowi nie zakłóciło to jednak szampańskiej zabawy. Jak donoszą media od początku był zresztą duszą towarzystwa, a jak przyszło co do czego i orkiestra zaczęła grać „wywijał” z członkiniami Kół Gospodyń Wiejskich.

„Z samego programu «antypisu» wynika głęboko patriotyczny, propolski program dobrej Polski”, mówi szef sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej, Krzysztof Brejza.

Tomasz Sawczuk: Złośliwi mówią, że jest pan jedyną zorganizowaną osobą w Platformie Obywatelskiej.

Krzysztof Brejza: W Platformie jest mnóstwo wspaniałych ludzi dobrej woli, o wielkich sercach, obdarzonych autorytetem w swoich środowiskach – także wśród naszych samorządowców.

Dał się pan poznać wyborcom jako autor wielu interwencji poselskich, które miały ujawniać niedobre praktyki partii rządzącej. Gdyby miał pan podsumować tę pracę, to czego dowiedział się pan o rządach Prawa i Sprawiedliwości?

Mam wrażenie, że przez 25 lat Polska podążała drogą krajów Europy Zachodniej. Jak byśmy nie narzekali na różne błędy i potknięcia, to standardy funkcjonowania życia publicznego ulegały poprawie. Natomiast w ciągu ostatnich trzech lat nastąpiła totalna katastrofa w kwestii tego, jak funkcjonuje państwo.

Czym to się przejawia?

Statystyki mówią bardzo dużo o kondycji państwa. Podam przykład. Lubię jeździć koleją i widzę, jak dużo pociągów jest opóźnionych. Wystąpiłem w tej sprawie z pytaniem do PKP i okazuje się, że faktycznie nastąpił gwałtowny wzrost liczby pociągów odwołanych i opóźnionych. Tego rodzaju problemów jest znacznie więcej.

Politycy PiS-u zaklinają rzeczywistość. Mówią, że wygrywamy w Brukseli i jesteśmy sercem Europy – ale to jest serce w stanie przedzawałowym.

PiS także ma statystyki. Politycy partii rządzącej powtarzają, na przykład, że mamy wysoki wzrost gospodarczy i niskie bezrobocie.

Cały świat jest teraz w dobrej kondycji gospodarczej, a Polska na tym korzysta. Jeśli porównać nasz wzrost z innymi krajami regionu, to mógłby być wyższy o 2–3 punkty procentowe. Co więcej, ten wzrost jest możliwy dzięki sektorowi prywatnemu. Jeśli spojrzeć na giełdę, to spółki państwowe przeżywają dramatyczne spadki.

Państwo jest w głębokim kryzysie i to widać wszędzie. W policji pełno jest wakatów – brakuje 10 tysięcy policjantów. Mamy długi czas oczekiwania na SOR-ach i kolejki do lekarzy specjalistów, które za rządów PiS-u wzrosły średnio dwukrotnie. Nie wspominam już o pseudoreformie sądów. Przecież obywatele czekają dzisiaj na wyrok znacznie dłużej niż jeszcze kilka lat temu.

Politycy PiS-u zaklinają rzeczywistość. Mówią, że wygrywamy w Brukseli i jesteśmy sercem Europy – ale to jest serce w stanie przedzawałowym.

Krzysztof Brejza

Czy stanowisko szefa sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej to nagroda za pana dotychczasową aktywność?

Nie jest to nagroda, tylko wielkie zobowiązanie. To są najważniejsze dni w moim życiu.

Jak wygląda codzienne życie szefa sztabu?

Dni są długie. Teraz dopracowujemy system łączności na czas kampanii, kończymy pracę nad budowaniem sztabu i organizacją sztabów regionalnych. Przed nami praca nad stworzeniem sztabów powiatowych i okręgowych.

W kampanię musimy wejść jako bardzo dobrze zorganizowana struktura, ponieważ wszystko będzie opierać się właśnie na niej. Będzie ona musiała wytrzymać niebywały bój. Bierzemy udział w wojnie, która jest głęboko niesprawiedliwa.

Czyli w kampanię będzie zaangażowana cała partia, nie tylko warszawski sztab?

Oczywiście. Rozumiemy, jak ważna jest sprawność, efektywność i ciężka praca całej organizacji. Krew, pot, a na końcu łzy szczęścia.

Od dłuższego czasu Platforma Obywatelska ma opinię partii bez energii i pomysłów. Ma pan nadzieję to zmienić?

Widzę po forum programowym Platformy, po dwóch bardzo dobrych wystąpieniach szefa, że w partii wyzwoliły się wielkie pokłady energii. Jesteśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu niż po wyborach majowych. Mieliśmy po nich pewne poczucie niespełnienia – 38,5 procent to nie był zły wynik, ale to była porażka. Natomiast jest to także wynik, który daje świetną bazę do tego, by wygrać jesienne wybory. Potrzebujemy teraz ciężkiej pracy.

Ale to był wynik Koalicji Europejskiej, a nie Platformy. A teraz okazuje się, że koalicji nie będzie. Nie martwi to pana?

Mamy zjednoczoną opozycję, do której weszła Koalicja Obywatelska, Inicjatywa Polska, a także niezależni samorządowcy wraz ze swoimi komitetami – to wielki potencjał ludzi, którzy realizują w swoich miastach wspaniałe projekty, mają świetny słuch społeczny i zostali zweryfikowani przez wyborców. Czerpiemy od nich to, co najcenniejsze. Na przykład część naszego programu senioralnego opiera się na rozwiązaniach, które wdrożył w Poznaniu prezydent Jaśkowiak.

A jak patrzy pan na losy opozycji w tej kadencji? Przez ostatnie lata powtarzaliście, że do pokonania PiS-u niezbędna jest zjednoczona opozycja. A teraz Platforma, lewica i PSL będą startować oddzielnie. Czy nie jest tak, że wróciliście do punktu wyjścia?

W ramach wielkiej akcji „Porozmawiajmy” wciąż spotykamy się z ludźmi i wciąż słyszymy od nich, że czekają na zjednoczoną opozycję. Moim marzeniem było poprowadzić sztab zjednoczonej opozycji, a nie tylko Platformy.

Ale jeśli chodzi o przeszłość, to pamiętam Platformę, która miała w sondażach 14 procent. Były pomysły, żeby Platforma się rozwiązała. Pamiętam rozmowy z liderami lewicy, którzy pytali, po co nam ta Platforma i namawiali nas, byśmy przystąpili do WRD. Nie wiem, czy pan pamięta, że był taki projekt: Wolność, Równość, Demokracja.

Pamiętamy o tym my dwaj i Mateusz Kijowski.

A Grzegorz Schetyna z tych 14 procent rozszerzył bazę dwukrotnie. W dobie polityki tak bezwzględnej, nieuczciwej i pozbawionej skrupułów, jaką uprawiają nasi przeciwnicy, sprawdził się projekt Schetyny, projekt silnej struktury.

Po forum programowym Platformy, po dwóch bardzo dobrych wystąpieniach szefa, w partii wyzwoliły się wielkie pokłady energii.

Krzysztof Brejza

W ostatnich tygodniach Platforma pokazuje dużo obrazków ze spotkań z wyborcami w różnych miejscach Polski. W tych relacjach zwykle można przeczytać, że „rozmawiacie o tematach”, ale rzadko można się dowiedzieć, co właściwie mówicie o tych tematach. O czym mówią ludzie podczas spotkań?

Przede wszystkim nie rozmawiamy ze swoimi działaczami i sympatykami.

To dobrze, że pan o tym mówi, bo niektórzy twierdzą, że spotykacie się tylko z lokalnymi działaczami PO.

Unikamy tego, bo naprawdę chcemy dotrzeć do wyborców. Ludzie dużo pytają o kolejki w służbie zdrowia i trudności z dostępem do leków. Bardzo znamienna była dla mnie konferencja prasowa przy Hali Mirowskiej na temat drożyzny. Obok była apteka, gdzie powstała wielka kolejka. Podeszły do nas starsze osoby i w rozmowie od razu pojawiły się właśnie te dwa tematy: problem z dostępem do leków, a do tego drożyzna.

Życie w Polsce jest coraz droższe i ludzie zaczynają dostrzegać, że ktoś robi ich w konia. Można wypłacić przed wyborami trzynastą emeryturę, ale potem starszym osobom z miesiąca na miesiąc będzie żyło się coraz gorzej.

Muszę przyznać, że nie do końca rozumiem, co właściwie mówicie w sprawie drożyzny.

Przede wszystkim wzrosły rozmaite składki, takie jak opłata na OC. Można zadać pytanie, na co PZU przeznacza pieniądze – odpowiedź znajdziemy, kiedy otworzymy tygodniki PiS-owskich akolitów.

Kolejna rzecz to polityka energetyczna, zabicie OZE, nieumiejętne prowadzenie spółek energetycznych, obsadzanie państwowych firm Misiewiczami, którzy je drenują. A prąd jest jednym z ważnych czynników wpływających na ceny.

A nie jest tak, że ceny energii rosną, ponieważ rosną koszty produkowania energii z węgla?

Ale kiedy Platforma rządziła, udział OZE w koszyku energetycznym rósł.

Nie wiem, czy można powiedzieć, że to był wasz priorytet, skoro Donald Tusk stwierdził niedawno, że dopiero ostatnio przestał być sceptykiem klimatycznym.

Żyje się coraz drożej. Nie ukrywajmy, że w głównym stopniu odpowiada za to rząd, nie smerfy.

Czyli nie procesy gospodarcze?

Współodpowiedzialny za drożyznę jest rząd.

I jak mówicie, że za PiS-u cena masła wzrosła dwukrotnie, to znaczy, że za Platformy masło będzie tańsze?

Chodzi o to, by dobrze gospodarować spółkami, dbać o rynki zbytu, również zagraniczne, nie drenować przedsiębiorców setkami kontroli, nie paraliżować firm i nie zdzierać od nich pod byle pretekstem różnych opłat – a PiS dołożyło w czasie swoich rządów czterdzieści opłat i podatków, w tym opłatę paliwową.

TVPiS to telewizja partyjna. Przyjdzie w tej kwestii czas na rozliczenia, ponieważ ludzie, którzy tym przedsięwzięciem kierują, przekraczają swoje ustawowe uprawnienia.

Krzysztof Brejza

Wróćmy do tego, co mówią ludzie na spotkaniach. Czego oczekują od Platformy?

Pozytywnego programu, pozytywnej oferty. Oczekują wizji Polski po PiS-ie. Na pewno nie powrotu do tego, co było przed 2015 rokiem. Ja też nie wyobrażam sobie powrotu do tamtych czasów. Wyborcy chcą nowej, lepszej Polski, z wyższymi płacami, lepszą służbą zdrowia, przyjaznymi szkołami.

Ale przede wszystkim oczekują Polski, w której ludzie będą się wzajemnie szanowali. Bo Polska przypomina teraz rodzinę, która porozdzierana jest kłótniami, gdzie nie można usiąść przy jednym stole przy niedzielnym obiedzie i słowem się odezwać, bo wszyscy na wszystkich patrzą spode łba.

I to się teraz okazało, że ludzie chcą wizji Polski po PiS-ie? Trochę się uśmiecham, kiedy pan to mówi, bo w „Kulturze Liberalnej” od trzech lat pisaliśmy o tym, że strategia „antypisu” to za mało. Wtedy słyszeliśmy, że trzeba jednoczyć opozycję i nie marudzić. Skąd ta zmiana na trzy miesiące przed wyborami?

To nie jest zmiana, tylko konsekwencja. Z samego programu „antypisu” wynika głęboko patriotyczny, propolski program dobrej Polski. Jeżeli widzi pan, co minister Zieliński robi w policji, to „antypisem” w policji będzie jej odpolitycznienie i profesjonalizacja.

Nie wiem, czy ma pan rację, bo kiedy rozmawialiśmy w przeszłości z politykami Platformy, przekonywali nas, że kwestie programowe muszą zejść na dalszy plan. Tomasz Siemoniak mówił w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”, że ludzie chcą odsunięcia PiS-u od władzy i nie oczekują od was programu.

[śmiech] Nie wierzę, że tak powiedział.

Można sprawdzić, jest na piśmie.

To musiało być jakieś przejęzyczenie.

Ale to nie jest pojedyncza wypowiedź, przecież tego rodzaju wystąpień było pełno. Stąd pytam, dlaczego Platforma budzi się w tej sprawie na trzy miesiące przed wyborami? Mogłoby się wydać, że jest już trochę późno na eksperymenty.

Platforma niczego nie przespała. Zaczynamy ciężką kampanię wyborczą, a elementem tego nowego otwarcia jest zaprezentowanie oferty. Przez ostatnie trzy lata tworzyliśmy program dla Polski. Andrzej Rzońca przez dwa lata pracował nad programem wyższych płac. Spotykaliśmy się z Polakami na Klubach Obywatelskich. To były tysiące rozmów. I ten program jest wynikiem rozmów, które odbyliśmy w całej Polsce.

To zostańmy jeszcze przy temacie rozmów z Polakami. Dlaczego PiS utrzymuje wysokie poparcie po prawie czterech latach rządów?

W całej Europie rośnie fala populizmu i nacjonalizmu. Nie ukrywajmy, że zawłaszczenie mediów publicznych i uczynienie z nich pałki politycznej, ograniczenie dostępności informacji wśród ludzi na prowincji to głęboki problem Polski.

To znaczy, że TVP zapewnia PiS-owi poparcie?

W dużej części odpowiadają za tę sytuację pisowskie media, na czele z TVPiS – bo nie jest to telewizja publiczna, tylko partyjna. Jestem pewien, że przyjdzie w tej kwestii czas na rozliczenia, ponieważ ludzie, którzy tym przedsięwzięciem kierują, przekraczają swoje ustawowe uprawnienia.

Do tego PiS prowadzi politykę „dziel i rządź” w najgorszym wydaniu. Partia rządząca w sposób systematyczny pobudza i potęguje strach, a następnie szczuje jedne grupy społeczne przeciwko drugim. Jeśli w PiS-ie wiedzą, że dana grupa społeczna na nich nie zagłosuje, jak było przy okazji strajku nauczycieli, to nasyła na nią innych ludzi. To jest inżynieria nienawiści, którą podsycają rządowe media. To wszystko powoduje, że poparcie PiS-u jest takie, jakie jest.

Ale też nie przesadzajmy – to nie jest 55–60 procent, tak jak marzyłoby się liderom tego ugrupowania, tak jak jest na Węgrzech albo w Rosji. Przy zjednoczeniu dużej części opozycji i wsparciu samorządowców, 40 procent poparcia dla PiS-u to wynik, który możemy przeskoczyć. Kwestię zjednoczenia mamy już zrealizowaną – startujemy z Nowoczesną, samorządowcami oraz Inicjatywą Polską.

Jak opisałby pan dzisiejszą Platformę? Jaką partię chciałby pan współtworzyć?

Wraz z rozwojem internetu i nowych form komunikacji między ludźmi upadł podział sceny politycznej na prawicę i lewicę. Tego podziału już nie ma.

A jaki jest?

Po jednej stronie są siły populistyczno-nacjonalistyczne, które żerują na ludzkich lękach i wykorzystują rewolucję mediów społecznościowych, by prowadzić politykę strachu. Po drugiej stronie są siły umiarkowane, siły centrum, rozsądku, które muszą zatrzymać falę populizmu i nienawiści.

Platforma musi być ugrupowaniem centrum, które bierze z różnych nurtów politycznych to, co najlepsze. Z konserwatyzmu – szacunek dla litery prawa. Z chadecji – szacunek dla wspólnot lokalnych. Z liberalizmu – otwartość. Z socjaldemokracji – wrażliwość społeczną. Te elementy można pogodzić we wspólnej walce o przyszłość Polski.

Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Ta wojna informacyjna, która się teraz toczy, jest w dużej mierze inspirowana przez naszego sąsiada ze wschodu, który dąży do osłabienia i zniszczenia Unii Europejskiej. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy wyspą, ale celem w projekcie, który Rosji udaje się częściowo zrealizować w Stanach Zjednoczonych, gdzie wspiera ona Donalda Trumpa, a także w Wielkiej Brytanii. Nie zdajemy sobie jeszcze sprawy z tego, jak wielkim ciosem dla zjednoczonej Europy jest brexit.

Czy nie martwi pana, że takie dwubiegunowe rozumienie sceny politycznej prowadzi w ślepą uliczkę? Trudno wyobrazić sobie stabilną demokrację, w której dwie formacje, będące w stanie permanentnej wojny, rządzą naprzemiennie, jak gdyby nigdy nic.

Ugrupowanie strachu i nienawiści nigdy nie siądzie z nami do stołu. To jest ugrupowanie, które żeruje na głębokich podziałach. Wierzę jednak, że z czasem poparcie dla tego ugrupowania spadnie, tak jak bywało w przeszłości.

PiS to podrasowana wersja Samoobrony – w lepszych garniturach, z biurowcami, z ciekawszymi projektami biznesowymi. Ale to jest Samoobrona 2.0. Za jakiś czas społeczeństwo otworzy oczy i dostrzeże w nich zwykłych populistów.

PiS to podrasowana wersja Samoobrony – w lepszych garniturach, z biurowcami, z ciekawszymi projektami biznesowymi.

Krzysztof Brejza

Gdyby miał pan wybrać jeden punkt z konwencji programowej PO, w sprawie którego pobiegłby pan teraz na demonstrację, to co by to było?

Dla mnie osobiście najważniejsze jest uchwycenie w „szóstce Schetyny” kwestii zmian klimatycznych. O tym też ludzie mówią, także w małych miejscowościach. Rolnicy dostrzegają, że jest kolejna susza, i mówią, że to już będzie standard.

Żyjemy w czasach, w których te zmiany bardzo przyspieszyły. Już nasze pokolenie zobaczy ich skutki, a nasze dzieci będą żyć w zupełnie innej Polsce, w której centrum kraju stanie się stepem. Duża część dzisiejszych ziem uprawnych nie będzie nadawać się do upraw. Rzeki i jeziora zanikają.

Będziemy przedstawiać w tych kwestiach dalsze propozycje. Ważne jest, żeby rząd polski zrozumiał, że to jest walka o przyszłość naszych dzieci i wnuków, zamiast twierdzić, że węgla mamy w Polsce na dwieście lat i nie musimy uczestniczyć w unijnych i światowych programach ochrony klimatu.

Większość postulatów, które składają się na „szóstkę Schetyny”, ogłaszaliście już wcześniej. Tematy ekologiczne to jednak nowy element w waszym programie. Czy w takim razie można powiedzieć, że one zostaną w programie już na stałe i nie chodzi tu tylko o taktyczną zagrywkę na czas kampanii?

Oczywiście. Gwałtowne zjawiska pogodowe będą wracać do Polski coraz częściej, huragany będą niszczyć nasze ziemie, a stepowienie będzie wymuszać przenoszenie rolnictwa w nowe miejsca. To wielkie wyzwania.

Trzeba zmienić politykę miejską, ponieważ temperatury w miastach będą rosnąć znacznie powyżej średniej. Jeśli niczego nie zrobimy, ludzie starsi będą masowo umierać w czasie upałów, potęgowanych jeszcze przez miejski beton.

W tym miejscu pada zarzut, że w miastach, w których panuje „betonoza”, rządzą ludzie związani z Platformą.

Należy zmienić politykę w miastach. Dlatego ogłosiliśmy program „zielona Polska”, którego istotnym elementem będzie „odbetonowanie” miast, sadzenie zieleni, we współpracy z samorządami i ruchami miejskimi.

Dostrzegam też jednak, że w różnych miejscach Polski prezydenci z Platformy lub związani z naszą partią prowadzą zielone programy.

Czy Platforma naprawdę chce jeszcze wygrać wybory? Niektórzy mówią, że pogodziliście się już z porażką i po prostu chcecie zapewnić sobie pozycję najsilniejszego ugrupowania po stronie opozycji.

A gdzie tam! Kto tak mówi?

Grzegorz Schetyna od miesięcy przekonywał, że tylko zjednoczona opozycja może pokonać PiS. Potem, w wyborach europejskich, zjednoczona opozycja nie pokonała PiS-u. A teraz nawet już nie ma zjednoczonej opozycji. Wybierając samodzielny start, możecie liczyć na to, że zgarniecie premię od wyborców jako największa siła opozycyjna. Nie wystarczy to do zwycięstwa, ale zapewni wam mocną pozycję w parlamencie. Czy takie rozumowanie pana nie przekonuje? Jak mi pan powie, że macie apetyt na więcej, to będę słuchać z zainteresowaniem.

Panie redaktorze, wygramy te wybory! Mamy doskonały program, doskonałą ofertę dla Polaków, która będzie szczegółowo przedstawiana w kolejnych tygodniach. Będziemy mieć listy najmocniejsze w historii. Uruchamiamy wielką akcję „Twój Sztab”, która wywołuje furię po tak zwanej prawej stronie sceny politycznej. Stworzymy olbrzymią armię wolontariuszy, która będzie największa w tych wyborach. Będą wielkie akcje mobilizacyjne.

Nic w polityce nie jest takie, jak nam się teraz wydaje. Polityką rządzą emocje, a my te dobre emocje wprowadzimy do kampanii. Jestem pewien, że wygramy, bo ludzi dobrej woli jest więcej.

A czego się pan spodziewa, jeśli PiS wygra wybory?

Nie zakładam takiego scenariusza.

Wygramy z PiS. Nie tylko Platforma Obywatelska, ale my – Polacy.

Kmicic z chesterfieldem

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna…

View original post 1 259 słów więcej

 

Opozycjo, nie pozwól Targowicy pisowskiej rozwalać Polski

PiS będzie się świetnie bawić, patrząc, jak PO, PSL, SLD, Wiosna i Razem walczą o tę samą pulę 30 proc. głosów, zostawiając całą resztę PiS-owi”. Tymczasem „sztuką w podziale na trzy odrębne listy jest to, żeby znaleźć sposób na powiększenie tej puli 30 proc. głosów o 10, 20, a może nawet więcej procent”

W wywiadzie udzielonym portalowi gazeta.pl dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert od marketingu politycznego z Ośrodka Analiz Politologicznych UW przestrzega: politycy opozycji „powinni przestać używać słowa „LGBT” i znaleźć inne słowo, przy pomocy którego odwoływaliby się do tej kwestii”. Dlaczego? Zdaniem naukowca, w kwestii środowisk LGBT Prawo i Sprawiedliwość zawłaszczył sposób mówienia o mniejszościach seksualnych.

Rzeczywiście, od kilku dni głównym tematem politycznych dyskusji są naklejki „Strefa wolna od LGBT” autorstwa „Gazety Polskiej” i zamieszki na Marszu Równości w Białymstoku. „Dla opozycji to sytuacji potencjalnie niezwykle groźna” – stwierdza rozmówca. Dlaczego?

Zasadniczo dlatego, że takie światopoglądowe tematy „są dla ludzi łatwiejsze do zrozumienia, łatwiej opowiedzieć się za albo przeciw”, tymczasem właśnie one po prostu osłabiają opozycję. Zdaniem Annusiewicza. „Politykowi, który aspiruje do roli lidera bardzo szerokiego politycznie obozu, a kimś takim jest Grzegorz Schetyna, bardzo trudno dawać jasne komunikaty w sprawach światopoglądowych, bo musi wciąż uważać, żeby nie zniechęcić do siebie żadnego ze „skrzydeł” – konserwatywnego ani lewicowego. To sprawia, że Koalicja Obywatelska w kampanii czuje i będzie się czuć znacznie mniej wygodnie od PiS-u”. Dlatego otoczenie Jarosława Kaczyńskiego kwestię LGBT grzeje, jak tylko może.

Fakt, że Grzegorz Schetyna zdystansował się względem Marszu Równości i od planowanego marszu przeciw przemocy (słowami: „Nie będziemy wpisywać się w grę i scenariusz przygotowany na Nowogrodzkiej. Dzisiaj PiS z tych demonstracji i spraw mniejszości chce zrobić główny wątek kampanii wyborczej. Tak nie jest”), rozmówca portalu wyjaśnia poprzez wskazanie różnic w sytuacji KO i formacji lewicowych (Wiosny, Razem czy SLD). O ile dla tych drugich sprawy LGBT są „w 100 proc. zgodne z programowo-politycznym DNA tych partii i ich wyborców”ale „blok lewicowy nie aspiruje do bycia formacją na miarę 30 proc. głosów w wyborach”. Dlatego to Koalicja Obywatelska „musi ważyć racje przy każdej tego typu sytuacji”. Poza tym – podkreśla Annusiewicz – „dzisiaj wyborcy nie oczekują od polityków zaangażowania w obyczajowe wojenki. Nastroje są zupełnie inne”.

Na pytanie – czego zatem oczekują? – politolog odpowiada, że pragmatycznych polityków, rozwiązujących ich problemy – np. naprawy służby zdrowia czy okiełznanie chaosu w oświacie. Tymczasem opozycja „skupia się na tematach, które w żaden sposób nie dają szansy na poszerzenie elektoratu”, a tym samym czasie „PiS zwiększa poparcie”.  Istnieje ryzyko, że opozycję czeka „wzajemna rywalizacja o ten sam elektorat. PiS będzie się świetnie bawić, patrząc, jak PO, PSL, SLD, Wiosna i Razem walczą o tę samą pulę 30 proc. głosów, zostawiając całą resztę PiS-owi”. Tymczasem sztuką w podziale na trzy odrębne listy jest to, żeby znaleźć sposób na powiększenie tej puli 30 proc. głosów o 10, 20, a może nawet więcej procent” – podkreśla AnnusiewiczPrzy czym podział ów sprawił, że kwestie światopoglądowe są mniej „szkodliwe”, bo każda jest dla innego elektoratu.

Dr Annusiewicz zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. Otóż jego zdaniem w polskiej polityce od dawna kwestie światopoglądowe służyły do mobilizacji elektoratu – i w ostatniej euro kampanii wyraźnie było to widać. Dlatego w jego opinii opozycja powinna słowa „LGBT” czymś zastąpić. „Mnie na gorąco przychodzą do głowy np. „wolność” albo „sprawiedliwość”. To musi być coś nacechowanego pozytywnie, bo walcząc z niekorzystnym dla siebie ramowaniem języka opozycja nie może powielać ramy, która jej szkodzi. Musi wykreować własną ramę i doprowadzić do tego, żeby w debacie publicznej dziennikarze, komentatorzy, publicyści czy inni politycy posługiwali się tą ramą. Dlatego opozycja powinna przestać bronić LGBT, tylko zająć się promowaniem wolności, równości, sprawiedliwości etc” – stwierdził rozmówca portalu.

Podaje jeszcze jeden istotny argument. Jak wyjaśnia, „zwrotu „ideologia LGBT” użyłem celowo, bo pokazuje on proces tzw. ramowania języka, którego dokonują w tej kadencji rządzący. „Ideologia” jest słowem w języku potocznym nacechowanym negatywnie, więc jeśli ktoś nie wie, czym dokładnie jest LGBT, ta „ideologia” obciąża je i wydźwięk całości jest pejoratywny. Powtarzane wystarczająco często, utrwala się w społecznej świadomości. Zwłaszcza, jeśli opozycja przyjmuje ten język i na własne życzenie pozwala się w ten sposób ogrywać na płaszczyźnie komunikacyjnej” – przestrzega dr Annusiewicz.

W finale rozmowy politolog podkreślił tez pozytywy. Wyraził bowiem „słowa uznania dla Koalicji Obywatelskiej za wyciągnięcie i nagłośnienie wątków edukacyjno-zdrowotnych. Nawet jeśli PiS na razie jakoś daje sobie z tym radę, to zdiagnozowanie realnych problemów obywateli jest kluczowe w każdej kampanii i walce o władzę”. Jego zdaniem spore szanse na zdobycie poparcia daje wiec konkretna „szóstka Schetyny”. Czy tak będzie rzeczywiście, pokażą jesienne wybory.

PiS to Targowica, co jednak z opozycją? Walczy między sobą i pozwala Targowicy rozwalać Polskę.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura po raz kolejny chce, by tłumaczka Donalda Tuska stawiła się na przesłuchanie w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej.

Magdalena Fitas – Dukaczewska tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem po katastrofie smoleńskiej. Jej klientami byli też inni premierzy i prezydenci m. in. Aleksander Kwaśniewski czy Bronisław Komorowski, miała też dostęp do najwyższych stopniem tajemnic NATO i Unii Europejskiej.

Na pierwsze przesłuchanie została wezwana pod koniec 2018 roku, ale odmówiła złożenia zeznań ze względu na tajemnicę zawodową. Prokuratura zwolniła ją z tego obowiązku, ale w marcu 2019 roku są uchylił postanowienie. Bartosz Biernat z prokuratury krajowej zapowiadał wówczas, że postanowienie będzie prawdopodobnie ponowione. – Sąd nie zabronił prokuraturze zwolnienia tłumaczki z tajemnicy, a tylko uchylił to konkretne zwolnienie ze względu na jego uzasadnienie – stwierdził. Teraz prokuratura chce ponownie wezwać Fitas – Dukaczewską na przesłuchanie w sprawie Donalda Tuska.

Prokuratura znowu chce przesłuchać tłumaczkę premierów i prezydentów Magdę Fitas Dukaczewską. Wydano…

View original post 1 885 słów więcej

 

Macierewicz i krucjata biskupów

Posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli zawiadomienie w prokuraturze o możliwości popełnienia przestępstwa przez szefa podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Domagają się też kontroli finansowej podkomisji przez Najwyższą Izbę Kontroli. – Ta farsa, za którą płacą Polacy, musi się skończyć – mówi poseł Marcin Kierwiński

Podkomisja na specjalnych prawach

– Jesteśmy świadkami kompromitacji państwa PiS, kiedy to podkomisja rządzona przez Antoniego Macierewicza wzywa kolejnych polityków opozycji, a teraz także dziennikarzy. Na końcu i tak okazuje się, że w trzeciej minucie słychać wybuch – mówił w Sejmie Cezary Tomczyk z PO-KO.

Poseł wie, o czym mówi, bo sam w ubiegły piątek został wezwany przed podkomisję “w celu udzielenia informacji koniecznych do wyjaśnienia zdarzenia lotniczego z dnia 10 kwietnia 2010 r.”. W przesłuchaniu brał udział tylko Antonii Macierewicz, w pustym budynku, przy jednej pani sekretarce, z jednym żołnierzem na wartowni.

– Po 4 latach zmarnowanych szans i wydanych milionach zł na działalność tej podkomisji przez podatnika, wreszcie po dziesiątkach ekshumacji, również naszych przyjaciół i naszych kolegów, ta komisja nie doszła do żadnych nowych wniosków, nie podważyła żadnych ustaleń komisji Milera – tłumaczy Tomczyk.

Zawiadomienie do prokuratury

Posłowie opozycji poinformowali, że składają w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Antoniego Macierewicza i przez podkomisję smoleńską w związku z art. 231 Kodeksu karnego, czyli z przekroczeniem uprawnień i niedopełnieniem obowiązków przez byłego ministra obrony.

Zdaniem PO podkomisja powinna zostać niezwłocznie zlikwidowana, ponieważ jej działalność przypomina farsę: Antoni Macierewicz sam wystawia sobie dokumenty na okoliczność przesłuchania, nie jest w stanie, w trakcie przesłuchania podać podstawy prawnej czy pokazać decyzji, na podstawie której komisja działa. To jest kpina z państwa, kpina z podkomisji, kpina z ofiar katastrofy smoleńskiej – uważa Cezary Tomczyk.

– Od ponad 3 lat jesteśmy raczeni seansem nienawiści, który służy promocji jednego polityka – dodaje Marcin Kierwiński.

Na co wydane są miliony przez podkomisję

Posłowie Platformy zapowiedzieli też złożenie wniosku do NIK w sprawie sprawdzenia działalności i finansowania podkomisji smoleńskiej.

– Po 3 latach jedyne, co Polacy otrzymali z tej podkomisji, to gigantyczny rachunek, za który każdy z nas, obywateli, musi zapłacić – uważa Marcin Kierwiński.

Jak tłumaczył poseł Platformy, na oficjalnej stronie podkomisji, która jest zresztą podstroną Ministerstwa Obrony Narodowej, nie ma podanego nawet składu podkomisji. – Okazuje się że po 3 latach został już tam tylko pan Macierewicz. Okazuje się, że po 3 latach podkomisja służy tylko temu, żeby pan Macierewicz miał własny pokój, sekretarkę i limuzynę. Ta farsa musi się skończyć, a NIK musi skontrolować podkomisję – dodaje Marcin Kierwiński.

Zanim cokolwiek tu przeczytasz, zastrzegam, że szanuję prawo wszystkich naszych obywateli do wolności religijnej i wyznawanej wiary. Nie znaczy to, że godzę się na narzucanie jednej wybranej religii wszystkim polskim obywatelom, wierzącym i niewierzącym, tym bardziej że uznawanie tej wiary za narodową i budowanie jej legendarnych zasług dla kraju jest działaniem nieprawdziwym.

Kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski przekupywał hierarchów kościelnych przywilejami, żeby nie blokowali udziału wiernych w referendum akcesyjnym. Zarządzono nawet dwudniowe referendum, aby zapewnić ponad 50 procentowy udział w głosowaniu Polaków. Kościół zachował bezstronność za konkordat, za religię w szkole i za wiele innych nienależnych mu przywilejów.

Po wprowadzeniu Polski do Unii Europejskiej hierarchowie kościelni wywierali dalszą presję na wszystkie siły polityczne, by nie tylko utrzymać uprzywilejowaną pozycję, ale z całą możliwą mocą poszerzać swoje wpływy. Przy pomocy partii chadeckich PO i PSL, w sposób bezprawny i brutalny przejmowali wszystkie majątki, które udało się im wskazać, jako te, z historyczną przeszłością własności kościelnej. Dbali też o ciągłe podnoszenie kwoty przekazywanej przez państwo w ramach funduszu kościelnego i remontów obiektów kościelnych. Biskupi pilnowali także PiS-u. A gdy ten zobowiązał się do dalszego budowania majestatu purpuratów – pomogli mu w wyborach.

Jednak Kościół niczego nie zrobi dla niepewnych i tymczasowych polityków, jeśli nie będzie miał gwarancji na realizację swoich zamiarów. Dlatego, w zamian za poparcie, w ramach rewanżu za pochówek brata na Wawelu, J. Kaczyński musiał poprzeć, ba, nawet zorganizować wybory prezydenckie dla profesorskiego syna Kościoła, zaufanego purpuratów – Andrzeja Dudy, jako gwaranta stabilności przywilejów biskupich w Polsce.

Po uzyskaniu wszystkiego, czego potrzebowali biskupi, przeszli do ofensywy przeciwko Unii, która nie akceptuje przecież państwa wyznaniowego. Wszystkie kraje unijne odnotowują spadek wiernych i pustoszejące kościoły. Biskupi dobrze wiedzieli, że po uzyskaniu tak wielkich przywilejów i wpływów na społeczeństwo polskie nie jest w ich interesie pozostawanie zawłaszczonej Polski w UE. Nie po to zdobywali całkowitą kontrolę nad państwem i jego obywatelami, aby przez międzynarodowe zależności sprowadzić siebie do roli służebnej w stosunku do wiernych.

Dzisiaj widać wyraźnie, że jednym z podstawowych zadań prezydentury i kierowniczej roli partii rządzącej, jest izolacja Polski od Unii Europejskiej z woli episkopatu. To trudne zadanie, zwłaszcza że w 2015 roku poparcie dla Unii wśród Polaków wynosiło ok. 80% i nie spada. Jednak, zależna od biskupów partia podporządkowała temu zadaniu wszystko, co demokratyczne i postępowe. Chodzi przecież o budowę wielkiego państwa chrześcijańskiego Międzymorza albo Trójmorza. Ma to być rzymsko-katolicka konkurencja dla UE, która ma obejmować tereny obecnych 12 państw Europy środkowej i wschodniej. Łatwo było do takiego planu pozyskać rosyjskich agentów, oligarchów i organizacje będące pod obcymi wpływami.

Układ jest prosty: biskupi myślą i przygotowują się do kontrolowania całej Europy, PiS dewastuje ojczyznę i tworzy chrześcijańskie Trójmorze, Putin wspiera i zabezpiecza, Trump robi interesy i zaciera ręce, NATO traci, a Unia się dziwi, że pomogła odbudować Polskę na swoją zgubę.

PiS-rząd stał się liderem rozbijania europejskich wartości, poczucia wspólnoty, wzajemnego zaufania i możliwość współdziałania. Wszystko po to, aby Kościół był wszędzie – w szkole, w domu, na ulicy, w sklepie, w pracy, w rodzinie i nawet w łóżku. Wszystkie uroczystości państwowe rozpoczynają się w kościołach, a uroczystości kościelne są już państwowymi. Prezydent na kolanach, rząd na kolanach, wierni, wojsko, policjanci, młodzież – na pielgrzymkach…

Dlatego też nie ma zgody na wpuszczanie do katolickiej Polski uchodźców wojennych z innych krajów, bo liczy się czystość uprzywilejowanej wiary i rasy. Pod hasłem „my chcemy Boga” reaktywowano i wspiera się faszystów, również dla utrzymania najbardziej podatnego na manipulację, radykalnego i niewykształconego społeczeństwa po swojej stronie.

Problem polega jednak na tym, że nie ma w historii żadnego przypadku bogatego i szczęśliwego społeczeństwa państwa wyznaniowego. Zawsze zaczyna się tak samo, od współzawodnictwa dewotyzmu wiernych, a kończy – najkrwawszymi z wojen – o wiarę, w imię Boga (patrz chociażby na Państwo Islamskie – ISIS).

W ostatnich dniach jesteśmy świadkami agresji biskupów, którzy nawołują do walki z rzekomym zagrożeniem dla chrześcijan. Wrogami są wszyscy, których można wskazać, jako odmiennych od ich świętego obrazu uległego parafianina. Tak destabilizują sytuację w kraju, mobilizują wiernych wokół siebie, odwracają uwagę od kościelnej pedofilii i swojej zdrady zasadom wiary.

Ciekawe, że nie buntują się hotelarze na wysyp niepłacących podatków, przez to niszczących całą branżę domów pielgrzyma. Nie buntują się handlarze importowanych towarów na konkurencję zwolnionych z podatków kościelnych spekulantów obracających importowanymi samochodami i innymi towarami oraz paliwem sprowadzanym z zagranicy. Cicho siedzą właściciele nieruchomości, którzy w każdym mieście nie mogą konkurować z wynajmowanymi przez kościelne instytucje nieruchomościami, które najczęściej przejęte zostały za przysłowiową złotówkę od samorządów lub państwa. Nie protestują rolnicy w sprawie obrotu ziemią rolniczą przez kościelne instytucje. Istnieje tolerancja społeczna dla kościelnych handlarzy w niedzielę, kiedy innym zabrania się tego pod rygorem niebywale wysokich kar. Słono płaci państwo kościołowi za użytkowanie niedawno oddanych za darmo szkół, domów pomocy społecznej, muzeów, pałaców, placów… Do tego dochodzą fundusze kościelne, uprzywilejowana sytuacja prawna, krzywdzenie dzieci, niepełnosprawnych, biednych, …

Pytam, więc z całą mocą:
w którym to miejscu chrześcijanie w Polsce są zagrożeni i prześladowani, o co chcą walczyć biskupi i przelewać polską krew?

W świetle przytoczonych faktów, czy nie powinno być odwrotnie, że to obywatele powinni podnieść buntu przeciwko uprzywilejowanej pozycji instytucji powołujących się na boga?

Biskupi szczują na każdą odmienność, aby odwrócić uwagę od swoich przywilejów, pałaców, nieprzyzwoitego bogactwa i prawa do obowiązkowego szacunku społecznego za ich oddaną służbę sobie. Dlatego wywołają każdą możliwą wojnę, bo zawsze na niej, jak na każdej śmierci potrafią zarobić jeszcze więcej. Widać w całej okazałości, że Bóg miłosierdzia jest tu tylko zasłoną i narzędziem w rękach ludzi odartych z przyzwoitości.

Musimy mieć świadomość, że to nie prezes, ale episkopat staruszków i toruńskie środowisko Putina decydują o tempie rozkładu Polski. PiS – to partia nieodpowiedzialnych ignorantów, z których niewielu zdaje sobie sprawę, dokąd idą i jaką tragedię szykują narodowi.

Jak wynika z tych wywodów, prawdziwym wrogiem Polski jest spisek kościelnych starców. To ich interesy realizuje zarówno zakompleksiony egoista – Jarosław Kaczyński, jak i niesamodzielny oraz nie dojrzały krzykacz wiecowy – Andrzej Duda.

Trudno liczyć na to, że naród się obudzi i zatrzyma mowę nienawiści, nie dopuści do dalszego rozwoju agresji. Jakby się jednak nie stało, to mamy w kraju niebywały kolejny skandal wołających o zbrodnie i krew na ulicach, który płynie ze środowisk najwyższych hierarchów Kościoła. To jaskrawy dowód na upadek moralny, zdradę zasad wiary tych, którzy ponoć reprezentują boga miłości.

Nie chcę tej ich wojny i wizji mocarstwowej Polski – opresyjnej, narzucającej życie w ciemnocie wiary, izolowanej w świecie, chcącej podporządkować sobie inne narody. Dla mnie najważniejszy jest pokój, ale i prawda, nauka, szacunek dla każdego człowieka i środowiska naturalnego, demokracja i wartości reprezentowane przez Unię Europejską.

Będę bronił tych wartości, przede wszystkim przed opływających złotem starcami w sukienkach, którzy nawołują do wojny.

Goebbelsizm Kaczyńskiego. Dyktatura ciemniaków liczy na ciemnotę ludu. Freud, durniu

Ewidentnie idą wybory, bo Jarosław Kaczyński nagle zmienia retorykę i nawołuje… do zgody.

„My nie chcemy kłótni, chcemy, byśmy się porozumieli. Ci, którzy mówią o jakichś o śmietnikach, ciągle stosują ten agresywny język, naprawdę Polsce nie służą. Kończmy z tym. Potrzebne jest porozumienie. Wiemy, że jesteśmy oblewani pomyjami, że krzyczą o jakiejś dyktaturze. To są po prostu bzdury. Gdyby była dyktatura, nie byłoby żadnej opozycji. Jesteśmy dzisiaj wyspą wolności w Europie i chcemy być dalej tą wyspą” – mówił prezes PiS podczas pikniku zorganizowanym pod hasłem: „Dobry czas dla Polski” w miejscowości Kuczki-Kolonia na Mazowszu.

„Kaczyński zapowiada koniec z agresywnym językiem. Słyszycie mordy zdradzieckie i kanalie, elemencie animalny, drugi sorcie, komuniści i złodzieje, ludzie mający gen zdrady, ubeckie wdowy, resortowe dzieci, którym polska tradycja jest obca? No!” – skomentował na Twitterze Tomasz Lis z „Newsweeka”.

Odpowiedział mu Joachim Brudziński, dziś europoseł PiS i szef sztabu wyborczego partii, ale także wieloletni bardzo bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego: – „Konsternacja. Jak to wszystko zracjonalizować? Jak przekonać Polaków, że PiS to agresja, nienawiść, zło. Jak wmówić Polakom, że chłopaki od Schetyny, np. Nitras, Arłukowicz, Grabiec, Kierwiński, Brejza to miłość, tolerancja, elokwencja, europejskość i dobroć”. – „Żadna konsternacja. Jak przekonać Polaków, że Kaczyński to agresja, tupet, arogancja j pogarda dla oponentów? W ogóle Polaków nie trzeba do tego przekonywać. Tylko ślepi tego nie widzą” – odparł na to Lis.

Internauci nie kryli oburzenia wpisem Brudzińskiego: – „Nie trzeba przekonywać, Polacy widzą i słyszą wasz nieparlamentarny język. I nie tylko mówię o prezesie. Nie wystarczy wkleić fotki z mszy czy pielgrzymki. Polacy pamiętają tę twarz” [a na zdjęciu Jarosław Kaczyńskiego podczas wystąpienia w Sejmie „bez żadnego trybu”]; – „Lis tylko zacytował pana i pana kolegów. Nie trzeba przekonywać. Tak bardzo przyczyniliście się do przesunięcia granicy, że już różnicy nie zauważacie, że wasz język jest agresywny, chamski, arogancki?”; –

„Nie trzeba przekonywać, wystarczy tylko Was posłuchać poza kampanią wyborczą…”; – „Konsternacja. Jak to wszystko zracjonalizować? Jak przekonać Polaków, że Schetyna to agresja, nienawiść, zło. Jak wmówić Polakom, że „chłopaki” od Kaczyńskiego, np. Jojo, Mazurek, Szydło, Ziobro, Morawiecki to miłość, tolerancja, elokwencja, europejskość i dobroć”.

Młyny Goebbelsowskie toczą pianę kłamstwa. W kraju mamy do czynienia z Orwellem. Polacy nie czytają, czy dadzą się jeszcze raz nabrać?

Kmicic z chesterfieldem

W ten weekend Koalicja Obywatelska przedstawiła zręby swojego programu gospodarczego. Wart 30 mld zł projekt obniżki podatków, szczególnie dla najmniej zarabiających (zysk dla zarabiających najniższą krajową w granicach 600 zł netto miesięcznie) stanowi pierwszy krok, aby rzucić wyzwanie wizji państwa zaproponowanej przez PiS.

Jak się można było spodziewać, rządzący postanowili zrobić co w ich mocy, aby uniemożliwić wyjście opozycji z ofensywą. O ile jednak sam merytoryczny zrąb propozycji konkurentów okazał się dla PiS medialnie nie do ruszenia, to ci postanowili użyć innej starej sztuczki, czyli oddalić argument poprzez pozbawienie wiarygodności jego autora. Stąd rząd ruszył ze specjalną stroną internetową prezentującą alternatywny “program” opozycji z wyborem cytatów polityków PO z przestrzeni ostatnich lat. Na Twitterze uaktywnili się politycy obozu władzy zarzucając KO brak wiarygodności i odpowiedzialności. Te próby uderzenia były mniej lub bardziej trafne, jednak zdarzały się przypadki niesamowicie niefortunne, jak atak w wykonaniu byłej rzeczniki PiS, dziś europoseł, Beaty…

View original post 2 599 słów więcej

 

PiS docenia Rosję

MSZ odwraca kota ogonem

Bez względu na to, co Państwo przeczytają w komunikatach szofera MSZ Jacka Czaputowicza — tak właśnie polski rząd postąpił podczas debaty nad przywróceniem Rosji prawa głosu w Radzie Europy. Jednak obok rządowych komunikatów w tej sprawie trudno zostać obojętnym. Dlatego dziennikarze Onetu tłumaczą krok po kroku, jak MSZ probuje w tej sprawie odwracać kota ogonem.

Rosja to wciąż kraj nieobliczalny

Może rząd toczył z Rosją jakąś grę, która okazała się nieudana? Jeśli tak, to specjalizujący się w sprawach Wschodu reporter Onetu Marcin Wyrwał nie pozostawia złudzeń: Rosja to wciąż kraj nieobliczalny, który nie dba o bezpieczeństwo własnych obywateli oraz sąsiadujących krajów.

Nie zmieniło się to od czasów Czarnobyla.

Putin u papieża

A Władimir Putin znów u Franciszka. Papieże zawsze spotykali się z satrapami, taka jest polityka, także watykańska. Ale rozbroił mnie watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin, który powiedział przed przyjazdem Putina: „Prezydent Rosji uważa się za człowieka religijnego, a zatem myślę, że uznaje w papieżu ucieleśnienie wartości, które uważa za ważne w swoim życiu”.

W istocie, daje temu świadectwo od rana do nocy.

Wizyta Władimira Putina u papieża Franciszka

Ludowcy zabierają posłów Platformie

Już jutro PSL ma ogłosić, czy wystartuje w wyborach samodzielnie, czy w koalicji z Platformą. Biorąc pod uwagę, że ludowcy właśnie podebrali Platformie dwóch posłów (w tym byłego ministra), to możliwości są dwie. Albo ludowcy w negocjacyjnym amoku idą na całość, albo też po prostu wszelkie negocjacje są już zerwane.

PSL zabiera posłów Platformie Obywatelskiej i .N

Miał być drugim Komendą, ale prokuratura zmieniła zdanie

Prokuratura, która jeszcze niedawno domagała się uniewinnienia Arkadiusza Kraski, w ostatniej chwili zmieniła swoje stanowisko. Do Sądu Najwyższego wpłynął właśnie wniosek, aby sprawa podwójnego zabójstwa sprzed dwudziestu lat została rozpatrzona ponownie, ale przy zachowaniu przez Kraskę statusu podejrzanego.

Zwrot w sprawie Arkadiusza Kraski. Uniewinnienie stoi pod znakiem zapytania

Niewiele zostało z pomocy frankowiczom

To wyrzut sumienia obozu władzy. W kampanii 2015 r. PiS obiecywało pomoc frankowiczom, włącznie z przewalutowaniem ich kredytów. Prace nad projektem ciągnęły się latami, a kiedy wreszcie został uchwalony, to w niczym nie przypomina wyborczych obietnic.

Czy to zaszkodzi PiS? Nie sądzę. Innymi transferami socjalnymi obóz władzy złagodził wściekłość frankowiczów, a i notowania szwajcarskiej waluty się ustabilizowały, co wpływa na raty kredytów.

Sejm uchwalił ustawę frankową

Jarosław Kaczyński to ma szczęście, zabił mu się brat, a on się na tym wybił i sięgnął po zamordyzm.

Kmicic z chesterfieldem

„Skarga do Trybunału w Hadze zwrotu wraku Tu 154 miała być złożona w lutym 2017. Tak zapowiadał min. Waszczykowski. Ustaliłem, że skargi nie złożyli mimo, że jest gotowa. MSZ przerzuca decyzję na „Radę Ministrów”. Premier Morawiecki nic nie wie i odmawia odp. pod absurdalnymi powodami” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Poseł PO publikuje pismo, które otrzymał z Kancelarii Premiera.

Brejza domagał się odpowiedzi w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wcześniej poseł PO usiłował się dowiedzieć, co dzieje się ze skargą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Resort odpisał, że „trwają analizy” i odesłał Brejzę do Kancelarii Morawieckiego, twierdząc, że decyzja w tej sprawie „należy do Rady Ministrów”. Tomasz Matynia z Centrum Informacyjnego Rządu stwierdził, że KPRM „nie posiada wnioskowanych informacji”.

„Ciekawe, jaki byłby do tego komentarz „szeregowego posła” – czyżby starania o odzyskanie wraku były poza jego punktem zainteresowań?”; – „Stara dobra sowiecka spychologia… od razu widać skąd biorą…

View original post 1 307 słów więcej