Kaczyński wyszedł już z Unii Europejskiej

Nie zgadzam się z Markiem Migalskim, który twierdzi, iż PiS jest już mentalnie poza Unią Europejską.

Otóż pisowiec jako taki nigdy nie wszedł do Unii, jemu bliższy jest Wschód, trzymanie go za mordę, co wykorzystuje Kaczyński.

Chyba będziemy musieli powstać przeciw temu stanu rzeczy mentalnemu.

Kmicic z chesterfieldem

Przyzwyczailiśmy się, że Polska przez PiS jest ośmieszana, nasz kraj na zewnątrz jest postrzegany, jako republika bananowa z groteskową demokracją.

Przyzwyczailiśmy się. Godzimy na ośmieszenie, gdyż w innych wypadku protestami wymusilibyśmy odsunięcia od koryta ferajny Kaczyńskiego, której jedynym celem jest czerpać profity nie posiadając niemal żadnych umiejętności rządzenia.

PiS uruchomił dla siebie program Koryto+.

Komisja Europejska chce wstrzymania przez Trybunał Sprawiedliwości UE działania sądowniczej ustawy kagańcowej, która de facto jest wyjściem z Unii Europejskiej (Polexit).

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata nad nierządem pisowskim. Europosłowie PiS zaprezentowali się groteskowo, skandalicznie, znowu ośmieszyli nas.

Prym wiodła Beata Szydło, pani od sukcesu 1:27.

To co pisowska propaganda wyprawia ostatnio przekracza wszelkie granice przyzwoitości i zdrowego rozsądku, chociaż zasadniczo nie jest to nic zaskakującego. Nagonka na prof. Grodzkiego trwa, uruchomione zostały pisowskie media. Z całą odpowiedzialnością jako jeden z organizatorów oporu w stanie wojennym stwierdzam, że poziom, kultura, prawdomówność mediów stanu wojennego w…

View original post 353 słowa więcej

 

Kaczyński chce zrobić z Polski Zadupie, aby Zadupian chwycić za mordę

Kaczyński chce zrobić z Polski Zadupie, aby Zadupian chwycić za mordę.

Kmicic z chesterfieldem

„Kryzys polityczny wywołany rządami PiS jest tak wielki, że należy wszystko zrobić, by nie pozwolić tej partii niszczyć przez kolejne cztery lata ładu ustrojowego i praworządności. Kandydatem powinien być więc ktoś, kto w sposób wiarygodny, autentyczny, z przekonaniem, będzie budował poparcie ponad połowy Polaków” – powiedział Donald Tusk w rozmowie z Jurkiem Kuczkiewiczem z „Le Soir”. Wywiad publikuje „Gazeta Wyborcza”.

Tusk podkreślił, że jego bardzo wyraziste poglądy „nie są poglądami większościowymi w Polsce”. – „Poczynając od nieodpowiedzialnej polityki finansowej. Pomijam 500 plus, nikt już tego nie odbierze. Ale jak wiadomo, rząd PiS na tym nie poprzestał. I widać wyraźnie, że – na sposób południowoamerykański – on połączył to, co jest przyjemne, łatwe i atrakcyjne w lewicowej i prawicowej polityce. Wiadomo, że to się musi skończyć dramatem” – powiedział.

 „Dzisiaj mój pogląd nie jest dominujący” – przyznał Tusk, ale dodał: – „Przy czym jestem przekonany do swoich racji, będę ich bronił…

View original post 1 848 słów więcej

 

Koza Kaczyńskiego i zwycięstwo opozycji w Senacie. Małgorzata Kidawa-Błońska na prezydenta

Wydaje się, że w tej chwili mamy problem z głowy i dwie, tak kontrowersyjne kandydatury do TK, będą musiały jednak poczekać. Okazało się bowiem, iż posłowie PiS nieco się pospieszyli wskazując panią Pawłowicz i pana Piotrowicza jako kandydatów do Trybunału. Jak wynika z ustawy, nowych sędziów do tej instytucji powinni wskazać posłowie nowej kadencji Sejmu.

Dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka tłumaczy, że zgodnie z regulaminem, należy wskazać kandydatów na miejsce odchodzących sędziów maksymalnie 30 dni przed końcem ich kadencji, jednak w tym przypadku marszałek Witek nieco się pospieszyła i już powiadomiono posłów, że to parlamentarzyści nowego Sejmu rozpoczną od początku prace nad wyborem sędziów TK.

Nowo wybrany marszałek ogłosi nowy termin zgłaszania kandydatów do TK i to wówczas rozpocznie się cała procedura wyboru trzech sędziów. Ciekawe, czy i tym razem posłowie PiS postawią na Pawłowicz, Piotrowicza i Chojnę – Duch. A może się opamiętają i zrozumieją, że jednak warto, by do TK nie dostali się ludzie, tak skompromitowani nie tylko czarnymi kartami w życiorysie, ale również dotychczasową działalnością, opartą wielokrotnie na arogancji, bucie, agresji i niekompetencji?

Tym bardziej, że nawet koalicjant PiS nie jest zachwycony tymi kandydaturami. Jak mówi jeden z ludzi Gowina, Marcin Ociepa, wiceprezes Porozumienia, „Nie jestem ich entuzjastą, natomiast będziemy słuchać argumentów naszego koalicjanta”.

O sprawie nie chce się wypowiadać za bardzo rzecznik prezydenta Dudy. Mówi tylko, że prezydentowi zależy ogromnie, by „autorytet TK wzrastał”, ale czy to oznacza, że nie przyjmie on ślubowania od kandydatów, za którymi już dzisiaj optuje PiS? Myślę, że naiwnością byłoby w to uwierzyć, bo przecież Andrzej Duda jest prezydentem przede wszystkim prezesa i swojej partii.

Czas więc pokaże, czy PiS się opamięta, jednak warto w tym wszystkim pamiętać o jednym. Od czasu przejęcia TK przez partię rządzącą nie można już tej instytucji traktować jako niezależnej. Przecież już TK stracił resztki swego autorytetu, stracił już całkowicie swoją wiarygodność i stał się tylko kolejną atrapą… niczym więcej. Kolejni sędziowie z nadania PiS, niezależnie kim będą, tylko ten stan utrwalą. Tak więc, czy warto ekscytować się tym tematem?

To już oficjalne. Kandydatem na marszałka Senatu opozycji jest Tomasz Grodzki. Liderzy Koalicji Obywatelskiej, PSL i Lewicy przedstawili też swoich kandydatów na wicemarszałków.

– Polskie Stronnictwo Ludowe, Lewica, Koalicja Obywatelska ustaliły zasady powołania prezydium Senatu. Te rozmowy przypominały mi najlepsze czasy Koalicji Europejskiej, mieliśmy różne spojrzenia – powiedział Grzegorz Schetyna.

Opozycja oficjalnie ogłosiła kandydatów na marszałka i wicemarszałków

Jak poinformował, kandydatem PO na marszałka Senatu jest Tomasz Grodzki. Schetyna podkreślał, że senator poinformował o „próbach korupcji politycznej” ze strony PiS. Kandydatem na wicemarszałka jest Bogdan Borusewicz. Włodzimierz Czarzasty na konferencji poinformował, że kandydatką na wicemarszałka jest Gabriela Morawska-Stanecka.

– Nie będzie to izba zadymy, będziemy stać na straży tego – powiedział na konferencji Kosiniak-Kamysz. – Nie zgodzilibyśmy się na kandydata, który byłby mocno partyjny. Pan senator Grodzki spełnił warunki, jakie postawiliśmy – dodał.

Wspólnym kandydatem na stanowisko marszałka Senatu jest prof. Tomasz Grodzki – Senator RP z Platformy Obywatelskiej

Czarzasty: Wydaje nam się, że kałuże wyschły

Rekomendacja PSL na wicemarszałka Senatu wciąż stoi pod znakiem zapytania. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że będzie to Michał Kamiński. Kosiniak-Kamysz wyjaśnił, że nazwiska na kandydatów do prezydiów Sejmu i Senatu zostaną podane po posiedzeniu klubu PSL we wtorek. – U nas decyduje cała koalicja – powiedział.

Oficjalnie ogłoszone rekomendacje opozycji do prezydium pokrywają się z naszymi ustaleniami.

Schetyna poinformował, że spotka się dziś z senatorami niezależnymi, których poinformuje o rekomendacjach opozycji.

– Wydaje nam się, że po stronie demokratycznej wszystkie kałuże już wyschły – skomentował uszczypliwie Czarzasty.

>>>

Syfilityczne wartości, które przyświecają PiS i jego sojusznikowi Kk.

Kmicic z chesterfieldem

Posłowie KO zaapelowali do prezydenta, aby ten zmienił swoją decyzję i wyznaczył kogoś innego na stanowisko marszałka seniora niż Antoniego Macierewicza. – Wierzę w to, że prezydent Duda, kierując się zgodą w Sejmie i odpowiedzialnością za polską demokrację, tę decyzję zmieni – tłumaczył wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. Podobne pismo do prezydenta złożyła też Lewica.

Jest czas na zmianę decyzji

Posłowie Koalicji Obywatelskiej wysłali do prezydenta specjalne pismo w sprawie Antoniego Macierewicza, który ma w nowym Sejmie pełnić rolę marszałka seniora.

– Ma pan kolejny raz szansę być prezydentem nie tylko jednej partii, ale wszystkich Polaków. Do tego wymagana jest zmiana tej decyzji. Nie może być tak, że człowiek, który w ostatnich latach szkodzi polskiej racji stanu, jest nominowany na takie stanowisko – mówił Marcin Kerwiński.

Wiele powodów, aby decyzję zmienić

W obszernym, 3-stronicowym piśmie posłowie opozycji argumentują, dlaczego były szef MON nie powinien piastować tej funkcji.

Posłowie przypominają w nim niejasne powiązania Antoniego Macierewicza z obcymi służbami, miliony wydane na komisję smoleńską i budowanie kapitału politycznego na kłamstwie smoleńskim, a także demolowanie polskiej armii.

– Antoni Macierewicz kłamał z mównicy sejmowej o rzekomych “mistralach za dolara”, a teraz…

View original post 1 533 słowa więcej

 

Ziobro i jego trolle

Tego w zasadzie można się było spodziewać… Powołany przez Zbigniewa Ziobrę rzecznik dyscyplinarny sędziów Piotr Schab poinformował, że nie widzi podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i przedstawienia zarzutów sędziom zatrudnionym w Ministerstwie Sprawiedliwości w związku z aferą hejterską w tym resorcie.

Swoją decyzję rzecznik Schab uzasadnił m.in. wyjaśnieniami w tej sprawie, złożonymi m.in. przez Łukasza Piebiaka. Według rzecznika dyscyplinarnego, „nie dostarczyły one faktycznych i prawnych podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i przedstawienia zarzutów dyscyplinarnych”!

Przypomnijmy więc, że według doniesień Onetu ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak miał organizować kampanię hejtu wobec sędziów, którzy sprzeciwiają się zmianom w wymiarze sprawiedliwości, wprowadzanymi przez PiS. W akcję zaangażowani mieli być również inni pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości oraz internetowa hejterka Emilia.

Rzeczona Emilia zaangażowana była także w inną akcję dyskredytującą niepokornych sędziów. Chodzi o działalność na komunikatorze WhatsApp grupy o nazwie „Kasta”, która wymieniała się pomysłami na hejt. Mieli do niej należeć m.in. dwaj zastępcy głównego rzecznika dyscyplinarnego sędziów – Przemysław Radzik i Michał Lasota, sędzia Konrad Wytrykowski z Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, członkowie KRS – Dariusz Drajewicz, Maciej Nawacki i Jarosław Dudzicz, a także Tomasz Szmydt z biura prawnego Rady oraz były prezes Sądu Okręgowego w Katowicach i obecnie sędzia NSA Rafał Stasikowski. Kontakty z Emilią miał też utrzymywać delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości Jakub Iwaniec oraz sędzia Arkadiusz Cichocki.

– „Szok i kompletne zaskoczenie! Rzecznik dyscyplinarny mianowany przez Ziobrę nie postawił zarzutów ex-wiceministrowi, będącemu zaufanym Ziobry”; – „Powinni dostać kwiaty, podziękowanie za wspaniałą postawę na „trudnym odcinku” w MS i jakąś ciepłą posadkę w s-ce skarbu państwa. No i jakiś kryształ”; – „No przecież skoro p. Piebiak mówi, że są niewinni, czyści jak łza, to znaczy, że tak jest. Jeśli sędziowie Żurek, Tuleya i wielu innych, którym się wytacza dyscyplinarki twierdzą, że są niewinni, znaczy trzeba przeprowadzić przewód dyscyplinarny. Ot, pisowska logika”; – „To przygotowanie do powrotu fachowca Piebiaka, aby mógł dalej pozwalać wymiar sprawiedliwości, obsadzać miernotami i szkodzić Polsce” – komentowali internauci.

Ziobro w w pisowskim triumwiracie (plus sam Kaczyński i Kamiński) chce się wybić na niepodległość po śmierci Kaczyńskiego, która może nastąpić w każdej chwili. Ziobro chce być po prostu prezesem PiS.

Kmicic z chesterfieldem

Kaczyński, Kamiński i Ziobro od dawna musieli wiedzieć o majątku Mariana Banasia i jego biznesowych konszachtach z gangsterami. A mimo to karnie podnieśli rękę za powołaniem tego „krystalicznie uczciwego” człowieka na szefa NIK. Dlaczego?

Prezes PiS, prokurator generalny, szefowie służb specjalnych jak jeden mąż zagłosowali 30 sierpnia w Sejmie za tym, by powołać Mariana Banasia na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Choć od miesięcy było wiadomo, że w sprawie jego majątku są niejasności, a jego byli współpracownicy z resortu finansów mają zarzuty za wyłudzenie VAT, „Pancerny Marian”, jak nazywają Banasia partyjni koledzy, jest mocniejszy, niż nam wszystkim się wydawało.

Gdy „Superwizjer” TVN ujawnił, że od lat wynajmował znanym krakowskim sutenerom kamienicę, którą ci zamienili na hotelik z pokojami na godziny, PiS bronił go jak niepodległości. Sam Banaś brylował w prorządowych mediach, pokrętnie tłumacząc się z biznesów z karanymi w przeszłości gangsterami, którzy mają do niego bezpośredni telefon. I sam się denuncjował, ujawniając…

View original post 2 490 słów więcej

 

Wyborca PiS impregnowany na wiedzę, bo zindoktrynowany

Wyborco! Przed wyborami Jarosław Kaczyński świadomie ukrył przed tobą wiele faktów, które do tej partii zniechęcały, bo podważały jej wizerunek ludzi o wyższym morale, czystych rękach i sumieniach.

Wyborco PiS, poparłeś swoją partię, bo uwierzyłeś jej liderom (np. marszałkowi Senatu Stanisławowi Karczewskiemu), że prezes NIK Marian Banaś jest krystalicznie czysty?

Bo uwierzyłeś prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że PiS uchwali ustawę, na podstawie której żona premiera Morawieckiego będzie zmuszona przed wyborami ujawnić swój majątek, a wcześniej również Morawieckiego?

Bo uwierzyłeś premierowi, że Kaczyński nie oszukał swojej rodziny, Austriaka Geralda Birgfellnera na 1,3 mln euro przy projektowaniu inwestycji dwóch srebrnych wież?

Jeśli im uwierzyłeś, to cię oszukali. Bo chcieli i mogli cię wykiwać.

Po pierwsze: Banaś nie jest krystalicznie czysty

Bo Banaś nie jest krystalicznie czysty, co PiS nader chętnie przyznaje po wyborach, choć w partii Kaczyńskiego i w rządzie Morawieckiego wiedzieli o tym przed wyborami. Ba, przed nominacją Banasia na ministra finansów (czerwiec 2019) i przed wyborem na prezesa NIK (sierpień 2019).

Bo Banaś nie jest krystalicznie czysty, co PiS nader chętnie przyznaje po wyborach, choć w partii Kaczyńskiego i w rządzie Morawieckiego wiedzieli o tym przed wyborami. Ba, przed nominacją Banasia na ministra finansów (czerwiec 2019) i przed wyborem na prezesa NIK (sierpień 2019).

Ale Kaczyński logicznie kalkulował, że tobie, wyborco PiS, ta wiedza może utrudnić zagłosowanie na nich. Bo wyszłoby, że nie tylko kłamcy mają brudne ręce, skoro na czele NIK postawili człowieka, na którego mają kompromaty

Wyborco Kaczyńskiego, prezes PiS chciał, byś tego przed wyborami nie wiedział.

Po drugie: obiecanej ustawy nie będzie szybko

Bo ustawy nakazującej ujawnienie żonie premiera Morawieckiego majątku nie zdołał PiS uchwalić szybko. Choć 21 maja prezes Kaczyński obiecywał ci, wyborco PiS, że „my jesteśmy gotowi w bardzo krótkim czasie uchwalić ustawę, na podstawie której będzie trzeba ujawniać majątki także małżonek, osób pozostających we wspólnym pożyciu oraz dorosłych dzieci”.

Chodzi nie o malutką działeczkę, a o 15 ha gruntów, które państwo Morawieccy kupili w 2002 r. za 700 tys. zł od Kościoła.

Jak pisała „Wyborcza”, eksperci od nieruchomości szacują, że już w 1999 r. ta działka miała być warta prawie 4 mln zł. Premier nie musiał wpisywać nieruchomości do oświadczenia, bo częściowo rozdzielił swój majątek i majątek żony.

Ba, wygląda na to, że Kaczyńskiemu udało się bardzo opóźnić wejście w życie tego prawa. Prezydent Duda przesłał ustawę po wyborach do podległego PiS Trybunału Konstytucyjnego, by ten ją tam trzymał tak długo, jak długo to będzie w interesie Kaczyńskiego. Duda mógł ustawę skierować do Trybunału, bo PiS w Sejmie, w trakcie prac nad ustawą, świadomie wpisał do projektu artykuły wątpliwe konstytucyjnie, np. dotyczące ujawniania majątku dorosłych dzieci polityków. Świadomie, bo opozycja właśnie przed tym przestrzegała.

Inna rzecz, że żona premiera nie potrzebuje ustawy, by swój majątek ujawnić. Gadanie o nowej ustawie to był tylko wybieg, by tego nie zrobiła. Morawiecka mogła to ujawnić w każdej chwili przed wyborami, bo nie ma prawa, które by jej tego zakazywało.

PiS zadbał o to, by prawo, które by jej to nakazywało, bardzo długo nie weszło w życie.

Ale Kaczyński logicznie założył, że gdybyś, wyborco PiS, przed wyborami poznał sytuację majątkową państwa Morawieckich, mógłbyś nie chcieć oddać głosu na PiS.

Po trzecie: niektórzy są ponad prawem

Wyborco PiS, uwierzyłeś, że prokuratura jest uczciwa i że nie ma dla niej ludzi ponad prawem? Jest. To prezes Kaczyński.

Prokuratura Kaczyńskiego nie przesłuchała, choć Birgfellner wprost oskarżył go o oszustwo. Kaczyński nigdy przed prokuratorem nie zaprzeczył. Bo by nie mógł. Birgfellner go bowiem nagrał i Kaczyński musiałby podważać swoje własne słowa. Prokuratura zrobiła wszystko, by nie postawić go w takiej sytuacji.

I zdecydowała o niewszczynaniu śledztwa z zawiadomienia Austriaka. Decyzja zapadła na dwa dni przed wyborami, wyszła na jaw tydzień po.

Kaczyński logicznie przyjął, że, wyborco PiS, mógłbyś na niego nie zagłosować, gdybyś wiedział, że prokuratura jest obrońcą z urzędu Kaczyńskiego, a nie stróżem praw oszukanego obywatela.

Wyborco PiS, tak, masz pełne prawo czuć się oszukany. Przed wyborami Kaczyński świadomie ukrył przed tobą wiele spraw, które do tej partii zniechęcały, bo podważały jej wizerunek ludzi o wyższym morale, czystych rękach i sumieniach.

Ale tak to jest, ludzie o nieuczciwych duszach oszukują.

„Kompromis” – to słowo, które wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański powtarzał najczęściej, prezentując priorytety polskiej polityki zagranicznej w Unii Europejskiej

Najważniejszy wspólny cel państw europejskich to budowanie strefy bezpieczeństwa i dobrobytu – stwierdził Szymański, były europoseł, który w MSZ odpowiada za politykę europejską.

Przemawiając na inaugurację seminarium „Europa czasu przemian”, zorganizowanego przez resort spraw zagranicznych i Polski Instytut Ekonomiczny, nazwał potężnym błędem niedawną decyzję UE o nierozpoczynaniu negocjacji akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią, głównie z powodu oporu Francji. Minister mówił, że najbardziej antyeuropejskie stanowisko prezentują państwa, które sprzeciwiają się rozszerzeniu UE, wspólnemu rynkowi usług, stosują praktyki protekcjonalistyczne, a równocześnie kreują się na państwa skłonne do pouczania innych. Jako najważniejszy obszar z punktu widzenia Polski wskazał kwestie wspólnego rynku usług.

Kolejnym elementem jest polityka obronna Unii. Szymański stwierdził, że Polska jest państwem, które wspiera transatlantycką koncepcję bezpieczeństwa, ale działania NATO nie muszą być na kursie kolizyjnym z polityką Unii. Minister podkreślił, że kluczowe musi być wspólne określenie przez UE i NATO najważniejszych zagrożeń z południa i wschodu. Wezwał do stworzenia wspólnego Europejskiego Funduszu Obronnego, który wspierałby unijny przemysł obronny.

W sprawie zagrożenia migracją Polska jest skłonna poprzeć wzmocnienie Frontexu i wspierać politykę migracyjną Unii, a czerwoną linią jest wyłącznie zasada przymusowej relokacji uchodźców.

W kwestiach klimatycznych wiceszef MSZ przypomniał, że Polska nie poparła postulatu UE, aby do 2050 r. unijne państwa doprowadziły do gospodarki bezemisyjnej. Stwierdził, że w przypadku Polski pozbawionej elektrowni nuklearnych jest to niemożliwe, a tak ambitny cel doprowadzi do deindustrializacji wspólnej Europy. Zaznaczył, że Polska skłonna jest jednak przeprowadzać taką transformację energetyki i przemysłu, by działać w kierunku gospodarki bezemisyjnej.

Pytany o pomysł nowej szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, aby dążyć do wprowadzenia europejskiego dochodu gwarantowanego, stwierdził, że Polska będzie takim rozwiązaniom przeciwna, bo polityka socjalna leży w zakresie poszczególnych państw. Zaznaczył jednak, że prowadzona w ostatnim czasie polityka socjalna stała się istotnym argumentem w Europie przeczącym tezie, że Polska chce konkurować na kontynencie niskimi płacami.

Minister nie poruszył kwestii praworządności. Pytany o to przez „Wyborczą” odparł, że nie jest to ani agenda polityki unijnej, ani polskiej, ale incydent we wzajemnych relacjach, „który niestety nie może się zakończyć”.

– Orzekam 30 lat i takiej sytuacji nie pamiętam. Kategorycznie żądamy od policji wyjaśnień i wyciągnięcia konsekwencji – mówi rzecznik poznańskiego sądu Aleksander Brzozowski. We wtorek policjanci chcieli wylegitymować na sali rozpraw sędzię Beatę Woźniak. Ta odmówiła okazania dowodu osobistego.

Sędzia Beata Woźniak orzeka w Wydziale Cywilnym Odwoławczym Sądu Okręgowego w Poznaniu. We wtorek w gmachu przy ul. Hejmowskiego wydawała wyrok w sprawie dotyczącej alimentów. Mężczyzna, który przegrał w pierwszej instancji, złożył apelację. Sąd okręgowy ją oddalił.

W trakcie ogłaszania wyroku mężczyzna wyszedł z sali rozpraw, bo poczuł się znieważony jego uzasadnieniem.

Sędzia: Weszli pewnie, uzbrojeni, ubrani na czarno

Jak ustaliła „Wyborcza”, mężczyzna wezwał policję, prosząc o interwencję w sądzie. Mimo że znieważenie to przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego (trzeba złożyć w sądzie prywatny akt oskarżenia), a w budynku sądu na stałe znajdują się już funkcjonariusze policji sądowej, na miejsce wysłano radiowóz.

– Policjanci stanęli przed sądem z włączonymi kogutami. Sędzia Woźniak prowadziła w tym czasie już kolejną rozprawę. Policjanci wtargnęli do sali i chcieli wylegitymować sędzię. Żądali od niej dowodu osobistego. Sędzia odmówiła – opowiada nam, zastrzegając anonimowość, jeden z poznańskich sędziów.

Tę relację potwierdza rzecznik poznańskiego sądu Aleksander Brzozowski: – Policjanci wtargnęli do sali, ale zostali z niej wyproszeni. Po chwili wrócili z mężczyzną, który ich wzywał. I wtedy zażądali od sędzi dokumentów. Chyba nie wiedzieli, gdzie się znajdują. Sala sądowa to nie bazar, żeby jechać na interwencję i robić jakieś rozpytania.

O sprawie napisał też na zamkniętym profilu na Twitterze inny poznański sędzia. „Policjanci oświadczyli, że przyjechali na interwencję, bo strona [procesu] zawiadomiła, że podczas uzasadnienia wyroku została znieważona przez sędziego. Policjanci wyrazili zdziwienie, że przełożeni kazali im interweniować. Poza tym zaznaczyli, że pierwszy raz są na takiej interwencji. Miałem wrażenie, że to się nie dzieje, ale się działo. Wkroczyli pewnie, uzbrojeni, ubrani na czarno podczas kolejnej sprawy”.

Policja wchodzi do sądu. Sędziowie: Przekroczona kolejna granica

Jak dowiadujemy się nieoficjalnie, sędzia Beata Woźniak opisała zdarzenie w notatce, którą przekazała prezesowi sądu okręgowego.

Od poznańskich sędziów słyszymy, że są tą sytuacją oburzeni. – Od zapewnienia bezpieczeństwa i porządku na terenie sądu, a także od reagowania na ewentualne łamanie prawa jest policja sądowa. Jeśli patrol już przyjechał, to nie powinien być wpuszczony do sądu, a interwencję powinna przejąć policja sądowa. Inna rzecz, że w ogóle nie było podstaw do interwencji – podkreśla jeden z naszych rozmówców.

– Sąd nie jest eksterytorialny, więc teoretycznie policja może tu przysłać patrol z miasta. Ale przy wejściu do sądu są funkcjonariusze policji sądowej. Powinni przejąć sprawę i powiadomić prezesa sądu – podkreśla sędzia Aleksander Brzozowski.

Jeśli mężczyzna wzburzony uzasadnieniem wyroku czuje się znieważony, ma prawo wystąpić z prywatnym aktem oskarżenia lub cywilnym pozwem o ochronę dóbr przeciwko sędziemu. Jako strona procesu znał imię i nazwisko sędziego, więc tym bardziej policja nie musiała przyjeżdżać. – A skoro już przyjechała, to mogła pouczyć mężczyznę, jakie ma prawa – mówi Brzozowski.

– Została przekroczona kolejna granica. Oczywiście, to może być wynik tylko czyjejś głupoty, ale nie można wykluczyć też celowego działania, by nas zastraszać – mówią nam sędziowie.

Rzecznik sądu Aleksander Brzozowski: – Wystąpimy do komendanta policji. Kategorycznie żądamy wyjaśnień i wyciągnięcia konsekwencji.

Policja przeprasza sędzię

Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, wyjaśnia, że mężczyzna zadzwonił do komisariatu na Starym Mieście, rozmawiał z oficerem dyżurnym. Według adnotacji w policyjnym systemie zgłosił awanturę pod salą rozpraw. – Dyżurny wysłał tam patrol. To było dwóch młodych policjantów z 3-letnim stażem służby. Mężczyzna powiedział, że został obrażony podczas rozprawy. Policjanci weszli na salę rozprawę, ale sędzia poprosiła ich o wyjście. Już po rozprawie zaprosiła ich do środka. Rzeczywiście chcieli wylegitymować sędzię, która odmówiła okazania dowodu, powołując się na sędziowski immunitet – mówi Borowiak.

– Policjanci nie mieli złych intencji. Sami przyznają, że pierwszy raz znaleźli w tego typu sytuacji. Nie powinni byli tak postąpić, dlatego pani sędzi należą się przeprosiny – dodaje Borowiak. Zapowiada, że policja przeprowadzi postępowanie wyjaśniające i jeśli będą ku temu podstawy, to wyciągnie konsekwencje.

Nie jest jasne, dlaczego oficer dyżurny, mając informację o rzekomej awanturze w sądzie, nie skontaktował się z policją sądową. – Mógł przekazać im taką informację albo poinformować dyżurnego komendy miejskiej – przyznaje Andrzej Borowiak.

W państwie PiS, Policja wezwana przez podsądnego, wkracza z bronią na salę rozpraw i próbuje legitymować sędzię. To nowy pomysł na wymiar sprawiedliwości? Po co sędziowie? Niech orzekają sami policjanci, najlepiej z odbezpieczoną bronią.

Kmicic z chesterfieldem

Partia Jarosława Kaczyńskiego boi się wyborów prezydenckich. Ale już widać, w jaki sposób będzie walczyć o drugą kadencję dla Andrzeja Dudy.

Wbrew oficjalnemu optymizmowi PiS boi się, że przegra wybory prezydenckie wiosną 2020 r. Bo w wyborach parlamentarnych opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, a podczas prezydenckich mobilizacja elektoratów nie osłabnie. Dla opozycji zdobycie prezydentury będzie ostatnią szansą, by powstrzymać władzę Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS przegrana to paraliż i demontaż autokratycznego państwa. Taka mobilizacja daje większe szanse opozycji, PiS nie przyciągnie bowiem kolejnych rzesz wyborców.

Nie pocieszają też rządzących sondaże prezydenckie. Wprawdzie większość z nich wskazuje na zwycięstwo prezydenta Dudy, ale są one przeprowadzane w warunkach, gdy nie ma jeszcze oficjalnych kontrkandydatów, a kampania dopiero się rozkręca. Duda wygrywa, bo jest na razie jedynym oczywistym kandydatem na ten urząd. Ale wygrywa ledwo, ledwo, co powinno PiS niepokoić. W 2014 r., kilka miesięcy przed wygraną Dudy, prezydent Komorowski miał w podobnych…

View original post 3 176 słów więcej

 

Z PiS można było wygrać i należało

Wyraźnie daje się wyczuć kryzys PiS-u jako „wiodącej siły Narodu”. Natomiast musimy poczekać ze stwierdzeniem, że sytuacja zmieniła się radykalnie. Podstawowy fakt jest taki, że PiS dalej ma 235 głosów – tyle, ile miał. Jak widzieliśmy przez ostatnie 4 lata, to pozwoliło im, wbrew silnym protestom społecznym, podporządkować sobie TK, prokuraturę, w dużej mierze przeprowadzić zmiany upolityczniające wymiar sądowniczy i zmienić media publiczne w propagandową tubę – mówi dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Rozmawiamy o powyborczej rzeczywistości, ale też o możliwych scenariuszach na przyszłą kadencję. Pytamy też, jak na polityczną rzeczywistość może wpłynąć postawa szefa NIK. – Do tej pory ta „skuteczność” prezesa była istotnym motywem poparcia dla partii władzy. Teraz gdy prezes domaga się bezskutecznie dymisji od osoby, którą on sam na to stanowisko w państwie wstawił, jego autorytet zostanie nadwyrężony, co może zachęcić innych graczy w ramach obozu rządzącego do silniejszego stawiania się prezesowi – mówi

JUSTYNA KOĆ: Mimo że PiS wybory do Sejmu wygrał, to sytuacja tej partii w tym rozdaniu zmieniła się radykalnie?

JACEK KUCHARCZYK: Wyraźnie daje się wyczuć kryzys PiS-u jako „wiodącej siły Narodu”. Natomiast musimy poczekać ze stwierdzeniem, że sytuacja zmieniła się radykalnie. Jestem sceptyczny co do tego stwierdzenia, bo wcześniejsze kryzysy, które sam uważałem za potencjalne game changery, jak dwie wieże czy sprawa „pancernego Mariana”, nie zmieniały sytuacji.

Podstawowy fakt jest taki, że PiS dalej ma 235 głosów – tyle, ile miał. Jak widzieliśmy przez ostatnie 4 lata, to pozwoliło im, wbrew silnym protestom społecznym, podporządkować sobie TK, prokuraturę, w dużej mierze przeprowadzić zmiany upolityczniające wymiar sądowniczy i zmienić media publiczne w propagandową tubę.

NAPIĘCIA W PIS SĄ WIDOCZNE GOŁYM OKIEM – SŁABY WYNIK W SENACIE I BRAK WIĘKSZOŚCI SEJMOWEJ POZWALAJĄCEJ NA ZMIANĘ KONSTYTUCJI, NA CO BYŁ APETYT. BRAK TEŻ WIĘKSZOŚCI POZWALAJĄCEJ NA ODRZUCENIE PREZYDENCKIEGO WETA, CO JEST WAŻNE W ŚWIETLE NADCHODZĄCYCH WYBORÓW. WAŻNE SĄ LICZBY – PRAWIE 9 MLN DLA DEMOKRATYCZNEJ OPOZYCJI I 8 MLN DLA PIS-U.

W samym PiS-ie czy raczej Zjednoczonej Prawicy też mamy napięcia wewnętrzne. To de facto koalicja 3 partii, z których dwie mniejsze odniosły względny sukces i mogą sprawić Kaczyńskiemu wiele kłopotów.

Obaj koalicjanci – Gowin i Ziobro – widząc swoją silniejszą pozycję licytują wyżej. A bez tych partii PiS traci większość. To zachwieje monolitem na prawicy?
PiS traci większość bez tych partii i to jest niewątpliwie kłopot dla Kaczyńskiego, bo wobec nowego układu sił będą żądać dla siebie coraz więcej. Ziobro już teraz ma silną pozycję, bo kontrolując prokuraturę, już ma w ręku losy śledztwa w sprawie dwóch wież, czyli w zasadzie ma też mocne argumenty w stosunku do samego prezesa. Gowin z kolei może kwestionować PiS-owską politykę socjalną, a jak wiemy, sukces PiS-u w dużej mierze oparty jest właśnie na transferach socjalnych, na które teraz potrzeba pieniędzy, na przykład od przedsiębiorców, których Gowin chce bronić przed wzrostem danin.

Trzeba zauważyć jednak, że z drugiej strony to hipotetyczne wyjście Gowina nie spowoduje, że pojawi się alternatywa dla rządów PiS-u. Trudno mi sobie wyobrazić większość parlamentarną z Lewicą, PSL-em i Gowinem. Opozycja jest zbyt pluralistyczna, żeby w tej chwili stworzyć realną większość rządzącą z uciekinierami ze Zjednoczonej Prawicy. W najlepszym przypadku możemy mieć więc do czynienia z pęknięciem w obozie władzy, co być może w jakimś momencie doprowadzi do przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.

MOŻNA TEŻ SOBIE WYOBRAZIĆ, ŻE PO PRZEGRANYCH PRZEZ PRAWICĘ WYBORACH PREZYDENCKICH DOJDZIE DO ROZŁAMU.

Ziobro i Gowin to nie jedyne problemy Kaczyńskiego. Kolejnym jest Marian Banaś, który wbrew prezesowi pozostaje na stanowisku szefa NIK-u i zaczyna pracę. To duży problem dla prezesa?
To poważna prestiżowa porażka. Ja bym zaczekał jednak, aby zobaczyć, jaki będzie wpływ na opinię publiczną tego nieposłuszeństwa pancernego Mariana. Ta sytuacja może też uruchomić dalsze procesy dekompozycyjne władzy, np. konflikty służb specjalnych, o których się teraz mówi. Jednak w czasie wyborów afera Banasia PiS-owi nie zaszkodziła i być może PiS połknie tę żabę i przejdzie nad szefowaniem Banasia w NIK do porządku dziennego. To będzie oczywiście kolec, który będzie uwierał, ale niekoniecznie musi wywołać jakiś głębszy kryzys poparcia dla władzy.

PiS nieraz wychodził z poważnych kryzysów obronną ręką. Już słyszymy pana Brudzińskiego, że Banaś nie był z PiS-u, co oczywiście może wydawać się śmieszne, ale do tej pory ta strategia rozbrajania przez zaprzeczanie oczywistościom była dla tej partii skuteczna.

Czy to jednak nie podkopie pozycji Kaczyńskiego? Do tej pory zawsze jak wkraczał prezes, to wszyscy kładli po sobie uszy. Był wodzem, który w razie potrzeby doprowadzał do porządku „rozhulanych bojarów”, a tu nagle któryś z nich jawnie pokazał prezesowi gest Kozakiewicza.
Tu zgadzam się, że to może okazać się wizerunkowym problemem nie tylko PiS-u, ale i samego Kaczyńskiego. Do tej pory ta „skuteczność” prezesa była istotnym motywem poparcia dla partii władzy. Teraz gdy prezes domaga się bezskutecznie dymisji od osoby, którą on sam na to stanowisko w państwie wstawił, jego autorytet zostanie nadwyrężony, co może zachęcić innych graczy w ramach obozu rządzącego do silniejszego stawiania się prezesowi. Jak wspomnieliśmy, takich

GRACZY, KTÓRZY MOGĄ PRÓBOWAĆ SIĘ USAMODZIELNIĆ, JEST CO NAJMNIEJ KILKU. TO ZIOBRO, GOWIN, ALE I BYĆ MOŻE MORAWIECKI CZY MACIEREWICZ, KTÓREGO WYNIK WYBORCZY TEŻ WZMOCNIŁ I KTÓRY NIEKONIECZNIE W KAŻDEJ KWESTII BĘDZIE SZEDŁ NA SZNURKU PREZESA.

Opozycja też ma swoje kłopoty. W PO toczy się debata nad przywództwem Schetyny, w Senacie z kolei widać już tarcia co do wyboru marszałka. Czy opozycja nie zmarnuje tego zwycięstwa?
Niewątpliwie jest problem na opozycji. Wynik KO jest rozczarowujący, nawet w świetle celów, które stawiał sobie sam Grzegorz Schetyna, czyli zdobycia co najmniej 30 procent głosów. Koalicja dostała mniej mandatów, niż w bardzo trudnym roku 2015, a to znaczący sygnał. Gdy patrzy się na nowych pozyskanych wyborców, to z całej opozycyjnej trójcy KO wypadła najsłabiej, czyli najmniej wykorzystała wysoką frekwencje wyborczą. To poważny problem, bo jednocześnie KO czy PO pozostaje największą siłą opozycyjną i na niej spoczywa de facto odpowiedzialność nie tylko za własny los, ale także – nie waham się powiedzieć – polskiej demokracji. Słaba KO to przedłużenie rządów PiS przez braku realnej alternatywy. Jest pytanie o wizerunek, o dalsze przywództwo i o jasny klarowny program. Sporo już powiedziano o słabości programu KO, o zmienianiu haseł w trakcie kampanii oraz o tym, że bardzo dobry ruch z nominowaniem Kidawy-Błońskiej przyszedł zbyt późno i nie był konsekwentnie realizowany. Wiele osób miało problem ze zrozumieniem, jaka faktyczna zmiana idzie za tą nową twarzą.

JA NIE WIDZĘ ALTERNATYWY DLA KOALICJI JAKO WIODĄCEJ SIŁY OPOZYCYJNEJ, ALE JEDNOCZEŚNIE JAKO NA NAJWIĘKSZYM UGRUPOWANIU SPOCZYWA NA NIEJ NAJWIĘKSZA ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA LOSY DEMOKRATYCZNEJ OPOZYCJI.

Czy opozycja dogada się w sprawie wyboru marszałka?
Sytuacja, kiedy są inne od KO, niezależne podmioty w opozycji wymaga zupełnie innego podejścia, opartego na dialogu. Senat to wyzwanie. Dla mnie Bogdan Borusewicz jest oczywistym kandydatem ze względu na staż w Senacie i jego przeszłość polityczną, ale to nie jest oczywiste dla innych sił politycznych na opozycji i o tym trzeba z nimi rozmawiać. Nie wolno postawić wszystkich senatorów i sił politycznych przed ultimatum. Tu potrzebny jest kompromis.

Martwi mnie też to, że KO wciąż nie jest w stanie znaleźć swojego języka w kwestii wartości w polityce. PiS zrobił z kwestii wartości młot na opozycję, mam na myśli retorykę obrony rodziny, polskości i Kościoła. Co ważne, badania pokazują, że społeczeństwo robi się coraz bardziej otwarte w tych sprawach, czyli ewoluuje w kierunku dokładnie odwrotnym, niż PiS chce nas popychać.

Z badań, które robiliśmy w Instytucie w ramach międzynarodowego projektu Voices on Values (http://voicesonvalues.dpart.org), wynika, że

W POLSCE (PODOBNIE JAK W INNYCH KRAJACH) JEST DUŻA GRUPA OSÓB, KTÓRYM BLISKIE SĄ ZARÓWNO WARTOŚCI SPOŁECZEŃSTWA OTWARTEGO, JAK I ZAMKNIĘTEGO. ONI PO CZĘŚCI PODZIELAJĄ WARTOŚCI, KTÓRE PROMUJE PIS, A PO CZĘŚCI WARTOŚCI LIBERALNE. TA GRUPA JEST DO WZIĘCIA, TYLKO TRZEBA MÓWIĆ DO NICH JASNO O TYCH WARTOŚCIACH, A NIE UCIEKAĆ OD DYSKUSJI.

Nie wolno mówić, że edukacja seksualna, prawa mniejszości seksualnych czy aborcja to tematy zastępcze. Trzeba o tym wprost mówić do swoich i potencjalnych wyborców. Same elektoraty KO i Lewicy są pod względem wartości społecznych do siebie zbliżone i różnią się od wyborców PiS.

Moim zdaniem, większość wyborców KO jest o wiele bardziej liberalna, niż byśmy mogli przypuścić ze stwierdzeń polityków koalicji czy składu list wyborczych, na których znalazło się szereg bardzo konserwatywnych osób. Ucieczka od zajęcia jasnego stanowiska w takich kwestiach, chociażby poprzez wyjmowanie kart do głosowania przy tej absurdalnej uchwale o tym, jak to prześladuje się w Polsce Kościół katolicki, jest oddawaniem pola PiS-owi. Tutaj opozycja musi znaleźć własny język i mówić wyraźnie o wartościach, a nie rejterować czy „małpować” Kaczyńskiego, próbując pozyskać wyborców, mówiąc jego językiem. To już, moim zdaniem, jest grzech śmiertelny, bo się w ten sposób jedynie uwiarygadnia tę reakcyjną narrację PiS-u.

Więcej >>>

Dla Polski w czasie zarazy PiS nie jest groźny symetryzm, ale dupowatość.

Kmicic z chesterfieldem

„Mamy takiego swojego Jankowskiego teraz, w naszych czasach” – oznajmiła na antenie TOK FM posłanka opozycji Joanna Scheuring-Wielgus w rozmowie Piotrem Kraśko. – „To jest ksiądz Dymer ze Szczecina, który ma powiązania ze wszystkimi politykami, od prawa po Platformę Obywatelską, a który robi rzeczy niewyobrażalne, jeśli chodzi o przestępstwa seksualne. Jest cały czas kryty przez władzę, przez polityków, przez biznesmenów ze Szczecina. Musimy o tym mówić” – oświadczyła.

O duchownym pisała także szczecińska „Gazeta Wyborcza”, ujawniając, że prokuratura wszczynała śledztwa dwukrotnie. Oba zostały umorzone. Także kilkuletni proces, do którego w końcu doszło, zakończył się uniewinnieniem duchownego.

Polityczka zapowiedziała, że w tej sytuacji powoła zespół parlamentarny, który będzie zajmować się Kościołem. – „Mogę zagwarantować, że to będzie jeden z głównych tematów, którymi się zajmę” – zapewniła.

Przy okazji nawiązała do toczącej się obecnie w Sejmie debaty na temat edukacji seksualnej, zwracając uwagę

To ona apelowała w Sejmie, by odrzucić obywatelski projekt…

View original post 2 064 słowa więcej

 

PiS jest akuszerem faszyzmu

Kiedy dziewięć lat temu przyszedł na świat mój syn, byłem przekonany, że będzie żył w rzeczywistości dużo lepszej od tej, w której ja przeżyłem swoje dzieciństwo i lepszej od tej, w której przeżywam swoją dorosłość. Jednego byłem pewien. Byłem przekonany, że mój syn nie będzie żył w kraju, w którym państwo będzie sankcjonowało przemoc, dogmaty jednej religii i jednego wyznania będą miały wpływ na działania legislacyjne państwa, a telewizja publiczna będzie różniła się od tej z wczesnych lat osiemdziesiątych wyłącznie tym, że spikerzy nie będą umundurowani.

Kiedy w 2016 roku, urodziła się moja córka, nie byłem już tak optymistycznie nastawiony, wydawało mi się jednak, że ten bogobojny ludek, „swój rozum ma” i że istnieje jeszcze jakaś granica, jakaś miara, która sprawi, że ci, którzy próbują zrobić z tego kraju połączenie bananowej republiki, w której katolicka wersja faszyzmu łączy się z putinowską kpiną z demokracji, zostaną w jakiś sposób zweryfikowani, że ten bogobojny ludek nosi w sobie jakiś rodzaj „umiłowania wolności”, o którym tyle napisano na tej ziemi wierszy, którą na stronicach tylu ksiąg opiewa się i hołubi. Głupi ja.

Więc, kiedy wraz z kolejnymi kompromitacjami tej władzy, przy których „ośmiorniczki” to tylko niepoważny numer kilku buców, którym się wydawało, że nikt się nie dowie, kiedy po tym, jak ta władza jawnie i wprost pokazuje, że za nic ma zasady, którymi kierują się zachodnie demokracje, po tym, jak ta władza bije w każdą instytucję, która tę władzę miałaby kontrolować w jej faszystowskich dążeniach, po tym, jak prominentni funkcjonariusze tej władzy przyłapywani są na kłamstwach, oszustwach i szczeniackich numerach z jakimś trollingiem w sieci, po tym, jak ta władza skazuje tych, którzy przeciwko zapędom tej władzy protestują i umarza postępowania przeciwko tym, którzy tych protestujących biją i lżą, kiedy wobec tego, tej władzy wciąż rośnie społeczne poparcie, kiedy im rosną sondażowe słupki, kiedy ten bogobojny ludek wciąż jest tą władzą zachwycony i tę władzę nieustannie, z coraz większą mocą popiera, w imię swojego poczucia sprawiedliwości, w swojej istocie „ludowego” więc ze sprawiedliwością mającą, mniej więcej, tyle wspólnego co „ludność” ma wspólnego z tym, co nazywamy „społeczeństwem”, wobec tego wszystkiego, kiedy przyglądam się moim dzieciom, z ogromną obawą patrzę w przyszłość. Ich przyszłość.

Zastanawiam się, czy mój syn nie zostanie kiedyś „wezwany do służby ojczyźnie z bronią w ręku” i z „głową na karabinie” nie zalegnie w jakimś okopie, kiedy już na wszystkich się obrazimy i zostanie mam wyłącznie „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Święta Trójca. Wieczny pretekst i wieczne usprawiedliwienie. Czy moja córka nie zostanie pozbawiona prawa decydowania o własnym ciele i własnej płodności, ponieważ grupa mężczyzn uzna, że to się spodoba jakiemuś Bogu, który dla nich akurat wydaje się, z jakiegoś powodu, punktem odniesienia, ponieważ jakiś bezdzietny, schorowany, starzejący się kawaler uznał, że nie ma moralności poza Kościołem, tak jak kiedyś miało nie być poza nim zbawienia.

Ja tutaj uprawiam taki patos, którego sam się brzydzę, i który mnie samego trochę śmieszy, a trochę przeraża, ale to dlatego, że do niedawna myślałem, że przebudzenie tego bogobojnego ludu nastąpi, kiedy wstrząśnie nim małość tej władzy, jej pokraczność i nieudolność. Myliłem się, ponieważ pokraczność i nieudolność tej władzy jest szyta na miarę, dlatego świetnie się w tym fasonie czuje ów bogobojny ludek.

Dlatego współczuję moim dzieciom, że przyszło im żyć w ojczyźnie „wielkiego papieża Polaka”, ponieważ żadne przebudzenie nie nastąpi. Nie nastąpi dlatego, że po tych wszystkich latach, przez które ten ludek żywił w sobie przekonanie o swojej wyjątkowości, o swoim powołaniu do rzeczy wielkich, po tym wszystkim, co się na tej ziemi wydarzyło i wciąż się wydarza, przebudzenie wiązałoby się z bolesną świadomością, że oto jesteśmy tak głęboko w dupie, że ostatni promyk światła zgasł już lata temu, a nikt nie lubi dnia zaczynać od przykrych prawd na swój temat. Otyły woli wierzyć w to, że ma lekką nadwagę, mniej urodziwy, powtarza sobie, że uroda jest rzeczą gustu, głupiec jest przekonany o swojej wyjątkowości i powołaniu go do rzeczy wielkich. Tak że, jak na razie, śpimy.

A ja patrzę na moje dzieci i myślę, że nie po to siostra mojej babki „dała głowę” w Auschwitz, żeby mi teraz rodacy „na prawicy” urządzali faszystowską Polskę. Będę o tym pamiętał w październiku, przy urnie. Państwo też pamiętajcie. Bo faszyzm nie przychodzi „gotowy”. On się robi. Powoli. Robi się przez zaniedbanie i przez krótką pamięć. Grubo? Być może. Ale w Polsce albo chudo, albo grubo. Nic pośrodku. A ja chciałem, żeby tym razem, było po polsku.

Zawsze fascynowała mnie ta fiksacja prawicy na Stany Zjednoczone. Na Amerykę w ogólności. Natomiast, kiedy mowa o amerykańskiej armii, dochodzi wtedy „na prawicy” do pobudzenia o charakterze niemal erotycznym. Wydawać by się mogło, że amerykański żołnierz to jest obiekt westchnień i uniesień prawicowych polityków. To jest jakiś archetyp męskości i ta męskość ich najwyraźniej stymuluje. Tym bardziej że jest w ten archetyp wpisana jakaś przemoc. A ta, z kolei, na prawicy, zawsze cieszy się uznaniem.

Więc, kiedy poseł Sasin odnosi się do wizyty Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych i mówi o tej wizycie, że jest to „absolutny przełom” w relacjach Polski ze Stanami Zjednoczonymi, nie jestem tym entuzjazmem specjalnie zaskoczony. Przeciwnie. Entuzjazm posła Sasina wydaje mi się „absolutnie” naturalny.

Jest tak dlatego, że wizyta dotyczy „obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce”, a mówiąc ściśle „deklaracji bardzo silnej obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce, z konkretami, ze wskazaniem konkretnych miejsc, gdzie będą ulokowane siły amerykańskie”.

Czyli znowu to, co „Tygryski lubią najbardziej”, mianowicie, amerykańskie wojsko. „Absolutnie”. Amerykańskie „siły”. Siła i moc naszego sojusznika. Cóż bardziej pobudzającego dla posła Sasina.
„Absolutnie” nic.

Czy nie czujecie Państwo mrowienia na dnie żołądków? Czy nie wędrują wam po plecach przejmujące dreszcze? Wyobraźcie to sobie: Umundurowani, amerykańscy chłopcy, uzbrojeni po zęby w nowoczesne, śmiercionośne urządzenia i w futurystyczny sprzęt bojowy. I co? Dalej nic? Zero przyjemnego napięcia? No właśnie. Tymczasem chłopcy „na prawicy”, na samą myśl o tym, dostają gęsiej skórki.

Odnoszę wrażenie, że sytuacją modelową dla prawicy byłaby amerykańska okupacja. Wtedy poseł Sasin mógłby poczuć się bezpiecznie. Mógłby z jeszcze czystszym sumieniem powiedzieć, że doszło do „absolutnego przełomu”. Cóż to byłby za przełom, gdyby nagle okazało się, że tutaj też jest Ameryka. Wtedy, poseł Sasin, mógłby używać swojej paraerotycznej retoryki stwierdzając z jeszcze większą (Państwo wybaczą) satysfakcją, że amerykańcy żołnierze „zakorzenią się” w Polsce na stałe. Zakorzenią się „absolutnie”.

Naturalnie wizy dla Polaków jak były tak są. Ale, ostatecznie, jakie to ma znaczenie w obliczu faktu, że nam sojusznik, na terenie kraju, gotów jest zapuścić swój „korzeń”. Żadnego to nie ma znaczenia. Żadnego. „Absolutnie”.

Obserwując polską scenę polityczną po stronie opozycji zauważalna jest rosnąca z każdym miesiącem frustracja. Politycy nie lubią o tym mówić, gdyż zawsze w walce należy głosić pewność zwycięstwa, ale zarówno w kuluarach jak i w samym elektoracie rośnie poczucie bezsilności. Uczucie to wynika w znacznej mierze z tego, że nie ma dłużej znaczenia, jakie argumenty zostaną wysunięte, czy fakty przytoczone. Premier jak i cały obóz rządzący udowadniają dziś bowiem, że prawda nie ma w polityce znaczenia, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w ciągu ostatnich 30 lat. Kiedyś bowiem politycy również manipulowali, ale złapani na gorącym uczynku ponosili bowiem konsekwencje i kajali się przed mediami. Nie było również tak, że publicznie powtarzano stwierdzenia sprzeczne z faktami, które można sprawdzić w 3 sekundy za pomocą Googla. Mateusz Morawiecki już dziś jest pierwszym urzędującym premierem z wyrokiem za kłamstwo, ale polityk nic sobie z tego nie robi i brnie dalej w kolejne oszustwa, wprawiając bezczelnością w szok. Szef rządu w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” odpierał zarzuty o populistyczne i destrukcyjne dla gospodarki podwyższanie płacy minimalnej powołując się na argument w postaci korelacji zamożności krajów i wysokości najniższego wynagrodzenia:

“Nie bez powodu najwyżej rozwinięte dziś państwa Zachodu, Szwecja, Holandia, Niemcy, Dania, mają najwyższe płace minimalne”.

Był to element podważania wiarygodności całego przekazu oponentów:  “Narracja KO kompletnie się nie klei. Mamy w okresie rządów czterech lat PiS najwyższy przyrost średniego wynagrodzenia w porównaniu z poprzednimi kadencjami wszystkich poprzednich rządów. Generalnie całość wzrostu płac jest spójna z tempem podnoszenia płacy minimalnej”.

Problem jednak w tym, że Mateusz Morawiecki powołał się na przykłady krajów, które nie dość, że nie mają wysokiej płacy minimalnej, to na dodatek… nie mają jej w ogóle zapisanej w prawie. Będące wzorem państw dobrobytu Szwecja i Dania nie posiadają tego typu regulacji, a jednak mimo to nie są strefami głodowych wynagrodzeń. Jest wręcz przeciwnie, te dwa kraje są w czołówce państw jeśli chodzi o udział płac w PKB i niewielkie rozwarstwienie dochodów populacji. Wszystko to udało się bez płacy minimalnej. Jednak warunkiem sukcesów opiekuńczych krajów nordyckich było postawienie na wolność gospodarczą. Uchodzące za oazę socjalizmu kraje północy Europy są bowiem równocześnie swoistymi liderami indeksów wolności gospodarczej i innowacyjności gospodarek. Są to zatem kraje kapitalistyczne, które wtórnie użyły zasoby do prowadzenia szerokich programów socjalnych.

W przypadku Niemiec premier także był daleki od prawdy. Ten kraj uchodzi od dawien dawna w narracji PiS za symbol sfinansowania dobrobytu, jednak za Odrą płaca minimalna pojawiła się dopiero w 2015 roku. Nasz zachodni sąsiad nie zawdzięcza zatem swojej pozycji takiemu rozwiązaniu, ale raczej bogactwo pozwoliło Niemcom sfinansować taką politykę.

Tworzenie tak elementarnych fake newsów przez szefa rządu powinno skończyć się w cywilizowanym kraju dymisją, jednak PiS doprowadził do takiej radykalizacji sceny politycznej, że obywatele są już na wszystko znieczuleni. Premier kłamczuszek, szef Najwyższej Izby Kontroli zamieszany w nielegalny sexbizes czy szef KNF grożący szefowi prywatnego banku. Od upadku standardów oczekiwanych od polityków jest jednak tylko krok do upadku samego państwa.

Ciemnogród PiS wcale nie jest taki sobie zbaraniały, jest właśnie poprzez głupotę niebezpieczny, będą wszystko robić, aby nie oddać władzy, oszukiwać, manipulować, a nawet przelewać naszą krew.

Kmicic z chesterfieldem

Nielogiczne? Nie martwcie się. Jeżeli PiS wygra wybory, to takie informacje nie będą Was więcej niepokoić. Po prostu nie będzie miał kto o tym informować. #wolneMedia

Jachira: Zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra

– Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra. Muszę [być pewna siebie], bo gdybym w to nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wszystko co robię, to robię to, w co wierzę – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Prowadzę bardzo aktywną kampanię. Codziennie jestem na ulicy. Cały czas rozmawiam z ludźmi i naprawdę wierzę w to, że my jesteśmy w stanie wygrać i uważam że tylko mocny przekaz, który pokazuje całą obłudę obecnej władzy… Po prostu marzę o wolności, o tym, żeby każdy w moim, naszym kraju mógł żyć tak, jak chce – dodała.

Jachira: Gombrowicz też byłby hejtowany tak…

View original post 2 010 słów więcej

 

Kuchciński wąchał butapren

List w obronie Marszałka Kuchcińskiego

Marszałkowi sejmu Markowi Kuchcińskiemu zarzuca się wykorzystywanie „wojskowych statków powietrznych” do rodzinnych wypadów i przejażdżek z Warszawy do Rzeszowa, co miało narazić skarb państwa na wielomilionowe straty.

My niżej podpisani koledzy Marka Kuchcińskiego zaświadczamy, że WSZYSTKIE loty Marszałka z Warszawy do Rzeszowa miały charakter nie tylko służbowy, ale także wysoce poznawczy i twórczy. Jesteśmy starymi kumplami Marszałka z czasów, gdy miał pseudonim Penelopa i był hipisem. Dobrze wiemy, co to znaczy „odlot” wagi państwowej.

W każdy weekend Marszałek Kuchciński spotykał się z nami przy piwie i butaprenie. Podczas tych spotkań omawialiśmy ważne sprawy państwowe takie jak: kto ma zostać „słupem” Marszałka przy zakupach ziemi, komu zamknąć ryja aby nie kłapał dziobem oraz co robić, aby ceny butaprenu i proszku tree nie poszły w górę. Na niektórych z tych spotkań była też młoda Ukrainka Rusłana z okolicznej agencji rozrywkowej i jakby co, to ona też może poświadczyć, że Penelopa (to znaczy Marszałek) był bardzo zajęty.

Wobec powyższego wszystkie zarzuty w stosunku do Marszałka powinny zostać oddalone, tym bardziej, że wpłacił już działę na Caritas czyli się podzielił więc o co kaman?

W imieniu Stowarzyszenia Miłośników Butaprenu „Stara Wiara”
Zygmunt „Kita” Ostrymocz,
Wacław „Lumbago” Wąskiryj
Ludwik „Gibson” Patałach

To nie jest aerotaxi rodziny Kuchcińskich – mówią posłowie opozycji i zapowiadają, że będą wnioskować o pełną informację dotyczącą lotów marszałka Sejmu ze znajomymi czy rodziną. Tymczasem w ramach “zapłaty” za loty Marek Kuchciński przelał 15 tys. zł na cele charytatywne, o czym poinformowało Centrum Informacyjne Sejmu.

Loty jednak były

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wpłacił 15 tys. zł na Klinikę Budzik działającą przy Centrum Zdrowia Dziecka oraz 10 tys. zł na Caritas Polska w zamian za 23 loty samolotem rządowym – poinformował dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka.

Skąd kwota 15 tys.? To Andrzej Grzegrzółka też wyjaśnił. Według umowy Kancelarii Sejmu z PLL LOT koszty przelotów poselskich są zryczałtowane na poziomie 572,40 zł (przelot dla jednej osoby w jedną stronę).

Jeszcze w zeszłym tygodniu CIS przekonywał, że lotów nie było, potem okazało się że było 6, w poniedziałek liczba urosła już do 23.

Opozycja: Pieniądze powinny wrócić do budżetu

– Marszałek może sobie przekazywać pieniędzy na cele charytatywne nawet co miesiąc, ale to nie ma nic wspólnego ze sprawą lotów marszałka z członkami rodziny, jak i z kolegami PiS-u i znajomymi – mówi Mariusz Witczak z PO.

Posłowie opozycji zapowiedzieli, że będą wnosili o to, żeby na najbliższym posiedzeniu Sejmu sam marszałek Kuchciński przekazał pełną informację Wysokiej Izbie dotyczącą liczby lotów ze znajomymi, członkami rodzin, dziećmi, żoną.

– Opinia publiczna musi się dowiedzieć, jakie koszty z tego tytułu poniósł budżet państwa – uważa Witczak.

Aerotaxi marszałka

Posłowie Platformy chcą też, aby minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak przekazał szczegółowe informacje nt. tego, jak wykorzystywane są rządowe samoloty, którymi zarządza Baza Lotnictwa Transportowego podlegająca MON. – W jaki sposób realizowane są procedury o statusie HEAD, bo przecież wyjazd służbowy marszałka być może wymagał takiej realizacji, by podstawiono samolot. Ale to nie jest aerotaxi rodziny Kuchcińskich. Jeżeli jest zamówienie, to nie znaczy, że tak samo wygląda lista pasażerów – mówił Andrzej Halicki.

– Widać, że skala tego zjawiska jest dużo szersza niż dziś udowodniona liczba lotów, a także ich koszt. Dojenie państwa musi się skończyć – mówił Andrzej Halicki. – Nie wolno nadużywać funkcji i czerpać z tego korzyści. Dopiero złapany za rękę marszałek Kuchciński przyznał się do tego, co wcześniej jego służby dementowały – uważa Halicki.

Sprawa jest rozwojowa

Loty marszałek Marka Kuchcińskiego wywołały falę komentarzy w sieci.

Wczoraj dziennik “Rzeczpospolita” informował o tym, że prokuraturze udało się fortelem uniknąć konieczności przesłuchania Marka Falenty w sprawie listów, które ten wysłał do najważniejszych polityków obozu władzy, a w których sugeruje, że ujawni faktycznych mocodawców tzw. afery taśmowej, która wybuchła w 2014 roku i finalnie doprowadziła do obalenia rządu koalicji PO- PSL. Pierwszy raz tak otwarcie i bez żadnego skrępowania śledczy postawili interes partii rządzącej ponad przepisy procedury karnej i naczelne zasady ustalenia prawdy obiektywnej w toczącym się postępowaniu karnym. Radość prezesa PiS i jego przybocznych może być jednak przedwczesna, bowiem całkowicie niespodziewanie okazuje się, że sprawę prawdziwych inspiratorów afery bada Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Jak udało się ustalić dziennikarzom “Rzeczpospolitej”, funkcjonariusze tej formacji zwrócili się do Sądu Najwyższego o wypożyczenie akt zakończonej już sprawy Marka Falenty. Ten akt wydać nie mógł, bowiem zostały aktualnie przekazane do Sądu Apelacyjnego, jednakże we wniosku o ich wypożyczenie agenci musieli podać uzasadnienie. Wynika z niego, że od połowy 2018 roku toczy się śledztwo w sprawie możliwego działania obcych służb przy obaleniu poprzedniej władzy. To jeszcze co prawda PiS-owi nie szkodzi, ale w połączeniu z ustaleniami choćby Grzegorza Rzeczkowskiego opisanymi w książce “Obcym alfabetem. Jak ludzie Kremla i PiS zagrali podsłuchami”, może wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej.

Czy agenci ABW zerwali się ze smyczy partii rządzącej lub czy jest to kolejny akt odwiecznej walki różnych sił specjalnych zapewne szybko się nie dowiemy. Warto jednak zauważyć, że to najgorszy dla partii rządzącej moment, by do sprawy podsłuchów w warszawskich restauracjach wracać. Można sobie wyobrazić zeznania “skruszonego” współpracownika np. rosyjskich służb, który w przypływie szczerości, na samym finiszu kampanii wyborczej potwierdzi udział obecnej partii rządzącej w operacji mającej na celu nielegalne obalenie rządu RP. Wówczas te same służby, które uknuły aferę z 2014 będą mogły ustrzelić dublet i doprowadzić do upadku kolejnej władzy.

Ryszard Terlecki to człek toksyczny

Kukiz o zachowaniu Ryszarda Terleckiego względem dziennikarza Patryka Michalskiego (RMF FM).