Ziobro i jego trolle

Tego w zasadzie można się było spodziewać… Powołany przez Zbigniewa Ziobrę rzecznik dyscyplinarny sędziów Piotr Schab poinformował, że nie widzi podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i przedstawienia zarzutów sędziom zatrudnionym w Ministerstwie Sprawiedliwości w związku z aferą hejterską w tym resorcie.

Swoją decyzję rzecznik Schab uzasadnił m.in. wyjaśnieniami w tej sprawie, złożonymi m.in. przez Łukasza Piebiaka. Według rzecznika dyscyplinarnego, „nie dostarczyły one faktycznych i prawnych podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i przedstawienia zarzutów dyscyplinarnych”!

Przypomnijmy więc, że według doniesień Onetu ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak miał organizować kampanię hejtu wobec sędziów, którzy sprzeciwiają się zmianom w wymiarze sprawiedliwości, wprowadzanymi przez PiS. W akcję zaangażowani mieli być również inni pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości oraz internetowa hejterka Emilia.

Rzeczona Emilia zaangażowana była także w inną akcję dyskredytującą niepokornych sędziów. Chodzi o działalność na komunikatorze WhatsApp grupy o nazwie „Kasta”, która wymieniała się pomysłami na hejt. Mieli do niej należeć m.in. dwaj zastępcy głównego rzecznika dyscyplinarnego sędziów – Przemysław Radzik i Michał Lasota, sędzia Konrad Wytrykowski z Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, członkowie KRS – Dariusz Drajewicz, Maciej Nawacki i Jarosław Dudzicz, a także Tomasz Szmydt z biura prawnego Rady oraz były prezes Sądu Okręgowego w Katowicach i obecnie sędzia NSA Rafał Stasikowski. Kontakty z Emilią miał też utrzymywać delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości Jakub Iwaniec oraz sędzia Arkadiusz Cichocki.

– „Szok i kompletne zaskoczenie! Rzecznik dyscyplinarny mianowany przez Ziobrę nie postawił zarzutów ex-wiceministrowi, będącemu zaufanym Ziobry”; – „Powinni dostać kwiaty, podziękowanie za wspaniałą postawę na „trudnym odcinku” w MS i jakąś ciepłą posadkę w s-ce skarbu państwa. No i jakiś kryształ”; – „No przecież skoro p. Piebiak mówi, że są niewinni, czyści jak łza, to znaczy, że tak jest. Jeśli sędziowie Żurek, Tuleya i wielu innych, którym się wytacza dyscyplinarki twierdzą, że są niewinni, znaczy trzeba przeprowadzić przewód dyscyplinarny. Ot, pisowska logika”; – „To przygotowanie do powrotu fachowca Piebiaka, aby mógł dalej pozwalać wymiar sprawiedliwości, obsadzać miernotami i szkodzić Polsce” – komentowali internauci.

Ziobro w w pisowskim triumwiracie (plus sam Kaczyński i Kamiński) chce się wybić na niepodległość po śmierci Kaczyńskiego, która może nastąpić w każdej chwili. Ziobro chce być po prostu prezesem PiS.

Kmicic z chesterfieldem

Kaczyński, Kamiński i Ziobro od dawna musieli wiedzieć o majątku Mariana Banasia i jego biznesowych konszachtach z gangsterami. A mimo to karnie podnieśli rękę za powołaniem tego „krystalicznie uczciwego” człowieka na szefa NIK. Dlaczego?

Prezes PiS, prokurator generalny, szefowie służb specjalnych jak jeden mąż zagłosowali 30 sierpnia w Sejmie za tym, by powołać Mariana Banasia na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Choć od miesięcy było wiadomo, że w sprawie jego majątku są niejasności, a jego byli współpracownicy z resortu finansów mają zarzuty za wyłudzenie VAT, „Pancerny Marian”, jak nazywają Banasia partyjni koledzy, jest mocniejszy, niż nam wszystkim się wydawało.

Gdy „Superwizjer” TVN ujawnił, że od lat wynajmował znanym krakowskim sutenerom kamienicę, którą ci zamienili na hotelik z pokojami na godziny, PiS bronił go jak niepodległości. Sam Banaś brylował w prorządowych mediach, pokrętnie tłumacząc się z biznesów z karanymi w przeszłości gangsterami, którzy mają do niego bezpośredni telefon. I sam się denuncjował, ujawniając…

View original post 2 490 słów więcej

 

Zemsta Kaczyńskiego będzie wielka

Dostali kupę kasy, a nie zagłosowali na PiS. Szczególnie niewdzięczni okazali się warszawiacy.

Jarosław Kaczyński jest lekko rozczarowany Polakami. W wieczór wyborczy powiedział: „Otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej”. A tu tylko 235 mandatów. Prezes z budżetu państwa, czyli naszych podatków, dał Polakom wiele – po 500 złotych na pierwsze dziecko i każde następne, 300 złotych wyprawki szkolnej, trzynastą emeryturę i pod koniec kampanii obiecał czternastą, ulgi podatkowe dla młodych ludzi. Czy taki socjal nie zasługuje na większość konstytucyjną?

Szczególnie niewdzięczni są warszawiacy, którzy znokautowali Kaczyńskiego. Małgorzata Kidawa-Błońska zdobyła prawie dwukrotnie więcej głosów niż on. Dobrze, że Schetyna oprzytomniał i nie kandydował z Warszawy.

Kaczyński stwierdził, że był potężny front przeciwko jego ugrupowaniu. Oczywiście, gdyby nie te wstrętne media, to świat nie dowiedziałby się o podejrzanych oświadczeniach majątkowych szefa NIK, o jego kontaktach z gangsterami, bo przecież mamy tak sprawne służby i prokuraturę, że przez lata działalność szefa NIK, a przedtem wiceministra finansów mogła uchodzić płazem.

To skandal, że opozycja dopuściła do tego, że na ostatniej prostej Banaś przy pomocy parlamentarzystów z PiS wyrzucił trzech wiceszefów NIK. Grzegorz Schetyna powinien razem ze swoim ugrupowaniem stanąć murem w obronie urzędników. Być może m.in. za to został ukarany sromotną porażką w rodzimym mieście, w którym zdobył o 25 tys. mniej głosów od konkurentki z PiS. Powinien czym prędzej posypać głowę popiołem i odejść z funkcji. Ale oczywiście, jak to w Platformie, wszystko się toczy powoli, będzie grillowany do stycznia, bo wtedy mają nastąpić wybory.

Schetyna chce się schować za Senatem, w którym opozycja zdobyła 51 mandatów. Zamiast rozdawać karty i mówić, kto ma zostać marszałkiem Senatu, powinien się zastanowić nad samym sobą. Nie ma czasu na zwlekanie.

I nie ma czasu, by czekać, aż Donald Tusk 2 grudnia, gdy kończy się jego kadencja szefa Rady Europejskiej, zadecyduje, co będzie robić dalej. Opozycja powinna rozpocząć wyścig o fotel prezydencki już dziś.

A co się stanie z Senatem? Wkrótce przekonamy się, jakie są kręgosłupy moralne wybrańców. PiS ma duży talent w podkupywaniu posłów. Czy to się uda z senatorami? Zobaczymy. Prof. Tomasz Grodzki już dostał propozycję, jak to określił, wynajęcia się do rządu PiS i powiedział „nie”.

Senat będzie mógł powstrzymywać zapędy polityków PiS w produkowaniu bubli. Skończy się maszynka do głosowania pod wodzą marszałka Stanisława Karczewskiego? Zobaczymy.

A co się stanie z Senatem? Wkrótce przekonamy się, jakie są kręgosłupy moralne wybrańców. PiS ma duży talent w podkupywaniu posłów. Czy to się uda z senatorami? Zobaczymy. Prof. Tomasz Grodzki już dostał propozycję, jak to określił, wynajęcia się do rządu PiS i powiedział „nie”.

Kmicic z chesterfieldem

BEATA I MAŁOLATA

Jeśli matka powie swojej 17-letniej córce o tym, co to jest prezerwatywa i że niekoniecznie używa się jej podczas balu maskowego, może dostać pięć lat więzienia. Takie kary za „edukację seksualną skierowaną do osoby poniżej 18 roku życia” przewiduje popierany przez PiS projekt, fałszywie przedstawiany jako oręż do „walki z pedofilią”.

Ciekawe, co na ten temat powie Beata „Brocha” Szydło, której syn ksiądz, jak głosi internetowa „wieść gminna”, uwiódł 16-letnią parafiankę i zrobił jej dzidziusia?

W rodzinie Szydło pewne zamieszanie, ale przecież z księdzem to nie grzech, a poza tym jaka radość, bo w Brzeszczach urodzi się kolejny wyborca PiS! Może Prezes, dla ocieplenia swego wizerunku zgodzi się być matką chrzestną potomstwa?

JANUSZ W RUI

Zakała polskiej polityki Janusz Korwin Mikke, po latach wraca do parlamentu i to w otoczeniu dziarskiej młodzieży. Gdy po ogłoszeniu wyników wyborów TVN nadawał relacje z siedziby Konfederacji, byłem przekonany, że to…

View original post 2 213 słów więcej

 

Gang Ziobry

Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” złożyło zawiadomienie ws. „działania grupy przestępczej osób z Ministerstwa Sprawiedliwości, Krajowej Rady Sądownictwa i innych urzędów państwowych”. Poszło o hejt wobec sędziów.

Zawiadomienie zostało złożone w Prokuraturze Regionalnej w Lublinie. „Z doniesień medialnych oraz własnych obserwacji wiemy, że w ramach Ministerstwa oraz innych urzędów centralnych działała zorganizowana grupa przestępcza, która wynosiła poufne informacje z resortu i wykorzystywała je do nękania sędziów Rzeczypospolitej Polskiej. W ramach tych działań tworzono także nieprawdziwe informacje, fałszywe dowody, które następnie były podstawą wszczynanych postępowań wyjaśniających lub dyscyplinarnych wobec sędziów” – napisał w uzasadnieniu sędzia Jakub Kościerzyński z Zespołu ds. Prawa Karnego „Iustitii”.

Sędziowie – jak podaje Gazeta.pl – uważają, że prokuratura nie działa realnie na rzecz ukarania sprawców hejtu. W sprawie chodzi o słynną aferę, w której główną rolę odegrała internautka Emilia, wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak i grupa sędziów oraz urzędników państwowych. Grupa zajmowała się obrażaniem sędziów, którzy nie popierali „dobrej zmiany” lub wspierali działania demokratycznej opozycji.

Wiceminister Piebiak podał się wtedy do dymisji, przyznając równocześnie, że zarzuty względem niego są zwykłym oszczerstwem. Zbigniew Ziobro odwołał również ze stanowisk sędziów Arkadiusza Cichockiego i Jakuba Iwańca.

Do sprawy odniosła się także Dorota Zabłudowska z zarządu sędziowskiego stowarzyszenia. „Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości skupieni na forum dyskusyjnym „KASTA” wykorzystywali dla celów przestępczych informacje, z którymi zapoznali się w związku z pełnionymi funkcjami i wykonywaną pracą w Ministerstwie Sprawiedliwości. Cytowane w publikacjach medialnych sformułowania mają charakter znieważający, poniżający, naruszają godność osób pełniących urząd sędziego oraz godzą w wizerunek organów takich jak sądy powszechne, Sąd Najwyższy” – przyznała prodemokratyczna aktywistka.

PiS można porównać tylko do gangu, a polityków tej partii od gangsterów.

Kmicic z chesterfieldem

Gdyby wybory parlamentarne 2019 odbyły się w najbliższą niedzielę, wygrałoby je Prawo i Sprawiedliwość. Przewaga partii Jarosława Kaczyńskiego nad ugrupowaniami opozycyjnymi nie byłaby jednak duża. Z sondażu Instytutu Badań Pollster wynika, że PiS otrzyma 234 mandaty, a partie opozycyjne 226 mandatów.

>>>

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Marianowi Banasiowi kamienicę w Krakowie podarował znajomy. Spółka syna Banasia dostała na jej remont ok. 81 tys. zł z UE i budżetu państwa. Na remont innej kamienicy otrzymała co najmniej 482 tys. zł dotacji i i 151 tys. zł pożyczki z dwóch funduszy dysponujących publicznymi pieniędzmi. Wzięła też ok. 2,3 mln zł pożyczek z kontrolowanego przez państwo banku

„Superwizjer” TVN ujawnił, że w kamienicy przy ul. Krasickiego w Krakowie, która do sierpnia 2019 roku należała do szefa NIK Mariana Banasia, działał hotelik z pokojami na godziny. Trwało to od 2014 roku. To wtedy Banaś wynajął kamienicę Dawidowi O., pasierbowi Janusza K…

View original post 5 645 słów więcej

Pisowskie Pokraki ośmieszają imię Polski

Prawo i Sprawiedliwość nie wyciągnęło żadnych wniosków z przegranej kandydatury Beaty Szydło, która miał zostać przewodniczącą komisji zatrudnienia i spraw socjalnych Parlamentu Europejskiego. Była premier nie była mile widzianą kandydatką, stąd po przegranym głosowaniu Polsce zaproponowano w kuluarach zmianę kandydatki z gwarancją poparcia naszych partnerów. Jednak rząd wolał iść na starcie, w efekcie Szydło ponownie przepadła, a ważne stanowisko otrzymała zamiast Polki polityk ze Słowacji.

W przypadku komisarza ds. rolnictwa, którego miał wyznaczyć rząd PiS, szykuje się podobny scenariusz. Po fatalnym przesłuchaniu Janusza Wojciechowskiego, który okazał się całkowicie nieprzygotowany merytorycznie w sprawach rolnictwa, w Brukseli oczekuje się nowej kandydatury na to stanowisko. Z tego powodu, jak donosi “Rzeczpospolita” przyspieszono ponowne przesłuchanie Polaka z 14 na 7 października, aby móc szybciej odrzucić jego kandydaturę, ponieważ Bruksela nie chce opóźniać wyłonienia całego składu Komisji Europejskiej. Polska jednak zamiast uniknąć blamażu i z twarzą zaproponować kogoś mniej kontrowersyjnego, uznała, że będzie forsować Wojciechowskiego za wszelką cenę. Mamy więc podobną sytuację jak z Beatę Szydło, czy wcześniej przeciw Tuskowi, z kandydaturą Jacka Saryusza-Wolskiego. Rzecznik rządu pytany, czy polska strona musi szukać nowego kandydata, zaprzeczył. “My cały podtrzymujemy kandydaturę Janusza Wojciechowskiego i liczymy na to, że ona w przyszłym tygodniu zostanie zaakceptowana i z tej kandydatury nie wycofujemy się. Uważamy, że to jest bardzo dobra kandydatura, posła przez wiele lat do Parlamentu Europejskiego, osoby, która zna się na rolnictwie, w związku z tym to jest bardzo dobry kandydat i dziwią mnie trochę te opinie, które pojawiają się w Parlamencie Europejskim”.

Rzecznik ocenił także, sam Wojciechowski podczas przesłuchania wypadł dobrze. Nie przeszkadzał w tym fakt, że gdyby rzeczywiście tak było, to jego kandydatura byłaby już w zasadzie zaakceptowana. Zamiast tego jednak skierowano do niego pytania z oczekiwaniem uściślenia odpowiedzi i wyznaczono kolejne przesłuchanie, które jest spowodowane niepowodzeniem poprzedniego.

Można by pomyśleć, że to jest gra dyplomatyczna ze strony rządu, jednak tego typu twarda, ignorująca realia europejskiej polityki rozgrywka była przez PiS kilkakrotnie przeprowadzana. Zawsze z tragicznym dla wizerunku kraju skutkiem. Zdaje się jednak, że wstawanie z kolan tyczy się tylko skoków na spółki i stanowiska, a kiedy chodzi o dobre imię kraju, to “prawdziwych patriotów” to już zupełnie nie obchodzi.

Pisowskie Pokraki ośmieszają imię Polski.

Kmicic z chesterfieldem

– Mam nadzieję, że Mateusz Morawiecki będzie premierem przez bardzo wiele lat. Może nawet pobije Cyrankiewicza – mówił Jarosław Kaczyński.

Więcej o Kaczyńskim u Rydzyka tutaj >>>

Pozwani zostali:

  • Zbigniew Ziobro, który reprezentuje Skarb Państwa
  • były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak
  • sędzia Jakub Iwaniec, któremu po publikacjach Onetu cofnięto delegację do MS
  • były Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Arkadiusz Cichocki
  • były szef biura KRS Tomasz Szmydt
  • prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie i członek KRS Rafał Puchalski

Pozew został złożony przez prof. Krystiana Markiewicza, prezesa „Iustitii”, za „szerzenie zorganizowanej nienawiści wobec niego i środowiska sędziowskiego”.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Profesor żąda zakazania pozwanym rozpowszechniania informacji lub twierdzeń dotyczących jego życia prywatnego oraz rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń na swój temat”. Domaga się również przekazania 50 tys. zł na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora oraz publikacji przeprosin w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej, TVN24, Polsat News oraz TVP Info.

– „Od miesiąca czekałem…

View original post 905 słów więcej

 

Nihilisie Kaczyński i Ziobro

„Ministerstwo Sprawiedliwości mimo ustawowego obowiązku od ponad 14 dni nie udostępnia dokumentów związanych z aferą hejterską byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka. To oczywiście jasny sygnał, że ta władza boi się tych informacji, że w tych dokumentach moglibyśmy odkryć jeszcze więcej bulwersujących faktów i moglibyśmy jeszcze więcej mieć argumentów, żeby Zbigniew Ziobro pożegnał się ze stanowiskiem, które piastuje” – poinformował Mariusz Witczak.

Dodał, że posłowie PO złożyli w resorcie sprawiedliwości ponaglenie, by niezwłocznie udostępnił te dokumenty. Jeżeli ministerstwo tego nie zrobi, sprawa trafi do sądu administracyjnego.

Posłanka PO Joanna Augustynowska podkreśliła, że działając zgodnie z regulaminem o wykonywaniu mandatu posła, mają oni prawo zobaczyć te dokumenty. – „Po to, żeby opinia publiczna miała wiarygodną informacje o tym, co dzieje się w Ministerstwie Sprawiedliwości. Nie ma takiej woli, nie ma takiej chęci. Widać, że jest strach i coś jest ukrywane” – stwierdził Augustynowska.

Arkadiusz Myrcha podkreślił, że Ministerstwo Sprawiedliwości „to nie jest prywatny folwark, ani ministra Zbigniewa Ziobro ani wiceministra Michała Wójcika”, tylko jest organem administracji publicznej, zobowiązanym do wypełniania przepisów ustawowych i przepisów kodeksu postępowania administracyjnego.

Pisowski sędzia pokraczny, Przemysław Radzik

Sędzia Przemysław Radzik robi z siebie ofiarę mediów i składa wniosek o zabezpieczenie, aby nie mogły one pisać o nim w kontekście „afery hejterskiej”.

Radzik – według informacji podawanych przez „Gazetę Wyborczą” – był członkiem nieformalnej grupy „Kasta”. Twór ten zajmował się hejtowaniem i pomawianiem sędziów, którym nie po drodze było z „dobrą zmianą” i jej lizusami. Sam Radzik zaprzecza, aby angażował się w działalność hejterów.

W zapewnienia Radzika nie wierzą jego koledzy i koleżanki po fachu. Orzekania w składzie z Radzikiem, odmówiła ostatnio Anna Bator-Ciesielska z Sądu Okręgowego w Warszawie. Kobieta złożyła również wniosek do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w którym zapytała o to czy delegowanie sędziów przez ministra Ziobrę było zgodne z wewnętrznymi regulacjami Unii Europejskiej.

Radzik w rozmowie z TVN 24 zasugerował, że jest… ofiarą medialnej i środowiskowej nagonki. „Pani sędzia zrobiła coś takiego, że na podstawie doniesień medialnych – nieprawdziwych, fałszywych – odmówiła orzekania z innym sędzią. To jest niepojęte, w dziejach Europy to się nie zdarzyło. Ja tego nie rozumiem, ja tego nie akceptuję, bo to nie jest działanie nawet godzące we mnie osobiście, co w podstawy państwa prawnego” – stwierdził podczas telewizyjnego wywiadu.

Sędzia Radzik doniósł już na Bator-Ciesielską do ministra sprawiedliwości, Krajowej Rady Sądownictwa, ministra sprawiedliwości i prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie.

W dalszej części rozmowy Radzik narzekał na stronniczość mediów. „Moja matka płacze i wy macie to gdzieś. Tego wam nigdy nie zapomnę. Nigdy. Jako człowiek i jako sędzia. Nigdy. Bo żeście państwo mnie opluli, tak samo jak sędzia Bator, bez żadnego dania racji, bez niczego. Ja wiem, że ten program zmanipulujecie, że potniecie go, że to się nie ukaże. Mam tego pełną świadomość. I się dziwię sam sobie, że z wami rozmawiam” – mówił w materiale, który został wczoraj wyemitowany „Faktach” TVN.

Mężczyzna skierował do sądu wniosek o zabezpieczenie. W ten sposób media nie będą mogły pisać o nim w kontekście afery, która toczy się wokół grupy „Kasta”.

Pokraczny Duda, pokraczny Kaczyński, zakłamany do imentu Morawiecki. Polska pisowska jako alegoria: Pokrak z „Pulp fiction”.

Kmicic z chesterfieldem

Prawo i Sprawiedliwość ruszyło wczoraj z kontrofensywą medialną przeciwko swoim poprzednikom i konkurentom wyborczym.  Narracją akcji są środki o horrendalnej skali, które nie trafił do budżetu z powodu działalności mafii paliwowej. Oczywiście, przekaz rządzących poszedł w radykalnym kierunku oskarżenia przeciwników w zasadzie o zmowę z przestępcami i działanie na szkodę skarbu państwa.

To już prawie tradycja – Andrzej Duda często opowiada anegdoty, które praktycznie tylko jego śmieszą. Nie inaczej było i tym razem, kiedy pojechał uroczyście wmurować akt erekcyjny pod rozbudowę strzelnicy w Centralnym Ośrodku Szkolenia Straży Granicznej w Koszalinie.

– „Nie wZ jednej strony atakując politycy PiS ponownie wyjęli argumenty, jak to dzięki rządowi znalazły się środki na problemy społeczne i wsparcie choćby polskich rodzin.

W tym kontekście warto wypomnieć rządzącym ich największy własny konwój wstydu tej kadencji. I nie mowa tutaj wcale o tak głośnym temacie nagród w rządzie, ale biedzie, na którą rządzący skazali polskich emerytów.

View original post 1 252 słowa więcej

 

Morawieckiemu z prawdą nie po drodze

Więcej >>>

„Czuję się troszeczkę jak na gali Oskarów. Bardzo serdecznie dziękuję, za tą laudację taką bardzo ciepłą” – powiedział Morawiecki odbierając tytuł. Setki powtarzanych uparcie kłamstw i manipulacji – o sądach, szkołach, uchodźcach, Żydach, gospodarce i klimacie – nie zagroziły kandydaturze premiera. Biznes w Krynicy docenia „wpływ na rzeczywistość”

„Tak się zastanawiałem, czy się rzeczywiście udało tyle zrobić w tak krótkim czasie, w tych 4 latach. Brzmiało to, jakby miało zająć co najmniej 14 lat” – stwierdził Morawiecki po wysłuchaniu laudacji od Zygmunta Berdychowskiego, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Forum to doroczna impreza, na którą zjeżdżają przedstawiciele świata polityki i biznesu, a także eksperci i dziennikarze. W 2019 roku odbyło się już po raz 27.

Rada Programowa Forum niejednokrotnie podlizywała się rządzącym politykom. W 2000 roku nagrodę Człowieka Roku otrzymał Aleksander Kwaśniewski, w 2007 Donald Tusk, w 2011 Bronisław Komorowski, w 2014 Jarosław Kaczyński, a w 2016 Beata Szydło. Członkowie Rady nie omieszkali uhonorować także kontrowersyjnych polityków z zagranicy – nagrody otrzymali węgierski autokrata Viktor Orbán (w 2015) i słowacki premier Robert Fico (w 2012).

„To nigdy nie była nagroda ekonomiczna. To zawsze była nagroda polityczna. To politycy na przestrzeni ostatnich lat najbardziej wpływali na naszą rzeczywistość” – tłumaczył w 2018 roku założyciel Forum Zygmunt Berdychowski.

Morawiecki był nominowany już dwukrotnie. W 2016 minimalnie przegrał z Beatą Szydło, a w 2017 miał poprosić, by jego kandydatury nie brać pod uwagę. Rok później najwyraźniej nie miał już żadnych obiekcji.

Przypominamy, co o Mateuszu Morawieckim pisaliśmy w OKO.press. Ten artykuł to jednak tylko fragment bogatej antologii jego kłamstw i manipulacji, którą zgromadziliśmy w ostatnich latach. Premierowi chętniej nadalibyśmy tytuł Przodownika Fałszu.

Mistrz kłamstwa

Bo polskiemu premierowi z prawdą nie jest po drodze. W lipcu 2018 roku podsumowaliśmy siedem najbardziej bezczelnych (do tamtej pory) kłamstw szefa rządu.

Jak zaznaczyliśmy – bezczelnych – bo Morawiecki mógł z łatwością dotrzeć do prawdziwych danych. Postanowił jednak tworzyć alternatywną rzeczywistość. I tak premier kłamał, gdy

  • podawał liczbę czeczeńskich uchodźców w Polsce – zawyżając ją, zgodnie z ówczesną strategią polityczną PiS, ponad sześciokrotnie;
  • kłamał i manipulował w sprawie świadczeń dla osób z niepełnosprawnością, mówiąc, że za rządów PiS wzrosły o 50 proc. Tymczasem w latach 2015-2018 świadczenia wzrosły o 28 proc., ale tylko niektóre. Potrzebujących jest znacznie więcej;
  • z ukraińskich migrantów celowo robił uchodźców, by na forum międzynarodowym móc bronić „polityki uchodźczej” rządu PiS. I odpierać krytykę europejskich partnerów, którzy domagali się polskiej pomocy w rozbrajaniu kryzysu uchodźczego;
  • kręcił, gdy mówił o polskiej „pomocy na miejscu”, jako rozwiązaniu lepszym od relokacji uchodźców. Jak pisaliśmy wydatki na ten cel były w 2017 roku śmiesznie małe;
  • kłamał w sprawie luki VAT, która miała zmniejszyć się o 40 mld zł. W rzeczywistości zmalała o 13 mld;
  • twierdził, że płace w Polsce pod rządami PiS wzrosły najbardziej od 25 lat. Tymczasem wyższy wzrost notowano co najmniej kilkakrotnie;
  • znacznie przeszacowywał liczbę nowych miejsc pracy, które powstały w polskim przemyśle w 2017 roku. Twierdził, że było to aż 2/3 takich miejsc pracy w Europie. Utrzymywał, że Polskę chwalą za to w prywatnych rozmowach komisarze UE. Liczba, którą podawał była jednak zwyczajnie fałszywa.

Niezrozumiani przez świat

Premier jest też niezłomnym obrońcą „dobrej zmiany” w polskim sądownictwie. Główna linia argumentacji? Zachód i Unia Europejska reform Zbigniewa Ziobry po prostu nie rozumieją. Bo kraje, które nie doświadczyły komunizmu, nie są w stanie pojąć skali patologii, która dotknęła polskie sądy.

Stąd krytyczne głosy partnerów w UE i stąd konflikt z Komisją Europejską i TSUE.

W OKO.press relacjonowaliśmy m.in. wywiad Morawieckiego dla Polsat News z sierpnia 2018 roku. W tym 33-minutowym wystąpieniu kłamał i manipulował ponad 20 razy, bagatelizując skalę konfliktu z Unią o polską praworządność.

W grudniu 2018 roku oznajmił radośnie, że rząd PiS wniósł „fundamentalne zmiany dla podniesienia niezawisłości sędziów” i że „wystarczy spytać sędziów, czy zwiększyło to ich niezależność”.

Jak pisaliśmy odmiennego zdania jest KE, zaprzeczają polskie stowarzyszenia sędziowskie. Wszystkie wskazują na uparte próby podporządkowania wymiaru sprawiedliwości woli polityków PiS.

Swoje kłamstwa Morawiecki chętnie eksportuje. Podczas wizyty w USA w październiku 2018 udzielił wywiadu telewizji CNN. Powtarzał tam argument o czyszczeniu sądów z postkomunistów. Oraz kłamał bez żadnych ogródek, mówiąc, że polska Krajowa Rada Sądownictwa po reformach PiS jest wybierana w większości przez sędziów. Jak pisaliśmy – jest zupełnie odwrotnie.

W prawicowym francuskim dzienniku „Le Figaro” szkalował sędziów przeciwnych „dobrej zmianie” w lutym 2019. Tłumaczył, że 100 proc. sędziów zostało na stanowiskach po upadku PRL, a polskie sądownictwo jest najmniej wydajne w Europie. „Reformy” Ziobry mają tylko je uleczyć.

Na uniwersytecie nowojorskim w kwietniu 2019 porównał sędziów sprzeciwiających się niekonstytucyjnym zmianom do kolaborantów z Vichy. Potem dementował swoją własną wypowiedź.

W OKO.press wielokrotnie i drobiazgowo demaskowaliśmy kłamliwą narrację premiera.

Jasna Góra – symbol polskości

„Jasna Góro, Czarna Madonno, nasza matko, miej w opiece naród cały, który żyje dla Twej chwały” – tak modlił się Morawiecki w grudniu 2018 roku na 27. urodzinach Radia Maryja. Jak relacjonowaliśmy, pokazał wówczas, że jedyną wersją patriotyzmu i w ogóle wartości w życiu publicznym jest dla niego trójca: ojczyzna-tradycja-katolicyzm. A wszystko inne to „podkop pod Polskę”.

Swoje modlitwy premier kierował do tych „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja”.

„Tradycyjnych wartości” Morawiecki bronił niejednokrotnie. W sierpniu 2019 pisaliśmy, że podczas pikniku rodzinnego premier wychwalał „nasze polskie kobiety”, które tworzą mur przed „fanaberiami ideologicznymi”. Tymczasem z sondaży OKO.press wynika jasno, że „polskie kobiety” mają poglądy znacznie bardziej rewolucyjne niż mężczyźni.

Szef rządu kreuje się na żarliwego katolika. Wiemy np., że ściśle przestrzega cotygodniowego postu. Znana anegdota mówi, że w podróży służbowej odmówił zjedzenia ukraińskich pielmieni. Bo akurat był piątek, a pierożki były z wieprzowiną. Przyszły premier miał obgryźć samo ciasto, nadzienie zostawić.

Ale wiara Morawieckiego, pod pozorem „wszechogarniającej dobroci” nosi znamiona fanatyzmu, a sam premier wyklucza z polskiego społeczeństwa tych, którzy nie podzielają jego religijnych uczuć.

Skromny biznesmen

Bogobojny Morawiecki pokazał też swoją mniej skromną twarz.

Na początku października 2018 roku Onet ujawnił nagranie z restauracji „Sowa i Przyjaciele” z 2013 roku. Rozmówcami byli prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (przyjaciel Morawieckiego), prezes PGE Krzysztof Kilian (wieloletni przyjaciel Tuska), jego zastępczyni Bogusława Matuszewska i… Mateusz Morawiecki, wówczas od pięciu lat prezes banku BZ WBK.

Przytoczone wypowiedzi przeczą obrazowi pokornego i skromnego polityka. Jak się okazało, przyszły premier potrafi soczyście zakląć – nie gorzej niż podsłuchani biznesmeni i politycy PO.

Na jednym z nagrań Morawiecki obiecuje też, że załatwi pracę Aleksandrowi Gradowi z PO. „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś” – mówi. Chodziło oczywiście o 50-100 tys. złotych.

Morawicki ukrywał też zasobność własnego portfela, który powiększył się znacznie dzięki akcjom BZ WBK. Premier zachował je po tym, jak wszedł do rządu PiS, co pozwoliło mu wzbogacić się o 1,23 mln zł. Część miał przekazać na cele charytatywne – nie ujawnił jednak, na jakie. Akcje sprzedał dopiero po dwóch latach w fotelu ministra, bo, jak tłumaczył, „nie zdążył”.

Na cele charytatywne miał pójść także zysk ze sprzedaży działki, którą w 2002 roku Morawiecki kupił znacznie poniżej rynkowej ceny od proboszcza podwrocławskiej parafii garnizonowej. Wykryta dzięki śledztwu „Wyborczej” afera poważnie nadszarpnęła wizerunek premiera, który stara się ukryć fakt, że jest człowiekiem majętnym, zaprzyjaźnionym ze światem wielkiego biznesu.

Drzewko dla Polski

W 2017 roku Morawiecki stwierdził, że ma żydowskie pochodzenie (jego ojciec stwierdził natomiast, że nic mu o tym nie wiadomo). Ta deklaracja nie przeszkadza Morawieckiemu przekłamywać polskiej historii tak, by wybielać udział Polaków w Zagładzie.

„Kiedy mówimy o antysemityzmie, to też przychodzi mi do głowy, że coraz częściej spotykamy się z antypolonizmem. Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem” – rozwodził się premier w rocznicę Marca ’68.

Ofiarą narodowej megalomanii padła prof. Barbara Engelking, którą skreślono Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej w maju 2018 roku. Engelking, wybitna badaczka, która odsłaniała skalę udziału polskiej ludności w Zagładzie, straciła stanowisko, bo zabrakło jej „polskiej wrażliwości”.

Premier, za przykładem ojca, domaga się też międzynarodowego uznania dla polskich zasług w walce z Holokaustem. W 2017 roku stwierdził, że „Instytut Yad Vashem powinien docenić odwagę Polaków i cały naród polski powinien mieć jedno wielkie drzewo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.

W lutym 2019 w OKO.press pisaliśmy, że premier o żydowskich korzeniach został bohaterem polskich antysemitów – gdy odmówił wyjazdu na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Izraela.

Miłość własna mimo wszystko

Ale to nie koniec „sukcesów” rządu, z których musiał tłumaczyć się przed opinią publiczną w Polsce i Europie. I nie koniec kłamstw.

  • Wziął w obronę katastrofalną w skutkach reformę edukacji, którą zafundowała polskim szkołom była już minister Anna Zalewska. Podczas strajku nauczycieli grał też pierwsze skrzypce w deprecjonowaniu żądań protestujących. „Pracują mniej, a chcą zarabiać więcej” – mówił Morawiecki, rozpowszechniając niebezpieczny mit. Rezultat? Rozjuszeni nauczyciele, zmanipulowane społeczeństwo.
  • Kolejnym „sukcesem” było zablokowanie przyjęcia przez UE deklaracji dążenia do pełnej neutralności klimatycznej w czerwcu 2019. „Nie mamy sobie nic do zarzucenia” – skwitował wówczas Morawiecki, pokazując jasno, że jego rząd nie bierze na poważnie zbliżającej się katastrofy.
  • Bronił też Zbigniewa Ziobry, gdy wybuchła tzw. afera Piebiaka. W kuriozalnym wywiadzie dla TVN24 Morawiecki stwierdził, że Ziobro o aferze nic „nie wiedział, bo tak mu powiedział”. Koronny argument!
  • Premier kłamał też obficie o sukcesach polityki demograficznej PiS. Wbrew zapewnieniom Morawieckiego 500 plus nie sprawiło, że w Polsce rodzi się więcej dzieci. Wręcz przeciwnie, liczba urodzeń spada.
  • Okazją do wielu przekłamań były wybory – samorządowe jesienią 2018 i europejskie w maju 2019. I tak we wrześniu 2018 pisaliśmy m.in. o 3000 km drogowych kłamstw Morawieckiego, a w marcu 2019 demaskowaliśmy fałsz, gdy zapewniał, że PiS nie zamierza budować sojuszy z antyeuropejskimi partiami. Zamierzał i zbudował.

Choć jego praca zdaje się polegać na upartym powtarzaniu postprawd i tłumaczeniu się z kolejnych wtop, premier zachowuje sporo uznania dla samego siebie. Pochwał nie szczędzą mu przychylne PiS media, a także – jak się dziś przekonaliśmy – świat biznesu.